careczka222
10.12.10, 12:58
Jestesmy ze sobą ok. 10 lat. Jak to zawsze bywa raz było lepiej raz gorzej. Dzisiaj jestem zła więc myślę, że częściej było gorzej. On zazdrosny i zaborczy, rozlicza mnie z każdej chwili, robi afery jak mam zajęty telefon a On do mnie dzwoni itp, itd. Ja jestem w tym związku uczciwa i lojalna. Nie wyobrażam sobie skoku w bok i tyle. Więc ciągłe podejrzenia, że mam kogoś lub się kimś zainteresowałam są niedorzeczne.
2 lata temu piorąc jego spodnie (na jego prośbę), a w zasadzie wkładając je do pralki, z kieszeni wypada telefon, którego nie znam. Oczywiście "dostaję obuchem w głowę". Nie wytrzymuję, sprawdzam kontakty - jest jeden - Marzenka. Wchodzę w smsy. jest ich kilkanaście. czytam pierwszy. Po jego treści mam dosyć reszty nie czytam (co dzisiaj uważam za błąd). On przychodzi do domu. Pytam go czy kogoś ma. On twierdzi, że nie. Pokazuje mu telefon. On wyrywa mi go z dłoni i rozbija o podłogę. Twierdzi, że to dawna miłość odnaleziona na Naszej klasie. Ale... chciał z nią tylko pogadać, wróciły wspomnienia i tyle. Nie kocha jej. Chce być ze ną itp, itd. Ogólnie dramat. Miotam się, myślę i mówię mu jak jest... "Jest to dla mnie ciężka decyzja, ale mimo to nie będę potrafiła mu zaufać, a związek bez zaufania nie ma sensu". proponuje uczciwe rozstanie. On błaga żebysmy sobie dali szansę. Ja tłumaczę, że nie jestem mu w stanie zagwarantować, że będę potrafiła z tym żyć. W konsekwencji ulegam mu. Ale jest mi źle i cięzko. On uważa, że wszystko wróciło do normy i jest ok.
Po kilku miesiacach zaczyna opowiadac mi o jakiejś koleżance. Niby nic strasznego ale za kazdym razem robi to porównując nas do siebie. zapala mi sie lampka. On przeżywa jej kłopoty. Utrzymuja ze soba kontakt telefoniczny, ale ona nigdy nie dzwoni wieczorem, gdy jestesmy razem. On zresztą też. Wściekam się, mówie mu, że moim kłopotom i samopoczuciu nie poświeca tyle czasu co koleżance. Stwierdza, że ja sobie świetnie radzę a ona nie. Coraz częściej są sytuacje, gdy opowiada mi historyjki o swoich koleżankach z pracy. Wplata informacje dot. tego jakie sa fajne itp. itd. Mówię mu, że mnie to boli, tym bardziej, że mi nie okazuje żadnych pozytywnych uczuć. On pyta, czy szukam powodu do kłotni i czy kogoś sobie znalazłam (oczywiście jego pytanie jest postawione w troche innej formie). Robi awanturę.
Po kilku dniach oświadcza mi, że będzie jeździł do pracy z koleżanką, która niedaleko mieszka.
Wczoraj wsiadam do samochodu. Patrzę na dywaniku leży wycięte serduszko. Wyrzucam je z samochodu. Wsiadam i zauważam żółtą karteczkę z napisem "usmiechnij sie czule". Rozmawiam z nim o co chodzi. On twierdzi, że go bezpodstawnie oskarżam o flirty.
Czy to ja odjechałam i straciłam rozsądek, czy on zobaczył, że raz dałam się zmanipulowac to poszedł sobie na całość. A może to ja szukam dziury w całym, bo przecież kazdy ma kolegów i koleżanki i kazdy okazuje sobie jakoś sympatię. Tylko, ze ja sie na codzień nie spotykam z takimi jej objawami, bezinteresownymi i niewinnymi, oczywiście.