usunelamkonto
14.01.11, 21:44
moj mezczyzna widzac przypadki wsrod naszych rowiesnikow(slub, dziecko - nawet jego kumpel rowiesnik go przegonil, poczatki ciazy, dalibysmy sobie reke uciac ze na ojca sie nie nadaje bo jest zbyt wybuchowy i zbyt imprezowy (kto wie moze sie zapomnieli albo ta jego go wkrecila w tacierzynstwo) do rzeczy)
roczniki 86-88 i okolice
twierdzi ze kazda kobieta teraz tylko chce usidlic faceta i go zlapac na dziecko, mnie rowniez to wygarnia - ze ja taka sama. a ja mowie tak ? 3,5 miesiaca razem jestesmy i jakos z brzuchem nie latam
nie wierzy mi na slowo ze ja sie do dzieci nie nadaje (moze za czesto mowie ze zamieszkamy razem - kto by nie mowil jak u niego jestem w m2 i dzielimy sie obowiazkami- ja sie czuje zobowiazana za sprzatanie skoro brudze , albo czesto mowie o ciazach z forum i sprawach ginekologicznych)
zdarzalo sie ze wczasie awantury mowil mi ze tylko licze na jego kawalerke i chce go na brzuch zlapac. ale jak sie uspokoi to jest ok
poza slowami i czasem (ktory sie okaze z moimi intencjami) nie moge go przekonac.
nawet moje obietnice aborcji go nie przekonaly - ale gratuluje mojej siostrze ktora dokonala aborcji (wlasnie z podobnych zyciowych powodow - mlody wiek, nie ten czas, nie ten facet)
bola mnie te zdania bo ja wymiotuje tymi ciazami wsrod znajomych, nawet mowie ze skoro mam te uczucia macierzynstwa to nie powinnam mowic bachory a slodkie bobaski, a jednak slowo bachor to powszechne uznawalne okreslenie wpadek
ale go rozumiem i podziwiam ze sie zapiera nogami. moze moja siostra go walnie patelnia. nie mowcie zebym znalazla kogos innego, bo nie chce. facet jest madry i ma cel w zyciu i nie jojczy jak wiekszosc "jakos to bedzie"