kochanic.a.francuza
15.01.11, 16:10
Z jednej strony sa fajni, bo interesuja sie tym i tamtym i sporo sie mozna dowiedziec. Nie obawiaja sie poruszac roznych tematow. Ale jak sie kobieta wlaczy do ich rytmow, gubia sie.
Mam ostatnio takie doswiadczenie. Gadam z facetem ponad trzydziesci lat. Pijemy duzo wina, smiechy brechy, ja tez odwaznie cos o "Oczach szeroko otwartych" (taki film o orgietkach, w skrocie), potem on o braku seksie w jego malzenstwie (dwoje malych dzieci, ktore zasna tylko z mamusia). Ja zachwycona, ze gadam z facetem jak facetka.
Ale na koncu okazuje sie, ze on z takiej tematyki wyciagnal wniosek, ze mam go na oku. Facet blyskotliwy i rozmowa "galopowala" na rozne tematy do 4-ej nad ranem (maz obok siedzi). Dla mnie uczta intelektualno-rozrywkowa. Dla niego zaproszenie jakby. Na szczescie sie nie speszyl, ale mnie zastanowilo. jak gadac lub nie gadac by bylo OK? Moze to wciaz kwestia tego, ze mezczyzni nie postrzegaja kobiet jako rownych sobie kumpli do rozmowy?
A wiem, ze z innymi mozna z ksztaltu wlasnych cyckow sie posmiac i nie ma nieporozumien.