rzeka.chaosu
28.11.10, 20:06
Wprowadzenie (ma na celu uniknięcie posądzania autora przytoczonej opinii o bycie kimś, kim nie jest):
Znajomy mojej rodziny, wojskowy, lat może 50, na emeryturze, ale zaangażowany w prace różnych instytucji, stowarzyszeń, firmy żony, ;) wykształcony, zna jęzorki ;P, z rodziny o tradycjach wojskowo-oficerskich (ale takich sprzed wojny a nie z PRL), sympatyczny, dowcipny, inteligentny, patriota, mądry, dobry, życzliwy człowiek. Ups, za dużo powiedziałam, ale zależy mi, żeby nie czytać, że tą przygłup i pedofil (znam forum, znam ;P).
Diagnoza(z serii "kiedyś było lepiej"):
1. Faceci są dziś tacy jacy są (czyli bardziej metro niż męscy) bo nie byli w wojsku. ;P Dobra wiem, strasznie to brzmi, ale rozwinięcie nie jest już takie komiczne (mój nie był, a jest męski ;P). Jego zdaniem wojsko wyrabia cechy, uważane za typowo męskie, poprawia kondycję, logiczne myślenie, umiejętności techniczne, poczucie patriotyzmu i ODPOWIEDZIALNOŚCI za innych i za własne zachowania. Moim zdaniem to spora idealizacja i nie mogę się z tym do końca zgodzić. ;P
2. Ale idźmy dalej za jego argumentacją: Problem jest bardziej ogólny. W dzisiejszych czasach nie potrzebni są męscy mężczyźni tylko konsumenci, traktujący wszystko jak towar (w tym kobiety) i wskaźnik awansu społecznego. Stąd przywiązanie do kasy, a nie ludzi, zanik typowo męskich zwyczajów i umiejętności (odbyliśmy ciekawą dyskusję o panu, który nie chciał otworzyć słoika, bo skórę dłoni ma wrażliwą ;P), brak odpowiedzialności za rodzinę / niechęć do posiadania rodziny. No i tu już bym się zastanawiała.
Co sądzicie odnośnie drugiego akapitu (tezy z pierwszego zbyt łatwo obalić)? Wyginą nam samcowate samce czy nie wyginą? :D:D:D:D
Strasznie uprościłam jego wywody i chyba je spłyciłam. No nic. ;/ Ale nie chce mi się jeszcze raz tego pisać. Kumacie użyte przeze mnie skróty myślowe i zbyt przerysowane przykłady? Oby. :)