zemsta.blondynki
14.03.11, 20:14
mój chłopak studiuje filologię polską (w czerwcu będzie bronił magistra), ja informatykę na politechnice. poszedł na te studia z racji swoich zainteresowań, teraz wie, że to był duży błąd i myśl o szukaniu pracy i zapewnieniu nam bytu go przytłacza, widzę jak mu ciężko. najgorsze jest to, że ja się boję o jego pracę równie mocno.
ja w każde wakacje już dorabiam w branży IT, więc już mam jakieś doświadczenie, dodatkowo jedna z firm już zaproponowała mi stałą pracę po obronie. on natomiast nie miał w ciągu 5 lat ŻADNYCH praktyk, więc CV będzie miał dość 'gołe', co w połączeniu z polonistyką daje raczej małe perspektywy. dodatkowo nie jest to specjalizacja nauczycielska, więc uprawnień pedagogicznych również nie ma.
może to podłe, ale zastanawiam się teraz, na ile miłość może być jedynym fundamentem związku. w końcu z miłości się nie wyżywimy. gdybym miała zarabiać więcej, to nie byłoby to dla mnie żadnym powodem, żeby nie szanować go w przyszłości. ale np. kiedy później przyjdzie na świat dziecko, to przez jakiś czas na pewno będę na bezpłatnym urlopie, a jak wtedy mielibyśmy wyżyć przykładowo za 1000zł?
jestem przerażona tym, że stawiam nasz związek pod znakiem zapytania z powodu jego studiów (i przyszłej pracy), ale sama nie wiem co robić. nie umiem nawet mu pomóc w szukaniu pracy, w podrzucaniu ofert, ponieważ praktyk nie ma, uprawnień pedagogicznych nie ma, języków obcych nie zna, perspektyw nie widzę.
czy uważacie, że zawsze wszystko jakoś się poukłada, czy też kobieta ma prawo oczekiwać od mężczyzny poczucia bezpieczeństwa (w tym też finansowego) i nawet jeśli sama nie zamierza być jego utrzymanką, to jednak powinien on być w stanie ją utrzymać?