Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś

04.10.10, 10:03
W klasie mojego 8-letniego syna jest chłopiec chory na astmę. Mały jest słabszy niż inne dzieci. Syn mówi że ten chłopiec ma problemy zwłaszcza na wfie ale nie tylko na przerwach też nie szaleje do upadłego jak inne dzieci. I do tego inhalator którego uzywa sprawia, ze dla dzieci jest inny. Mój syn tez nie należy do najbardziej lubianych być może dlatego jest wyczulony na to co dzieje się w klasie. Opowiada mi jak temu małemu dokuczają, popychają, robią okropne żarty. Niedawno na wywiadówce zwracałam nauczycielce uwagę ale ona podeszła do tego kompletnie się nie przejmując ze dzieci są rózne, ze ciagle sobie dokuczaja. No co miałam zrobic matka tego chłopca taka sierotka siedziała gdzies w koncu sali i tylko się zawstydziła jak się odezwałam a inni rodzice tez naskoczyli zebym nie skłócała dzieci ze soba. Problem w tym ze syn w tamtym tygodniu powiedział ze malemu tak dokuczali ze słabo się poczul i musial do pielęgniarki go zaprowadzić. Nie wiem mam ochotę zrobić awaturę w tej szkole. Czy powinnam pilnować swoich spraw?
    • sweet_pink Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 10:14
      Po pierwsze gratuluje fajnego syna :)
      Po drugie to myślę, że jeśli nie masz za sobą wychowawczyni to bardzo ciężko będzie coś zdziałać...zazwyczaj jak już sobie klasa kozła ofiarnego wybierze to zmiana tego to orka na ugorze. Moim zdaniem na początek ogranicz się do zgłoszenia problemu do dyrekcji i pedagoga szkolnego (zaczęłabym od pedagoga). Masz do tego wszelkie prawo bo twój syn przejmuje się sytuacją kolegi i tu chodzi też o twojego syna i oto jak on się czuje w szkole. Awantur nie rób bo się grono pedagogiczne zacietrzewi i zacznie bronić swojej pozycji "nic sie nie dzieje".
      • reniatoja Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 10:20
        Również chciałam pogratulować wrażliwego syna. I chciałoby się powiedzieć, nie poddawaj sie, jeśli ta nadal sytuacja się rozwija niekorzystnie dla slabszego kolegi, spróbuj jeszcze raz poruszyc ten temat. Kurde, nie możemy być tacy obojętni i wygodni, może ktos się czegoś nauczy, nad czymś zastanowi, moze Twój upór zmieni na lepsze i sytuację tego dziecka i te dzieci, które mu dokuczają, i tych rodziców, którzy prawdopodobnie mają to wszystko gdzieś, ale może ktoś się zreflektuje i uwrażliwi. Chyba niczego nie ryzykujesz rozmawiajac raz jeszcze z wychowawczynią, czy właśnie pedagogiem szkolnym, sprobuj jeszcze.
    • alpepe Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 10:20
      "matka taka sierotka"
      Próbowałabym się z tą matką skontaktować, by ją wspomóc. Przecież to nie twoje dziecko jest tak wyśmiewane, tylko jej. Ona powinna walczyć, ty możesz podpowiedzieć jak, podtrzymywać na duchu, ale skoro ona nie walczy, dziecku nie dzieje się krzywda. Tak wszyscy myślą.
      • nangaparbat3 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 20:47
        MAtce tego dziecka będzie o wiele trudniej upomniec się o prawa syna (właśnie tak - on ma prawo do bezpieczeństwa w szkole, a szkoła ma obowiązek to bezpieczeństwo mu zapewnic).
        Zawsze łatwiej odezwac się osobie z zewnątrz niż temu, komu dzieje się krzywda.
    • tytus_flawiusz Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 10:23
      ale o co Ci chodzi ? Co ma ta biedna nauczycielka z tymi dokuczającymi dziećmi zrobić, skoro nie chcą słuchać.
      Przecież nie może ich strofować, straszyć jakimiś konsekwencjami takimi czy owymi. Jej w niczym nie uzasadniona agresja i chęć dominowania w tym układzie mogłaby spowodować i bachorów ciężkie traumy i psychiczne obciążenia pozostawiające ślady na całe życie.
      • alpepe Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 10:30
        u takich maluchów wystarczyłaby jedna zabawa w odgadywanie, kto kim jest. Np. dziecko, które jest prowodyrem wyśmiewania, musiałoby się wcielić w astmatyka. Przy okazji da się przemycić pedagogiczny smrodek, że astma jest normalną chorobą, która mogła dotknąć każdego i należy się cieszyć, że się samemu jest zdrowym a współczuć choremu. 25 minut wystarczy.
        Ale to trzeba być profesjonalistą, a nie pedagogiem z bożej łaski.
        • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 10:52
          nie trzeba byc pedagogiem, tylko miec wyczucie- a to najczesciej wrodzone:)
        • lacido Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 22:18
          alpepe napisała:

          > u takich maluchów wystarczyłaby jedna zabawa w odgadywanie, kto kim jest. Np. d
          > ziecko, które jest prowodyrem wyśmiewania, musiałoby się wcielić w astmatyka.

          no to zajefanie czułoby się to dziecko widząc jak inni je przedrzeźniają ;/ bo tak by się skończyło naśladownictwo
          • alpepe Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 11:19
            A czemu mi się zdaje, lacido, że masz dziecko w tym wieku? Nastawienie dzieci w tym wieku można zmienić w 15 minut, potrzebny jest pomysł i silna osobowość.
            • lacido Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 13:52
              zdaje Ci się :)
              nie z każdym dzieckiem można wprowadzić zabawę we wczuwanie się w sytuację innych ;/ dla niektórych przeradza się to w świetną zabawę pt. kto lepiej zadyszy, poprzewraca się albo zrobi najgłupszą minę dlatego niżej polecałam pogadanie z pedagogiem bądź psychologiem który mógłby przeprowadzić jakieś zajęcia integrujące grupę :)
              • basia8.93 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 06.10.10, 10:28
                ale każdemu można i trzeba stawiać granice
                • lacido Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 06.10.10, 14:18
                  a pisałam że nie?
      • reniatoja Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 10:33
        Chyba zartujesz. Uważasz, ze nauczyciel wiedząc, że dzieci dyskryminują ktoregoś z kolegów ma w zaden sposób nie reagować w obawie przed traumami tych, którzy dyskryminują? fajnie, oby twoje dziecko czymkolwiek odstawało, zwłaszcza nie na plus i nie ze swojej winy, od grupy rówieśników, życzę ci tego, może zmienisz zdanie.
        • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 10:54
          aha- czyli zyczysz jego dziecku traum i przykrych przezyc, zeby tytus się czegos nauczył?:D

          ps. jego post to był sarkazm- docinka dot bezstresowego wychowania, czego nie zrozumiałas:]
          • reniatoja Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 10:59
            No właśnie tu jest problem. chciałabym, zeby taki tytus doświadczył jak to jest, gdy własne dziecko jest wyrzucone przez grupę na margines. z drugiej strony nie życzę tego przykrego doświadczenia niczego niewinnemu dziecku.
            Ale jeśli to był sarkazm, to faktycznie nie zrozumiałam i moje zyczenie można uznać za niebyłe.
            • tytus_flawiusz Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 11:32
              reniatoja napisała:

              > Ale jeśli to był sarkazm, to faktycznie nie zrozumiałam i moje zyczenie można
              > uznać za niebyłe.

              o tempora, o mores
        • miss.yossarian Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 10:59
          reniatoja napisała:

          > Chyba zartujesz.

          no raczej...
      • mel.la Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 11:09
        tytus_flawiusz napisał:

        > ale o co Ci chodzi ? Co ma ta biedna nauczycielka z tymi dokuczającymi dziećmi
        > zrobić, skoro nie chcą słuchać.

        Dopiero jak dotkliwie pobija chlopaka albo zatluka na smierc albo chlopak popelni samobojstwo bedzie stosowne o tym glosno mowic, tak?
        W Holandii dokuczanie w szkole jest zabronione, odbywa sie rozmowa z takim uczniem w obecnosci pokrzywdzonego, rodzicow, taki delikwent dostaje upomnienie, cala klasa jest o tym poinformowana, a potem drugie lub trzecie upomnienie i wypad ze szkoly.
        • berta-live Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 11:34
          Nie jestem pewna czy to najlepszy pomysł. Ofiarami kolegów padają zazwyczaj jednostki słabe. Przede wszystkim słabe psychicznie. I takie coś, że nauczyciel z dyrekcją stają w obronie takiego delikwenta i zaczynają represje stosować wobec jego oprawców, tylko wszystkich utwierdza w przekonaniu, że delikwent naprawdę jest ofiarą losu, która nie potrafi się sama bronić. A, że nikt przy nim strażnika nie postawi 24h/dobę, to jest prawie pewne, że wcześniej czy później padnie ofiarą zemsty kolegów, którym szkoła dokopała w jego imieniu. I albo mu wleją po lekcjach albo coś gorszego zrobią. Jak nie oni to ich kumple, których pewnie mają pod dostatkiem.

          W UK są specjalne programy resocjalizacyjne, ale nie dla oprawców tylko dla ich ofiar. I tam dzieciaki uczą się asertywności, odpyskowywania i sporty walki trenują. Podobno daje to całkiem niezłe efekty.
          • mel.la Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 11:46
            Berta_live u nas tez sa takie programy resocjalistyczne dla dzieci ktore tego potrzebuja. Niestety jesli oprawca czuje sie bezkarny a czesto pociaga za soba grupe kilku czy kilkunastu uczniow to zadna asertywnosc mu nie pomoze. U nas ta metoda dziala i nie ma dreczenia uczniow tak jak w Polsce - czesto ogladam Uwage na tvn, straszne, doszlo juz nawet do dzgania nozem.
            • berta-live Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 12:00
              Do dźgania nożem, czy sięgnięcia po jakąkolwiek inną broń to podejrzewam dochodzi wtedy, kiedy ofiara psychicznie nie wytrzymuje dręczenia i w akcie desperacji posuwa się do ostateczności. I między innymi dlatego też warto reagować, bo jak taki młodociany kat sobie przegnie to sam może stać się ofiarą i wylądować np na intensywnej terapii.

              Nie mniej jednak czym innym jest zorganizowana przestępczość młodocianych a czym innym grupowe znęcanie się całej klasy z kilkoma prowodyrami na czele nad jednym czy dwoma kolegami. W pierwszym przypadku faktycznie jest to jakiś problem dla policji czy prokuratury i wywalenie delikwentów ze szkoły i poumieszczanie ich w kilku różnych, może przynieść dobry efekt. Natomiast w drugim przypadku jest to zwykłe grupowe zachowanie spowodowane, że ofiara jest jaka jest. I tutaj nie bardzo jest nawet kogo wywalić skoro wszyscy w tym uczestniczą. Można ofiarę przenieść do innej szkoły ale tam też zostanie ofiarą.
            • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 12:03
              ale to nie wina nauczycieli, ze dzieci są niegrzeczne, chamskie

              to wina rodzicow. Niestety widuje sie taki model, ze dzieci z rodzicami sa przeciwko nauczycielom, wtedy dzieciak czuje sie mocny, bo ma wsparcie w rodzicach
    • berta-live Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 10:46
      Myślę, że problemem jest właśnie ta matka sierotka. Po pierwsze dziecko mając taką matkę, wie, że nie może liczyć na jej wsparcie i pomoc, więc jest zostawione samo sobie. A to często powoduje, że staje się albo agresywne (bo jakoś musi sobie radzić a najlepszą obroną jest atak), albo lękliwe i wycofane, bo nie mając żadnego zaplecza boi się stanąć do konfrontacji z kolegami, którzy często takie zaplecze mają. A po drugie mogło po niej odziedziczyć taki dupowołowaty typ osobowości i dlatego, a nie dlatego, że ma astmę, jest ofiarą kolegów. Bo w gruncie rzeczy inność jest tylko pretekstem a nie powodem do posiadania najniższej pozycji w stadzie. Jakby się dobrze dzieciakom przyjrzeć, to każdy jest inny i każdy posiada cechę, która może spowodować, że wszyscy na niego wsiądą.

      Jak cię to martwi, to zgłoś problem do pedagoga szkolnego, psychologa albo dyrekcji. Teraz jest hopl na punkcie agresji i przemocy w szkole, więc może coś z tym zrobią. Można też głośno na wywiadówce sprawę poruszyć. Tylko wtedy to twój syn może awansować na donosiciela klasowego i zająć miejsce astmatyka.
      • ma_dre Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 17:43
        problemem sa i beda chamskie, okrutne, niewychowane; glupie dzieciaki i ich rodzice, a nie matka sierotka, bo nawet matkom sierotkom i ich potomstwu z urzedu nalezy sie szacunek, proste a trudno to cepom pojac. Idac twoim tropem jesli ktos stanie sie ofiara przemocy, gwaltu, niegodziwosci, problemem jest rodzina i bliscy ktosia, a nie sprawca??? Zadziwiajace.
        • nangaparbat3 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 20:50
          Największym problemem są i będą dorośli o poglądach Berty. To własnie ich dzieci znęcają się nad kolegami.
          • berta-live Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 21:11
            Nie są zagrożeniem, tylko próbują racjonalnie myśleć. Skoro na 30 osób w klasie jedna osoba jest ofiarą a pozostałe 29 sobie na niej używa w mniejszym lub większym stopniu, a nawet jak nie używa, to równo ignoruje albo lekceważy, to logiczne jest, że to z tą jedną osobą coś jest nie tak a nie z całą resztą. A jak tak to ta jedna osoba potrzebuje fachowej pomocy a nie reszta. Owszem, można tą resztę jakoś próbować utemperować czy zintegrować z odmieńcem, ale to jest zadanie dla nauczyciela, nie dla rodziców. Rodzic w domu to sobie może huczeć i truć do woli a w szkole dzieciak i tak zrobi swoje, bo w szkole działają instynkty stadne i myślenie grupowe. A od tego, żeby nad czymś takim zapanować jest nauczyciel. I na to 5 lat studiuje pedagogikę, żeby sobie z tym potrafił poradzić. A, że nic z tych studiów nie wyniósł albo mu się nie chce wywiązywać ze swoich obowiązków, to już inna sprawa.
            • goldie_locks Berta-live 05.10.10, 01:00
              Wez ty kobieto sie nie osmieszaj tutaj i skocz na jakies forum dla dresow, to tam twoje poglady bardziej pasuja. To nie ofiara jest problemem, tylko tlum dziciakow pozbawionych empatii. A brak empatii jest zazwyczaj oznaka tumanstwa i zezwierzecenia i w zadnym przypadku nie nalezy tego tolerowac.
              • berta-live goldie_locks 05.10.10, 01:49
                Poczytaj sobie coś o zachowaniach stadnych. Homo sapiens w liczbie mnogiej, czy to się komuś podoba czy nie, staje się chaotyczną, bezmózgą masą, zdolną do wszystkiego. I ta masa wymaga lidera, który nią pokieruje. W szkole tym liderem ma być nauczyciel a nie uczeń czy grupa uczniów o największej charyzmie i zdolnościach przywódczych.

                A bezmózga masa, jak na bezmózgą masę przystało, najłatwiej integruje się mając wspólnego wroga, albo wspólną misję. Z braku laku, wroga i misję najczęściej zastępuje najsłabszy osobnik w stadzie, któremu wszyscy dokopują. I to nie jest problem szkoły, tylko każdej organizacji zrzeszającej ludzi, którzy nie mogą swobodnie w dowolnym momencie opuścić grupy. Popychadła są również w internatach, więzieniach, wojsku, obozach koncentracyjnych, klasztorach, itp.

                A pytanie brzmi dlaczego akurat Iksiński zostaje ofiarą a taki Kowalski nie? Co takiego jest w Iksińskim czego nie ma w Kowalskim? Bo to, że wcale nie odstaje od średniej klasowej bardziej niż inni jest oczywiste. Na 30 osób w klasie, każdy ma jakiś defekt. Jeden jest gruby, drugi chudy, trzeci ma odstające uszy, czwarty wielki nochal, piąty jest rudy, szósty nosi grube okulary, siódmy jest niski, ósmy wysoki, dziewiąty nie potrafi biegać, a dziesiąty piłki złapać, jedenasty jest debilem i ma same pały, dwunasty jest kujonem z samymi szóstkami, trzynasty jest biedny i nie ma w domu kablówki, czternasty ma nadopiekuńczą matkę, która go codziennie do szkoły przyprowadza, piętnasty ma aparat słuchowy a szesnasty krzywe zęby, itd. A ofiarą jest tylko Iksiński bo koledzy zauważyli, że ma duże stopy.
                • aneta-skarpeta Re: goldie_locks 05.10.10, 10:43
                  cos w tym jest
                  u mnie w klasie strasznie lubiany był chłopak z przykrótkimi rekami. Nie wiem jak nazywa się to schorzenie, ale miał rece do pasa i nie byl zbyt przystojny, ale był fajny, po tygodniu kazdemu spowszechniały jego rece i był kumplem jak sie masz

                  ja sama bylam przy kosci, mam ogromny nos, a byłam lubiana.

                  i tak jak mowilam o inhalatorze- ktospisał ze musiał specjalnie załatwic dziecku tabletki, bo wstyd bylo inhalator nosic, a moj syn pekal z dumy ze go ma i wszystcy mu w rezultacie zazdroscili, bo skoro on tak sie z tego cieszy to musi byc zajebiste;)
                • goldie_locks Re: goldie_locks 05.10.10, 20:47
                  Ale z twojego elaboratu nic konstruktywnego nie wynika, opisujesz zachowania stadne, wojsko, wiezienie, jakis wrogow, pierdy, pierdy. Zawsze sa osobniki slabsze w kazdej grupie to przeciez oczywiste. Opisujesz sytuacje skrajne gdzie faktycznie dominuja samozachowawcze, zwierzece instynkty i twoja szkola taka byla? Bo moja na szczescie nie. Byl jeden chlopiec w klasie, ktory byl troche opozniony w rozwoju. Wiekszosc, zwlaszcza uczniowie wzorowi i inteligentni traktowali tego kolege z szacunkiem. Byla grupa chlopakow (ktorzy wyrosli na dresow i zlodzieji tak na marginesie) ktora mu dokoczala, ale za sprawa nauczyciela atmosfera byla generalnie zero tolerancji za znecanie sie nad slabszymi i tak powinno byc. Zasadnicza rzecza przy wychowyaniu dzieci jest promowanie poprawnych zachowan, a nie uczenie ich, ze zawsze gdzies tam musi byc ofiara losu i to jest ok.

                  PS Nie wiem gdzie ty zyjesz ale tam gdzie ja zyje i pracuje za jakakolwiek dyskryminacje innych wlatuje sie z pracy.
                  • berta-live Re: goldie_locks 05.10.10, 21:34
                    Z mojego elaboratu wynika to, że ofiara losu pojawia się w każdej hermetycznej grupie. W mniejszym lub większym stopniu, ale się pojawia. Bo taka jest natura ludzka. I nie ma znaczenia ani wiek, ani płeć, ani wykształcenie, ani wychowanie, ani nic innego. Ludzie przebywając w grupie tracą swoją tożsamość i dostają małpiego rozumu. A to czy przybierze to jakąś drastyczną formę czy nie, zależy w głównej mierze od samej ofiary. Jak padnie na osobę, która wbrew pierwszemu wrażeniu jakie na grupie wywarła, nie da sobie w kaszę dmuchać, to stosunki będą w miarę OK, jak padnie na kogoś mało zaradnego, to będzie gorąco. I wywalenie ze szkoły prowodyrów nic nie da. Podobnie jak nic nie dadzą żadne siłowe rozwiązania. W szkołach panuje rejonizacja i koledzy z klasy są równocześnie sąsiadami. Jak delikwentowi w szkole uniemożliwią gnębienie ofiary, to wtłucze jej po lekcjach. Albo zleci wtłuczenie komuś innemu. I teraz to już nie dlatego, żeby dokopać słabszemu, tylko zemścić się i pokazać mu, żeby nie podskakiwał za wysoko.

                    I w zasadzie są tylko dwie w miarę skuteczne metody zapobiegania temu zjawisku. Pierwszą jest powierzenie grupy jakiemuś liderowi, który nią pokieruje. W warunkach szkolnych, marzenie ściętej głowy, bo nauczyciele na ogół nie mają ani predyspozycji ani umiejętności, żeby temu zadaniu sprostać. A drugą metodą jest poddanie ofiary terapii, która nauczy go co ma robić, żeby ofiarą nie być.
                    • basia8.93 Re: goldie_locks 06.10.10, 10:06
                      z tego wynika, że każda grupa znajdzie w końcu jakiegoś kozła ofiarnego, który -w konsekwencji -będzie wymagał terapii. Jak już sobie poradzi, albo opuści grupę - ta będzie szukać kolejnego, który znowu będzie wymagał terapii. nie tędy droga. Nauczyciel powinien zadbać o bezpieczeństwo dziecka (jest to obowiązkiem szkoły) i tak pracować z GRUPĄ, żeby nie potrzebowała kozła ofiarnego (sęk w tym, że niektórym nauczycielom taka sytuacja, że ten kozioł ofiarny się pojawia jest całkiem na rękę. można chociażby skanalizować agresję grupy, wywołaną jej niezadowoleniem). Nauczyciel powinien uczyć pomagania sobie i wzajemnego szacunku, również sam szacunek okazując oraz reagując prawidłowo na to, co się dzieje w klasie szkolnej. niewątpliwie udając, że "nie widzi" - DAJE PRZYZWOLENIE! i to jest niedopuszczalne. za parę lat dziecku, któremu na razie inne dokuczają może się stać większa krzywda. co wtedy? wtedy wszyscy się oburzą, ze zwyrodnienie, że brak pasa...
                      Dziwi też mocno postawa rodziców, którzy słysząc o problemie - bronią się przed nim argumentując bez sensu, że jest to próba skłócenia dzieci. tego nie rozumiem.
                      Przemoc szkodzi wszystkim uczniom- koszty ponosi tak ofiara, jak i agresorzy (uczą się, że tak można i należy), a również świadkowie. jeżeli informacje od świadków są ignorowane, to jest dla nich sygnał, że nie należy się wychylać, bo "po co"? Rodzic, który podniósł problem na zebraniu też się pewnie zastanowi, czy reagować raz jeszcze, bo "po co"? i tak się znieczulamy na krzywdę.
                      • berta-live Re: goldie_locks 06.10.10, 12:50
                        Grupa znajdzie kozła ofiarnego, jeżeli ten kozioł ofiarny w grupie w ogóle się znajduje. Kozioł ofiarny to zazwyczaj osoba z jakimiś zaburzeniami osobowości. Może się okazać, że wszyscy grupowicze są w miarę w normie psychicznej i nikt nie da sobą pomiatać. I rolą kogoś kto pomaga ofierze, jest sprawienie, żeby trochę znormalniał i przestał dawać sobie w kaszę dmuchać. Bo jeszcze raz powtarzam, kozioł ofiarny nie staje się nim dlatego, że ma jakąś cechę fizyczną, która go odróżnia od grupy. Bo każdy ma jakiś defekt, nie ma ideałów. Nawet największe bandziory klasowe jak się im przyjrzeć z bliska, mają sporo cech, które mogłyby sprawić, że staną się obiektem kpin i dyskryminacji. A jednak tak się nie dzieje. Bo cała ich mowa ciała jest sygnałem dla potencjalnego prześmiewcy czy agresora, żeby nawet nie ośmielił myśleć o wyjechaniu z jakimś głupim tekstem.
                    • basia8.93 Re: goldie_locks 06.10.10, 11:34
                      nie jesteśmy zwierzętami: nie tylko natura, ale i kultura. wychowanie ma tu znaczenie.
                      w jednej ze szkół grupa uczniów szykanowała dziecko. rodzice interweniowali, ale nic z tego nie wynikało. w końcu pobito tego ucznia. ojciec złożył doniesienie, rodzice agresorów byli głośno oburzeni i cali w pretensjach, ale ojciec się nie wycofał. okazało się natychmiast, że w miejscu zdarzenia jest kamera, która to zarejestrowała. oburzenie rodziców agresywnych dzieci zastąpiły prośby o wycofanie sprawy. tak też się stało, ale potem już nigdy dokuczanie się nie powtórzyło. okazuje się, że rozmowa może przynieść jednak efekty.
                      • aneta-skarpeta Re: goldie_locks 06.10.10, 11:45
                        moi zdaniem problemy wychowawcze z dziecmi i mlodzieza wynikaja wlasnie z faktu zwalania odpowiedzialnosci za wychowanie dzieci w szkole na nauczycieli. To sa tak naprawdę obcy ludzie, różni ludzie. Idealnie byłoby żeby byli swietni, mieli super podejscie i autorytet, ale roznie bywa. I teraz albo pozostawimy szkolne rzeczy szkole utyskując na nauczycieli, bo przeciez oni w tym czasie maja wychowywać nasze dzieci i umywac rece- bo przeciez teraz to kolej nauczyciela, zeby wychowala moje dziecko, albo zainteresujemy sie tym co się dzieje i bedziemy sie starac na to wpływac

                        wiekszym problemem są rozbisurmanione wręcz bahory, a nie nauczyciele

                        kiedys , w przedszkolu, mielismy taką sytuację. Biznacy- 2 chłopców- demony. Panie wychowawczynie miały wiecznie ciosane kołki na głowie, ze przez te dzieci jest ciagle jakiś problem. Mi samej mówiły- niestety sprawa wygląda tak, że tym dzieciom bardzo duzo w domu wolno. W ciągu tygodnia jakoś je "utemperujemy", zeby w czasie zajec nie chodzily po scianach, nie wyrywaly dzieciom zabawek i pod koniec tygodnia sa juz spokojniejsze, ale przez weekedn jakby miały doładowywane akumulatory przez rodziców i w poniedziwłek znowu demony, a rodzice nie widza problemu i nie chca współpracowac. Jesli dziecko dostaje sprzeczne komunikaty to wariuje, a wiadomo, że baza w domu jest najwazniejsza, bo jak masz dobre wychowanie z domu to duzo trudniej zepsuc to w szkole.
                        I własnie najwazniejsza jest aktywnosc w szkole rodzicow, bo wtedy i nauczyciele wiedza, ze ktoś ma na nich oko, dzieci wiedza, ze rodzice wiedza co się dzieje w szkole itd
                        • berta-live Re: goldie_locks 06.10.10, 12:42
                          Pod koniec tygodnia są spokojniejsze nie dlatego, że się podtresowały, tylko dlatego, że są bardziej zmęczone. Podejrzewam, że pod koniec dnia też są spokojniejsze niż rano. W końcu statystyczne dziecko przebywa w przedszkolu prawie 10h, więc nic dziwnego, że pod koniec dnia jest zmęczone i nie ma siły na szaleństwa. A 5dni pod rząd kiedy musi rano wstawać a potem cały dzień wykazywać aktywność, też mocno rozładowuje akumulatory. A weekendy zazwyczaj są mniej wyczerpujące, bo i pospać dłużej można i mniej się dzieje, więc i o regenerację sił łatwiej.

                          A rolą przedszkolanek jest wypełnić czas dzieciom i sprawić, że będą skupione na jakiś ciekawych zajęciach do tego stopnia, że nie będą miały ani czasu ani ochoty, żeby się bić czy wyrywać sobie zabawki. Tylko klarencjom się nie chce. Wolą sobie kawę popijać a dzieci niech się zajmą same sobą. Spokojniejsze może się zajmą, ale są i takie które energia rozsadza i tym trzeba znaleźć absorbujące je zajęcie a nie zwalać na rodzinę, że źle wychowuje dzieci. Dzieci nie mogą się nudzić.
                          • aneta-skarpeta Re: goldie_locks 06.10.10, 12:59
                            > Pod koniec tygodnia są spokojniejsze nie dlatego, że się podtresowały, tylko dl
                            > atego, że są bardziej zmęczone.

                            z tego co mi panie mowily- wynikało to nie tyle z przemęczenia, co z pewnej rutyny i utrzymaniu porządku dnia, regularnosci i wymagania pewnych rutynowych czynnosci z konsekwencją

                            panie wklepaly im do glow , ze jak siedzimy to siedzimy, jak lezymy to lezymy i w czwartek, piatek zaczynaly chwytac o co chodzi i czerplay z tego rpzyjemnosc. przez weekend widocznie znowu mogly robic co chcialy i w poniedzialek od znowu musialy wgryzac sie w ta przedszkolna rutynę i mialy kociokwik we łbie, bo nie rozumialy czemu raz moga jesc obiad gdzie chca lub go nie jesc, a raz maja grzecznie siedziec przy stoliku itd
                            • berta-live Re: goldie_locks 06.10.10, 13:20
                              Zmęczonemu dziecku łatwiej wejść w rutynę niż takiemu, którego energia rozsadza. No nie ma bata, żeby spokojnie leżało czy stało jak mu nogi same rwą się do biegania, albo jadło jak nie jest głodne. Poza tym w przedszkolach i tak nie wolno dzieci zmuszać do leżakowania czy jedzenia, jak te nie mają na to ochoty.
                              • aneta-skarpeta Re: goldie_locks 06.10.10, 13:24
                                jesli nie mialo ochoty na lezakowanie to moglo sobie spokojnie posiedziec i sie pobawic, nie halasując,a nie biegac i sciagac kocyki z innych dzieci:)

                                ale oczywiscie wszystko wina nauczycielek, a rodzicow winy zadnej:)
                                • berta-live Re: goldie_locks 06.10.10, 14:06
                                  No pewnie, że wina nauczycielek. Wiadomo, że część dzieci nie potrzebuje popołudniowej drzemki ani popołudniowego odpoczynku. I dla nich trzeba zorganizować jakieś zajęcia w sali obok. Oczekiwanie, że kilkulatek, którego rozsadza energia będzie sobie w milczeniu książeczkę kolorował przez godzinę albo i dłużej, jest paranoją. W przedszkolu są zazwyczaj trzy grupy wiekowe, więc i trzy sale są. Wystarczyłoby w jednej zorganizować leżakowanie dla chętnych z wszystkich grup, w drugiej sali jakieś spokojne zajęcia typu czytanie bajek a w trzeciej zrobić wspólne zajęcia ruchowe w stylu robienie fikołków na czas.
                                  • aneta-skarpeta Re: goldie_locks 06.10.10, 14:19
                                    berta-live napisała:

                                    > W przedszkolu są zazwyczaj trzy grupy wiekowe, więc i trzy sale są.
                                    > Wystarczyłoby w jednej zorganizować leżakowanie dla chętnych z wszystkich grup
                                    > , w drugiej sali jakieś spokojne zajęcia typu czytanie bajek a w trzeciej zrobi
                                    > ć wspólne zajęcia ruchowe w stylu robienie fikołków na czas.


                                    problem w tym, ze to było przedszkole- a'la domowe, działające na troszkę innych warunkach niz tradycyjne przedszkole. całe miało 12-15 dzieci- nie pamietam juz i miało dwia pomieszczenia połaczone ze sobą. nie chodzilo tutaj tylko o spanie i tylko o jedzenie, tamte dzieci byly wychowywane bezstresowo+ niewychowywane, zawsze było im wolno wszystko i zawsze, nauczycielki były w impasie, bo rodzicom dzieci sie nie podobało zachowanie tych dzieci, a rodzicowm tych blizniaków niepodobało się okiełznywanie ich słodkich robaczków
                                    Te Panie po prostu musiały strasznie duzo energii- za siebie i rodziców - wkladac w ulozenie tych dzieci- jakos je okiełznywały, bo szyby nie były powibijane, dzieci całe, ale musiały duzo czasu na to "tracić" kosztem innych dzieci.


                                    jak moje dziecko kiedys wleje koledze w szkole to nie bedzie wina nauczycielki, tylko moja że mu nie wystarczająco wpoiłam pewne zachowania

                                    tłum tłumem, ale trzeba dziecko wychowywać, a z wiekiem coraz cześciej uzywa mózgu i nie jest tak zupełnie bezwolne i dzieci dobrze wycowane, z wpojonymi pewnymi wartosciami nie zrobią koledze kocówy w wc ze spuszczaniem na niego wody z kibla.
                                    • berta-live Re: goldie_locks 06.10.10, 14:30
                                      Nie okiełznasz niczyjego temperamentu. Dzieci nie są temu winne, że mają niespożytą energię i, że dla nich jest torturą jak ktoś im każe siedzieć cicho i szydełkować. Problemem było to, że to przedszkole nie było odpowiednie dla dzieci o tym typie osobowości. Dziecko, które jest z natury spokojne i ma mniejsze zasoby energii będzie się w takich warunkach świetnie czuło. Natomiast takie, które nie usiedzi 2 minut w jednym miejscu powinno znaleźć się np w przedszkolu o profilu sportowym. Gdzie od 7 rano do tej 17-18 cały czas coś się dzieje. Albo grają w piłkę, albo idą na basen, albo biegają, albo jeszcze coś innego.

                                      Domyślam się, że była to prywatna placówka, więc skoro rodzice i tak płacili to równie dobrze mogli płacić gdzie indziej. I jakby przedszkole było uczciwe i nie tak pazerne na pieniądze, żeby starać się zatrzymywać dzieci za wszelką cenę, to powiedzieliby rodzicom bliźniaków, że ta placówka nie spełnia wymagań ich dzieci i zasugerowali miejsce, gdzie będzie im lepiej.
                                      • aneta-skarpeta Re: goldie_locks 06.10.10, 14:37
                                        berta-live napisała:

                                        > Nie okiełznasz niczyjego temperamentu. Dzieci nie są temu winne, że mają niespo
                                        > żytą energię i, że dla nich jest torturą jak ktoś im każe siedzieć cicho i szyd
                                        > ełkować.

                                        berta zlituj sie i nie wykoslawiaj sytuacji. Nikt im nie kazał siedziec całe dnie i nic nie robić. Miały duzy ogród, fajny plac zabaw, duzo fajnych zabawek i naprawde sama widziałam, ze te panie organizowały tym dzieciom aktywnie czas

                                        Problemem było to, że to przedszkole nie było odpowiednie dla dzieci o
                                        > tym typie osobowości.

                                        a czyja to wina, ze dziecko zostało zapisane akurat do tego przedszkola? prywatnego, podkresle.


                                        Dziecko, które jest z natury spokojne i ma mniejsze zaso
                                        > by energii będzie się w takich warunkach świetnie czuło. Natomiast takie, które
                                        > nie usiedzi 2 minut w jednym miejscu powinno znaleźć się np w przedszkolu o pr
                                        > ofilu sportowym. Gdzie od 7 rano do tej 17-18 cały czas coś się dzieje. Albo gr
                                        > ają w piłkę, albo idą na basen, albo biegają, albo jeszcze coś innego.
                                        >

                                        berta, nie rozkręcaj się. MOje dziecko było w kilku przedszkolach- jakoś wyjątkowo spokojne nie jest- lubi aktywnie spedzac czas i nigdzie dzieci nie były gnebione wiecznym siedzeniem

                                        > Domyślam się, że była to prywatna placówka, więc skoro rodzice i tak płacili to
                                        > równie dobrze mogli płacić gdzie indziej.


                                        ale widocznie nie chcieli, nie interesowali sie, nie zalezo im. niepotrzebne skreslic

                                        I jakby przedszkole było uczciwe i n
                                        > ie tak pazerne na pieniądze, żeby starać się zatrzymywać dzieci za wszelką cenę
                                        > , to powiedzieliby rodzicom bliźniaków, że ta placówka nie spełnia wymagań ich
                                        > dzieci i zasugerowali miejsce, gdzie będzie im lepiej.


                                        a myslisz, że ktos ich tam trzymał za wszelką cenę?. sprawa rozegrała się przez 2 czy 3 miesiace. Dzieci zmieniły przedszkole i to nie z inicjatywy rodziców blizniakow:]
                • nangaparbat3 Re: goldie_locks 05.10.10, 22:04
                  Nieprawda. Kozlem ofiarnym zostanie ten kogo wskaze wazna osoba w grupie. Jesli wskaza Ciebie, masz przekopane, i jesli nikt Ci nie pomoze, przegrasz. Tak to dziala.
                  • aneta-skarpeta Re: goldie_locks 05.10.10, 22:15
                    to sa dzieci osmioletnie, o czym niektórzy raczą zapominać..i to chyba nie w poprawczaku

                    :P

                    Trzeba dzieciom pomagac, przede wszystkim rola rodziców w tym, zeby dzieciom sie krzywda nie działa, a jednocześnie uczyć dzieci pewnej zaradności zyciowej, pomgac im przehcodzic przez trudy dziecinstwa bez zbednego pielegnowania nieumiejetnosci radzenia sobie ze szkolnymi sprawami, bo to nic dobrego mu na przyszlosc nie przyniesie.

                    • mel.la Re: goldie_locks 05.10.10, 22:37
                      aneta-skarpeta napisała:


                      > Trzeba dzieciom pomagac, przede wszystkim rola rodziców w tym, zeby dzieciom si
                      > e krzywda nie działa, a jednocześnie uczyć dzieci pewnej zaradności zyciowej, p
                      > omgac im przehcodzic przez trudy dziecinstwa bez zbednego pielegnowania nieumie
                      > jetnosci radzenia sobie ze szkolnymi sprawami, bo to nic dobrego mu na przyszl
                      > osc nie przyniesie.

                      Twoje dzialanie opisane w jednym z powyzszych postow odnosnie pierwszego dnia w szkole Twojego dziecka w okularach jest absolutnym zaprzeczeniem tego co teraz napisalas.
                      • aneta-skarpeta Re: goldie_locks 06.10.10, 11:27
                        mel.la napisała:


                        > Twoje dzialanie opisane w jednym z powyzszych postow odnosnie pierwszego dnia w
                        > szkole Twojego dziecka w okularach jest absolutnym zaprzeczeniem tego co teraz
                        > napisalas.

                        znowu niedoczytałas. pisałam wyrażnie w pierwszym poście odnośnie okularów, że dziecko było w starszakach- czyli przedszkolu. miał 4,5 roku

                        reszty nie chce mi sie nawet komentować
                    • nangaparbat3 Re: goldie_locks 05.10.10, 22:43
                      Szkoła ma dzieci socjalizowac. Ma je nauczyc, że ludzie się różnia między sobą, i nie może to byc powodem gorszego traktowania. Ma nauczyc, że nie musimy się kochac, mozemy się nawet nie znosic, ale to nie powód by bic, znęcac się, upokarzac. Ma nauczyc, że jeśli komus jest trudniej, to trzeba mu pomóc. Że nawet z kimś, kogo nie znosimy, trzeba czasem współpracowac.
                  • berta-live Re: goldie_locks 05.10.10, 22:47
                    Ale nadal nie otrzymałam odpowiedzi na pytanie, co sprawia, że jedna osoba jest postrzegana przez grupę jako najważniejszy a inna jako kozioł ofiarny. ;)
                    I nie ma znaczenia czy to są 8-latki, 18-latki czy 80-latki. Mechanizm działania jest tak pierwotny, że jest zakodowany w najstarszych filogenetycznie częściach mózgu, z którymi człowiek przychodzi na świat i nie podlegają one dalszemu rozwojowi.

                    Generalnie są 4 metody radzenia sobie z tym:
                    1. Tak grupie zorganizować zajęcia, żeby nie miała ani siły ani czasu nawet na to, żeby sobie palcem do tyłka trafić. Stosowane głównie w wojsku i klasztorach.
                    2. Znaleźć grupie wspólnego wroga zewnętrznego, którego będzie mogła gnębić do woli.
                    3. Pilnować uczniów 24h/dobę. Tak jak to ma miejsce w niektórych szkołach przyklasztornych, gdzie siostrzyczek jest bardzo dużo, często się im nudzi i mają dużo czasu.
                    4. Wyeliminować najsłabsze ogniwo.

                    Można jeszcze znaleźć grupie jakąś misję, której wypełnienie będzie wymagało współpracy wszystkich jej członków. Ale to wyższa szkoła manipulacji tłumem. Nieosiągalne dla statystycznego nauczyciela.

                    No i jedynym dostępnym i realnym rozwiązaniem jest wdrożenie pkt 4. Wywalenie najsłabszego ogniwa to półśrodek, więc jedyne co można zrobić, to nauczyć ofiarę jak ofiarą nie być.
                    • nangaparbat3 Re: goldie_locks 05.10.10, 22:53
                      Jeździsz na szkolenia dla skinów?
                      • berta-live Re: goldie_locks 05.10.10, 23:31
                        Mylisz dwie różne rzeczy. Czym innym jest dyskryminacja z powodu jakiś uprzedzeń, np rasizm, homofobia, dyskryminacja na tle religijnym, itp, a czym innym jest zrobienie z kogoś kozła ofiarnego. Nad tym pierwszym można popracować i to pierwsze faktycznie jest wprost proporcjonalne do poziomu wykształcenia i kultury osobistej. I co najważniejsze wychodzi z samego człowieka a nie jest częścią zachowań stadnych. Natomiast znęcanie się grupy nad jednym osobnikiem, który tak naprawdę ani odrobinę nie odstaje od reszty stada, to zupełnie inna bajka. I tego nie da się załatwić poprzez jakieś zajęcia umoralniające.
                        • nangaparbat3 Re: goldie_locks 05.10.10, 23:43
                          Jest zupełnie tym samym, tylko na innym planie.
                          I nigdzie nie mówiłam o prawieniu morałów.
                          Miedzy moralizatorstwem a podanymi przez Ciebie metodami jest jeszcze cała masa innych rozwiązań.I naprawdę - im młodsze dzieci tym łatwiej, natomiast trzeba i chciec , i umiec.
                          • berta-live Re: goldie_locks 06.10.10, 13:13
                            A ja się będę upierać, ze to jednak dwie różne rzeczy. Bo jakby ta agresja dotyczyła konkretnego powodu, to problem byłby łatwy do rozwiązania. Tylko, że agresorzy sami nie wiedzą dlaczego akurat Kowalskiego gnębią a nie Iksińskiego. Jedynym powodem jaki potrafią podać, to ten, że Kowalski jest głupi, ale uzasadnić tego nie są w stanie. Przyciśnięci do muru, na odczep się podadzą jakieś preteksty. Preteksty a nie powody, bo np nie będą w stanie wytłumaczyć dlaczego Kowalskiego gnębią z powodu nadwagi a Malinowskiego i Kwiatkowskiego, którzy są ze dwa razy grubsi, to lubią i nawet tego nie zauważają.
                    • basia8.93 Re: goldie_locks 06.10.10, 10:19
                      dalszym krokiem jest eliminacja słabszych ze społeczeństwa. Ludzie, którzy są popularni są różni i w różnym wieku inne cechy mogą o tym decydować: uroda (naprawdę), lepszy ubiór, ale i pewność siebie, poczucie własnej wartości, zasoby, którymi można obdarować innych, umiejętność działania na rzecz grupy, ale i cwaniactwo, bezczelność... różnie bywa. ofiara jest przede wszystkim INNA (często z niską samooceną, brakiem umiejętności społecznych, ale nie zawsze, bo te można zablokować, kiedy jest się prześladowanym, wtedy działa się oślep, spada też samoocena i poczucie sprawstwa) wyróżnia się pod jakimś tam względem. mechanizm jest tu podobny do dyskryminacji, różnica polega na tym, że raz dotyczy ona relacji między jednostkami, a raz między grupami społecznymi. ucząc dzieci szacunku kształtujemy lepszych dorosłych, a tym samym trochę lepszy świat.
                    • basia8.93 Re: goldie_locks 06.10.10, 11:37
                      jedyne co można zrobić, to nauczyć ofiarę
                      > jak ofiarą nie być.

                      ja myślę, że można też uczyć dziecko jak nie być tyranem
                      • berta-live Re: goldie_locks 06.10.10, 12:57
                        Zrozum, że my nie mówimy o agresji typu jednostka przeciw jednostce, tylko o agresji typu grupa przeciwko jednostce. A na grupę nie ma mocnych, bo to kompletnie inny twór, niż każdy z jej członków osobno wzięty. Dzieci na co dzień bardzo grzeczne, kulturalne, wrażliwe i spokojne jak znajdą się w grupie, w której nie są liderami tylko ciemną masą, zaczynają się zachowywać tak jak bezmózga część składowa jakiegoś obcego organizmu. I nic nie da wpływanie na poszczególnych osobników, którzy w strategicznych momentach dostają małpiego rozumu. Tutaj potrzebny jest doświadczony manipulator tłumem. I to nie jest kwestia dzieci. Dorośli działają dokładnie tak samo, tylko, że dorośli rzadko kiedy są zmuszeni do przebywania w warunkach obozowych.
                        • mel.la Re: goldie_locks 06.10.10, 13:35
                          berta-live napisała:

                          > Zrozum, że my nie mówimy o agresji typu jednostka przeciw jednostce, tylko o ag
                          > resji typu grupa przeciwko jednostce.

                          Niezupelnie, to Ty piszesz o dzialaniu calej grupy ( 30) przeciw jdnostce co bardzo rzadko sie zdarza.
                          My piszemy o dzialaniu jednego dreczyciela, ktory pociaga za soba kilku lub kilkunastu uczniow i jego ofierze. Najczesciej "dobranie sie do skory" dreczycielaowi rozwiazuje problem bo cala reszta, ktora stala zanim nagle zaczyna sie wycofywac.
                          Poza tym pozwol nam miec swoje zdanie, mnie nie przekonalas, widze ze wielu innych tez nie.
                          • berta-live Re: goldie_locks 06.10.10, 14:16
                            To o czym mówisz, to jest opcja nr 3. Ale coś takiego to się stosunkowo rzadko zdarza, bo osób, które mają na tyle dużą charyzmę i zdolności przywódcze, żeby pociągnąć za sobą 30-osobową grupę i sprawić, że będzie ona tańczyć jak się im zagra jest ekstremalnie mało. I ten problem jest łatwy do rozwiązania, bo faktycznie wystarczy albo wywalić delikwenta ze szkoły albo w jakiś sposób go zdetronizować. Natomiast ja cały czas mówię o sytuacji grupa vs jednostka. Grupa, w której nie ma lidera, jest tylko kilka najbardziej agresywnych osób, które z powodu swojego temperamentu są najbardziej widoczne w tym procederze dręczenia. Natomiast w żadnym wypadku liderami nie są i ich wyeliminowanie nie rozwiąże problemu.
                            • mel.la Re: goldie_locks 06.10.10, 18:51
                              berta-live napisała:

                              > To o czym mówisz, to jest opcja nr 3. Ale coś takiego to się stosunkowo rzadko
                              > zdarza, bo osób, które mają na tyle dużą charyzmę i zdolności przywódcze, żeby
                              > pociągnąć za sobą 30-osobową grupę i sprawić, że będzie ona tańczyć jak się im
                              > zagra jest ekstremalnie mało. I ten problem jest łatwy do rozwiązania, bo fakty
                              > cznie wystarczy albo wywalić delikwenta ze szkoły albo w jakiś sposób go zdetro
                              > nizować. Natomiast ja cały czas mówię o sytuacji grupa vs jednostka. Grupa, w k
                              > tórej nie ma lidera, jest tylko kilka najbardziej agresywnych osób, które z pow
                              > odu swojego temperamentu są najbardziej widoczne w tym procederze dręczenia. Na
                              > tomiast w żadnym wypadku liderami nie są i ich wyeliminowanie nie rozwiąże prob
                              > lemu.

                              Wychowaj najpierw dziecko/dzieci a potem sie wypowiadaj.
    • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 10:51
      tez mam syna 8 lat

      miał rózne etapy- był nielubiany i lubiany. U dzieci zmienia sie jak w kalejdoskopie. W sumie okres nielubienia wyszedł mu na dobre, ale duzo z nim rozmawialismy, zeby sie nie przejmował, a jak chłopcy zobacza, że nie jest płaczek, popychadło to szybko zmienia zdanie. postawił się chłopakom raz, drugi ( w jakies tam zabawie) i wszystko sie odmieniło

      ale o czym to ja chciałam powiedzieć:)

      astma to nie niepełnosprawność, żeby trzeba było się tego wstydzic, wiec kompletnie nie rozumiem tej matki

      moj szybko zaczął nosic okulary- strasznie się tego wstydził, bo nosił ( wtedy w starszakach) jako jedyny. Bał się, że dzieci będą się śmiały itd

      poszłam sama do Pani, porozmawiałam na osobnosci, czy mogłaby powiedziec całej grupie, ze on wejdzie dzisiaj w okularach, ale zeby kazdy udawał, że nie widzi, zeby mu przykro nie było. Osobiscie porozmawiałam z jego najlepszymi kolegami- w przyjaznej formie

      dzieciaki zachowały sie fantastycznie, bo potraktowane zostały powaznie itd. nie wiem czemu nie możnaby było zrobić czegoś podobnego u chłopa z astmą- ale to zalezy tez od matki chłopca

      u mojego w klasie są straszne łobuziaki, ale na szczescie pani i rodzice jakoś sie dogadują i konflikty są rozsądzane polubownie. A wiadomo, że kłotnie, pretensje, żale w tym wieku to norma. Moj syn z najlepszym kolegą co i raz,a to się kocha na całe zycie,a to nienawidzi. Warto tez dzieci uczyc walki o swoje ( juz w wieku 8 lat), zeby umiały sobie same radzić.

      mój syn jak miał problemy z kolegami to niepedagogiczne tata go nauczył jak ma odgryzac sie kolegom za docinki. Poskutkowało to natychmiast, bo chłopaki zaczeli traktowac go jak swojego, a nie jak popychadło.
      niepedagogicznie też jest nauczony ze jak Cię popychaja to trzeba sobie umiec z tym poradzic

      w takich czasach przyszlo mu zyc, wiec musi sobie umiec ztym radzic
      • reniatoja Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 10:55
        aneta-skarpeta napisała:


        >
        > astma to nie niepełnosprawność, żeby trzeba było się tego wstydzic, wiec komple
        > tnie nie rozumiem tej matki
        >
        Czy to zdanie tylko tak niefortunnie Ci wyszło, czy pokazuje twój prawdziwy sposób myslenia?
        • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 11:38
          niefortunnie to wyszło. Oczywiscie nie ma czego sie wstydzic przy niepelnsprawnosci.

          Chodziło mi o to, że potrafię zrozumieć rodziców, ktorzy są wycofani, niesmiali z powodu np niepełnosprawnosci umyslowej swoich dzieci, bo jest to duzy problem, kłopotliwy, ludzie czesto nei rozumieja, nie potrafia odpowiedni się zachowac i trzeba miec duzą siłe przebicia,zeby wywalczyc sobie w spolecznosci pewną niewidzialność, a rodzicow moze to jakos tam przerastac

          tutaj tego nie rozumiem, z astmy zrobiono jakś starszliwą chorobe, a amtka się temu całkowicie poddała.
          • trypel Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 11:46
            aneta-skarpeta napisała:

            >
            > tutaj tego nie rozumiem, z astmy zrobiono jakś starszliwą chorobe, a amtka się
            > temu całkowicie poddała.

            Ja tego nie wyczytałem w tekscie. Z astmy straszliwą chorobą zrobiła autorka wątku. A matka jest jaka jest i astma nie ma tu nic do rzeczy.
            • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 11:52
              masz racje, że astma tutaj to tylko wymówka i wszystko zwala się na astme i na dzieci.
              A wiem po moim synu, że jak miał okres płaczliwosci i takiej pierdołowatosci to dzieci to szybko wyczuły i miał ciezkie zycie:)



              • trypel Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 11:55
                dokładnie. Grupa natychmiast znajduje ofiarę i bardzo lubi ofiarę mieć. Kwestia kto pokaże słabość i sie z tym pogodzi.
              • nangaparbat3 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 20:59
                Człowiek ma prawo byc płaczliwy i pierdołowaty, a inni nie muszą go kochac, ale mają tolerowac. NAwet ośmiolatkowie.
                • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 09:54
                  wg mnie najlepiej uczyc dzieci, zeby nie były pierdołowate- tzn starały się takie nie być, a z drugiej strony, zeby nie znęcały się nad tymi słabszymi

                  wiadomo, że ludzie są różni. sama byłam mocno nadwrazliwa w swoim czasie, mój syn także i walczyłam z tym, a nie pielegnowałam. Nadal jest wrazliwych chłopcem, bo nie przesadzałam, ale nie jest pierdołą.

                  Jako rodzice mozemy w duzym stopniu wpływac na nasze dzieci i albo pielegnowac nieporadnosc zyciowa, albo pokazywac mu jak być pewniejszym siebie, jak sobie radzic, jak byc samodzielnym
                  • nangaparbat3 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 22:07
                    Ale my tu nie gadamy z mama tego chlopca, ja mozemy co najwyzej obgadywac. Mowimy, co powinien nauczyciel i ewentualnie rodzice innych dzieci.
          • berta-live Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 12:36
            Niepełnosprawność umysłowa, wbrew pozorom, wcale nie powoduje pierdołowatości. Tego typu osoby są jedynie mniej sprawne intelektualnie, ale jeżeli chodzi o umiejętności społeczne to są całkiem w normie. Niektórym nawet pozazdrościć można umiejętności radzenia sobie w życiu. W żadnym wypadku nie są to osoby typu ani me ani be. Pierdołowatość to jakieś zaburzenie osobowości, niezależne od innych cech.
            • nangaparbat3 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 21:00
              A skąd ty takie mądrości czerpiesz?
              • berta-live Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 21:15
                O pierdołowatości czy o niepełnosprawnych intelektualnie? Z niepełnosprawnymi zetknęłam się osobiście swojego czasu i o żadnym z nich nie mogłabym powiedzieć, że był pierdołowaty. Stąd przypuszczenie, że umiejętność radzenia sobie w życiu i grupie nie zależy od możliwości intelektualnych danego człowieka.
            • basia8.93 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 06.10.10, 11:39
              wiesz...w "pierdołowatości" może tkwić wiele uroku :)
          • nangaparbat3 Aneta 04.10.10, 20:57
            A co Ty wiesz o tej matce? Może ona jest cicha i uległa sama z siebie, może ma męża przemocowca, a może chemię co trzy tygodnie?
            Dlaczego oceniasz matkę, a nie szkołę, której psim obowiązkiem jest zapewnic bezpieczeństwo - i poczucie bezpieczestwa - każdemu uczniowi.
            Żeby nie było - jestem nauczycielką.
            • haalszka Re: Aneta 05.10.10, 10:14
              to o czym tu piszesz to, wierz mi, marzenie każdego i rodzica i dziecka.
              Niestety wszędzie są jednostki, które do pewnych zwodów są nie przystosowane. Tu moim zdaniem, szwankuje zachowanie nauczycielki i gdy tak się dzieje rolą rodzica dziecka jest interweniować. Ani chemia ani mąż tyran ani własna pierdołowatność nie powinnna być usprawiedliwieniem dla braku reakcji matki.
              • nangaparbat3 Re: Aneta 05.10.10, 22:13
                Nieprawda. Czlowiek poddany mobbingowi ma wyjatkowo ograniczone mozliwosci bronienia sie, jesli chodzi o dziecko _ w ogole nie dziwilabym sie gdyby matka sie po prostu bala, ze nauczycielka odegra sie na dziecku. I mialaby racje. Przykro mi ze tak jest, ale nie bede udawac, ze o tym nie wiem.
                • aneta-skarpeta Re: Aneta 05.10.10, 22:24
                  tak, wszystkiemu winna nauczycielka, ze dzieci niewychowane, ze mama sie boi odezwac, bo jej reke odgryzie, albo bedzie pastwiła sie nad jej dzieckiem. a napewno ta matka sie nie odzywa bo jest zona przemocowca i ma chemie i wlasnie straciła prace

                  nie przesadzajmy bo dyskusja staje sie absurdalna.
                  gdzie ta matka została poddana mobbingowi? bo ja tego nie widze



                  • nangaparbat3 Re: Aneta 05.10.10, 22:46
                    Ale dlaczego ta matka ma się odezwac, skoro inna matka się odezwała? Tak się tego domagasz, a to akurat w tej konkretnej sprawie nie ma żadnego znaczenia.
                    Mobbingowi jest poddawane jej dziecko - myslę, że to bardziej bolesne, niż bycie samemu ofiarą mobbingu.
                  • mel.la Re: Aneta 05.10.10, 22:47

                    aneta-skarpeta napisała:

                    > nie przesadzajmy bo dyskusja staje sie absurdalna.
                    > gdzie ta matka została poddana mobbingowi? bo ja tego nie widze

                    A gdzie tu napisane, ze matka. To byl tylko przyklad, ze dorosla osoba nie moze sobie poradzic w takiej sytuacji a co dopiero dziecko. Paniala?
                    • aneta-skarpeta Re: Aneta 06.10.10, 11:17
                      mel.la napisała:

                      >
                      > aneta-skarpeta napisała:
                      >
                      > > nie przesadzajmy bo dyskusja staje sie absurdalna.
                      > > gdzie ta matka została poddana mobbingowi? bo ja tego nie widze
                      >
                      > A gdzie tu napisane, ze matka. To byl tylko przyklad, ze dorosla osoba nie moze
                      > sobie poradzic w takiej sytuacji a co dopiero dziecko. Paniala?

                      ja nie twierdze nigdzie ze dziecko ma sobie samo radzic, uważam, że od tego ma rodziców, a nie nauczycieli. paniała?
                      • mel.la Re: Aneta 06.10.10, 11:23
                        aneta-skarpeta napisała:

                        > ja nie twierdze nigdzie ze dziecko ma sobie samo radzic, uważam, że od tego ma
                        > rodziców, a nie nauczycieli. paniała?

                        W domu rodzicow a w szkole nauczycieli.
                        • aneta-skarpeta Re: Aneta 06.10.10, 11:31
                          nauczyciele maja tylko pomagac rodzicowm w wychowaniu, a nie ich zastepowac.

                          i jako matka to ja musze dopilnowac gdy dzieje sie krzywda mojemu dziecku np z reki nauczycielki, a nie liczyć że załatwi to za mnie szkoła.

                          potrzebna jest współpraca
                • haalszka Re: Aneta 06.10.10, 11:51
                  W wielu sytuacjach należy dokonac oceny co jest bardziej opłacalne. W tej sytuacji moim zdaniem rola matki jest kluczowa. Nie przekonasz mnie ze gdyby twoje dziecko dostało porządne lanie od kolegów w szkole zostawiłabys to do wyjaśnienia nauczycielce?

                  Dziecko na poczatku moze bac sie reakcji i rownieśników i nauczycielki ale w poźniejszym czasie zobaczy że matka dała mu poczucie bezpieczeństwa nawet w szkole.
                  To rola rodziców aby wychowywać dziecko i jestem blizsza opini Anety - Skarpety niż twojej.
                  ja reagowałam i gdy syn był krzywdzony i kiedy krzywdził, pomimo trzech Pań w przedszkolu to ja czułam się w obowiązku wyjaśnic sytuację w przedszkolu a w domu rozmawiac z synem.
            • aneta-skarpeta Re: Aneta 05.10.10, 10:23
              uwazam, ze przede wszytkim rodzice powinni wychowywac swoje dzieci, a nie szkoła. To po pierwsze. Szkoła ma sie angazowac w zycie dzieci, ale nie zastepowac rodziców. Od rodziców powinna wychodzić inicjatywa społeczna, oczywiscie nauczyciele maja pilnowac ładu i porządku, ale nie mozna tez na nich tego zwalac.

              oczywiscie ludzie są rozni, ale zyjemy w takich czasach, a nie innych i musimy w sobie wydobyc jakąs tam siłę, zamiast uzalac się jaki to system jest zły.

              jesli matka zrobi jakiś krok w tej sprawie to zawsze łatwiej jest działac

              Nie wiem na czym polega "dramat" tego dziecka, bo moze ja mam dziecko w jakies wyjatkowej szkole, ale nikt sie tam nie pastwi nad pierwo i drugiklasistami, choc zgrzytów jest całe mnostwo, ale to sa zgrzyty, a nie dramaty.
              z doświadczenia mojego syna wiem, ze on tez mocno koloryzował, wyolbrzymiał problemy i jak zaczynało sie drążyć temat u niego, u kolegow, nauczycielki to okazywało się ze poszło o jakąś błachostkę,a raban był na cała klasę.

              ( oczywiscie nie mowie tutaj o pastwieniu się, a nie oszukujmy się, że drugoklasisci i to do tego chlopcy beda sobie spijac z dziubków, bo on szaleją, wyglupiaja sie, kochaja i nienawidza na zmianę)

              i teraz wracająć do tego rabanu - rola matki, nie nauczyciela- zeby wybadała u dziecka czy dziecko jest mocno przewrazliwione na swoim punkcie i samo prowokuje pewne sytuacje, czy faktycznie stara sie, a wszystcy sie nad nim pastwią. Nauczycielka moze tego nie wychwycic, bo z jej punktu widzenia dzieci się np tylko wygłupiały, a chłopiek został niechcący przewrącony, a banda poleciała dalej. A chłopiec widzi to tak, ze został zaatakowany przez cała klasę.

              Nikt sie nie dowie co było, jak było jak gł. zainteresowana się tym nie zainteresuje, nie porozmawia z nauczyciele, sprawdzi co faktycznie sie dzieje, ew poprosi o pomoc w zalatwieniu sprawy... moze pojdzie do dyrektorki itd



              • nangaparbat3 Re: Aneta 05.10.10, 22:37
                aneta-skarpeta napisała:

                > uwazam, ze przede wszytkim rodzice powinni wychowywac swoje dzieci, a nie szkoł
                > a. To po pierwsze. Szkoła ma sie angazowac w zycie dzieci, ale nie zastepowac r
                > odziców. Od rodziców powinna wychodzić inicjatywa społeczna, oczywiscie nauczyc
                > iele maja pilnowac ładu i porządku, ale nie mozna tez na nich tego zwalac.

                Owszem, rodzice powinni wychowywac swoje dzieci, i bez wątpienia dobrze to robi Autorka tego wątku.
                Natomiast za to, co dzieje się między uczniami w szkole odpowiadają nauczyciele


                > oczywiscie ludzie są rozni, ale zyjemy w takich czasach, a nie innych i musimy
                > w sobie wydobyc jakąs tam siłę, zamiast uzalac się jaki to system jest zły.

                Jeśli państwo żąda od nas przy[prowadzania dzieci do szkoły, to musi za bezpieczeństwo naszych dzieci odpowiadac, a już na 100% w szkole podstawowej.


                >
                > jesli matka zrobi jakiś krok w tej sprawie to zawsze łatwiej jest działac

                Nie widzę żadnego powodu, by czekac na "krok matki". Po pierwsze nauczyciele sami powinni sie orientowac, co się dzieje. Po drugie wychowawczyni została poinformowana - nawet jeśli sama nie widzi, wie.


                >
                > Nie wiem na czym polega "dramat" tego dziecka, bo moze ja mam dziecko w jakies
                > wyjatkowej szkole, ale nikt sie tam nie pastwi nad pierwo i drugiklasistami, ch
                > oc zgrzytów jest całe mnostwo, ale to sa zgrzyty, a nie dramaty.

                Znęcanie się grupy nad jednym dzieckiem jest dramatem.


                > z doświadczenia mojego syna wiem, ze on tez mocno koloryzował, wyolbrzymiał pro
                > blemy i jak zaczynało sie drążyć temat u niego, u kolegow, nauczycielki to okaz
                > ywało się ze poszło o jakąś błachostkę,a raban był na cała klasę.

                Ale to nie poszkodowane dziecko się skarży, tylko inne - świadek zdarzeń. Nie mam pojęcia na jakiej podstawie zakłądasz, że koloryzuje.


                >
                > ( oczywiscie nie mowie tutaj o pastwieniu się, a nie oszukujmy się, że drugokla
                > sisci i to do tego chlopcy beda sobie spijac z dziubków, bo on szaleją, wyglupi
                > aja sie, kochaja i nienawidza na zmianę)

                Drugoklasisci moga się zachowywac w stosunku do siebie przyzwoicie. To nie jest bezmózgie stado, przy mądrej pomocy dorosłych nic złego nie musi się dziac.


                >
                > i teraz wracająć do tego rabanu - rola matki, nie nauczyciela- zeby wybadała u
                > dziecka czy dziecko jest mocno przewrazliwione na swoim punkcie i samo prowokuj
                > e pewne sytuacje, czy faktycznie stara sie, a wszystcy sie nad nim pastwią.

                Krew się we mnie burzy kiedy to czytam. Nie widzę żadnego powodu, by ktokolwiek miał się starac, by się nad nim nie znęcano. Więcej powiem - zazwyczaj osoby odtrącone czy źle traktowane przez grupę bardzo się starają, by to zmienic - i ich starania wyłącznie pogarszają sytuację. A usprawiedliwianie znęcanie się prowokowaniem przez ofiarę to chwyt z gatunku "zgwałcili, bo za krótką spódniczkę nosiła, sama sobie winna".




                Na
                > uczycielka moze tego nie wychwycic, bo z jej punktu widzenia dzieci się np tylk
                > o wygłupiały, a chłopiek został niechcący przewrącony, a banda poleciała dalej.
                > A chłopiec widzi to tak, ze został zaatakowany przez cała klasę.

                Który chłopiec? Przecież wszystko co wiemy to nie od niego, a od kolegi. A nauczycielka została poinformowana i zlekcewazyła. To bardzo poważny błąd - powinna przynajmniej obiecac, że zajmie się sprawą.


                >
                > Nikt sie nie dowie co było, jak było jak gł. zainteresowana się tym nie zainter
                > esuje,

                Nie rozumiem. Przeciez nauczycielka już się dowiedziała.

                nie porozmawia z nauczyciele, sprawdzi co faktycznie sie dzieje, ew popr
                > osi o pomoc w zalatwieniu sprawy... moze pojdzie do dyrektorki itd


                Sprawdzic co się faktycznie dzieje jest obowiązkiem nauczycielki, która już wie. MAtka tego chłopca nie ma obowiązku kiwnąc palcem. To nauczycielka powinna poprosic ją o rozmowę, dowiedziec się, co dziecko w domu opowiada o szkole, poradzic się matki, jak może pomóc uczniowi. Jeśli zrobi wszystko co do niej nalezy, może też doradzic matce, jak wzmacniac dziecko.
                • mel.la Re: Aneta 05.10.10, 22:54
                  Aneta-skarpeta napisala:

                  >
                  > Nie wiem na czym polega "dramat" tego dziecka, bo moze ja mam dziecko w jakies
                  > wyjatkowej szkole,

                  Jak taka wyjatkowa to po kiego czorta szlas rozmawiac z uczniami, ze Twoj syn wejdzie zaraz w okularach i zeby udawali, ze nic sie nie stalo? Ty to dopiero trzymasz swoje dziecko pod parasolem ochronnym.
                  • aneta-skarpeta Re: Aneta 06.10.10, 11:16
                    mel.la napisała:

                    > Aneta-skarpeta napisala:
                    >
                    > >
                    > > Nie wiem na czym polega "dramat" tego dziecka, bo moze ja mam dziecko w j
                    > akies
                    > > wyjatkowej szkole,
                    >
                    > Jak taka wyjatkowa to po kiego czorta szlas rozmawiac z uczniami, ze Twoj syn w
                    > ejdzie zaraz w okularach i zeby udawali, ze nic sie nie stalo? Ty to dopiero tr
                    > zymasz swoje dziecko pod parasolem ochronnym.

                    bo moje dziecko w owczesnym czasie było bardzo wstydliwe i uparte. wyjasniałam to w nastepnym poscie ( czego niedoczytałas z pewnością). dzieci na pewnoby zareagowały na okulary-nie mowie w negatywnych sensie, tylko dziecieco- zaciekawionym. Mój by sie zaciał, by sie rozpłakał, ze ktokolwiek widzi jego okulary i to jest koniec swiata i bym musiala z nim walczyc o noszenie okularów. a chcialam tego uniknąć, bo juz nie wstydził sie nosic ich przy nas. Biroac pod uwage fakt, ze spawe załatwiłam w 3 min swiadczy dodatkowo na korzysc szkoły, gdzie nauczycielka szybko podchwyciła temat, bo zna mojego syna, a o okularach dowiedziala sie własnie w tym momencie, a dzieci zachowaly sie swietnie. mimo, ze proszone były w pospiechu i akcja byla blyskawiczna.

                    nie byl to problem dzieci, tylko mojego upartego syna, ktory jako 5latek wymagał własnie takiego traktowania

                    w tamtym czasie takze nie mozna bylo komentowac jego stroju, jezeli jemu sie nie podobał, a musiał w nim isc- np koszula na wielkie wyjscie

                    potem mu sie odmieniło i teraz nie robi problemow z jakies odmiennosci na tle klasy. Prawa wieku


                    Rozumiem, że na siłe próbujesz się przyczepic i zrobic ze mnie matke niedorajdę, ale naprawdę Ci się nie uda, bo sobie świetnie radzę:)
                    • mel.la Re: Aneta 06.10.10, 12:30
                      aneta-skarpeta napisała:


                      > bo moje dziecko w owczesnym czasie było bardzo wstydliwe i uparte. wyjasniałam
                      > to w nastepnym poscie ( czego niedoczytałas z pewnością). dzieci na pewnoby za
                      > reagowały na okulary-nie mowie w negatywnych sensie, tylko dziecieco- zaciekaw
                      > ionym. Mój by sie zaciał, by sie rozpłakał, ze ktokolwiek widzi jego okulary i
                      > to jest koniec swiata i bym musiala z nim walczyc o noszenie okularów. a chcia
                      > lam tego uniknąć, bo juz nie wstydził sie nosic ich przy nas. Biroac pod uwage
                      > fakt, ze spawe załatwiłam w 3 min swiadczy dodatkowo na korzysc szkoły, gdzie n
                      > auczycielka szybko podchwyciła temat, bo zna mojego syna, a o okularach dowiedz
                      > iala sie własnie w tym momencie, a dzieci zachowaly sie swietnie. mimo, ze pros
                      > zone były w pospiechu i akcja byla blyskawiczna.
                      >


                      Dzieci mialy udawac, ze nie widza okularow u Twojego syna - Aneta sorry, ale jak mozna wymagac od dzieci, zeby cos udawaly? Trzeba bylo zaprezentowac syna w nowych okularach, wytlumaczyc dlaczego je nosi, pochwalic, ze Twoim zdaniem ladnie w nich wyglada. Stworzylas bardzo nienaturalna sytuacje a z drobnego problemu zrobilas wielka sprawe.

                      > nie byl to problem dzieci, tylko mojego upartego syna, ktory jako 5latek wymag
                      > ał własnie takiego traktowania


                      moze wcale nie wymagal tylko Tobie jako nadopiekunczej mamusi tak sie wydawalo

                      > Rozumiem, że na siłe próbujesz się przyczepic i zrobic ze mnie matke niedorajdę
                      > , ale naprawdę Ci się nie uda, bo sobie świetnie radzę:)

                      Nie, nic nie probuje. Po prostu czytam Twoje posty i widze,ze czesto zaprzeczasz sama sobie. Poza tym odnosze wrazenie, ze to wlasnie Twoje myslenie i postepowanie ma negatywny wplyw na Twoje dziecko ,to nie Twoj syn bal sie komentarzy na temat okularow, to Ty sie balas, ze takie komentarze beda, Ty robisz z niego bezradnego, zakompleksionego chlopca i pewnie wcale nie zdajesz sobie z tego sprawy.
                      • aneta-skarpeta Re: Aneta 06.10.10, 12:45
                        > Dzieci mialy udawac, ze nie widza okularow u Twojego syna - Aneta sorry, ale ja
                        > k mozna wymagac od dzieci, zeby cos udawaly?

                        czytaj- miały nie wyrazac tego

                        przez cały weekend mówiłam synowi, ze super wygląda w okularach- bo taka prawda. Nie jestem kretynką!, tylko ze jego to guzik obchodziło, że ładnie wygląda. Tlumaczylismy mu tez że to madre dzieci chodza w okularach gdy muszą, bo leczą tym oczka i pierdylion innych rzeczy

                        i ja nadopiekńcza:D gdyby to ktos z mojego srodowiska uslyszał to by padł trupem:D

                        ps. teraz syn ma 8 lat i jest ponad wiek dojrzały i samodzielny- wiec jak widac metody te byly skuteczne, jak poszedl do szkoly to bardzo sie zmieniły i nasze podejscie do niego tez ewoluowało, o czym pisałam wczesnie w kwestiach zatargów z chłopcami

                        wyrywasz z kontekstu i na podstawie sytuacji z okularami spedz 4 lat budujesz sobie jakąs wymysloną sytuację. Good Luck:D
                        • aneta-skarpeta Re: Aneta 06.10.10, 12:54
                          ...ale co ja sie dziwię. bohaterki wątku to

                          matka zahukana przemocowym ojcem w niewyobrazalnie trudnej sytuacji zyciowej, ktora powoduje całkowita niemoc zainterweniowania w szkole

                          8 latki to banda chuliganów znecająca się nad dzieckiem z astmą, na co cała szkoła przymyka oko

                          i nauczycielka mobbingówka

                          :D
                          mają ludzie fantazje
      • sid.leniwiec Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 17:32
        > poszłam sama do Pani, porozmawiałam na osobnosci, czy mogłaby powiedziec całej
        > grupie, ze on wejdzie dzisiaj w okularach, ale zeby kazdy udawał, że nie widzi,
        > zeby mu przykro nie było. Osobiscie porozmawiałam z jego najlepszymi kolegami-
        > w przyjaznej formie.

        Piszesz, że niefortunnie się wyraziłaś i niepełnosprawności nie należy się wstydzić.
        Tymczasem do głupich okularów podeszłaś w taki sposób - poniekąd komunikując dzieciakom, ze okulary to coś nie halo, ale niech udają, że nie widzą, bo inaczej temu nie halo będzie przykro. Szok.
        • ma_dre Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 17:51
          liczy sie efekt, tu podejscie sid. sie spradzilo
          • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 11:16
            dokładnie

            akurat uwazam, ze przy malych dzieci spryt to podstawa

        • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 11:14
          o losie, ale armata
          nie komunikowałam dzieciom ze okulary to cos nie halo, tylko że moj syn nie chce ich nosic ( czyt. bo jest uparty jak osioł:P) i proszę ich zeby mi pomogli, zeby sie do nich przekonał w przyjaznej lekko sprytej formie;) on obawiał sie, że cały swiat się zmieni bo nosi okulary, a ja twierdzilam ze nic sie nie zmieni, jednak wiedzialam ze wywoła tym straszne zamieszanie w grupie, co go całkowicie zablokuje na noszenie okularów ( znam go nieco lepiej niz TY:), wiec zeby oszczedzic sobie i jemu niepotrzebnych walk o noszenie okularów powiedzialam mu, zeby sie niepokoił, ze dla dzieci to bez znaczenia. Chodziło o piersze chwile, bo po 5 min ani dzieci sie nie interesowaly jego okularami, ani on nie robil z tego problemu, a sama na rozegranie tej sprawy miałam 3-5 min. I efekt był bardzo dobry. Dzieci nie zrobiły halo, syn zobaczył ze miedzy nim, a dziecmi nic sie nie zmienilo, a co najwazniejsze nie miala problemów ze zmuszaniem go do noszenia okularów

          ale przeciez Ty znasz i mojego syna i jego kolegow najlepiej i sama byłas swiadkiem tej rozmowy:)
          • sid.leniwiec Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 18:31
            > ale przeciez Ty znasz i mojego syna i jego kolegow najlepiej i sama byłas swiad
            > kiem tej rozmowy:)

            ???
            Po prostu odniosłam się do tego, co napisałaś. Czego tu nie kumasz?
            • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 18:38
              nie kumam, jak mozna byc w szoku po tym co napisałam:)
              • sid.leniwiec Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 18:41
                No to przecież wyjaśniłam.:)
      • nangaparbat3 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 20:55
        No to gratuluje Tobie i Twojemu synkowi, z całego serca
        Jednak z faktu że Twój syn z pomocą Twoją i jego taty sobie poradził, nie wynika, że kiedy grupa dowala komu innemu i ten sobie nie radzi (ani rodzice) ani szkoła ani rodzice innych dzieci mają prawo nie kiwnąc palcem. I mylisz tu zwykłe konflikty między dziecmi z działaniem mechanizmu kozła ofiarnego, z którym, za przyzwoleniem nauczycielki, mamy do czynienia.
        • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 11:25
          nanga, ja nigdzie nie pisze, ze to dobrze, ze ktos komus dowala, ze nauczyciele maja byc slepi i glusi. Mówie tylko, że matko obowiązkiem jest ingerowanie w takie sprawy, tymbardziej gdy cos jest nie tak. Tak samo uwazam, ze obowiązkiem rodziców jest angazowanie sie w zycie klasy- oczywiscie w miare mozliwosci- czy szkoły.

          nie mozemy miec pretensji do nauczycieli ze nie dbaja o dobro naszych dzieci, skork sami niewiele w tej kwestii robimy. To przede wszystkim nasz obowiązek, szkoła nie ma zastepowac, ma jedynie pomagac

          ( nie mowie konkretnie o tej matce, bo nic tak naprawde nie wiemy i kazdy moze sobie dopowiedziec cos innego istworzyc zupełnie inna historię)
          • mel.la Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 12:12
            aneta-skarpeta napisała:

            > nie mozemy miec pretensji do nauczycieli ze nie dbaja o dobro naszych dzieci, s
            > kork sami niewiele w tej kwestii robimy. To przede wszystkim nasz obowiązek, sz
            > koła nie ma zastepowac, ma jedynie pomagac

            Wiec niech pomaga! W Holandii w klasach w wiekszosci szkol rozwieszane sa kartki "Nie tolerujemy dokuczania! " Dzieci od pierwszego dnia w szkole zapoznaja sie z regulaminem szkoly - co wolno a co nie wolno.
            Nie rozumiem jak mozna bronic dreczycieli a wine zwalac na nadwrazliwe dzieci. A co w tym zlego, ze ktos jest nadwrazliwy? Jakos nadpobudliwych, rozwrzeszczanych bachorow nikt sie nie czepia, wszystkiemu sa winni ONI - nadwrazliwcy - ODMIENCY jak ktos nazwal, bo nie lubia halasu, wrzaskow,szarpanin i bijatyk.
            • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 12:28
              nie mam pretensji do 8letnich dzieci tylko do rodziców. Przede wszystkim do matki chlopca, ktora mimo pomocy, zachecania na wywiadówce do rozmowy unika jej. Temat był poruszany przez jedna z mam na wywiadowce, dziwie sie, że nie przez matkę. Do matki nalezy ruch, jesli widzi co sie dzieje, a do pomocy ( do POMOCY, a nie w zastepstwie) są nauczyciele. Wazny jest ruch rodzicelski, ale rodzice musza chciec, zeby to funkcjonowało, a w tej sytuacji juz na forum sprawa urosła do sytuacji niemal fali wojskowej, wszyscy źli i niedobrzy, a dzieci sa bandą dręczycieli, a matka ( ktora nie jest tutaj ofiarą) najbiedniejsza, wszyscy maja zajmowac się sprawą, ale ona nie musi bo jej się na poczekaniu wymysla pińcet usprawiedliwien

              ps.to nie są dręczyciele, tylko dzieciaki, których rodzice nie nauczyli elementarch zachowan. Byc może mysla, że to rola nauczyciele.
              • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 12:32
                i oczywiscie uprzedzam, zeby ktos znowu nie wyrwał z kontekstu. Nie chodzi, o to że rodzice niegrzecznych dzieci maja luz i mogą mieć wszystko w dupie. NIE.

                Ale nie mozemy, jako rodzice, oczekiwać że wszyscy beda dbali o nasze dziecko, a my juz nie musimy, bo...cos tam.

                u nas w szkole niexle funkcjonuje kontakt z rodzicami, kazdy ma maile do innych i nr telefonów. rodzice ze sobą rozmawiają w sprawach trudnych np dwoch chlopcow sie pobiło itd, ale trzeba byc aktywnym, jakkolwiek. Wtedy mozna wpływac na zachowania innych np tych rodzicow niegrzecznych dzieci
                • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 12:36
                  poza tym tyle mówi się o checi/niecheci nauczycieli

                  ale tak spojrzec na to z boku to roznie bywa z ta chęcia rodziców ( widzialam to na wywiadówkach, w przedszkolu itd). Więc skoro rodzicom sie nie chce, to nauczycielom ma sie chciec?
              • nangaparbat3 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 22:52
                Nie, na wywiadówce powinni się byli zainteresowac inni rodzice, czy to ich dzieci znęcają się nad kolegą. To oni powinni zareagowac - i to zupełnie inaczej, niz zareagowali.
          • nangaparbat3 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 22:49
            Słuchaj, ja od 20 lat pracuje w szkole. I w zyciu by mi nie przyszło do głowy powiedziec, że obowiązkiem rodziców jest zapewnienie dziecku bezpieczeństwa w szkole. Podobnie jak nikt przytomny nie zażąda ode mnie zapewnienia bezpieczeństwa uczniom w domach.
            Zresztą - prawo jest tu jednoznaczne.
            • basia8.93 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 06.10.10, 10:42
              do nangaparbat3:
              takich nauczycieli nam potrzeba! jeżeli taka jesteś w pracy - gratuluję szczerze i podziwiam.
              widziałam raz zajęcia, w których uczestniczył chłopiec z poważnymi problemami. był tak inny, że normalnie klasa powinna go zadziobać. nauczycielka ani razu nie dała po sobie poznać, że ten uczeń jest gorszy. nieprawdopodobne- tak samo traktowały go inne dzieci. dla mnie ogromny sukces
      • mel.la Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 18:57
        aneta-skarpeta napisała:


        > poszłam sama do Pani, porozmawiałam na osobnosci, czy mogłaby powiedziec całej
        > grupie, ze on wejdzie dzisiaj w okularach, ale zeby kazdy udawał, że nie widzi,
        > zeby mu przykro nie było. Osobiscie porozmawiałam z jego najlepszymi kolegami-
        > w przyjaznej formie

        Wspolczuje Ci , naprawde. Ciekawe biedaczko co bys zrobila gdyby Twoj syn byl kaleka... Chyba byscie nosa z domu niewysciubili :(
        • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 19:00

          nie jestem biedaczką
      • basia8.93 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 06.10.10, 10:25
        1.jak się chce komuś dopiec, to nawet krzywo zapięty guzik będzie pretekstem - to przecież jasne.
        2. nie wszyscy dorośli mają tyle wiary w siebie i tyle umiejętności, żeby zabezpieczyć swoje dzieci (może też byli prześladowani? może są dalej przez kierownika w pracy?). To innych dorosłych nie zwalnia z tego, żeby uczyć swoje, dobrze zsocjalizowane dzieci, szanowania godności drugiego człowieka.
    • trypel Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 10:59
      astma nie ma tu nic do rzeczy. Problemem jest wychowanie i wzorzec (matka sierotka siedząca z tyłu). Niezależnie co by miał lub nie miał to stanowi świetną bazę do zostania klasowym popychadłem gnębionym przez nastepne lata. Skoro nie ma wzorca to musi sam sie postawić albo zostać "siedzącym z tyłu" do końca życia. Nieumiejętna pomoc nauczyciela (przestańcie go gnębić) raczej zaszkodzi niz pomoże.
      • miss.yossarian Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 11:01
        matka zwykła siedzieć z tyłu
        • trypel Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 11:12
          ke?
    • arly_davids Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 11:03
      Niestety dzieci potrafią być straszne. Mój siostrzeniec też choruje i właśnie też się siostra martwiła inhalatorem. Nie dość że steryd to musiał go mieć przy sobie. Wyprosiła lekarza i mały dostał Monkastę, lek w tabletkach. Lek jest skuteczny, ale też dyskretny. Mały bierze w domu, a w szkole ma spokój. Choć powiem ci że to dziwne, bo nauczycielki sa uprzedzone że mały choruje i co zrobić w wypadku ataku. Powinno tak być. Ja bym na Twoim miejscu pogadała z matką, namówiła ją, żeby to ona zrobiła aferę w szkole, nie Ty. Bo nie można kogoś na siłę uszczęśliwiać.
      • trypel Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 11:12
        arly_davids napisała:

        > Niestety dzieci potrafią być straszne.

        nie straszne tylko szczere do bólu.
        • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 11:55
          straszne tez, bo jak popychają słabsze nielubiane dziecko to nie jest to szczere, tylko chamskie
        • nangaparbat3 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 21:02
          Nazywasz bezwzględnosc i zbiorowy atak szczerością?
          • trypel Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 08:00
            jasne. w grupie dorosłych taka sierota byłaby obgadywana za plecami i byłyby jej podkładane świnie. Dzieci idą po bandzie i walą prosto z mostu - jestes głupi, masz duże stopy i cie nie lubie i przywale ci w łeb.
            • sanna.i Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 21:13
              Hmmm...Nie byłam ani ofiarą, ani dręczycielem. Co więcej, takich jak ja - NORMALNYCH dzieci - było multum w moim otoczeniu.
            • nangaparbat3 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 22:54
              Też będę szczera: jestes prymitywny i głupi.
              • basia8.93 szczerość 06.10.10, 10:53
                dokładnie, jest różnica ogromna między szczerością, a okrucieństwem.
                • trypel Re: szczerość 06.10.10, 13:21
                  uważasz że 3 latek depczący robaki na chodniku jest okrutny? nie mozna mówic o okrucieństwie w przypadku 8 latka gnebiacego kolegę - on szczerze pokazuje swoje uczucia względem niego
                  • aneta-skarpeta Re: szczerość 06.10.10, 13:30
                    trypel napisał:

                    > uważasz że 3 latek depczący robaki na chodniku jest okrutny? nie mozna mówic o
                    > okrucieństwie w przypadku 8 latka gnebiacego kolegę - on szczerze pokazuje swoj
                    > e uczucia względem niego

                    mam osmiolatka w domu i dziecko szczerze to powie " nie lubie Cię", a nie będzie go popychało i nasmiewało się. Poza tym 8latek rozumie podstawy empatii troche lepiej niz 3latek


                    8Latka mozna nauczyc podstaw empaitii i zrozumienia. oczywiscie jest nieokrzesany czasem, ale nie jest okrutny wobec rowiensnikow

                    ale oczywiscie, pozostawiony sam sobie przez okres przedszkolno-wczesnoszkolny nie widzi nic dziwnego w tym, zeby znęcać sie nad słabszym chłopcem
              • trypel Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 06.10.10, 13:22
                nangaparbat3 napisała:

                > Też będę szczera: jestes prymitywny i głupi.

                o bosze, jesteś taka okrutna. Rodzice ci nie mówili żebyś nie dręczyła innych członków grupy? Powinien z tobą porozmawiać psycholog forumowy. Albo nauczycielka jakaś.

                a ja teraz wpadne w kompleksy i bedzie to rzutować na moje przyszłe życie. ajajaj jak sie przejąłem.
                • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 06.10.10, 13:31
                  trypel napisał:


                  > a ja teraz wpadne w kompleksy i bedzie to rzutować na moje przyszłe życie. ajaj
                  > aj jak sie przejąłem.
                  >

                  aha czyli jestes na poziomie emocjonalnym 8latka?:D
                  • trypel Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 07.10.10, 07:26
                    zastanówmy sie kto zaczął być na tym poziomie :D ja sie tylko do niego zniżyłem
      • aneta-skarpeta Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 11:54
        mój tez nosił inhalator z powodu krtani i dla dzieci to była raczej zajefajna zabawka..ale moj syn sam na to "zapracował", bo sam był tym zajarany, ze z tego leci dymek i pokazywał chłopakom jaka fajna ma rzecz

      • basia8.93 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 06.10.10, 10:47
        no to wychodzi na to, że sami mamy trzymać się z daleka od dostrzeganej krzywdy. tak uczymy znieczulicy własne dzieci. ale to broń obusieczna, kiedyś i nas dosięgnie - wtedy i my zmienimy zdanie, bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
        z większości ludzi można zrobić ofiarę w ciągu jednej godziny! niedowiarkom dedykuję film "niebieskoocy"
    • horpyna4 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 11:53
      Powiedz tej idiotce nauczycielce, że jeżeli nie będzie uczyć dzieci empatii, to one przyzwyczają się do tego, że mogą pozwolić na każde chamskie zachowanie. I niedługo wsadzą jej kosz do śmieci na łeb - ciekawe, jak wtedy zareaguje.

      I nie chodzi mi o konkretne bronienie tego właśnie ucznia przed dokuczającymi, co mogłoby (jak niektórzy tu sugerują) jeszcze wzmóc agresję wobec niego. Chodzi o szerokie potraktowanie problemu zachowania wobec "innych" - bo takie zachowanie świadczy o kulturze społeczeństwa.
      • nangaparbat3 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 21:05
        O bronienie też chodzi. Ale żeby było skuteczne i nie obróciło się przeciwko niemu, nauczyciel musi sobie zapracowac na prawdziwy autorytet i zaufanie dzieci.
      • basia8.93 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 06.10.10, 10:49
        właśnie chodzi o to, żeby zawsze reagować. kiedyś może się zdarzyć, że nasze dziecko będzie potrzebowało pomocy- nie pójdzie do nauczyciela, bo nauczy się, że ten ma to w nosie.
    • sid.leniwiec Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 17:38
      Też gratuluję postawy syna.
      Po pierwsze - można zwrócić się do matki tamtego chłopca, nawet jeśli to wiele nie da, to pewnie ucieszy się z pomocnej dłoni.
      A po drugie - twardo porozmawiać z wychowawcą, bo na razie to sobie chyba w kulki leci. Oczywiście najlepiej by było, gdyby zrobili to rodzice tamtego chłopca, ale cóż.

      Ja miałam w podstawówce epizod, gdy z pewnej przyczyny mocno dokuczały mi trzy dziewczyny z równoległej klasy. Jedna wizyta moje rodzicielki w szkole (rozmowa z wychowawczynią i dyrektorką) i dziewuchy bały się podejsć do mnie bliżej niż na 3 metry. Tylko że moja Mama nie daje sobie w kasze dmuchać, a tu niestety mamy zupełnie inny typ.
    • ma_dre Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 17:46
      Ja ci powiem walcz, zrob co czujesz ze powinnas zrobic. To sie nazywa odwaga cywilna. Nie kazdy ja posiada. Jest ona powodem do dumy, choc w w dzisiejszych szmatlawych czasach jest w Polsce niemodna. Moze wlasnie dzieki tobie nastapi jakis korzystny przelom w zyciu tego dziecka?

      Gdyby tak wszyscy odwracali glowy jak to niektorzy skwapliwie radza, Hitler bylby dzis u wladzy (no moze nie on, bo za stary, ale jemu podobni)
    • annataylor Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 17:48
      jak najbardziej trzeba reagowac na takie zachowania dzieciakow
      dzieci bywaja okrutne
      • piesfafik Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 19:50
        W podstawowce postawa nauczyciela nadaje ton zachwaniu klasy. Dzieci, wlaszcza mniejsze zwracaja uwage na to co mowi nauczyciel a tlumaczenie ich zachowania ze dzieci takie sa i juz to jest tlumaczenie wlasnego lenistwa.
        Mam corke niepelnosprawna fizycznie i to jak traktwala ja klasa w podstawowce zmienialo sie zaleznie od nauczyciela (ktory zmienial sie co rok). Zerowka - super, pierwsza klasa OK, druga - dno kompletne, trzecia - lepiej, czwarta - super itd.
        Nawet w liceum kadra ma duzy wpyw na uczniow a jak nie ma to powinna zajac sie czyms innym.
        Zwalenie odpowiedzialnosci na ofiare jest zwyklym wygodnictwem. Pewnie za sa dzieci nieco irytujace i mozna je troche podszkolic ale jak dzieciak jest szykanowany z powodu slabosci fizycznej czy choroby to co ma niby robic?
        Pistolet sobie kupic?
        Czesto jedno dziecko z talentem przywodczym jest prowodyrem szykan. Czasem po prostu mozna mu cos wytlumaczyc - dzieci boja sie tego czego nie rozumieja i reaguja agresja.
    • nangaparbat3 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 21:12
      po pierwsze przyłączam się do gratulacji - wychowałaś świetnego syna.
      po drugie świetnie zrobiłaś, że rozmawiałaś z nauczycielką. Wcale nie wiemy, czy matka chorego chłopca nigdy nie prosiła jej o pomoc - możliwe, ze została pogoniona. Byc może jej "sieroctwo" jest skutkiem, a nie przyczyną, tak czy owak nie nasza sprawa oceniac ją. Jedno jest pewne - łatwiej przeciwstawic się autorytetom (tu szkoła) w cudzej sprawie niz własnej.
      Na Twoim miejscu rozejrzałabym sie wśród pozostałych rodziców - byłoby świetbnie gdyby ktoś (ale właśnie nie matka chorego chłopca) Cię wsparł. I trzeba pójsc do pedagoga lub psychologa szkolnego.
    • alajna85 Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 21:57
      Myślę, że możesz iść z tą sprawą do dyrekcji. Może jakaś uwaga z góry dotrze do szanownej pani wychowawczyni.
      Uważam, że zwrócenie uwagi w takiej kwestii nie jest mieszaniem się, a jeśli już to w tym pozytywnym znaczeniu. Gratuluję fajnego dziecka i dobrze, że chce pomoc koledze. A od tego są dorośli, by reagowali na takie sygnały, wiadomo, że dziecko (twój syn) sam wiele nie wskóra. Przydałaby się w klasie jakieś spotkanie, na którym dzieciom wytłumaczono by, co to jest astma i jak zachowuje się chore na nią dziecko itd. A to już sprawa do dyrekcji.
    • lacido Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 04.10.10, 22:21
      jeśli wychowawczyni problem bagatelizuje warto spotkać się ze szkolnym pedagogiem bądź psychologiem, w ostateczności pozostaje dyrektor szkoły
      • joasia75-1 Moje dziecko nie ma trudności ze swoją chorobą... 05.10.10, 12:43
        w szkole ponieważ od samego początku chciałam,żeby nie kryło się z glukometrem i penami z insuliną.Pani w zerówce w pierwszy dzień stwierdziła,że nie będzie zabierać mojej córki na wycieczki i wyjścia bo nie wyobraża sobie tego.Dla Niej cukrzyca,a jeszcze bardziej dziecko z taką chorobą to był niewyobrażalny problem.Okazało się,że Pani nie wie nic o tej chorobie i dlatego się boi.Wydrukowałam kilka kartek z podstawami cukrzycy,z opisem,że moje dziecko nie jest dla nikogo,także dla Pani obciążeniem ani zagrożeniem.Podrzuciłam Pani książkę o cukrzycy,pokazałam dzieciom,dałam do ręki osprzęt,którego moja córka używa.Wytłumaczyłam bardzo prosto z czym ta choroba się wiąże...Dzieci są cudowne:).Teraz córka chodzi do piątej klasy.Miała już trzy wychowawczynie,wszystkie wyrozumiałe,rozumiejące problem,chętne do współpracy.Nie ma problemu ze zjedzeniem dodatkowego posiłku na lekcji gdy cukier spadnie,nie ma problemu z podaniem insuliny w trakcie zajęć.Z nauczycielami trzeba rozmawiać,rodzic musi rozmawiać.Wtedy będzie dobrze naszym dzieciom w szkole,także tym chorym.
        Dodam jeszcze tylko,że dzieci troszczą się o moją córkę,czy zjadła,czy nie spadł cukier,czy się wtedy w głowie nie kręci...Dzieci są naprawdę mądre,troskliwe,współczujące,tylko ktoś musi je tego nauczyć.
        • lacido Re: Moje dziecko nie ma trudności ze swoją chorob 05.10.10, 13:54
          zgadza się, należy poinformować o schorzeniu bo często ludzie nie wiedzą dokładnie na czym polega dana choroba. Słyszałam o przypadku gdy dziecko dostało ataku padaczki podczas lekcji. nikt z nauczycieli nie był poinformowany o takim zagrożeniu na szczęście nauczycielka nie spanikowała choć dziecko prawie jej palce poobgryzało ;)
        • devilyn Re: Moje dziecko nie ma trudności ze swoją chorob 05.10.10, 21:24
          A ja w swojej pracy sama obsługiwałam pompę insulinową dziecku.
          Teraz to trzeba z kolei podpisywać umowę....
    • masher Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 20:45
      zrob, czasem idiotow trzeba postawic do pionu. niestety byciem milym, proszeniem, rozmawianiem sie tego nie zalatwi. ostro z buta, najlepiej aby dzieciaki mialy pogadanke na ten temat w domu i w szkole. pogadanka w szkole o takich chorobach powinna sporo zdzialac. moze gdy pojma w czym rzecz beda odrobine sensowniejsze. z drugiej strony fakt faktem, ze dzieciaki potrafia byc okrutne w tym co robia i mowia. dolacz do tego wszedobylskie bezstresowe wychowanie i ze niedobrze jest zwracac dzieciakom uwage i jest jak jest.
    • devilyn Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 21:22
      Każda szkoła otrzymała serie książeczek edukacyjnych z serii "One są wśród nas" (cukrzyca, astma właśnie i autyzm).


      Skoro ma astme to na wf powinnien mieć ow czyli obniżone wymagania.

      Wychowawczyni jest do........******


      Warto poruszyć problem dziecka i duży plus dla Ciebie, że nie jestes obojętna.
    • ind-ja Re: Dramat dziecka, nauczyciele mają gdzieś 05.10.10, 23:16
      Daruj sobie awanture.Idz z tym do dyrektora i obserwuj rozwoj sytuacji.Dobrze,ze jestes wyczulona na na tego typu problemy.I oczywiscie gratuluje dobrych kontaktow z synem.
Pełna wersja