lee.mielller
29.04.04, 10:06
Jestem od września z cudownym mężczyzną. Inteligentnym, fantastycznym,
ciekawym i kocham go całą sobą. On jest wyjątkowy i godny wszystkiego co
najlepsze. Na początku związku obiecaliśmy sobie wolność, ani on ani ja nie
chcemy małżeństwa ani dzieci. On uważa małżeństwo za kajdany nakładane na
ludziom przez społeczeństwo a konkretnie przez kobiety, które chcą
zabezpieczyć swoje interesy, ja - sądziłam, że to mieszczański, kołtuński
przeżytek, anachroniczny w kręgach liberalnej inteligencji w jakich się
obracamy.
On był żonaty, żona zaciekle walczyła w orzeczenie rozwodu z jego winy i
wysokie alimenty zamiast pomóc mu odejść z godnością i zrozumieć, że przestał
ją kochać.
Problem polega na tym, że moje podejście uległo zmianie. Mam prawie 30 lat,
chciałabym dzielić z ukochanym życie, chciałabym być przedstawiana jako żona
a nie młoda przyjaciółka. Nie mogę mu o tym powiedzieć bo wtedy złamię to co
obiecaliśmy sobie na początku, uzna, że go oszukałam i odejdzie. Będzie miał
rację. Rodzinie też nie mogę powiedzieć o swoich dylematach ponieważ niezbyt
akceptują nasz związek. Zresztą mając do wyboru cały świat, rodzinę, zdrowie,
wszystko - i tak wybrałabym jego.