Każda kobieta prędzej czy później chce dziecka?

    • kbjsht Re: Każda kobieta prędzej czy później chce dzieck 19.04.13, 20:54
      kiira_korpi napisała:


      Czy można w ogóle przeżyć życie z pominięciem tego etapu - zajścia w ciążę, urodzenia i wychowania dziecka, i być szczęśliwą kobietą?

      Myślę, że tak. Nie każdy jest stworzony do takiej odpowiedzialności, mam wielu znajomych , którzy nie decydują się na dzieci bo mają inne cele w życiu i są szczęśliwi. I są jednymi z najlepszych wujków/cioć dla czyiś dzieci :)
    • kora3 Nie obawiam się :) 19.04.13, 21:41
      Skończylam 40 lat w zeszłym roku. Nigdy nie chcialam mieć dzieci, już w dzieciństwie deklarowałam, ze nie bede ich mieć. Rozumiem ludzi obu płci, którzy pragną mieć potomstwo, w sensie rozumienia, ze ktoś czegoś pragnie, ale sama nigdy tego nie poczułam,. Nie czuje, ze mi coś "uciekło", ze czegoś mi brak - moze dlatego, ze naprawde nie czulkam nigcy bodaj checi na dziecko.
      Nie mialam trudnego dzieciństwa, miałam/mam z kim miec dziecko/dzieci, gdybym chciala, nie czuję niecheci do dzieci, tylko nie chcę ich mieć. I wiesz co? :) Najbardziej mnie śmieszylo zawsze, gdy i ktos mowil, ze mi sie "odmieni" w tej materii :)
    • astrofan Re: Każda kobieta prędzej czy później chce dzieck 20.04.13, 10:13
      nieposiadanie dzieci, jako norma indywidualna i społeczna, tylko jak sobie wyobrażacie takie społeczeństwo i życie w takim społeczeństwie? przecież to uderzy w każdą z was indywidualnie, katastrofa psychiczna, społeczna i ekonomiczna zmarnowanego życia, to nie będzie swobodne życie, w wieku 50 lat uciekniecie na zmywak na zachód?

      a te odpowiedzi po prostu masakra

      1. "nie chcę mieć dzieci bo cenię sobie swobodę i samorealizację",
      2. "nie chcę mieć dzieci bo to kłopot"
      3. "nie chcę mieć dzieci bo nie czuję potrzeby"
      4. „nie chcę mieć dzieci bo chcę się realizować zawodowo”

      ad.1
      mit samorealizacji i rozwoju wewnętrznego, czyli brak zobowiązań rodzinnych, rezygnacja z uczuć, doświadczeń i emocji rodzicielskich ... w miejsce tego czytanie książek i podróżowanie - to nie jest żaden rozwój tylko zabijanie czasu i ulotne przyjemności, regres
      podobnie jak praca na etacie, papierowe wykształcenie, i kolejne papierki z kursów nie są żadną wartością i rozwojem (rzesze bezrobotnych, nikomu niepotrzebnych z tymi ich papierami)

      ad. 2
      najpierw kobiety, obecne matki, same wyolbrzymiły i jednostronnie przedstawiły obraz wychowania dzieci, by walczyć o swoją pozycję, usprawiedliwiać brak osiągnięć w męskich zawodach, dowartościować rolę pracy w domu (słusznie zresztą) ... a następnie ich córki uwierzyły w ten czarny i chory obraz, jako jedyny słuszny

      ad.3
      a jakie czujesz potrzeby? i co to ma do rzeczy? nie sposób mówić o smaku budyniu zanim się go nie spróbowało (zasada pragmatyczna), nie przypadkiem każdy kto ma dziecko, nawet wcześniej nie czując potrzeb mówi że to najważniejsze w ich życiu

      tu chodzi o udział w życiu i jego sens, a nie ucieczkę od niego, to nie są aspekty do skalkulowania i oceny a priori,

      ad.4
      wbrew pozorom w korporacjach i biznesie bardzo nieliczni się przebiją, to nie dla was, o ile dzieci rosną, i rośnie radość i wartość z ich posiadania, to wasza wartość na rynku pracy maleje, to nie da wam satysfakcji życiowej, wręcz odwrotnie przyniesie wielkie rozczarowania

      jak w tej edukacji, tych nic nie wartych papierów wyższego wykształcenia, przyjmujecie te sam wygodny chwilowo ale generalnie fałszywy obraz „łatwo i przyjemnie” i nie przejmować się przyszłością, a potem płacz i beznadzieja

      dziewczyny zachowujecie się jakbyście miały żyć wiecznie, i to wiecznie młode, tak nie będzie, wasz czas jest policzony, jest to czas liczony na urodzenie i wychowanie dzieci, taka jest natura a szczęście to nie jest darmowy i bezstresowy obiad,





      • gree.nka Re: Każda kobieta prędzej czy później chce dzieck 20.04.13, 10:30
        to niesprawiedliwe co piszesz.
        Ja nie mam dzieci bo mnie nigdy na nic nie było stać. Zawsze byłam przeliczona na pieniądze przez potencjalnych partnerów i zawsze wychodziło, że im się nie opłaca. W obecnej sytuacji również nie będę mogła mieć dziecka ze względu na chorobę.
        Coś zabawnego może dopiszę, takie P.S.
        Za oknem pracuje mój niedoszły narzeczony - kiedyś, dawno. Moi rodzice go lubią i są zachwyceni nim i tym co robi, on lubi ich - w zasadzie obie strony się lubią.
        Teraz będzie to śmieszne, ma żonę i dzieci, ale to nie zmienia że się lubią.
        Ja myślę, że moim rodzicom jest szkoda, że nie jest ich zięciem i że te dzieciaki nie są ich wnukami.
        • astrofan odp. dla gree.nka i kora3 20.04.13, 11:38
          moja wypowiedź jak na standardy forum i tak była długa, nie ogarnia jednak całej rzeczywistości i wszystkich sytuacji, a tylko wycinek adresowany tymi punktami

          nie piszę o chorych, o tych którym faktycznie nie trafiło się ułożyć rodziny, a także o wewnętrznych rzeczywistych samotnikach, mniszkach itp., to są odrębne kategorie, ale w normalnym społeczeństwie są to zdecydowanie przypadki marginalne,

          ale wartość i standard ich życia warunkowany jest jakie wartości wyznaje reszta, jeżeli najgłośniej mówiące są te zdeklarowane bezdzietne (tak to określmy) a reszta owczym pędem przyjmuje to jako normę społeczną, to nie jest dla nikogo dobre, ani dla tej większości dla której dzieci w rzeczywistości byłby zasadniczą radością i sensem życia, ani dla tych z różnych powodów bezdzietnych

          problem w tym że ten głos ideowych bezdzietnych, w imię tzw. swobody zaczyna dominować,

          jest dokładnie jak z tym wykształceniem, najpierw chwalenie sobie swobody wyboru, łatwo i przyjemnie a potem oczekiwanie wsparcia i zabezpieczenia przez tych którzy ciężko pracowali, gdzie teraz ich ta samodzielność, ta przyjemność, ta swoboda decydowania o własnym losie?

          a co do warunków, ludzie mieli dzieci i wojnę, wasi rodzice lub dziadkowie tak się urodzili, to kolejny okropny trend "dzieci dla zamożnych", ale także same przyczyniacie się do jego propagowania

          /czas budować wędzarnię, więc na tym kończę dziś ;)/

          • simply_z Re: odp. dla gree.nka i kora3 20.04.13, 12:03
            nie sadze,zeby tak bylo jak mowisz. Ludzie na ogol posiadaja instynkt rozmnazania i zadne mody czy komfort tego raczej nie zmienia, Mysle ,ze jesli ktos chce i moze miec dzieci ,to je bedzie miec wczesniej czy pozniej. Piszesz o pracy na etacie ,a niby lekarze nie sa na etacie ? etat w dzisiejszych czasach daja jakas tam gwarancje i praca staje sie powoli dobrem luksusowym ,a wolne zawody i wlasne firmy na ogol wiaza sie z wiecznym uzeraniem z klientami i zusem.
            • kora3 Racja Simply, dodam jeszcze 20.04.13, 12:28
              ze znam naprawde sporo kobiet, które pracujac na etacie w zawodach wymagających zaangazowania (lekarki, prawniczki, pracownice naukowe, menadżerki, dziennikarki itd.) mają dzieci i mają je z wyboru i checi posiadania ich oraz potrafią to pogodzić z pracą.

              I ta praca nie jest nierzadko pracą "z przymusu", bo bez niej nie starczyloby rodzinie na zycie, ale pracą z przyjemnoscią, ochotą. Tu dochodzimy chyba do sedna: otoż norma spoleczna zmienila się o tyle, że teraz posiadanie dużej rodziny z niepracujacą matką tejże przestało już od dawna być standardem. Kobiety kształcą się, spełniają w pracy i chcą to robic. Jednoczesnie spełniają się jako matki, ale na ogół z liczbą dzieci max. trójka, czesciej 1-2.
              Zwyczajnie nie chca być już TYLKO zonami i matkami, ale równiez spełniać się w pracy, hobby. I wcale nie jest to "wynalazek" taki nowy. :)

              Za czasów mlodosci moich dziadków na nadszym rodzinnym Sląsku pracująca żona górnika to było dziwo:) Do takich "dziw" nalezała moja babcia. Byla ona "dziwem" jeszcze do przejscia, bo byla pielęgniarką, zatem jej zawod był w oczach ówczesnego gorniczego spoleczeństwa potrzebny i godny szacunku. To samo tyczylo się lekarki, czy nauczycielki. Ale już szanujący się górnik nie poszedłby na to, żeby jego kobita była np. sklepową, czy tramwajarką. Bo to znaczyłoby, ze wygnał babe do roboty, którą moze wykonywać chop, a sam nie umi zarobić na rodzinę :)
              Już pokolenie poźniej - czyli w czasach młodosci mej mamy standardy (takze na konserwatywnym w tej mierze Sląsku) były inne. Jasne bylo raczej, że moja mama i ciotka bedą pracowaly, a nie byly "przy mezach", skoro skończyly studia. I tak było. A ich siostra, moja druga ciotka nie pracowała, bo wyszla za mąż zaraz po maturze i nie mając, jak to sie na Sląsku mówilo "szkoły" co niby mialaby robić? W sklepie siedzieć? Na poczcie? Sprzatac?
              Dyć na to mój wujek, dumny inżynier :) nigdy by nie poszedł:) Wstyd by to był - babę bez szkoły pognałby do roboty, znaczy sam nierób, bo zarobić nie umie.
            • mam.kaszel Re: odp. dla gree.nka i kora3 20.04.13, 14:02
              Wpływ społeczno - kulturowy na nasze życie jest ogromny (w tym moda, ale w przypadku tematu rozmnażania przede wszystkim trendy wynikające z warunków ekonomicznych i innych, takich jak "przedłużony okres młodości", "wyzwolenie kobiet"). Ludzie już mają dzieci coraz później i decydują się na jedno, dwoje. Troje dzieci to już komentarze: "ale masz bandę", "wszystkie Twoje???". I tak samo modyfikacji może ulec to, że pewna część ludzi w społeczeństwie się nie rzomnoży (bo kariera, bo "spędzanie sobót z książką i kubkiem herbaty", bo podróże zagraniczne itd. itp. ) Przypuszcam,że u części kobietpresja społeczno - kulturowa na bycie "wyzwoloną kobietą", "realizowanie siebie" jest w stan zagłuszyć naturalną chęć zostania matką. A u mężczyzn? pewnie jak zawsze, zrobią to, na co będą mieli ochotę.
          • kora3 Myslę Astro, że mylisz chronologię 20.04.13, 12:10
            że tak powiem zdarzeń:)
            Już kilka razy Ci o tym pisalam - ale mogło przecież Ci umnknąć.
            Otoz, Twoim zdaniem jak zrozumialam, bezdzietnośc staje sie norma spoleczną, bo od ludzi zdeklarowanych jako niechcacy mieć dzieci inni przejmują ich idee.
            Nic bardziej mylnego Astro :) Naprawdę wiekszośc ludzi CHCE mieć dzieci o wiekszosc te potrzebę realizuje.

            Różnica w normie społęcznej polega nie na tym, że ktoś chcący zmienia zdanie, a na tym, że ktoś kto niechce naprawdę mieć dzieci, widząc ludzi, którzy nie maja i nie boją/ nie wstydzą się o tym mówić i to realizować dołącza do nich.

            Podobnie rzecz ma się z liczbą dzieci, momentem ich pojawiania się w życiu człowieka, czy szerzej - pary. Kiedyś jakims tam standardem było, by dziecko pojawilo się rok po ślubie:) no gora 2 lata. Jesli się nie pojawiło - zaraz byly domysły dlaczego, a młozi malzonkowie przejmowali się tymi domyslami i pytaniami. A teraz juz nie :)

            Ty odwracasz kolejnośc: przyczyna - skutek. Naprawde wydaje Ci się, że ktos kto pragnie mieć dziecko, poczytawszy na forum np. mnie uzna, ze jednak nie chce? No co Ty?:)
            Moja własna siostra, która dokladnie znala mój pogląd na MOJE nieposiadanie dzieci, do ok. 30-stki nie czuła potrzeby bycia matką. Ale nie z powodu "zapatrzenia się" na starszą siostrę :) Ona od "zawsze" deklarowała cheć bycia mamą, ale niekoniecznie w wieku 20 lat i niekoniecznie gromady dzieci.
            Pragnienie posiadania dziecka pojawiło się u niej krótko po 30-tce i bylo b. silne, tak bardzo, że obiektywne przyczyny na "nie" (nie jakieś dramatyczne, ale realne) nie miały wplywu na decyzje o staraniu się o dziecko. Udalo się, a w planach, za jakieś 2 lata jest jeszcze jedno. No i fajnie. :)

            Gdyby było, jak mówisz, moja siostra powinna z nagła "zejsc" ze swoich planow "dzieciowych", bo przecież ma wzorzec osoby bezdzietnej z wyboru, czyli mnie, bardzo jej bliski i taki, który w wielu innych dziedzinach życia jest i byl dla niej autorytetem.


            Mysle, że dla wielu ludzi, którzy nie pragną nieć dzieci, przyklad innych ludzi, którzy zdecydowali się na to, by nie robić tak powaznej rzeczy wbrew sobie, pomaga im podjąc decyzję o braku potomstwa, czesto wbrew opinii najbliższego otoczenia. Ale nie jest tak absolutnie, ze ktoś bardzo chce, ale popatrzy np. na mnie i zmienia zdanie:)
      • kora3 Odniosę się tylko do plt. 3 Astro 20.04.13, 10:51
        astrofan napisał:


        > ad.3
        > a jakie czujesz potrzeby?

        rózne się czuje i różnych sie nie czuje. Np. ja nie czuję potrzeby posiadania domu z ogródkiem, bo jestem "zwierzę" miejskie, a wieś lubie wakacyjnie i wekeendowo. Tymczasem dla wielu ludzi własny dom to marzenie, w każdym razie plan do zrealizowania.

        i co to ma do rzeczy?

        No sporo, bo nie każdy chce w życiu być okretem dryfującym, który napotyka, co przyniesie morzw. Niektorzy, zapewne malo romantyczni, chcą mieć stery i z nich korzystać :)

        nie sposób mówić o smaku budyni
        > u zanim się go nie spróbowało (zasada pragmatyczna),


        No wiesz, ie nazwalabym tego pragmatycznym. Jest to stara zasada "nie wierz gębie (temu co mowią inni), położ na zebie (sprawdź, sam posmakuj). Niby dobre, tylko co jesli z tym budyniem i zasadą wyskoczy do Ciebie zaćpane Twoje dziecko: "No tatusiu, chcialem sprwdzić jaki to "budyń"" - pragmatycznie?

        Człowiek w życiu nie powinien uczyć się tylko na błędach i tylko na swoich. Obserwacja otoczenia i samego siebie tez powinna dostarczać mu informacji.

        nie przypadkiem każdy kto
        > ma dziecko, nawet wcześniej nie czując potrzeb mówi że to najważniejsze w ich
        > życiu


        To jest całkowita nieprawda Astrofanie, choć tak być powinno. Jest wielu ludzi, którzy majac dzieci nie interesują się nimi, albo je krzywdzą . Są też tacy, którzy nie mogą ze strony dzieci liczyć na wdziecznośc i pomoc.

        Oczywiscie - powyzsze to wcale nie argument za tym, by dzieci nie miec. Zwyczajnie fakt.
        Natomiast zupelnie nie zgadzam się z tym, że człowiek ma się realizować rozpłodowo nie baczac na swe potrzeby i odczucia.
      • berta-death Re: Każda kobieta prędzej czy później chce dzieck 20.04.13, 13:08
        Astrofanie, nie ma czegoś takiego jak chęć posiadania dziecka, zwłaszcza instynktowna. Jest popęd seksualny, który w zupełności wystarcza do przetrwania gatunku. I odkąd ludzie zauważyli związek pomiędzy seksem a posiadaniem dzieci, odtąd nieustannie udoskonalają metody antykoncepcji. Co świadczy jednak o tym, że nikt tych dzieci mieć nie chce. Te co są to najczęściej wpadkowe. Nie bez powodu mówią, że połowa ludzkości pochodzi z kalendarzyka a połowa z pękniętych gum. Instynkt włącza się jak już ta wpadka przyjdzie na świat. Dzięki temu większość noworodków nie kończy w beczkach na kapustę i większość niemowląt nie wypada z kocyków. Większość dzieci wzbudza też pozytywne emocje dzięki czemu będąc kompletnie bezbronnymi najczęściej nie padają ofiarami obcych osób i udaje im się dożyć dorosłości.

        A to, że ktoś gada, że chce dziecko to nie dziwi. Większość osób gada też, że chce samochód, domek z ogródkiem, psa, wakacje w Egipcie, dyplom wyższej uczelni, wysokie zarobki, markowe ciuchy i dobrą pracę. Są to rzeczy absolutnie nieuwarunkowane biologicznie. Normy społeczno kulturowe wykreowały modę na takowe a ludzie tak jakoś mają, że chcą być tacy jak inni. Wszyscy na około mają bobasy, bobasy są w reklamach, filmach, serialach, nawet samemu wychowało się w rodzinie gdzie były dzieci bo przecież nikt z księżyca nie spadł. Ludzie najzwyczajniej w świecie nie znają życia bez rodziny i bez dzieci, zatem nic dziwnego, że dążą do tego, żeby żyć wg utartych schematów. A do tego, jak wspomniałam wyżej dzieci wzbudzają pozytywne emocje, które mogą się niekiedy komuś pomylić z instynktem rodzicielskim. To, że komuś na widok dziecka uruchamia się obszar mózgu pt. jaki fajny śmieszny bobas, służy temu, żeby tego bobasa nie rozdeptać, nie uderzyć, nie popchnąć, nie zostawić samego w potrzebie a nie temu, żeby sobie zrobić takiego samego. Młody homo sapiens do przetrwania wymaga wkładu więcej niż jednej osoby, dlatego na ogół wszystkie dorosłe osobniki w stadzie mają do niego pozytywny stosunek.
        • mam.kaszel Re: Każda kobieta prędzej czy później chce dzieck 20.04.13, 13:46
          Liczę na to,że Twoja wypowiedź to kpiny, jeśli jednak nie, to chciałabym zauważyć, że jesteś w błędzie. Wynalezienie i stosowanie antykoncepcji przez ludzkość nie jest dowodem na to,że ludzkość się nie chce rozmnażać. Jest przejawem tego,że ludzkość się nie chce rozmnażać w sposób niekontrolowany oraz przejawem tego,że seks ma 3 podstawowe funkcje (więziotwórcza, prokreacyjna, zaspokojenie libido) i stosowanie antykoncepcji pozwala na zaspokojenie tych dwóch pozostałych bez równoczesnego rozmnażania.
          Co do instynktu macierzyńskiego:owszem uruchamia się, gdy kobieta zachodzi w ciążę, rodzi dziecko. Jednakże chęć przedłużena własnych genów oraz dążenie do prokreacji jest wpisana w ludzką naturę. I jest wpisana w popęd seksualny. Podejrzewam jednak, że Twoje przemyślenia to po prostu tzw. wiedza potoczna(czyli coś, co sama wymyśliłaś), więc może nie będę dalej polemizować.
          • berta-death Re: Każda kobieta prędzej czy później chce dzieck 20.04.13, 13:54
            A po co zwierzęciu potrzeba posiadania potomstwa, skoro nie rodzi się z wiedzą dotyczącą tego skąd to potomstwo ma wziąć? Nawet nie byłby w stanie zaspokoić tej potrzeby. Wystarczy mu potrzeba seksu.
            • mam.kaszel Re: Każda kobieta prędzej czy później chce dzieck 20.04.13, 14:10
              Nie jestem zoologiem, ale z tego co wiem, patrząc na mojego kota-przybłędę (sorry, Charlie, ale zostałaś przygarnięta), to zwierzęta "uprawiają seks" dokładnie tylko wtedy, gdy są płodne. Tak więc potrzeba posiadania potomstwa i - wiedza nie, lecz umiejętności, jak to zrobić, zwierzątka mają po prostu w genach. A robią to po to, by przedłużyć gatunek. Też mają to wpisane w geny,w swoją egzystencję. Widziałaś kiedyś kocicę, oblizującą swoje młode? ma taką samą zadowoloną minę wtenczas, jak po zeżarciu Gourmet. więc chyba zwierzętom jest tak po prostu dobrze.
              Co do homo sapiens, jest to gatunek dość specyficzny. I u niego potrzeba seksu wiąże się z innymi rzeczami jescze, oprócz zapłodnienia.
              • kora3 Re: Każda kobieta prędzej czy później chce dzieck 20.04.13, 15:07
                mam.kaszel napisała:

                > Nie jestem zoologiem, ale z tego co wiem, patrząc na mojego kota-przybłędę (sor
                > ry, Charlie, ale zostałaś przygarnięta), to zwierzęta "uprawiają seks" dokładni
                > e tylko wtedy, gdy są płodne. Tak więc potrzeba posiadania potomstwa i - wiedza
                > nie, lecz umiejętności, jak to zrobić, zwierzątka mają po prostu w genach. A r
                > obią to po to, by przedłużyć gatunek.


                To nie tak wniośle Mam:) Zwierzaki mają ochote na seks podczas rui, a podczas niej są płodne. To nie jest w zaden sposob wyrozumowane - tak je stworzyla natura. Poza rują nie mają samice ochoty na seks, a samce nie szukają samic bez rui do seksu.
                To nie ejst tak, ze wierzeta robią to, by przedłuzyć gatunek - one sie nad tym nie zastanawiają, ani nie mają na to wplywu- mają ruję, mają ochote na seks, a konsekwencją tego seksu jest zapłodnienie. Natura to reguluje, bo gdy nie ma warunków bytowych na potomstwo, samice są wygłodzone to ruja nie wystepuje a z jej brakiem nie wystepuje ochota na seks. Z kolei gdy dojdzie do rozmnazania i nie ma warunków na wychowanie (wcale, albo tylu ile jest ) osobników z miotu samica je pozbawia życia, albo porzuca na pewną smierc. Nie ma w tym krzty okrucieństwa, to prawa natury.

                > Co do homo sapiens, jest to gatunek dość specyficzny. I u niego potrzeba seksu
                > wiąże się z innymi rzeczami jescze, oprócz zapłodnienia.


                Nie tylko oprócz, ale przede wszystkim POZA zaplodnieniem :) Kobieta w ciagu zycia rodzi dalece mniej potomstwa niż wynikaloby to z jej "potencjału rozrodczego".
                • mam.kaszel Re: Każda kobieta prędzej czy później chce dzieck 22.04.13, 09:52
                  Och, God....
                  przecież Ty piszesz dokładnie to samo co ja, tylko innymi słowami. Jak myślisz,pisząc "zwierzątka mają to w genach" miałam na myśli świadome rodzicielstwo czy raczej "poddanie się naturze"?


                  > > Co do homo sapiens, jest to gatunek dość specyficzny. I u niego potrze
                  > ba seksu
                  > > wiąże się z innymi rzeczami jescze, oprócz zapłodnienia.

                  >
                  > Nie tylko oprócz, ale przede wszystkim POZA zaplodnieniem :) Kobieta w ciagu zy
                  > cia rodzi dalece mniej potomstwa niż wynikaloby to z jej "potencjału rozrodczeg
                  > o".
                  >
                  A o ironii, sarkazmie bądź powiedzeniu czegoś z przymrużeniem oka syszaaś, hę? ;)
          • kora3 Też sadze, ze B. zartowała :) 20.04.13, 14:02
            co do Twej wypowiedzi - jesli chodzi o role seksu o ludzi to nie jest ona taka prosta, jak by sie zdawało. W prymitywnych spolecznościach więzowtówrcze znaczenie seksu było znikome. Przede wszystkim chodziło w równej czesci o zspokojenie potrzeb seksualnych, co rozmnazanie. Albowiem w tych kulturach liczba ludzi w plemieniu wyznaczała jego status - ogólnie mówiac. Monogamia nie istniala - mezczyzna tak, jak samiec mial zapladniac mozliwie najwiecej samic. Mowa o samcu silnym, a samoicach takze silnych i dorodnych. Słabe samce apładnialy slabe samice, z czego rodzilo sie słabe i mało znaczące potomstwo - dokladnie tak samo, jak w stadach zwierzecych.

            Wiezotówrcza rola seksu jest tak naprawdę pomysłem nowozytnym i to mlodo nowozytnym. Jeszcze 100 lat temu w naszej kulturze niczym nadzwyczajnym nie było to, że mezczyzna piszący strofki i serenadki z milosci do ukochanej (skonsumowanej czy nie - mowa o konsumpcji miłosci, a nie ukochanej rzecz jasna) całkiem normalnie korzystał z prostytutek, metres, burdeli, domów uciech czy jak tam nazwiesz :) i yak zaspokajał potrzebę seualną (nie prokreacyjną). A prokreacyjną zaspokajał z legalną zoną - niezaleznie od zachochania sie w w innej i korzystania z burdelu, bo taka była norma spoleczna.

            Zatem jak widać realizacje potrzeb potrzeb realizwanych poprzez seks mozna rozdzielić:) i dzialo sie to z powodzeniem przez lata ludzkiej cywilizacji. Zatem nie przypisujmy tyemu jakiegos pierwotnego sensu w pakiecie x3:)
            • mam.kaszel Re: Też sadze, ze B. zartowała :) 20.04.13, 14:17
              Ja się nie podjęłam analizy roli seksu w życiu człowieka, w dodatku na przestrzeni lat. Wymieniłam tylko 3 podstawowe funkcje seksu.
              A to co napisałaś, tylko dodało argumentów temu, co napisałam. Tak oczywiście, te 3 funkcje można rozdzielić. Przecież nadal stosunkowo powszechne jest, że faceci mając żonę, korzystają z burdeli. Nie chce wnikać w to, jaką potrezbę w tym momencie zaspokajają.
              A odnosząc się do tego, co napisałaś. JAk myslisz, jak czuły się te żony i kochanki? To,że normą było,że facet bzykał prostytutki, bo "narzeczona" musiała zachować "czystość", nie oznacza, że to było prawidłowe i normalne. Jest to ściśle związane z uciemiężeniem kobiet. Które nie miały prawa do seksu.
            • mam.kaszel Re: Też sadze, ze B. zartowała :) 20.04.13, 14:33
              Wiezotówrcza rola seksu jest tak naprawdę pomysłem nowozytnym i to mlodo nowozy
              > tnym.
              Z tym się nie zgodzę. Ta funkcja istniała, ale była słabo wykorzystywana. Tak myślę.
              A co do społeczności pierwotnych, to się nie wypowiadam, bo się nie znam.
              W ogóle rola seksu to jest bardzo złożona. Tak mi się przypomniał motyw pederastii w starożytnej Grecji, np.
              • kora3 Re: Też sadze, ze B. zartowała :) 20.04.13, 14:57
                Nie trzeba być znawcą - wystarczy poczytać na temat.

                Seks tak naprawdę nie wiąze -to odwrotnie dziala - gdy czlowiek kocha chce bliskości takze seksualnej, gdy seks nie ejst zwiazany z uczuciami ta bliskosc wcale się nie rodzi z seksu
                • mam.kaszel Re: Też sadze, ze B. zartowała :) 20.04.13, 15:10
                  Tak, dokładnie tak jak napisałaś-gdy pomiędzy ludźmi jest uczucie, to dążą do seksu. I właśnie na tym polega więziotwórcza rola seksu. Że wzmacnia związek. Więź między zakochanymi osobnikami nabiera nowego charakteru.
                  • kora3 Re: Też sadze, ze B. zartowała :) 20.04.13, 15:13
                    hmmm ale znane wszak sa milosci platoniczne, które trwaja i takie z seksem, ktore się kończa :)
                    Seks w milosci to konsekwencja tejże, a nie przyczyna :) Seks moze zaistnieć bez milosci, a milość bez seksu
                    • mam.kaszel Re: Też sadze, ze B. zartowała :) 20.04.13, 15:41
                      No tak oczywiście,że może być seks bez miłości lub miłość bez seksu. Ale to nie przeczy temu,że może też być miłość z seksem. I w tym trzecim przypadku, uaktywnia się rola seksu, jaką jest wzmacnianie więzi między partnerami. I tworzenie nowego charakteru więzi już istniejącej. Wzbogacanie jej o inny wymiar. No i to jest właśnie ta więziotwórcza rola seksu.
                      I polemizowałabym,z twierdzeniem,że seks nie jest w stanie wygenerować miłości, zważywszy na fakt, że ludzie jednak częściej najpierw idą do łóżka, a pożniej wyznają sobie miłość. Oczywiście nie jest to skutkiem tego,że uprawiali seks. Jednak bliskość, w tym fizyczna,ma duże znaczenie w tworzeniu się przywiązania, ktore jest ważnym elemnetem zjawiska zwanego miłością. To w temacie tego, czy seks jest przyczyną czy konsekwencją miłości. Tak naprawdę to się miesza ze sobą. Miłość to moim dalszy etap zakochania. A ważną częścią zakochania jest seks. Tak z psychobiospołecznego punktu widzenia.
                      • kora3 Re: Też sadze, ze B. zartowała :) 20.04.13, 15:46
                        I tak i nie ... co prawda, wcale nieprawda:),ze ludzie najpierw ida do łozka, a potem wyznają sobie miłośc - zalezy :) Bywa, ze wyznają wczesniej, bywa, ze po seksie wcale nie wyznają. Bywa też, ze "sekszą się" kochając kogoś innego - to nie takie oczywiste Mam. kaszel.
                        • mam.kaszel Re: Też sadze, ze B. zartowała :) 20.04.13, 16:11
                          Ale to była generalizacja, ze ludzie częściej najpierw robią fiku miku, a później sobie mówią kocham Cię, i to tylko w odniesieniu do dłuższych znajomości, takich gdzie i miłość, i seks. I to takich stereotypowych, gdzie najpierw jest faza randek. I chodziło mi tu o dorosłych ludzi, czyli tak plus minus od około 30-stki.
                          • kora3 Re: Też sadze, ze B. zartowała :) 20.04.13, 16:23
                            Tak, wiem ...

                            Wiesz, generalnie, to ten watek, jak wiele innych w temacie pokazuje ciagle ten sam "problem" - - problem, ktory mają ludzie majacy dzieci z tymi, ktorzy ich nie mają. Ogólnie rzecz jasna.

                            Osobiscie nigdy bym obcej osoby w realu nie zapytała dlaczego nie ma dzieci, albo ma ich 10 - cioro. To sa osobiste sprawy. Zauwazam jednak, że niektórzy ludzie mają jakieś "problemy" z tym, ze ktoś nie ma dzieci, albo przeciwnie "ma ich za duzo". Dla mnie to kosmos. Mozna o tym pogadać, gdy ktoś pyta o zdanie (jak na forum), ale przede wszystkim nie mozna transponować stereotypów i swoich odczuć na innych. TAKŻE w temacie "dzieciowym".
                            • mam.kaszel Re: Też sadze, ze B. zartowała :) 20.04.13, 16:47
                              Ja dzieci nie mam, (ale mam bogate doswiadczenie w zajmowaniu się nimi), chcę mieć i to więcej niż dwoje. I nie mam problemu żadnego z tymi, którzy dzieci nie mają. Ale śmieszy mnie to, jak ktoś twierdzi,że nie ma dzieci, bo nie mógłby robic tego i tamtego, np. podróżować po świecie, a to jest lepsze niż bycie rodzicem. To są po prostu rzeczy, których się nie porównuje. I według mnie chęć bycia rodzicem jest czymś naturalnym, a jak ktoś tego nie ma to niestety czegoś mu brakuje. Takie mam zdanie i wiem,że niekoniecznie wszyscy muszą mieć takie samo.To nie jest norma,że ludzie nie chcą mieć dzieci. Tzn właśnie staje się normą. Bo coraz więcej jednostek deklaruje, że nie chce mieć dzieci. Ciekawe, skąd się to bierze. Ja rozumiem osoby, które nie czują potrzeby mieć dziecka. Ale nie rozumiem wyjasnień "bo nie chcę stać się robotem, niewolnikiem".
                              • kora3 Re: Też sadze, ze B. zartowała :) 20.04.13, 16:59
                                mam.kaszel napisała:

                                > Ja dzieci nie mam, (ale mam bogate doswiadczenie w zajmowaniu się nimi), chcę m
                                > ieć i to więcej niż dwoje. I nie mam problemu żadnego z tymi, którzy dzieci nie
                                > mają. Ale śmieszy mnie to, jak ktoś twierdzi,że nie ma dzieci, bo nie mógłby r
                                > obic tego i tamtego, np. podróżować po świecie, a to jest lepsze niż bycie rodz
                                > icem.


                                Dlaczego? O ile ten ktoś nie mówi/ pisze, ze jest lepsze dla wszystkich, a uwaza, że dla nIEGO, to ma rację. Tak uwaza w temacie SWEGO Zycia. Uwazasz, źe wiesz lepiej czego chce ta osoba, niż ona sama?


                                To są po prostu rzeczy, których się nie porównuje. I według mnie chęć byc
                                > ia rodzicem jest czymś naturalnym, a jak ktoś tego nie ma to niestety czegoś mu
                                > brakuje.


                                Błąd - Ty uważasz, ze TOBie czegoś brakuje/ barkowaloby, gdybyśnie byla rodzicem i nie ma powodu trasponować swych odczuć na innych. Mnie np. brakowaloby czegoś, gdybym nie pracowala, ale nie uwazam, ze kazda kobieta MUSI pracować :)


                                Takie mam zdanie i wiem,że niekoniecznie wszyscy muszą mieć takie sam
                                > o.To nie jest norma,że ludzie nie chcą mieć dzieci.


                                Jasne, ze to nie jest norma, bo norma to jest to, co reprezentuje wiekszosc, a wiekszosc mieć chce. No i?

                                Tzn właśnie staje się normą

                                Nieprawda

                                > . Bo coraz więcej jednostek deklaruje, że nie chce mieć dzieci.

                                Ale nadal nie jest to wiekszosc. Normą staje się natomiast, ze ludzie nie mają dziecu "na sile", gdy nie chcą i nie mają oporów, by to powiedzieć :)

                                Ciekawe, skąd s
                                > ię to bierze. Ja rozumiem osoby, które nie czują potrzeby mieć dziecka.


                                No to fajnie :)

                                > Ale nie rozumiem wyjasnień "bo nie chcę stać się robotem, niewolnikiem".


                                Bo te osoby tak postrzegają siebie w sytuacji posiadania dziecka. Maja prawo
                                • mam.kaszel Re: Też sadze, ze B. zartowała :) 20.04.13, 17:49
                                  > mam.kaszel napisała:
                                  >
                                  > > Ja dzieci nie mam, (ale mam bogate doswiadczenie w zajmowaniu się nimi
                                  > ), chcę m
                                  > > ieć i to więcej niż dwoje. I nie mam problemu żadnego z tymi, którzy dzie
                                  > ci nie
                                  > > mają. Ale śmieszy mnie to, jak ktoś twierdzi,że nie ma dzieci, bo nie mó
                                  > głby r
                                  > > obic tego i tamtego, np. podróżować po świecie, a to jest lepsze niż byci
                                  > e rodz
                                  > > icem.

                                  >
                                  > Dlaczego? O ile ten ktoś nie mówi/ pisze, ze jest lepsze dla wszystkich, a uwaz
                                  > a, że dla nIEGO, to ma rację. Tak uwaza w temacie SWEGO Zycia. Uwazasz, źe wies
                                  > z lepiej czego chce ta osoba, niż ona sama?
                                  >
                                  Nie uważam. Chodziło mi o osoby, które się wypowiadają za ogół, a nie za siebie. (w domysle:chowanie potomstwa jest dla plebsu, to co ja robię jest lepsze).
                                  >
                                  > To są po prostu rzeczy, których się nie porównuje. I według mnie chęć byc
                                  > > ia rodzicem jest czymś naturalnym, a jak ktoś tego nie ma to niestety cze
                                  > goś mu
                                  > > brakuje.

                                  >
                                  > Błąd - Ty uważasz, ze TOBie czegoś brakuje/ barkowaloby, gdybyśnie byla rodzice
                                  > m i nie ma powodu trasponować swych odczuć na innych. Mnie np. brakowaloby czeg
                                  > oś, gdybym nie pracowala, ale nie uwazam, ze kazda kobieta MUSI pracować :)
                                  >
                                  Pisałam o chęci bycia rodzicem a nie o byciu rodzicem. Chodzi mi tutaj o to,że chęć bycia rodzicem jest naturalnym etapem w rozwoju człowieka. I jak ktoś nie odczuwa takich potrzeb, to jest z biologicznego punktu widzenia wybrakowanym egzemplarzem. TYLKO z biologicznego. piszę o tym w odniesieniu do poglądów,że zarówno potrzeba bycia rodzicem jest normalna, jak i brak takiej potrzeby. Nie zgadzam się z tym. Co nie znaczy, że chciałabym, aby osoby, które nie czują potrzeby rozmnożenia się, tłumaczyły mi się z tego. To ich sprawa. Lub czuły gorsze. No niektórzy tak po prostu mają, jedna według mnie jest to w pewien sposób jakiś brak.
                                  >
                                  > No to fajnie :)
                                  >
                                  > > Ale nie rozumiem wyjasnień "bo nie chcę stać się robotem, niewolnikiem".
                                  >

                                  >
                                  > Bo te osoby tak postrzegają siebie w sytuacji posiadania dziecka. Maja prawo
                                  >
                                  >
                                  Jeżeli te osoby tak postrzegają siebie, to spoko, ja neguję tylko postrzeganie rodzicielstwa w ten sposób ogólnie.
                                  • kora3 Re: Też sadze, ze B. zartowała :) 20.04.13, 19:01
                                    mam.kaszel napisała:

                                    > >
                                    > Nie uważam. Chodziło mi o osoby, które się wypowiadają za ogół, a nie za siebie
                                    > . (w domysle:chowanie potomstwa jest dla plebsu, to co ja robię jest lepsze).


                                    AAAA no tak samo glupie, jak to ze kazdy chce mieć dzieci, tylko nie sprobowal :)
                                    > >

                                    > Pisałam o chęci bycia rodzicem a nie o byciu rodzicem. Chodzi mi tutaj o
                                    > to,że chęć bycia rodzicem jest naturalnym etapem w rozwoju człowieka. I jak kt
                                    > oś nie odczuwa takich potrzeb, to jest z biologicznego punktu widzenia wybrakow
                                    > anym egzemplarzem.


                                    Czy ja qiem, nawet jesli to czlowiek to nie zwierzak - ma prawo :)

                                    > Nie zgadzam się z tym. Co nie znaczy, że chciałabym, aby osoby, które nie czują
                                    > potrzeby rozmnożenia się, tłumaczyły mi się z tego. To ich sprawa. Lub czuły g
                                    > orsze. No niektórzy tak po prostu mają, jedna według mnie jest to w pewien spos
                                    > ób jakiś brak.


                                    Mozliwe. Wg mnie np. ktoś kto nie pracuje i nie chce pracowac jest w jakiś sposób wybrakowany, tak samo, jak osoba, która nie chce się uczyć, rozwijac . No i ?
                                    > >

                                    > >
                                    > Jeżeli te osoby tak postrzegają siebie, to spoko, ja neguję tylko postrzeganie
                                    > rodzicielstwa w ten sposób ogólnie.


                                    a to ja tez nierozumiem - w;lasny punkt widzenia to wlasny, a nie obligatoryjny
                              • berta-death Re: Też sadze, ze B. zartowała :) 21.04.13, 22:42
                                Odróżniaj powód od pretekstu. Zazwyczaj chodzi o brak chciejstwa posiadania dziecka a nie niechęć z konkretnego powodu. I temu brakowi chciejstwa dorabia się różne preteksty, najczęściej pochodzące z obiegowych, stereotypowych opinii o bezdzietnych, albo są to podkoloryzowane teksty dzieciatych narzekających na swoje potomstwo. Narzekających często w formie żartów.

                                Np ja. Nie mam dzieci i nie chcę ich mieć, ale nie jestem w stanie podać żadnego konkretnego, niemożliwego do obalenia powodu tej niechęci. Ot, zwykły brak chciejstwa i tyle. Natomiast jakbym została postawiona przed faktem dokonanym i musiała się zająć jakimiś dziećmi, bo np ich rodzice umarli, odebrano im prawa rodzicielskie czy stało się cokolwiek innego a ja jestem ich najbliższą rodziną, to przecież nie odstawiłabym ich do domu dziecka. Pewnie starałabym się znaleźć im innego opiekuna, ale jakby się nie udało to nie byłoby tragedii, nie czułabym się wykorzystana, straumatyzowana ani nie miałabym poczucia, że świat runął mi na głowę i teraz to tylko poświęcenie, niewolnictwo i wieczne męki mnie czekają. Przecież to by było jakieś neurotyczno paranoidalne myślenie. Jakoś bym sobie poradziła, chyba, że tych dzieci faktycznie byłoby z dziesięcioro. Wtedy byłoby trudniej, ale też przy odrobinie dobrej woli można jakoś to ogarnąć. W końcu wszystko jest dla ludzi, nawet wielodzietność.
                            • berta-death Re: Też sadze, ze B. zartowała :) 21.04.13, 22:28
                              > Osobiscie nigdy bym obcej osoby w realu nie zapytała dlaczego nie ma dzieci, al
                              > bo ma ich 10 - cioro. To sa osobiste sprawy. Zauwazam jednak, że niektórzy ludz
                              > ie mają jakieś "problemy" z tym, ze ktoś nie ma dzieci, albo przeciwnie "ma ich
                              > za duzo". Dla mnie to kosmos.

                              Nie kosmos, tylko najzwyklejsza chęć pastwienia się nad bliźnim. Może pastwienie to zbyt mocne słowo, ale na pewno w podtekście gdzieś jest dowartościowanie się kosztem takiego kogoś i podokuczanie mu. Nie jest tajemnicą, że za niestandardowymi modelami reprodukcyjnymi kryją się jakieś niepowodzenia, o których ludzie nie szczególnie chcą pamiętać i się nimi chwalić. I nie trzeba być jasnowidzem, żeby się zorientować, że ktoś kto w bardzo młodym wieku urodził dziecko, zaliczył wpadkę. Że ktoś kto urodził dziecko w późnym wieku prawdopodobnie miał jakieś problemy zdrowotne albo związkowe. Że jak ktoś ma dziecko jedno po drugim to to drugie jest wpadkowe bo płodność po pierwszym wróciła nagle i niespodziewanie. Podobnie jak komuś trafiło się trzecie dziecko w dużym odstępie czasu po pierwszych, też prawdopodobnie jakaś wpadka się przytrafiła. Itp. Nie ma powodu wypytywać kogoś takiego o szczegóły ani się dziwować czy gorszyć, bo nie dość, że jest to nietaktem to jeszcze odpowiedź jest oczywista, więc po co.

                              Podobnie z wielodzietnością. Jak rodzina jest biedna i wielodzietna, której na te dzieci nie stać, to najprawdopodobniej są to ludzie prymitywni i słabo wykształceni. Nie godzi się takim sierotom jeszcze dokuczać, są wystarczająco pokrzywdzeni przez los. Albo się im pomaga fizycznie bądź finansowo, albo daje im spokój. Bo zmienić i tak się ich nie da. A jak są nadziani i są w stanie stworzyć fajny dom takiej gromadce, to już w ogóle nie ma się czego czepiać, chyba z zazdrości jedynie.
                              Tak samo rzecz ma się z bezdzietnymi z wyboru. Skoro nikogo tą bezdzietnością nie krzywdzą, to w czym problem. Z tym, że ciężko zgadnąć czy czyjaś bezdzietność to wolny wybór czy choroba. Dlatego chociażby z tego powodu lepiej powstrzymać się od komentarzy.
    • wielkafuria Re: Każda kobieta prędzej czy później chce dzieck 20.04.13, 10:21
      co do Bujakiewicz to ona przeklina moment kiedy zdecydowala sie na dziecko i nie dlatego ze go nie kocha tylko dlatego ze majac 40 lat na karku jej organizm nie daje rady z ciagłym bieganiem za dzieckiem. i ucieka kiedy tylko moze w obowiazki słuzbowe i mowi o tym oficjalnie.
    • mam.kaszel Re: Każda kobieta prędzej czy później chce dzieck 20.04.13, 13:10
      Każda kobieta nie, ale większość tak. Instynkt macierzyński jest wpisany w ludzką naturę, ale wpływ kultury i społeczeństwa może go skutecznie wyciszyć - moim zdaniem.
      Według mnie chęć rozmnożenia się to naturalny etap związku i naturalny etap w życiu kobiety.Patrzysz na ukochanego mężczyznę i zastanawiasz się, jak wyglądałby miks waszych genów. Zaznaczam,że piszę o naturze i biologii. Ale homo sapiens to takie specyficzne zwierzątko i panuje nad sswoimi biologicznymi instynktami. Tak wiem, że są kobiety, które nie chcą mieć dziecka "nie, bo nie". Ale statystycznie rzecz ujmując, są w mniejszości. I myślę,że faceci mają tak samo - też większość chce mieć dzieci. Tylko do tego oprócz warunków materialnych, trzeba mieć odpowiedni egzemplarz plci przeciwnej. Ja wolałabym adoptować dziecko, niż mieć je z byle kim, bo instynkt macierzyński mnie przymusił. Nie rozumiem kobiet, które chcą mieć dziecko, ale nie chcą mieć faceta i korzystają w tym celu z banków spermy. Według mnie to nieetyczne i obrzydliwe.
    • liselle Re: Każda kobieta prędzej czy później chce dzieck 21.04.13, 18:35

      Czy można w ogóle przeżyć życie z pominięciem tego etapu - zajścia w ciążę, uro
      > dzenia i wychowania dziecka, i być szczęśliwą kobietą?

      Absolutnie nie! Szczęśliwa może być jedynie kobieta, która wydała na świat dziecię..... Joke.

      Oczywiście, że przegapionych momentów się żałuje. Pod warunkiem jednakże, ze były przegapione bez premedytacji. Jeśli z premedytacją, to znaczy, że celowo. A jeśli celowo, to tak. Można być szczęśliwą.

      Ja też jestem po 30. Mam nadzieję, że się uda, ale jeśli nie to, szat rozdzierać nie będę. Adoptuję, albo będę żyła bez dziecka. Małżonek takoż. :)
      • tasieks Re: Każda kobieta prędzej czy później chce dzieck 21.04.13, 19:34
        Mojej mamy siostra nie ma dzieci, jest w szczęśliwym związku małżeńskim nieco ponad 20 lat. To był ich świadomy wybór. Wspólnie wybrali poznawanie świata, podróże i pomoc zwierzakom. Wyglądają na naprawdę szczęśliwych, spełnionych i głodnych życia ludzi. A że nie mają dziecka? Czy to sprawia że nie są pełnowartościowymi ludźmi?
        Płytkie myślenie...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja