joanna1980r
30.12.10, 17:29
Prosze o pomoc, bo zanalazlam sie w takiej sytuacji ze nie wiem co dalej myslec a co gorsza robic. Od ok 9 lat przyjaznilismy sie (ja i maz) z inna para, naszymi sasiadami, ktorzy mieszkaja zaledwie kilka klatek od nas. My (30, 32 lata) oni (38 lat). MIeszkamy za granica. Bylo super, spotkania, weekendowe imprezy albo wypady, tygodniowe kawki itd. Tak bylo az do narodzin naszej corki ok 2,5 roku temu. Nasi znajomi nie maja dzieci (naturalnie nie mogli, a invitro i adopcji nie chcieli), wiec swiadomy wybor. I wlasciwie pogodzili sie z tym i tak im wygodnie. Nagle po urodzinach malej zauwazylam ze sie odsuneli, skonczyly sie imprezy spotkania i kawki, byly tylko tzw. "kurtuacyjne wizyty" raz w miesiacu na max godzine. Jak sie tlumaczyli na poczatku nie chcieli przeszkadzac nam,chcieli dac nam sie nacieszyc malenstwem, potem to niby malo czasu bo praca itd. Dodam ze wczesniej rowniez pracowali i oni i my i jakos byl czas.. Doszlo do tego ze ostatnimi czasy tylko byly wlasiwie telefoniczne kontakty i wlasciwie tylko z mojej inicjatywy, nalegalam na wizyty ale po kilku glupich tekstach ze strony znajomej typu: " ze my mamy swoje sprawy a oni swoje" albo np. " ze nie siedza w domu i nie czekaja kiedy to ja zadzwonie" albo " ze caly swiat nie obraca sie tylko wokol nas" to sa slowa wyrwane ale bardzo mnie zabolaly wiec przestalam wiecej nalegac i wydzwaniac. Najbardziej zabolalo mnie ze nawet na swieta nie zlozyli nam zyczen, tzn wyslala mi znajoma wiadomosc na nk z tytulem: zyczenia, ale w tresci nie bylo nic-nie wiem co to ma znaczyc; ja wyslalam zyczenia smsem-wiem to tez glupie ale jakos duma nie pozawala mi zadzwonic po tych jej glupich tekstach. Bardzo mnie to boli ze tak sie to wszystko sie jakos urwalo, bo naprawde przedtem bylo super, dogadywalismy sie razem super. Maz stwierdzil ze powinnismy ich-brzydko mowiac olac, ale dla mnie jakos to nie jest takie latwe tym bardziej ze mieszkamy obok siebie i chcac nie chcac bedziemy sie spotykac i co wtedy?? Co myslicie o tym, co radzicie??