Poradnik dobrej żony z 1955 r.

01.02.11, 01:29
Przeczytajcie:
kobieta.gazeta.pl/kobieta/1,107881,9030859,Poradnik_dobrej_zony_z_1955_roku.html
Świat byłby fajniejszy, gdyby dzisiaj żony postępowały wg tych zasad.
Ech, szkoda, że czasy takich poradników już minęły. Złoty wiek. Rozmarzyłem się.
    • lusseiana Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 01:42
      A to dobre :D Dawno się tak nie uśmiałam xD...

      Szczególnie zabawne są te kawałki:
      "pamiętaj, jego tematy konwersacji są ważniejsze niż twoje."
      "Nigdy nie narzekaj, gdy wróci do domu późno lub wychodzi na kolację lub w inne miejsce bez ciebie."
      "Nie kwestionuj tego, co robi, nie podważaj jego sądów. Pamiętaj, to on jest panem domu i zawsze czyni swoją wolę sprawiedliwie i rozmyślnie. Nie masz prawa tego kwestionować."
      i to:
      "Dobra żona zawsze zna swoje miejsce."

      Dobre :D Ten temat Ci się udał...
    • raohszana Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 01:44
      Przeesz to jest fejk i urban legend, jak "Czarna Wołga"
      • lusseiana Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 01:47
        Ale nadal śmieszne :D
    • marina.sy Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 02:24
      https://thinksoul25.files.wordpress.com/2010/12/8333fifties-housewife-posters.jpg
      • cus27 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 05:34
        Genialne ! Podejrzewam ,ze nawet nasze babcie ... docenilyby nieziemski humor poradnika !
    • yeenna Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 08:47
      A tymczasem w Polsce...

      klarkamrozek.blogspot.com/2011/01/sowo-na-niedziele.html
      • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 09:50
        Zaschło mi w gardle.
        • six_a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:35
          to pewnie od perspektywy zrobienia lewatywy w byle pozycji.
          ;)
          • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:40
            Siksa, no weź, no. :D
      • reniatoja Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:26
        Ojacieniemoge.

        Worek na mole (czy jakoś tak) do kapieli zamiast wanny był nawet intrygujący. Natomiast przy podpaskach wymiękłam i nie jestem w stanie na razie dalej czytać.

        To na serio tak było, czy jakieś żarty są.
        • raohszana Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:30
          Serio - miałam w BN w rękach publikację, z której pochodzą fragmenty. Były i lepsze.
      • reniatoja dobrnęłam do końca 01.02.11, 11:45
        Lektura jest co najmniej obrzydzająca. Nie rozumiem o co chodzi z polewaniem trocin i kurzych odchodów, moze mi ktoś wyjasnic? I te teksty o muchach przylatujacych wprost z gówien ludzkich na obiad do GOSPODYNI....
      • generation_p Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:07
        " Pończochy i skarpety powinny być czyste, aby nie cuchnęły potem "

        " Stroną kierującą w intymnym
        życiu małżeńskim jest mężczyzna, bo tak jest zbudowany i takie już jest
        prawo przyrody. "

        O mamo !
    • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 09:00
      Wynajmij sobie niewolnicę.
      • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 09:04
        menk.a napisała:

        > Wynajmij sobie niewolnicę.

        Myślałem, że najmuje się pracownika, a niewolnicę się kupuje.:)
        • jurek7 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:27
          piotr_57 napisał:

          > menk.a napisała:
          >
          > > Wynajmij sobie niewolnicę.
          >
          > Myślałem, że najmuje się pracownika, a niewolnicę się kupuje.:)

          Skoro można kupić, to i nająć można (z tym, że od właściciela).
          • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:35
            jurek7 napisał:

            > Skoro można kupić, to i nająć można (z tym, że od właściciela).

            :D:D:D W tym znaczeniu może być.
            >
    • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 09:02
      bcde napisał:

      > Świat byłby fajniejszy, gdyby dzisiaj żony postępowały wg tych zasad.

      Świat byłby fajniejszy gdyby ludzie w ogóle mieli jakieś zasady.
      Dzisiaj naczelną zasadą stało się Owsiakowe "róbta co chceta". Problem w tym, że każdy chce czegoś innego, dlatego tak trudno się porozumieć.

      > Ech, szkoda, że czasy takich poradników już minęły. Złoty wiek. Rozmarzyłem się
      > .

      Może minęły, może nie minęły. Nadal spora grupa, tych mniej nowoczesnych, postępuje w ten sposób(oczywiście pomijając przesadyzm "poradnika"), reszta ma duuuuże szanse na pozostanie "singlami" :D:D:D
      Dawno już zaobserwowałem, że największe kłopoty z "wejściem w małżeństwo" mają najnowocześniejsze kobiety. Zanim te nowoczesne się zdecydują, przetestują i wybiorą, to te mniej nowoczesne.... zrobią kolację, rozpalą w kominku.... i wysłuchają Mendelssohna. :D:D:D
      • atela Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 09:21
        Może i te żony były super, ale w większości musiały się pocieszać psychotropami :/
        • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 09:26
          atela napisała:

          musiały się pocieszać psychotropami
          > :/

          W 55 roku???
          Ja o psychotropach usłyszałem pierwszy raz w latach 90.
          Może i były wcześniej, ale używanie ich na pewno nie było nagminne. chyba tylko w szpitalach psychiatrycznych.
          • alpepe Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 09:39
            rzeczywistość w Ameryce była inna, przeczytaj Szklany klosz, obejrzyj serial Mad Men.
          • six_a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:48
            były w użyciu jak najbardziej, to był popularny sposób na otrzymanie grzecznych dzieci, szczególnie nastolatków. żeby panojciec i panimatka problemów nie mieli.
          • berta-live Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:54
            > W 55 roku???
            > Ja o psychotropach usłyszałem pierwszy raz w latach 90.
            > Może i były wcześniej, ale używanie ich na pewno nie było nagminne. chyba tylko
            > w szpitalach psychiatrycznych.

            No w 55. W latach 50 wyprodukowano nowocześniejsze i skuteczniejsze od dotychczasowych psychotropy. I są one stosowane do dzisiaj jak ktoś ma poważne problemy. Bo prozac i spółka to tak naprawdę placebo na globusa. A wcześniej to barbiturany i sole litu. Barbiturany zdaje się Marylin Monroe przedawkowała a była od nich uzależniona dużo wcześniej.
      • marcelinka82 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 09:45
        > Dawno już zaobserwowałem, że największe kłopoty z "wejściem w małżeństwo" mają
        > najnowocześniejsze kobiety. Zanim te nowoczesne się zdecydują, przetestują i wy
        > biorą, to te mniej nowoczesne.... zrobią kolację, rozpalą w kominku.... i w
        > ysłuchają Mendelssohna. :D:D:D

        No tak... bo dla tych "mniej nowoczesnych" często liczy się po prostu to, żeby facet był, nieważne jaki. A więc nie mają zbyt wielu wymagań i zadowala je sama obecność samca.
        Natomiast te "nowocześniejsze" chcą od życia czegoś więcej i nie zadowalają się pierwszym lepszym. Stąd ich "kłopoty z wejściem w małżeństwo". Tylko zapewne te "nowoczesne" nie czułyby się szczęśliwe w związku, w którym tylko one muszą gotować kolację i rozpalać w kominku (a'propos to ostatnie robi zawsze mój mężczyzna).
        • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 09:52
          marcelinka82 napisała:

          Tylko zapewne t
          > e "nowoczesne" nie czułyby się szczęśliwe w związku, w którym tylko one muszą g
          > otować kolację i rozpalać w kominku

          To już jest temat na zupełnie osobny wątek. :)
          Tak samo jak odpowiedź na pytanie :"Czy te nowocześniejsze są szczęśliwe jako singielki"?

          (a'propos to ostatnie robi zawsze mój mężcz
          > yzna).

          Nie czepiaj się, to przecież tylko przykład.
      • six_a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:45
        >największe kłopoty z "wejściem w małżeństwo" mają najnowocześniejsze kobiety

        eee, to znaczy, że nie ma nowoczesnych mężczyzn? czy mężczyźni nie mają kłopotów z wejściem, bo z zasady małżeństwo w żaden sposób ich nie wiąże i do żadnych specjalnych kompromisów nie zmusza?
        nie musi taki pan znać swego miejsca, nie musi zamknąć jadaczki jak żona przemawia, buzi umyć przed wejściem do domu nie musi, dzieciaków oporządzać tym bardziej, nie musi się martwić, że przynudza żonie o tych zmęczonych twarzach oglądanych w robocie. dzieci też nie urodzi, więc jakby co, to wyfruwa z czystym kontem do następnego domciu, gdzie żona ze stepfordu w loczkach i obiadek prosto z pieca.
    • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 09:50
      Chciałabym żeby dziś faceci gwarantowali swoim kobietom takie warunki, że obowiązkami żony przy mężu były jedynie obiad, ogarnięcie mieszkania, i zajmowanie się dziećmi tylko na tyle by nie hałasowały wieczorem i miały umyte buzie, układanie mężowi poduszek i odrobina błyskotliwości.
      Piękne czasy...też się rozmarzyłam.
      • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 09:54
        sweet_pink napisała:

        > Chciałabym żeby dziś faceci gwarantowali swoim kobietom takie warunki, że obowi
        > ązkami żony przy mężu były jedynie obiad, ogarnięcie mieszkania, i zajmowanie
        > się dziećmi tylko na tyle by nie hałasowały wieczorem i miały umyte buzie, ukła
        > danie mężowi poduszek i odrobina błyskotliwości

        Nie widzę problemu:)

        .
        > Piękne czasy...też się rozmarzyłam.

        Też tak uważam.
        Tyle, że ja nie marzyłem...
        • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:10
          A ja widzę problem.
          Współcześni faceci przejawiają fobie w temacie pieniędzy pt "żeby tylko jej na mojej kasie nie zależało" i są zbyt skąpi na płacenie za służbę, albo tak wychowani że uważają, że pranie prasowanie i tachanie zakupów jak indyjski bawół to babska powinność, albo zarabiają za mało.
          Ja znam tylko jedną rodzinę gdzie jest pani do sprzątania i niania..tyle że w tej rodzinie to kobieta przynosi do domu pieniądze.
          Szara rzeczywistość reszty jest taka, że potrzeba dwóch pensji na utrzymanie rodziny na sensownym poziomie, na nianie czy panią do sprzątania starcza nielicznym.
          Ze świeca szukać faceta, który zapewni byt, służbę i wszystko inne...to gatunek na wymarciu.
          Ja się rozmarzyłam, bo mam taka rzeczywistość, że muszę utrzymać dom (w konsekwencji rad poradnika nie zastosuje, bo nie stworzono mi do nich warunków),to cena za pewne wybory i pragnienia...trudno.
          • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:21
            sweet_pink napisała:

            > A ja widzę problem.
            > Współcześni faceci

            Już uogólniasz!!

            że pranie prasowanie i tachanie zakupów jak indyjski bawół to
            > babska powinność,

            Mówisz o dupkach, a mieliśmy rozmawiać o facetach. Dupki byli i drzewiej też.


            > Szara rzeczywistość reszty jest taka,

            Dlaczego mam być "resztą" ??

            że potrzeba dwóch pensji na utrzymanie ro
            > dziny na sensownym poziomie,

            Kwestia poziomu jest kwestią priorytetu!!
            Ja jestem minimalista i nie zamierzam trawić życia na zdobywaniu dóbr materialnych, które nie są mi niezbędne do życia w dzisiejszym świecie.


            > Ja się rozmarzyłam, bo mam taka rzeczywistość, że muszę utrzymać dom, ...to cen
            > a za pewne wybory i pragnienia...trudno.

            Sama wybrałaś, sama ponosisz konsekwencje.
            Twoja jazda, Twoja "wina".
            >
            • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:48
              No uogólniam, no co ja poradzę, że procent dupków jest wysoki...dupek to tez facet.

              Nie masz być resztą, tylko zawsze ktoś musi być resztą...jakoś nie wychodzi żeby wszyscy byli bogaci.

              Co do minimalizmu to też jestem i mam podobne podejście...tyle że w tym kraju żeby mieć własne głupie 2 pokoje, to trzeba sobie bardzo budżet kredytem obciążyć.

              A pewnie że moja wina :D Toć staram się nie narzekać, ale rozmarzyć się dla przyjemności zawsze można nie?
              • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:57
                sweet_pink napisała:

                ...dupek to tez fa
                > cet.
                >
                Nie!
                To tylko ciota.
                Co do reszty gotów jestem się zgodzić :)
                • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:02
                  Wiesz ja mam badawcze podejście czasem...jak mam w ankietach pytanie o płeć to nie ma tam do wyboru odpowiedzi ciota ;)
                  • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:20
                    sweet_pink napisała:

                    > Wiesz ja mam badawcze podejście czasem...jak mam w ankietach pytanie o płeć to
                    > nie ma tam do wyboru odpowiedzi ciota ;)

                    To tylko niedopatrzenie w pisaniu kwestionariusza :)
                    W koniugacji jest jednak "ono". Ludzie myślą, że to odnośnie dzieci, a to błąd.
                    To "ono" to właśnie są cioty :D:D:D
                    >
            • six_a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:54
              a ty niby nie uogólniasz, sugerując że nowoczesne kobiety są singielkami (obowiązkowo nieszczęśliwymi) albo mają musowo trudności z odnalezieniem się w małżeństwie, jakby to małżeństwo tylko jeden słusznie obowiązujący model miało, właśnie rodem z jakichś lat 50. i ciekawe dlaczego akurat ten model tak bardzo panom pasuje. gdzie żona tyra w domu, a nie służba jak drzewiej.
      • ofelia1982 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:01
        Sweet_pink - dokładnie. Mimo, iż nie odnalazłabym się w roli usłużnej żony, to jednak spójrzcie na to z innej perspektywy - tak jak obowiązkiem żony było zapewnienie ciepłego, spokojnego domu - tak obowiązkiem faceta było utrzymanie żony i dzieci..
        • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:04
          ofelia1982 napisała:

          tak obowiązkiem faceta było utrzymanie żony
          > i dzieci..

          Zmieniłbym tylko jedno . Nie "było" a "jest" !!
          • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:15
            Piotrze...ty sie lepiej pogódź z faktem żeś gatunkiem ginącym ;)
            • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:28
              sweet_pink napisała:

              > Piotrze...ty sie lepiej pogódź z faktem żeś gatunkiem ginącym ;)

              Może i jestem, ale to wina kobiet.
              Nie potraficie(jako kobiety-samice) dokonywać prawidłowych wyborów opartych na prawidłowo, racjonalnie "skrojonych" oczekiwań względem samców :D
              Czytałem tu kiedyś wynurzenia jakiegoś gó...arza dowodzącego, że ciąża jest ewidentną wina braku higieny u kobiety i tylko ona ponosi tego braku konsekwencje. Aż mnie zatrzęsło
              ! A kobiety? No wręcz piały z zachwytu i do dzisiaj, szczyl ten cieszy się dużą sympatią pań na forach gazety.
              Skoro takie są oczekiwania, takie zapotrzebowanie na takie indywidua, to czego się dziwisz, że samce zmierzają w tym kierunku ?
              • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:40
                O blee...fuj o tej ciąży.
                Powiem szczerze, że wśród rówieśników rejestruję tendencję, że kasę maja albo dupki przepychające się łokciami, z poczuciem wyższości wzbudzającym odruch wymiotny, albo "rodzynki" do których kobiety ustawiają się w kolejkę. Żaden z moich kumpli z naprawdę fajnym charakterem nie śmierdzi groszem na tyle by mieć na służbę.
                A kobiety dokonują takich wyborów bo są tak beznadziejnie wychowane (lub to kwestia biologi), że w sam fakt "posiadania samca" jest ważniejszy niż jego cechy osobowości. (popatrz na tematy o singlach...mało która sobie wyobraża wartościowe życie bez pary portek)
                • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:47
                  sweet_pink napisała:

                  > A kobiety dokonują takich wyborów bo są tak beznadziejnie wychowane


                  No i o to właśnie chodzi!!! Bo są wychowane nie w rodzinie, do życia w rodzinie, tylko przez "Bravo" do konsumpcji.

                  (popatrz na tematy o singlach...mało która sobie wyobraża wartościo
                  > we życie bez pary portek)

                  No ja też nie wyobrażam sobie wartościowego życia bez kiecki.
                  Jak tylko urywałem się od baby, zaraz było wino, kobiety(karty) i śpiew :D:D
                  Po miesiącu już byłem wrakiem człowieka :(
                  Ale wiem o czym mówisz :)
                  >
                  • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:00
                    Ja to się nauczyłam, że jak kobieta się nauczy, że bez pary portek można dobrze fajnie żyć, to jej się zaraz prostują oczekiwania wobec potencjalnej pary portek, O!

                    Ja sobie życie bez pary portek spokojnie wyobrażam, pogodziłam się z faktem że jakbym z jakichś przyczyn została sama, to że zadowalający mnie egzemplarz może się zwyczajnie nie znaleźć (im starsza jestem tym mam większe wymagania).
                    • martishia7 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:02
                      > Ja to się nauczyłam, że jak kobieta się nauczy, że bez pary portek można dobrze
                      > fajnie żyć, to jej się zaraz prostują oczekiwania wobec potencjalnej pary port
                      > ek, O!

                      Zgadzam się po całości.
                    • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:17
                      sweet_pink napisała:

                      (im starsza jestem tym mam większe wymagania).

                      I to jest powód dla którego ja nigdy nie opuszczę swojej żony,:D:D:D mam już takie wymagania, że na 100% musiałbym zostać sam.
                      A tego nie chcę .
          • falka_85 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:16
            > Zmieniłbym tylko jedno . Nie "było" a "jest" !!
            Oj chyba się mylisz. Wprawdzie statystycznie kobiety zarabiają mniej, ale wśród populacji obecnych około 30-latków mniejszość stanowią rodziny utrzymywane wyłącznie przez mężczyznę (wniosek na podstawie moich obserwacji). A już takich gdzie pensja faceta starcza na więcej niż podstawowe potrzeby... Wyjątkiem są rodzice niemowląt, ale jak dzieciak jest już w wieku przedszkolnym, to mamy przeważnie wracają do pracy.
            Może w niektórych środowiskach, zwłaszcza wśród starszego pokolenia, panuje przekonanie, że to mężczyzna "utrzymuje rodzinę", ale moim zdaniem jest to wynik bardziej wspomnień i przekonania "jak to powinno być" lub "jak to kiedyś było" niż obserwacji rzeczywistości.
            • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:32
              falka_85 napisała:
              ale moim zdaniem jest to wynik b
              > ardziej wspomnień i przekonania "jak to powinno być" lub "jak to kiedyś było" n
              > iż obserwacji rzeczywistości.

              Ależ oczywiście! Nie jestem ślepy(społecznie), widzę jak jest.
              Ale nie zmienia to mojego przekonania, że tak "powinno być".
              • falka_85 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:02
                Aha, czyli jednak nie "jest" a "powinno być" (dodajmy jeszcze, że twoim zdaniem).
                • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:23
                  falka_85 napisała:

                  (dodajmy jeszcze, że twoim zdaniem
                  > ).

                  Dziwaczna pretensja!
                  Czy to ja jestem jakiś Słowacki czy Mickiewicz żebym się wypowiadał w imieniu ogółu???
                  Jeśli JA głoszę jakiś pogląd, to jest chyba oczywistym, że "moim zdaniem". :)
                  • falka_85 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:27
                    Oj od razu pretensja, zwyczajne stwierdzenie faktu ;-)
        • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:12
          Rolą kobiety było służenie swojemu mężczyźnie.

          * Nie kwestionuj tego, co robi, nie podważaj jego sądów. Pamiętaj, to on jest panem domu i zawsze czyni swoją wolę sprawiedliwie i rozmyślnie. Nie masz prawa tego kwestionować.

          * Dobra żona zawsze zna swoje miejsce.

          I link za koleżanką Yenną.

          Naprawdę tak widziałybyście rolę kobiety? Żony?
          • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:17
            Nie widzę problemu. pewnie ze dobra żona zna swoje miejsce...to miejsce to bycie szyją, mądra żona robi tak, że facet ma poczucie 100% kontroli podczas gdy tak naprawdę tańczy jak mu żona zagra. Phii...
            • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:21
              Phii. Mąż przynosi kasę, mąż rządzi. Żona ma spełniać jego oczekiwania, nie podważać jego decyzji, bo on ma zawsze rację. Ma znać swoje miejsce i z niego nie wyłazić.:P
              • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:25
                Menka...co ty nie umiesz facetami kręcić? No prosz...
                • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:30
                  Nie umiem. Noga w tym jestem.:P
                  • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:41
                    menk.a napisała:

                    > Nie umiem. Noga w tym jestem.:P

                    Bo żeby czymś kręcić, to trzeba pozostawiać kręconemu obiektowi jakiś luz, by mógł się kręcić, bez tarcia:D:D
                    • princess_yo_yo Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:45
                      albo mozna sie zachowywac jak ludzie dorosli i po prostu zyc startujac z rownym pozycji, jak ktos sobie lubi wmawiac jaka to ma wladze bedac 'szyja' to prosze bardzo ale nie odbiegajmy za daleko od rzeczywistosci.
                      • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:54
                        princess_yo_yo napisała:

                        zyc startujac z rownym
                        > pozycji,

                        Nie ma czegoś takiego. Już w przedszkolu dziewczynka dostaje lalkę a chłopiec samochodzik, do zabawy. Nie ma równego startu, nie ma równych pozycji, nie ma równych szans, nie ma równych oczekiwań. To co piszesz prowadzi prostą droga do rywalizacji, a powinno być uzupełnianie.
                        Gdybym chciał z kimś wiecznie rywalizować, zamieszkałbym z drugim facetem. Przynajmniej, w momentach konfliktowych, mógłbym mu dać w ryj :D
                        • six_a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:06
                          >Nie ma czegoś takiego. Już w przedszkolu dziewczynka dostaje lalkę a chłopiec samochodzik, do zabawy.

                          chyba w życiu przedszkola od środka nie oglądałeś. dzieci nic nie dostają, tylko wybierają sobie zabawki. chyba że rola w życiu ma być zdeterminowana zabawką, którą się bawiłeś jako dziecko. no to już zupełnie śmieszne jest.
                  • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:53
                    Nic tylko na jakieś szkolenia trzeba Cię wysłać ;)
                    • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:09
                      sweet_pink napisała:

                      > Nic tylko na jakieś szkolenia trzeba Cię wysłać ;)

                      By zostać Master of Manipulation? Nie lepiej z otwartą przyłbicą zdobywać to, na czym nam zależy?:P
                      • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:27
                        Ni master of manipulation, tylko master of obsługa faceta tak by wszyscy byli szczęśliwi.
                • six_a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:01
                  co za różnica, czy będziesz szyją kręcącą czy głową kiwającą, to jest ten sam model, w którym nie ma partnerstwa, tylko uzależnianie z jednej strony i manipulatorstwo z drugiej.
                  • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:04
                    Podporządkować sobie dobrze zarabiającego faceta...hmm...dalej się rozmarzyłam...
                    • six_a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:09
                      największe "zalety" takiego podporządkowania najlepiej widać, jak małżeństwo padnie. im później padnie, tym nędzniej takie życie dla kobiety wygląda. ani pracy, ani się z czegoś utrzymać, najwyżej alimenty do byłego można ciągnąć. nie uważasz, że taki deal jest dość upokarzający?
                      • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:26
                        Jeny ja sobie tu haremy przystojnych i bogatych niewolników wyobrażam, a ty mi tu z rozwodem wyjeżdżasz no prosz...why so serious?

                        Ja Cię oświecę jak świat światem kobiecie należy się połowa majątku, wiec nie zostaje goła i wesoła, po za tym też może być zabezpieczona finansowo.
                        • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:30
                          Należy się połowa majątku. Prawda. Jeno nawet na forach co przeczytasz? Leniowi nic się nie należy. Leń siedział w domu i kasy nie przynosił, więc to nie lenia kasa tylko misia, który zaharowywał się na śmierć a leń tylko leżał i pachniał.:P
                          Sweet, życie to poważna sprawa.:P:P
                          • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:37
                            Jaki leń? A kto te poduszki mężowi pod głowa układa?!
                            Ja serio nie widzę nic złego w takim układzie, gdzie facet zarabia a kobieta leży i pachnie...jak komuś pasuje to niech mu na zdrowie ;)
                            • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:42
                              Póki ma wolny wybór i alternatywę na wszelki wielki. Póki za te poduszki nie pójdzie z torbami. Póki szczęście, zdrowie i miłość w rodzinie. Też nie widzę nic niestosownego.;)
                          • piotr_57 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:38
                            menk.a napisała:

                            Jeno nawet na forach co przeczytasz?
                        • six_a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:35
                          nosorry, nie chciałam cię wytrącać z marzeń o niewolnikach, którymi będziesz kręciła;)

                          "należy się" nie jest takie oczywiste, jeśli nie było wspólnoty, jeśli np. mieszkanie nie zostało kupione w trakcie małżeństwa, a majątek zdobyty w trakcie stanowią ruchomości, i jeśli konto do podziału świeci pustkami, a oszczędności niet. z podziału mieszkania raczej nie kupisz mieszkania dla siebie, chyba że było na tyle duże, by je podzielić na dwa mniejsze. poza tym, za to mieszkanie, które ci zostanie, też trzeba czynsz płacić chyba? czy darmowe jest? poza tym dwa: wszystkie procedury trwaaaaaaaaaaaaaaaaaają, a żyć trzeba.
                          "może być zabezpieczona" to też doskonałe ujęcie. bo pan zarabiający z zasady jest zabezpieczony, a żona "może być" z łaski pana.

                          motyw niepracujących żon w małżeństwie był wielokrotnie poruszany na innym forum bliżej tego tematu i nie chce mi się na nowo. w każdym razie poza podśmiechujkami o haremach to ten temat wcale nie jest taki lajtowy.
                          • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:43
                            Ale tu jest mowa o facecie co bez problemu ma kasę na sprzątaczkę, nianię i inna służbę czyli miesięcznie zarabia kokosy czyli jest co dzielić.

                            Żona jak nie jest zabezpieczona to jest głupia, i ma tatusia buca co ją debilnie wydał (skoro już patrzymy z perspektywy roku 55) na głupotę niestety lekarstwo nie istnieje...dziś tez głupcy kończą marnie.

                            Jak motyw niepracującej żony był wałkowany wielokrotnie to tu już chyba nie trzeba.
                            • six_a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:12
                              no właśnie: mąż ma kasę, to go stać na wszystko, ale czy taką żonę byłoby stać na adwokata chociażby?
                              ;) - pewnie dlatego rozwody w latach 50. nie były specjalnie popularne;)
                              oczywiście jesteśmy w rzeczywistości stanów bardziej niż pl, gdzie nawet gosposię ciężko było mieć z socjalistycznych zarobków, chyba że ktoś był szychą;)
                    • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:10
                      sweet_pink napisała:

                      > Podporządkować sobie dobrze zarabiającego faceta...hmm...dalej się rozmarzyłam.
                      > ..

                      W sensie odwracasz role. On Tobie podlega? Poradnik dla dobrego męża... Pompa pytała.:P
          • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:18
            A słowa na niedziele nie mam cierpliwości czytać.
          • martishia7 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:18
            Odwieczna kwestia szyi i głowy ;)
            • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:24
              Wolę partnerstwo i kompromisy. A nie sytuację, kiedy ktoś zadecyduje tylko dlatego, że czuje przewagę, bo jest głową (albo i zakutym łbem). Dobrze kiedy dobrze. W momencie różnicy zdań co będzie? Zrobisz tak ja chcę, bo jestem głową.:P
              • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:28
                Wiesz partnerstwo jest fajne...tyle że są tacy faceci co by chcieli nic z siebie nie dać a mieć żonę według poradnika...i to jest dopiero żal...a jeszcze większy że są kobiety które na to idą. Po za tym w poradniku nie ma nic o kasie, a rady są raczej w klimacie "nie narażaj na szwank jego ego"...nie ma nic o podstępnym wpływaniu na decyzje męża, a nie o tym ze mąż ma być tępym bucem niezważającym na zdanie/uczucia żony :P
                • martishia7 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:30
                  > Wiesz partnerstwo jest fajne...tyle że są tacy faceci co by chcieli nic z siebi
                  > e nie dać a mieć żonę według poradnika...i to jest dopiero żal...a jeszcze więk
                  > szy że są kobiety które na to idą.

                  Chcącemu nie dzieje się krzywda, pink.
                • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:40
                  Ano właśnie. Dlatego bycie żoną rodem z poradnika daje taki przekaz: bądź dobrą staraj się, doskonal w byciu cudną matką i żoną, by w pełni zadowolić swojego męża.
                  Ni słowa nie ma o satysfakcji żony. No ok. Jedyną jej satysfakcja jest zadowolenie męża. I kółko się zamyka.;)
              • martishia7 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:32
                No z zakutym łbem to byś się chyba nie zadawała.:-P Cóż, takie mamy pikne czasy, że można sobie wybrać.
                • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:42
                  No nie. Ale wydaje mi się, że tylko taki łeb może chcieć mieć taką żonę. Poddaną służkę.;)
                  • martishia7 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:57
                    A to jest swoją drogą. Może nie tyle zakuty łeb, co facet, który ma problem z ego. Jeżeli ego dżentelmena jest w stanie nadwątlić fakt, że ktoś inny może się znać na czymś lepiej niż on, podejmować pewne decyzje lepiej niż on, to znaczy, że jest ono marnej jakości i nie chcemy z nim mieć do czynienia ;-)
                    • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:02
                      Za poradnikiem dobra żona nie podważa sadów męża. ;)
                      • martishia7 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:08
                        Ja wiem, ja rozumiem. Ja nie twierdzę, że ten poradnik poważam :-P Twierdzę tylko, że w takim modelu jak przedstawiono ludzie o odpowiedniej konstrukcji psychicznej i oczekiwaniach mogą sobie całkiem spokojnie i harmonijnie żyć, poruszając się w dość jasno określonych ramach. W wersji nieco bardziej dopasowanej do panującej rzeczywistości, rzecz jasne. I jeżeli komuś tak jest dobrze, to ja nie widzę przeszkód. Można też wybrać zupełnie inaczej. Najważniejsze, to żeby obie strony wiedziały czego chcą i jasno to komunikowały. No takie czasy właśnie piękne, że można sobie wybrać.
                        • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:17
                          Martisha, tak. Każdy wiedział do czego służy (celowe słownictwo). Jasne wskazówki. Poruszasz się po ściśle określonych ścieżkach, od których nie ma odstępstw. Takie życie bezrefleksyjne. I w tamtych czasach nie było wyboru. Kobieta nie miała wyboru. Jej przeznaczeniem, a więc czymś na co nie miała wpływu, nie miała możliwości dokonania świadomego wyboru, było małżeństwo i bycie dobra żoną. Nikt nie brał pod uwagę niczyjej konstrukcji psychicznej ani konsekwencji takiego modelu małżeństwa. Byłaś kobietą, miałaś zostać dobrą żoną.
                          Dzisiaj owszem. Jest wybór. Okoliczności nieidealne, ale przynajmniej można wybrać czy chce się żyć wg poradnika z połowy lat 50. Niektórym zwłaszcza panom marzy się tamta rzeczywistość. Niektórzy wcielają ją w życie. Są szczęśliwi? Nikomu nie dzieje się krzywda? Super. Są nieszczęśliwi i nie widzą alternatywy? Zonk..;)
                          • martishia7 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:41
                            Mam wrażenie, że się z Tobą zgadzam, tylko jakoś nie do końca się rozumiemy :)
                            Co zaś się tyczy pierwszej części Twojej wypowiedzi, to tak, taki model społeczny był niekorzystny dla jednostki, ale korzystny dla społeczeństwa jako ogółu. Obecny jest może sensowniejszy dla części jednostek, natomiast uważam, że znakomita część w ogóle nie jest w stanie mieć refleksji na tym tle. Myślisz, że takie przekminy na temat modelu rodziny miała pani Woźna? Albo pierwsza lepsza ciężarna nastolatka z Pragi? Nie. Po prostu żyją tak, jak im się układa. Żadnej refleksji, żadnego wyboru, a co dopiero mówić o "świadomym wyborze". A obawiam się, że takich jest większość.
                            • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:45
                              Dlatego wychowamy na mądrych nasze córki i synów, by wiedziały, że mają wybór.:P
                              • martishia7 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:57
                                Well duuh! Oczywiście, że tak. Tylko oni znów - będą stanowić mniejszość. Bo my wykonamy sobie zapewne jedno w porywach do dwóch, i będzie po rozrodzie. A nie osiem, jak wzmiankowana pani Wiola.
                                • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:03
                                  Niestety. Wzorce się często powiela. Ale przynajmniej nasze dzieci można wyposażyć w mechanizmy, które ułatwią im życie.;)
        • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:15
          Ja powiem szczerze...przez te kilka godzin wieczorem (i to nie codziennie, po przecież pan ma wychodzić) mogłabym być usłużna i przytakiwać i zachwycać się mężem budując jego ego...to łatwiejsze niż 8h etatu + wszystko co trzeba zrobić w domu a czego poradnik nie wymienia jako żoninych obowiązków. Jakby jeszcze taki maż był mądry, miły i lojalny to już raj. O!
    • generation_p Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:23
      Oj, to widać jestem bardzo złą żoną.

      Bo pracuję ( no chyba, że jestem w zagrożonej ciąży, tak jak teraz, to nie ), tyle samo co mój mąż i wracam z pracy równo z nim lub później, a gotujemy zawsze razem, sprzątamy zresztą też, a jak nie mamy ochoty to w ogóle nie sprzątamy.

      Każde potrafi zrobić dla siebie coś miłego, ale zwykle obowiązki dzielimy na pół.

      A poradnik z linka, to raczej sposób postępowania garkotłuka. ;-)
    • nawrotka1 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:37
      Wcale nie takie głupie :)))
      Mozna to raczej nazwać poradnikiem sprytnej zony.
      Tylko w trzeciorzędnej "literaturze" mężczyźni kochają zołzy. A nawet jesli kochają, to niekoniecznie chcą z nimi spędzić życie.

      • generation_p Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:48
        Ja tam nie usługuję mojemu mężowi, obowiązkami dzielimy się po równo, a i tak on mnie bardzo mocno kocha. ;-)
        • nawrotka1 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:57
          Wierzę :) w gruncie rzeczy wszystko zalezy od tego, jakiej atmosferze ten podział obowiązków został wypracowany. Są takie małżeństwa, gdzie chłop skacze koło żony na paluszkach i jest w tym układzie bardzo szczęsliwy. Ale to żona umiejętnie doprowadziła go do takiego stanu, dzięki swej mądrości:)))
    • pompeja Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:47
      A macie jakiś poradnik dobrego męża?
      • kookardka Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:13
        nmówisz o literaturze science fiction ;)
        • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:19
          kookardka napisała:

          > nmówisz o literaturze science fiction ;)

          Założę sie o Wasze pieniądze, że gdybyśmy napisały taki poradnik dla panów, oni jak jeden mąż staliby się nieczytaci i niepisaci.:D
          • pompeja Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:29
            To oni potrafią pisać i czytać? ;)
          • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:30
            He he :D
            Jak ja bym napisała, to większość kobiet by powiedział "co za bezsensowna książka".
            • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:34
              sweet_pink napisała:

              > He he :D
              > Jak ja bym napisała, to większość kobiet by powiedział "co za bezsensowna książ
              > ka".

              Podaj tytuł pierwszego rozdziału.:D
              • pompeja Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:37
                "Mąż - salonowy mebel."
              • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:47
                Pierwszy rozdział miałby tytuł "Dlaczego nie powinno Cię interesować kiedy Twoja kobieta ma pms"
                • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:54
                  sweet_pink napisała:

                  > Pierwszy rozdział miałby tytuł "Dlaczego nie powinno Cię interesować kiedy Twoj
                  > a kobieta ma pms"
                  >

                  A to akurat mają w nosie.:D
                  • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:01
                    Mój mnie notorycznie irrytuje docinkami w stylu "co taka zła? pmsik?"...wrr...muszę go naprostowywać ciosami poduszką...
                    • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:06
                      sweet_pink napisała:

                      > Mój mnie notorycznie irrytuje docinkami w stylu "co taka zła? pmsik?"...wrr...m
                      > uszę go naprostowywać ciosami poduszką...

                      Uuu oni takimi docinkami kwitują każde zachowanie odbiegające od ich oczekiwań. Ale to wcale nie znaczy, że interesują się naszym pms.:P
                      • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:13
                        No i właśnie o tym byłby ten rozdział, że maja się w ogóle nie interesować (nie wypowiadać) słowem pms...a nie facet rzuci to swoje "ach ten pms" i macha ręką bo uważa ze sprawa załatwiona...o tak być nie może...tylko ja nie wiem czy czytelniczkom by się spodobało, że się nie można więcej pmsem zasłaniać.
                        • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:15
                          Zasłaniać nie. Ale udawać, że go nie ma, nie odczuwa... już tak?;)
                          • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:19
                            W mojej książce było by o tym ze pms nie istnieje. Na cholerę dawać sobie prawo do złego samopoczucia raz w miesiącu skoro można mieć to prawo cały okragły miesiąc....pms nie istnieje, nie taki humor można mieć zawsze.
                            • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:22
                              Haha jak miło.:D
                            • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:19
                              migreny? znamy to :P
              • berta-live Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:10
                > Podaj tytuł pierwszego rozdziału.:D

                "Zarobki dobrego męża, czyli ile kosztuje utrzymanie rodziny."

                I tutaj zamieszczamy listę potrzeb rodziny. Dobry mąż dba o to, żeby rodzina nie jadła ani nie ubierała byle czego, w związku z tym odpadają zakupy w centrach handlowych. Tylko ekologiczne żarcie i hand made stroje. Kosmetyki też z wyższej półki, nie będą sobie domownicy psuć skóry jakimiś chemikaliami. Do tego trzeba kupić nowoczesny sprzęt AGD i nowoczesne wyposażenie całego domu, żeby było miło i komfortowo. Żona z dziećmi muszą wiedzieć, że mąż i ojciec o nich dba. Leczenie oczywiście też prywatne, bo przecież dobry mąż nie zaryzykowałby zdrowia i życia swojej rodziny, powierzając je byle komu. I podobnie z edukacją, też tylko prywatne szkoły. Do tego coroczne wakacje zagraniczne, żeby jednocześnie wypocząć i poznać świat. Plus takie drobiazgi jak zaliczanie wszystkich premier kinowych i teatralnych, bywanie na przyjęciach towarzyskich, itp. To się oczywiście wiąże z kupowaniem żonie nowej kreacji na każde wyjście, nie może przecież pokazać się w tym samym dwa razy.
                • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:15
                  Zapomniałaś o pani do sprzątania, niani, ogrodniku i przystojniaku do wyprowadzania golden retrievera.
                  • berta-live Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:45
                    Nie, albo nowoczesne AGD, albo służba. Po co gosposi zmywarka, niech zakasuje rękawy i szoruje te gary. W poradniku dla żon jest wyraźna wzmianka o zmywarce, więc idę tym tropem.
                    • sweet_pink Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:54
                      Kurde ale nie ma jeszcze urządzenia samoprascujacego, samoskładajacego ciuchy i wkładającego do szafy, samozmyjącej się wanny i klopa (bo odkurzacz automatyczny to już chyba jest?)...ja stanowczo wolę wielofunkcyjną gosposię od agd.
                • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:16
                  Hahhaha ładne. Czekam na kolejne.:D
                  • berta-live Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:49
                    Poszłam tropem tego co było dostępne w latach 50, czyli większość rzeczy jeszcze nie była bardziej ręcznie niż maszynowo produkowana, co dodatkowo podnosiło ich ceny. A państwo nie kwapiło się do pomocy socjalnej, więc za wszystko trzeba było bulić z własnej kieszeni. A antykoncepcji nie było, więc ta rodzina do utrzymania była dość spora. ;)
                • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:55
                  i wlasnie dlatego czlowiek wymyslil alkohol :D
                  • berta-live Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:56
                    Pooglądaj sobie filmy z Doris Day, takie z lat 50, w których grała takie żony jak z tego poradnika. Oczywiście przy okazji żony mężów, takich jak opisałam. Alkoholu tam nie było. ;)
        • pompeja Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:30
          Wiesz.. lubię takie filmy, co to łzy wyciskają i ból brzucha przynoszą ;)
      • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:25
        poradnik jest prosty; chron zone, dzieci domu a nawet tesciowa, dbaj o ich utrzymanie nawet jesli bys mial garba dostac, zalatwiaj wszystko co musi byc zalatwione i oczekuj tylko kilku chwil spokoju po przyjsciu do domu, cieplego slowa oraz cieplej miski jedzenia :] do ostatnich obowiazkow nalezy- od czasu do czasu zaspokoj swoja zone :D

        zawsze mowilem ze instrukcja obslugi chlopa jest lopatologicznie prosta :P
        • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:35
          Od czasu do czasu? Na każde wezwanie żony. A nie od czasu do czasu.:>
          • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:46
            i kto tu jest niewolnikiem? ale mozna ponegocjowac :>
            • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:55
              Nie ma negocjacji. Już postanowione. Na każde wezwanie żony.:>
              • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:07
                a jak nie wzywa? bo mozna tak czekac i sie nie doczekac :P
                • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:09
                  Przecież piszę: na każde wezwanie. Czyli się wzywa.:>
    • berta-live Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 10:55
      To jest ściema, ktoś to wymyślił dla jaj i puścił w obieg. Nawet wikipedia o tym pisze. Nie mniej jednak mam w domu poradnik dr Oetkera dla pań domu, też jakiś mocno leciwy i w zasadzie to w podobnym klimacie część porad jest utrzymana.
      • izabellaz1 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 11:35
        Też nie uwierzę, że to w całości oryginalny tekst :) Może jakieś elementy.
        Jedno jest pewne. Gdyby to był autentyczny poradnik i faktyczne wymagania pozostałabym panną :)
    • jaffoo Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:19
      najpierw ryczałam ze śmiechu czytając ten poradnik - arcydzieło wszech czasów jak słowo daję... A teraz już łkam z rozpaczy, bo uświadomiłam sobie jak wielu facetów na prawdę uważa kobietę za służbę domową. Żałośni kolesie...
    • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:20
      hehe no nic, dzisiejsze kobiety na to nie pojda . miast wygodnego swojego krolestwa w ktorym sa paniami i wladczyniami, matkami, zonami i kochankami wybieraja zabieganie, nerwy, niepewnosc, brak czasu, dzieci nie sa wychowane, nauczone, nakarnione, ubrane. chlop musi teraz jedno i drugie ogarniac bo se wybral babe z jablkiem nad wszystkie inne drzewa lacznie z bigosnikiem, zeberkowcem, gulaszowcem, golabkowcem, sernikowcem i pieowcem :] te baby
      • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:24
        Obejdzie się bez Twojego współczucia. Ale nic nie straciłeś. Są jeszcze wcale spore enklawy, gdzie możesz przebierać jak w ulęgałkach w kandydatkach na te jak się wyraziłeś panie i władczynie, matkami, żony i kochanki.;)
        • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:28
          e tam, komputerow ani muzyki nie mozna tam zabierac :P jakas taka pomiedzy tez nie bylaby zla, ale nie ustapie z niezbednego minimum, jak juz sie mialo feministke w chalupie to z kazda inna potwora czlowiek ma jak w raju ;)
          • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:33
            Se taką babę wybrałeś, taką miałeś. Ach ten feminizm. Wojny i tyfus też mu zawdzięczamy? Komputer ważniejszy od tej pani, władczyni i kochanki? Pani Pelagia Jotpeg z www.hot.laski.com Masz 2 w 1.:P
            • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:45
              co wybrales, gdzie wybrales- ja wychowany na czasach pustek sklepowych wiec dali to brali :D i baba plaska to nie baba!

              badzmy szczerzy, dla watlych szans na realizacje zawodowa, bo malo kto, nie tylko wsrod kobiet ma na to szanse, rezygnujecie z swojego malego cesarstwa gdzie po ogarnieciu kilku spraw w powiedzmy godzine dziennie macie czas na czytanie ksiazek, pisanie wlasnych, malarstwo, rzezbe i inne cuda wianki. to teraz macie co chcecie- brak czasu, zabieganie, nerwy, liche zarobki, ciagle zmeczenie, problemy zdrowotne... a rodzina to bardziej juz sztuczny twor bo sie nawet z chlopem nie widujecie w normalny dzien :] pozniej to wszystko nasza wina- bo nie zarabiasz, bo nie dbasz, bo nie przynosisz kwiatow i ja taka zarobiona jestem. jakby chlop sie nie nauczyl gotowac to by mu jeszcze w niektorych przypadkach zoladek do krzyza przyrosl lol
              • martishia7 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:53
                > badzmy szczerzy, dla watlych szans na realizacje zawodowa, bo malo kto, nie tyl
                > ko wsrod kobiet ma na to szanse, rezygnujecie z swojego malego cesarstwa

                Przeeeaszam, skoro szanse na realizację zawodową mają nieliczni, to skąd wytrzasnąć tego pana cesarza, któren mi to cesarstwo zapewni?
                • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:03
                  wszedzie znajdziesz :P normalnego chlopa jest od groma
                  • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:08
                    masher napisał:

                    > wszedzie znajdziesz :P normalnego chlopa jest od groma

                    Rodem z poradnika z 1955? To fakt.;)
                  • martishia7 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:27
                    Ja dziękuję, ja już znalazłam. Chodzi mi o Twoje rozumowanie - skoro tylko nieliczni mają szansę na sukces zawodowy, to chyba potencjalnych cesarzy nie jest "od groma". Być może tych mających aspiracje do życia wg.wzmiankowanego "poradnika" jest od groma, ale już liczba tych, którzy mają możliwość realizacji takiego modelu, są pojedyncze przypadki.
                    • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:29
                      Ralizują jeno przy niższych nakładach środków finansowych. Nie zmniejsza to obowiązków kobiety.
                    • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:44
                      jakby babeczki siedzialy w domach to by nie stanowilo to zadnego problemu dla nawet srednio rozgarnietego orangutana. a tak bywa roznie i trzeba sie czasem posilkowac przyslowiem "mierz zamiary na sily, nie sily na zamiary" ;)
                      • martishia7 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 14:10
                        No to jednak kobiety idąc do pracy, odbierają mężczyznom także te najbardziej intratne posady, które pozwoliłyby im samodzielnie utrzymać rodzinę? Bo to, że odbierają te za "marne grosze" jest jak rozumiem bez znaczenia, i tak nie pozwoliłoby to samcowi na utrzymanie rodziny.
                        • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 14:14
                          zle liczysz :] prace ktora wykonywala jedna osoba wykonuja dzis dwie, pozniej maja podwykonawcow ci maja jeszcze innych i na koniec robia wszystko chinczycy ;) jakby babki siedzialy w domach to facet zarabialby minimalnie podwojnie, a to juz powinno spokojnie wystarczyc
                          • martishia7 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 14:53
                            Więc odsuwając na bok sektor państwowy, bo co do tego wiem, że mężczyźni bywają podejrzliwi, uważasz, że sektor prywatny także mnoży etaty ponad potrzebę w imię ich mnożenia, niezależnie od rachunku ekonomicznego?
                            • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 15:11
                              heh gdybym mogl ci napisac jak duze firmy biora podwykonawcow i pozniej jeszcze to ktos inny robi to bys sie zdziwila ze to wszystko dziala i nikt sie nie skarzy ;)
                              • martishia7 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 15:26
                                Doskonale sobie z tego zdaję sprawę. Ale to jest zupełnie normalne i naturalne w dobie postępującej specjalizacji. Pytałam o co innego. Czy uważasz, że firmy prywatne nie działają w swoim najlepszym interesie ekonomicznym mnożąc etaty? A w takim razie, nawiązując do Twojej wypowiedzi, czy uważasz, że nie opłaca im się do konkretnego zlecenia zatrudnić podwykonawcę?
                                • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 15:45
                                  hmm mnozenie kosztow bywa pozytywne :] jednak pozniej taka autostrade robia po kosztach i to naciaganych, ktora wyglada pozniej jak wyglada. komus sie to oplaca ktos za to i tak zaplaci, tylko czy jest to tego warte ;)
                                  • martishia7 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 15:59
                                    I to wszystko przez to, że kobity pracują? Oj masher, masher, ty to czasem płyniesz jak prezes pan.
                                    Ja wszystko wiem, ja rozumiem, i rozumiem, że niektórzy panowie by chcieli, ale to się zwyczajnie nie da. Nie na masową skalę. Gwoli ścisłości - wcześniej też się nie dało. Życie o jakim mówimy mogła swoim rodzinom zapewnić garstka. Różnica polega na tym, że warstwy bardziej upośledzone ekonomicznie papugowały ten model życia, na przykład podtrzymując na zewnątrz mit "pana i władcy", nawet jeśli na to, żeby było co do gara włożyć, musieli zasuwać oboje.
                                  • marina.sy Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 15:59
                                    A tam autostrady! Chcesz powiedzieć, że gdyby kobiety nie pracowały to tymi wszystkimi salowymi, sprzątaczkami i nauczycielkami od nauczania początkowego byliby mężczyźni i zarabiali by tyle, że stać by ich było na utrzymanie całej rodziny i spokojne życie?
                                    • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 16:15
                                      a niech wam bedzie, kobiety na traktory! chce czlowiek dobrze to nie pasuje :P
                                      • martishia7 Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 16:22
                                        Oj nie bocz się, nie bocz. Tam od razu na traktory. Niech sobie po prostu idą gdzie chcą. Byle wiedziały czego chcą.
              • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 12:54
                Babskie cesarstwo czyli ogarnięcie siebie, męża, dzieci, domu i ewentualnego zwierzyńca to godzina dziennie? Reszta doby to czytanie książek i malarstwo? Wchodzę w to z miejsca. Ożenisz się ze mną. I wcale nie pytam Cię o zgodę.:D
                • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:04
                  border sam polowe chalupy ogarnie, dzieci zagoni do i ze szkoly, posprzata... jak nic musisz dorzucic uprawianie kwiatow przed domem abym po przyjsciu mial ladny widok, a zima mogl odpoczac we szklarni miedzy pachnacymi ladnymi kwiatami i z drinkiem w lapie :D
                  • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:07
                    Zapomnij. Godzina pracy na wsio. :P
                    • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:14
                      i znow wszystko przez te kwiaty... lol dolozysz kwiaty i zapominamy o podawaniu kapci ktorych nie znosze :D
                      • menk.a Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:23
                        Wiecheć kupujesz każdorazowo wracając z pracy do domu. I kapci niet.:D
                        • masher Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 13:46
                          to juz skrajny terroryzm, zero negocjacji :P a bylo nie pisac "cesarstwo". dobrze ze chwile spokoju bede mial dozywotnio :D
                  • homohominilupus Re: Poradnik dobrej żony z 1955 r. 01.02.11, 20:58
                    chcialabym to zobaczyc
                    zwlaszcza tego drinka w lapie :-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja