kata_kumba
03.12.10, 16:21
Umawiałam się z takim facetem. Powiedzmy, ze to jeszcze nie był związek, narazie randki, ale wszystko szlo w dobrym kierunku. Wczoraj późnym wieczorem wracaliśmy z kina i zobaczyłam kobietę leżącą na uboczu. On na to, że bezdomna, pewnie pijana i mam ją zostawić! Podeszłam do niej, okazało się, że nie była całkiem nieprzytomna, tylko zasłabła, w każdym razie mniej więcej się ocknęła. Okryłam ją swoją kurtką i zadzwoniłam po pogotowie. On cały czas stał z boku, nie zaproponował swojej kurtki (marzłam) i kilka razy powtórzył, żebym się nie wygłupiała, że najlepiej ją zostawić bo to pewnie jakaś pijaczka.. Padło kilka krytycznych uwag z jego strony,w tym, że naiwna jestem.
Karetka szybko przyjechała, zabrali panią, dałam swój numer z prośbą o informację.
I kiedy zostaliśmy sami na ulicy, coś we mnie pękło. Powiedziałam mu, że wracam sama, odwróciłam się na pięcie i poszłam sobie. Próbował mnie zatrzymać, mówił, żebym się nie wygłupiała, potem, żebym nie robiła fochów ale w końcu odpuścił i poszedł w swoją stronę.
Dziś zadzwoniła ta kobieta, okazało się, że nie bezdomna, ot, zwykła kobitka (choć gdyby była bezdomna, to też bym jej pomogła!). Dziękowała itp, mówiła, że zasłabła na ulicy, kiedy wracała z pracy. Na kawę mnie zaprasza.
On dzwonił 2 razy, pytal, czy mi przeszło i mówi, żebym nie robiła z igły wideł. A ja już się z nim więcej nie zobaczę. Cholera, ponad pół roku znam tego człowieka i nie spodziewałam się po nim takiej nieczułości :/ Może powinnam się z nim spotkac i na spokojnie wytłumczyć swoje racje, ale jakoś nie potrafię się przemóc :( Strasznie się z tym czuję, zawsze uważałam go za cwaniaka, ale nie przypuszczałam, że to zły człowiek :(