"Wsiąkanie" w rodzinę.

20.02.11, 11:20
Nie pamiętam dokładnie cytatu, ale jest gdzieś w piśmie taki tekst o opuszczeniu ojca swego i matki swej i podążaniu za mężem czy żoną, nieważne kto za kim.
Jak to jest w Waszych rodzinach, lub jeśli takowych jeszcze nie posiadacie, to jak myślicie.
Czy człowiek po ślubie oddala się od własnej rodziny? Czy "wnika" do rodziny małżonka?
Czy bardziej kobieta do rodziny męża, czy raczej mąż do rodziny żony?
Gdy byłem małym dzieckiem, sporo jakiś ciotek wujków, innych krewnych z rodziny mamy gościło w naszym domu, z okazji świąt , imienin mamy, ojca itp. Z czasem było ich coraz mnie. Część odchodziła drogą naturalną, część kontaktów zerwała się. W końcu pozostali tylko dwaj bracia mamy. Później i oni odeszli.
Dzisiaj identyczną tendencję widzę w swojej rodzinie. Po ślubie znałem całą ogromną rodzinę żony. Jeździliśmy do nich, nawet prowadziliśmy wspólne interesy, piło się i bawiło.
Dzisiaj nie kontaktuję się już nikim z jej rodziny, chociaż nie było jakiegoś spektakularnego wydarzenia, które by te stosunki zmieniły.
Czy to jest to "podążanie" żony za mężem?
Czy Wy też "podążyłyście" za swoimi mężczyznami, czy może oni podążyli za Wami?
A może nie widzicie takiego problemu i żyjecie, w harmonii, w obu rodzinach ?
    • ursyda Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 11:26
      o, ciekawy wątek
      u mnie problem polegał na tym, że ja nigdy rodzinna nie byłam. Moja rodzina do tego przywykla a druga strona musiała się do tego przyzwyczaić.
      • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 11:41
        ursyda napisała:

        > o, ciekawy wątek

        Zobaczysz jak samotna będziesz w tym twierdzeniu:D Zaraz mi udowodnią, że jestem kretyn, w moje watki to propaganda szowinistycznej męskiej świni.
        Ale dziękuję za miłe słowa :)

        > u mnie problem polegał na tym, że ja nigdy rodzinna nie byłam. Moja rodzina do
        > tego przywykla a druga strona musiała się do tego przyzwyczaić.

        Moja zona jest taka sama. Jej niepotrzebna rodzina ani własna, ani moją.
        Dla niej oprócz męża, mamusi i dzieci może nikt nie istnieć, nawet rodzona siostra.
        A ja teoretycznie jestem dosyć rodzinny, ale w praktyce nie bardzo mi to jakoś wychodzi :(
        • ursyda Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 11:53
          jak nie będziesz pisać pie...gii w stylu: feministkom zanikają cycki to nikt się nie przyczepi
          co do tematu, to u mnie nie jest tak, że mogą nie istnieć ale jak widzę koleżanki co np raz dziennie muszą zajechać do mamy ale chociaz zadzwonić to nie łapię tego. Nic złego co prawda ale ja w ogóle nie czuję takiej potrzeby. Nie mówię o sytuacjach kryzysowych, gdzie ktoś z rodziny jest chory albo coś w tym stylu. Rodziców mam tu na miejscu, bracia natomiast zmienili miasto i też do siebie codziennie nie dzwonimy.
          • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 12:02
            ursyda napisała:

            > jak nie będziesz pisać pie...gii w stylu: feministkom zanikają cycki


            ?? A nie zanikają?? :D

            to nikt s
            > ię nie przyczepi

            A niech się czepiają :) co ja im będę odmawiał tego minimum radości :)


            > co do tematu, to u mnie nie jest tak, że mogą nie istnieć ale jak widzę koleżan
            > ki co np raz dziennie muszą zajechać do mamy ale chociaz zadzwonić to nie łapię
            > tego. Nic złego co prawda ale ja w ogóle nie czuję takiej potrzeby. Nie mówię
            > o sytuacjach kryzysowych, gdzie ktoś z rodziny jest chory albo coś w tym stylu.
            > Rodziców mam tu na miejscu, bracia natomiast zmienili miasto i też do siebie c
            > odziennie nie dzwonimy.

            Wiesz, mnie się wydaje, że to nie ma znaczenia jak blisko się mieszka czy jak często się widujesz. Ważna jest bliskość w wymiarze więzi, poczucia jedności, potrzeby "czucia" istnienia pozostałych członków rodziny.
            We mnie to z czasem zamarło, albo przynajmniej bardzo osłabła. Z jednej strony marzą mi się święta w domu pradziadków, Wigilia do której usiadłoby 30 osób, a z drugiej nic nie robię w tym kierunku by wprowadzić to w życie. A nawet jak już pomyśle, to zaraz przypominam sobie wszystko co złego się w rodzinie wydarzyło i chęć pryska jak bańka mydlana.
            • kocia_noga Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 21.02.11, 09:04
              piotr_57 napisał:

              > > jak nie będziesz pisać pie...gii w stylu: feministkom zanikają cycki
              >
              >
              > ?? A nie zanikają?? :D
              >
              > to nikt s
              > > ię nie przyczepi
              >
              > A niech się czepiają :) co ja im będę odmawiał tego minimum radości :)
              >

              a więc znany jesteś ze swoich antyfeministycznych wypowiedzi podszytych jakąś specyficzną potrzebą seksualną. Nawet jeśli zapewnia ci to "minimum radości" to zły powód do prezentowania swoich dysfunkcji, nawet anonimowo w internecie, nawet gdy wiek niejako to tłumaczy.
              • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 21.02.11, 09:50
                Dysfunkcje seksualne tłumaczone wiekiem, zapewniając minimum radości skutkują rozsławiającymi wypowiedziami antyfeministycznymi. :D:D:D
                Dawno nie czytałem tak odkrywczego ciągu logicznego :D
                • triismegistos Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 21.02.11, 11:53
                  Ciekawam, czy równie facynującym pokażesz ciąg przyczynowo-sutkowy zanikania... Chyba, ze to krotochwila a ja nie zrozumiałam.
        • olalala29 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 16:14
          U mnie zaś kiedy myślę Rodzina - pojawia się w głowie moja mama, tata, brat, moje córki a na końcu mąż. I nie to, że mąż jakiś zły czy że go nie kocham - bo kocham i to bardzo.
    • kitek_maly Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 11:30
      U mnie w rodzinie wprost przeciwna tendencja - kobiety bardziej ciągną (skutecznie) do swoich rodzin. Nie sądzę, żeby to miało jakikolwiek związek z płcią, raczej chodzi o charakter i relacje między rodzinami.

      Rozpatrywanie wszystkiego przez pryzmat płci to łatwe uproszczenie, ale często prowadzi do błędnych wniosków.
    • wicehrabia.julian Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 11:31
      piotr_57 napisał:

      > A może nie widzicie takiego problemu i żyjecie, w harmonii, w obu rodzinach ?

      od rodziny najlepiej trzymać się z daleka :)
      • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 11:36
        wicehrabia.julian napisał:

        >
        > od rodziny najlepiej trzymać się z daleka :)

        A mnie zawsze w głowie tkwi piosenka z kabaretu starszych panów : "Rodzina, rodzina.....lecz kiedy jej nima samotnyś jak pies"
        >
        • wicehrabia.julian Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 11:38
          piotr_57 napisał:

          > A mnie zawsze w głowie tkwi piosenka z kabaretu starszych panów : "Rodzina, rod
          > zina.....lecz kiedy jej nima samotnyś jak pies"

          rzecz w tym, że rodziny się nie wybiera i jest się zmuszonym do przebywania z ludźmi, których nawet się nie lubi

          dlatego w tym sensie rodzinę stanowią dla mnie przyjaciele
          • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 11:43
            wicehrabia.julian napisał:

            > rzecz w tym, że rodziny się nie wybiera i jest się zmuszonym do przebywania

            Nikt nie jest mnie w stanie do tego zmusić. Ani nikt, ani żadne więzy krwi.

            dlatego w tym sensie rodzinę stanowią dla mnie przyjaciele

            To dla mnie odwrotnie. Albo rodzina stanowi przyjaciół, albo jej "nie ma" !
            >
            >
    • lolcia-olcia Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 11:38
      Jak chcesz wsiąkać to zdjęcie sobie z nimi zrób i na tym zakończ współpracę :)
    • jan_hus_na_stosie Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 11:39
      u mnie to dopiero za jakiś czas się okaże kto kogo "wsiąknął" :)
    • chersona Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 11:42
      może słusznie, może nie - wydaje mi się, że dziś nie pielęgnuje już się tak bardzo kontaktów rodzinnych. Rodzinę zastąpili znajomi, centra handlowe, praca. U mnie kontakty rodzinne ograniczają się do spotkań z moimi rodzicami, z rodzicami męża i jego braćmi, którzy razem z rodzicami mieszkają i do spotkań z moim bratem, jego żoną i dziećmi.
      Pierwszy rozpad tej welkiej rodziny nastąpił po śmierci babci ze strony ojca. To ona była klamrą spinającą nas wszystkich - dzieci, wnuki i prawnuki. Duża część mojej rodziny po prostu wymarła - niektóre ciocie, wszyscy wujkowie, brat cioteczny. Okazją do spotkań są kolejne pogrzeby członków rodziny, na których widzę twarze stare i młode zupełnie mi obce. Z siostrą cioteczną mieszkamy dosłownie 5 minut od siebie i nigdy się nie spotkałyśmy, a mieszkamy tak już 8 lat. Są tylko ciągłe obietnice spotkań.
      Nie ma u nas ciągłości pokoleń. Jak mawiają: znajomi umierają, a rodzą się nieznajomi. I mam poczucie, że życie leci, jak strzała i jak się nie pospieszę, to nie starczy czasu, żeby te kontakty pielęgnować. a przecież te wspólne chwile są w życiu najcenniejsze. najcenniejsze.
      • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 11:53
        chersona napisała:

        > może słusznie, może nie - wydaje mi się, że dziś nie pielęgnuje już się tak bar
        > dzo kontaktów rodzinnych. Rodzinę zastąpili znajomi, centra handlowe, praca.

        Oczywiście masz racje. To ogólna tendencja socjologiczna.

        U
        > mnie kontakty rodzinne ograniczają się do spotkań z moimi rodzicami, z rodzicam
        > i męża i jego braćmi, którzy razem z rodzicami mieszkają i do spotkań z moim br
        > atem, jego żoną i dziećmi.

        Ja nie rozmawiam ze swoją siostrą od ponad 20 lat, chociaż mieszak w Warszawie. Z siostrą żony też nie, ale tu mam wymówkę bo mieszka za oceanem :D

        Pierwszy rozpad tej welkiej rodziny nastąpił po śmierci babci ze strony ojca. To ona była klamrą spinającą nas wszystkich - dzieci, wnuki i prawnuki.

        U mnie tego nie było bo rodzice pochodzili z zupełnie różnych warstw społecznych, z czym babcia ze strony ojca nigdy nie pogodziła się. Na tym poziomie pokoleniowym nigdy nie było żadnych kontaktów.

        Duża część mojej rodziny po prostu wymarła - niektóre ciocie, wszyscy wujkowie, brat cioteczny. Okazją do spotkań są kolejne pogrzeby członków rodziny, na których widzę twarze stare i młode zupełnie mi obce.

        Jedni umierają inni się rodzą. Myślę, że to jednak raczej sprawa chęci niż natury:

        Z siostrą cioteczną mieszkamy dosłownie 5 minut od siebie i nigdy się nie spotkałyśmy, a mieszkamy tak już 8 lat. Są tylko ciągłe obietnice spotkań.

        :D:D To tak odnośnie powyższego akapitu :)


        > Nie ma u nas ciągłości pokoleń. Jak mawiają: znajomi umierają, a rodzą się niez
        > najomi.

        Słusznie mówi, ale to tez raczej kwestia wolicjonalna.

        I mam poczucie, że życie leci, jak strzała i jak się nie pospieszę, to
        > nie starczy czasu, żeby te kontakty pielęgnować. a przecież te wspólne chwile s
        > ą w życiu najcenniejsze. najcenniejsze.

        Też za tym tęsknię.
        Wydaje mi się, że tak nie dawno ciotka Halina robiła mi zabawki na choinkę, gdy byłem chory na anginę.
        A było to 53lata temu.
    • sadosia75 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 12:01
      Maz podazyl za mna do mojej rodziny. ale nie bylo to moje widzimisie. po prostu tesciowa wykluczyla nas z rodziny skutecznie. utrzymuje kontakt z tesciem, widujemy sie, zapraszamy go do siebie. z reszta rodziny meza mamy kontakt jako taki. z kolei z najblizsza rodzina ( tesciowa i szwagierka ) kontakt jest rowny zeru.
      • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 12:04
        sadosia75 napisała:

        > Maz podazyl za mna do mojej rodziny. ale nie bylo to moje widzimisie. po prostu
        > tesciowa wykluczyla nas z rodziny skutecznie.

        Tak było z moją babcia i moimi rodzicami.
        Jeśli nie jest to zbytnie wścibstwo, to przedstaw proszę podłoże konfliktu z teściową. :)
        • sadosia75 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 12:09
          Piotrze a masz jakies 2 dni na zbyciu? bo tyle potrzebuje czasu, zeby opisac dokladnie podloze konfliktu :)
          a tak z grubsza to : wiara ( nie jestem katoliczka ), slub ( nie w kosciele ), chrzest dzieci ( nie w kosciele ) syn zostawil matke ( wyprowadzil sie z domu rodzinnego, matka byla na utrzymaniu syna a pieniadze,ktore zarabiala wydawala na coreczke co do grosza niczego jej nie zalujac, a moj maz oplacal rachunki, robil zakupy ) jej klamstwa ( okazalo sie, ze rak piersi jest klamstwem i to ja sie o tym dowiedzialam )
          ogolnie to ja jestem diabel wcielony a ona chroni syna.
          czyli norma :)
          • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 12:13
            Ok, rozumiem.
            Pierwotnym problemem była wiara. Reszta była już tylko wynikiem negatywnego nastawienia.
            Mnie zawsze interesuje tylko ten pierwotny powód, bo późniejsze anomalie są już tylko efektem.
            Dzięki za wyjaśnienie :)
            • sadosia75 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 12:20
              Pierwotnym problemem bylo to, ze sponsor wyprowadzil sie z domu. Wiara niby byla najwazniejszym problemem jednak nigdy szczegolnie tesciowej nie przeszkadzalo to, ze w jej rodzinie sa tez osoby mojej wiary.
              pozatym to moja tesciowa. z nia nigdy nie wiadomo o co chodzi.
              • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 12:38
                sadosia75 napisała:

                pozatym to moja tesciowa. z nia nigdy nie wiadomo o co chodzi.

                Z żadną teściową nie wiadomo o co chodzi. :D:D
                Moja mam pochodzi z rodziny od pokoleń warszawskiej. To był wystarczający powód by moja babcia całe życie uważała ją za "chamkę z Warszawy". Dla pokolenia pokolenia mojej babci mieszkanie w mieście było czymś poniżającym:) Zupełnie odwrotnie niż dzisiaj :)
                Za to ja dla mojej teściowej jestem albo pie... Ukrainiec (z powodu kresowego pochodzenia mojej rodziny, po ojcu), albo mecenas pie.... :D
                • sadosia75 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 13:58
                  A nie bylo mixu? pie... ukrainski mecenas? :D
                  Kiedys i ja bede tesciowa i juz zapowiedzialam mezowi i dzieciom. jesli bede "typowa" tesciowa to na odstrzal mnie i bez wiekszego zalu :)
                  • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 14:09
                    sadosia75 napisała:

                    > A nie bylo mixu? pie... ukrainski mecenas? :D

                    :D:D Na to jeszcze nie wpadła .


                    > Kiedys i ja bede tesciowa i juz zapowiedzialam mezowi i dzieciom. jesli bede "t
                    > ypowa" tesciowa to na odstrzal mnie i bez wiekszego zalu :)

                    Wcale się nie śmiej. Moja żona ma cholerne inklinacje do bycia straszną teściową.
                    Też się kiedyś zastrzegała, że ona to nie, nigdy, absolutnie. A teraz, gdyby nie ja, to dzieciaki już dawno miały by powody do znienawidzenia jej.
                    Od czasu gdy córka wyprowadziła się z domu, nasz stosunek do rodzin naszych dzieci, jest jednym powodem naszych kłótni.
                    • sadosia75 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 18:03
                      Daj czas tesciowej ;) jeszcze zastosuje mix i moze zdrobnienie? bedziesz pie... ukrainskim mecenasikiem. kto wie. fantazja kobiet nie zna granic ;)

                      Ja sie nie zastrzegam :) Ja wydalam polecenie sluzbowe. jesli zacznie mi odwalac- zlikwidowac :) nie znioslabym siebie w wydaniu " wrednej tesciowej"
                      Chociaz moj maz ma takie zadatki na bycie wrednym tesciem :) inwigilacja potencjalnych chlopakow starszej corki odbywa sie juz w progu :) w wykonaniu meza i naszych psow.
    • teletoobis Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 12:07
      (7) dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę (8) i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. (9) Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!

      (Ew. św. Marka 10:7-9)

      czyli tzw. ustanowienie sakramentu. Dla mnie belkot
      • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 12:15
        teletoobis napisał:
        Dla mnie belkot

        No cóóż, to wystarczający powód by zmienić lekturę :)
        Ale na pytanie zawarte w starterze nie odpowiedziałeś :
      • jan_hus_na_stosie Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 12:34
        dlaczego od razu bełkot? no może ostatnie zdanie "Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!" jest trochę nieżyciowe, wszak różne wypadki w życiu się zdarzają, ale poprzednie dwa zdania głupie nie są :)
        • teletoobis Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 12:52
          Bo zawarta tu jest wielka niezgodnosc. W/g prawa kanonicznego sakramentu malzenstwa udzielaja sobie malzonkowie nawzajem, a nie ksiadz, czy jakis bog. Natomiast rozdzielac juz sie nie moga, bo taka jest fanaberia i bledne tlumaczenie pisma.... Moim zdaniem chodzi o trzeciego czlowieka, ktory nie powinien rozdzieelac tego, co laczy dwie osoby....
          • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 13:01
            teletoobis napisał:

            > Bo zawarta tu jest wielka niezgodnosc. W/g prawa kanonicznego sakramentu malze
            > nstwa udzielaja sobie malzonkowie nawzajem, a nie ksiadz, czy jakis bog. Natomi
            > ast rozdzielac juz sie nie moga, bo taka jest fanaberia i bledne tlumaczenie pi
            > sma.... Moim zdaniem chodzi o trzeciego czlowieka, ktory nie powinien rozdziee
            > lac tego, co laczy dwie osoby....

            Św. Mario, pisma interpretator.
            Tak każ sobie wyryć na nagrobku :D

            Mnie ględzenie pisma, w znaczeniu zobowiązania, zupełnie nie interesuje. Natomiast jak najbardziej interesują mnie przekazy społeczne kulturowe zawarte w piśmie. Ciebie odwrotnie. Skupiasz się na krytyce zobowiązań zamiast je, po prosty, pomijać.
            Taki stosunek jak Ty do pisma, to ja mam do nauk rzymskich stoików. Biorę tylko to co dotyczy mnie, natomiast odrzucam całą część "społeczną".
            • teletoobis Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 13:23
              jesli garstka cwaniakow w sukienkach na podstawie tego pisma uzurpuje sobie prawo do wladzy nad duszami, prawo do ingerencji w zycie czlowieka, stanowienie o prawach spolecznych itd, to jak najbardziej wskazane jest przestudiowanie tegoz pisma pod tym wlasnie katem. Kazda wykazana niespojnosc, to gwozdz do ich trumny i argument za tym, ze - primo- sami pisma nie znaja, sekundo- nie stosuja sie do jego nakazow, ergo- nie maja mandatu na to, by w imieniu pisma stawiac sie ponad prawem, czy miec czelnosc bycia autorytetem moralnym
              • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 13:39
                teletoobis napisał:

                > jesli garstka cwaniakow w sukienkach na podstawie tego pisma uzurpuje sobie pra
                > wo do wladzy nad duszami, prawo do ingerencji w zycie czlowieka, stanowienie o
                > prawach spolecznych itd, to jak najbardziej wskazane jest przestudiowanie tegoz
                > pisma pod tym wlasnie katem.

                Nie mam nic przeciwko studiowaniu pisma, chociaż mnie się nie chce.

                Kazda wykazana niespojnosc, to gwozdz do ich trum
                > ny

                :D:D:D Cóż za megalomania .
                Taki gwóźdź do trumny katolicyzmu pierwszy próbował wbić Neron, ostatnią Stalin :D:D szło im, że tak powiem, niespecjalnie :D

                i argument za tym, ze - primo- sami pisma nie znaja, sekundo- nie stosuja si
                > e do jego nakazow,

                To z kolei dość dosadnie próbował im uprzytomnić (np.) Luter:)

                czy miec czelnosc bycia autorytetem moralnym

                Noooo, teraz to mnie zagoniłeś w ciemną dziurę:)
                To jest zdanie tak pełne sprzeczności logicznych, że aż mniem siem ciemno przed łocyma zrobiło.
                • teletoobis Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 13:42
                  Piotrus, uswiadom sobie, ze 30 lat temu 90% katolstwa co niedziele lazila do kosciolka, dzis-37%
                  wtedy do ateizmu, czy agnostycyzmu przyznawalo sie 10% - dzis- 35%
                  Powoli, systematycznie uswiadamia sie ludzio, czym tak naprawde jest kosciol.
                  Popatrz na zachod- tam sa juz reliktem, skansenem. U nas tez do tego dojdzie.
      • kocia_noga Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 18:35
        teletoobis napisał:

        > (7) dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę (8) i złączy się ze swoją żon
        > ą, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. (9) Co
        > więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!

        >
        > (Ew. św. Marka 10:7-9)
        >
        > czyli tzw. ustanowienie sakramentu.


        Ustanowienie matrylokacji.


        Dla mnie belkot

        nie tyle bełkot, tylko jeszcze jedna z rzeczy całkowicie pomijanych przez x-iaństwo.
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 12:16
      Ja myślę że to raczej kwestie osobowe a nie płciowe czy ogólnie rodzinne.

      Po prostu jeśli ktoś ma w rodzinie ciekawe, serdeczne i towarzyskie osoby to łatwiej będzie w tą rodzinę wciągnąć.
      Druga sprawa to preferencje małżonków/partnerów. Jedna osoba może być bardziej otwarta na nowe kontakty i bez problemu "wsiąknie" w rodzinę partnera, a w drugą stronę może iść to znacznie trudniej.

      No i trzecia sprawa - geografia. Choćby rodzina była najwspanialsza, jeśli mieszka w Ustrzykach górnych to ciężko będzie w nią ze Szczecina wsiąknąć.
    • venettina Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 12:17
      Ciekawy watek. Mam podobne obserwacje jak Wy: nastepuje atomizacja polskiego spoleczenstwa. Jeszcze niedawno rodziny trzymaly sie razem, imprezy jak chrzty, wesela sprawialy ze ludzie odnawiali kontakty; odwiedziny, wizyty na wakacje u kogos (albo wrecz nagle najazdy ktore tez byly akceptowane)... wszystko to razem sprawialo ze rodzina "trzymala sie".

      Wprowadzenie zachodniego, a dokladniej amerykanskiego stylu zycia zmienilo to radykalnie. Najazd staje sie najwiekszym faux pas, mieszkania mamy podobne czy nawet wieksze niz w PRL, ale goszczenie kogos przez tydzien wakacji (jego) a nie daj Bog dwa tygodnie, coraz czesciej traktujemy jak wielka uciazliwosc. Do tego praca po kilkanascie godzin na dobe, zeby zyc na "przyzwoitym poziomie". Wszystko razem sprawia, ze nie tylko nie znamy rodziny, ale nawet myslac o wlasnej starosci zaczynamy sie zastanawiac gdzie jest "fajny" dom starcow...

      Znam relacje rodzinne we Francji, Niemczech i we Wloszech i zapewniam was ze sa znacznie silniejsze niz w Polsce. My przyjelismy amerykanski model zycia.
      • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 12:28
        venettina napisała:
        >
        > Znam relacje rodzinne we Francji, Niemczech i we Wloszech i zapewniam was ze sa
        > znacznie silniejsze niz w Polsce. My przyjelismy amerykanski model zycia.

        Zgadzam się z Twoimi spostrzeżeniami. Ciekawy jest też końcowy wniosek, ale nie zmienia to faktu, że do meritum startera nie ustosunkowałaś się w ogóle :)
        • venettina Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 14:09
          Prawda :) Po prostu, u mnie nie bylo wsiakania w zadna familie (odlegosci).
      • jan_hus_na_stosie Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 12:47
        masz rację :)

        ja chcę swoje życie zmienić, bo też mam w firmie zapieprz :/ dużo zleceń, dużo pracy a pieniądze średnie (w porównaniu do zapieprzu). Chcę zacząć przebranżawiać firmę w kierunku mniejszego zapieprzu, mniej pracy przy komputerze, więcej pracy z ludźmi, chcę stworzyć sobie namiastkę czegoś co przeoczyłem w swoim życiu, czyli pracy na uczelni :)

        nie podoba mi się amerykański model życia
        • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 13:03
          jan_hus_na_stosie napisał:

          > masz rację :)
          >
          chcę stworzyć sobie namiastkę czegoś co przeoczyłem w swoim życi
          > u, czyli pracy na uczelni :)

          Mamy coś wspólnego.
          Ja też przegapiłem swoje "powołanie". Powinienem być adwokatem w kraju o prawie precedensowym. To jest moje powołanie.
          >
          > nie podoba mi się amerykański model życia
          >
          >
        • trusia-trollusia Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 13:03
          Ani ja, ani małżonek nigdy nie 'wsiąkliśmy' w swoje rodziny. Można z całą stanowczością powiedzieć, że jesteśmy arodzinni. Niektóre pociotki znam jedynie ze słyszenia, czasem spotykamy się jedynie na weselach lub pogrzebach( i to nie zawsze). Kiedyś nawet usłyszałam takią opinię, że skoro nie chodzimy na hm uroczystości, to na nasze też nikt nie przyjdzie. Niestety nie zmartwiło nas to. Dla niektórych, taka postawa jest naganna, dla mnie zdecydowanie dobra. :)
          • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 13:41
            trusia-trollusia napisała:

            > Ani ja, ani małżonek nigdy nie 'wsiąkliśmy' w swoje rodziny. Można z całą stano
            > wczością powiedzieć, że jesteśmy arodzinni. Niektóre pociotki znam jedynie ze s
            > łyszenia, czasem spotykamy się jedynie na weselach lub pogrzebach( i to nie zaw
            > sze). Kiedyś nawet usłyszałam takią opinię, że skoro nie chodzimy na hm uroczys
            > tości, to na nasze też nikt nie przyjdzie. Niestety nie zmartwiło nas to. Dla n
            > iektórych, taka postawa jest naganna, dla mnie zdecydowanie dobra. :)

            Czyli wytyczacie całkiem nowe ścieżki :)
            A nie boisz się, że to będzie bardzo bolesne jak Twoje dzieci wezmą z Was przykład i postąpią tak samo ?
            • trusia-trollusia Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 14:02
              Czy ja wiem, czy nowe?! Wielu ludzi tak ma, albo zero kontaktów, albo znikome. Nie jestem fanka imprez typu ' u cioci na imieninach', siedzenia za stołem i wysłuchiwania bolączek rodzinnych. Dlatego dla mojej rodziny nie jestem zbyt dobrym słuchaczem - przytakiwaczem, więc dobrowolnie nie katuję ich swoja osobą ;-)
              Mój dorosły syn idzie już swoją ścieżką i nie przejawia az tak anty postawy, jak mamusia z tatusiem ;-)
              • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 14:11
                trusia-trollusia napisała:

                > Mój dorosły syn idzie już swoją ścieżką i nie przejawia az tak anty postawy, ja
                > k mamusia z tatusiem ;-)

                :) To możesz powiedzieć, że masz farta :)
                Nie mniej, gratuluję:)
                • trusia-trollusia Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 14:19
                  Czyli powiedzenie: "Czym skorupka za młodu....." nie zawsze ma swoje odbicie w rzeczywistości ;-)
                  Chyba, że na podstawie własnych doświadczeń, przeżyć zmieni swoja postawę.
                  Pozdrawiam serdecznie :-)
      • dorry Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 21.02.11, 11:21
        venettina napisała:
        > goszczenie kogos przez tydzien wakacji (jego) a nie
        > daj Bog dwa tygodnie, coraz czesciej traktujemy jak wielka uciazliwosc.

        Ale to jest wielka uciążliwość.
    • rzeka.chaosu Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 13:57
      Moim zdaniem to podążanie nie zależy od płci. Decyduja o tym inne czynniki, np. odległość czy wzajemne sympatie i antypatie w rodzinie.
      • titta Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 19:56
        > Moim zdaniem to podążanie nie zależy od płci. Decyduja o tym inne czynniki, np.

        Bliskosc i cieplo lub jego brak. Bardziej niz odleglowc. Wszscy kuzyni i kuzynki sprowadzili wspolmalzonkow do mojej rodziny. Na razie trzymaja sie razem, razem spedzaja swieta w domu babci, nawet jak ich rodziny sa pod nosem a do babci jest daleko. Zobaczymy jak bedzie dalej.
        Ale wiez kobiet jest zwykle silniejsza. W Polsce w koncu przewaza matryjarchat.
    • annataylor Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 14:02
      mam bardzo małą rodzinę - właściwie to jest kilka bliskich osób
      mój chłopak ma dużą rodzinę (jego rodzice mają sporo rodzeństwa, po 4,5 osób), ale ja nie wyobrażam sobie odwiedzania ich wszystkich po ślubie. u mnie nie ma takiej "tradycji", że jak niedziela to do ciotki trzeba jechac (wynika to wlasnie z faktu, ze mam mala rodzine).
    • paco_lopez Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 14:02
      najbardzej przesiąknięty jestem swoją rodziną czyli kobitą i bachorami. reszta mi miło zwisa. denerwuje mnie jak mnie zapraszają a potem ktoś tam fochuje sie że nie przyszedłem. co ciekawe z rodziny moich rodziców nikt mnie nie odwiedza i nikogo nie zapraszam. ostatnio byłem na wyjeździe z rodzicami mojego poprzednika, który odszedł niekoniecznie naturalnie. w środe będę u matki. to jest coś w rodzaju lewego spotkaniowego. dla mnie jakos bez znaczenia kogo spotkam a kogo nie, z rodziny tej czy tamtej.
    • brillo Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 15:39
      żona za swoją rodziną. jej facet pójdzie za nią wszędzie. tak to jest.
      • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 16:25
        brillo napisał:

        > żona za swoją rodziną. jej facet pójdzie za nią wszędzie. tak to jest.

        W rodzinach mnie znanych raczej żona wnika w rodzinę męża niż odwrotnie.
        Ale to raczej nawet tylko przeświadczenie niż doświadczenie.
      • nople Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 21.02.11, 09:39
        Różnie to bywa, jeśli w rodzinie żony są chłodne i raczej niezbyt ciekawe relacje, to sytuacja będzie odwrotna: żona wejdzie bardziej w rodzinę męża. Innymi słowy rodzice wychowując dzieci i dbając bądź nie o dobre, bliskie relacje z nimi - budują również przyszłą rodzinę i relacje w niej.
    • prawdziwy_bandyta Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 16:55
      Nie rozumiem tych wynurzeń o "podążaniu". Dla mnie rodzina, to Ci, z którymi łączą mnie więzy krwi i współmałżonek. Cała reszta to ludzie tacy jak wszyscy. Kontakty utrzymuję tylko z tymi, których lubię.
      • kocia_noga Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 18:48
        W pewnym wieku trzeba wsiąknąc, np gdy teściowie są już bardzo schorowani, albo potrzebują innego rodzaju opieki. Wtedy trzeba wsiąknąć, posiedzieć, wysłuchać, pochwalić.
        Zwykle ten rodzaj wsiąkania wykonują kobiety.
    • gocha221 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 19:03
      U mnie to wyglada tak, że ja nie jestem zbyt rodzinna, za rodzinę uważam rodziców i męża (rodzeństwa nie mam). Męża za rodzinę uważałam zresztą od lat, kiedy to był konkubentem.
      Wszelkie ciotki i wujkowie mnie raczej drażnią, nie lubię ich jako ludzi, więc też unikam kontaktu. Rodzinne "nasiadówki" mnie nudzą, a mieszkam daleko od rodziny, więc na bardziej codzienne kontakty szczęśliwie nie mam szansy :)
      Rodzina męża, to rodzina męża, jak sama nazwa mówi, nie moja.
      Nie czuje specjalnej więzi z jego rodzicami, czy bratem, nie mam z nimi wiele współnego na płaszczyźnie zaintersowań, poglądów itp. Zwyczajnie brak tematu do rozmowy.

      Z rodzicami widuje sie 3 razy w roku, z teściami właściwie w ogóle, średnio pewnie raz na 2 lata..
      • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 19:08
        gocha221 napisała:

        > Rodzina męża, to rodzina męża, jak sama nazwa mówi, nie moja.
        > Nie czuje specjalnej więzi z jego rodzicami, czy bratem, nie mam z nimi wiele w
        > spółnego

        A on z Twoją rodziną ?
        • gocha221 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 21.02.11, 08:15
          On z moją też czuje umiarkowaną więź, choć w przeciwieństwie do mnie lubi moich rodziców jako ludzi.. Ma temat do rozmowy i nie czuję się skrępowany.
          Ja w jego domu czuję się jak na stypie, niby wiadomo, jak się zachować, a wszyscy jacyś dziwni, dlatego też unikam odwiedzin - dla mnie do zmarnowany czas, nudzę się a nie wypada się zaszyć z książką w drugim pokoju. Natomiast po 3 godzinach dziękowania za kolejne dokładki i tłumaczenia dlaczego nie chcemy wesela mam dość na następne 2 lata :))
    • kryptopatolog "rodzina" z nielicznymi wyjątkami niszczy parę. 20.02.11, 20:02
      Zacznijmy od matki i ojca.

      matka faceta, ojciec dziewczyny: wiecznie zazdrośni o swojego "chłopca", o swoją "księżniczkę". jeśli mają dobry układ małżeński to pół biedy, gorzej jak dziecko zastępuje im partnera.

      ojciec faceta: przeważnie jest ok, ale zdarza się że mu się wybranka syna niezmiernie podoba, co nie tworzy zbyt fajnej atmosfery

      matka kobiety: a to to już jest patologia w połowie przypadków. toksyczna idiotka, której marzeniem życiowym jest, by córka na stare jej lata była służącą, a nie prowadziła swoje życie z jakimś facetem. dlatego też facet ma być bylejaki, żeby szybko się rozwiedli, niech tylko dziecko zrobi i niech zniknie z życia córeczki.

      rodzeństwo: zazdrosne w przypadku udanych związków, a nawet jak nie zazdrosne, to tylko liczy na nieoprocentowane pożyczki, albo inne przysługi za "frajer"

      ciotki itp: prócz namawiania do prokreacji i wtrącania się w życie młodej pary, nie wnoszą niemal nigdy nic konstruktywnego

      fakt jest taki, że poza nielicznymi, wspaniałymi rodzinami (1 na 50? 1 na 100?) rodzin swoich należy unikać, gdyż niewiele pomaga, a wiele niszczy. a im więcej pomaga (np finansowo) tym bardziej niszczy mentalnie.
    • kotsimona Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 20:08
      Kontakty z rodziną poprawne. Ani częste, ani nie. Kiedy jedna lub druga strona ma ochotę, to umawiamy się i spotykamy.
      Najwięcej kontaktu z "równolatkami" - bracia, siostry, kuzynki, kuzyni. Z nimi utrzymujemy kontakty na zasadach przyjacielskich, z wyboru i swobodnie.
    • uprowadzona_agata Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 20:09
      Ja z kolei zaobserwowałam wśród swojej rodziny i znajomych, że każdy "ciągnie" do swojej rodziny. Niektórzy to jakoś godzą, u innych pojawiają się niesnaski na tym tle i np. pilnowanie, żeby odwiedzanie obu rodzin rozkładało się w miarę z równą częstotliwością.
      U mnie to mama była osobą spajającą rodzinę. Dopiero po jej śmierci z zaskoczeniem zauważyłam rozpad kontaktów, brak imprez rodzinnych poza pogrzebami i weselami (u nas tradycyjnie odbywały się imieniny mamy dla całej rodziny plus częste odwiedziny).
      Poza rodzeństwem podtrzymuję kontakty ze starszą częścią rodziny - ciotkami, wujkami - i bardzo sobie to cenię. Do nich można wpaść bez zapowiedzi, są bardzo gościnni i chętni do udzielenia noclegu, podzielą się wszystkim, co mają w lodówce - taka staropolska gościnność. Niestety z moim pokoleniem kontaktów nie mam. Każdy chętnie zaprasza, ale brak w tym ciepła i serdeczności, sami też nigdy nie przyjeżdżają do nas. Zawsze się kończy na "no to zdzwonimy się i umówimy".
      Mój mąż broni się rękami i nogami przed "wniknięciem" w moją rodzinę, więc najczęściej odwiedzam swoją rodzinę sama. Z kolei jego rodzina mimo, że ogromna to mieszka daleko i jeśli już u nich bywamy, to co najmniej na kilka dni. Kontakty mają ze sobą ściślejsze, bliższe, wniknięcie w ich rodzinę przyszło mi łatwo. Z teściami ze względu na odległość widzimy się codziennie, co akurat z kolei według mnie jest zdecydowanie za często. Bo nie oszukujmy się zbyt częste kontakty z rodziną rodzą za dużo konfliktów ;)
    • mumia_ramzesa Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 20:24
      Powinienes dostac od panstwa order za prorodzinnosc.
      • agaoki Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 20:47
        ja bym sobie chętnie wsiąknęła w rodzinę męża, gdyby byli taką rodziną, jaką zawsze chciałam mieć. niestety nie są:(( rodzinę męża toleruję, ale miłością do nich nie pałam. odwiedzamy ich (tych najbliższych) średnio raz na 2 miesiące.
        tak się składa, że i mój małżonek woli wyjeżdżać do mojej rodziny, głównie ze względu na swego teścia, którego uwielbia ze wzajemnością.
        dbamy o poprawne stosunki z obiema rodzinami, ale bez przesady.
        ktoś już wcześniej pisał o tym - dla mnie też niezrozumiałe są tak silne więzi z rodziną, że trzeba ciągle do siebie wydzwaniać, odwiedzać się co najmniej raz w tygodniu, co niedziela jadać wspólnie obiadki.
        dla mnie moją najbliższą rodziną i najważniejszą osobą jest mój mąż. i vice versa. najbardziej lubimy być sami ze sobą. ewentualnie czasami ze znajomymi. dbamy przede wszystkim o wzajemne relacje.
    • berta-live Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 20.02.11, 22:14
      Nie tylko biblia nakazuje opuścić matkę i ojca, ona także nakazuje mieć ich w nienawiści. To tak gwoli ścisłości.

      Z moich obserwacji wynika, że rodzina to rodzice i dzieci. Ewentualnie kuzynostwo i ciotki, wujki, dopóki dziadkowie żyją. Zwłaszcza dopóki żyją i wspomagają towarzystwo finansowo i we wszelkie inne sposoby. Potem jak dziadkowie umierają albo stają się niedołężni, to rodzina się rozlatuje. Rozwalają ją konflikty dotyczące podziału obowiązków i majątku. Poza tym każdy z nich jest już dorosły, ma swoje dzieci i wnuki i koło się zamyka. Potem to już są jedynie weselno pogrzebowe kontakty.
      Wyjątkiem są sytuacje, że towarzystwo jest mało konfliktowe z natury i jeszcze nadaje na tych samych falach. Ale to bardziej jest przyjaźń niż więzy rodzinne.

      Jak to ktoś kiedyś powiedział, najbardziej prorodzinna jest włoska mafia. I coś w tym jest. Jak nie ma czynnika, który przymusza ludzi do przebywania ze sobą, to oni przebywać nie będą. A najskuteczniej przymusza bieda i to jest widoczne gołym okiem. Najbardziej prorodzinne są kraje, gdzie ludzie są najbiedniejsi i gdzie jest największa korupcja i nepotyzm.
      • yvona73pol Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 21.02.11, 04:44
        ani ja nie wsiakam, ani maz, za daleko, te dwanascie tysiecy kilometrow jednak swoje robi ;)
        ale troche nam sie teskni
    • jarekbezkota Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 21.02.11, 08:22
      Jesteśmy parą dość długo. Nie wsiąkamy w swoje rodziny bo po prostu tego nie lubimy. Spędy przy stole nudzą. Ja nie lubie wesel ,nie chodze rodzina już mnie nie namawia. Rodzinne spotkania niestety od jakiegoś czasu zamiast jednoczyć rodzinę są sposobem na licytacje. A kto co ma, a kto czym jeździ, a kto się buduje, a kto nie,a kto ma bardziej zdolne dzieci. Nie ma jakiegoś naturalnego luzu, ciągła napinka. Rodziców i teściów odwiedzamy raz na 3mce średnio i raczej jest to obiad, ewentualne zostajemy na jedną noc. I to jest tyle ile potrzeba mimo sympatii zawsze chętnie wracamy do siebie. Szanujemy swoje rodziny na wzajem i tyle. Najważniejszy jest nasz własny świat.
    • mrsnice Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 21.02.11, 14:47
      dla mnie najważniejsze na świecie jest moje dziecko i rodzice. Mąż też jest ważny ale mniej. Jego rodzina jest w ogóle dla mnie nie wazna. Widuję ich od wielkiego dzwonu.
      • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 21.02.11, 16:13
        mrsnice napisała:

        > dla mnie najważniejsze na świecie jest moje dziecko i rodzice. Mąż też jest waż
        > ny ale mniej. Jego rodzina jest w ogóle dla mnie nie wazna. Widuję ich od wielk
        > iego dzwonu.

        A Twoja rodzina dla męża? Też jest zupełnie nieważna ?
    • jan.u Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 21.02.11, 15:50
      Ciekawy temat, chociaż trudno porównywać różne rodziny i środowiska. Jestem 5 lat po ślubie, mamy 3 dzieci (4, 2 i 2 mies.). Obie rodziny są liczne (i my i Rodzice mieliśmy liczne rodzeństwa, od 3 w górę) ogółem potomstwo dziadków moich i Żony liczy ponad 150 osób. W piśmie jak piszesz nie ma nic o podążaniu, a jedynie "opuszcza Ojca i Matkę i łączy sie ze swoją żoną". Tak zrobiliśmy. Pierwszy okres po ślubie to przede wszystkim budowanie wzajemnej relacji (co Rodzicom, a zwłaszcza Mamom nie jest łatwo zaakceptować). Potem kontaktów u nas troche przybyło. W tej chwili z Rodzicami spotykamy się ok. 7-10 razy w roku. Z rodzeństwem 2-3 razy (przeciętnie z każdym, częściej z tymi, którzy jeszcze nie mają rodzin i są w Polsce). Z rodzeństwem rodziców mamy kontakt 0-4 razy w roku przy okazji wyjazdów (my odwiedzamy ich lub spotykamy sie u innych członków rodziny, raz tylko w minionym roku odwiedził nas wuj mojej Żony). Kontakt mamy z wieloma innymi członkami rodziny, ale spotkania sa ew. przy okazji pogrzebów (dalsza rodzina) lub wesel (bliższa), chyba że akurat zawodowo lub wypoczynkowo jesteśmy w okolicy gdzie mieszkają. Pozdrawiam
      • piotr_57 Re: "Wsiąkanie" w rodzinę. 21.02.11, 16:11
        Co do pisma to nie jestem znawca. Wiem że dzwonią ale ... to wszystko.
        Zrozumiałem z Twojego postu, że utrzymujecie kontakty z obu rodzinami.
        To jest taka opcja "standardowa".
        Dla mnie ciekawsze są sytuacje, w których jest silna przewaga jednej rodziny nad drugą.
        Kiedy następuje przemieszczenie jednego małżonka z rodziny "własnej, rodzinnej" do rodziny współmałżonka. Ciekawi mnie jak wygląda statystyka kto-kogo?, oraz z jakiego powodu?
        Niemniej jeszcze raz dziękuję za odpowiedź.
        Też pozdrawiam.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja