nosferatu30
29.01.11, 20:53
Mieszkam za granicą. Od czasu do czasu dostaję maile od znajomych, czy mogłabym coś im kupić i przesłać, bo co prawda mogliby zamówić w Polsce albo internetowo tutaj z adresem, żeby przysłano do Polski, ale wyszło by ich drożej.
I zastanawiam się, czy ludziom nie przyjdzie do głowy, że szukanie w mieście np. jakiegoś kosmetyku, później poczty, opakowywanie, martwienie się czy na pewno dojdzie i czy oni przeleją mi pieniądze za ten produkt, itp. to dla mnie problem? Zwłaszcza, że nie chodzi o nic, czego nie mogliby dostać w Polsce, tylko o kilka(dziesiąt?) złotych różnicy w cenie. Nie chodzi oczywiście również o produkty ratujące życia ani nic takiego. Teraz kolega prosi, czy bym mu nie poszła do sklepu pewnego producenta (jeden w mieście, kawał drogi) i nie spytała o pewien model sprzętu muzycznego. (A potem, w domyśle jak sprzęt będzie, czy bym mu nie kupiła i przesłała). Wysłałam mu linka do strony sklepu, to do głowy facetowi nie przyjdzie, że również z Polski można zadzwonić i spytać, albo na przykład maila napisać i spytać o dostępność i koszty. No skąd się tacy ludzie biorą?! Czy ich popierdzieliło czy to ja jestem kiepską przyjaciółką?