Dodaj do ulubionych

Mój mąż nie cierpi gosci

06.11.10, 07:58
Trafił mi się taki egzemplarz i mowiąc szczerze zaczyna mnie denerwować
Stwierdzil że gości nie lubi, bo nie cierpi jak ktoś mu przyłazi do domu i zabiera jego czas, a on musi jeszcze udawać że się cieszy i musi organizwować komuś czas
Czytałam tu watki że mężowie nie lubią odwiedzin rodziny żony, a mój nie lubi niokgo, nawet swojej rodziny nie zaprasza, swoich kolegów z pracy tez nie chce zaprosić.
Jak ktoś się zapowie że przyjdzie to jęczy kilka dni przed przyjazdem czy muszą przychodzić i jaki bedzie z tego powodu nieszczęsliwy
W teakcie samej wizyty, zachowuje się ok. To znaczy nie ejst dusza towarzystwa ale tez nie daje gościom odczuć że zawracają mu głowe

I teraz pytanie. Czy komuś trafił się taki egzemplarz i czy udało się wam przekonac go do tego ze goście to fajna sprawa i udało się im polubić gości

Dodam jeszcze że w gości mój mąz tez nie cierpi jeździc
Obserwuj wątek
    • piotr_57 Re: Mój mąż nie cierpi gosci 06.11.10, 08:07
      Masz w 100% normalnego męża, też nie cierpię gości i(prawie) do nikogo nie chodzę. Nie cierpię cudzych łazienek z wiszącymi pod sufitem cudzymi gaciami, nie cierpię cudzych butów w przedpokojach, a cudze skarpetki na kaloryferze czy balkonie przyprawiają mnie o mdłości.
      Mieszkania jakie mamy, nie nadają się do przyjmowania gości. Zupełnie inaczej jest, gdy znajomi posiadają dom, z pozbawiona prywatności, przystosowaną do przyjmowania gości, enklawą.
      Ale ja takich znajomych mam tylko kilku, a i to jakoś mnie ....nie zapraszają :D
      Zdecydowanie wolę spotykać się ze znajomymi na neutralnym terenie.
      Jestem, pod tym względem, zdecydowanie niereformowalny.
      • baba67 Re: Mój mąż nie cierpi gosci 06.11.10, 08:50
        Sa ludzie ktorzy gosci nie lubia (chyba ze najblizsza rodzina pojedynczo) , na przyklad ja, co nie znaczy ze nie lubie spotykac sie ludzmi. Lubie, ale nie w domu. Nie lubie sprzatac, szukac sztuccow, talerzykow, filizanek, potem wokol tego skakac, potem znowu sprzatac. obiad to w wogole horror-dla mnie 5% przyjemnosci, reszta stres..Nie przepadam tez za dlugimi wizytami u innych, herbatka z jakims ciastkiem w kuchni to moj ulubiony scenariusz.za to umowic sie w w niedrogiej knajpie-w trymiga.
        Mam szczescie bo maz jest taki sam. Szkoda ze sie nie dobraliscie, ale szkoda faceta skreslac z powodu takiej pierdoly. Moja rada-daj mu spokoj, nie zmienisz go, mozesz ewentualnie przyjmowac gosci sama jemu dac wychodne. Oczywiscie zawezy sie bardzo liczba tych gosci ale w zyciu czeto masz albo rybki, albo akwarium.
    • chersona Re: Mój mąż nie cierpi gosci 06.11.10, 09:19
      ...I teraz pytanie. Czy komuś trafił się taki egzemplarz i czy udało się wam przekonac go do tego ze goście to fajna sprawa i udało się im polubić gości...

      Mnie trafił się taki egzemplarz i nie udało mi się przekonać go, że goście to fajna sprawa. Od wielkiego dzwonu udaje mi się zaciągnąć go do znajomych. Siedzi wtedy jak na węglach. Buzi nie otworzy. A po wyjściu wścieka się na mnie, że mogłam jeszcze godzinę posiedzieć. Równie rzadko zapraszamy gości do nas. Też za tym nie przepada. Zawsze wchodzi wtedy w rolę kucharza. Przygotowuje pyszną pizzę od A do Z, albo inne kluskopodobne frykasy (bo goście to często wegetarianie), kręci się po kuchni, dokłada jedzenia i cieszy się, że nie musi ust otwierać. Przez znajomych uważany jest za człowieka wybitnie spokojnego, cichego i małomównego, zwłaszcza w zestawieniu z żoną.
      Z jednymi znajomymi umówiliśmy się, że na zmianę będziemy się zapraszać do różnych restauracji. A że mąż jest smakoszem i lubi sobie zjeść, to łatwo przystał na takie rozwiązanie.
      Cud, że udało się go przekonać do sporadycznych wyjść na koncerty i wyjazdów na wakacje. Ale wszystko załatwić muszę ja. Także różne typki nam się trafiają :)
    • minasz Re: Mój mąż nie cierpi gosci 06.11.10, 09:28
      ja tez nie przepadam za takimi posiaduchami
      ale sytuacja sie zmienia jak sie umawiam na cos konkretnego brydz, jakies planszówki etc
      ale najbardziej lubie sie spotykac w przestrzeni publicznej - no chyba ze jakies swieta
      • yulkayulka Re: Mój mąż nie cierpi gosci 06.11.10, 11:26
        możesz mi wierzyc, ze znacznie gorsza jest zbytnia towarzyskośc partnera
        wyobraź sobie, że 5 dni w tygodniu po Twoim domu plączą się jacyś ludzie , na dokladkę świetnie się bawią i nie wiadomo kiedy sobie pójdą- to jest horror.
        Jesli twój partner nie cierpi jak ktoś łazi po jego terenie najlepszym wyjściem jest planowanie spotkań towarzyskich poza domem- super wyjscie, nikt nie jest zmuszony odczekiwac kiedy wreszcie wszyscy pójdą.
        • piotr_57 Re: Mój mąż nie cierpi gosci 06.11.10, 11:28
          yulkayulka napisała:

          > możesz mi wierzyc, ze znacznie gorsza jest zbytnia towarzyskośc partnera
          > wyobraź sobie, że 5 dni w tygodniu po Twoim domu plączą się jacyś ludzie , na d
          > okladkę świetnie się bawią i nie wiadomo kiedy sobie pójdą- to jest horror.
          > Jesli twój partner nie cierpi jak ktoś łazi po jego terenie najlepszym wyjściem
          > jest planowanie spotkań towarzyskich poza domem- super wyjscie, nikt nie jest
          > zmuszony odczekiwac kiedy wreszcie wszyscy pójdą.


          A i samemu można zawsze wyjść, nikomu się nie tłumacząc.
    • igor.x Re: Mój mąż nie cierpi gosci 06.11.10, 11:43
      Uczciwie przyznam, że zwyczaj zapraszania gości do siebie i odwiedzanie innych to dla mnie totalna porażka: zmarnowany czas, mnóstwo przygotowań i sprzątania. Nie lubię.

      Natomiast czym innym jest wyjście do restauracji czy wspólny wyjazd na weekend do neutralnego miejsca. Przynajmniej nie muszę 100% czasu spędzać ze znajomymi ;-)

      Myślę, że nie zmienisz tego u męża - dom/mieszkanie to jednak teren prywatny, a jeśli jest mały wręcz intymny, więc wielu mężczyzn nie lubi gości. Twój mąż specjalnie nie odstaje od nich. Natomiast jeśli jesteś osobą towarzyską, pomyśl raczej i innej formie życia towarzyskiego, tak aby Twój mąż też to choć tolerował, a nie męczył się. Pomyśl o tych wspólnych wyjazdach - może akurat zadziała...?
        • marguyu Re: Mój mąż nie cierpi gosci 06.11.10, 12:20
          Mam o tyle dobrze, ze oboje niezbyt lubimy gosci, szczegolnie tych wymagajacych calodobowej opieki.
          Najgorzej bylo gdy przyjezdzal ktos z Polski zupelnie nieznajacy francuskiego i pelen obaw czy sam trafi do domu. Musialam wiec nianczyc, robic za tlumacza i ganiac po sklepach za wieloma dziwnymi "zamowieniami".
          Dosc dobrze znosze gosci samodzielnych. Takich, ktorzy przyjada wlasnym autem z opracowanym programem wizyt, wychodza rano i wracaja do domu wieczorem.
          Najgorsze w tym wszystkim bylo zawsze to, ze wszystkim wydawalo sie, ze wykonujac wolny zawod mam mnostwo czasu. Skutek, oni spali a ja siedzialam po nocach odrabiajac dzienne zaleglosci.
          Generalnie jednak wolimy byc w domu sami i tak bylo od zawsze. Jestesmy bezdzietnym malzenstwem, mamy nasze kody , szyfry i przyzwyczajenia i po to mamy chalupe zeby sie w niej dobrze czuc. Gdyby bylo inaczej zamieszkalibysmy w kolonii pingwinow.
          Kwestia wychodzenia na wspolne imprezy jest prosta do rozwiazania, kazde chodzi sam tam gdzie mu sie podoba: maz do opery, ja do jazzowego klubu czy rznac w brydza w moim dyzurnym bistro.
    • sweet_pink Re: Mój mąż nie cierpi gosci 06.11.10, 12:40
      Ja chłopa mam okiej, ale ja mam skrzywienie pt. że nie znoszę jak ktoś u mnie nocuje. Sama nienawidzę nocować u kogoś (jak jest impreza to wolę zapłacić za przejechanie taksą całego miasta niż nocować). Nic tego nie zmieni, facet przywykł, że z imprez/długich posiadówek się wraca do domu, a jak się chce po świecie jeździć to trzeba mieć na hotel. Ja się przystosowałam tylko na tyle, że nocuję u jego rodziców (gdzie mamy do dyspozycji całe piętro). Czasem jak już trzeba kogoś przenocować to jakoś zaciskam zęby (kiedyś nawet na tydzień kumpele przygarnęłam).
      Za to lubię przyjmować gości na wieczór, luźna atmosfera czasem jakieś żarełko, a czasem zamawiana pizza, bez napięcia, dobra zabawa, ludzie których naprawdę lubię.
      Co do męża to ani on nie ma prawa oczekiwać, że zrezygnujesz z zapraszania gości, ani ty nie masz prawa oczekiwać że on nagle zacznie się na gości cieszyć. Ustalicie sobie akceptowalną dla was obojga częstotliwość gości, zapraszaj albo ludzi których oboje lubicie i dobrze znacie albo rób babskie party, podczas którego facet wystarczy, że powie dzień dobry i zmyje się do drugiego pokoju(jeśli macie). Ustalenia zapisać za kartce i przypominać chłopu jak jęczy w celu przymknięcia go...ewentualnie mścić się jęczeniem w dni bez gości jaka jesteś nieszczęśliwa, że nie masz gości. Sorry ale np dwa wieczory w miesiącu można przeżyć w nielubiany sposób, to żadna tragedia i nie powód by jęczeć.
    • ewi80 Re: Mój mąż nie cierpi gosci 06.11.10, 22:38
      Jak widać po wypowiedziach forumowiczów, Twój mąż nie jest dziwolągiem ;) Akurat mój mąż i ja bardzo lubimy gości, więc problem jest dla nas obcy, pomimo, że czasem przygotowania bywaja męczące.
      Musicie wypracować jakiś kompromis, w końcu na tym polega małżeństwo. Np. raz w miesiącu goście w domu, raz wyjście na miasto zgodnie z jego upodobaniami.
      Gorzej byłoby gdyby w ogóle nie lubił ludzi lub nawet był chamski w stosunku do gości, ale z Twojego opisu wynika, że jest w porządku. Pewne wady współmałżonka trzeba po prostu zaakceptować i pokochać ;)
    • 10iwonka10 Re: Mój mąż nie cierpi gosci 07.11.10, 10:42
      Kurcze ze nie jestem wyjatkiem. Mieszkajac w Angli nie mam z tym wielkiego problemu bo Anglicy sa zdecydowanie mniej 'goscinnym' narodem niz my. Jesli ktos przyjedzie z rodziny czy bliscy znajomi na kilka dni to tez jest ok. Ale wciaz jeszcze wsrod niektorych ludzi utarlo sie to wyjechalas 'na zachod' to trzeba pomoc. np sasiadka rodzicow pyta czy zalatwie jej wnuczce prace.. tzo mam jej szukac pracy, mieszkania? ma mieszkac u mnie...tak samo moj kuzyn kiedys myslal o przyjezdzie i wpedza mnie to w poczucie winy ale ja nie chce zeby ktos mieszkal u mnie miesiacami, nie bede sie czula swobodnie ani ja ani maz. Wiec chyab mma opinie osoby ktora nie pomaga rodakom???
    • cich-awoda Re: Mój mąż nie cierpi gosci 07.11.10, 20:20
      ja też nie przepadam za gośćmi. ze znajomymi spotykać się bardzo lubię, ale najlepiej gdzieś na mieście, skąd można się urwać wtedy, gdy ma się na to ochotę zamiast zastanawiać się, kiedy goście zauważą, że czas do domu
      raz na jakiś czas goście są w domu i bywa zwykle miło, ale to już musi być ważna okazja
    • ditchdoc Re: Mój mąż nie cierpi gosci 07.11.10, 22:17
      tez nie przepadam, wynika to z tego ile pracuje. Jak przyjde do domu to serio chce robic co chce i jak chce a nie zajmowac sie ludzmi i udawac ze interesuje mnie to co chca mi powiedziec. Po prostu jestem zmeczony. Tak samo jest z wychodzeniem do knajp, meka, robie to raz na jakis czas zeby kobieta nie marudzila. Tyle.

      Takze jak dla mnie normalka. Nie odpoczywam w klubach, przy udziale ludzi. Nie stresuja mnie ale dobre wychowanie nakazuje zainteresowanie sie goscmi co absorbuje moja uwage i czas, ktore w wolnym czasie chcialbym spozytkowac na cos innego.
    • velluto Re: Mój mąż nie cierpi gosci 08.11.10, 12:37
      Faceta nie zmienisz, chyba że na innego:)

      Nie wyobrażam sobie takiego życia w zamknięciu, i w ogóle związku z kimś tak wyalienowanym socjalnie. Naturalnie można życie towarzystkie prowadzić indywidualnie, ale średnio widzę małżeństwo, gdzie nie ma wspólnego modelu spędzania czasu wolnego, tylko każdy sobie. To coś jak związek 2 singli.
      A z tobą choć rozmawia, czy też daje odczuć, że zawracasz głowę?
    • kobieta_z_polnocy Re: Mój mąż nie cierpi gosci 08.11.10, 13:56
      Widzisz, na forum pełno wyalienowanych nerdów, dla których dom to twierdza i najchętniej by drugiego człowieka przez tygodnie nie oglądali ;) Wydaje mi się jednak, że grono forumowiczów nie do końca jest reprezentatywne.

      Powiem tak: wszystko zależy od skali jego nietowarzyskości. Osobiście uważam, że pewne ograniczenia (nocowanie, codzienne spotkania) są normalne, jednak całkowite odcięcie się od ludzi służy mało komu. Czy tak samo niechętnie reaguje na spotkania poza domem? A na wspólne wyjazdy?

      Ja akurat jestem (pewnie jak większość ludzi) po środku - towarzystwo lubię, ale mieszkania w noclegownię znajomych nie chciałabym zmienić. Jednak lubię przyjmować gości (przecież to mogą być 2godzinne pogadanki, a nie weekendowe wizyty z oprowadzaniem), lubię spotykać się z ludźmi poza domem i takie ekstremalne samotnictwo partnera byłoby dla mnie nie do zaakceptowania.
      • kobieta_z_polnocy Jeszcze jedno 08.11.10, 14:01
        Często jest tak, że im ktoś bardziej zamyka się w swoich czterech ścianach, tym lęk przed ludźmi jest większy. Przecież własne mieszkanie jest może i nudne oraz małe, ale przynajmniej bezpieczne (emocjonalnie) i człowiek nie musi się męczyć (angażować się w small talk, ładnie się ubrać, wysilić się na kupno kwiatów czy też zrobienie sałatki). Tym niemniej lęk jest w tej akurat kwestii znacznie większy niż sam powód lęku :) Innymi słowy: stresujemy się sytuacji towarzyskich niewspółmiernie do "zagrożenia", jakie nam sprawiają.

        Mam akurat sytuację z wczoraj: krótka impreza rodzinna, facetowi się nie bardzo chciało iść, po fakcie stwierdził sam, że nie było tak źle, było lepiej niż sądził, itd. Ludzie są bardzo leniwi i czasem warto ich zmobilizować choćby do spróbowania czegoś nowego. Ot, choćby po to by nie zdziczeć całkowicie i nie spędzać kolejnego weekendu na kanapie przed tv.
    • sid.leniwiec Re: Mój mąż nie cierpi gosci 08.11.10, 17:55
      Jestem w większosci - też wolę się spotykać na zewnątrz (pub najczęściej, kawiarnia) niż w domu. I tak jak ktoś w wątku, nie cierpię nocować u kogoś i gdy ktoś u mnie nocuje. A jeśli trwa to kilka dni lub dłużej, to już w ogóle.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka