piotr_57
12.02.11, 09:12
Kiedyś już pisałem na ten temat.
Problem społeczny nie jest w tym, że ta pani nie może już mieć dzieci, bo to jej problem.
Problem nie jest w tym nawet, że prze to będzie mniej dzieci, co powoduje problemy demograficzne w skali narodu.
Problem jest w tym, że ten mechanizm eliminuje z rozrodu jednostki dla społeczeństwa najwartościowsze. Ludzie najbardziej przebojowi, otwarci na innowacje, odważni i byznesowo i społecznie, sami eliminują się z prokreacji. Właśnie "wychodzi" z okresu możliwego do prokreacji, pierwsze pokolenie, które spędziło całą swą dorosłość już w wolnej Polsce. W następnych odsetek takich kobiet będzie nieporównywalnie większy.
To niepowetowana strata dla społeczeństwa. Głupstwem jest przyznawanie jakiegoś becikowego, jako zachęty do rozrodu. To może zachęcić tylko jakąś patologię, a na pewno nie wpłynie na kobiety typu bohaterki artykułu. Tylko czy społeczeństwu na pewno powinno zależeć na rozpładzaniu patologii? Jak pogodzić społeczny awans młodych kobiet, z "dzietnością" w optymalnym czasie? Myślę, że to jedno z najważniejszych pytań, które stoją przed społeczeństwem, a pośrednio przed jego reprezentantami-prawo twórcami.
Odpowiedź na takie pytania jest zadaniem i istotą polityki i sensem istnienia polityków. A nie wzajemne obrzucanie się g.wnem i rechotanie z kretyńskich dowcipów.
dziecko.onet.pl/58973,0,0,przegapilam_czas_na_dziecko,artykul.html