Mam problem. Może jestem kobietą bluszczem?

17.11.10, 19:16
Dzisiaj zrobiłam rachunek swojego dotychczasowego życia i doszłam do wniosku, że jest mi żle ze sobą. Uznałam, że poprzez moje nastawienie do ludzi cierpię. W szczególności chodzi o moje zaangażowanie w znajomości z innymi osobami, w związek, w przyjaźń itp. Problem w tym, że jak się zaangażuje np. w związek lub w przyjaźń to nie dopuszczam innych ludzi do siebie. Ofiarowuje jednej lub góra dwóm osobom (np. partnerowi i przyjaciółce) całą siebie i nie potrafię jednocześnie podtrzymywać innych znajomości. Kontakty z innymi osobami sprowadzam do sporadycznych i często wynikających z kurtuazji bądź konieczności. Wszystko byłoby ok gdyby życie było przewidywalne i nie zaskakiwało. Tymczasem wiadomo, że czasami zdarza się tak, ze przyjaciel nas zawodzi a z partnerem się rozstajemy. Co wtedy zostaje? Samotność. Pustka? Zagubienie? Człowiek nie ma nawet do kogo ust otworzyć czasami bo skoro przez długi czas miał tylko znajomych, z którymi gadał od przypadku do przypadku to głupio tak niz gruszki ni z pietruszki próbować się do kogoś zbiżyć. Dlaczego tak jest? Może jestem kobietą bluszczem, która oplata się wokół innych i nie potrafi funkcjonować bez swojej ofiary, a jednocześnie swojej ofierze daje całą siebie? Nie wiem czy dobrze postawiłam sobie diagnozę. Pewne jest, że taki stan wywołuje u mnie cierpienie, zaobserowałam to już lata temu gdy miałam jedną przyjaciółkę, z którą byłam bardzo bardzo związana. Może ją kochałam nawet na swój sposób? W każdym razie spędzałyśmy ze sobą bardzo dużo czasu, a w wakacje całe dni i pewnego dnia ona wyjechała na urlop z rodzicami na 2 tygodnie. Przeżyłam to tak jak by mnie facet zostawił, nie mogłam sobie miejsca znaleźć, tęstkniłam i czułam się zagubiona. Lata później dokładnie tak samo przeżyłam rozstanie z facetem. Czuję, że nie potrafię funkcjonować sama, doszłam dzisiaj do wniosku, ze mam jakąś dysfunkcję lub problem z psychiką. Może powinnam iść na jakąś terapię i pracować nad sobą? Umocnić swoją osobowość aby było mi łatwiej funkcjonować z ludźmi? Czy ktoś z was ma podobne doświadczenia? Co mi radzicie?
    • pendzacy_krolik Re: Mam problem. Może jestem kobietą bluszczem? 17.11.10, 19:22
      mnie sie tak porobilo,kiedy wyszlam za maz. wystarczal mi tylko maz i dziecko.przez to byly awantury,bo maz czul sie odizolowany. stracilam tez dwie jedyne kolezanki. teraz,kiedy uczuciado meza sa juz inne,dziecko teoretycznie jest juz poza domem zaczynam odczuwac skutki. w pewnym wieku ciezko jest sie zaprzyjaznic.podziwiam ludzi,ktorzy lgna do innych i potrafia budowac relacje.ja po jakims czasie wszystko psuje,nawet w necie:( kiedy zaglebilam sie w ten problem stwierdzilam,ze nie zmienie sie na sile. moje zycie jest od wielu lat inne,ja sie zmienilam i jedyne,co moge zrobic to nie szkodzic innym i sobie. posyanowilam wiec zaakceptowac to,ze jestem wlanie taka. i nie cierpiec z tego powodu. tobie tez to radze,bedzie Ci lzej:)
      • jogibabuu_31 Re: Mam problem. Może jestem kobietą bluszczem? 17.11.10, 20:00
        Ten stan rzeczy mi odpowiada i jest do zaakceptowania do czasu gdy jest dobrze, ale jak się zaczyna sypać i zostaję sama to nie jest fajnie. Dlatego uważam, ze może powinnam nad sobą popracować żeby znowu nie cierpieć. Obecnie rozstałam się z facetem, on mnie zostawił bo się "zakochał". Przeżywa swą miłość bardzo bo mu się przeszkody piętrzą a ja? Zostałam właściwie sama ze swoimi problemami, z żalem, że mnie zostawił, że już "nie jest mój" i nie umiem się odnaleźć. Żałuje teraz, że nie pielęgnowałam bardziej relacji ze znajomymi, że straciłam przyjaciółkę przez to, że nie miałam dla niej czasu bo zawsze było coś ważniejszego do zrobienia niż spotkanie i szczera rozmowa. Tak się nie da żyć dalej, tak czy inaczej za jakiś czas może się z kimś zwiążę i znowu się poświęcę w 100% dla tego związku? To nie ma żadnej przyszłości, bo nie tylko ja na tym będę cierpiała ale także i mój przyszły partner. Nie jestem w stanie takiego stanu rzeczy zaakceptować bo póki jest dobrze to ok ale jak się sypie to mnie dotyka 10 razy mocniej niż w przypadku prawidłowych relacji z innymi ludźmi. Dlatego analizuję swoją osobowość i zastanawiam się jak wprowadzić zmiany? Może właśnie poprzez terapię, a moze muszę być sama, żeby utrzymywać normalne kontakty z ludźmi? Znowu samotność nie jest mi pisana, źle się czuję sama i koło się zamyka. Tęsknię za czasami kiedy byłam nastolatką i wszystko było łatwiejsze. Człowiek bawił się, miewal miłostki i zauroczenia ale funkcjonował wśród dużej grupy znajomych w prawidłowych relacjach. Myślę, że silne uczucie, rodzaj uzależnienia od drugiej osoby powoduje moje problemy. W takim razie pewne jest, ze musze się z tego leczyć. Zaczynam szukać terapii dla siebie. Dopóki nie zacznę inaczej patrzeć na relacje z ludźmi i partnerem będę nieszczęśliwa, tak myślę bo przecież nic nie trwa wiecznie a jak człowiek całą uwagę poświęca jednej osobie a później ją traci to zaczyna się dołek.
        • pendzacy_krolik Re: Mam problem. Może jestem kobietą bluszczem? 17.11.10, 20:30
          musisz trafic na takiego faceta,ktory bedzie staral sie ciebie zrozumiec. a potem uwazac,zeby tego nie zepsuc. ale nie na sile. to musi byc wola obu stron,aby byc z soba i tego nie psuc.
          przeciez juz wiesz,ze tak naprawde to jestesmy zawsze samotni. no i jeszcze to,ze samotnosc to stan duszy:)
    • rosa_de_vratislavia Re: Mam problem. Może jestem kobietą bluszczem? 17.11.10, 19:30
      Może nie przywiązuję się doludzi aż tak jak Ty (złe samopoczucie po wyjeździe kolezanki na 2 tygodnie) ale też mocno angażuję się w związkiz ludźmi. Już jako całkiem dorosła osoba poczułam się okropnie poniżona, kiedy osoba, którą w mysli nazywałam przyjaciółką,odpuściła kontakt, kiedy przestała potrzebować mojego wsparcia i rad. Po prostu poczułam się jak wyrzucona skórka po wyciśniętej cytrynie. Koszmar.
      Sama nie wiem, co robić w takich sytuacjach. Zawsze boli.
      • sennarzeka Re: Mam problem. Może jestem kobietą bluszczem? 18.11.10, 12:02
        Mamy podobnie Jogi. Właściwie tak samo. I przez takie uzależnienie się przegrywam każdy związek. Dla mnie jest oczywistym, że związując się z kimś jednocześnie rozpoczyna się życie, w którym nie ma ja i ty, tylko jesteśmy my. Bynajmniej nie czuję się przez to bluszczem, chociaż tak niestety jestem odbierana. Wiem jak to jest kiedy odchodzi ktoś dla kogo się żyje. Myślę, że przywiązanie to tylko drobna część problemu. I też myślę o pomocy terapeuty.
        • jogibabuu_31 Re: Mam problem. Może jestem kobietą bluszczem? 18.11.10, 13:41
          Miło usłyszeć, że nie jest się samemu z problemem. Myślę, że terapia to najtrafniejsza decyzja w tym przypadku. Człowiek musi zacząć pracować nad swoją osobowością, wzmocnić ją na tyle żeby bez problemu funkcjonować jako "Ja". Gdzieś na forum natrafiłam na wpis o książce pt."Chcę być kochana tak jak chcę" napisaną przez teraputkę, może warto ją przeczytać. Mam nadzieję, że tam odnajdę jakieś wskazówki jak nad sobą pracować. Sennarzeka, teraz jesteś w związku? Czy jesteś sama? Jak sobie radzisz z emocjami po rozstaniu skoro tak jak ja tak mocno się związujesz z drugą osobą?
          • menk.a Re: Mam problem. Może jestem kobietą bluszczem? 18.11.10, 13:50
            Dodatkowo praca nad samooceną i wiarą w swoje możliwości. Musisz nauczyć się sama funkcjonować i radzić sobie.
        • aroden bzdury 18.11.10, 14:10
          sennarzeka napisała:
          Dla mnie jest oczywistym, że związując się z kimś jednocześnie rozpoczyna się życie, w którym nie ma ja i ty, tylko jesteśmy my


          tak wystawilbym od razu na balkon :)

          a dla mnie jest oczywiste, ze ludzie majacy wyrazista osobowosc
          nawet w stalej relacji z partnerem/partnerka pozostaja soba
          i czesc wlasnego "ja" zachowuja tylko dla siebie.
          • menk.a Re: bzdury 18.11.10, 14:21
            Tylko że ktoś, kto postępuje jak te dziewczyny nie mają silnych, zdrowych osobowości i przez to nie są w stanie nawiązać zdrowych, trwałych i satysfakcjonujących relacji.
          • jack20 Re: bzdury 18.11.10, 14:38
            "... i czesc wlasnego "ja" zachowuja tylko dla siebie.."
            konflkty przy tym nastawianiu w zdecydowanej wiekszosci wypadkow wzajemnego wspolzycia sa zaprogramowane .

            • aroden naturalnie 18.11.10, 14:43
              jack20 napisał:

              > "... i czesc wlasnego "ja" zachowuja tylko dla siebie.."
              > konflkty przy tym nastawianiu w zdecydowanej wiekszosci wypadkow wzajemnego wsp
              > olzycia sa zaprogramowane .

              naturalnie. w koncu jest tyle rozwodow nie wskutek zdrad, czy nielojanosci
              ale wlasnie wskutek "roznicy charakterow"

              tym niemniej - jest pewna (spora) grupa ludzi, ktorzy uwazaja,
              ze partner jest "tylko" partnerem - no, wzbogacajacym zycie
              - lecz zyje sie w gruncie rzeczy dla siebie, a nie po to,
              by "rozplynac sie" (charakterologicznie)
              w innej osobie - chocby najblizszej.
          • sennarzeka Re: bzdury 18.11.10, 19:34
            arden napisał:
            a dla mnie jest oczywiste, ze ludzie majacy wyrazista osobowosc
            > nawet w stalej relacji z partnerem/partnerka pozostaja soba
            > i czesc wlasnego "ja" zachowuja tylko dla siebie.

            Nikt tu nie napisał o zmianie osobowości czy charakteru. Raczej o wspólnym spędzaniu wolnego czasu i realizacji wspólnych celów. Nigdy nie potraktuję partnera jak doczepki do mojego życia bo to nie fair. Dla mnie związek to budowanie, a zachowanie własnych marginesów może dotyczyć ulubionego jedzenia czy muzyki, ale nie spraw życiowych.Twoje podejście jest bardzo zdrowe, pozwala uniknąć uzależnienia, ale tego nie da się wypracować. To raczej kwestie charakterologiczne i żeby coś w sobie zmienić potrzebne jest mądre doradztwo.
    • jack20 Re: Mam problem. Może jestem kobietą bluszczem? 18.11.10, 14:33
      jesli partnerowi odpowiada twoj stosunek do zycia nie ma powodu by cos zmieniac... zwlaszcza wbrew swojej woli . tak czy inaczej zycie wiekszosci ogranicza sie do zycia dla kogos . w twoim przypadku partner , przyjaciolka . zmiane charakteru i priotytetu wartosci wymusi na tobie zycie ... albo nie wymusi
Pełna wersja