kiira_korpi
26.01.11, 22:09
Przeglądałam ostatnio jakąś notkę o kobietach - aktorkach, które urodziły swoje (pierwsze) dzieci w starszym wieku, w okolicach 40. roku życia.
Była tam cała plejada gwiazd - Marcia Cross, Monica Bellucci, Salma Hayek, Halle Berry, Penelope Cruz, Celine Dion, Sarah Jessica Parker etc.
Polskie aktorki podobnie - Bujakiewicz, Dygant, Brodzik, Liszowska.
W sumie to dość logiczne - osiągnęły pewien zawodowy sukces, przedłużyły sobie młodość o kilka lat, niektóre pewnie czekały na odpowiedniego partnera, a w końcu przyszedł ten moment, kiedy instynkt macierzyński (a może rozsądek?) tak przyparł je do muru, że postanowiły się rozmnożyć.
I tylko tak się zastanawiam, czy biologia prędzej czy później dopadnie każdą kobietę? Pokoleniu obecnych 20sto-30sto-latek jest chyba o tyle trudno, że jesteśmy pierwszym pokoleniem, które może tak dobrze panować na własną płodnością.
Przy jednoczesnym otwarciu się tylu możliwości życia - można kończyć jedne studia, drugie, doktoryzować się w innym kraju, pognać na drugi kraniec świata za jakąś ciekawą pracą, albo zdobywać ten świat w ramach coraz bardziej egzotycznych podróży.
I jednocześnie po raz pierwszy mamy chyba do czynienia z takim jednak odkłamanym wizerunkiem macierzyństwa. Macierzyństwa coraz rzadziej podlewanego różowym lukrem ciuciania nad ślitaśnym bobaskiem, a coraz częściej ukazującego rzeczywiste trudy tej pracy, w której przyjdzie nam spędzić wiele następnych lat, i pozwólcie, że jednak użyję tego słowa - w jakimś stopniu poświęcenia swojego życia.
Dziewczyny, kobiety - tu pytanie do tych, które nie planują dziecka w swoim życiu, albo ciągle odkładają tę decyzję w bliżej nieokreśloną przyszłość - nie obawiacie się, że coś przegapicie, że coś z tego życia wam jednak ucieknie, że pojawi się w końcu pustka?
Podobno Kylie Minogue powiedziała kiedyś, że przegapiła dobry moment na dzieci, gdzieś jej to uciekło, rozmyło się.
Tylko dlaczego tak trudno świadomie zdecydować się na dziecko? Dlatego, że wiemy za dużo o ograniczeniach, jakie się pojawią?
Czy można w ogóle przeżyć życie z pominięciem tego etapu - zajścia w ciążę, urodzenia i wychowania dziecka, i być szczęśliwą kobietą?