horatio77
04.02.11, 12:06
Dwa lata temu zakochałem się w pewnej dziewczynie. Po kilku miesiącach koleżeńskiej znajomości, w czasie których spotykaliśmy się dość często, a ja bez rezultatu zabiegałem o jej względy ( na każde spotkanie przynosiłem jej kwiaty) , nie wytrzymałem i wyznałem jej miłość. Był to akt niewątpliwie desperacki, obliczony na jakieś rozstrzygnięcie i przerwanie męczącej dla mnie sytuacji, może tylko dość niefortunna była listowna forma tego wyznania, niemniej sądzę, że jego adresatka dużo wcześniej nie miała żadnych wątpliwości co do moich dla niej uczuć. (zdawała sobie sprawę z ich rosnącej intensywności i tym bardziej podkreślała, że zależy jej tylko na przyjaźni ze mną).Pożądane rozstrzygnięcie, tj. gwałtowne zerwanie przez nią naszej znajomości, choć bolesne i przykre, miało dla mnie tę zaletę, że pozbawiło mnie resztek złudzeń i zmusiło do pogodzenia się z sytuacją. Z upływem czasu stała mi się prawie obojętna, choć we wspomnieniach zawsze otaczałem jej osobę ciepłymi uczuciami. Kilka miesięcy temu spotkałem ją przypadkowo w operze. Przeszedłem obok niej, jak mi się wydawało, niezauważony, i wcale nie miałem zamiaru podchodzić, tymczasem to ona podeszła i rozpoczęła rozmowę, poprosiła, abym usiadł obok niej , a po spektaklu zaproponowała kawę. Nie potrafiłem jej odmówić. W rozmowie nie wracaliśmy do okoliczności naszego rozstania, dość szybko pożegnaliśmy się, a potem każde poszło w swoją stronę i byłem przekonany, że na tym się skończy, tymczasem ona zaraz potem przysłała mi sms-a, że bardzo się z tego spotkania cieszy i że chętnie je powtórzy. Okazałem słabość i zaprosiłem ją na koncert. Potem jeszcze raz zaproponowałem jej spotkanie, ale ona akurat nie mogła tego dnia, jednak wyraziła chęć pozostania ze mną w kontakcie. Zadeklarowałem, że napiszę później, jednak nie napisałem , nie chcąc się znów narzucać i wychodząc z założenia, że jeśli jej na mnie zależy , to sama do mnie napisze. Tymczasem ona milczała. Na Święta złożyłem jej życzenia, na które odpowiedziała po dwutygodniowej zwłoce. Wtedy zapytałem, czy wciąż ma ochotę się ze mną spotykać, na co ona nie odpisywała przez trzy tygodnie, a potem niespodziewanie odpowiedziała zaproszeniem na koncert swojego zespołu. Po koncercie dziękowała mi za obecność, podkreślała, że jestem jedynym jej znajomym, który jej nie zawiódł, bo wszyscy inni z jakichś względów nie mogli przyjść. Spotkanie przy kawie przełożyliśmy na ten tydzień, bo każde z nas gdzieś się śpieszyło. Żeby nie wyszło na to, że mi nie zależy, dwa dni później pierwszy odezwałem się w sprawie tego spotkania i oczywiście nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Po upływie kolejnych dwóch dni wysłałem sms-a z pytaniem o przyczynę jej milczenia i przeprosinami, jeśli czymkolwiek ją uraziłem bądź zachowałem się niewłaściwie- oczywiście o niczym takim nie mogło być mowy. Odpowiedziała, że to ona przeprasza, ale jest trochę chora i w związku z tym roztargniona i nieprzytomna, dlatego zapomniała odpisać. Jakoś mnie to nie przekonało. Ostatecznie umówiliśmy się na konkretny dzień w przyszłym tygodniu...Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć i czego ona ode mnie chce. Wiem, że nie ma nikogo, widziałem jej profil ma jednym z portali randkowych, gdzie napisała, że od partnera oczekuje m.in. zdecydowania i spontaniczności, ale kiedy próbuję się do niej zbliżyć to się odsuwa, na pewno nie próbuje zachęcać mnie do pocałunku, aranżując sytuacje, w których fizyczny dystans między nami maleje, ale raczej go stwarza, trzyma się ode mnie na pewną odległość. Mimo wszytko wydaje mi się, że ta uwaga o braku zdecydowania i spontaniczności odnosi się do mnie, bo faktycznie brak mi tych cech, i już sam nie wiem , co robić.?Przepraszam za chaotyczność i nieskładność tej pisaniny, ale mam kompletny zamęt w głowie.