sposób prowadzenia rozmów

21.12.10, 15:30
Proszę o opinię na takie oto zachowania partnera:

1. dostajecie pytanie - temat drażliwy - i zanim odpowiecie KONKRETNIE (TAK/NIE) wyrażacie swoją opinię o danej sprawie, swoje emocje, uczucia, siebie. To spotyka się każdorazowo z wściekłością i zdaniem, że nie odpowiadacie konkretnie i wszelkie wątki poboczne i wyrażanie opinii są do du.py

Przykład (twórczość na potrzeby postu)
on: chcę wiedzieć jakie są twoje zarobki
ona: nie są zadowalające, nie czuję się z tym dobrze, krępuje mnie Twoje pytanie
on (wściekły ponawia pytanie i dodaje): pytałem jakie są twoje zarobki a nie jakie są twoje uczucia w tej sprawie. Po co mówisz o tym co czujesz zamiast konkretnie odpowiadać na pytanie?

2. Wasza korespondencja rozbierana jest na części i do każdej z nich dostajecie osobny elaborat. Zwykle - złośliwy i pełen ironii. Temat wyczerpuje się do granic możliwości. Rzygać się chce od wałkowania ale druga strona jest nieustępliwa i brnie w złośliwość dla udowodnienia swojego stanowiska podczas gdy Wy jasno dajecie znak, że macie dość rozmowy w ten sposób. Często sprawy kończą się płaczem i błaganiem, żeby odpuścił, że czujecie się w klatce, że jak tresowany pies. Wasze zdanie i prośby nie mają znaczenia. On chce rozmawiać - trzeba rozmawiać. Jego metodami.

3. Sprawy z tej samej korespondencji - po przemieleniu - uznane są za zamknięte. Do czasu kolejnego elaboratu. Te same złośliwości, ta sama ironia. Ten sam temat po raz kolejny.

4. To co mówicie/piszecie jest skrzętnie przechowywane aby potem DOKŁADNIE Wam to przypomnieć.

Pytam o Wasz stosunek to tego typu prowadzenia rozmów / korespondencji. O kwestię zaufania, bezpieczeństwa, szacunku (?), zrozumienia, wyrozumiałości - w ww kontekstach sytuacyjnych.
Czy ja mam paranoję, że jestem tresowana i dostosowywana czy może facet, z którym żyję ma problem, którego nie widzi?
    • gocha033 nadmiar uczuc 21.12.10, 15:37
      do tego osobnika wpedzil Cie w masochizm?

      ja dawno bym juz uciekla
    • cafem Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 15:39
      > Czy ja mam paranoję, że jestem tresowana i dostosowywana czy może facet, z któr
      > ym żyję ma problem, którego nie widzi?

      Wybacz moja zlosliwosc, ale az sie cisnie na klawiature.

      Ty masz problem, bo jestes z facetem, ktory ma spory problem i, zamiast kopnac go dawno w cztery litery, usilujesz zwiazek ratowac.

      Dlaczego wczesniej nie przedstawilas problemu w taki sposob?

      I juz bez zlosliwosci. To nie jest normalne. Masz toksycznego faceta, ktory - tak jak to ujelas - tresuje Cie z kazdej strony wedle swojego widzimisie.
      • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 23:12
        cafem napisała:
        >
        > Dlaczego wczesniej nie przedstawilas problemu w taki sposob?

        Żebyś mogła się na mnie wyzłośliwić w poprzednim wątku ;))

    • happy_time Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 15:45
      Moja opinia jest taka, że oboje macie poważne problemy. On ze sobą bo zachowuje się tak jak opisałaś, a Ty z oceną sytuacji w jakiej się znalazłaś i brakiem szacunku do siebie bo z nim nadal jesteś. Przeczytaj swój post i się zastanów.
    • sumire Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 15:46
      w ogóle nie nazwałabym tego rozmową. to bliższe spowiadaniu się na dywaniku u szefa. z osobą traktującą mnie w ten sposób nie rozmawiałabym wcale. kolega ma kłopot i to niemały. po co tracić czas z kimś takim?...
    • eastern-strix Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 15:56
      Gdyby mój mąż tak się zachowywał to już nie byłby moim mężem.

      To nie jest żadne prowadzenie rozmów tylko przemoc psychiczna. Jak dla mnie - od tego pana jak najdalej.
    • sweet_pink Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 16:00
      Jeśli chodzi o punkt pierwszy, to jak ktoś na wszystko odpowiada swoimi wynurzeniami to może być irytujący...nie da się sensownie na ten temat wypowiedzieć bez kontekstu...w podanym przykładzie osoba pytająca zachowuje się obrzydliwie.
      Jeśli chodzi o pozostałe podpunkty to dla mnie to jakaś patologia i wolałabym się pociąć szarym mydłem niż utrzymywać jakikolwiek kontakt (nawet koleżeński) z kimś kto się tak komunikuje.
      • sweet_pink Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 16:06
        Jeśli to o komunikacji miedzy Tobą, a twoim facetem, o którym był już jeden temat, to sorry.ale facet jest osobą kochającą dramaty, ten dreszczyk emocji gdy coś się dzieje w związku...każdy pierd obgadany z Tobą, z przyjaciółka, dodatkowo ubarwiony, rozdmuchany i najlepiej ściągnąć ligę cudzoziemską i moherowe berety na pomoc...byle by się działo z rozmachem, a na koniec było po mojemu. Stawiam ze facet jest uzależniony od tej huśtawki emocjonalnej...5 minut z nim szczęśliwa nie będziesz.
    • puszysta_gimnazjalistka Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 16:04
      A ja się facetowi nie dziwię, jeżeli często w taki sposób odpowiadasz na pytania to po jakimś czasie nawet najtwardszemu nerwy puszczą.
    • merda Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 16:07
      Cierpliwa jestes ;-)
      Po takich przesluchaniach, pomachalabym osobnikowi srodkowym palcem na pozegnanie, z pieknym usmiechem na twarzy i wielka ulga na sercu.
      Podejrzewam ,ze Ty nie dasz rady takiego przedsiewziecia zrealizowac, wiec proponuje chociaz dobrze chowac korespondencje i nauczyc sie klamac jesli twoj Pan i Wladca, koniecznie chce dostac konkretna odpowiedz.
    • athroposs Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 16:10
      żyjesz z toksycznym facetem
      tak, jesteś tresowana
      czas uciekać :)
      powodzenia
    • martishia7 Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 16:17
      Jeżeli chodzi o punkt 1, to mnie też takie zachowanie irytuje, ale sama bywam nie bez winy i odpowiadam w ten sposób ;) Więc tu raczej bym panu odpuściła, bo na to pytanie są dwie możliwe odpowiedzi: a) kwota, b)nie twój zasmarkany interes. Zależy jak wolisz.

      No ale jeśli chodzi o całą resztę, to KOBIETO, otrząśnij się! To jest przemoc psychiczna. Mniej więcej miałam kiedyś z czymś takim styczność, zwłaszcza z tym skrzętnym "zapisywaniem", a potem wypominaniem każdej dupereli. Rozmowę tego typu kończy się hasłem "Nie będę z tobą rozmawiać w ten sposób" i opuszcza się pomieszczenie/lokal. Na próby kontynuowania rozmowy się nie reaguje, zajmuje się swoimi sprawami. Chociaż osobiście, moim zdaniem, z tego związku należy się wymiksować, bo myśl w jaki horror i to może się przeistoczyć powoduje u mnie zimnie poty na plecach. Przykro mi. Oczywiście możliwe, że jemu wystarczy, że dasz się wytresować, będziesz od niego emocjonalnie uzależniona i tak pozbawiona własnej wartości i wiary we własne siły, że będziesz bała się go opuścić. A może to też być wstęp do przemocy cięższego kalibru. Jak dla mnie - sygnał do odwrotu.
      • martishia7 Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 16:20
        I dodam, że wstęp przeczytałam niechlujnie. W połowie byłam przekonana, że piszesz o swoim parszywym przełożonym z piekła rodem.
    • annataylor Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 17:30
      jakieś chore relacje masz z ludzmi, tyle powiem
      nie potrafisz powiedzieć po prostu : "nie chce mi sie gadać na dany temat" ???
    • bimota Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 21:16
      Lepiej sie go sluchaj, dobrze ci radze...
    • yoko0202 Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 21:50
      jesteś cudnie tresowana przez typowego despotę, który zawsze będzie miał rację, z czasem pewnie zacznie Cię poniżać w towarzystwie, podnosić na Ciebie głos w miejscach publicznych, dyskredytować w wielu sytuacjach, wyśmiewać itp itd. - nie piszę z teorii, wypisz wymaluj układ jak u pary w mojej bliskiej rodzinie, jest mi bardzo żal tej kobiety, to trwa już prawie 20 lat.
      niestety szanse na to, że cokolwiek się zmieni w jego stosunku do Ciebie, są w granicach błędu statystycznego, czyli nul.
    • salma75 Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 22:05
      Wiesz co... Mnie nawet bez sprawdzania korespondencji takiego faceta z przyjaciółką wystarczyłoby powodów by kopnąć go w dupę.
      • g.r.a.f.z.e.r.o Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 22:28
        salma75 napisała:

        > Wiesz co... Mnie nawet bez sprawdzania korespondencji takiego faceta z przyjaci
        > ółką wystarczyłoby powodów by kopnąć go w dupę.
        >

        Za sprawdzanie cudzej korespondencji należała się autorce słuszna bura. To była kwestia oddzielna od faceta który najwyraźniej lubi przemoc psychiczną w związku.

        Brown_jozi - nie zawsze jest tak że się w związku gorąco kochamy, ale żyjąc z kimś wypada go przynajmniej lubić. A jak kogoś lubimy to nie zachowujemy się jak twój facet.
        • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 22:31
          g.r.a.f.z.e.r.o napisał:

          > Za sprawdzanie cudzej korespondencji należała się autorce słuszna bura. To była
          > kwestia oddzielna od faceta który najwyraźniej lubi przemoc psychiczną w związ
          > ku.

          Zgadzam się.

          > Brown_jozi - nie zawsze jest tak że się w związku gorąco kochamy, ale żyjąc z k
          > imś wypada go przynajmniej lubić. A jak kogoś lubimy to nie zachowujemy się jak
          > twój facet.

          Mądre.
    • minasz Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 22:24
      wspólczuje ci takiego kolesia bo to co on robi polega na tym aby cie kompletnie zdominowac, jak juz to zrobi moze dojsc do przemocy bo bedzie cie traktował jak go-wno

      wiesz znam takich debili ktorzy przed spotkaniem przygotowuja sie specjalnie z jakiegos dziwnego tematu pozniej prowadza tak rozmowe aby do niego dojsc(i wtedy pytaja o opinie)oczywiscie osoba nieswiadoma popełnia błedy i wtedy sie ja jedzie
    • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 22:30
      Dzięki za wsie odzewy.
      Jestem świadoma sytuacji w jakiej się znajduję, rozumiem, że to co się dzieje jest złe. Widzę też po sobie jak bardzo się eksploatuję, ile kosztuje mnie każda z takich rozmów i ile - po każdej z nich - zostaje mi zranień. Moje próby buntowania się odnoszą odwrotne skutki. Im więcej daję, im więcej tłumaczę - tym gorzej na tym wychodzę. Trzasnęłam drzwiami. Wyszłam. Skończyłam się.

      Co to podejrzeń ewentualnych przyszłych form przemocy - nie sądzę. Mimo wszystkich tych gó...anych zachowań to dobry facet. Nie chcę chwalić i piać z zachwytu bo się odezwą głosy, żem współuzależniona i ślepa. Nie tak. Widzę i doceniam wszystko co dobre, niejednokrotnie najlepsze, co w życiu dostałam od faceta.

      Co do wpisów o tym, że brak jasnych odpowiedzi jest wkurzający. Jasno patrzę na siebie i rozumiem, że - jak każdy - bywam irytująca, kiedy czasem, zamiast powiedzieć coś od razu najpierw zalewam się uczuciami czy tłumaczeniem. Ale - jakkolwiek nie jest - nie jest zdrowo, że po każdej głośnej rozmowie tracę siły z powodu sposobu, w jaki jestem w tych rozmowach traktowana.

      To nie jest nadwrażliwość. To jest trzeźwa ocena sytuacji. To jest świadomość, że taka tresura to szybki grób.

      Czasem myślę, że to taka kinowa wielka namiętność ;) jest bosko, aż strach;) i chu.jowo, aż żal.
      • minasz Re: sposób prowadzenia rozmów 21.12.10, 22:34
        dobry facet dobre
        on to lubi -lubi sie nad toba znecac
      • sumire Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 08:11
        pragnę jedynie nadmienić, że wiele osób stosujących te 'przyszłe' formy przemocy na co dzień zachowuje się normalnie, sympatycznie, pomaga chorym dzieciom etc. jedno drugiego nie wyklucza. a przemoc psychiczna to jest niedobry sygnał.

        a kinowe namiętności często kończą się nie-kinową katastrofą. ja bym zresztą nie chciała grać w takim filmie i żadne tam 'bosko' nie wynagrodziłoby mi faktu, że facet się na mnie wyżywa i wyraźnie uważa mnie za idiotkę.
    • six_a Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 00:00
      mnie by się nie chciało wałkować, ale co kto lubi.
    • lernakow Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 05:51
      Punkt pierwszy - jak już Martishia pisała - ma dwie prawidłowe odpowiedzi: podać kwotę, lub odmówić odpowiedzi. Swój stosunek do wynagrodzenia możesz opisać potem. Jeżeli on o wszystko musi się dopytywać w takim trybie (np. "Kochanie, odbierzesz dzieci z przedszkola?", "Te dzieci to tak wiele obowiązków, ale przy tym wiele miłości i szczęścia. Wyobraź sobie, co by było, gdyby ich nie było. Fajnie też, że udało nam się znaleźć przedszkole, bo podobno to trudne i mam taką kuzynkę, wiesz, pod Toruniem, i jej dzieci się nie dostały do przedszkola i ona to dopiero ma problem, ale załatwiła sobie opiekę u cioci Helenki, tylko ciocia ostatnio narzeka, że w przyszłym roku to już nie będzie mogła się nimi opiekować, bo wujek Zdzisiek jest po wylewie i będzie się musiała bardziej nim zająć. Pamiętasz wujka Zdziśka? No te, co cię na ryby ciągnął..."), to ja się dziwie, że jeszcze Cię za drzwi nie wystawił.

      Co do pozostałych punktów, to wygląda mi to na zachowanie zapiekłego forumowego dyskutanta, który potrafi przegrzebać archiwum, żeby wytknąć niekonsekwencję. Ale też - jeżeli w rozmowie często dostaje pytanie "Kiedy ja tak powiedziałam?", to nie dziwmy się, że prowadzi takie archiwum. W przeciwnym wypadku każda rozmowa musiałaby się toczyć od początku, bo nie można wnosić do niej żadnej wiedzy z rozmów poprzednich - absurd.
      • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 09:18
        Przykład grubo przejaskrawiony i właściwie nie wiem, po co. Jasne, że nie wygląda to tak, jak piszesz.

        Co do drugiej części - zapiekły dyskutant to niezłe określenie. Może i nic w tym złego ale od partnera oczekiwałabym zdecydowanie więcej opanowania, grzeczności i wyrozumiałości. Ja - tak to widzę - zadbałabym o to, żeby nikt - w rozmowie ze mną - nie czuł się tak tresowany i zaszczuty jak ja czuję się w rozmowach z nim.

        Nadgorliwych uprzedzam:) że ani ze mnie księżniczka na ziarnku ani inne delikatne stworzenie, któremu nic powiedzieć nie można bo płacz jak Ameryka. Co innego jednak konstruktywna rozmowa czy dobra dyskusja, co innego - tresura i szczucie.
        lernakow napisał:

        > Punkt pierwszy - jak już Martishia pisała - ma dwie prawidłowe odpowiedzi: poda
        > ć kwotę, lub odmówić odpowiedzi. Swój stosunek do wynagrodzenia możesz opisać p
        > otem. Jeżeli on o wszystko musi się dopytywać w takim trybie (np. "Kochanie, od
        > bierzesz dzieci z przedszkola?", "Te dzieci to tak wiele obowiązków, ale przy t
        > ym wiele miłości i szczęścia. Wyobraź sobie, co by było, gdyby ich nie było. Fa
        > jnie też, że udało nam się znaleźć przedszkole, bo podobno to trudne i mam taką
        > kuzynkę, wiesz, pod Toruniem, i jej dzieci się nie dostały do przedszkola i on
        > a to dopiero ma problem, ale załatwiła sobie opiekę u cioci Helenki, tylko cioc
        > ia ostatnio narzeka, że w przyszłym roku to już nie będzie mogła się nimi opiek
        > ować, bo wujek Zdzisiek jest po wylewie i będzie się musiała bardziej nim zająć
        > . Pamiętasz wujka Zdziśka? No te, co cię na ryby ciągnął..."), to ja się dziwie
        > , że jeszcze Cię za drzwi nie wystawił.
        >
        > Co do pozostałych punktów, to wygląda mi to na zachowanie zapiekłego forumowego
        > dyskutanta, który potrafi przegrzebać archiwum, żeby wytknąć niekonsekwencję.
        > Ale też - jeżeli w rozmowie często dostaje pytanie "Kiedy ja tak powiedziałam?"
        > , to nie dziwmy się, że prowadzi takie archiwum. W przeciwnym wypadku każda roz
        > mowa musiałaby się toczyć od początku, bo nie można wnosić do niej żadnej wiedz
        > y z rozmów poprzednich - absurd.
        >
        • lernakow Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 09:37
          brown_jozi napisała:

          > Przykład grubo przejaskrawiony i właściwie nie wiem, po co. Jasne, że nie wyglą
          > da to tak, jak piszesz.
          >
          Taki urok przykładów.
          Twój przykład jednak wcale nie był lepszy. Facet pyta o liczbę i chce usłyszeć liczbę. Nie musisz jej podawać, ale jeżeli zaczynasz nawijkę o swoich odczuciach związanych z wynagrodzeniem, to on może sobie robić nadzieję, że jednak dostanie odpowiedź, a jej nie dostaje. Nie dziwi irytacja.

          > od partnera oczekiwałabym zdecydowanie więcej opanowania, grzeczności
          > i wyrozumiałości. Ja - tak to widzę - zadbałabym o to, żeby nikt - w
          > rozmowie ze mną - nie czuł się tak tresowany i zaszczuty jak ja czuję się
          > w rozmowach z nim.
          >
          Ale tresura i zaszczucie to nie jedyny negatyw, jaki może się w rozmowach pojawić. On może się czuć zwodzony, bo zamiast rozmowy składającej się z wymiany logicznie powiązanych treści (typu: pytanie - odpowiedź, ale nie tylko) dostaje losowe dygresje na tematy ogólnie zbliżone do tematów, które chciał poruszyć.

          Nie pasujecie do siebie. Możecie próbować się wzajemnie dostosowywać i to właśnie się dzieje. On próbuje Cię nauczyć wojskowego stylu komunikacji, gdzie precyzyjne pytanie wymaga szybkiej i precyzyjnej odpowiedzi. Ty wolałabyś, żeby od dostosował się do luźnego ślizgania się po tematach bez konieczności zachowania konsekwencji wypowiedzi przeszłych i obecnych.
          Może się będziecie męczyć, może się rozstaniecie, może jedno przekabaci drugie. Ale to nie jest tak, że jedno z Was ma dobry styl komunikacji, a drugie zły i forum będzie mogło orzec kto do kogo ma się dostosować.
          • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 10:03
            lernakow napisał:

            > brown_jozi napisała:

            > Taki urok przykładów.
            > Twój przykład jednak wcale nie był lepszy. Facet pyta o liczbę i chce usłyszeć
            > liczbę. Nie musisz jej podawać, ale jeżeli zaczynasz nawijkę o swoich odczuciac
            > h związanych z wynagrodzeniem, to on może sobie robić nadzieję, że jednak dosta
            > nie odpowiedź, a jej nie dostaje. Nie dziwi irytacja.

            Ja nie powiedziałam, ze nie dostaje. Ale że może dostaje ją o zdanie później, niż oczekuje. Ale pytanie: dlaczego zawsze musi być tak jak ON oczekuje? Czy jest gdzieś miejsce też na MOJE oczekiwania?
            >

            > Ale tresura i zaszczucie to nie jedyny negatyw, jaki może się w rozmowach pojaw
            > ić. On może się czuć zwodzony, bo zamiast rozmowy składającej się z wymiany log
            > icznie powiązanych treści (typu: pytanie - odpowiedź, ale nie tylko) dostaje lo
            > sowe dygresje na tematy ogólnie zbliżone do tematów, które chciał poruszyć.

            Mądre, co mówisz.
            Ale. Ja Go nie zwodzę a jedynie czasem chcę powiedzieć coś jeszcze bo wydaje mi się to ważne. Mamy inne priorytety i inne rzeczy - we wzajemnej ocenie - są ważne. Ale - gdzie tu miejsce na wzajemny szacunek?
            Chcę powiedzieć = mogę powiedzieć - czy tak?

            >
            > Nie pasujecie do siebie. Możecie próbować się wzajemnie dostosowywać i to właśn
            > ie się dzieje. On próbuje Cię nauczyć wojskowego stylu komunikacji, gdzie precy
            > zyjne pytanie wymaga szybkiej i precyzyjnej odpowiedzi. Ty wolałabyś, żeby od d
            > ostosował się do luźnego ślizgania się po tematach bez konieczności zachowania
            > konsekwencji wypowiedzi przeszłych i obecnych.


            Nie. Wolałabym, aby to co mówię było przyjmowane a nie wyłącznie odrzucane, nieustannie negowane, rozkładane na atomy - bo to prowadzi zawsze do nadinterpretacji, znalezienia dziury w całym. Dla mnie liczy się sens, to, że myślimy to samo choć możemy - i tak się dzieje - mówić na różne sposoby. Nie widzę sensu wojen o szczegół i chorobliwej drobiazgowości.
            Nie widzę też sensu w usilnym wmawianiu mi, że jest inaczej niż mówię bo może mniej precyzyjnie się wyraziłam i choć zaraz się poprawiam, że chodziło mi o... - to już bez znaczenia. Poszło. I już nie mam szansy na dotarcie.


            > Może się będziecie męczyć, może się rozstaniecie, może jedno przekabaci drugie.
            > Ale to nie jest tak, że jedno z Was ma dobry styl komunikacji, a drugie zły i
            > forum będzie mogło orzec kto do kogo ma się dostosować.
            >
            Myślę, że to nie tak, że zły czy dobry lecz inny. I o wzajemną akceptację tej różności mi chodzi.
            • lernakow Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 10:09
              brown_jozi napisała:

              > Chcę powiedzieć = mogę powiedzieć - czy tak?
              >
              A nie przyszło Wam do głosy takie rozwiązanie, że najpierw udzielasz konkretnej odpowiedzi, a potem rozwijasz się w opisywanie uczuć albo dygresje? Wilk będzie syty i owca cała.
              • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 10:21

                lernakow napisał:

                > A nie przyszło Wam do głosy takie rozwiązanie, że najpierw udzielasz konkretnej
                > odpowiedzi, a potem rozwijasz się w opisywanie uczuć albo dygresje? Wilk będzi
                > e syty i owca cała.

                Cenne. Ale nawet jeśli - to nie zmienia faktu, że po mojej dygresji nastąpi cała lawina innych, wynikająca z rozkminiania moich i dalej jest nieprzyjemnie. Bo nawet konkretna odpowiedź nie załatwi tego, że zmieni się ton, zgaśnie ironia i złagodnieje złość.
                Myślę, że sęk leży w tym, że drugiej stronie brakuje akceptacji dla innego sposobu myślenia i innej wrażliwości tej pierwszej.

                Nie mam innych pomysłów. Nie sądzę abym była tak głupia i bezrozumna, by rozmowa ze mną musiała prowadzić do dramatów, do jakich zwykle prowadzi.

                Dobra wola i wyrozumiałość. Tego chyba brakuje. Plus założenia, że nie posiada się monopolu na prawdę i że osoba z którą się rozmawia nie jest wrogiem.



                • lernakow Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 10:36
                  brown_jozi napisała:

                  > Myślę, że sęk leży w tym, że drugiej stronie brakuje akceptacji dla innego spos
                  > obu myślenia i innej wrażliwości tej pierwszej.
                  >
                  Ale tego już z Tobą nie załatwimy. Musisz przysłać na forum swojego partnera.
                  • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 10:50
                    lernakow napisał:


                    > Ale tego już z Tobą nie załatwimy. Musisz przysłać na forum swojego partnera.
                    >
                    Chciałabym, żeby sam to zrozumiał. Ma czas. Mnie chwilowo nie ma. Jeśli wróci - jest szansa, że mój inny sposób widzenia spraw jest godzien uwagi, zainteresowania i co najważniejsze i najtrudniejsze - możliwy do zaakceptowania.
          • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 10:08
            larnakow - cenne te Twoje uwagi. Dziękuję.
          • martishia7 Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 10:30
            Trochę się z Tobą nie zgodzę. Trochę. Sugeruję rozważyć dwa założenia. Pierwsze dotyczy tego, dlaczego dziewczyna okrasza proste rozmowy takim zestawem dygresji. Ja obstawiam, że dlatego, iż pana tresura odnosi już całkiem nienajgorszy skutek. Już wie, że wszystko co zrobi jest be i bezwartościowe, a ona beznadziejna i istnieje konieczność, żeby się z tego wytłumaczyć. Z założenia. A po drugie robi to najpierw, bo wie, że po fakcie, jak powie panu co pan chce wiedzieć, już nie zostanie wysłuchana.
            Mogę się mylić, ale chyba się nie mylę.
            • lernakow Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 10:39
              martishia7 napisała:

              > dlaczego dziewczyna okrasza proste rozmowy takim zestawem dygres
              > ji. Ja obstawiam, że dlatego, iż pana tresura odnosi już całkiem nienajgorszy s
              > kutek. Już wie, że wszystko co zrobi jest be i bezwartościowe, a ona beznadziej
              > na i istnieje konieczność, żeby się z tego wytłumaczyć. Z założenia.
              >
              Ależ on właśnie o te dygresje się złości. Jak za dużo założysz (że jego celem jest wmówienie jej, że wszystko, co mówi jest bezwartościowe), to możesz dojść do takich wniosków. Ale jeżeli wyjdziemy od materiału dowodowego (on złości się na dygresje i brak konkretów), to nie bardzo.

              > A po drugie robi to najpierw, bo wie, że po fakcie, jak powie panu co pan chce
              > wiedzieć, już nie zostanie wysłuchana.
              >
              A to jak najbardziej. Co też nie musi być złe - zależy, czy chodzi o wygadanie się, czy o bycie realnie wysłuchaną.
              • martishia7 Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 11:00
                > Ależ on właśnie o te dygresje się złości. Jak za dużo założysz (że jego celem j
                > est wmówienie jej, że wszystko, co mówi jest bezwartościowe), to możesz dojść d
                > o takich wniosków. Ale jeżeli wyjdziemy od materiału dowodowego (on złości się
                > na dygresje i brak konkretów), to nie bardzo.

                Trochę nie o to mi chodziło. Ja nie sugeruję, że on uważa za bezwartościowe, to co ona mówi, uważam za prawdopodobne, że deprecjonuje to co ona robi, a czego dotyczy pytanie. Jeżeli ona pytanie odbiera jako atak i czuje, że po prostej i "w punkt" odpowiedzi, zostanie to poddane krytyce, to z góry czuje się w obowiązku się wytłumaczyć. I dlatego popada w dygresję. Nie usprawiedliwiam tego, to nie jest dobra metoda komunikacji. Z resztą, to nie jest komunikacja, tylko właśnie spowiadanie się przełożonemu. Moim zdaniem w zdrowym związku rozmowa wygląda tak (przykład):
                – Poszłaś może z awizem na pocztę?
                – Dzisiaj nie dałam rady, załatwię to jutro.
                W tym miejscu rozmowa się kończy. Jedna strona wie, że druga nie dała rady, bo gdyby istniała możliwość, to byłoby to zrobione - zakłada dobrą wiarę drugiej strony, że zrobiła wszystko aby się udało.
                Myślę, że u pani taka rozmowa poprzedzona byłaby tym, że pani by się tłumaczyła jak to autobus stał w korku, a potem musiała jeszcze zahaczyć o spożywczak i jej pocztę zamknęli. Pan na to wypunktowałby starannie, że przecież miała wyjść 5 minut wcześniej z pracy, trzeba było pomyśleć i jechać tramwajem, bo wszak tramwaj nie stoi w korkach, to wtedy by zdążyła i teraz powinna przeprosić za bezmyślność.
                Myślę, że jej popadanie w dygresje jest spowodowane tym, że czuje potrzebę usprawiedliwienia się. Niezależnie od tego, czy to zrobi czy nie, to spotkają ją nieprzyjemności, bo jeśli odpowie krótko zwięźle i na temat, to fakty, których dotyczyć będzie jej odpowiedź, także zostaną surowo ocenione i użyte przeciwko niej.

                • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 11:08
                  martishia7 napisała:


                  > Ja nie sugeruję, że on uważa za bezwartościowe, to co ona mówi, uważam za
                  > prawdopodobne, że deprecjonuje to co ona robi, a czego dotyczy pytanie.


                  Tak.

            • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 10:48
              martishia7 napisała:

              > Trochę się z Tobą nie zgodzę. Trochę. Sugeruję rozważyć dwa założenia. Pierwsze
              > dotyczy tego, dlaczego dziewczyna okrasza proste rozmowy takim zestawem dygres
              > ji. Ja obstawiam, że dlatego, iż pana tresura odnosi już całkiem nienajgorszy s
              > kutek. Już wie, że wszystko co zrobi jest be i bezwartościowe, a ona beznadziej
              > na i istnieje konieczność, żeby się z tego wytłumaczyć. Z założenia.

              Ciekawy punkt widzenia:)
              1. Rozmowy, o których mówimy nie są proste (choć przykład, który podałam - był) a dotyczą bardzo trudnych elementów wspólnego życia. Zatem argument, że okraszam wszystkie proste rozmowy zestawem dygresji nie jest trafiony. Proste sprawy to proste odpowiedzi. To co trudniejsze zwykle wymaga - dla mnie - szerszego spojrzenia i szerszego kontekstu.
              2. Tresura odnosi skutek dokładnie odwrotny do zamierzonego. Im bardziej naciska, złości się i wścieka - tym mniej mam ochotę odpowiadać. Bo nie zgadzam się na taki sposób rozmawiania. Kiedy proszę o zmianę - nie ma skutku lub jest na chwilę. Taki charakter. Nie ma jednak rzeczy, których przy dobrej woli, nie można przepracować. Takie jest moje stanowisko.
              3. Co do Już wie, że wszystko co zrobi jest be i bezwartościowe, a ona beznadziej
              > na i istnieje konieczność, żeby się z tego wytłumaczyć.
              - coś w tym jest choć nie wiem czy do końca dobrze Cię rozumiem. Fakt - moje poczucie wartości przy kimś kto zachowuje się w ten a nie inny sposób - bywa dość beznadziejne. I fakt - miewam poczucie, że należy tłumaczyć wszystko i dokładnie aby nie dostać po d.upie. To poczucie jest dla mnie chore. I nie ma nic wspólnego z partnerstwem, o którym przecież chcemy mówić.



              > A po drugie robi to najpierw, bo wie, że po fakcie, jak powie panu co pan chce wiedzieć,
              > już nie zostanie wysłuchana.

              Nie zawsze. Ale tak - w drażliwych sprawach - moje zdanie zdaje się nie mieć znaczenia kiedy jest inne, niż rozmówcy.
    • allice_in_hell Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 11:11
      Nie obraz sie,ale osobiscie uwazam,ze obydwoje macie jakis tam problem.Twoj mezczyzna,ze usiluje Ci rozkazywac i szantazowac Cie i Ty,ze godzisz sie na to i zamiast reagowac logicznie ,reagujesz emocjonalnie,na czym Twoj wybranek bazuje.Uwazam wiec,ze podstawowym powodem Waszych jakby nie patrzec toksycznych relacji,jest wlasnie brak umiejetnosci rozmowy z jednej i drugiej strony.Jak dla mnie to wyglada troche tak,on Ci nakazuje cos,Ty bronisz sie jak mozesz reagujac nieco histerycznie i w efekcie nie dochodzicie do zadnego porozumienia.Mam dziwne wrazenie,ze jestes malo asertywna,a jemu jest dobrze z kims takim,Ty jednak meczysz sie w tym zwiazku i jesli nie przeciwstawisz sie jego dzialaniom,on bedzie stale Cie tak traktowac.Po pierwsze rozmowa,rozmowa i jeszcze raz rozmowa,po drugie swiadoma asertywnosc z Twojej strony.Pytanie podstawowe,ile ten stan juz twa i czy nie jest czasem tak,ze przyzwyczailas go juz do pewnego schematu zachowan?
      • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 11:24
        allice_in_hell napisała:

        > Nie obraz sie, (spokojnie, jestem duża i nieobrażalska:) ) ale osobiscie uwazam,ze obydwoje macie jakis tam problem.Twoj mez
        > czyzna,ze usiluje Ci rozkazywac i szantazowac Cie i Ty,ze godzisz sie na to i z
        > amiast reagowac logicznie ,reagujesz emocjonalnie,na czym Twoj wybranek bazuje.
        > Uwazam wiec,ze podstawowym powodem Waszych jakby nie patrzec toksycznych relacj
        > i,jest wlasnie brak umiejetnosci rozmowy z jednej i drugiej strony.Jak dla mnie
        > to wyglada troche tak,on Ci nakazuje cos,Ty bronisz sie jak mozesz reagujac ni
        > eco histerycznie i w efekcie nie dochodzicie do zadnego porozumienia.Mam dziwne
        > wrazenie,ze jestes malo asertywna,a jemu jest dobrze z kims takim,Ty jednak me
        > czysz sie w tym zwiazku i jesli nie przeciwstawisz sie jego dzialaniom,on bedzi
        > e stale Cie tak traktowac.Po pierwsze rozmowa,rozmowa i jeszcze raz rozmowa,po
        > drugie swiadoma asertywnosc z Twojej strony.Pytanie podstawowe,ile ten stan juz
        > twa i czy nie jest czasem tak,ze przyzwyczailas go juz do pewnego schematu zac
        > howan?

        Stan trwa ok roku.
        Co do schematu - On rozmawia tak ze wszystkimi ludźmi, taki jest jego rodzaj komunikowania się. U mnie - dodatkowo dochodzi zaostrzona surowość - przyznał to. Do wszystkiego ja dodam jeszcze - brak wyrozumiałości.

        Kiedy pytam odpowiada, że nie ja Go denerwuję ale sposób w jaki załatwiam/nie załatwiam rzeczy. W porządku. Ale nadal rozbijam się o tolerancję. I sposób prowadzenia rozmów. I o to, że kiedy ja mówię "dość" i wychodzę - oczekuję spokoju, czasu na oddech i inne spojrzenie. I chciałabym go mieć zamiast kolejnej ironicznej korespondencji, która dla mnie już NICZEGO nie wnosi a jedynie zaostrza. On nie ma czego chce a ja nie zamierzam Mu tego dać bo sposób w jaki wymaga i żąda jest dla mnie nie do przyjęcia.

        Co do asertywności - bo ja wiem? Nie uważam się za mało asertywną. Inna rzecz - zależy mi i łatwiej przyzwalam na różne rzeczy właśnie w uwagi na to.

        Poza tym, ja zawsze stawiam zdanie "nie będę tak rozmawiać" ale On nie zmienia sposobu rozmowy bo tego nie uznaje i nadal chce rozmawiać po swojemu. Ja się zamykam, On nie. Potem trochę emocji opada, wraca tęsknota a On razem z nią. Wałkujemy na spokojnie ale już wyłącznie w cztery oczy. Pomaga do następnego razu. A ja potrzebuję stałej zmiany.
    • brown_jozi przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 11:49
      Bo może to konieczne, żeby lepiej nakreślić Wam sprawę.

      Jest straszna awaria. Rozmawiam z koleżanką przez telefon. On w pokoju obok. Rozpieprzona sytuacją do końca dnia jestem bez życia, nic nie mówiąc prócz tego, że rozmawiałam z koleżanką (błąd) wracam do siebie. Otrzymuję wiadomość, że przecież mogłam powiedzieć, że dzwonił były facet i ze tak byłoby lepiej. On przecież słyszał, że to z nim rozmawiałam.
      Podnosi mi się ciśnienie. Dostaję szału bo to nie pierwszy raz kiedy mi coś wmawia. Robię coś na co nigdy nie powinnam się godzić ale ponieważ potrzebuję Jego zaufania daję Mu biling ze swojego telefonu i biling z telefonu faceta, którego podejrzewa o rozmowę ze mną.

      Z bilingu jasno wynika, ze były nie dzwonił do mnie tego dnia oraz, że moje rozmowy prowadzone były wyłącznie z koleżanką, o której mówiłam.

      Co się dzieje? Luby nie daje komunikatu "ok, pomyliłem się, nie zaufałem ci, sprawa załatwiona". Co w zamian? Oskarżenie, że z bilingu byłego dziwnym trafem zniknął numer, który mówi ze to właśnie jego biling a nie bóg wie czyj (screen tak mi się zrobił ze z samej góry zżarło numer właściciela bilingu) plus żądanie numeru byłego.
      Nadmieniam, że wcześniej dałam Lubemu numer rzeczonej koleżanki więc wie, jaki to numer.

      Dla mnie sprawa jasna.
      Dla Was?
      • allice_in_hell Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 11:54
        Osobiscie?Sadze,ze to niezdrowe pokazywac billingi z rozmow zazdrosnemu facetowi,robiac to,ponownie mu ustepujesz,a wynika z tego,ze Twoj partner,to typ,ktory nigdy sie nie myli i zawsze ma racje.Domsylam sie,ze nawet jakbys zalozyla czerwona sukienke,on w koncu udowodnilby Ci ,ze jest ona czarna,a na brak argumentow,po prostu by sie obrazil.
      • martishia7 Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 12:03
        O Jesus, nie dość, że przemocowiec, to jeszcze zazdrośnik?? Wybacz kochana, dla mnie przedstawiona sytuacja to patologia od samego początku. To, że Ty ciągle musisz klarować, wyjaśniać, tłumaczyć się. Tak się nie da żyć. I zgadzam się z powyższą opinią Alicji, że jesteś mało asertywna. Problem polega na tym, że żeby nauczyć się asertywności w takich sytuacjach, to trzeba się chociaż troszkę odciąć emocjonalnie. A jak już Ci się to uda, to nie będzie sensu w naprawianiu związku. Uważaj na siebie, bardzo. I ceń siebie, do diaska! Nie ma powodu, żebyś się z wszystkiego tłumaczyła. Rozmowę powyższą (jego popis, że gadałaś z byłym) kwitujesz: "Ale stary pitolisz farmazony" i na tym kończysz dyskusję. :-)
        • brown_jozi Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 12:49
          martishia7 napisała:

          > O Jesus, nie dość, że przemocowiec, to jeszcze zazdrośnik?? Wybacz kochana, dla
          > mnie przedstawiona sytuacja to patologia od samego początku. To, że Ty ciągle
          > musisz klarować, wyjaśniać, tłumaczyć się. Tak się nie da żyć. I zgadzam się z
          > powyższą opinią Alicji, że jesteś mało asertywna. Problem polega na tym, że żeb
          > y nauczyć się asertywności w takich sytuacjach, to trzeba się chociaż troszkę o
          > dciąć emocjonalnie. A jak już Ci się to uda, to nie będzie sensu w naprawianiu
          > związku. Uważaj na siebie, bardzo. I ceń siebie, do diaska! Nie ma powodu, żeby
          > ś się z wszystkiego tłumaczyła. Rozmowę powyższą (jego popis, że gadałaś z były
          > m) kwitujesz: "Ale stary pitolisz farmazony" i na tym kończysz dyskusję. :-)

          Nie musiałam tłumaczyć - nie chciał tych bilingów. Ale ja chciałam i naiwnie liczyłam, że zrozumie, że JA tego potrzebuję dla świętego spokoju = jasności i klarowności. I ucięcia podejrzenia co do tego, że Go oszukuję.
          Moje rozumienie było takie : daje biling, jasno widać, dziękuję, po sprawie.
          Pomyliłam się.

          Sedno stało się takie, że fakt, iż postawiłam jasno "nie dam numeru i nie dam go dlatego ze żadasz go w określony sposób" oznaczał (dla Niego) że nadal zależy mi na byłym.

          I jak tu dalej rozmawiać.

          Wstałam. Wyszłam. Nie ma mnie.
      • lernakow Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 12:07
        A skąd miałaś billing byłego? Pozostajecie w tak dobrych kontaktach, że on na hasło: "wiesz, partner podejrzewa, że z tobą rozmawiałam, daj mi billing ze swojego telefonu, żebym mogła udowodnić, że nie" szybciutko skanuje dokumenty i wysyła do Ciebie?
        • brown_jozi Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 12:21
          Z tego nie będę się tłumaczyć, skomplikowane i nic nie wnosi. Przekazałam fragment tak, aby było jasne, że w tych i tych godzinach bylo jasne, że nie było między nami żadnego kontaktu.


          lernakow napisał:

          > A skąd miałaś billing byłego? Pozostajecie w tak dobrych kontaktach, że on na h
          > asło: "wiesz, partner podejrzewa, że z tobą rozmawiałam, daj mi billing ze swoj
          > ego telefonu, żebym mogła udowodnić, że nie" szybciutko skanuje dokumenty i wys
          > yła do Ciebie?
          >
      • sumire Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 12:18
        dla mnie to jest sygnał do podziękowania panu za uwagę, spakowania zabawek i wyjścia. jedyne, co jest dla mnie niejasne, to powód, dla którego tkwisz w związku z taką osobą. bo chorobliwa podejrzliwość nie jest niczym zdrowym i niczego dobrego na przyszłość nie obiecuje.
      • sweet_pink Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 12:25
        To co ten facet robi w zakresie przemocy psychicznej gdyby porównać poziomem do przemocy fizycznej to leżałabyś na oddziale intensywnej terapii. W tej chwili jest już bardzo głęboka patologia z obu stron...z jego że oczekuje tłumaczeń i wymyśla sobie że masz mu się usprawiedliwiać i z Twojej że tłumaczysz mu sie i udowadniasz cokolwiek zamiast kazać mu się bujać. Ja radzę błyskawicznie znaleźć się u psychologa. Widać po Tobie że uważasz się za silną babkę i ze bardzo trudno będzie Ci się przyznać samej przed sobą, że jesteś pobita, a twoja asertywność jest poniżej dna. Zrób coś z tym zanim przez oskarżenia nabawisz się nerwicy i stanów lękowych.
        • martishia7 Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 12:31
          Ja się z Tobą, jak zwykle, tradycyjnie zgadzam. Zwłaszcza z tym fragmentem:

          Widać po Tobie że uważasz się za silną babkę i ze bardzo trudno będzie Ci się przyznać samej przed sobą, że jesteś pobita, a twoja asertywność jest poniżej dna.

          Też to miałam. Kiedy już wygrzebałam się z tego, z czego się wygrzebałam i zaczęłam rozmawiać z bliskimi o tym jak wyglądał ten związek, to nikt nie był w stanie uwierzyć, że ktoś tak sobie potrafił mnie podporządkować, przecież ja taka silna, niezależna, odważna...
          • sweet_pink Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 12:36
            Jak ktoś jest silny to jest trudniej...wchodzi się w jakieś bagienko na etapie chemii zauroczenia i później bardzo trudno jest sobie z tym poradzić, bo oprócz tego że się trzeba z toksyn wykaraskać, to trzeba gdzieś tam się do słabości przyznać...a to jest nawet jeszcze trudniejsze, bo nam burzy obraz naszej osoby i już w ogóle jest ciężko bardzo.

            A autorko wrzuć sobie w wyszukiwarkę hasło "wendo", to świetny trening jest i moim zdaniem dla Ciebie będzie dobrym pierwszym krokiem w radzeniu sobie z tą sytuacją.
            • brown_jozi Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 12:45
              sweet_pink napisała:

              > Jak ktoś jest silny to jest trudniej...wchodzi się w jakieś bagienko na etapie
              > chemii zauroczenia i później bardzo trudno jest sobie z tym poradzić, bo oprócz
              > tego że się trzeba z toksyn wykaraskać, to trzeba gdzieś tam się do słabości p
              > rzyznać...a to jest nawet jeszcze trudniejsze, bo nam burzy obraz naszej osoby
              > i już w ogóle jest ciężko bardzo.

              Pink, ja się przyznaję. Dlatego też tutaj jestem.
              Co do burzenia obrazu własnej osoby - tak, jest zaburzony. Choć upieram się, że dobrze rozumiem partnerstwo w związku i wiem, na czym na pewno nie może polegać.
              Ciężko mi, tak zwyczajnie, bo to mężczyzna, dla którego postanowiłam zmienić życie w sposób diametralny. Jestem przekonana, że jest tego wart. Ale może zwyczajnie - nie ta kobieta i nie ten mężczyzna...

              > A autorko wrzuć sobie w wyszukiwarkę hasło "wendo", to świetny trening jest i m
              > oim zdaniem dla Ciebie będzie dobrym pierwszym krokiem w radzeniu sobie z tą s
              > ytuacją.

              Zajrzę, dziękuję.
              • obywatelka.piszczyk Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 13:25
                > Ciężko mi, tak zwyczajnie, bo to mężczyzna, dla którego postanowiłam zmienić ży
                > cie w sposób diametralny. Jestem przekonana, że jest tego wart. Ale może zwycza
                > jnie - nie ta kobieta i nie ten mężczyzna...

                Jeśli jedna ze stron zmienia życie w sposób diametralny, poświęca się i 'nagina' pod potrzeby drugiej to się w końcu ten cały 'partnerski' związek sypnie. W takim związku nie jest się sobą. Ja rozumiem, że można zmieniać w sobie pewne drażniące cechy i wkurzające nawyki, ale wpasowywanie się w wyobrażenia innego człowieka po to, żeby jeszcze słuchać niekończących się złośliwości, to już gruba przesada. W końcu pękniesz, nawet jeśli takie sytuacje nie zdarzają się na co dzień.
                • brown_jozi Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 13:29
                  On też się do mnie nagina.
                  I tak, pęknę, już pękłam. Trzy dni temu.

                  obywatelka.piszczyk napisała:

                  > Jeśli jedna ze stron zmienia życie w sposób diametralny, poświęca się i 'nagina
                  > ' pod potrzeby drugiej to się w końcu ten cały 'partnerski' związek sypnie. W t
                  > akim związku nie jest się sobą. Ja rozumiem, że można zmieniać w sobie pewne dr
                  > ażniące cechy i wkurzające nawyki, ale wpasowywanie się w wyobrażenia innego cz
                  > łowieka po to, żeby jeszcze słuchać niekończących się złośliwości, to już gruba
                  > przesada. W końcu pękniesz, nawet jeśli takie sytuacje nie zdarzają się na co
                  > dzień.
                  • obywatelka.piszczyk Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 13:50
                    Sama widzisz, że zdrowa komunikacja to ważna sprawa w związku.

                    Ja bym pewnie sobie zrobiła wolne na jakiś czas, żeby sobie w głowie poukładać wszystko, bo rozumiem, że rozstania nie bierzesz pod uwagę. Może by się facet uspokoił, przemyślał. Takie ciągłe roztrząsanie i jątrzenie niczego nie rozwiąże. Więc skoro tłumaczenia nic nie dają, to może kilkudniowa cisza da Wam czas na zastanowienie i sobie oboje odpoczniecie.
                    • brown_jozi Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 13:55
                      Od kilku dni nie mamy kontaktu.

                      obywatelka.piszczyk napisała:


                      >
                      > Ja bym pewnie sobie zrobiła wolne na jakiś czas, żeby sobie w głowie poukładać
                      > wszystko, bo rozumiem, że rozstania nie bierzesz pod uwagę. Może by się facet u
                      > spokoił, przemyślał. Takie ciągłe roztrząsanie i jątrzenie niczego nie rozwiąże
                      > . Więc skoro tłumaczenia nic nie dają, to może kilkudniowa cisza da Wam czas na
                      > zastanowienie i sobie oboje odpoczniecie.
        • brown_jozi Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 12:36
          Wiem, co się dzieje. Dlatego pytałam Was, by się upewnić, czy to moja paranoja, czy może rzeczywistość.

          Co do tego, że trudno mi się przyznać przed sobą - to nie tak. Widzę, co się ze mną dzieje i przeciw temu tak bardzo się sprzeciwiam.

          Najbardziej żal mi, że On nie rozumie, że ja się nie buntuję przeciw prawdzie, szczerości, konkretom, odpowiedziom itd ale przeciw sposobowi w jaki się tego ode mnie wymaga.

          Gdyby nie te sytuacje (to sporadyczne rzeczy, ale są) byłabym najszczęśliwszą kobietą na świecie. Miesiące wspólnego życia pokazały mi, że to dobry człowiek. I proszę aby nikt z Was tego nie negował. Znam i wiem, co mówię.

          Wszystko, poza tymi przypadkami chorego komunikowania się w sytuacjach stresowych - było między nami dobre.


          sweet_pink napisała:

          > To co ten facet robi w zakresie przemocy psychicznej gdyby porównać poziomem do
          > przemocy fizycznej to leżałabyś na oddziale intensywnej terapii. W tej chwili
          > jest już bardzo głęboka patologia z obu stron...z jego że oczekuje tłumaczeń i
          > wymyśla sobie że masz mu się usprawiedliwiać i z Twojej że tłumaczysz mu sie i
          > udowadniasz cokolwiek zamiast kazać mu się bujać. Ja radzę błyskawicznie znaleź
          > ć się u psychologa. Widać po Tobie że uważasz się za silną babkę i ze bardzo tr
          > udno będzie Ci się przyznać samej przed sobą, że jesteś pobita, a twoja asertyw
          > ność jest poniżej dna. Zrób coś z tym zanim przez oskarżenia nabawisz się nerwi
          > cy i stanów lękowych.
          • martishia7 Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 12:45
            To nie jest paranoja, tylko Twoja rzeczywistość. Widzę, że to dostrzegasz, ale zupełnie się temu nie przeciwstawiasz. Gdybyś się przeciwstawiała, to w opisanej przez Ciebie sytuacji z billingami, wysłałabyś pana do najbliższego diabła razem z jego podejrzeniami i nie spaliłabyś ani jednej kalorii celem wykrzesania energii do udowodnienia mu, że jest w błędzie. Nie masz obowiązku udowadniać, że nie jesteś wielbłądem. Tak jak pisałam wcześniej, żeby w takiej chwili nie dać się ponieść emocjom, trzeba nabrać trochę dystansu, umieć podejść do zagadnienia na chłodno. Tylko kiedy już wyhodujesz w sobie wystarczająco dużo chłodu, to możenie być dla Ciebie sensu naprawiania tego związku.

            > Miesiące wspólnego życia pokazały mi, że to dobry czł
            > owiek. I proszę aby nikt z Was tego nie negował. Znam i wiem, co mówię.

            Ok, nie neguję. Mam po prostu swoje doświadczenia i to głównie one przeze mnie przemawiają - dla mnie te zachowania, które opisujesz byłyby sygnałem do natychmiastowego odwrotu. lLa Ciebie nie są, bo pewnych doświadczeń jeszcze nie masz. Zakładam więc, że wiesz co mówisz. Jak najbardziej są szanse na pomyślność w tym związku. O ile nie przeszkadza Ci fakt, że jesteś w nim wasalem, a nie partnerem, to wszystko się ułoży.
          • piataziuta Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 12:54
            > Najbardziej żal mi, że On nie rozumie, że ja się nie buntuję przeciw prawdzi
            > e, szczerości, konkretom, odpowiedziom itd ale przeciw sposobowi w jaki się teg
            > o ode mnie wymaga.


            Ależ on prawdopodobnie rozumie, tylko prowadzi taką grę pt. "moje i tak będzie na wierzchu"
            • brown_jozi Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 12:59
              piataziuta napisała:


              > Ależ on prawdopodobnie rozumie, tylko prowadzi taką grę pt. "moje i tak będzie
              > na wierzchu"

              Nie mam tej pewności.
      • nawrotka1 Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 12:41
        To naprawdę szokujące, co piszesz o waszych relacjach, absurd za absurdem ....

        >Robię coś na co nigdy nie powinnam się godzić ale ponieważ potrzebuję Jego
        > zaufania daję Mu biling ze swojego telefonu i biling z telefonu faceta, któreg
        > o podejrzewa o rozmowę ze mną

        Dlaczego nie masz dość szacunku dla samej siebie, aby uznać że powinno wystarczyć Twoje słowo?
        Co właściwie znaczy owo potrzebuję Jego zaufania ?
        Zawiodłas go, ma powody, aby Ci nie ufać?
        Jesli nie, to próżne Twoje wysiłki - skoro tego zaufania nie ma, to żaden dowód przedstwaiony "czarno na białym" tego nie zmieni.
        Chciałabys w ten sposób spędzić całe zycie?
        Pewnie nie, w takim razie szkoda każdego dnia.
        Jesteście ze sobą juz jakiś czas, zawsze musisz udowadniac wszystko, co mowisz? czy z innymi ludźmi tez tak rozmawiasz?
        Może jednak zastanow się, tak jak już wiele osób wczesniej napisało, czy z panem jest wszystko ok.

        >Co do schematu - On rozmawia tak ze wszystkimi ludźmi, taki jest jego rodzaj komunikowania się. U mnie - dodatkowo dochodzi zaostrzona surowość - przyznał to. Do wszystkiego ja dodam jeszcze - brak wyrozumiałości.

        No ja Cię przepraszam....:)))
        Ta zaostrzona surowość to co to niby jest? Miłość? Z pozycji toksycznego rodzica, ktory mówi: kocham Cię, ale musisz być taka, jak ja chcę?

        >Kiedy pytam odpowiada, że nie ja Go denerwuję ale sposób w jaki załatwiam/nie załatwiam rzeczy

        Wyżej napisał Lernakow (chyba) o lubieniu partnera/ki. Zastanow się nad tym, może lepiej poczekać, aż spotkasz kogoś, komu nie będziesz tak działac na nerwy? :)

        • brown_jozi Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 12:59
          nawrotka1 napisała:

          > To naprawdę szokujące, co piszesz o waszych relacjach, absurd za absurdem ....
          >
          > >Robię coś na co nigdy nie powinnam się godzić ale ponieważ potrzebuję Jego
          > > zaufania daję Mu biling ze swojego telefonu i biling z telefonu faceta, k
          > tóreg
          > > o podejrzewa o rozmowę ze mną
          >
          > Dlaczego nie masz dość szacunku dla samej siebie, aby uznać że powinno wystarcz
          > yć Twoje słowo?

          Myślę o tym dokładnie tak jak Ty.

          Rozumiem swój błąd, że po moim powiedzeniu "to była rozmowa z Zosią" i Jego oskarżeniu nie powiedziałam "dość". Lub inaczej - że powiedziałam to zbyt późno, kiedy zużyto zbyt wiele energii na wściekłość.

          > Co właściwie znaczy owo potrzebuję Jego zaufania ?

          Znaczy, że potrzebuję aby mi ufał. Ponieważ jest nieufny potrzebuję aby wiedział, że jestem względem Niego uczciwa.

          > Zawiodłas go, ma powody, aby Ci nie ufać?
          > Jesli nie, to próżne Twoje wysiłki - skoro tego zaufania nie ma, to żaden dowód
          > przedstwaiony "czarno na białym" tego nie zmieni.
          > Chciałabys w ten sposób spędzić całe zycie?
          > Pewnie nie, w takim razie szkoda każdego dnia.
          > Jesteście ze sobą juz jakiś czas, zawsze musisz udowadniac wszystko, co mowisz?
          > czy z innymi ludźmi tez tak rozmawiasz?
          > Może jednak zastanow się, tak jak już wiele osób wczesniej napisało, czy z pane
          > m jest wszystko ok.

          Nie zawiodłam. Sytuacja życiowa w jakiej się znajdujemy wymaga klarowności i jasności i te rzeczy próbuję Mu dać. Nie chcę uszczegóławiać.
          >
          >
          > No ja Cię przepraszam....:)))
          > Ta zaostrzona surowość to co to niby jest? Miłość? Z pozycji toksycznego rodzic
          > a, ktory mówi: kocham Cię, ale musisz być taka, jak ja chcę?

          Tak to widzę. Tak się czuję. Czasami.
          >
          > >Kiedy pytam odpowiada, że nie ja Go denerwuję ale sposób w jaki załatwiam/
          > nie załatwiam rzeczy
          >
          > Wyżej napisał Lernakow (chyba) o lubieniu partnera/ki. Zastanow się nad tym, mo
          > że lepiej poczekać, aż spotkasz kogoś, komu nie będziesz tak działac na nerwy?
          > :)
          >
          Dobrze powiedziane. Tak to właśnie odczuwam: że jestem wkur.wiająca. ;)
          • nawrotka1 Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 13:20
            Nie wiem, czy mozna w tym przypadku mówić o przemocy psychicznej, ale jedno widzę na pewno: brak akceptacji.
            A Ty jesteś przekonana, że gość jest wspaniały i rozpaczliwe próbujesz na tę akceptację zasłuzyć. Różnymi metodami, ktore nawet w Tobie budzą potem żal i niesmak.
            Pewnie wydaje Ci się, że szczęście jest tuż, tuż....że wystarczy, jak mu coś wytłumaczysz, że udowodnisz swoją lojalność albo dobre chęci...
            A on wtedy będzie mogł uruchomić te pokłady miłości i wrażliwości, ktore Twoim zdaniem w nim drzemią. :)
            To jest pułapka, błędne koło, nie dość, że nie będziesz w takim układzie nigdy szczęsliwa, to z kazdym dniem cierpi Twoje poczucie własnej wartości.
            Ludzie nadmiernie wymagający zwykle sprawiają, że ich najbliźsi czują się jak zero. A własnie na najbliższych łatwo się wyżywać, bo obcy nie dają sobie jeździć po głowach :)
            Może jednak zawalcz o silniejszą pozycję (zakładam, że Ci zalezy i forumowych rad o puszczeniu pana kantem nie posłuchasz:)) ) Twoj bunt i stanowczośc będą szokiem, ale tez sprawdzianem sensowności tego związku.
            Ja też radziłabym przeczytanie paru lektur, ktore pomogą Ci rozwiązywac konflikty z większym opanowaniem i pewnością siebie :) powodzenia :)
            • brown_jozi Re: przykład (tym razem rzeczywisty) 22.12.10, 13:27
              nawrotka1 napisała:

              > Nie wiem, czy mozna w tym przypadku mówić o przemocy psychicznej, ale jedno wid
              > zę na pewno: brak akceptacji.

              Tak.

              > Różnymi metodami, ktore nawet w Tobie budzą potem żal i niesmak.

              tak.


              > A on wtedy będzie mogł uruchomić te pokłady miłości i wrażliwości, ktore Twoim
              > zdaniem w nim drzemią. :)

              On je uruchamiał setki tysięcy razy i przychodziło Mu to bez najmniejszego trudu.

              > Może jednak zawalcz o silniejszą pozycję (zakładam, że Ci zalezy i forumowych
              > rad o puszczeniu pana kantem nie posłuchasz:)) ) Twoj bunt i stanowczośc będą
              > szokiem, ale tez sprawdzianem sensowności tego związku.

              Zależy mi a rady są cenne, z wielu skorzystam na pewno. Wiele zależy od drugiej strony

              > Ja też radziłabym przeczytanie paru lektur, ktore pomogą Ci rozwiązywac konflik
              > ty z większym opanowaniem i pewnością siebie :) powodzenia :)

              Szczerze dziękuję. I poczytam z pewnością.


    • izabellaz1 Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 12:39
      Myślę, że nie potraficie rozmawiać oboje.
      Ani on. Ani ty.
      • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 12:51
        izabellaz1 napisała:

        > Myślę, że nie potraficie rozmawiać oboje.
        > Ani on. Ani ty.
        >
        Podasz argumenty ?:)
        • cafem Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 13:29
          > > Myślę, że nie potraficie rozmawiać oboje.
          > > Ani on. Ani ty.
          > >
          > Podasz argumenty ?:)

          Caly Twoj poprzedni watek.
          Zamiast rozmawiac piszecie do siebie maile, dodatkowo korzystajac z mailowego mediatora - jego przyjaciolki:)
          • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 13:31
            O masz! Tłumaczycielka cudzych myśli;)
            Żart oczywiście:)

            Z maili korzystamy bo nie mieszkamy razem.


            cafem napisała:

            > > > Myślę, że nie potraficie rozmawiać oboje.
            > > > Ani on. Ani ty.
            > > >
            > > Podasz argumenty ?:)
            >
            > Caly Twoj poprzedni watek.
            > Zamiast rozmawiac piszecie do siebie maile, dodatkowo korzystajac z mailowego m
            > ediatora - jego przyjaciolki:)
            • cafem Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 13:40
              > O masz! Tłumaczycielka cudzych myśli;)

              Bo znow mi sie na klawiature nacisnelo:)
    • piataziuta Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 12:46
      Znam taką formę rozmowy. To forma przemocy.
      Jeżeli nie potrafisz zgnoić faceta udowadniając mu logicznie że nie ma prawa narzucać ci co i jak masz mówić, spróbuj przestawać reagować na to co mówi. Jak tylko widzisz że rozmowa brnie w takim kierunku urywaj ją, mów "przestań".

      Polecam ci książkę, która swojego czasu została mi polecona. Tu jest jej fragment:
      www.gandalf.com.pl/fragment/toksyczne-slowa-slowna-agresja-w/
      Zrozumienie skąd się to wszystko bierze pomogło mi. Jak tylko czuję że rozmowa idzie w takim kierunku kończę ją. Działa.
      • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 13:03
        Czytam właśnie ten fragment, dziękuję.

        piataziuta napisała:

        > Znam taką formę rozmowy. To forma przemocy.
        > Jeżeli nie potrafisz zgnoić faceta udowadniając mu logicznie że nie ma prawa na
        > rzucać ci co i jak masz mówić, spróbuj przestawać reagować na to co mówi. Jak t
        > ylko widzisz że rozmowa brnie w takim kierunku urywaj ją, mów "przestań".
        >
        > Polecam ci książkę, która swojego czasu została mi polecona. Tu jest jej fragme
        > nt:
        > www.gandalf.com.pl/fragment/toksyczne-slowa-slowna-agresja-w/
        > Zrozumienie skąd się to wszystko bierze pomogło mi. Jak tylko czuję że rozmowa
        > idzie w takim kierunku kończę ją. Działa.
      • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 13:12
        Tak na szybko. Z tych pkt (1-10) na pewno mogę powiedzieć, że zgadzam się z jednym.
        Pomyślę, przeczytam książkę.
        Dziękuję.

        piataziuta napisała:

        > Znam taką formę rozmowy. To forma przemocy.
        > Jeżeli nie potrafisz zgnoić faceta udowadniając mu logicznie że nie ma prawa na
        > rzucać ci co i jak masz mówić, spróbuj przestawać reagować na to co mówi. Jak t
        > ylko widzisz że rozmowa brnie w takim kierunku urywaj ją, mów "przestań".
        >
        > Polecam ci książkę, która swojego czasu została mi polecona. Tu jest jej fragme
        > nt:
        > www.gandalf.com.pl/fragment/toksyczne-slowa-slowna-agresja-w/
        > Zrozumienie skąd się to wszystko bierze pomogło mi. Jak tylko czuję że rozmowa
        > idzie w takim kierunku kończę ją. Działa.
        • piataziuta Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 14:31
          > Tak na szybko. Z tych pkt (1-10) na pewno mogę powiedzieć, że zgadzam się z jed
          > nym.

          Dziwne.
          Agresję słowną uważam za walkę na śmierć i życie o "moją rację" nie zważając na to co czuje partner. Brnięcie w bezsensowną dyskusję, walkę o formę, ("nie odpowiadaj mi w ten sposób, masz mi odpowiedzieć w inny"), doprowadzając do płaczu i wyniszczenia psychicznego partnera.
          W moim związku od tego się zaczęło i rozwinęło się do takich rozmiarów, że zniszczyło mnie psychicznie. Wyżej przytoczone punkty spełniałam w 9pkt/10. Nie zostawiłam faceta, bo byłam święcie przekonana, że chce dobrze, tylko tak to jakoś nie wychodzi.
          Otóż nie. Jeżeli partner nie próbuje zrozumieć co masz do powiedzenia, tylko walczy o tzw. "racje" na ślepo (a świadczy o tym fakt, że chociażby przechowuje korespondencje, żeby potem wytknąć ci co źle robisz) nie zwracając uwagi, że doprowadza cie do granicy wytrzymałości, to znaczy, że wcale dobrze nie chce. Jemu zależy tylko na wygraniu bitwy, a nie na tym żeby się dogadać. I będzie sięgał z czasem po coraz silniejsze argumenty, byle tylko wygrać.
          Jeżeli ta sytuacja ciebie nie dotyczy- facet jednak chce cie zrozumiec, tylko nie potrafi-odwołuje się do logiki, a ty po prostu nie potrafisz mu wytłumaczyć o co ci chodzi, to ok.
          Ale biorąc po uwagę z jakim zawzięciem odpowiadasz swoim "przeciwnikom forumowym"(wywnioskowałam, że inteligencję werbalną masz wysoką), to coś mi tu śmierdzi.
          • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 14:55
            piataziuta napisała:


            > Ale biorąc po uwagę z jakim zawzięciem odpowiadasz swoim "przeciwnikom forumowy
            > m"(wywnioskowałam, że inteligencję werbalną masz wysoką), to coś mi tu śmierdzi
            >
            Odpowiadam, bo staram się zrozumieć i siebie i Jego. Sprawdzam nas oboje.
    • obywatelka.piszczyk Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 13:14
      Wiesz brown_jozi czytam Twoje wątki od paru dni i pojąć nie mogę, że Ci się chce to ciągnąć. W normalnym związku, a za normalny związek uważam taki, w którym jest szacunek, zrozumienie, takie sytuacje, jakie tu opisujesz nie miałyby miejsca, a przynajmniej byłyby początkiem końca. Faceta mam niezrównoważonego, faceta, który uwielbia dramaty i wiercenie Ci w brzuchu o jakieś pierdoły, faceta, który w Wasze problemy miesza osoby trzecie i nie szanuje prywatności korespondencji. A Ty dalej swoje, że to dobry chłopak... Chyba naprawdę lubisz takie sytuacje, biegać do niego z wyjaśnieniami, z bilingami, żeby jaśnie pan się nie obrażał. Inaczej byś już dawno z tego pseudo związku się wymiksowała, a nie roztrząsała takie niuanse kilka dni na forum. Nie żal Ci życia?
      • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 13:21
        Nie, nie lubię TAKICH sytuacji. Czy to nie dość jasno wynika z moich wypowiedzi?
        Nie żal mi życia tylko nas mi żal, że mając wiele fantastycznych rzeczy zaprzepaścimy je przez brak właściwej komunikacji i zbyt mało dobrej woli dla zrozumienia własnych niedociągnięć.

        Nie należę do osób, dla których życie i konteksty są tylko czarno-białe.



        obywatelka.piszczyk napisała:

        > Wiesz brown_jozi czytam Twoje wątki od paru dni i pojąć nie mogę, że Ci się chc
        > e to ciągnąć. W normalnym związku, a za normalny związek uważam taki, w którym
        > jest szacunek, zrozumienie, takie sytuacje, jakie tu opisujesz nie miałyby miej
        > sca, a przynajmniej byłyby początkiem końca. Faceta mam niezrównoważonego, face
        > ta, który uwielbia dramaty i wiercenie Ci w brzuchu o jakieś pierdoły, faceta,
        > który w Wasze problemy miesza osoby trzecie i nie szanuje prywatności korespond
        > encji. A Ty dalej swoje, że to dobry chłopak... Chyba naprawdę lubisz takie syt
        > uacje, biegać do niego z wyjaśnieniami, z bilingami, żeby jaśnie pan się nie ob
        > rażał. Inaczej byś już dawno z tego pseudo związku się wymiksowała, a nie roztr
        > ząsała takie niuanse kilka dni na forum. Nie żal Ci życia?
        • sumire Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 13:43
          pytanie tylko, na ile te fantastyczne rzeczy wynagradzają brak spraw tak podstawowych, jak zaufanie i właściwa komunikacja właśnie. bo ja nie pojmuję, jak można być z osobą, z którą nie możemy się dogadać. najlepszy seks by mi tego nie wynagrodził.
          • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 13:55
            Ja nie chcę kompensat. Ja chcę normalności.

            sumire napisała:

            > pytanie tylko, na ile te fantastyczne rzeczy wynagradzają brak spraw tak podsta
            > wowych, jak zaufanie i właściwa komunikacja właśnie. bo ja nie pojmuję, jak moż
            > na być z osobą, z którą nie możemy się dogadać. najlepszy seks by mi tego nie w
            > ynagrodził.
            • sumire Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 13:58
              raczej nie uzyskasz jej z człowiekiem, który wie lepiej, z kim rozmawiałaś przez telefon ;)
            • yoko0202 Re: sposób prowadzenia rozmów 22.12.10, 14:48
              brown_jozi napisała:

              > Ja nie chcę kompensat. Ja chcę normalności.
              >
              no to chyba w swoim związku nie będziesz miała normalności, dobrze że przynajmniej zdajesz sobie sprawę, że u Was nie jest normalnie.
              jesteś z facetem, który Cię po prostu za przeproszeniem gnoi, i co najgorsze ma z tego satysfakcję, trochę sadystycznie to wygląda.
              to nie są problemy z komunikacją, to są problemy tego pana z postrzeganiem siebie i otaczającego go świata, i to się nigdy nie zmieni
    • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 23.12.10, 11:42
      (naiwnie) Liczyłam, że kilka chwil ciszy pozwoli Mu coś zrozumieć. Ale z całej sytuacji wyniósł wszystko ( i same bzdury ) prócz tego, o czym marzyłam. Nie przyszło Mu do głowy, że cofam się bo w Jego zachowaniu coś jest nie tak. Nawet w małej części.
      W prezencie gwiazdkowym dostałam kilka wiadomości, których żadne z Was nie chciałoby przeczytać. Siarczyście, podle, dojmująco.

      Wesołych Świąt...
      • martishia7 Re: sposób prowadzenia rozmów 23.12.10, 11:50
        Bardzo mi przykro. Naprawdę. Przede wszystkim nie wstydź się tego, że się pomyliłaś w jego ocenie. Niestety, nawet najtęższe głowy nie są w stanie prześwietlić drugiego człowieka na wylot, nie wiedzą co mu w środku siedzi. Trzymaj się i nie daj się. Wiem, że nie mam co mówić żebyś się nie martwiła, więc powiem tylko, żebyś zrobiła coś miłego dla siebie, coś co sprawi Ci przyjemność. To pomaga :-)
        • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 23.12.10, 11:57
          I mi jest przykro i uwierzyć nie mogę, że niczego nie zrozumiał.
          Złość nim szarpie więc jeszcze nie raz mi się oberwie w najbliższym czasie, choć do powiedzenia - ja - nie mam już nic.

          Jednego się nauczyłam, boleśnie. Że moje bezgraniczne zaufanie było błędem myślenia.



          martishia7 napisała:

          > Bardzo mi przykro. Naprawdę. Przede wszystkim nie wstydź się tego, że się pomyl
          > iłaś w jego ocenie. Niestety, nawet najtęższe głowy nie są w stanie prześwietli
          > ć drugiego człowieka na wylot, nie wiedzą co mu w środku siedzi. Trzymaj się i
          > nie daj się. Wiem, że nie mam co mówić żebyś się nie martwiła, więc powiem tylk
          > o, żebyś zrobiła coś miłego dla siebie, coś co sprawi Ci przyjemność. To pomaga
          > :-)
          • yoko0202 Re: sposób prowadzenia rozmów 23.12.10, 13:10
            ale co Ty byś chciała żeby on zrozumiał? to Ty niczego nie rozumiesz. wg niego wszystko jest w jak najlepszym porządku i on nie ma żadnego problemu; nie chodzi o jego zachowania [które czasami można korygować] tylko o jego charakter, wisły kijem nie zawrócisz.
            a na przyszłość niech Ci się od razu zapala lampka alarmowa, gdy z facetem będziesz czuła się co najmniej niekomfortowo, osaczona, a wręcz regularnie doprowadzana do łez, bo to nie jest normalne.
          • martishia7 Re: sposób prowadzenia rozmów 23.12.10, 14:56
            Wiesz, jeżeli pan jest taki impregnowany, to oczywiście możesz się wysilić i napisać do niego maila/list, w którym mu wyłożysz jasno, klarownie i na temat, w czym rzecz. Powiem szczerze, że mnie też to przeszło kiedyś przez myśl, ale doszłam do wniosku, że szkoda mojego czasu i energii, an ie zależy mi jakoś szczególnie na tym, żeby do pana cokolwiek dotarło.
            • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 23.12.10, 15:06
              Martishia, jaki sens widzisz w pisaniu - nawet jasno, klarownie i wyłącznie na temat - do osoby, która:

              a. w sposób totalny i cyniczny do granic zaneguje wszystko, co tam napiszesz i
              b. użyje wszystkich znanych jej tajemnic o Tobie by Cię zranić i upokorzyć
              a na koniec
              c. obedrze Cię z całej godności i wartości po to, by
              d. jasno i klarownie dać Ci do zrozumienia, że jesteś g.ówno warta.

              Mogłabym więcej, ale myślę: wystarczy.

              martishia7 napisała:

              > Wiesz, jeżeli pan jest taki impregnowany, to oczywiście możesz się wysilić i na
              > pisać do niego maila/list, w którym mu wyłożysz jasno, klarownie i na temat, w
              > czym rzecz. Powiem szczerze, że mnie też to przeszło kiedyś przez myśl, ale dos
              > złam do wniosku, że szkoda mojego czasu i energii, an ie zależy mi jakoś szczeg
              > ólnie na tym, żeby do pana cokolwiek dotarło.
              • martishia7 Re: sposób prowadzenia rozmów 23.12.10, 15:21
                Absolutnie uważam, że nie istnieje żaden sens i byłoby to, jak dla mnie, rzucanie pereł przed wieprze. Ale pomyślałam, że może Tobie, kiedyś, mogłoby coś takiego pomóc. Doradzam odciąć się jak najprędzej i jak najskuteczniej, a następnie wypełnić sobie kalendarz po brzegi czymkolwiek - terapia zajęciowa. Jak nie będziesz mieć za dużo wolnego czasu, to nie będziesz go marnować na głupie myśli. Pozbądź się toksyn z organizmu, a w przyszłości już będziesz wiedziała czego się wystrzegać, które sygnały oznaczają w tył zwrot.
                Pana zablokuj na wszystkich możliwych kanałach komunikacji - komunikator, mail, telefon. Niepotrzebne Ci te wrażenia.
            • brown_jozi Re: sposób prowadzenia rozmów 23.12.10, 15:10
              Mi zależało, ogromnie. Ale zależy mi też na sobie. Nie mniej.


              martishia7 napisała:

              > an ie zależy mi jakoś szczególnie na tym, żeby do pana cokolwiek dotarło.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja