kochanic.a.francuza
25.02.11, 14:22
czy nie kupowac?
Rozmawiam o tym z mezem.
Ja niewiele dostawalam od rodzicow. Sama sobie zbieralam pieniadze sprzedajac butelki, makulature, oszczedzajac rok na pare spodni. Zaowocowalao to zdolnosciami w poslugiwaniu sie finansami. (Nigdy nie kupie czegos za 100% ceny, kiedy mozna to dostac za polowe;).
Maz natomiast twierdzi, ze przesada w krotkim chowie dzicie tez nie jest dobra. Ze ludzie, ktorym w dziecinstwie wszystkiego notorycznie brakowalo, maja jakas pustke w sercu, kompleksy, ktory klada sie cieniem na relacje z ludzmi, i ze trzeba czasami spelniec zachcianki dzieci nawet bez okazji typu urodziny czy Boze Narodzenie. I faktycznie przypomnial mi sie kolega ze studiow. Chetnie opowiadal z jakiego biednego miasteczkapochodzi, jak biednie tam ludzie zyja, jak on byl biedny i jak sobie sam swietnie radzi dostajac stypendium naukowe. Byl on dziwny. Np. zagaduje go w spozywczym, patrzac w koszyk: "O mleczko dzisiaj masz na sniadanko:)" , a on na to: "Stac mnie na pasteryzowane".
Wtedy mleko w kartonie to byla nowosc, cywilizacyjny powiew Zachodu, drozszy od mleka w woreczkach o paredziesiat groszy.
No wiec jak ? Hartowac czy dopieszczac?