Uniwersytutki - puszczają się za oceny...

30.10.10, 18:29
Sex za oceny nie jest prostytucją, tylko formą wymiany, obopólnej satysfakcji...

"Atrakcyjne studentki to nie lada pokusa dla wykładowców, nierzadko żonatych. Również dla młodych dziewczyn, które przyjechały do wielkiego miasta na studia, romans ze statecznym i inteligentnym mężczyzną wydaje się arcyponętny w porównaniu do kolejnej imprezowej relacji z niedojrzałym studentem.

Takie związki nie są zakazane. Problemem jest, gdy taki romans ma miejsce w gimnazjum czy w liceum, ale myślę, że na studiach nie powinno być problemu – pisze na forum internetowym Maniwa cytowana przez serwis Onetu.

Problem jednak jest, szczególnie, gdy relacja opiera się tylko na seksie, a mężczyzna ma... żonę i dzieci, których nie chce opuścić, tak jak to miało miejsce w wypadku związku Ani i jej wykładowcy z Wydziału Filologii Polskiej, o którym możecie przeczytać tutaj: student.onet.pl/rozrywka… Dziewczyna została porzucona przez swojego wybranka, podobnie jak dziecko, którego jest on ojcem. Marzenia o karierze w wielkim mieście u boku nauczyciela akademickiego zostały przekreślone przez prowincjonalną smutną rzeczywistość.

Kiedy uczucia mieszają się z pracą czy nauką, a hierarchia jaką narzuca uniwersytecka struktura, zaczyna obowiązywać także w relacjach partnerskich, nie zawsze kończy się to dobrze dla związku.

„Puszczasz się z nim za dobre oceny”; „Jesteś k...”; „Jak długo zamierzasz się jeszcze oszukiwać?” – to standardowe, choć nie zawsze powiedziane wprost oskarżenia wobec dziewczyn, które zakochały się w swoim nauczycielu i poszły z nim do łóżka. Niestety, w wielu wypadkach te oceny nie są chybione. Udanych i szczęśliwych związków studentek z profesorami można wyliczyć może kilka na każdej uczelni. Tych nieudanych – dziesiątki. Tylko, że nikt o nich nie mówi. Zmowa milczenia obowiązuje wszystkich, nie tylko samych zainteresowanych. Wiecie o czym mówimy, prawda?"

www.uniface.pl/UNIWERSYTUTKI-Puszczaja-sie-z-wykladowcami-za-oceny-Znasz-je-a851
    • six_a Re: Uniwersytutki - puszczają się za oceny... 30.10.10, 18:32
      biedni ci wykładowcy, prostytutki ich molestują nawet w pracy.
    • rzeka.chaosu Hehehhe 30.10.10, 19:05
      Uwielbiam taką krytykę/formę artykułów. Nie ma to jak patrzeć na sytuację zza biurka, udając, że się rozumie co tak naprawdę łączy ludzi, którzy decydują się na taki krok.
      Co z tego, że to może być maksymalna wzajemna fascynacja, możliwość spełnienia marzeń, poznanie kogoś nowego, kto jest INSPIRACJĄ!, bez której życie jest nudne, bez wyrazu.

      Załóżmy, że ta młoda studentka z małego miasta, przyjeżdża do dużego. Jest śliczna, zdolna, ciekawa świat, świeża, pełna jakiegoś zapału, którego większości ludziom brakuje. Mnie nie dziwi, że wykładowcy akademiccy interesują się takimi dziewczynami, bod dzięki nim życie jest ciekawsze, inspirują, cieszą, mobilizują, wreszcie pozwalają żyć pełnią życia. A jak euforia się kończy, co jest raczej normalne to wtedy następuje jakiś tam spokój i znów można do czegoś dążyć, poznawać ciekawe osoby (przecież to przyjemność!).

      I z punktu widzenia tej dziewczyny: dlaczego nie ma spróbować? Wykładowca to na ogół ktoś ciekawy, fajnie myśli, mówi, ciąga w ciekawe miejsca, inaczej parzy na świat, też inspiruje, dodaje chęci do życia. Mnie ta wzajemna wymiana "żyć" nie dziwi. ;P To dobry układ (pomijam żony, dzieci, psy, koty i chomiki).

      Krytyka takich związków nie jest na miejscu. I zapewniam, że nie chodzi o seks, bo w tym są lepsi od wykładowców.

      Najlepiej to całe życie mieć zaplanowane, nudne, uczyć się, brać ślub, urodzić, wychować i umrzeć. Dla niektórych życie to coś innego i jednak nie ma co ich krytykować.

      Ludzie maja własne mózgi i sumienia i wkurza mnie jak jakiś dziennikarzyna próbuje im je "naprawiać" i myśleć za nich. Ich życie, ich ryzyko, ich błędy.

      Z zewnątrz (wg ograniczonego, marnego dziennikarza) może i wyglądać to jak puszczanie, a dla zainteresowanych może to być prawdziwa przygoda intelektualna, która zawsze jakoś zmienia życie; prawdziwe uczucie.
      • gr.een to tak samo 30.10.10, 20:08
        jakbyś pie.przyła się z szefem
        niby można , niby się opłaci ale ...
        • rzeka.chaosu Re: to tak samo 30.10.10, 20:12
          Wg mnie to nie to samo. W ogóle inna bajka.
          Poza tym szef też człowiek, a skoro człowiek, to nic co ludzkie… :D
          • gr.een Re: to tak samo 30.10.10, 20:17
            jak dla mnie to ty se możesz nawet z każdym robić co chcesz i gdzie chcesz , moim zdaniem to zwykłe kurestwo i tyle
            • rzeka.chaosu Re: to tak samo 30.10.10, 20:22
              Heheheh z tym, ze ja niczego takiego nie robię, ale w związku z tym, że znam osoby, które poznały się będąc ze sobą w stosunku wykładowca-student i są teraz razem szczęśliwe to uważam, że takie artykuły uogólniają i obrażają ludzi, którzy na to niekoniecznie zasługują. Bo zapewniam, ze o oceny nie chodzi. Do tego seksu nie trzeba, uśmiech czy kokietowanie wystarczy (nie, tego też nie praktykuję). ;P
              • gr.een Re: to tak samo 30.10.10, 20:26
                zupełnie się zgodzęz tobą, aby uzyskać ocenę to seks jest nie potrzebny, co do uśmiechu i kokietowania, to niestety ja miałam inne doświadczenia i niestety liczyły się fakty( czytaj wiedza, jako taka przynajmniej) innych doświadczeń z wykładowacami nie miałam :)
                • rzeka.chaosu Re: to tak samo 30.10.10, 20:37
                  liczyły się fakty( czytaj wiedza, jako taka przynajmniej)

                  Mnie jeden wykładowca lubił za komentarze na zajęciach (dobrze nam się rozmawiało) i na egzaminie ustnym dostałam 5! (pięć z wykrzyknikiem ;P) mimo tego, że akurat na jedno pytanie (trudne) nie znałam odpowiedzi. Spoko facet – więcej dały mi dyskusje niż wkuwanie i chyba dobrze na tym wyszłam. Uśmiechem i kokietowaniem nigdy egzaminu nie zdałam, niestety/stety też musiałam się przygotować merytorycznie. :D:D:D:D
            • akle2 Re: to tak samo 30.10.10, 20:34
              gr.een napisał:

              > jak dla mnie to ty se możesz nawet z każdym robić co chcesz i gdzie chcesz , mo
              > im zdaniem to zwykłe kurestwo i tyle


              A jak pani pozna pana dajmy na to, w kolejce w spożywczym (kiedyś były kolejki), to już nie ku...two? To już z wykładowcą nie może być uczucia? Kasta "niedotykalnych"? Gdzie leży granica?
              • rzeka.chaosu Re: to tak samo 30.10.10, 20:39
                W przypadku relacji wykładowca/student łatwiej jest posadzić niewinnych ludzi o dupczenie za oceny np. ;P
                To samo w pracy: dupczenie za awans.

                Wszak wszyscy są źli tylko my cudowni. :D:D:D:D:D
                • gr.een Re: to tak samo 30.10.10, 20:44
                  skoro tak, to opowiedz mi historię studentki sypiającej z dozorcą uczelni lub jakiejś firmy?
                  • rzeka.chaosu Re: to tak samo 30.10.10, 20:47
                    Mogę ci opowiedzieć jak pan pracujący przy szukaniu bomby na uw wyrywał (nie wiem czy świadomie) studentki. :D:D:DD:D
                  • kochanic.a.francuza Re: to tak samo 31.10.10, 07:12
                    "historię studentki sypiającej z dozorcą uczelni lub jakiejś firmy? "
                    Ale Rzeka pisala o przygodzie intelektualnej dla takiej studentki.
                    Ja nie mialabym nic przeciwko takiej przygodzie, tylko, ze nie wpadlam w oko temu, ktory mi wpadl;)
              • gr.een Re: to tak samo 30.10.10, 20:42
                granicę wyznaczają , tak większość , zasady moralne.
                człowiek , jest zwierzęciem jak każde inne i może tak jak one kopulować ile wlezie
                • rzeka.chaosu Re: to tak samo 30.10.10, 20:48
                  zasady moralne


                  Tylko skąd je brać? I czy jedne zasady stosują się do wszystkich czy nie? I czy cudze zasady mogą być dobre dla mnie? A co ja są różne "szkoły"?
                  • gr.een Re: to tak samo 30.10.10, 20:53
                    rzeka.chaosu napisała:

                    > zasady moralne
                    >
                    >
                    > Tylko skąd je brać?
                    słyszałaś o dekalogu?
                    poza tym, romans z szefem, z wykładowcą, przełożonym jest zwyczajnie banalny i tanddetny.
                    Wynika to,że przełożony jest często mądrzejszy od podwładnego ....no zwykła psychologia tu działa, fascynacja wiedzą , władzą, pieniędzmi .
                    • rzeka.chaosu Re: to tak samo 30.10.10, 20:59
                      słyszałaś o dekalogu?

                      Słyszałaś o ateizmie? Poza tym w dekalogu nic nie ma o wykładowcach. :D:D:D

                      romans z szefem, z wykładowcą, przełożonym jest zwyczajnie banalny i
                      > tanddetny.


                      Hahhahah chyba tylko z twojej perspektywy. I nie romans a związek, dlaczego nazywać to romansem? Uczucia miedzy ludźmi są tandetne? Nie znasz konkretnych przypadków, nie wiesz co tych ludzi łączy, co sobie nawzajem dają, co razem przezywają. dlaczego od razu zarzucać im tandetę? poza tym jak związek może być tandetny? Tandetne mogą być buty z bazarku.


                      zwykła psy chologia tu działa, fascynacja wiedzą , władzą, pieniędzmi


                      Mnie w moim facecie tez fascynuje wiedza i inteligencja, nie narzekam na jego zarobki i pozycje w jego firmie, ale to nie wyklucza miłości i nie to było jej powodem.
                  • gr.een Re: to tak samo 30.10.10, 20:55
                    dobranoc, padam ze zmęczenia , nie sypiając z szefami człowiek narobi się po czubek włosa .
                    • rzeka.chaosu Re: to tak samo 30.10.10, 21:04
                      Dobranoc, ja pewnie sypiam z szefem, wiec muszę już dziś zacząć stroić się na wtorek żeby wyglądać przy nim jeszcze bardziej seksownie, może mi podwyżkę da albo chociaż kupi nowe botki.
                      • akle2 Re: to tak samo 30.10.10, 23:11
                        Wykładowca mojej przyjaciółki jest teraz jej mężem, nie wiem, czy dał się poderwać za oceny czy za błękit oczu, ale fakt, ze żyją sobie szczęśliwie a on do swojej roli dorzucił rolę koguta domowego. Mnie też się taki jeden podoba i to mnie motywuje, żeby jeszcze bardziej zapierdzie..ć w sesji egzaminacyjnej.
      • mumia_ramzesa Re: Hehehhe 30.10.10, 21:16
        rzeka.chaosu napisała:

        > Załóżmy, że ta młoda studentka z małego miasta, przyjeżdża do dużego. Jest ślic
        > zna, zdolna, ciekawa świat, świeża, pełna jakiegoś zapału, którego większości l
        > udziom brakuje. Mnie nie dziwi, że wykładowcy akademiccy interesują się takimi
        > dziewczynami, bod dzięki nim życie jest ciekawsze, inspirują, cieszą, mobilizuj
        > ą, wreszcie pozwalają żyć pełnią życia.

        Nie rozsmieszaj ludzi! Mlodej studentce czasami zdaje sie, ze Pana Boga za nogi zlapala a czasami chodzi jej tylko o ocene z przedmiotu. W cywilizowanych krajach zaden szanujacy sie wykladowca nie zadaje sie ze studentkami, ktore uczy, bo moze byc oskarzony o molestowanie. Nie wolno mu przebywac w pokoju sam na sam ze studentem, a jesli sie to zdarzy to musi miec otwarte drzwi na korytarz. Ostatecznie mozna zaczekac az skoncza sie zajecia z danym wykladowca/asystentem, bo na ogol zajecia z jednego przedmiotu nie trwaja dluzej niz 2 semestry.
        Ja nie znam osob uczacych na uczelni, ktore by studentow traktowaly jako potencjalnych partnerow zyciowych, chyba ze juz po uzyskaniu absolutorium (a asystent nie byl ani promotorem ani recenzentem pracy magisterskiej).
        • rzeka.chaosu Re: Hehehhe 30.10.10, 21:24
          W cywilizowanych krajach

          A przepraszam, czy my mieszkamy w Moambiku?


          > Ja nie znam osob uczacych na uczelni, ktore by studentow traktowaly jako potenc
          > jalnych partnerow zyciowych, chyba ze juz po uzyskaniu absolutorium (a asystent
          > nie byl ani promotorem ani recenzentem pracy magisterskiej).


          Ja nie mam na myśli sytuacji, w których młode laski liczą na wyrwanie jakiegoś profesora żeby się ustawić i w życiu i na uczelnie. To akurat i ja krytykuję. Mnie chodzi o to, żeby nie oceniać każdego związku uczeń/wykładowca jako dupczenia za oceny. Nie wiemy co tych ludzi łączy. I nie chce mi się bawić w opisywanie pozytywnych przykładów takich związków bo tu na forum to nie ma sensu. Znam taki związek, o którym nikt poza najbliższymi znajomymi nie wiedział, właśnie dlatego żeby uniknąć głupich posądzeń. I ludzie ci pracują teraz razem na moim wydziale. Są świetni, przemili. Dziękuję za uwagę.
          • mumia_ramzesa Re: Hehehhe 30.10.10, 21:33
            > A przepraszam, czy my mieszkamy w Moambiku?

            Skoro zdarzaja sie takie sytuacje jak opisane to widocznie nie jest to cywilizowany kraj.

            > Nie wiemy co tych ludzi łączy.

            Juz na ten temat napisalam: posadzen latwo uniknac, wystarczy poczekac do konca roku akademickiego lub przeniesc sie do grupy, w ktorej jest inny prowadzacy zajecia.
            • rzeka.chaosu Re: Hehehhe 30.10.10, 21:41
              Juz na ten temat napisalam: posadzen latwo uniknac, wystarczy poczekac do konca
              > roku akademickiego lub przeniesc sie do grupy, w ktorej jest inny prowadzacy z
              > ajecia.


              No, ale zanim to nastąpi to już życzliwi swoje zdążą powiedzieć. :D


              Skoro zdarzaja sie takie sytuacje jak opisane to widocznie nie jest to cywilizowany kraj


              TAKIE czyli jakie? W sensie dupczenie za oceny? W maksymalnie cywilizowanych krajach tez to robią tylko przeciwieństwie do PL potrafią kurtuazyjnie o tym milczeć, maskować sprawę.
              • mumia_ramzesa Re: Hehehhe 30.10.10, 21:56
                > No, ale zanim to nastąpi to już życzliwi swoje zdążą powiedzieć.

                Co sobie powiedza jak nie beda mieli powodu? Nie rozumiesz o co chodzi, czy udajesz ze nie rozumiesz?

                > TAKIE czyli jakie? W sensie dupczenie za oceny? W maksymalnie cywilizowanych kr
                > ajach tez to robią tylko przeciwieństwie do PL potrafią kurtuazyjnie o tym milc
                > zeć, maskować sprawę.

                Nie sadze. Ryzyko jest zbyt duze. Tam z cala pewnoscia taki nauczyciel akademicki by stracil prace.
                • rzeka.chaosu Re: Hehehhe 30.10.10, 22:03
                  Co się oficjalnie pozamiata pod dywan to wyjdzie w filmach, muzyce, nieoficjalnych źródłach. Pracy nie stracą.

                  :)
                  • mumia_ramzesa Re: Hehehhe 30.10.10, 22:15
                    Chyba sie naczytalas plotek i sensacyjek. Ja znam osoby uczace na polskich i niepolskich uczelniach, znam zasady (pisane!) obowiazujace na uniwersytetach w Wlk. Brytanii. Wiem jak to wyglada i wbrew temu co piszesz studentki nie sa tak atrakcyjnymi celami dla wykladowcow. Jednoczesnie pracownicy dydaktyczni uczelni tez nie sa atrakcyjni ze wzgledu na wiek i in. cechy. Studenci nie sa glupi, nawet jak pochodza z malych wiosek- co to w ogole za uwagi na temat pochodzenia. Widza niedouczenie wielu pracownikow.
                    • rzeka.chaosu Re: Hehehhe 30.10.10, 22:24
                      Chyba sie naczytalas plotek i sensacyjek.
                      Oj chyba nie mas pojęcia do kogo to piszesz. :D::D:D

                      Uczucia miedzy ludźmi są silniejsze niż jakieś tam regułki. ;)

                      A co do samych regułek: Polacy nie potrafią pięknie kamuflować swoich kłótni i grzeszków co na zachodzie doprowadzone jest do perfekcji. nawet jak coś się wydarzy to PR (oficjalny lub organizowany naprędce) się tym odpowiednio zajmie.

                      W pl przecież tez nie ma plagi kochanek wśród wykładowców, co nie oznacza, że to się nie zdarza.

                      A na zachodzie zdarza się, że wykładowcy maja swoje zony wśród byłych studentek czy asystent, nawet znani naukowcy. I nie ma sensacji. Nawet w książki dedykują zonom, które już na seminariach bla bla inspirowały ich. No i tu bym podałam konkretnego pana, ale nie pamiętam kto to był. Ale mam to w pamięci.
                      • mumia_ramzesa Re: Hehehhe 30.10.10, 22:32
                        Chyba sie nadal nie rozumiemy. Uczucia uczuciami, ale z ich "realizacja" mozna chyba zaczekac?
                        Oczywiscie, ze wykladowcy maja byle studentki (ale byle!) jako zony.

                        > Nawet w książki dedykują zonom, które już na seminariach bla bla inspirowały ich.

                        Jestes jednak naiwniutka!
                        Podajesz dwa przyklady, ktore znasz i na tej podstawie wyciagasz wnioski, ze jest to powszechna praktyka. Litosci!
                        • rzeka.chaosu Re: Hehehhe 30.10.10, 22:39
                          Oczywiscie, ze wykladowcy maja byle studentki (ale byle!) jako zony.

                          Oczywiście, ale kiedyś musieli je poznać i się zakochać, a skoro to byłe studentki to pewnie poznali je jak studiowały (co nie oznacza seksu do razu tylko np. sympatie czy tam co kto woli).


                          Podajesz dwa przyklady, ktore znasz i na tej podstawie wyciagasz wnioski, ze je
                          > st to powszechna praktyka. Litosci!



                          Naiwnie to jest pisać , ze "w cywilizowanych krajach" wykładowcy nie dupczą studentek bo boją się regułek.
                          ;P
                          • six_a Re: Hehehhe 30.10.10, 22:43
                            >nie byłabym pewna, czy to są tylko "regułki". w określonych przypadkach może podjeżdżać i pod molestowanie i pod czerpanie/oferowanie korzyści.
                            • rzeka.chaosu Re: Hehehhe 30.10.10, 22:47
                              To zależy, ale gdy obydwie strony chcą tworzyć związek to to robią i żadne prawo w pl czy na zachodzie im w tym nie przeszkodzi. :)

                              Molestowanie może być tez wszędzie indziej: w pracy, w sklepie, u lekarza i charakteryzuje się czym innym.


                              Po prostu mnie dobił ten artykuł wrzucający wszystkich do jednego wora: dupczących za oceny. ;/
                              • mumia_ramzesa Re: Hehehhe 30.10.10, 23:00
                                > Molestowanie może być tez wszędzie indziej: w pracy, w sklepie, u lekarza i charakteryzuje się czym innym.

                                Poczytaj sobie co to jest molestowanie i dopiero wtedy sie wypowiadaj na ten temat.
                                • rzeka.chaosu Re: Hehehhe 30.10.10, 23:03
                                  HAhhahaaha. :D

                                  Głupias czy udajesz?
                                  • mumia_ramzesa Re: Hehehhe 30.10.10, 23:21
                                    Widze juz z kim nie nalezy sie wdawac w dyskusje. Dorosnij panieneczko!
                                    • rzeka.chaosu Re: Hehehhe 30.10.10, 23:28
                                      A może to ty już zdrewniałaś i nie dociera do ciebie, że mogę sobie mieć własne zdanie, a twoje szacowne doświadczenia i światopogląd nie są dla mnie żadną wyrocznią. Mnie na chwilę obecna dorastanie jest niepotrzebne.

                                      Tym bardziej, że omawiany tu temat obiektywnej ocenie nie podlega – każdy powinien ocenić sam, a dyskusja ma służyć wymianie poglądów i spojrzeń na tę sytuację. Taki był cel mojego pierwszego posta.
                              • six_a Re: Hehehhe 30.10.10, 23:01
                                możliwe, że może być wszędzie, ale tu masz szczególną sytuację zależności edukacyjnej.
                                nie mam ogólnie nic przeciwko związkom, w końcu to dorośli ludzie, ale powinni chyba użyć rozumu i się wyplątać z układu, bo szkodzą w ten sposób i uczelni, i sobie też. sama przecież pisałaś, że wieści się roznoszą i powstają ploty nawet tam, gdzie nie ma podstaw.
                                no ploty też się skądś biorą przeważnie.
                                • rzeka.chaosu Re: Hehehhe 30.10.10, 23:08
                                  Doskonale rozumiem o co chodzi, ploty są, ale ja się takich ludzi zna osobiście to nóż się w kieszeni otwiera kiedy czyta się podobne komentarze/artykuły. Po prostu nie w każdym wypadku taki związek odbierany jest przez otoczenie negatywnie. Czasami para jest tak dobrana, że wszyscy się nią zachwycają. Głupie, wiem. Głupotą jest skreślanie takiego związku tylko ze względu na sytuacje uczeń/wykładowca. Ale wyjątkowa ostrożność jest wskazana i unikanie wspólnych zajęć. ;)
                                  • six_a Re: Hehehhe 30.10.10, 23:38
                                    może i nie w każdym, nie wyobrażam sobie jakoś sytuacji powszechnej akceptacji dla takiego związku na uczelni. a zależności nie da się uniknąć tylko poprzez rezygnację ze wspólnych zajęć. wiadomo przecież, że pani x będzie miała w końcu jakieś egzaminy u kolegów czy koleżanek pana y.

                                    z drugiej strony, faktem jest, że studentki nie sypiają z bibliotekarzami czy z panem heńkiem od wymiany jarzeniówek, tylko z wykładowcami, nierzadko żonatymi, dzieciatymi albo starszawymi mocno, więc zakładanie wielkiej miłości (która wybucha po kilku wykładach czy ćwiczeniach) jest lekko na wyrost, a założenie czerpania z tego korzyści/czy wykorzystywania sytuacji raczej oczywiste.
                                    • rzeka.chaosu Re: Hehehhe 30.10.10, 23:46
                                      Jasne, ale nierzadko różnica wieku to z 5 lat. U mnie jest sporo młodych doktorów i no kurna, facet około 30 może budzić zainteresowanie inteligencją, przemyśleniami, temperamentem, osobowością! :D:D:D To są świetni faceci, na takich nie trafia się często. Może to nie jakaś wielka miłość, ale też niekoniecznie interesowność, może to po prostu fascynacja taką sobą. :)

                                      Kurcze, ja naprawdę lubię jak ludzie się cieszą i jest im ze sobą dobrze. Dla mnie, jeśli są uczciwi to mogą sobie gruchać. :D:D:D


                                      Z tym, ze akurat ta para u mnie nawydziale to babka po 30 i facet z 50 lat.

                                      Ci fajni doktorzy raczej w romasy nie wchodza. :D:D: Ale wesolo z nimi jest, swietni ludzie, i swietni prowadzacy, mobilizuja do nauki. :D:D
                                      • six_a Re: Hehehhe 30.10.10, 23:55
                                        :) ale pomyśl też od strony takiego góra 5 lat starszego wykładowcy - ileś grup do obrobienia, co semestr nowe twarze, a w każdej jakaś kandydatka na partnerkę albo więcej kandydatek, myślisz, że z jego punktu widzenia to jest taka sama fascynacja - fajność, inteligencja, przemyślen, osobowość czy inne benefity, wziąwszy pod uwagę, że widuje je raz na tydzień?;)

                                        no dla mnie najbardziej żałosne jest przedstawianie sprawy od takiej strony, że studentki są łakomym kąskiem. do dupy z taką kadrą w takim razie;)
                                        • rzeka.chaosu Re: Hehehhe 31.10.10, 00:07
                                          Fakt, z perspektywy wykładowcy może to wyglądać inaczej. Szczególnie z perspektywy przystojnego wykładowcy. :D:D:D:D Ale śmieszne jest to, że u mnie na zajęciach ci faceci żadnych sugestii nie robią, nikomu.

                                          Ale np. moja znajoma w ramach pewnej inicjatywy studenckiej, której jakiś jej wykładowca był opiekunem dostawała sygnalny zainteresowania. Facet był zafascynowany tym co ona robi, a bierze na siebie naprawdę dużo pracy. Dziewczyna jest już zajęta i nic z tego. Z tym, ze potrafili jakoś kulturalnie to rozwiązać i obrócić w żarty. I na jej przykładzie i mając ja na myśli mogę wskazać tę wzajemną ! fascynację. Pisałam w pierwszym poście. Bo dziewczyna jest wyjątkowa, wyjątkowo ambitna, aktywna naukowo i zdolna. No już ją nachwaliłam. :D:D

                                          Trudno mi to opisywać, bo wydaje mi się, ze takich ludzi trzeba po prostu poznać, żeby zrozumcie, ze nie maja złych intencji, są weseli, ciepli, pozytywni, nie wiem. Nie mogę czytać tego o dupczeniu, przykre i już. :/ Po prostu czasami na sprawę warto spojrzeć trochę inaczej niż się przyjęło.
                          • mumia_ramzesa Re: Hehehhe 30.10.10, 22:54
                            > Oczywiście, ale kiedyś musieli je poznać i się zakochać, a skoro to byłe studen
                            > tki to pewnie poznali je jak studiowały (co nie oznacza seksu do razu tylko np.
                            > sympatie czy tam co kto woli).

                            Sympatie mozna wykazywac w rozny sposob, niekoniecznie podciagajac studentce ocene. Natomiast nikt sie nie zakochuje podczas zajec, przynajmniej na powaznych uczelniach, bo nie ma na to czasu. Po raz kolejny zapewniam Cie, ze wykladowcy wcale nie leca na studentki.

                            > Naiwnie to jest pisać , ze "w cywilizowanych krajach" wykładowcy nie dupczą stu
                            > dentek bo boją się regułek.

                            Nie, to nie jest naiwne. Tak sie sklada, ze wiem co pisze. Bylas i wiesz jak to wyglada gdzie indziej? To nie sa regulki (jak bylas laskawa to nazwac) tylko prawo! Gdzie indziej prawo dziala, a Polska nawet nie moze sie uporac z korupcja i szara strefa.
                            • rzeka.chaosu Re: Hehehhe 30.10.10, 23:01
                              > Sympatie mozna wykazywac w rozny sposob, niekoniecznie podciagajac studentce oc
                              > ene. Natomiast nikt sie nie zakochuje podczas zajec, przynajmniej na powazny
                              > ch
                              uczelniach, bo nie ma na to czasu. Po raz kolejny zapewniam Cie, ze wykl
                              > adowcy wcale nie leca na studentki.


                              1. nigdzie nie napisalam, że pochwalam podciąganie ocen, co za tym idzie nie mowimy o tym samym. ja mowie tylko tyle, że nie każdy związek studenta z wykładowca ro ZŁOOOOO,.

                              2. Czas na poważnych uczelniach na spodobanie się komuś zawsze jest: pierwsze zajęcia i już możecie urzec czekać osobowość, potem jakiś wyjazd naukowy i już można się zbliżyć, praca w kole naukowym - to samo.


                              To nie sa regulki (jak bylas laskawa to nazwac) tylko p
                              > rawo! Gdzie indziej prawo dziala, a Polska nawet nie moze sie uporac z korupcja
                              > i szara strefa.


                              Się chyba nie dogadamy. :D:D:D
                              • mumia_ramzesa Re: Hehehhe 30.10.10, 23:25
                                Praktykowalas wyjazdy naukowe z wykladowcami? A coz to za uczelnia?
                                Ja na zajeciach nie mialam w glowie urzekania sie wykladowcami, bo musialam je zaliczyc, a jak sie nie zaliczylo to trzeba bylo odrabiac. Ale zapewne studiowalam na powazniejszej uczelni i wtedy, gdy jeszcze studia byly studiami a nie parodia studiow.
                                • rzeka.chaosu Re: Hehehhe 30.10.10, 23:35
                                  Praktykowalas wyjazdy naukowe z wykladowcami? A coz to za uczelnia?

                                  UW, ASP, PW - na wyjazdach z profesorami z tych uczelni byłam, z tym, ze ta pierwsza to moja a w przypadku dwóch pozostały łapałam się w ramach różnych działalności (kół, projektów edukacyjnych, itp. w których uczestniczyłam). Pewnie wzbudzi to twoje obrzydzenie, ale piliśmy razem piwo, wino, palący razem palili i dyskutowaliśmy (wiem, okropne) do wczesnych godzin porannych – wtedy udaje się rozwiązać niby nierozwiązywalne problemy – fajna pora).


                                  Ale zapewne studiowa
                                  > lam na powazniejszej uczelni i wtedy, gdy jeszcze studia byly studiami a nie pa
                                  > rodia studiow.



                                  Zapewne, całe studia przedybałas bez [prawdziwego kontaktu z fajnymi ludźmi slęcząc w książkach. Cmokaski.
                      • mumia_ramzesa Re: Hehehhe 30.10.10, 22:33
                        Jestes duzo mniej dojrzala i rozsadna niz Ci sie wydaje!
                        • rzeka.chaosu Re: Hehehhe 30.10.10, 22:41
                          Jestes duzo mniej dojrzala i rozsadna niz Ci sie wydaje!

                          Uważam się za nierozsądnego lekkoducha ze skłonnością do pakowania się w kłopoty i pisania tu na forum tego co akurat w tej chwili sobie myśli (za chwil piec po kilku doświadczeniach mogę myśleć inaczej) także tobie się tylko wydaje, że mnie coś takiego się wydaje. ;P

                          Także, kup mi gruchawczkę albo lizaka bo inaczej płakać będę!
                          • mumia_ramzesa Re: Hehehhe 30.10.10, 22:58
                            Jestes jeszcze mloda, moze nabedziesz doswiadczenia to przestanie Ci sie wydawac, ze pozjadalas wszystkie rozumy! Tymczasem koncze te wymiane zdan, bo do niczego ona nie prowadzi. Mozesz sobie dalej uwazac, ze jest tak, jak ty myslisz.
                            • rzeka.chaosu Re: Hehehhe 30.10.10, 23:02
                              Mozesz sobie dalej uwazac, ze jest tak, jak ty myslisz.

                              Ty też. :P
      • kochanic.a.francuza Re: Hehehhe 31.10.10, 07:08
        Swietne podsumowanie Rzeko:)
    • berta-live Re: Uniwersytutki - puszczają się za oceny... 30.10.10, 19:12
      A to wszystko dlatego, że pracownika budżetówki praktycznie nie da się wywalić z roboty, żeby nie wiem co zrobił. O innych sankcjach też nie ma co marzyć. Dlatego nawet jakby uczelnia wprowadziła jakiś wewnętrzny kodeks zabraniający utrzymywania seksualnych relacji między wykładowcami a studentami, to ten przepis i tak byłby martwy.

      Jedyne co można zrobić, to odebrać uczelniom przywileje niezależności i samodzielności w opracowywaniu programów nauczania i ocenianiu studentów. Jakby wszystkie egzaminy miały charakter państwowy i były przeprowadzane anonimowo, wg odgórnych standardów, to sytuacja na uczeniach nieco by znormalniała. Poziom nauczania też niewątpliwie by wzrósł.
      • lonely.stoner Re: Uniwersytutki - puszczają się za oceny... 30.10.10, 19:35
        hm, 5 lat bylam studentka i ani razu o czyms takim nie slyszalam - nawet w formie plotki. A uczelnia byla babska.
        Raz moja wspolokatorka za to uslyszala jak zgraja najbrzydszych dziewczyn w grupie obrabia mi tylek w damskiej toalecie - jak plotka niosla kolejny raz zdalam najlepiej egzamin bo mam ladne cycki i rzekomo mam romans z kims tam haha, wspolokatorka lojalnie wyszla z kibla i powiedziala zgrai zazdrosnych suk (bo inaczej tego nie potrafie okreslic) co ona mysli i co wie na temat moich rzekomych romansow.
        • berta-live Re: Uniwersytutki - puszczają się za oceny... 30.10.10, 20:11
          Ja 10 lat studiowałam i też nie słyszałam o czymś takim. Nie słyszałam też żeby ktoś o kimś tego typu plotki puszczał. No ale ja nie studiowałam żadnego ekskluzywnego kierunku, gdzie nie dość, że nadziana i snobistyczna młodzież się edukuje to jeszcze od pierwszego roku jest wyścig szczurów i jeszcze uczelnia robi selekcje i przepuszcza dalej tylko wybrańców losu.
          • selica Re: Uniwersytutki - puszczają się za oceny... 30.10.10, 20:19
            10 lat, czyli trzy fakultety, podyplomowe i doktoranckie, czy każdy rok po dwa lata? :D
            • berta-live Re: Uniwersytutki - puszczają się za oceny... 30.10.10, 20:36
              Opcja nr 2, ale w sumie 2 fakultety i tak z tego wyszły. ;P
    • raz.dwa.trzy.tylko.ty tania sensacja 30.10.10, 21:39
      jestem studentka i powiem szczerze, ze to nie chodzi o oceny, dziennikarze szukaja taniej sensacji, raz wykładowca po prostu zafascynował mnie swoją madroscia, zycowym doswiadczeniem, obszerna wiedzą, zainteresowaniami takimi jakie ja mam...nic z tego nie wyszło chociaz jest wolny, bo poznałam moja obecną miłość i fascynacja mineła ale kto wie jakby sie moje losy potoczyły i nie chciałabym zeby ktoś posadzał mnie, ze o głupią ocene chodzi i tak nie mam problemów z zaliczeniem
    • j-k standard :) 30.10.10, 22:23
      nie zauwazylem, by ktos od tego umarl
      a raczej wprost przeciwnie:)

      nauczyciel (czasami akademicki) :)
      • six_a Re: jarosław kaczyński? witamy! 30.10.10, 22:37
        jak się doczekasz procesu o molestowanie, to może zauważysz.
        • j-k niemozliwe 30.10.10, 22:50
          jedna-taka chciala mi go juz wytoczyc
          ale chyba ze wzgledu na koszty zrezygnowala :)))
          • six_a Re: niemozliwe 30.10.10, 23:11
            ojejciu, paczcie ludzie, jaki jestem jurny belfer.
            żal normalnie czytać.
            eot
            • j-k nadal niemozliwe 30.10.10, 23:41
              six_a napisała:

              > ojejciu, paczcie ludzie, jaki jestem jurny belfer.
              > żal normalnie czytać.


              a pisac to juz w ogole :)

              lubisz ze slinka, zy bez?

    • sonia_n Re: Uniwersytutki - puszczają się za oceny... 30.10.10, 23:37
      >Tylko, że nikt o nich nie mówi. Zmowa milczenia obowiązuje wszystkich, nie tylko samych >zainteresowanych. Wiecie o czym mówimy, prawda?"
      Hahaha, ten artykuł to jakaś tania sanacja. Tajemnicą poliszynela jest to, że studentki spotykają się z wykładowcami:D Na moim wydziale czasami od plot, aż grzmiało. Nie powinno się jednak generalizować i piętnować wszystkich w konspiracji romansujących. Znam kilka dziewczyn, które właśnie poznały swoich przyszłych mężów w trakcie studiów. Aczkolwiek z czystej przezorności nigdy bym sobie nie życzyła, aby moja drga połówka była wykładowcą uniwersyteckim, ale miłość podobno jest ślepa i nigdy nic nie wiadomo.
    • sid.leniwiec Re: Uniwersytutki - puszczają się za oceny... 31.10.10, 08:35
      Panowie, jak ja Wam współczuję. Te baby to ladacznice, gdzie nie pójdą to "puszczają się". Jak nie z Arabem czy Czarnym, to na imprezie po pijaku z dyskotekowym maczo. A tu widać, że nawet na studia nie ma co babie pozwolić, bo od razu seks jest. No dramat.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja