hpw17e
25.02.11, 11:12
Witam!
Wiem że teściowa to oklepany temat, ale mam potrzebę wygadania się, z góry przepraszam że tak się rozpisałam...
Otóż moja Teściowa nie ma swojego życia żadnych pasji, zainteresowań. Mój mąż tj. syn wyprowadził się. Mamy swoje życie, pracę, przyjaciół itp. Ale mieszkamy blisko tak, że spotykamy kilka razy w miesiącu. Z rodzicami męża mieszka jeszcze ich córka. Dorosła 34 letnia kobieta, która nie planuje ułożyć sobie życia. Sama mówi, że u mamy jej najlepiej. Skoro chce żeby mama decydowała o całym jej życiu, to ok. Nie wnikam jej życie. Tak więc teściowa, która zaznaczę ogólnie jest dobrą kobietą, nie mogę na nią zbytnio narzekać, żyje życiem… i tu niespodzianka nie swoich dzieci (np. córki której nigdy nie odcięto pępowiny) ale życiem rodziny swojej siostry, która mieszka w miasteczku oddalonym od naszego o jakieś 250km. Za każdym razem gdy się spotykamy, opowiada w kółko o ciotce Stasi, jej dwóch synach i synowych no i oczywiście o dzieciach. Ciotka ma już troje wnucząt. Ostatnie urodziło się dwa miesiące temu. Teściowa ma w komórce multum zdjęć tych dzieci. I może było by ok gdyby nie to że tamci są dla niej naj naj. Nie pozwoli na nich złego słowa powiedzieć. Jak teść czasem sprostuje jej wspaniałą wizję rodziny Stasi to jest zaraz awanti. A dodam, że ciotka rzadko, a jej synowie prawie nigdy nie odwiedzają mojej teściowej. Byli u nas kilka raz np. jak zapraszali na obydwa śluby i jak czegoś konkretnego potrzebują. Teściowa jeździ tam często. Ostatnio ciotka zadzwoniła że jest sama z synową a maluchy mają gorączkę i nie wie co robić. I wiecie co, moja teściowa wyszła z pracy biorąc urlop na cały tydzień, teściowi kazała zrobić to samo (nagła sytuacja w domu) i pojechała na pomoc siostrze na cały tydzień. Nie wiem po co ona tam pojechała, czy nie szybciej by było zadzwonić po lekarza przecież jest coś takiego jak wizyty domowe? A poza tym synowie przecież tam mieszkają. A to że są w pracy nie znaczy, że są nieobecni. Ktoś powie że powinnam się cieszyć że nie wtrąca się w nasze życie. Dla mnie ok, ale wnerwia mnie jak wydzwania do mojego M i opowiada co tam u nich słychać, kto na co zachorował itp. Nawet jak ostatnio wróciliśmy z dwu tygodniowego urlopu i zadzwoniliśmy do niej ze no już jesteśmy i co tam słychać ona od razu zaczęła o wnusiach opowiadać. Nic nie zapytał jak u nas czy coś. Tylko w kółko to samo. Zaznaczę że mam 25 lat i jeszcze nie myślimy o dzieciach. A teściowa opowiada że ona na babcię jest za młoda i ogólnie to nigdy nawet nie zapytała o nas o dziecko. Jak jesteśmy trzy lata po ślubie. Tak więc nie wydaje mi się żeby tu chodziło o brak dzieci w naszym małżeństwie. Zwłaszcza, że te achy i ochy były na długo przed narodzinami maluchów. Po co to piszę? Sama nie wiem ale powiedzcie czy taka fascynacja rodziną siostry jest normalna? W mojej rodzinie, a jest spora jest inaczej nikt na siłę nie próbuje żyć życiem innych członków rodziny. Owszem spotykamy się i pomagamy sobie nawzajem. Ogólnie jesteśmy bardzo zżyci ze sobą. Ale nie wyobrażam sobie żeby moja mama czy któraś z cioć non stop rozpływała się nad dziećmi którejś z sióstr. Mój M jakoś nie widział w tym żadnego problemu, ale zaczyna na to patrzeć już trochę inaczej. Powiedział że ma wrażenie, że oni ją wykorzystują i coś w tym jest bo teściowa jest na każde ich zawołanie. Ale ona tak tego nie widzi. Ogólnie to chyba chciałam się tylo wyżalić. No bo przecież nie powiem Teściowej że nic mnie nie interesuje, to co dzieje się za Odrą.
Pozdrawiam. Ola :)