niebieskachoinka
22.12.10, 09:41
Weszłam na przejście bez świateł (w mieście, na dość ruchliwej ulicy), kiedy byłam w połowie, nadjeżdżający z prawej samochód nie zatrzymał się i otarł się o mnie. Odskoczyłam i w szoku rzuciłam za nim z rozmachu siatką z ciężką puszką (1,5 kg), siatka zbiła tylną szybę. Kierowca zatrzymał się i zaczął wrzeszczeć, że mnie zgnoi itd. Zadzwoniłam po policję, kiedy przyjechała, nie było już świadków (samochody nie zatrzymały się, a piesi sobie poszli). Kierowca rzucił się do nich składać zawiadomienie o napaści – że agresywnie zniszczyłam mu samochód, wymienił jakąś kosmiczną sumę za szybę i wgniecenie przy dachu, kilkanaście tysięcy (może i tak, bo to jakieś wypasione audi). Mówił, że znienacka wtargnęłam mu pod koła i ledwie zdążył mnie wyminąć. Powiedziałam jak było, że byłam w połowie przejścia, cudem uniknęłam potrącenia, działałam w szoku i chyba chciałam zatrzymać sprawcę, ale w sumie nie miałam czasu na myślenie i motyw, to był odruch. Policja ma mnie jeszcze za kilka dni przesłuchać na komendzie. Kierowcę puścili wolno, bo nie było wypadku, sprawa będzie o napaść i zniszczenie mienia. Jak się bronić? Kierowca odgrażał się, że jego prawnik puści mnie z torbami. Nie mam kasy na adwokata, a kwota, którą wymienił, to moje prawie roczne zarobki.