nieprzyzwyczajona
12.01.11, 14:01
A konkretnie siostra. Spotykam się od roku z fajnym mężczyzną. Wszystko było super dopóki z sobą nie zamieszkaliśmy. On ma siostrę z którą jest bardzo blisko. Są na tych samych imprezach, mają tych samych znajomych itd. Ona jest sympatyczną osobą, ale nie jest nam po drodze. Nasze charaktery kompletnie ze sobą nie współgrają i niechętnie spędzamy ze sobą czas na sam. Pogodziłam się z tym, zwłaszcza, ze jestem osobą, która nie dogada się z każdym. Mój problem tkwi w tym, że z racji ich "bliskości" ciągle się z nią spotykamy. Z nią i jej facetem, który jest podobny do niej, czyli nadmierna pewność siebie, stanowczy ton, wygadanie. W ich towarzystwie czuję się delikatnie mówiąc stłamszona i nie potrafię być sobą. Na co dzień wygląda to w ten sposób, że idąc gdzieś w innym gronie, on zawsze dzwoni po nich, idziemy na imprezę z kimś innym, on dzwoni po nich. Planujemy jakąś wycieczkę, podróż, on zawsze mówi, żeby zabrać ją i jego. Trochę mi to przeszkadza, bo tak jak napisałam, nie są to osoby z którymi mogłabym się przyjaźnić i czas spędzony z nimi nie często mnie męczy. Ostatnio powiedziałam o tym mojemu chłopakowi. On się bardzo zdziwił, powiedział, że nie spodziewałby się, że jej nie polubię, że każdy ją bardzo lubi, że jestem jakaś dziwna i problemowa. Wiem, że jestem problemowa. Nie jest też tak, ze jej nie lubię. Jak rozwiązać ten problem? Mam z nią wypić morze wódki żeby prysnął między nami ten dystans? Dodam jeszcze, że nie jest tak ,że wychodzimy nigdy tylko sami.