meg61552
31.10.10, 10:02
Założyłam podobny wątek na F Mężczyzna, ale Panowie nie są zbyt skłonni do pomocy.
5 lat temu byliśmy razem, ale niebyt nam to wyszło. Nadal pracujemy w tej samej branży i mamy ze sobą kontakt. On spotkał kogoś, ożenił się i ma dziecko. Natomiast w moim życiu osobistym ostatnie 5 lat to dramat. Może dlatego, że nadal go kocham...
Rozstanie było przyjazne, bo oboje mieliśmy dla sieibe wiele ciepłych uczuć i szacunku. Dawne uczucie zmieniło się w udawaną przyjaźń.Widujemy się czasami, rozmawiamy ze sobą przez telefon kilka razy w tygodniu, ciągle smsujemy, zwierzamy się, doradzamy. Mamy podobny sposób odbierania świata, identyczne poczucie humoru, ten sam dystans. I jest tylko jeden problem. Pomimo, że on był dla mnie najważniejszy, nie chciałam tracić z nim kontaktu. Odgrywałam przedstawienie, że nasze rozstanie nie zrobiło na mnie wrażenia i że przeszłam nad tym do porządku dziennego. W rzeczywistości rozpaczałam tygodniami po tym, jak dowiedziałam się o zaręczynach, potem ślubie, potem dziecku.
Z perspektywy czasu wiem, że powinnam była od razu skończyć tę relację, ale trochę ogrzewałam się w cieple jego przyjaźni, zainteresowania. Od znajomych wiem, że starają się o drugie dziecko. Jestem pewna, że nie dam rady cieszyć się z nim tą wiadomością. Nareszcie dojrzałam do tego, żeby się odsunąć. Tylko jak to zrobić po 5 latach. On nie zrozumie nagłego nieodbierania telefonów i braku znaków życia. Ale z drugiej strony przeprowadzenie rozmowy, w której powiem, że nie umiem cieszyć się jego szczęściem, bo jest mi przykro, bo jestem sama, bo sobie z tym nie radzę wydaje mi się koszmarnie trudne. Nie wiem, jak on by to odebrał, wiedząc, że przez 5 lat przeżywam coś, co stało się wieki temu. Nie wiem ,czy zrozumie, czy nie będzie mną pogardzał. Dalsze udawanie nie wchodzi w grę muszę się odsunąć.
Co robić?