tygrysio_misio
21.10.10, 15:24
Niedawno zdałam sobie sprawę, że coś ze mną jest nie tak.
Chodzi mi o taką kwestię, która rozgrywała się głównie w pracy: kiedy miałam mniej roboty, robotę niepilną, mniej ważną, kiedy ktoś inny potrzebował pomocy zawsze byłam pomocna. Doszło do tego, że wszyscy zgłaszali się do mnie z pierdołami nawet. Kiedy ja potrzebowałam chwilowej pomocy nikt nie miał czasu. Wręcz odbywało się o tak, że zwracano się do mnie z nadmierną sympatią jak ktoś coś chciał ode mnie i z suchym "nie mam czasu" jak ja potrzebowałam.
Cofnęłam się pamięcią wstecz i doszłam do wniosku, że zazwyczaj bywało podobnie. No trochę w mniejszym natężeniu.
Mam coś takiego w sobie, że zwracam się o pomoc tylko kiedy jej naprawdę potrzebuje, bo zazwyczaj mogę poradzić sobie sama. Jestem też cholernie skłonna do pomocy innym (taka potrzeba bycia potrzebnym i ofiarowanie się kiedy się da). Ponadto mam w sobie głębokie poczucie, że kiedy ktoś pomoże mi to jestem winna temu komuś pomoc. Nigdy to nie działa w drugą stronę.
Jest coś takiego we mnie, w moich relacjach, co sprawia, że ludzie traktują mnie z pewnego rodzaju lekceważeniem i wręcz są źli kiedy zaczynam domagać się wobec mnie takiej samej lojalności i pomocy jaką obdarzyliby kogoś innego.
Prosty przykład z pracy:
Ja z kolegą mieliśmy iść do lekarza. On wziął urlop na cały dzień, ja byłam 4 godziny w pracy. Było trzeba wysłać jego paczkę. Oczywiście telefon do mnie. Wiedział, że będę w pracy tylko do 10. To co miało być wysłane było przyszykowane tuż przed 10. Zdążyłam upchać to tak, że się nie majtało, przygotować papier do owinięcia. Nikt nie miał czasu pomóc mi o owinąć i zakleić. Musiałam już biec na autokar (pracowałam w sąsiedniej mieścinie). bo następny był za godzinę i nie wyrobiłabym się. Poinformowałam 2 chłopaków o tym, że dla kolegi trzeba wysłać paczkę, że wystarczy, że ja zapakują w przygotowane materiały, że kurier jest już zamówiony. Olewczo powiedzieli "dobra". Burza się rozpętała jak przyjechał kurier i nic nie było przygotowane. Tekst do mnie: jak mogłam zostawić tak paczkę bez adresu i niezaklejoną. Następnego dnia kłótnia, bo wku...ło mnie to, że mi nikt nie pomoże nawet zawinąć tę cholerną paczkę (bardzo ciężka była). Oczywiście ja byłam wszystkiemu winna. i Tekst: gdyby jeden z nich zachorował i musiałby iść do lekarza, poprosił mnie o wysłanie, to też bym to zostawiła? I oczywiście brak argumentacji, że właśnie ja raz na rok potrzebowałam iść do lekarza na umówioną wizytę. Tak jakby zupełną oczywistością było to, że ja wszystko zostawiam i robię dla nich, oraz to, że ja nie mam prawa potrzebować ich pomocy.