goraca.dziewczyna
09.03.11, 18:32
Jestem mężatką od 5 lat, mam dobrego, naprawde kochanego męża, podczas gdy koleżanki wokół ciągle narzekają na swoich facetów, ja na mojego złego słowa powiedzieć nie mogę, kocha mnie, szanuje, liczy się zawsze z moim zdanie, jest czuły, zawsze mówi miłe rzeczy, pomaga we wszystkim, jest cudownym przyjacielem, świetnym partnerem do rozmowy i wspaniałym kochankiem, uczciwie pracuje ale zawsze ma dla mnie czas. Można by rzec - niemożliwe ale ideał ;) Niczego mi nie brakuje, on zaspokaja moje wszystkie potrzeby.
I ja, głupia kobieta, zakochałam się w kimś innym. W innym facecie, do tego z internetu, na pewno nie ideale, w chłopaku którego nigdy nie spotkałam. Romans telefoniczny ciągnął się 3 miesiace, potrafiłam z nim godzinami rozmawiać wykorzystując każdą nieobecność męża, gdy był w pracy, próbowałam zerwać kontakt z internetową "miłością", ale uczucie było silniejsze, serce całkiem oszalało. Wiem że mi odbiło, ale nie umiała sobie z tym poradzić. Te skrajne emocje, motylki i chemia zakochania, z drugiej strony wyrzuty sumienia że krzywdzą męża, w końcu spowodowały że nie dałam rady i pękłam. Przyznałam się mężowi do wszystkiego... że flirtuję z innym, że marzę by z tamtym być, że myśle o rozstaniu, rozwodzie, że chyba się zakochałam... I mój ślubny ze swoim wielkim sercem bez wahania odpowiedział, że choć go to boli, wybacza mi wszystko tą "zdradę serca" bo mnie mocno kocha i poprosił bym to skończyła póki nie doszło do spotkania, że pomoże mi przez to przejść i wyciągnie mnie z tego. Zaskoczył mnie tym bo spodziewałam się że urażona duma i zraniona miłość spowodują że mnie znienawidzi i zostawi... może tego nawet chciałam? Ale on wyciągnął do mnie rękę. Więc zerwałam kontakt z tym drugim.
Po wielu przepłakanych nocach jakoś dochodzę do siebie choć tęsknie za tamtym, za naszymi rozmowami itd. Wiem że mąż mnie kocha, udowodnił to nie raz. Jestem z nim, próbuję budowac z nim życie, czuję się kochana ale nie mogę się uwolnić od ciągłych myśli o tamtym facecie, od wątpliwości czy dobrze zrobiłam, czy dobrze wybrałam... Jak uzyskać taką pewność? Myślę czy nie poszukać pomocy psychologa... albo wygadać się księdzu na spowiedzi...
Była któras z Was może w podobnej sytuacji? jak sobie poradziłyście?
tak mi ciężko na duchu... Źle mi samej ze sobą, czuję do siebie obrzydzenie, czuję się niewarta miłości męża...
Wiem, pewnie stwierdzicie że nie doceniam tego co mam... bo pewnie i tak jest... wiem że jestem głupia i tyle, odbiło mi... a zawsze taka rozsądna byłam...
Tak chciałam się wygadać... Dziewczyny, nie popełniajcie mojego błędu, nie pakujcie się w internetowe romanse jeśli jesteście kochane przez swoich facetów i niczego Wam nie brakuje... Dla chwili wrażeń, emocji, dreszczyku zakochania, nie warto chyba tego przeżywac, bo cena może być masakrycznie wysoka...