Zaatakowałam kierowcę na przejściu...

22.12.10, 09:41
Weszłam na przejście bez świateł (w mieście, na dość ruchliwej ulicy), kiedy byłam w połowie, nadjeżdżający z prawej samochód nie zatrzymał się i otarł się o mnie. Odskoczyłam i w szoku rzuciłam za nim z rozmachu siatką z ciężką puszką (1,5 kg), siatka zbiła tylną szybę. Kierowca zatrzymał się i zaczął wrzeszczeć, że mnie zgnoi itd. Zadzwoniłam po policję, kiedy przyjechała, nie było już świadków (samochody nie zatrzymały się, a piesi sobie poszli). Kierowca rzucił się do nich składać zawiadomienie o napaści – że agresywnie zniszczyłam mu samochód, wymienił jakąś kosmiczną sumę za szybę i wgniecenie przy dachu, kilkanaście tysięcy (może i tak, bo to jakieś wypasione audi). Mówił, że znienacka wtargnęłam mu pod koła i ledwie zdążył mnie wyminąć. Powiedziałam jak było, że byłam w połowie przejścia, cudem uniknęłam potrącenia, działałam w szoku i chyba chciałam zatrzymać sprawcę, ale w sumie nie miałam czasu na myślenie i motyw, to był odruch. Policja ma mnie jeszcze za kilka dni przesłuchać na komendzie. Kierowcę puścili wolno, bo nie było wypadku, sprawa będzie o napaść i zniszczenie mienia. Jak się bronić? Kierowca odgrażał się, że jego prawnik puści mnie z torbami. Nie mam kasy na adwokata, a kwota, którą wymienił, to moje prawie roczne zarobki.
    • six_a Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 09:44
      a masz z tego zdarzenia jakieś ślady? jak się otarł, to może potrącił tak naprawdę, a jak potrącił, to trzeba do lekarza po opis się udać.
      • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 09:55
        Nie, dosłownie otarł się o płaszcz, ale byłam grubo ubrana, nie poczułam uderzenia, nie upadłam itd. Po prostu byłam "na styk" z bokiem samochodu. Karoseria z boku też bez śladu i właśnie zaczynam się obawiać, czy kierowca nie będzie czasem twierdził, że "wtargnęłam" na pasy z jego prawej, prosto z chodnika - nie słyszałam, co mówił policji, i teraz żałuję, bo pewnie powinnam im pokazać moje ślady butów na śniegu z tej strony przejścia, z której na nie wchodziłam (sami nie sprawdzili, spisali tylko moje wyjaśnienia).
        • takajatysia Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:14
          gdybyś wtargnęła na pasy z prawej to, nie miałabyś po co walić mu w tylną szybę. I chyba tylko z pół obrotu można było dostatecznie mocno przydzwonić.
          • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:19
            Właśnie też o tym myślałam. Te 1,5 kg w siatce z długimi uszami zadziałały jak proca Dawida :D
            • haalszka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 23.12.10, 14:39
              i dla ciebie to jest śmieszne????
              zachowałaś się zupełnie jak ten burak w samochodzie. on o mało cię nie potrącił ty wybiłaś mu szybę.. sorry oba zachowania to agresja , głupota i patologia.
    • soulshunter Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 09:53
      nie ma miejskiego monitoringu w tamtym miejscu?
    • grassant Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 09:54
      Jak się bronić?

      Podczas ew. przesłuchania opisać, jak doszło do zdarzenia. przeczytac protokół przed podpisaniem. Być może nie będziesz przesłuchiwana, skoro on taki mocny, to sprawie ukręci łeb.
      • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 09:58
        Monitoringu nie ma.
        Wygląda na to, że on nie ma czemu ukręcać łba, wypadku nie było (nie wiem nawet, czy policja da mu mandat), sprawa jest o zniszczenie mienia dużej wartości (tj. on może wytoczyć ją z powództwa cywilnego, tak powiedziała policja).
        • soulshunter Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:03
          to upieraj sie w zeznaniach ze to sopel lodu spadl z dachu.
        • grassant Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:04
          niebieskachoinka napisała:
          Wygląda na to, że on nie ma czemu ukręcać łba, wypadku nie było (nie wiem nawet, czy policja da mu mandat), sprawa jest o zniszczenie mienia dużej wartości (tj. on może wytoczyć ją z powództwa cywilnego, tak powiedziała policja).

          Na razie nie wytoczył. Moze warto udać sie do kompetentnego prawnika po poradę?
          • teletoobis Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:12
            po co, skoro mozna potrolowac i popuscic wodze wyobrazni...
            Czy probowales kiedys wybic szybe w samochodzie? ja probowalem mlotkiem i wierz mi, trzeba mocno przypier...c
            Rzucenie chocby 1 kg puszcza za oddalajacym sie samochodem i wybicie szyby, wymagaloby przypier.dolenia prezentowanego przez Karola Bieleckiego sprzed kontuzji
            • takajatysia Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:17
              Istnieją silne kobiety, które wytrącone z równowagi są jeszcze silniejsze.
              Moja siostra obrażona niegdyś przez kolegę RZUCIŁA nim o ścianę. Fakt, że na niewielką odległość, ale jednak chwilkę leciał.
              No i szyba szybie nierówna.
              • teletoobis Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:24
                A swistak siedzi i zawija w te sreberka....
                wiesz co znaczy rzucic ciezarem 1,5 kg na pewna odleglosc i w dodatku stluc szybe w samochodzie?
                • takajatysia Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 11:31
                  Nie wydaje mi się, żeby o był troll po prostu.
                  • teletoobis Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 11:34
                    niespojnosc relacji, opowiadanie zdarzenia fizycznie niemozliwego ( rzut puszka 1,kg) za odjezdzajacym samochodem i wybicie mu szyby przemawiaja jednak za moim podejrzeniem
    • real.becwal Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 09:59
      co było w tej puszce?
      czy płaszcz musisz oddać do pralni?
      • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:08
        Dynamit i gwoździe.
        Żarcie dla psa, cholera.
        Płaszcz ciemny, a auto nie było uświnione, więc z tej strony pewnie zero śladów, zresztą policja chyba nie sprawdzała tego, a teraz już po ptokach.
      • bimota Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 12:26
        A... taki tam podreczny granat przeciwpiechotny... ;)
    • minasz Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:09
      duzo zalezy od tego jak szybko jechał?
      • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:17
        Niezbyt szybko, kiedy wchodziłam na przejście był jakieś 10-15 metrów od niego, zdecydowanie miał czas i miejsce, żeby się zatrzymać. To środek miasta. Droga była odśnieżona, pasy widoczne, znaki przy przejściu też. Jasno było, nic nie utrudniało widoczności (dwie godziny temu) - żadnych bardzo wysokich zasp ani samochodów na chodniku.
        • not.logged Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:35
          10 metrów przed samochodem to jest wtargnięcie na przejście. Szczególnie w takich warunkach - śliska jezdnia. Pewnie zostaniesz za to ukarana przez Sąd, a fakt ukarania ułatwi kierowcy dochodzenie roszczenia od Ciebie. Przykro to stwierdzić, ale taka kara byłaby sprawiedliwa.

          Tobie już nic nie pomoże, ale może inni się na tym przykładzie zastanowią, czy jest sens egzekwować swoje "prawo" do zmuszania kierowcy do gwałtownego hamowania. Samochód jadący 40 km/h przejeżdża 10 metrów w czasie poniżej sekundy. Czas reakcji kierowcy wynosi do 2 sekund (10-20 metrów), do zatrzymania potrzebne jest dodatkowe 10-30 metrów (to dokładnie określi biegły, za którego zapłacisz). Nie dałaś mu szansy na przepuszczenie Cię.
          Lepiej jednak poczekać tę sekundę przed wejściem na pasy, a nie wymuszać pierwszeństwo. Poza szkodami materialnymi, które wyrządziłaś i powinnaś pokryć - naraziłaś siebie na wielkie niebezpieczeństwo. A również innych, bo kierowca mógł w razie gwałtownej reakcji wpaść w poślizg i potrącić inne osoby poza przejściem. To wszystko dlatego, że nie mogłaś poczekać 2 sekund?
          • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:54
            Jezdnia nie jest czarna, nieoblodzona, posypana solą. Kierowca miał do przejścia ponad połowę odległości między latarniami przy drodze, więc raczej 15 m (wskazałam policji, gdzie był, kiedy wchodziłam).
            Nie wymuszałam pierwszeństwa, przedtem przepuściłam kilkanaście samochodów z obu stron jadących jeden za drugim (oczywiście żaden się nie zatrzymał, widząc, że stoję przy przejściu), wszyscy jechali wolno (prawie korek), przerwa przez tym kierowcą była pierwsza bezpieczna.
            Kierowca ma obowiązek dostosować prędkość do sytuacji na drodze, to znaczy m.in. kiedy widzi przejście dla pieszych zwolnić tak, żeby móc się przed nim zatrzymać.
            On nawet NIE PRÓBOWAŁ HAMOWAĆ ani NIE ZWOLNIŁ.
            Za nim znów była duża przerwa przed następnymi autami, pewnie po zmianie świateł przy sąsiednim skrzyżowaniu ruszył pierwszy i bardzo mu się spieszyło. jechał dość wolno, ale zdecydowanie szybciej niż pozostałe samochody.
            • teletoobis Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 11:14
              niebieskachoinka napisała:

              > Jezdnia nie jest czarna, nieoblodzona, posypana solą.

              a wczesciej:

              Droga była odśnieżona, pasy widoczne, znaki przy przejściu też.


              placze sie w zeznaniach
            • a1ma Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 11:28
              > Kierowca ma obowiązek dostosować prędkość do sytuacji na drodze, to znaczy m.in
              > . kiedy widzi przejście dla pieszych zwolnić tak, żeby móc się przed nim zatrzy
              > mać.

              Ale przecież sama napisałaś, że jechał wolno, bo był korek? Więc z prędkością wszystko było ok.
              Pieszy natomiast nie ma prawa wchodzić na jezdnię, jeśli widzi nadjeżdżający pojazd (jasne, że nie gdzieś na horyzoncie, ale też nie do 15m od pasów).

              > On nawet NIE PRÓBOWAŁ HAMOWAĆ ani NIE ZWOLNIŁ.

              Wiesz, to naprawdę nie jest taki oczywiste, jak Ci się wydaje (masz doświadczenie w prowadzeniu samochodu w warunkach zimowych? i nie piszę o oblodzonej jezdni, ale o takiej nawet lekko przysypanej śniegiem, z pozoru "czarnej" i bezpiecznej). Ja też często "nawet nie hamuję", bo grozi to wpadnięciem w poślizg. Nawet jeśli to było 15m przed przejściem, to nie powinnaś była wchodzić, bo kierowca nie miał szans wyhamować.
              • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 11:49
                Codziennie wielokrotnie przechodzę ulicę na pasach i nie mam kłopotów z oceną sytuacji na drodze. Samochód był wystarczająco daleko i kierowca jechał z taką szybkością, że spokojnie mógł się zatrzymać - po prostu postanowił tego nie robić i zmusić mnie do przepuszczenia go, kiedy byłam pośrodku przejścia.
                Trudno mi tu udowadniać, że nie jestem wielbłądem i że nie pchałam się specjalnie pod koła. Mam na wieczór ciekawsze plany niż leżenie w kostnicy. Nie ryzykuję na przejściach, nie wchodzę na mrugające zielone itd.
                Uważasz, że nikła ewentualność wpadnięcia w poślizg (i w najgorszym razie uderzenia w znak "przejście dla pieszych", bo po bokach drogi są szerokie trawniki i śnieg wyhamowałby auto, szczególnie przy tak niewielkiej prędkości) jest wystarczającym powodem, żeby bez zmiany prędkości jechać wprost na pieszego pośrodku pasów? Jeśli kierowca nie panuje nad samochodem do tego stopnia, że boi się poślizgu przy każdej konieczności zatrzymania, która przecież w mieście zdarza się co krok, nie powinien jeździć.
                • a1ma Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 11:56
                  Jeśli faktycznie tak było, to kierowcy należało się pouczenie i mandat, ale nawet w tym przypadku - wybijanie szyby nie było najlepszym pomysłem. Nawet w afekcie - trudno mi zrozumieć atak ciężkim przedmiotem - przecież ta puszka zamiast wybić szybę mogła trafić na przykład w pieszego na chodniku i zrobić dużo większą krzywdę, prawda? Nie dziwię się, że kierowca się wkurzył, nawet jeśli sam nie był bez winy.
                  • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 12:13
                    No mogła, mogła, właściwie przypadkiem trafiła w auto (świadomie pewnie nie umiałabym tak wycelować), dlatego sama byłam przerażona tą sytuacją i dobrze, że trafiło na szybę a nie ew. na przechodnia (i zresztą dlatego przeprosiłam kierowcę mimo jego wrzasków i gróźb), ale powtarzam: nie rzucałam z premedytacją, to był odruch (szeroki zamach siaty jako konsekwencja gwałtownego cofania się o krok) plus pewnie jakaś podświadoma chęć zatrzymania samochodu, też odruchowa - tak zresztą powiedziałam policji.
                    • a1ma Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 12:31
                      Jasne, że niecelowo, ale to przecież nie oznacza, że nie ponosisz odpowiedzialności za szkody.
                      • six_a Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 18:03
                        ale, alma, jakie szkody? :) przecież ustalono, że kobita nie jest w stanie rzucić siatą w szybę i jeszcze stłuc tę szybę, więc chyba oczywiste, że szyba poleciała sama z siebie;) - kierowca nie widzi ludzi na pasach, to może i nie wie, że od już dawna jeździ z wybitą szybą - do okulisty trzeba w takich razach;D
              • htoft Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 12:46
                a1ma napisała:
                > Ale przecież sama napisałaś, że jechał wolno, bo był korek? Więc z prędkością w
                > szystko było ok.
                > Pieszy natomiast nie ma prawa wchodzić na jezdnię, jeśli widzi nadjeżdżający po
                > jazd (jasne, że nie gdzieś na horyzoncie, ale też nie do 15m od pasów).

                Nie opowiadaj bzdur. Przecież napisała, że była już w połowie przejścia, a PoRD mówi wyraźnie, że pieszy na przejściu ma pierwszeństwo. Gościu powinien dostać >10pkt. za nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu + rozprawę za potrącenie pieszego. Na rozprawie można powiedzieć, że samochód potrącił niebieskąchoinkę w rękę, co spowodowało wypadnięcie siatki z ręki i uderzenie w szybę.
              • six_a Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 13:55
                no więc:) ja wczoraj stwierdziłam, że kurs prawa jazdy powinien być obowiązkowy dla każdego. ponieważ tylko będąc kierowcą I pieszym, zyskuje się świadomość, jak powinno się łazić przez przejścia, szczególnie zimą.

                anyway, nie wyobrażam sobie jako kierownica:) omijania pieszych na pasach, bo wolę nie hamować - od tego są abeesy sresy, żeby z nich robić użytek. a jest to i tak użytek ostateczny, ponieważ, wiedząc, że nie wszyscy piesi mają prawko, należy to uwzględnić podczas jazdy zimą. na dodatek przed każdym przejściem kierowca ma obowiązek zwolnić i zachować ostrożność. jeśli samochód miała po prawej i ominął ją od tyłu, to była już poza połową pasów. nie można tego nazwać wtargnięciem na jezdnię.

                inna sprawa to kwestia zniszczenia mienia, ale i tak wątpię by facet się plątał w proces cywilny.
                • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:59
                  Samochód miałam z prawej, ale przejechał przede mną, na styk. Szłam powoli, to naprawdę nie było wbiegnięcie, poza tym kierowca musiał mnie widzieć przy i potem na przejściu już z daleka. Zdecydowanie miał czas spokojnie zwolnić i stanąć.
                  • six_a Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 18:00
                    no i tego się trzymaj. tubiś twierdzi, że to bujda z pęknięciem szyby od puszki, więc w razie co tej właśnie wersji się trzymaj:) szyba musiała być uszkodzona i sama kurde pękła :), facet niech se naprawia z ac.
          • bimota Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 12:30
            Pizda nie wtargniecie... Wtargniecie jest wtedy gdy np wyskoczysz zza smietnika...
            Nikt nie kaze jechac 40 km/h, zwlaszcza jesli widac pieszego szykujacego sie do przejscia...
        • a1ma Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:41
          niebieskachoinka napisała:

          > Niezbyt szybko, kiedy wchodziłam na przejście był jakieś 10-15 metrów od niego,
          > zdecydowanie miał czas i miejsce, żeby się zatrzymać. To środek miasta.

          Wiesz ile wynosi droga hamowania w warunkach zimowych z prędkości 50km/h (dozwolonej w mieście)? Około 35m. Jeśli weszłaś na przejście, kiedy był jakieś 10-15m od niego, to WTARGNĘŁAŚ, a kierowca nie miał szans wyhamować.
          • soulshunter Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:59
            idac za tokiem twojego myslenia w miescie w ogole nie da sie przejsc na druga strone ulicy. PoRD jasno okresla obowiazki kierowcy wobec pieszego.
            • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 11:11
              Dzięki, soulshunter.
              Te 50 km/h to maksymalna dozwolona prędkość - raczej nie ma zastosowania do sytuacji, kiedy kierowca w trudnych warunkach drogowych (powiedzmy, że mimo soli wydłużona droga hamowania) zbliża się do oznakowanego przejścia dla pieszych, przy którym stoi pieszy. To on ma obowiązek dostosować prędkość do warunków na drodze.
              Niezależnie od tego kierowca był na tyle daleko, że spokojnie mógł się zatrzymać, ale widać postanowił mnie "pouczyć". Nawet nie zwolnił.
              Mam 30+ lat i nie wbiegam beztrosko na Wisłostradę ani nie ryzykuję bez potrzeby - w mojej ocenie odległość była absolutnie bezpieczna.
            • a1ma Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 11:34
              Ja rozumiem, że czasem może być trudno, ale to jednak pojazdy mechaniczne mają pierwszeństwo przed pieszymi (oczywiście o ile nie są oni już na pasach), chyba wszyscy pamiętamy lekcje z przedszkola ("w lewo, w prawo i jeszcze raz w lewo" ;)).

              A autorce współczuję, bo wierzę, że zadziałała impulsywnie i musiała wyjątkowo pechowo trafić w tę szybę, że się rozbiła. Tak czy inaczej - przechlapane, bo może być za to pociągnięta do odpowiedzialności, a koszty spore. Ale jednak nie oszukujmy się - rozbicie szyby było niewspółmierne do okoliczności, nawet jeśli by ją potrącił, to nie miała prawa w odwecie wybijać szyby! (zakładając, że zrobiłaby to celowo) Od wymierzania sprawiedliwości w naszym kraju jest policja i sądy, a pod obronę własną podciągnąć takiego działania chyba się nie da.
              • soulshunter Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 11:41
                > pierwszeństwo przed pieszymi (oczywiście o ile nie są oni już na pasach)
                a jak pisze niebieska wlasnie byla juz na pasach. Na dodatek:
                Art. 26. 1. Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejścia dla pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu.
              • bimota Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 12:36
                > pierwszeństwo przed pieszymi (oczywiście o ile nie są oni już na pasach)

                Ja zrozumialem, ze potracenie mialo miejsce NA PASACH. Widac jak "rozumiesz" slowo pisane...
                • a1ma Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 12:50
                  Owszem, potrącenie na pasach, przecież na chodnik nie wjechał. Ale weszła na jezdnię kiedy pojazd był 10-15m od pasów, czyli mógł nie mieć możliwości wyhamowania.
                  • six_a Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:05
                    jak mu trafiła tą siatą w szybę, to jednak musiał jechać dość wolno, czyli po prostu postanowił "se ominąć" panią, zamiast męczyć się zatrzymywaniem.
                  • bimota Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:07
                    Hamulce mu zablokowala ? :P
    • takajatysia Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:11
      Na moje wyczucie sprawiedliwości, to oboje powinniście dostać karę jakąś.
      Oczywiście jemu się należało za to jak jeździ - nie cierpię tego pokroju idiotów. Powinno się im odbierać prawa jazdy dożywotnio.
      Natomiast, było nie było, zniszczyłaś komuś mienie i to niestety drogie. Odruch nie jest usprawiedliwieniem, niektórzy odruchowo wsadzają innym nóż pod żebro :/ Tak czy owak obawiam się, ze przyjdzie Ci za to zapłacić. Wiem, że moralnie uzasadnionym byłoby rozpieprzyć całe to audi o jego głowę, ale to chyba nie przejdzie ;)
      A na policji trzymaj się swojej wersji wydarzeń, ewentualnie w Sądzie również. Można dodać, że Ci groził, bo jak zrozumiałam to tak było. A jeśli on będzie próbował wciskać kity policji no to chyba będzie trzeba poszukać świadków - porozklejać ogłoszenia na miejscu zdarzenia czy coś.

      Mogę kompletnie nie mieć racji, bo się na prawie nie znam.
      • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:28
        No właśnie dlatego się martwię. To był taki rodzaj odruchu jak np. odepchnięcie kogoś, kto znienacka wpada na mnie całym impetem. Nie miałam czasu myśleć i sama się dziwię, że trafiłam i jakie to miało skutki. Nie zamierzałam wybijać mu szyby i trudno mi odpowiadać za swoje odruchy w chwili, kiedy Z JEGO WINY dosłownie otarłam się o śmierć. Z drugiej strony kiedy przyjechała policja byłam już względnie spokojna i nie udawałam ciężkiego szoku, bo szok trwał może kilka-kilkanaście sekund.
    • happy_time Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:23
      On musiał chyba bardzo powoli jechać skoro dałaś jeszcze radę wybić szybę i uszkodzić i wgnieść dach. Albo jesteś taka silna :)

      Zniszczyłaś coś celowo więc musisz ponieść koszty naprawy.
    • wicehrabia.julian Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:27
      niebieskachoinka napisała:

      > nadjeżdżający z prawej samochód nie zatrzymał się i otarł się o
      > mnie. Odskoczyłam i w szoku rzuciłam za nim z rozmachu siatką z ciężką puszką (
      > 1,5 kg), siatka zbiła tylną szybę.

      a świstak siedzi i wierzy, że masz taką siłę w łapie, że rzucona przez ciebie siatka dogoniła jadące auto i miała jeszcze tyle siły by wybić szybę i pogiąć dach, eh ludzie ludzie...
      • teletoobis Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:29
        Moze autorka to krzyzowka Heleny Fibingerovej, Agaty Wrobel i Wlodarczykowej?

        A moze nowe wcielenie Kamili Skolimowskiej?
        • wicehrabia.julian Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:33
          teletoobis napisał:

          > Moze autorka to krzyzowka Heleny Fibingerovej, Agaty Wrobel i Wlodarczykowej?
          >
          > A moze nowe wcielenie Kamili Skolimowskiej?

          :) tak czy siak energia kinetyczna musiała by być spora :)
          • teletoobis Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:37
            biorac pod uwage zwroty i wektory poruszajacych sie przedmiotow, tudziez roznice w predkosci miedzy obydwoma przedmiotami, uwagledniajac ich predkosc poczatkowa ( mment wyrzutu puszki) oraz odpornosc szyby na dzialanie sily musimy miec do czynienia z Godzilla.
            • wicehrabia.julian Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:41
              teletoobis napisał:

              > biorac pod uwage zwroty i wektory poruszajacych sie przedmiotow, tudziez roznic
              > e w predkosci miedzy obydwoma przedmiotami, uwagledniajac ich predkosc poczatk
              > owa ( mment wyrzutu puszki) oraz odpornosc szyby na dzialanie sily musimy miec
              > do czynienia z Godzilla.

              rozpatrując to czysto teoretycznie nietrudno byłoby udowodnić, że autorka ocierając się o samochód nabrała ruchu wirowego, wektory się nałożyły, a siatka wystrzeliła jak z carpuszki :)
              • teletoobis Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:45
                proponuje wiec autorce udanie sie na najblizsza olimpiade celem rzucenia czyms ciezkim na odleglosc.
                Jko srodek dopingujacy proponuje owego wku....ajacego kierowce
                • tutek_the_mysz Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 13:44
                  skoro uważasz, że to troll to po co tak aktywnie udzielasz sie w tym wątku, czyż każdy Poprawny Forumowicz nie ma za zadanie Ignorować Trolli? Po co tu gadasz? Czyżbyś sam był trollem i chodzi Ci jednak o karmienie, a nie tępienie innych trolli?
    • weekenda Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 10:45
      trzeba było powiedzieć, że się cię otarł i przez to się zachwiałaś, zakręciłaś i wyniku tego obrotu siatka z puszką uderzyła w szybę

      i już
      • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 11:00
        No z grubsza tak właśnie było i tak powiedziałam, z tym że siata z puszką miała niezły rozmach (długie uszy, polecam ofensywne siatki z Decathlonu :D) i wyśliznęła mi się z ręki (uderzyła auto parę metrów dalej, może że 3-4). To trwało sekundy i musiałabym być jakimś Robocopem, żeby działać w tym czasie świadomie i tak skutecznie.
        Samej nie chce mi się w to wierzyć.
        Trafiłam w górny brzeg szyby, stąd wgięcie blachy nad oknem.
        Shiiiiit!
        • jasna_olera Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 11:28
          nie wiem czy jest to możliwe, ale przyznam, że uradowała mnie Twoja reakcja. Nie raz nie dwa żałowałam, ze nie mam pod ręką jakiegoś kamienia żeby rzucić w stronę samochodu, który nie zatrzymał się na pasach pomimo, że już byłam na przejściu dla pieszych. Parę razy zdarzyło się, że samochód z prawej nie zatrzymał się pomimo tego że zrobiły to auta po mojej lewej :( Kiedyś taki debil o mały włos nie wjechał w mój wózek z dzieckiem. A bywa ze takie debeściaki mają i po kilkadziesiąt metrów do przejścia i już od dawna widzą, są na jezdni lub co gorsza zostali dodatkowo puszczeni przez auta z naprzeciwka. Pies mordę lizał takim zafajdanym gnojom...
          • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 12:01
            Mam wrażenie, że to była właśnie taki debeściak i że wjechał na przejście z pełną świadomością, co robi. Normalny człowiek chwilę po takim zdarzeniu najpierw zapytałby pieszego, czy nic mu się nie stało (i w duchu podziękował losowi), tymczasem ten rzucił się na mnie z wrzaskiem, że zniszczyłam mu samochód.
            Zła jestem na siebie, bo stałam jeszcze chwilę oszołomiona i nawet powiedziałam "przepraszam", kompletnie nieasertywnie. On dalej wrzeszczał i groził, a ja zadzwoniłam po policję.
            Ja - nie on.

            • konopielka80 Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 12:18
              Ja ostatnio mialam taka sytuacje, ze baba wymusila na mnie bezczelnie pierwszenstwo na skrzyzowaniu kolo przejazdu kolejowego. Az inni hamowali widzac co ona wyprawia. Gdybym byla cwaniakiem, to bym nie hamowala, tylko pozwolila na stluczkę i potem wyremontowala sobie auto za jej kase. Ale szkoda mi czasu a i samochód nie juest tego wart.
              Tez mialam ochote wyskoczyc z samochodu i jej przylozyc z kopa w karoserie...Nerwy w takich sytuacjach przynosza niesamowite pomysly na zemste i jest to jak najbardziej ludzkie!
              Na moje szczescie okazalo sie, ze ja tą babę znam z widzenia. Nie wiem gdzie mieszka, jak sie nazywa, ale tak raz na jakis czas widuje ja w okolicy. Postanowilam, ze poczekam na kolejne spotkanie i sie wtedy przypomne. Traf chcial, ze spotkalam ja pod sklepem tydzien po tym wymuszeniem. Podeszlam do niej, mowie ze "pieknie pani wymusila pierwszenstwo"... Ona az podskoczyla , od razu rzucila sie do drzwi sklepowym krzyczac - "niech sie pani odczepi"! I uciekła.
              Wkurzyłam ją, tak jak ona wtedy wkurzyła mnie. Jestesmy kwita.
            • thelma.3333 Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 12:23
              doskonale Cie rozumiem; kierowcy w polsce jezdza STRASZNIE! jesli chodzi o ustepowanie pieszym; to jest jakas dzungla; poki w niej mieszkalam przyjmowalam to za norme; teraz mieszkam w belgii i jak sie tylko zblizam do pasow to WSZYSTKIE samochody staja, nawet jak 2 pasy w kazdym kierunku; takie zachowanie kierowcy jak zaprezentowal ten Twoj jest absolutnie wyjatkowe w belgii choc tez moze sie zdarzyc, ale b.b. rzadko; wcale sie nie dziwie ze czyms rzucilas; jak mi raz jeden smignal przed nosem , tez na przejsciu, to bylam w szoku i slowo daje, jakbym cos miala, to moze i tez bym rzucila; czlowiek w stresie rozne rzeczy robi; jak dojdzie do rozprawy to trzymaj sie swojej wersji, ze on Ci nie ustapil pierwszenstwa, i ze malo Cie nie potracil, i to Cie wtracilo w taki szok, ze nie panowalas nad tym odruchem;
              • jasna_olera Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 12:49
                o to to to... trzymaj się tego...sytuacja stresowa, organizm zareagował prawidłowo na zagrożenie, odpowiednia reakcja fizjologiczna plus działanie bez namysłu (dwie możliwe reakcje walcz albo uciekaj). Jak najbardziej zrozumiałe w tego typu sytuacji.
                • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 13:20
                  Uff, no i tego będę się trzymać. Pod choinkę tym razem dostanę prawnika... :D
        • weekenda Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:13
          niebieskachoinka napisała:
          > No z grubsza tak właśnie było i tak powiedziałam, z tym że siata z puszką miała
          > niezły rozmach (długie uszy, polecam ofensywne siatki z Decathlonu :D) i wyśli
          > znęła mi się z ręki (uderzyła auto parę metrów dalej, może że 3-4). To trwało s
          > ekundy i musiałabym być jakimś Robocopem, żeby działać w tym czasie świadomie i
          > tak skutecznie.
          > Samej nie chce mi się w to wierzyć.
          > Trafiłam w górny brzeg szyby, stąd wgięcie blachy nad oknem.
          > Shiiiiit!


          i tej wersji się trzymaj. świadków nie ma więc będzie słowo za słowo. a w takich przypadkach stają po stronie pieszego. jesli w ogóle ten bezmózgowiec założy sprawę

          sama wczoraj bym użyła jakiegoś narzędzia ciężkiego gdybym je miała w rękach... na skrzyżowaniu Marszalkowska-Świętokrzyska (Wawa), przy zielonym świetle dla pieszych dwa samochody wjechały pomiedzy tłum pieszych będących na środku jezdni. Cud, że nikomu nic się nie stało. Od jednego się odepchnęłam bo bym się nie zatrzymała... Kilku ludzi powaliło pięściami w karoserie, popyskowało i na szczęście na tym się skończyło. Bezmyślność kierowców nie zna granic...
    • notoja11 Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 12:37
      z jednej strony Cię rozumiem, bo też wkurzają mnie kierowcy, którzy nie zatrzymują się przed pasami i z premedytacją "omijają" mnie na środku (niestety, to bardzo typowe dla warszawskich taksówkarzy, bo najczęściej oni się nie zatrzymują), rozumiem, że impuls itd.

      ale jednego nie mogę zrozumieć - dorosła babka, można założyć, że w tym wieku stabilna emocjonalnie, nic Ci się jednak nie stało, a rzucasz puszką w okno. ok, niech będzie. a nie pomyślałaś o tym, że na tylnym siedzeniu mógł ktoś siedzieć i wtedy nie byłoby już tak fajnie? albo niemowlę w foteliku? przecież mogła wydarzyć się tragedia... warte to było tej puszki? po co się denerwować z powodu jednego głupiego kierowcy? mogłaś sobie narobić kaszany, po części narobiłaś:/ ale mogło być gorzej
      • jamesonwhiskey Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 13:15
        > ć i wtedy nie byłoby już tak fajnie? albo niemowlę w foteliku? przecież mogła w
        > ydarzyć się tragedia...

        a gdyby tu bylo przedszkole i przez ta ulice przechodzilo wasze dziecko, ktorego byc moze nie macie ale zawsze mozecie miec (sprawdzic czy nie ksiadz)


        rozpie... mnie takie cos , mogla sie wydazyc tragedia , ale sie nie wydazyla wiec po co o tym piszesz
        • notoja11 Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 13:22
          bo wszelkie działania, włącznie z pochopnymi i nieprzemyślanymi, niosą ze sobą określone skutki. rozsądny człowiek powinien zawsze przemyśleć, zanim coś zrobi. wszystkim żyłoby się wtedy lepiej. niestety, czasem trzeba ludziom uświadamiać, że zachowali się nierozsądnie i mogli przyczynić się do czyjejś krzywdy. ale komu ja to tłumaczę:/
          • izabellaz1 Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 13:46
            notoja11 napisała:

            > rozsądny człowiek powinien zawsze przemyśleć, zanim coś zrobi

            Ojejej serioooooooo??? To Ci wszyscy psychologowie, którzy opracowali teorię działania w afekcie powinni zweryfikować poglądy w oparciu o Twoje przemyślenia! Koniecznie!
          • six_a Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:10
            a ten kierowca omijający pieszego na pasach, to co? mógł chyba mógł przewidzieć pie...ięcie siatą w szybę, no mógł? to czemu nie przewidział?
            • notoja11 Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:22
              oczywiście. przecież puszki lecące w szybę są równie częste w przyrodzie, jak pasażer na tylnym siedzeniu. stosunek 1:1.
              • six_a Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 17:52
                generalnie bez sensu jest nakazywać ludziom przewidywać nieprzewidywalne reakcje i o tym był post.
      • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 13:19
        Pisałam już wyżej, że to były sekundy, szok i odruch, więc jakie "myślenie o niemowlętach w foteliku"? Bardziej już prawdopodobne, że oberwałby przypadkowy, nieopancerzony przechodzień i dlatego bardzo nieswojo się teraz czuję.
        Ale faktycznie, chyba zbyt zimno i racjonalnie przedstawiłam sytuację policji, przypisując sobie nieświadomą, ale jednak motywację. A na żadne motywacje i myślenie po prostu nie miałam czasu.
        Zastanawia mnie teraz, jak to jest z tą odpowiedzialnością majątkową: załóżmy (tfu!), ze nie zdążyłabym odskoczyć, samochód wpadłby na mnie, odrzucił na pas obok (bomba, akurat pod nadjeżdżające auta), a fatalna puszka rozbiła mu przy tej okazji reflektor. I co, to też dwie odrębne sprawy - on mnie potrącił i dostanie wyrok, ale ja mam mu zapłacić za zniszczenie samochodu? Paranoja jakaś. Jego NIE POWINNO BYĆ na tym przejściu, a uszkodzenie szyby jest prostą konsekwencją jego wykroczenia...
        No przecież nie czatuję przy przejściach z puszkami :D
        • notoja11 Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 13:27
          > No przecież nie czatuję przy przejściach z puszkami :D
          wiem;D przecież napisałam, z jednej strony Cię rozumiem. zawsze możesz złożyć zeznania, że skoro samochód otarł się o Twój bok, straciłaś równowagę na śliskiej jezdni - dla jej zachowania próbowałaś balansować rękoma (przeca tak to właśnie działa) i reklamówka wyleciała Ci z ręki. takie są naturalne odruchy;)

          jeśli chodzi o kwestie prawne, niestety nie wiem, jak to jest, jednak niemożliwością mi się wydaje, że tylko Ty miałabyś być odpowiedzialna za to, co się stało. a pan kierowca przecież musiał być ubezpieczony, więc ubezpieczenie powinno pokryć koszty wymiany szyby (tak czy nie??)
          • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 13:46
            Ha, nie wiem, jak to jest z ubezpieczeniami - gość wyglądał i przede wszystkim zachowywał się jak klasyczny kark, do wzywania policji też mu się nie spieszyło, więc może ma coś za uszami i tylko się odgrażał, żeby odciągnąć uwagę policji. Bo w rezultacie wyszło na to, że przyjechali na wezwanie w sprawie zniszczenia mienia, a nie jego wykroczenia... I nawet nie wiem, czy dali mu mandat, generalnie jak już przyjechali, zachowywał się (oni zresztą też), jakby to on ich wezwał, ja tylko odpowiadałam na ich pytania i opisałam sytuację. Nie wiem, czy w ogóle odnotowali to jako zdarzenie drogowe.
            Ale telefony na 997 są nagrywane, więc w razie czego jest dowód, że wzywałam ja i że chodziło o zagrożenie życia na drodze (taki powód podałam i jeszcze, że zatrzymałam sprawcę), czyli jeśli policja na miejscu zajęła się tylko szybą, to schrzaniła sprawę.
            OK, prawnik, prawnik. Już się umówiłam.
        • margie Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 18:37
          "Zastanawia mnie teraz, jak to jest z tą odpowiedzialnością majątkową: załóżmy (tfu!), ze nie zdążyłabym odskoczyć, samochód wpadłby na mnie, odrzucił na pas obok (bomba, akurat pod nadjeżdżające auta), a fatalna puszka rozbiła mu przy tej okazji reflektor. I co, to też dwie odrębne sprawy - on mnie potrącił i dostanie wyrok, ale ja mam mu zapłacić za zniszczenie samochodu? "

          w takiej sytuacji nie ma mowy o jakimkolwiek procesie cywilnym i odszkodowaniu- w przypadku popelnienia pzrestepstwa i skazania prawomocnym wyrokiem ( a potracenie pieszego to przesteptwo KK) sprawcy nie przysluguje odszkodowanie i jakikolwiek jego pozew zostanie przez sad oddalony jako bezzasadny.

    • tutek_the_mysz Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 13:42
      Niestety istnieje coś takiego jak odpowiedzialnosc moralna i odpowiedzialnosc prawna. Niekoniecznie idą one ze sobą w parze. Byalm kiedyś ofiara takiego rozdwojenia odpowiedzialności - kobieta wjechała wprost w moje auto, gdyż zobaczyla znajomego i dojeżdżajac do skrzyżowania w żaden sposób nie zwolniła, lecz ogladała sie za kolegą wykrzykujac cos do niego i wyjachała na moją ulicę, tak, ze walnęła mnie w bok, niszcząc dwoje drzwi i nadkole. Ewidentnie była to jej wina, do czego sie przyznawała i za co mnie przepraszała. W czasie czekania jednak na policję, na miejsce zdarzenia przybył jej mąż, który wymyślił jednak, iż jako, że była z prawej strony, a nie było znaku stop, to wina jest po mojej stronie, o ugodzie nie było już mowy, ja poniosłam koszty naprawy swojego samochodu, a z mojego ubezpieczenia zostały pokryte koszty jej straty. dwa miesiace póxniej postawiono w tym miejscu już znak stopu, który wynika z logiki, jest to ewidentnie droga podporządkowana (którą ona jechała) i główna (moja). Codziennie jeździłam i nadal jezdżę tą drogą - zawsze kazdy wyjeżdżający tak jak ona zatrzymuje sie odruchowo, tak jest teraz i tak było zanim postawili tam stop. I tak czyniła i czyni zapewne ona - po rpsotu tamtym razem się zagapiła i zarówno ja to widziałam (dzieki temu udało mi sie uciec na lewy, którym na szczęście nikt nei jechał, dzieki czemu zmniejszyłam trochę siłę uderzenia) jak i ona to przyznała. Musielibyscie zobaczyć to miejsce na zywo, zeby mi uwierzyć, bo moze powiecie, ze to ja nie umiem jeździć, ale moralna wina była jej, jednak brak odpowiedniego oznakowania ulic spowodował moją krzywdę i moją prawną odpowiedzialnosć za to zdarzenie. Miałam nawet zamiar wnieść sprawę przeciwko Zarządowi Dróg w tej dzielnicy, ze nie było własciwego oznakowania ulic, ale odradzono mi to, jako raczej nierealne wygrać taką sprawe. Boli mnie to jednak do dzisiaj, bo z nie swojej winy mam naprawiane auto, wymieniane części karoserii i poniosłam ogromne koszty moralne i ekonomiczna :(

      Nie ma sprawiedliwosci, ale może w Twoim przypadku będzie jakoś lepiejnniż w moim.
      • happy_time Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:10
        Jeżeli nie było tam żadnego znaku to było to skrzyżowanie równorzędne. Ty jechałaś nieprawidlowo i usprawiedliwiasz się tym, że inni też tak zawsze robili.
        • tutek_the_mysz Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:22
          Właśnie o to chodzi - że z oznakowania wynika tak jak piszesz, jednak z logiki wynika zupełnie coś innego, droga, którą jechała tamta pani jest wyjazdem z osiedlowego parkingu, ja zaś jechałam główną drogą. Wszystkie, powtarzam wszystkie pozostałe ulice równoległe do tamtej dojeżdzajace do tej mojej, mają znak stop, ta jedna nie miała z niewiadomego powodu - zresztą jak mówię, nowiuteńki znak STOP pojawił się dwa miesiace po mojej przygodzie. Po tym wypadku kilkakrotnie próbowałam sie zatrzymywać i ustępować miejsca samochodom nadjeżdzającym - i zatrzymujacym się - z tej prawej strony - to trąbiono za mną, a kierowcy z prawej strony dawali mi znaki, że mam jechać - ogólnie wprowadzałam tym ustępowaniem zamęt na drodze i niebezpieczeństwo, ale nie chce mi się już tego tłumaczyć. JEst tak jak mówisz - wg litery prawa to było skrzyżowanie równorzędne i dlatego zostałam obwiniona. z czym się nie zgadzam i sprawczyni tego wypadku również wie, ze to bylo z jej winy, jednak miała szczęście, ze prawo stoi w tym przypadku po jej stronie, a raczej wtedy stało, bo dziś już są odpowiednie znaki.
          • permanentne_7_niebo Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 18:40
            Powinna ci oddać kasę za to.
    • hildegarda-z-plocka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 13:43
      eh tez mysle, ze to prowokacja. czemu wzywalas policje, zamiast obrocic sie na piecie i odejsc po prostu? raczej facet nie zostawilby auta na ulicy i nie zaczal cie gonic, a z tablic tez spisac nic nie mogli, bo jako pieszy ich nie masz:) po co wzywalas te policje?
      • tutek_the_mysz Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 13:47
        Może chciała sprawiedliwości? Wierzyła, ze Policja stanie po stronie pieszego, uzna wine kierowcy, który na przejsciu niemal ją potrącił?
      • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 13:51
        Prosta odpowiedź - bo nie czułam się winna (i dalej nie czuję), za to uważam, że ten kierowca powinien ponieść karę, bo inaczej prędzej czy później kogoś przejedzie.
        Niezależnie od tego odpowiadam za to, co robię i nie będę uciekać jak tchórz, a potem zastanawiać się, czy mnie czasem policja nie szuka.
        • a1ma Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 13:54
          niebieskachoinka napisała:

          > Prosta odpowiedź - bo nie czułam się winna (i dalej nie czuję), za to uważam, ż
          > e ten kierowca powinien ponieść karę, bo inaczej prędzej czy później kogoś prze
          > jedzie.

          Poniósłby, gdyby coś się stało. Niestety, ale tak to działa. To tak, jak Ty byś rzuciła puszką i nikogo ani nic nie trafiła - teoretycznie spowodowałaś zagrożenie życia i zdrowia dokładnie takie, jak on, tylko że Ty miałaś pecha i Twoje działanie spowodowało wymierne straty materialne, jego nie.
          • notoja11 Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:01
            a1ma, nie teoretyzuj, bo zaraz napadnie Cię ktoś, kto napisze, że Ona przecież nie zrobiła nikomu krzywdy;))
          • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:10
            Oczywiście, dlatego kiedy ktoś atakuje mnie nocą w parku, zawsze czekam, aż wbije mi nóż w brzuch i dopiero potem kopię go w piszczel.
            Jak jest pijany i nie trafi, spokojnie idę do domu, bo przecież nic się nie stało i nie ma po co dzwonić po policję.
            • jasna_olera sie wzięłam i znajomego prawnika zapytałam... 22.12.10, 14:28
              powiedział, że nie jesteś bez szans w razie czego, ale świadkowie byliby w tym na prawdę pomocni.
              Generalnie myślę, że facet w życiu nie założy Tobie sprawy, bo to za dużo roboty i kaucje trzeba wpłacić i prawnika opłacić i do sądu łazić...bessęsu..
              Zresztą w takiej sytuacji i tak miałabym dzika satysfakcję, jestem przekonana, że teraz ten gamoń będzie się 15 razy zastanawiał zanim wjedzie na pasy gdy będą szli piesi.
              • niebieskachoinka Re: sie wzięłam i znajomego prawnika zapytałam... 22.12.10, 14:39
                Dzięki :) Mój wstępnie powiedział przez telefon to samo, że raczej gość do sądu nie pójdzie, a odgrażał się, żebym to ja go nie pozwała. I ze tak czy tak nie zaszkodzi przycisnąć policję, co jest w protokole i jakie działania podjęli, a w razie czego składać na nich skargę.
                • a1ma Re: sie wzięłam i znajomego prawnika zapytałam... 22.12.10, 14:43
                  Ty go nie masz o co pozywać. Nie poniosłaś szkody.
                  • jasna_olera Re: sie wzięłam i znajomego prawnika zapytałam... 22.12.10, 14:54
                    no więc właściwie to ma go o co pozywać.
                    całkiem realne jest dochodzenie od faceta odszkodowania za stres i cierpienie psychiczne spowodowane zaistniałą sytuacją, choć w tym wypadku świadkowie konieczni. I mimo, ze brzmi to nieco naiwnie to jednak jest możliwe.
                    • a1ma Re: sie wzięłam i znajomego prawnika zapytałam... 22.12.10, 15:01
                      jasna_olera napisała:

                      > no więc właściwie to ma go o co pozywać.
                      > całkiem realne jest dochodzenie od faceta odszkodowania za stres i cierpienie p
                      > sychiczne spowodowane zaistniałą sytuacją, choć w tym wypadku świadkowie koniec
                      > zni. I mimo, ze brzmi to nieco naiwnie to jednak jest możliwe.

                      Gdybyśmy mieszkali w amerykańskim filmie, to może ;)
                      Albo gdyby ten stres spowodował choroby, konieczność leczenia (choćby psychologicznego), jakieś tam utrudnienia w pracy - wtedy owszem. Ale że koleś wku...ł autorkę wątku, to trochę mało, żeby iść do sądu.
                      • jasna_olera Re: sie wzięłam i znajomego prawnika zapytałam... 22.12.10, 15:04
                        być może masz rację Ty, być może prawnik, który ostatnio wygrał 5 mln... sama nie wiem...
              • a1ma Re: sie wzięłam i znajomego prawnika zapytałam... 22.12.10, 14:39
                > Generalnie myślę, że facet w życiu nie założy Tobie sprawy, bo to za dużo robot
                > y i kaucje trzeba wpłacić i prawnika opłacić i do sądu łazić...bessęsu..

                Ja bym założyła.
            • a1ma Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:37
              niebieskachoinka, mylisz pojęcia.
              Prawo można przekroczyć w dwa sposoby - umyślny i nieumyślny.
              Jeśli mamy do czynienia z zamiarem popełnienia wykroczenia czy przestępstwa, to liczy się samo usiłowanie, nawet jeśli bez skutku.
              Jeśli nie ma zamiaru, to nie ma czego karać. Tak samo jak Ty rzucając puszką nie miałaś zamiaru wybić mu okna (ale wybiłaś), tak samo on nie miał zamiaru Cię przejechać (i on NIE przejechał). Był nieostrożny, jasne, ale jeśli nie przekroczył żadnego przepisu (bo przecież faktycznie Cię PRAWIE potrącił - robi różnicę), to nie ma za co go ukarać. Natomiast Ciebie - jak najbardziej. Przykro mi, ale takie fakty. No chyba że wybronisz się "wytrąceniem siaty z ręki", ale nie wiem, jak to realne wobec złożonych już zeznań w obecności policji.
              • notoja11 Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:41
                Był nieostrożny, jasne, ale jeśli nie przekro
                > czył żadnego przepisu (bo przecież faktycznie Cię PRAWIE potrącił - robi różnic
                > ę), to nie ma za co go ukarać.

                nie no, gość też złamał przepisy - w końcu był na pasach, w czasie gdy przechodził pieszy...
                • a1ma Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:44
                  notoja11 napisała:

                  > Był nieostrożny, jasne, ale jeśli nie przekro
                  > > czył żadnego przepisu (bo przecież faktycznie Cię PRAWIE potrącił - robi
                  > różnic
                  > > ę), to nie ma za co go ukarać.
                  >
                  > nie no, gość też złamał przepisy - w końcu był na pasach, w czasie gdy przecho
                  > dził pieszy...

                  Ale nie wyrządził żadnej szkody. To tak jakbyś chciała pozwać kogoś, że za szybko jechał ;)
                  Jeśli policja nie wlepiła mu mandatu, to nie ma sprawy.
                  • soulshunter Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 15:44
                    > Był nieostrożny, jasne, ale jeśli nie przekro czył żadnego przepisu (bo przecież faktycznie Cię PRAWIE potrącił > - robiróżnicę), to nie ma za co go ukarać.
                    a1ma co ty za głupoty pierdzielisz? Z jakims tutejszym trollem na umysl sie zamienilas czy co?
              • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:53
                Tak, i tu mamy umyślne usiłowanie. Widział przejście, widział człowieka na przejściu, nie próbował hamować. Ewidentnie złamał przepisy i zrobił to świadomie, stwarzając bezpośrednie zagrożenie życia.
                • a1ma Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:59
                  choinka, żeby było umyślne, to musi być motyw. Musiałabyś udowodnić przed sądem, że koleś miał powód, żeby usiłować Cię potrącić, że o potrącenie właśnie mu chodziło. Nie sądzę, żebyś dała radę. Że nie zachował ostrożności - to tak, ale tu nie ma usiłowania popełnienia przestępstwa i to byłoby karalne tylko jeśli jego zaniedbanie spowodowałoby wymierne straty.
                  • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 15:11
                    Jeśli dres sam nie wiedząc po co (bo taką ma akurat fantazję) będzie usiłował wyrzucić cię z pędzącego pociągu, to nie robi tego umyślnie, bo nie ma motywu, tak?
                    W spelunach ludzie nieumyślnie dają sobie w łeb, bo przecież nie mają motywu. No może taki, zęby pokazać, kto tu rządzi.
                    Motyw tego pana był właśnie z tego gatunku: ja tu jestem silniejszy i jadę, a ty spieprzaj z drogi.
                    • a1ma Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 15:15
                      Dres wyrzucając Cię z pociągu robi to, bo chce wyrzucić Cię z pociągu.
                      Ten koleś na pasach chciał Cię zmusić, żebyś ustąpiła mu pierwszeństwa, a nie walnąć Cię.

                      Nie widzisz różnicy?
                      • six_a Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 18:13
                        > Ten koleś na pasach chciał Cię zmusić, żebyś ustąpiła mu pierwszeństwa
                        alma daj spokój, a jakby dzieciak szedł przez pasy? po co te rozważania, do czego chciał zmuszać kierowca. jeśli przejeżdżasz komuś przed nosem na pasach, to ewidentnie łamiesz przepisy i nie ma znaczenia, czy tym razem nie przejechałaś delikwenta. po to dziewczyna zatrzymała ten samochód waląc w niego, żeby kierowca poniósł jakieś konsekwencje swojej bezmyślności.
    • magnusg Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:22
      Nie wiem co mowilas juz policji,ale jesli to taki cham, to powinnas z nim ostro pojechac.Powiedz, ze widzialas jak zblizajac sie do przejscia mial komorke przy uchu i moze dlatego cie nie zauwazyl.Samochod moze cie bezposrednio nie potracil,ale tylko dlatego ze w ostatniej sekundzie odskoczylas.Gdyby nie to, to ten kierowca by cie potracil na 100%.Jakas osoba starsza czy dziecko z gorszym czasem reagowania nie mialoby zadnych szans.Ze ten facet to potencjalny,grozny zabojca itd.
      W najgorszym wypadku zorganizuj sobie swiadkow.
      • uzurpator.dyktator Niebieskachoinko. 22.12.10, 14:29

        https://i56.tinypic.com/dya9uu.gif Kiedyś potrzebowałem porady. Tu ją uzyskałem. Spróbuj. Powodzenia.

        forum.gazeta.pl/forum/f,27804,Porady_i_pytania_do_prawnika.html
      • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:33
        Właśnie tak samo myślę, potencjalny zabójca. Uratował mnie czysty przypadek, a dla tego faceta takie sytuacje to pewnie nie pierwszyzna, skoro w ogóle go to nie ruszyło i z miejsca wrzeszczał o tym, ile będzie kosztowała szyba.
        Z komórką i świadkami nie przejdzie, zaplątałabym się w zeznaniach, zaraz po mnie widać takie rzeczy.
      • uzurpator.dyktator Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:35

        https://i56.tinypic.com/dya9uu.gif magnusg napisał: Zorganizuj sobie świadków. Ma rację. Zrób to. Z komórką może być wpadka, jeśli da się sprawdzić, czy o tej godzinie rozmawiał.
        • uzurpator.dyktator Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:39

          https://i56.tinypic.com/dya9uu.gif Poproś koleżankę, kolegę. Wystarczy, ze potwierdzą, że byłaś na przejściu i widzieli, że nie zwolnił i myśleli, że już po Tobie.
          • magnusg Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:44
            Dokladnie.Najpierw dla picu rozwies tam dwie ulotki na tym przejsciu, ze szukasz swiadkow zajscia z tego i tego dnia.Oczywiscie swiadkowie musza dla sadu byc osobami calkowicie postronnymi, ktore nigdy wczesniej cie na oczy nie widzialy.Mozesz byc pewna, ze jak dojdzie do rozprawy sadowej, to taki cwaniaczek-buraczek tez nagle swiadkow znajdzie i wtenczas ty bez osob potwierdzajacych twoja wersje bedziesz lezec i kwiczec.
          • a1ma Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:45
            Namawianie do krzywoprzysięstwa - świetna rada, nie ma co.
        • magnusg Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:41
          Moze miec kilka komorek przeciez i Prepaidy do tego.Ale z komorka moze byc taka wpadka, ze sad potraktuje to jako okolicznosc lagodzaca.Ze niby byl roztargniony itd,a nie ze poniekad swiadomie ja na pasach "potracil".Tego nie uwzglednilem dajac jej ta rade.
          • tutek_the_mysz Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:47
            Czy jeśli w trakcie popełniania jednego wykroczenia popełnimy jeszcze drugie, to fakt, ze bylismy akurat zajęci tym pierwszym moze stanowić okolicznośc łagodzącą - usprawiedliwienie dla popełnienia drugiego wykroczenia?
            • magnusg Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:55
              Telefenowanie przez komorke to wykroczenie.Swiadome niezatrzymanie sie na pasach,kiedy znajduje sie tam osoba i stworzenie zagrozenia dla zycia pieszego, to juz raczej wystepek czyli przestepstwo.Ale kij go wie jak sad by to ocenil.
    • mrs.solis Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:44
      Ja cie doskonale rozumiem. Mi samej przydarzyla sie podobna sytuacja. Bylam na pasach i jedno auto stalo,zeby mnie przepuscic po czym drugi samochod ominal ten stojacy i o malo mnie nie potracil. Poczulam tylko ten ped powietrza na calym ciele i moim pierwszym odruchem byla chec rzucenia czyms za odjezdzajacym samochodem. Gdybym miala w siatce puszke dla kota nie bylo by mi zal poswiecic tego zakupu zeby rzucic za tym samochodem. Tylko ,ze gdybym trafila tak jak ty to pokazalabym panu faka na dowidzenia i nie czekala na policje.
      • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:56
        O to to, pęd powietrza, brrrrrr.
        Puszka była dla psa, duuuuża. Małą dla kota niosłam niestety w plecaku :D
    • zbrodnia-kara Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 14:56
      Z mojego skromnego doświadczenia zarówno jako kierowcy i jako pieszego. Kierowcy w Polsce jeżdżą w większości fatalnie i po chamsku. Dokładnie jak ktoś napisał, zupełnie inne jest ich podejście (podjazd?) do pieszych m.in. w krajach Beneluxu. Wydaje mi się jednak, że piesi użytkownicy dróg mają coraz większą świadomość swoich praw i coraz częściej egzekwują je (czasami nawet z narażeniem życia :)) Może kilka lat albo kilkanaście wystarczy i wywalczą sobie bezwzględne pierszeństwo na pasach. Mnie jako kierowcy właśnie, wkroczył gwałtownie na jezdnię pieszy (dokładnie prawie wbiegł). Nic się nikomu nie stało niemniej podczas pyskówki z jego strony pomna pouczeń mojego instruktora wezwałam policję. Powiem tak jak mnie pouczono. Pieszy na przejściu jest ZAWSZE uprzywilejowany. To moim zadaniem jako kierowcy jest zachowanie ostrożności zbliżając się do przejścia. Minimum wtedy to 6 pkt. plus 200 zł. I szczerze takiej niegroźnej przygody życzę każdemu kierowcy, któremu wydaje się że jest panem i władcą. Aha, w razie jakiejkolwiek kolizji na przejściu z udziałem pieszego, nawet pozornie niegroźnej należy wezwać policję. Pieszy mimo początkowych zapewnień z jego strony, że nic się nie stało i możemy się rozejść, po powrocie do domu może skorzystać z podpowiedzi bystrego krewnego (adwokata) i zgłosić wypadek podczas którego np. coś mu chrupnęło w kręgosłupie a sprawca autem zbiegł z miejsca wypadku. Kierowca ma wtedy prze..... no i duże szanse na sprawę z powództwa cywilnego. Taka jestem mądra po moim wypadku. Zawsze zwalniam przed przejściem i przepuszczam chociaż boję sie że będę mieć kiedyś na sumieniu pieszego którego przepuściłam a trzepnął go kierowca wyprzedzający mnie ( niestety częste).
      • happy_time Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 15:03
        zbrodnia-kara napisała:

        Pieszy na przejściu jest ZAWSZE uprzywilejowany.

        Art. 14. Zabrania się:

        wchodzenia na jezdnię:

        a. bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych,
        b. spoza pojazdu lub innej przeszkody ograniczającej widoczność drogi;

        Jak widać nie zawsze. Pieszy też musi myśleć.
        • jasna_olera Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 15:05
          no tak, ale w tym przypadku nie zaistniała żadna z wymienionych przez Ciebie okoliczności.
          • happy_time Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 15:09
            Ale ja nie odpowiadam autorce wątku tylko na wcześniejszy post :)
    • berta-live Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 15:12
      Poszukaj jakiś porad prawnych. Są organizacje, gdzie prawnicy dyzurują za darmo. Generalnie co najwyżej grozi ci odkupienie temu facetowi szyby plus koszty montażu. A to nawet w przypadku wypasionego audi nie wynosi rocznych zarobków. Bo afekt afektem a za zniszczenia ktoś zapłacić musi. Jak uznają to za wandalizm czy naruszenie mienia, to ewentualnie jakiś mandat dodatkowo. Ale jak będziesz się bronić, że to było w afekcie i sąd to uzna to albo nawet mandatu nie będzie albo będzie opiewał na jakąś symboliczną kwotę. Na odszkodowanie z powództwa cywilnego w takich okolicznościach to raczej nie ma szans. Ty też byś mogła go pozwać o odszkodowanie za straty moralne. W zasadzie to zawsze możesz skorzystać z pomocy firmy windykacyjnej, oni często pracują za procent od pozyskanej kwoty odszkodowania. Zapewne nie obłowisz się dzięki nim, ale satysfakcja zostanie.

      Facet miał obowiązek zatrzymać się przed pasami jak ktoś na nich był. Omijanie pieszego na pasach jest niedopuszczalne. Zwłaszcza, że widząc ciebie na pasach inny pieszy mógł na nie wejść od przeciwnej strony. Co więcej zbliżając się do przejścia, na którym stoją ludzie, samochód powinien się zatrzymać i przepuścić delikwentów. Przynajmniej wg egzaminatora przy którym zdawałam na prawo jazdy. Taka pierdółka niby a oblać można.

      Generalnie wszystko świadczy przeciwko niemu. Nie zatrzymał się przed przejściem, omijał pieszego na pasach, potrącił tego pieszego (to, że przy okazji nie zrobił mu żadnej krzywdy to nie ma znaczenia) i jeszcze stosował groźby karalne. Nie mówiąc o tym, że prawdopodobieństwo wybicia szyby samochodowej w sytuacji przez ciebie opisanej jest niewielkie jak to ktoś wcześniej zauważył. Być może szyba była rozbita już wcześniej a twoja siatka tylko dokończyła dzieła. A jak tak to jeszcze facetowi dochodzi próba wyłudzenia zwrotu kosztów naprawy czegoś czego nie zepsułaś. Dobrze jakby jakiś ekspert przyjrzał się tej szybie, ewentualnie zaopiniował czy taka sytuacja jaką bądź co bądź obydwoje przedstawiliście, w ogóle mogła doprowadzić do wybicia szyby.
      • jasna_olera Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 15:19
        dobrze gada !
      • niebieskachoinka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 15:23
        O, a na to, że szyba mogła być uszkodzona, nie wpadłam - przyjęłam na klatę wersję o mojej nadludzkiej sile i pechowym trafieniu kantem w jakiś czuły punkt.
        Nie chodzi mi o odszkodowanie, nie mam na taką sprawę czasu ani pieniędzy. Uważam natomiast, że gość nie ma prawa dochodzić rekompensaty za straty materialne, które poniósł w bezpośrednim wyniku zawinionej przez siebie sytuacji, a konkretnie poważnego wykroczenia.
        Zastanawia mnie jeszcze, czy jeśli naprawi szkodę z ubezpieczenia, firma ubezpieczeniowa może mnie pozwać?
        Jadę do prawnika. Chyba najważniejsze jest teraz, co napisali w notatce policjanci.
        • a1ma Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 15:28
          Nie, firma ubezpieczeniowa Cię nie pozwie.
          Koleś może po prostu nie chcieć korzystać z własnego ubezpieczenia (traci wtedy zniżki), skoro winny jest ktoś inny.
          Może też naprawić we własnym zakresie, a Ciebie pozwać o zwrot kosztów.
          • jasna_olera Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 15:34
            o, tego to już kompletnie nie rozumiem, i nie jestem złośliwa, bynajmniej.
            Jeżeli winny jest ktoś inny to traci się zniżki? A postępowanie regresowe?
            Pytam serio, bo jestem zaskoczona.
        • thelma.3333 Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 16:58
          mam nadzieje, ze w tej notatce to sa ich nazwiska? tak na w razie czego;
      • synergia_1 głupota atorki wątku 23.12.10, 14:48
        a ja myslę ze wszytsko niestety świadczy przeciwko autorce wątku.
        bo..:
        1 nie została potracona i nie ma swiadków ze on przejechał przez przejscie i o mało jej nie potrącił.
        2 dokonała uszkodzenia mienia i fakt, ze szyba ta musiała byc juz uszkodzona nic nie wnosi- bo autorka przyznała sie ze uderzyła szybe w wyniku czego owa szyba sie rozpadła.

        po 3 jaki był to czas? czy było juz ciemno???
        jesli tak to tylko dodam ze pieszy musi bardziej uwazac.. bo czasem zwyczajnie pieszego nie widac.. i co z tego ze ma pierwszenstwo jak moze zostac potrącony?
        Mierzyc sie z samochodem? głupota..
    • minasz a korek? 22.12.10, 16:58
      był tylko na jego pasie ruchu czy tez w przeciwnym kierunku?
      • presens Re: a korek? 22.12.10, 18:46
        Zaraz idź do lekarza i utrzymuj,że jednak cię potrącił,że w szoku nie czułaś bólu itp.Gość się wystraszy i odpuści.
        Piszę tak ,ponieważ jutro jestem świadkiem na rozprawie.Mój znajomy spowodował stłuczkę na skrzyżowaniu przy prędkości 10km/h ,w drugim samochodzie były dwie osoby,którym nic się nie stało,ale po czasie wymyśliły setki urazów i sfabrykowały różne lekarskie zaświadczenia,żeby kasę wyciągnąć.Żeby było jasne ,nie popieram takiego zachowania,ale jeśli jesteś niezbyt uczciwa,to tak możesz się wyłgać od płacenia za szybę
    • nstemi Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 21:59
      Hmm, nie jestem prawnikiem ale wydaje mi się, że ta sytuacja jest też wbrew pozorom obciążająca dla kierowcy. Jak rozumiem cała akcja miała miejsce na przejściu dla pieszych, tak? Weszłaś na nie widząc w oddali zbliżający się samochód z założeniem, że skoro jesteś na przejściu kierowca ustąpi Ci pierwszeństwa? Mam rację?
      Kierowca musi przed przejściem dla pieszych zachować należytą ostrożność, tutaj chyba tak nie było. Takiej wersji bym się trzymała. Widział Cię wcześniej i nie ustąpił Ci pierwszeństwa, a Ty w poczuciu szoku i zagrożenia życia tą siatą walnęłaś. Prawdopodobnie obydwoje dostaniecie mandaty. Możesz nie przyjąć i sprawa trafi do sądu. Wydaje mi się, że on może wytoczyć Ci osobny proces, o ile nie dojdzie do wniosku, że i on może oberwać rykoszetem. Tak czy inaczej przed przesłuchaniem pędź do prawnika-może Ci to wiele kasy i stresu zaoszczędzić.
    • 0ffka Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 22:07
      Niebieska jestem z Tobą! Kiedyś taki ch*j przejechał mi po piętach na zielonych światłach dla mnie. Pomściłaś mnie :*
      • usunelamkonto Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 22.12.10, 22:54
        wspolczuje. mnie wielokrotnie omijano.

        szlam od exa (duze skrzyzowanie, po 2 czy 3 pasy na 1 kierunek + lewo skret) . doszlam do polowy pasow, albo ktos mnie od tylu wymijal albo od przodu, bo sie idiotom i gowniarzerii spieszylo

        bylo zielone swiatlo dla pieszych. stalam z kumplem i grupa ludzi, akurat rozmawialam przez tel ale weszlam wraz z innymi i kumplem na pasy gdy 10 cm przed nami wyskoczyl rozpedzony smart z lewej strony, wszyscy byli w szoku, a ja juz chcialam sku.. syna zatluc.i pewnie bym to zrobila i poprosilabym kumpla zeby mu plombe sprzedal ode mnie :D

        sama mam prawko ale rzadko w sumie jezdze ale jesli juz to przepisowo, widzac pasy obserwuje otoczenie i zwalniam
        w usa nauczylam sie szybkiego przechodzenia przez pasy, i gdy duzo ludzi stoi czekajac az ktos laskawie ich przepusci, ja obserwuje odleglosc - patrze zdaze i wtedy wlatuje na pasy




    • robertzawodowiec Zapłacisz za tę szybe na 100% 22.12.10, 22:44
      Należy rozdraniczyć dwie różne sprawy: wjechanie auta na pasy podczas gdy ty na nich byłas i twoje agresywne zachowanie.
      Za wjazd na pasy, na których był pieszy kierowca powinien zapłacić mandat. Ale nie zapłaci, bo będzie twierdził, że wtargnęłaś przed nadjeżdzający samochod.
      A ty zapłacisz bo: facet ma rozbita szybę, policja to potwierdzi, bo sama to przyznałaś.
      Jesteś winna zniszczenia mienia. Za brak opanowania się płaci, takie życie.
      No, chyba, że poszkodowany odpuści, ale to mało prawdopodobne, bo czemu miałby to robić?
      Ty byś mu darowała?
      • nstemi Re: Zapłacisz za tę szybe na 100% 22.12.10, 23:00
        Nie do końca Robert. Stawiam na to, że mandat zapłacą obydwoje, bo i jedno i drugie nie zachowało należytej ostrożności. Z przewagą na kierowcę, bo na nim spoczywała ta ostrożność szczególnie. Natomiast najprawdopodobniej koszty naprawy uszkodzonego samochodu obciążą autorkę. Ale wydaje mi się, że kierowca musi jej wytoczyć proces cywilny i z dobrym prawnikiem może nie być to bardzo dotkliwe.
        I tak naprawdę- poruszam się głównie samochodem i widzę i tych pieszych, co to walą przez jezdnię (żeby to chociaż w okolicy przejścia) i tych kierowców, którzy nawet nie zwolnią przed przejściem dla pieszych. A ilu jest gigantów, którzy wyprzedzają tych co to zwalniają, zeby przepuścić pieszego?
        robertzawodowiec napisał:

        > Należy rozdraniczyć dwie różne sprawy: wjechanie auta na pasy podczas gdy ty na
        > nich byłas i twoje agresywne zachowanie.
        > Za wjazd na pasy, na których był pieszy kierowca powinien zapłacić mandat. Ale
        > nie zapłaci, bo będzie twierdził, że wtargnęłaś przed nadjeżdzający samochod.
        > A ty zapłacisz bo: facet ma rozbita szybę, policja to potwierdzi, bo sama to pr
        > zyznałaś.
        > Jesteś winna zniszczenia mienia. Za brak opanowania się płaci, takie życie.
        > No, chyba, że poszkodowany odpuści, ale to mało prawdopodobne, bo czemu miałby
        > to robić?
        > Ty byś mu darowała?
      • a1ma Re: Zapłacisz za tę szybe na 100% 23.12.10, 10:26
        robertzawodowiec napisał:

        > Należy rozdraniczyć dwie różne sprawy: wjechanie auta na pasy podczas gdy ty na
        > nich byłas i twoje agresywne zachowanie.
        > Za wjazd na pasy, na których był pieszy kierowca powinien zapłacić mandat. Ale
        > nie zapłaci, bo będzie twierdził, że wtargnęłaś przed nadjeżdzający samochod.
        > A ty zapłacisz bo: facet ma rozbita szybę, policja to potwierdzi, bo sama to pr
        > zyznałaś.
        > Jesteś winna zniszczenia mienia. Za brak opanowania się płaci, takie życie.
        > No, chyba, że poszkodowany odpuści, ale to mało prawdopodobne, bo czemu miałby
        > to robić?
        > Ty byś mu darowała?

        Dokładnie tak uważam.
        Chociaż rozumiem złość autorki wątku i działanie w afekcie, to fakty świadczą przeciwko niej.

        I jeszcze ta niewspółmierność kosztów - wjechanie na pasy, kiedy jest na nich pieszy to zdaje się 10 pkt karnych i 1000 zł, tak? Naprawa szyby i dachu to lekko licząc 10x tyle.
        • madzialenka_live Re: Zapłacisz za tę szybe na 100% 23.12.10, 11:39
          o własnie popieram Roberta. Rozumiem, ze kierowca popełnił błąd, ale w niczym nie usprawiedliwia to agresywnego zachowania autorki wątku. Jak nie panuje nad sobą i celowo rozwaliła mu szybę- niech płaci za naprawę. Na drugi raz pomyśli, zanim wykona coś podobnego. Na miejscu kierowcy nie odpuściłabym.
          • annajustyna Re: Zapłacisz za tę szybe na 100% 23.12.10, 11:50
            Tak wlasnie bedzie - blad kierowcy to jedno, a akt wandalizmu choinki to drugie.
    • pompeja Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 23.12.10, 12:10
      Coś się to wszystko koopy nie trzyma ;/
      • insomnia0 Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 23.12.10, 12:42
        i powinnas zapłacić.. on zachował sie cholernie nie ostroznie.. ale Ty? ty zniszczyłaś jego mienie.. i moim zdaniem nic a nic Cie to nie tłumaczy...
    • red_magnollia Re: Zaatakowałam kierowcę na przejściu... 23.12.10, 13:26
      Jestes idiotka,jak mu wywaliłaś szybe po kiego wzywałaś policje,trzeba było uciekać, palant miałby za swoje a Ty sobie sama narobiłaś problemów-idiotka.
      • red_magnollia Idiotka,wywaliła szybe i zamiast uciekać a palant 23.12.10, 13:28
        miałby wydatek to jeszcze policje wzywa-sama na siebie ha ha ha, myślałaś że policja przyzna ci racje,że miałaś prawo wywalić szyba w samochodzie bo rzekomo niby cie mało nie potrącił? No właśnei , ale cie nie potrącił.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja