klaraa70
20.11.10, 19:09
Za tydzien konczę 40 lat.Od 20 lat jestem mężatką.Po ślubie zamieszkaliśmy z teściami,bo mieszkania duze a perspektyw na kupno mieszkania nie było...takimi argumentami przekonał mnie mąż.Nie mialam w sumie nic przeciw temu ,bo rodzice męża byli ok. Niestety,po przeprowadzce spotkało mnie cos dla mnie dziwnego.Czegokolwiek bym nie ruszyła ta miła kobieta zaraz robiła to lepiej.Zawsze uważałam,że jestem pedantką i nawet w moim rodzinnym domu zwracano mi uwagę na to,że przesadzam z pewnymi rzeczami a tutaj okazuje sie ,że ja wszystko robie nie tak.Tłumaczyłam to sobie różnie,ze teściowa ma swoje przyzwyczajenia itd...Przezywalam to bardzo! Próbowałam rozmawiać z mężem i dowiedzialam się,że mama taka jest,ze poprawia wszystko po wszystkich.Czułam,że wpędza mnie to w obłęd,ale żyłam z tym bo bałam sie o małżeństwo ?o siebie?Nie wiem.Z czasem doszło jeszcze zachowanie typu- teściową boli bardziej niż wszystkich,ona wie lepiej niż wszyscy,lepiej wyglada a rozłożyła mnie już emocjonalnie twierdzeniem,że moje dziecko choruje tak często dlatego,że ciąża była zagrożona i brałam leki na podtrzymanie ciąży,zapewnie niepotrzebnie.Wyłam całą noc. Kiedyś próbowałam porozmawiać o całej sytuacji z tesciami,to zrobiła z siebie ofiarę i kolejny raz wyszło na to,że ona wie lepiej.A mąż jedyne co potrafił mi powiedzieć,to -"nie bierz tego do siebie,olej to,nie analizuj,nie nakręcaj się" I tak 20 lat:( gdy poruszam temat o kupnie własnego mieszkania,tłumaczy mi,że to nie ma sensu a ja wymyslam,że ludzie mają większe problemy a na mój smutek zaproponował mi nawet wizytę u psychologa.Duszę sie w tym domu a szczęśliwa czuję sie w pracy,gdzie czuję się wartosciowym człowiekiem i pracownikiem.Wiem,że to co pisze jest żałosne,ale taka jest prawda.Wstydzę sie pogadać o tym z kimkolwiek...nawet z mamą:( Pozornie jestem silną kobietą,mam 40 lat na karku a ja czuję,że nie mam własnego miejsca. Może ktoś przeżył podobne sytuacje,może poradził sobie z nimi ..a może ja naprawdę przesadzam?? Może tak musi być,tylko ja jestem jakaś inna? A może mąż ma racjęże czas na wizytę u specjalisty?