beznadzieja...co robic...

05.02.11, 17:56
Krótko i zwięzle:staz małżeński 12lat kilka lat temu odkryta jego zdrada,nie odszedł do niej ale został.Teraz podobno żałuje,mnie nie kocha-jestem tego pewna,rozwodu chce bez orzeczenia o winie i w dodatku nie chce sie wyprowadzić jedynie zgadza sie płacic na dzieci.Odkryłam,że z nią meiluje.....on chce żebyśmy żyli obok siebie az kogos sobie znajdziemy...MASAKRA.Ja już mam dość.Poradzcie coś bo mam wrażenie,że sytuacja jest patowa:/A ja głupia cały czas żyłam...żyje nadzieja...że może kiedys....że może nie wszystko stracone....Raz bym spakowała i wywaliła na zbity pysk a innym razem mam doła..rycze,jade na prochach.Ta huśtawka jest nie do wytrzymania....Pomóżcie
    • awodnik74 Re: beznadzieja...co robic... 06.02.11, 16:34
      nikt mi nie nie doradzi?.......:(
      • sid-the-sloth Re: beznadzieja...co robic... 06.02.11, 16:39
        A co tu doradzać? Sytuacja jest klarowna.
      • wicehrabia.julian Re: beznadzieja...co robic... 06.02.11, 16:39
        awodnik74 napisała:

        > nikt mi nie nie doradzi?.......:(

        ale co tu doradzać, podejmij decyzję sama bo to przecież twoje życie
    • soulshunter Re: beznadzieja...co robic... 06.02.11, 16:38
      Ale co, jak pomozcie? Mamy za ciebie prochy lykac, czy przyjechac ukatrupic misia? Ludzie jednak maja narabane.
    • akle2 Re: beznadzieja...co robic... 06.02.11, 16:49
      Więc dlaczego nie wywalisz na zbity pysk? Czyje jest mieszkanie? Czekasz, aż przyjdzie z kwiatami i będzie bił się w piersi?
      Ja na Twoim miejscu spakowałabym jego brudne gacie i wysłała tamtej pocztą (znając adres oczywiście, ale to chyba nie jest trudne do ustalenia), że teraz ona będzie je prać.
      Zastanawiam się, czy jak ja znajdę męża, to czy też stracę resztki honoru i będę próbowała zatrzymać misia na siłę po tego typu akcjach. Przecież to na maxa poniżające.
      Trzymaj się kobieto i zrób coś z tym. A co do alimentów na dzieci - łaski nie robi.
    • marzeka1 Re: beznadzieja...co robic... 06.02.11, 17:08
      Czyje jest mieszkanie?
      Złóż podanie o rozwód z orzekaniem o winie (nie zgadzaj się na inną opcję).
      Dlaczego siebie poniżasz o żebranie uczuć takiego zdradliwego gnojka?
    • khadroma Re: beznadzieja...co robic... 06.02.11, 17:14
      Jesli on Cie zdradzil, to nie zgadzaj sie na rozwod bez orzekania winy, bo niby dlaczego..
      Na sprawie rozwodowej ustalcie kwestie mieszkaniowe, majatkowe i alimenty.
      • nikaooo Re: beznadzieja...co robic... 06.02.11, 17:27
        Ja na twoim miejscu nie łudziłabym się.
        Jeśli dałaś szanse,a on teraz żałuje,że ją dostał,to nawet nie podejmowałabym żadnych starań.Wiem,łatwo mówić,ale musisz coś zrobić ,bo oszalejesz...

        Najgorsze co może fecet okazać kobiecie,to uczucie...do innej.Ty to widzisz,a mimo to nie zrobisz z nim porządku?
        zrób jedno cięcie,najwazniejsze ,żeby już razem nie mieszkać.
    • horpyna4 Re: beznadzieja...co robic... 06.02.11, 17:31
      Zacznij od zebrania dowodów jego winy. Potem wystąp o rozwód z orzeczeniem o winie i nie daj się namówić na inną opcję, słusznie ktoś już to zauważył.

      Jeżeli jest orzeczenie o winie, to będzie musiał płacić nie tylko na dzieci, ale i na Ciebie w przypadku znacznego pogorszenia się Twojej sytuacji materialnej (np. utrata pracy). Facet o tym wie i chce się wymiksować z ewentualnego płacenia.

      I przestań ryczeć, bo palant nie jest tego wart. Nie daj też sobą manipulować, bo on już zaczął: "żebyśmy żyli obok siebie, aż kogoś znajdziemy". On w ten sposób usiłuje wmówić, że nie ma niczyjej winy i łaskawie się zgadza, żebyś sobie znalazła innego - bo wtedy będziecie w podobnej sytuacji dla sądu. Uważaj.
      • akle2 Re: beznadzieja...co robic... 06.02.11, 17:37
        Dokładnie. I dopóki nie będzie prawomocnego orzeczenia o winie, to sama nie pakuj się w romanse, bo on wtedy odwróci kota ogonem.
    • ada828 Re: beznadzieja...co robic... 06.02.11, 18:28
      Nie czytałam poprzednich postów.
      Wywalić, pozew o rozwód z jego winy + alimenty. Sytuacja się komplikuje, kiedy nie masz pieniędzy na prawnika/czasu na czekanie na alimenty/komornik nie będzie mógł ściągnąć alimentów. Wtedy trzeba odkryć te strony kobiecości, które tkwią w kochance Twojego męża.
      • akle2 Re: beznadzieja...co robic... 06.02.11, 18:39
        A możesz jaśniej? (ostatnie zdanie)
    • brak.slow Re: beznadzieja...co robic... 07.02.11, 01:23
      dostałaś parę mądrych odpowiedzi odnośnie tego jaki złożyć pozew, jakie masz prawa w tej sytuacji i co powinnaś dalej robić.
      nie poniżaj się i nie rób z siebie idiotki, tylko załatw sprawę tak, żebyś nie wyszła z tego z jedną walizką. faceci z powodu kochanek często gęsto oczyszczają wspólne konta do zera i zabierają wszystko co wspólne do nowej pani - h.., że była żona dzieciom nie ma za co dać jeść.

      1. do kogo należy mieszkanie? jest kupione przed ślubem na któreś z was, na oboje, czy dopiero po ślubie? jest wspólnota majątkowa czy rozdzielność??
      2. absolutnie nie wolno Ci sie zgodzić na rozwód bez orzekania o winie.
      3. pomyśl o dzieciach i o tym w jakich muszą żyć warunkach zamiast pisać o nadziei i zmianie na lepsze, bo tego nie będzie. lepiej będzie jak nie będą musiały patrzeć w jakim układzie żyją ich rodzice.
      4. "on chce żebyśmy żyli obok siebie az kogos sobie znajdziemy...MASAKRA" wiesz do czego się doprowadzisz żyjąc w taki sposób? do psychicznej ruiny.
      działaj i to szybko.
    • m-kow Re: beznadzieja...co robic... 07.02.11, 02:25
      Miś na dziś to ma w planie "trójkąta", a w perspektywie, znając Twoją konstrukcję psychiczną, również ma w planie wasze mieszkanie. Więc się nie wyprowadza. I tyle.

      ---
      "Statek coraz bardziej przecieka, pasażerowie jeszcze nie wiedzą, ale pierwszy oficer wie i po cichu ubiera kamizelkę ratunkową. Żeby pasażerowie nie zauważyli nalewającej się wody, to przelewa ją z sali balowej do maszynowni (czyli środki z OFE do ZUSu)." K. Rybiński
      • awodnik74 Re: beznadzieja...co robic... 07.02.11, 07:43
        Takiego kopa było mi potrzeba.....mieszkanie po slubie przepisała mu mamusia.Ja mam zagwarantowany dozywotnie mieszkanie.Nie wiem czy to cos pomoże ale braliśmy wspólnie kredyt na zakup mieszkania dla niej( my zostalismy na wiekszym ona poszła na inne).
        Czy taka akcja moze być brana w sądzie pod uwage?
        • brak.slow Re: beznadzieja...co robic... 07.02.11, 17:51
          jesteś pewna, że masz cokolwiek zagwarantowane? jesli mieszkanie zostalo przepisane tylko na niego, a dodatkowo wzięłaś kredyt dla teściowej, to coś mi tu smierdzi....
          idź na forum
          forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
          są tam bardziej doświadczeni ludzie w tym temacie
          szukaj prawnika
    • nothing.at.all Re: beznadzieja...co robic... 07.02.11, 08:43
      Tu nie ma co płakać, a rozwodzić się trzeba. Ale nie zgadzaj się na brak orzeczenia winy. Po prostu ustalcie wszystkie kwestie, pójdzcie do sądu i dalej poleci.
    • zjedz_mnie Re: beznadzieja...co robic... 07.02.11, 09:14
      Kobieto, przede wszystkim to Ty musisz wiedzieć co chcesz dalej robić ze swoim życiem! Czy chcesz je zmienić, czy tkwić w tym czymś pozornie wyglądajacym na "małżeństwo". Pamiętaj też, że robisz ogromą krzywdę dzieciom.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja