przeprowadzka po 20 latach

16.11.10, 08:53
do rodzicow w celu opieki nad nimi.Czy ktoś tak mial?Zalożmy że mieszkacie od rodziców 20 km .Macie swoje wyremontowane mieszkanie swoje nawyki ,swoje sklepy swoje chodniki wydeptane,swoje otoczenie,swoj swiat jakby nie było 20 lat to sporo.I po 20 latach macie się przeprowadzić do rodzicow do ich domu na wies pod wspolny dach w celu opieki nad nimi.Wasze rodzeństwo z powodu drugiej połowki nie ma możliwości się opiekować.Rodzice też nie mają zamiaru się przeprowadzać.Jak to mowia starych drzew się nie przesadza.A jak o tym wszystkim myślę to czuję się jak zlamana galązka.Nic nie jest przesądzone to tylko taka przyszlościowa teoria,wszystko zależy czy brat pod wpływem żony się od nich wyprowadzi.I co byscie zrobili,jak byscie sie zachowali.Wiadomo ktos musi sie nimi zając a z drugiej strony macie juz ulożone swoje życie.I tu nagle taka zmiana o 180 stopni.
    • sadosia75 Re: przeprowadzka po 20 latach 16.11.10, 08:56
      Przeprowadzilabym sie. Bez dwoch zdan bez narzekania. Jednak rodzice to rodzice. nawyki mozna zmienic.
      • reniatoja Re: przeprowadzka po 20 latach 16.11.10, 09:30
        Wyobraźmy sobie następująca sytuację. rodzice mieszkają w starym domu, dwa pokoje, staroświecka, ale bardzo solidna kuchnia, za którą w latach siedemdziesiatych zapłacili majątek i trzyma sie tak, ze moze poslużyć jeszcze z 40 lat, wiec na wymienienie na to dzisiejsze barachło nie ma zgody, "u siebie jak będziesz to sobie bedziesz wymieniać", starość nie radośc - swoje nawyki rodzice mają, pranie oszczędnie, prysznic dwa razy dziennie to fanaberie, wietrzyc w zimie nie wolno bo ciepło ucieka itp.itd. Ty tymczasem wydoroślalaś, kupiłaś ładne duze mieszkanie w innym mieście, masz tam pracę, dzieci chodza do szkoły, dzien zajęty od rana do wieczora, masz kredyt do splacania i komfort o jakim zawsze marzyłas - swoje graty, swoje meble, to co tobie się podoba, zyjesz tak jak chcesz.

        I rzucasz to wszystko, wracasz na wieś do rodziców, bez szemrania i narzekania? A co z dziećmi, też zabierasz je ze szkoly i zapisujesz do szkoły na wsi? A jeśli one nie chcą? To moze być sytuacja nei na rok czy dwa, tylko dajmy na to na 15 lat, a moze 25, tego nigdy nie wiadomo.

        Dlatego, byłabym ostrożniejsza z deklaracjami. Istnieje duze prawdopodobieństwo, że nawet chcąc tego bardzo, sytuacja zyciowa nie pozwoliłaby Ci na taką przeprowadzkę.

        Rodzicami trzeba się zając na starośc. Ale to trzeba też umiejętnie zorganizować i tak, by ta opieka nie zrujnowała ci wszystkich Twoich, Osobistych planów i projektów.

        Oczywiscie podziwiam ludzi, którzy potrafią w pełni sie poświęcić i rzucają wszystko i są przy rodzicach do śmierci. To jest piękne i szlachetne.
        • sadosia75 Re: przeprowadzka po 20 latach 16.11.10, 09:45
          Jestem w zupelnie innej sytuacji. Inaczej mysle, dla mnie to nie jest problem. Byc moze dlatego, ze ja juz Mamy nie mam i gdybym miala okazje to bym poswiecila jej kazda swoja wolna chwile.
          • reniatoja Re: przeprowadzka po 20 latach 16.11.10, 09:52
            > Byc moze dlatego, ze ja juz Mamy nie mam i gdybym miala okazje to bym poswiecil
            > a jej kazda swoja wolna chwile.

            Ja też. Ale ja nei mogłam niestety spędzić z Nią ostatnich lat Jej życia, chociaz bardzo bardzo chciałam. Tak sie życie poukładało. I dlatego nie jestem w stanie napisać takiego posta jak ty - że pojechalabym bez zastanowienia i nic by mi nie staneło na drodze. to nei takie proste. Obecnie naprawde martwię się teściem, choc to zupełnie inne uczucia niż do własnej Mamy, ale i tak chciałabym mu jakoś pomóc w starosci (juz prawie 80 lat i sam jak palec w domu na wsi), ale praktycznie jest to w tej chwili niemożliwe. Musielibyśmy całkowicie na głowie postawić swoje życie, zeby teraz wrócić do Polski i zająć sie Ojcem.
            • sadosia75 Re: przeprowadzka po 20 latach 16.11.10, 09:58
              W Twoim przypadku nie takie proste. Co doskonale rozumiem. W moim przypadku przeprowadzka to tylko 10 km roznicy miedzy moim mieszkaniem a mieszkaniem rodzicow.
              Zawsze bylam bardzo zwiazana ze swoja rodzina, byla i nadal jest dla mnie wazna. Poswiecenie wg mnie to zadne, ale doskonale rozumiem tez ludzi dla ktorych takie "cos" to poswiecenie.
              Nie uwazam ich za gorszych od siebie. Zycie uklada sie tak a nie inaczej. i co ma byc to bedzie. Czasem taka przeprowadzka to wlasnie stawianie swojego zycia na glowie.
              Wiem, ze moja siostra mieszkajac od wielu lat na drugim koncu europy nie moglaby w ciagu kilku dni czy miesiecy przeprowadzic sie do PL.
              zreszta nie wymagalabym od niej tego. chociaz wiem, ze by to zrobila.
              Dla mnie to mniejsze stawianie zycia na glowie wiec i problemu w tym nie widze.
    • piotr_57 Re: przeprowadzka po 20 latach 16.11.10, 09:01
      Z zasady nie można wymagać od człowieka bohaterstwa, ani heroizmu. Oczywiście człowiek ma PRAWO bycia i jednym i drugim, ale nie wolno tworzyć norm, ani prawnych, ani moralnych ZMUSZAJĄCYCH go do takich zachowań.
      W świetle tego masz moralne prawo pozostać na swoim miejscu, a rodzicami zajmować się w takim stopniu w jakim będzie to możliwe.
      • sadosia75 Re: przeprowadzka po 20 latach 16.11.10, 09:05
        Racja nie mozna.
        Jednak z drugiej strony.
        To rodzice, wymagaja opieki, troski, zainteresowania. Owszem mozna zrzucic odpowiedzialnosc na innych, oddac rodzicow do domu opieki, wynajac pielegniarke. i niby nic by sie nie stalo. tylko czy po smierci rodzicow nie ruszy czlowieka sumienie?
        Mozna spedzic czas ze swoimi rodzicami, byc z nimi tak jak oni byli z nami i mozna ten czas uznac za cos pozytywnego. wystarczy chciec.
        a warto chciec.
        • piotr_57 Re: przeprowadzka po 20 latach 16.11.10, 09:19
          To nie jest takie proste jakby się wydawało. Przy dzisiejszej długości życia, chcąc opiekować się rodzicami do śmierci, sama znajdziesz się w starości. Ożeniłem się mając 22 lata, odchowałem i wykształciłem dzieci , których "pozbyłem" się 3 lata temu ,czyli mając 53lata. Jednocześnie od 20 lat zajmuje się rodzicami(maja odpowiednio 90 i 84 lata, jedno kaleka po ciężkim wylewie).
          Nie życzę im źle, mimo kalectwa czują się dobrze, mogą pożyć jeszcze 10/15lat, będę miał prawie 70.
          Czy ja nie mam żadnych praw? Czy moje pokolenie ma tylko obowiązki? Jednocześnie wydłużył się okres kiedy dzieci opuszczają dom i przedłużył się okres życia rodziców.
          Mną rodzice zajmowali się 16 lat, ja być może , będę się nimi zajmował około 30.
          Nie skarżę się, ale to nie jest takie oczywiste.
          • sadosia75 Re: przeprowadzka po 20 latach 16.11.10, 09:50
            Piotrze mialam 34 lata jak moja Mama zmarla. Po cyferce przy moim nicku latwo wywnioskowac, ze bylo to w zeszlym roku.
            Zostal mi juz tylko tato. Jesli mam poswiecic swoja "mlodosc" na opieke nad nim zrobie to z wielka przyjemnoscia. Nie bede tego odbierac jako czas stracony, wrecz przeciwnie.
            Byc moze pare lat temu przed choroba Mamy myslalabym inaczej. jednak zycie zmienia nasze poglady.
            • piotr_57 Re: przeprowadzka po 20 latach 16.11.10, 09:56
              Ależ ja nie mam nic przeciwko Twoim dobrowolnym wyborom. Mnie chodzi o to, co napisałem w pierwszym poście w tym wątku ; nie można tworzyć normy moralnej zobowiązującej dziecko do heroizmu w opiece nad rodzicami. Tylko tyle.
              • sadosia75 Re: przeprowadzka po 20 latach 16.11.10, 09:59
                I ja sie z tym zgodzilam :)
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: przeprowadzka po 20 latach 16.11.10, 09:02
      20 km? 20 km to można śmiało dojeżdżać.
    • margie Re: przeprowadzka po 20 latach 16.11.10, 09:07
      ja bym sie nie przeprowadzila. Zorganizowalabym opieke na miejscu, odwiedzialabym czesto rodzicow. Moja Mama mieszkala ode mnie o 360km, brat jeszcze dalej. Nie wrocilam- placilam za opieke, przyjezdzalam raz w miesiacu. Na szczescie moja Mama nie wymagala tego ode mnie, ale nie wyobrazam sobie rezygnacji z calego swojego zycia, tym bardziej ze masz rodzenstwo, niech sie poczuja kosztowo i fizycznie do wsparcia w opiece.


      Frustracja z powodu rezygnacji z dotychczasowego zycia byla chyba wieksza niz korzysci dla Rodzicow.
    • ankh_morkpork Są inne rozwiązania, jaka opieka jest potrzebna? 16.11.10, 12:02
      Rzucenie własnego życia i wyprowadzka na wieś nie musi być jedynym rozwiązaniem.

      Jakiej opieki potrzebują Twoi rodzice? Są na tyle sprawni, by się umyć / ubrać / samodzielnie zjeść / skorzystać z toalety / pójść po chleb do pobliskiego sklepu, czy też leżą bezwładnie w łóżkach?

      Ty i Twoje rodzeństwo (piszesz o bracie) możecie wspólnie opłacić osobę, która w tygodniu będzie rodzicom gotować, sprzątać, robić zakupy, palić w piecu itp., a w weekendy możecie na zmianę rodziców odwiedzać lub też dojeżdżać do nich w tygodniu popołudniami / wieczorem w miarę potrzeb.

      Bycie dobrym dzieckiem to nie jest koniecznie rzucanie w diabły swojego własnego życia, bo rodzice to stare drzewa, co się ich nie przesadza. Ty też jesteś drzewem, które zapuściło już swoje korzenie.

      Nie bierz problemu zapewnienia rodzicom opieki tylko na swoje barki, ani nie zwalaj go tylko na brata. Tym zadaniem musicie się podzielić.

      Ja osobiście w takiej sytuacji bym się nie przeprowadziła, unikałabym takiego rozwiązania za wszelką cenę.
      • princess_yo_yo Re: Są inne rozwiązania, jaka opieka jest potrzeb 16.11.10, 13:23
        i to jest rozsadne podejscie, ale z tym sie trzeba urodzic albo sobie tak dzieci/ rodzicow wychowac :-) zdrowy rozsadek niestety nie jest tak powszechny jakby sie wydawalo, i to niezaleznie od pokolenia!
        • simply_z Re: Są inne rozwiązania, jaka opieka jest potrzeb 16.11.10, 13:32
          widzicie moi drodzy jak upada mit o podawaniu szklanki wody na starość?;)
          guzik ,wasze dzieci też nie będą sie wami opiekować .
          • princess_yo_yo Re: Są inne rozwiązania, jaka opieka jest potrzeb 16.11.10, 13:55
            upada bezsensowne poswiecanie sie dla idei. dobre wychowanie oznacza ze zawsze da sie wypracowac racjonalny system opieki nad potrzebujacymi czlonkami rodziny, polegajacy nie tylko na zmienianiu pieluch na odpie...sie i nurzaniu sie w swoim poswieceniu, ale na odpowiednim spedzaniu czasu razem i swiadomej opiece.
    • mumia_ramzesa Re: przeprowadzka po 20 latach 16.11.10, 15:07
      W sumie Ty tez piszesz jak "stare drzewo". Az tak sie przyzwyczailas do tego mieszkania? Przeciez w domu mieszka sie lepiej niz w bloku.
      Mozesz znalezc kogos na wsi do pomocy rodzicom i jezdzic na weekendy lub czesciej. 20 km to nie jest duzo. Warto tez pomyslec nad usprawnieniami w domu, zeby jak najwiecej mogli zrobic sami.
    • jemejska Re: przeprowadzka po 20 latach 16.11.10, 15:57
      ja tak zrobiłam. Do dziś żałuję, to była najgorsza decyzja w życiu. Różnicy pokoleń nie da się ominąć, tak samo, jak traktowania Ciebie jak z okresu przed wyprowadzką w dorosłe życie.
      Jesteś niedaleko, więc możesz czasem wpadać. Lepiej załatwić pielęgniarkę środowiskową.
      Nie marnuj swojego życia, tak jak ja prawie zmarnowałam swoje.
Pełna wersja