"uniezależniłam się na drugim roku studiów"

14.03.11, 23:32
Takie i podobne stwierdzenia padły w jednym z wątków. Załóżmy że mamy warunki warszawskie, w których pokój kosztuje jakieś 600-800 zł. Jedzenie - zakładam że pewnie z drugie 600. Do tego karta miejska - 100, książki, ubrania, kosmetyki, ksero na uczelni, lekarz, wyjścia... 600?

Możecie mi powiedzieć gdzie się dzieją takie cuda że studiujący (= mający mniej czasu) człowiek zaraz po liceum zarabia 2000 zł?
    • organza26 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 14.03.11, 23:38
      > Możecie mi powiedzieć gdzie się dzieją takie cuda że studiujący (= mający mniej
      > czasu) człowiek zaraz po liceum zarabia 2000 zł?

      W głowach ludzi, którzy wypisują takie rewelacje:D
      • sid-the-sloth Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:59
        Drugi post, a wyraża wszystko.:)
    • akle2 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 14.03.11, 23:40
      Ten pokój to chyba bez opłat. Jak rodzice nie wynajmą dla dzieciątka swojego, to marne szanse.
    • jan_hus_na_stosie Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 14.03.11, 23:42
      skąd ty bierzesz te sumy?



      1) akademik -> 280 zł
      2) karta miejska studencka 39 zł
      3) książki z biblioteki gratis
      4) kosmetyki, mężczyźnie wystarczy dezodorant, mydło, szampon i pasta do zębów (wydatek 25 zł na miesiąc)
      5) ubrania niemarkowe, made in chine są tanie jak barszcz, ubrania markowe z lumpexów też są tanie jak barszcz
      6) ksero -> jak się robi samemu regularnie notatki to nie trzeba później kserować tony materiałów, poza tym ksero jest tanie (patrz warszawski Skarabeusz - 0,10 zł za stronę A4)
      7) lekarz -> nie wydałem podczas studiów ani złotówki na lekarza
      8) czasem się wychodziło na kebaba lub piwo za 5 zł, bilet na imprezę nie kosztuje więcej niż 10 zł, czasem dostawaliśmy darmowe wejściówki :)
      • jan_hus_na_stosie Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 14.03.11, 23:49
        przez 5 lat miałem na życie 700-900 zł miesięcznie, za tę kwotę musiałem opłacić akademik, wyżywić się i ubrać, no i jakoś się udało i to w Warszawie!
        • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 09:46
          >przez 5 lat miałem na życie 700-900 zł miesięcznie, za tę kwotę musiałem opłacić akademik, >wyżywić się i ubrać, no i jakoś się udało i to w Warszawie!

          To raczej trudno nazwać uniezależneiniem, to wegetacja.
          • tygrysio_misio Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 12:48
            ludzie uzalezniajacy jakosc zycia od kasy wegetuja umyslowo...
            • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 17:15
              Zatem rozwijaj sie intelektualnie za 700 zł miesięcznie, powodzenia!

              Idz do kina , teatru, zapisz się na kurs językowy, wybierz sie na koncert czy kup ksiazkę w ksiegarni, bo w nowosciach w bibliotece będziesz ja miał za pół roku.
              • michalina_kowalczyk2 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 17:36
                hermina5 napisała:

                > Zatem rozwijaj sie intelektualnie za 700 zł miesięcznie, powodzenia!
                >
                > Idz do kina , teatru, zapisz się na kurs językowy, wybierz sie na koncert czy
                > kup ksiazkę w ksiegarni, bo w nowosciach w bibliotece będziesz ja miał za pół r
                > oku.

                Ja nie rozumiem jednej rzeczy. Czasami czytam podobne wątki i zastanawiam się dlaczego (czasami nie wprost) deprecjonowane są osoby, które mają zamożnych rodziców i pracują na kino i bluzki (a nie chleb podczas studiów).

                Moja starsza siostra była mocno wspierana materialnie przez rodziców. Nie pracowała, ale kończyła dwa kierunki i rozwijała się (uwielbia uczyć się języków, więc chodziła na 3 dodatkowe), włóczyła się po galeriach, malowała obrazy, w wakacje podróżowała za pieniądze rodziców. Po studiach znalazła od razu pracę, jest wartościowym człowiekiem (a nie leniem, który przywykł do kasy rodziców).

                Podziwiam ludzi, którzy spinają się w sobie i kończą 2 kierunki, uczą innych, pracują na pół etatu i wychowują w pojedynkę dziecko. Ale to nie wstyd się przyznać: a ja dostawałam/dostaję kieszonkowe od rodziców.
                • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 17:40
                  Bo w tym watku panuje cudowne przekonanie, ze student powinien jednoczenie uczyć się, pracowac i sam sie utrzymywać. Zwlaszcza przyjezdy 19 latek z PGR-u, któremu udało sie doatać np. na medycynę.

                  Nie czytałaś, ze jak nie staćcię na prezerwatywy to nie uprawiasz seksu ? Jest tu taki jeden pan , co to polecał, wiec wnioskuję, ze przez 5 lat studiów nie dosc, ze nie uprawaial seksu, to ejszcze z zadną dziewczynąsię nie umówił , bo wyjscie na pizzę i piwo dla dwóch osób to około 50 zł, a on miał 700 na ubranie, mieszkanie i wyzywienie na meisiąec.
                  • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 17:49
                    Nikt nie powiedział, że student cokolwiek powinien. Ten wątek jest odpowiedzią na sugestię, że nie da się tego zrobić i nikt tego nie robi. A da się i ludzie to robią. I w niczym nie jest to lepsze ani gorsze od bycia na utrzymaniu bogatych rodziców. Niestety, nie każdy może/chce i już.

                    A jak kogoś nie stać na prezerwatywy to nie uprawia seksu - to się właśnie nazywa dorosłość i odpowiedzialność.A z dziewczyną można się umówić na piwo i pizzę dzieląc koszty.
                    • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 17:58
                      Oczywiscie, ze wszystko się da. Ty np. twierdzxisz, ze 100 zł na jedzenie spokojnie wystarcza tygodniowo...

                      >.A z dziewczyną można się umówić na piwo i pizzę
                      > dzieląc koszty.

                      Owszem, a ona potem moze jeszcze nam kupić prezerwatywy. Tylko nie am się co dziwić, z etakich mezczyzn kobiety jakoś omijają.

                      • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:03
                        Znam też mężczyzn omijający panie, które oczekują na każdym spotkaniu sponsoringu jedzeniowo - napojowego.
                        • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:20
                          My nie piszemy o paniach oczekujących na KAZDYM spotkaniu sponsoringu jedzeniowo-napojowego, ale o pani, która chciałaby aby jej chłopak dwa razy w roku zaprosił ją gdzieś czyli wydał na nią łacznie 50 zl - raz kino, raz pizza.

                          Jak sie jednak okazuje w trakcie pieciu lat studiów 10 takich wyjsc daje efekt straszliwej wyłudzaczki.
                      • michalina_kowalczyk2 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:49
                        Mam tylko nadzieję, że w wątku tym nie uczestniczy dziewczyna, która dzieliła mieszkanie z moją koleżanką i nie chwali się jak mało kosztuje skromne życie. Streszczając dziewczyna podkradała sublokatorom kremy, szampony, mydła (sukcesywnie, nie używała własnych). Rozstali się z nią w niemiłej atmosferze. Punktem krytycznym był dzień, kiedy chłopak mojej koleżanki przyłapał złodziejkę na odlewaniu płynu do mycia naczyń do jej własnej buteleczki (za zakup tego środka czystości odpowiadała moja koleżanka, nie wiadomo co złodziejka z nim robiła, ale podobno rzeczywiście znikał w zastraszającym tempie).
                        • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 19:06
                          Samo życie ;) Dziewczyna gospodarna była inaczej. I samodzielna zapewne.
                        • sanofia Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 27.03.11, 12:43
                          Gospodarna, a jak. Też miałam taką współlokatorkę. Nawet podkradała chłopakom piankę do golenia.
              • tygrysio_misio Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 11:46
                rozwoj intelektualny nie ma nic wspolnego z kasa wydana na ksiazki czy teatr

                przeczytalas wszytskie "stare" ksiazki, ze juz tylko nowosci Ci pozostaly? Czy moze to snobizm coby w towarzystwie blysnac?

                • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 13:41
                  >rozwoj intelektualny nie ma nic wspolnego z kasa wydana na ksiazki czy teatr

                  Rozumiem, ze bilety do teatru są darmowe? Tak samo do kina, opery, filharmonii itp?

                  >przeczytalas wszytskie "stare" ksiazki, ze juz tylko nowosci Ci pozostaly?

                  Nic nie starzeje się tak szybko jak wiedza tematyczna, więc książka sprzed 10 lat jest w wielu dziedzinach całkowitym starociem - vide: historia, socjologia, wiedza popularnonaukowa itp.

                  > Czy
                  > moze to snobizm coby w towarzystwie błysnąć?

                  Chciałabym, aby każdy miał "snobizm", polegający na rozmowie o książkach.
                  Jak widać w Twoim przypadku rozwój intelektualny, zatrzymał się dawno. Nie opanowałeś nawet polskiej składni i semantyki - coby, paradne :)))))))))))))
                  • ylfeth Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 16:08
                    ale co CI przeszkadza w "coby"? ja rozumiem że zwrotu się nie używa w tej najnowszej literaturze światowej, ale może warto poczytać klasyków. Z biblioteki.
          • rannie.kirsted Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 13:17
            mialam podobnie. to jakis paradoks bo niby ceny nie zmienily sie AZ TAK od czasu gdy studiowalam (studiowalam w latach 2000-05) a naprawde na calkiem fajne, studenckie zycie starczalo mi mniej niz 1000zl miesiecznie. stypendium, kasa od rodziny (bylam leniwiec i nie pracowalam) w sumie bylo tego z 800-900zl maksymalnie). akademik 250zl, tanie zarcie na stolowce, znizki do wszystkich klubow, tanie bilety, przychodnia studencka. masa roznych znizek studenckich. naprawde nie nazwalabym tego wegetacja - nie ubieralam sie w lumpach tylko w sieciowkach, chodzilam do kina, czasem do teatru.
            • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 17:18
              >ademik 250zl, tanie zarcie na stolowce

              To obejmuje tylko częsc studentów, tę , która zalapie sie na akademik, a przy obecnych limitach 200+ na roku, ogiczne, ze mniejszą cześć.
            • maugorzata2008 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 19.03.11, 01:32
              No ja pamiętam, że rodzice płacili mi za mieszkanie i jeszcze dawali 500 mies. Do tego 200 zł miałam sypendium naukowego i do dzisiaj zachodzę w głowę jakim cudem mi wtedy na to wszystko wystarczyło? Na życie w Krakowie (czasami nawet "sponsorowałam" drugą osobę), kino, kawiarnie, benzynę do cinquecento 700, wakacje (zupki chińskie w bieszczadach, albo na Słowacji i noclegi we dwie osoby w cinquecento - niezapomniane wspomnienia!). No jak??? I to jeszcze rodzice deklarowali, że jak będzie potrzeba, to mi więcej dadzą, ale ja twardo "nie, nie, wystarcza...". Chętnie poczytam ten wątek, to może sobie przypomnę i zastosuję w dzisiejszym budżecie.
        • agata1991x 10 lat temu żyłeś za 1000 miesicznie-bogacz! 15.03.11, 15:28
          jan_hus_na_stosie napisał:

          > przez 5 lat miałem na życie 700-900 zł miesięcznie, za tę kwotę musiałem opłaci
          > ć akademik, wyżywić się i ubrać, no i jakoś się udało i to w Warszawie!
          >
          >
      • gr.een Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 14.03.11, 23:49
        a jak kujon to i stypendium dostał , no niech będzie
        • jan_hus_na_stosie Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 14.03.11, 23:54
          gr.een napisał:

          > a jak kujon to i stypendium dostał

          taaa, jak w końcu udało mi się zdobyć stypendium to o kwotę stypendium mniej brałem pieniędzy od rodziców aby nie obciążać ich budżetu aż tak bardzo
      • zloty.strzal Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 14.03.11, 23:49
        > 8) czasem się wychodziło na kebaba lub piwo za 5 zł,

        Jadłeś co jeszcze? :]
        • gr.een Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 14.03.11, 23:50
          :)e tam, jak fajny to koleżanki - studentki dokarmiały
          • agata1991x Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 15:28
            gr.een napisał:

            > :)e tam, jak fajny to koleżanki - studentki dokarmiały

            hahahahaaha
            hahaha
            co za błazen
            hahahaha
        • jan_hus_na_stosie Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 14.03.11, 23:52
          jadłem, ale fakt, mniej niż teraz ;)

          ale wtedy przywoziłem regularnie z domu wałówki, prosto od mamusi ;)
          • gr.een Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 14.03.11, 23:55
            faktycznie, niezależny :) i jaki samodzielny :))
            • jan_hus_na_stosie Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 14.03.11, 23:58
              jak mamusia dawała wałówkę synkowi to nie mogłem jej zrobić przykrości i nie przyjąć, prawda? ;)
      • berta-live Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:04
        Jak mieszkasz za blisko uczelni to ci akademik nie przysługuje. Zostaje tylko pokój studencki. Poza tym z tymi podręcznikami też nie jest prosto, bo biblioteki często dysponują 2-3 egzemplarzami na setkę studentów z danego kierunku. Nie zawsze da się obejść bez wizyty w księgarni albo antykwariacie, czy chociażby skserowania całej książki.

        No i jeszcze żarcie zostaje, jak rodzice dają wałówkę i jeszcze fundują pranie brudnej odzieży i możliwość porządnego wyszorowania się w wannie, to raczej nie jest to samodzielność.
      • akle2 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:10
        Ad 1) o akademik trudno bardzo
        Ad 3) książek zwykle mniej niż chętnych, a są takie pozycje które trzeba mieć.
        Ad 4) dezodorant, mydło, szampon, jakby nie liczyć mnie wychodzi ze 40,-.
        A kobiety jeszcze podpaski, tampony i panty kupują.
        Ad 6) jak wykładowca rzuca jedną kserówkę materiałów na salę, to każdy musi odbić za swoje. Chyba, że będziesz 30 nocy przepisywał od kolegi
        Ad 7) przez 5 lat nie byłeś u dentysty? Nawet jeśli na tym łożu madejowym z NFZ, to oni tylko przednie refundują.
        Ad 8) ten kebab za 5 zł to chyba z mięsa z podziemi Centralnego. Ale jak zapijesz piwem, to przeżyjesz

        Poza tym: trzeba jeść, trzeba sobie uprać, trzeba kupić buty (też chińskie??), trzeba zapłacić za komórkę i za neta (nie wmówisz mi, że w szkole masz taki super działający sprzęt 24h/dobę). I prezerwatyw darmo też nie dają.
        • jan_hus_na_stosie Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:23
          akle2 napisała:

          > Ad 1) o akademik trudno bardzo

          w ciągu 5 lat tylko raz nie dostałem, ale z odwołania miejsce się znalazło

          > Ad 3) książek zwykle mniej niż chętnych, a są takie pozycje które trzeba mieć.

          nieprawda, bo książki to się wypożycza pierwszego dnia wykładów gdy wykładowca daje ich listę a nie na 2-3 tygodnie przed egzaminem gdy wszystko już jest wypożyczone

          > Ad 6) jak wykładowca rzuca jedną kserówkę materiałów na salę, to każdy musi odb
          > ić za swoje.

          już mówiłem, ksero jest tanie, 0,10 zł za A4 co przy 300 stronicowej książce daje koszt 15 zł (na jedną stronę A4 po pomniejszeniu tekstu wchodzą zwykle 2 strony książki)

          > Ad 7) przez 5 lat nie byłeś u dentysty?

          nie przez 5, przez 15, od ukończenia podstawówki nie psuja mi się zęby :)

          > Ad 8) ten kebab za 5 zł to chyba z mięsa z podziemi Centralnego. Ale jak zapije
          > sz piwem, to przeżyjesz

          kebab kosztował 7 zł, piwo było po 5 :)

          > trzeba zapłacić za komórkę i za neta

          się mało dzwoni, się mało płaci, poza tym internet w akademiku to koszt zaledwie 10 zł na miesiąc

          > I prezerwatyw darmo też nie dają.

          nie stać cię, nie bzykasz się, proste
          • akle2 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:30
            jan_hus_na_stosie napisał:


            > nieprawda, bo książki to się wypożycza pierwszego dnia wykładów gdy wykładowca
            > daje ich listę a nie na 2-3 tygodnie przed egzaminem gdy wszystko już jest wypo
            > życzone
            >

            Książki można trzymać miesiąc a potem trzeba zwrócić, za każdy dzień opóźnienia złotówka kary (u mnie tak jest). Jaki pożytek będziesz miał z książek na początku semestru, gdy jeszcze nie czujesz tej tematyki bo wykład dopiero się rozkręca?
        • silic Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 19:59
          > Ad 4) dezodorant, mydło, szampon, jakby nie liczyć mnie wychodzi ze 40,-.

          Ale to rocznie czy jak ?
          Ja nie jestem studentem a wydaję na to mniej niż 10 zł miesięcznie. Wystarczy kupować z głową.
          • akle2 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:17
            Dezodorant o "zapachu" domestosa ca 2 PLN niezbyt mi odpowiada.
            Witaj Silic. Dawno cię na FK nie widziałam.
            • silic Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:09
              To nawet nie wiedziałem, że takie dezodoranty istnieją. Szampony, mydła, żele polskich producentów kosztują po kilka (4-7) zł za sztukę a są dużo lepsze niż większość wyrobów wielkich koncernów. Dezodorant używany z umiarem też spokojnie wystarczy na ponad miesiąc a kosztuje parę złotych.
              Dobry wieczór.
        • sanofia Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 27.03.11, 13:24
          > Ad 7) przez 5 lat nie byłeś u dentysty? Nawet jeśli na tym łożu madejowym z NFZ
          > , to oni tylko przednie refundują.

          Zęby co prawda nie wszystkim się psują na tyle, żeby ich leczenie kosztowało na NFZ. Natomiast zgadzam się, że fakt korzystania z przychodni uniwersyteckiej nie stanowi o bezpłatności.
          Bo przychodnia nie pokrywa kosztów leków. Poza tym nie zawsze specjaliści na NFZ są chętni pomóc pacjentowi, więc ja np. często po wizycie u specjalisty i tak muszę pójść do lekarza prywatnie, żeby uzyskać jakąkolwiek pomoc.
    • tabeletka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 14.03.11, 23:57
      zagramanica na przyklad.
    • tabeletka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:02
      mniej wiecej co miesiac, jakis rozciapany trzydziestolatek pisze, ze to przeciez niemozliwe i blablabla.
      juz w liceum dawalam korki, zeby miec na ciuchy i imprezy, teraz studiuje dziennie za granica i od poczatku studiow pracuje na pol etatu. jak ktos mowi, ze sie nie da, to mowie, ze sie da.
      • ingeborg Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:08
        wiem że to internet i nie bardzo chcemy o sobie wszystko pisać, ale możesz nam zdradzić co to za zagranica i co to za branża? Studia dzienne czy wieczorowe?
        • tabeletka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:21
          pisze ci maila
      • simply_z Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:08
        jeszcze jeden tekst byl fajny "ja znam mnostwo humanistow ,ktorzy maja wlasne agencje reklamowe i agencje poradnictwa pracy"
        no a ,ja ani jednego:)
        ale ja nie jestem z Warszawy ,a moje pokolenie tez nie mialo tak latwo jak roczniki okresu transformacji.;)
        • tabeletka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:18
          ja znam takich, ktorzy w wieku 30 lat siedza na garnuszku mamusi i "studiuja" 10 lat i znam takich, ktorzy na pierwszym roku otworzyli wlasny biznes i nie jest to rocznik okresu transformacji
        • scibor3 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 10:47
          > ale ja nie jestem z Warszawy ,a moje pokolenie tez nie mialo tak latwo jak rocz
          > niki okresu transformacji.;)

          No ty chyba się dawno nie myłaś. Studiowało wtedy 15% roczników, z czego takie rynkowe może ze 2-3%. Ci faktycznie wygrali los na loterii. Cały Wydział Zarządzania na UW mieścił się w jednym małym biurowcu typu Lipsk i co roku przyjmował może 50 osób. A co z resztą? Kończyli szkoły i uczelnie na kierunkach i w zawodach określonych dla gospodarki PRL. Tyle że jak już otrzymali ten dyplom, to się okazywało, ze zakład pracy na którego potrzeby ich kształcono już nie istnieje. Niektórzy brali łóżko polowe i handlowali gaciami czy kaszą. Ty też tak możesz. Nawet lepiej, bo handlować możesz w CH i ci woda i śnieg nie będą lecieć za kołnierz.
      • organza26 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:17
        I z tej pracy na pół etatu utrzymujesz się sama całkowicie i jeszcze studia opłacasz?

        Jeśli odpowiedź brzmi nie, a domyślam się, że tak właśnie jest to znaczy, żenie przeczytałaś ze zrozumieniem startera chwalipięto:P
        • tabeletka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:20
          odpowiedz brzmi tak, wczesniej pracowalam na baletach, 2-3 noce w tygodniu, bo jezyka dopiero sie uczylam (wyjechalam pol roku, zanim studia zaczelam), a zeby w lato do polski leciec, szlam do pracy z zapaleniem oskrzeli, a na egzamin z zapaleniem nerek. no ale da sie.
          • jan_hus_na_stosie Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:30
            tabeletka napisała:

            > a zeby
            > w lato do polski leciec, szlam do pracy z zapaleniem oskrzeli, a na egzamin z
            > zapaleniem nerek. no ale da sie.

            dopóki się nie umrze to się da ;)
            • tabeletka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:32
              to tylko na poczatku, teraz jestem zdrowa jak kon, pracuje w dzien i wszystko cacy :)
              • lulu_oi Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 18.03.11, 13:46
                Kuźwa, jak napisałaś o tych nerkach i oskrzelach przypomniała mi sie moja ciotka - miała jakś ważny egzamin i poszła na uczelnię mimo choroby. Niedoleczona grypa zaowocowała zapaleniem osierdzia, w sumie wyszła z tego i była zdrowa, i jak piszesz - "wszystko cacy".
                Serce przypomniało o sobie później - i biedaczka zeszła z tego świata w wieku lat 36, osierociwszy dwoje małych dzieci.
                Nota bene była lekarzem i zalatwiła sie tak w trakcie studiów na akademii medycznej.
                Nie chciałabym cię straszyć, po prostu przypomniałaś mi o cioci Zosi. Sama na studiach też byłam głupia, a dzisiaj, zamiast paciorka, odmawiam wieczorem "Szlachetne zdrowie"...
        • cafem Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:37
          > I z tej pracy na pół etatu utrzymujesz się sama całkowicie i jeszcze studia opł
          > acasz?
          >
          > Jeśli odpowiedź brzmi nie, a domyślam się, że tak właśnie jest to znaczy, żenie
          > przeczytałaś ze zrozumieniem startera chwalipięto:P


          Kolejna, ciągnąca kase od rodziców niezdara, która uważa, że jeśli ona nie umie, to nikt inny też rady nie da?
          Też studiowałam dziennie za granicą. I pracowałam. Wakacje we Włoszech i odwiedziny u rodziny w Polsce też ze swoich opłacałam.
          Bez stypendium i innych zapomóg. Ktoś chce, to i potrafi.
          • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 19:03
            Ale dyskusja jest o Polskich realiach. Nie rozmawiamy jak to jest za granicą. Też nie mieszkam w Polsce i wiem jak wyglądają studia w innych krajach. Bo mam znajomych, którzy studiują lub studiowali. Nie mają tylu zająć na uczelni. Nie ma problemu znaleźć pracę, Kelnerowanie, praca za barem to podstawa studenckiego budżetu. Na ciuchy, kosmetyki czy imprezki. Studiują i pracują. Nic nowego w Europie, US, Australii czy Kanadzie. W PL nie jest tak słodko.
            • cafem Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 19:08
              > Ale dyskusja jest o Polskich realiach. Nie rozmawiamy jak to jest za granicą.

              To zajrzyj kilka wątków wyżej i zauważ, że odpisalam organzie26 na jej zarzuty w stosunku do tabeletki. I te posty dotyczyły studiów za granicą.
              • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 19:26
                Sorrki. Odniosłam się do Polski, bo tam studiowałam. Trochę mi się te wątki kto, co, gdzie i jak poplątały. Za granicą to normalka.
          • organza26 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 09:27
            No sorry, ale wakacje we Włoszech czy odwiedziny u rodziny W POLSCE (LOL) to żaden wyczyn kiedy się pracuje za granicą. Poza tym mogłabyś łaskawie wytłumaczyć co znaczy słowo niezdara wg ciebie? Każdy student utrzymywany choćby częściowo przez rodziców jest niezdarą??? Tylko oczywiście ty taka świetna jesteś:)))
            No i oczywiście ludzie dzielą się na super osobniczki, które utrzymywały się same od początku studiów i niezdary:)))
            Żywię głęboką nadzieję, że rozróżniasz jeszcze dorabianie sobie i prawdziwe kompletne utrzymanie się od A do Z.

            Poza tym studia za granicą są płatne i jeszcze w dodatku dużo kosztują, często ludzie za granicą nie studiują bo ich nie stać. Może jeszcze uwierzyłabym w to, że ktoś się sam utrzymał za granicą studiując dziennie, ale nie w to że również sam opłacił studia.
            • cafem Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 16:13
              > Każdy student utrzymywany choćby częściowo
              > przez rodziców jest niezdarą???

              Wcale tego nie powiedziałam, bo zdaję sobie sprawę jak trudno jest na studiach w Polsce. Właśnie dlatego, że w PL nie radziłam sobie na studiach finansowo i rodzice nie mogli mi pomóc, wyjechałam za granicę.
              Wychodzę natomiast z założenia, że skoro poddajesz w wątpliwość, że inni (nie Ty) mogą sobie dobrze radzić, to jesteś kompletną życiową ofermą.

              > Żywię głęboką nadzieję, że rozróżniasz jeszcze dorabianie sobie i prawdziwe kom
              > pletne utrzymanie się od A do Z.

              Ty najwidoczniej nie rozróżniasz, bo tłumaczę Ci jak krowie na rowie, a Ty nadal nie pojmujesz.
              Utrzymuję się zupełnie sama, od kupowania podpasek po pościel, naczynia, opłacanie ciuchów, kursów, studiów, wyjazdów aż do robienia prezentów swojej rodzinie. Dotarło, czy jeszcze masz problem?

              > Poza tym studia za granicą są płatne i jeszcze w dodatku dużo kosztują, często
              > ludzie za granicą nie studiują bo ich nie stać. Może jeszcze uwierzyłabym w to,
              > że ktoś się sam utrzymał za granicą studiując dziennie, ale nie w to że równie
              > ż sam opłacił studia.

              To, kotku, uwierz, bo w tym momencie ja nadal studiuję i pracuję i nikt mnie nie utrzymuje. Studia opłaciłam gotówką. Szkoda, że do Twojego tępego móżdżka nie dociera, że jednak można.
              • organza26 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 08:48
                > Wychodzę natomiast z założenia, że skoro poddajesz w wątpliwość, że inni (nie T
                > y) mogą sobie dobrze radzić, to jesteś kompletną życiową ofermą.

                A gdzie ja poddaję w wątpliwość, że ludzie mogą sobie dobrze radzić? Po prostu wyraziłam wątpliwość w to, że ktoś może sam utrzymać się na studach za granicą. Dzięki takiej wspaniałej osobie jak ty, wiem, że podobno jest to mozliwe Zauważ tępy móżdżku (używając twojego słownictwa, że ja studiowałam w PL, co jak sama zauważyłaś jest ciężkie.
                Wielka szkoda, że na tych studiach nie nauczono ci kultury.
                • cafem Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 16:12
                  Pozwól, że Cię zacytuję w stosunku do Tabeletki:
                  "I z tej pracy na pół etatu utrzymujesz się sama całkowicie i jeszcze studia opłacasz?

                  Jeśli odpowiedź brzmi nie, a domyślam się, że tak właśnie jest to znaczy, żenie przeczytałaś ze zrozumieniem startera chwalipięto:P"

                  I w podobnym tonie wypowiadałaś się w stosunku do mnie.
                  Jeśli każesz ludziom udowadniać, że nie są wielbłądami, to spodziewaj się agresywnych reakcji.
                  • cafem Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 16:14
                    I jeszcze jedno piękne sformulowanie:
                    "Może jeszcze uwierzyłabym w to, że ktoś się sam utrzymał za granicą studiując dziennie, ale nie w to że również sam opłacił studia."

                    Podważasz to, co mówimy, mając głęboko w du.pie udowodnienie swojej tezy.
                    • organza26 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 22:07
                      No widzisz jakimś dziwnym trafem nie znam NIKOGO, ani nawet nie słyszałam o kimś, kto by się utrzymywał CAŁKOWICIE sam na studiach w Pl, co dopiero za granicą. Jak zwykle tylko na forum takie cuda się zdarzają. Poza tym coś kojarzę, że za tą granicą to ty dziennie nie studiowałaś, a dyskusja jest o studiach dziennych.

                      Twoje posty nawet nie są już agresywne tylko zwyczajnie chamskie. Ja swoje wątpliwości kierowałam do Tabeletki, która potrafiła wypowiedzieć się bez obraźliwych epitetów. Ty nie.

                      • cafem Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 18.03.11, 16:36
                        > Poza tym coś kojarzę, że z
                        > a tą granicą to ty dziennie nie studiowałaś, a dyskusja jest o studiach dziennych.

                        Bardzo źle kojarzysz.
                        Przez dwa lata studiowałam w UK na studiach dziennych, pracując w weekendy, wakacje i święta.
                        A obecnie kończę studia zaocznie w tempie studiów dziennych, pracując na pełen etat.
                        Oczekujesz ode mnie uśmiechu i bycia przemiłą, skoro notorycznie zarzucasz mi kłamstwo, nie mając na swoje zarzuty żadnego podparcia?

                        > No widzisz jakimś dziwnym trafem nie znam NIKOGO, ani nawet nie słyszałam o kim
                        > ś, kto by się utrzymywał CAŁKOWICIE sam na studiach w Pl, co dopiero za granicą

                        Współczuję znajomych. Mieszkam za granicą i wbrew pozorom wielu jest Polaków, którzy radzą sobie na studiach samodzielnie i pracują na własne utrzymanie.
                      • kapciowa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.04.11, 01:36
                        Jakims dziwnym trafem znasz malo ludzi... Ja rowniez mieszkam za granica, studiuje dziennie (nie ma wieczorowych) i pracuje. Wynajmuje z kolezanka 2pokojowe mieszkanie, koszta dzielimy na pol, wczesniej mieszkalam sama w kawalerce. Od rodziców przestalam brac kase odkad sie wyprowadzilam, czyli pol roku po maturze.
                        Sorry, ale osmieszasz sie bo tak jak ja zyje tu co 3 - 4 student. W Polsce byloby o wiele trudniej zarobic na czynsz i zycie i chodzic na zajecia, u mnie mowa o Niemczech.
                        • lulu_oi Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.04.11, 19:29
                          Kapciowa, możesz napisać coś więcej o łaczeniu studiów i pracy w Niemczech? W jakim charakterze pracujesz, czy praca ma związek z kierunkiem, na którym studiujesz? Ile godzin ci zajmuje, a ile poświęcasz na studia?
            • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 19.03.11, 12:42
              organza26 napisała:

              > Poza tym studia za granicą są płatne i jeszcze w dodatku dużo kosztują, często
              > ludzie za granicą nie studiują bo ich nie stać. Może jeszcze uwierzyłabym w to,
              > że ktoś się sam utrzymał za granicą studiując dziennie, ale nie w to że równie
              > ż sam opłacił studia.

              Dla osob z krajow UE oplaty wynosza 1,2 do 3 tys. funtow rocznie w zaleznosci od tego czy to poziom first degree czy postgraduate, wiec w stosunku do kosztow utrzymania nie sa takie wysokie.
              • cafem Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 19.03.11, 13:10
                > Dla osob z krajow UE oplaty wynosza 1,2 do 3 tys. funtow rocznie w zaleznosci o
                > d tego czy to poziom first degree czy postgraduate, wiec w stosunku do kosztow
                > utrzymania nie sa takie wysokie.

                Niestety na Wyspach ostatnio znacznie wzrosły:/

                Ale jak studiowałam dziennie, opłata wynosiła 3 tys funtów na rok. Dałam radę na to odłożyć pracując jako niania w USA lub Szwajcarii przez letnie wakacje.

                Oczywiście, że te opłaty nie są aż tak wysokie i studiując dziennie można sobie poradzić. Prawda, że kosztem życia towarzyskiego i kosztem straconych dni wolnych i świąt na pracę, ale da się. I jeszcze na ciuchy i wakacje wystarczy.
            • ma_dre Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 19.03.11, 22:22
              "poza tym studia za granicą są płatne i jeszcze w dodatku dużo kosztują," no to rzeczywiscie duzo wiesz i sporo widzialas, mozna wiedziec za ktora granica? Takie ogolniki mozesz sobie w dupke wsadzic. Jest mnostwo krajow a w nich mnostwo kierunkow studiow, darmowych, czy platnych od tanich po baaaardzo drogie. Jest mnostwo krajow zezwalajacych studentom na prace w niepelnym wymiarze godzin, sa stypendia, akademiki... Strasznie idiotycznie uogolniasz i bardzo, bardzo malo wiesz, a to co wiesz to z tego co ci ktos kiedys powiedzial... przestan powtarzac bzdury.
    • alex_koz Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:30
      no wiesz, wszyscy tacy niezalezni i sami na siebie zarabiaja, jakos dziwnym trafem (studia skonczylam kilka lat temu) nikogo takie w mimo wszystko szerokim gronie znajomych nie mam i nigdy nie mialam, wiec pytam sie gdzie sa i byli Ci niezalezni finansowo?
      bo dorobiac to prawie kazdy dorabial, ale to raczej na piwo i waciki:)
    • inzynier.kowalska Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:44
      > Możecie mi powiedzieć gdzie się dzieją takie cuda że studiujący (= mający mniej
      > czasu) człowiek zaraz po liceum zarabia 2000 zł?

      To żadne cuda, wystarczy ruszyć tyłek. Weekendy, wieczory, czasami nocka nad zleceniem i dwa tysie można było z palcem w nosie zarobić. A czasu wystarczyło i na to, żeby sobie wypracować średnią wystarczającą na stypę.
      • berta-live Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:48
        To nawet nie chodzi o to kiedy się z tym wyrobisz bo na dobrą sprawę możesz sobie poopuszczać zajęcia jak trzeba będzie, tylko co zrobić żeby to tobie dali takie intratne zlecenia a nie komuś innemu? I jeszcze żeby zechcieli dobrze zapłacić.
      • zloty.strzal Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 01:05
        > To żadne cuda, wystarczy ruszyć tyłek. Weekendy, wieczory, czasami nocka nad zl
        > eceniem i dwa tysie można było z palcem w nosie zarobić. A czasu wystarczyło i
        > na to, żeby sobie wypracować średnią wystarczającą na stypę.

        To jest piękna teoria. Poza tym już tyle razy musiałam się dopominać o swoje pieniądze i czekać na przelew niesamowicie długo, że jakbym przez ten czas miała obgryzać tynk ze ścian, to szybko skończyłabym edukację.
      • jej_torebka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 10:10
        wiesz, są branże i branże. w naszej jest łatwiej o fuchy.
        • 1.41421356i Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 10:55
          ja jaka to "wasza" branża?
        • inzynier.kowalska Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 11:21
          W naszej tak.
          Ale na pierwszym i drugim roku miałam jeszcze szafę pełną naklejek i banerów reklamowych do rozwiezienia a to niewiele miało wspólnego z naszą branżą ;)
          • jej_torebka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 11:50
            ano, też fakt. zupełnie o tym zapomniałam.
    • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 07:43
      Nie wszyscy żyją w Warszawie, ale niech będzie, bo tu i zarobki wyższe...
      Pokój w akademiku, pokój współdzielony - 300 - 350 zł
      Jedzenie - 100 na tydzień wystarcza jak ma się trochę chęci, nie wydaje na słodycze, chipsy, restauracje
      Sprawy higieniczne - 50 zł miesięcznie (w końcu proszek do prania nie kończy się co miesiąc jak się kupi duże opakowanie)
      Lekarz - za darmo, przychodnie studenckie działają lepiej niż tradycyjne
      Karta miejsca zniżkowa - przy zakupie kwartalnej wychodzi ok 33 zł miesięcznie
      Internet: 35 zł (w mieszkaniu studenckim) 45 mobilny
      Tel: 25 zł
      Ubrania - nie musisz mieć rewii mody, a i usamodzielnienie nie oznacza, że dla idei wyrzucamy na starcie wszystko co mamy z wcześniejszych lat. Są przeceny, można się tanio ubrać. Chyba, że chcesz być szafiarką:)
      Książki - są biblioteki, są antykwariaty, jest tania książka, jest sieć wymiany ze znajomymi. Ale niech będzie, kupujemy jedną miesięcznie za 35 zł.
      Ksero: jest teraz tanie, a większość można wydrukować w domu

      Jak podliczysz to zobaczysz, że te podstawowe sprawy to ok 1000 zł.

      A zarabianie? Dziś można znaleźć mnóstwo roboty przez internet - pisanie tekstów, robienie stron, grafiki, tłumaczenia, korekty. Na początek mała kasa, później tylko lepiej. Zresztą nawet z tej najmarniejszej kasy sobie wylicz: za tzw. precla (1000 znaków ze spacjami bzdur) ludzie dostają 1 zł. Piszesz takich codziennie 45 (3 godziny pracy lub mniej, zależy do tempa, ale liczmy 4). Już mamy 1350, a przecież to najmniej ambitna robota, na poziomie gimnazjalisty.
      Poza tym żyła złota to korepetycje. Na koniec sierpnia inwestujesz czas we wrzucenie ogłoszeń, w październiku możesz mieć nawet 10 uczniów. Ceny w wawie to spokojnie nawet 45 zł za godzinę (mam na myśli humanistyczne, np. polski czy języki obce dla dzieciaków). Większość uczniów chce 1,5 godziny, więc mamy ok 15 godzin pracy tygodniowo (z tego część w weekendy, dzieciaki są zapracowane). Wychodzi 675 tygodniowo, wiadomo, że ktoś może odwołać, liczmy nawet 500 - już masz dwa tysiące. Naprawdę można, tylko zamiast uprawiać wieczny "niedasizm" trzeba pomyśleć jak. Aha, a od drugiego roku można mieć jeszcze stype. Np. socjalne + naukowe to nawet 800 zł może być, samo naukowe do 400 dochodzi.
      • zloty.strzal Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 08:47
        > Już mamy 1
        > 350,

        > Wych
        > odzi 675 tygodniowo,

        > Aha, a od drugiego roku można mieć jeszcze stype. Np. socjalne
        > + naukowe to nawet 800 zł może być, samo naukowe do 400 dochodzi.

        I miałaś na studiach dochód 1350+675+800pln czy teoretyzujesz?
        • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 08:59
          > I miałaś na studiach dochód 1350+675+800pln czy teoretyzujesz?

          Ja miewałam nawet wyższy. W okolicach 2. roku zdarzało mi dawać jakieś 30 godzin korepetycji tygodniowo. Plus tłumaczenia. A w połowie 3. roku miałam już stałą pracę. Tak czy inaczej, kończąc studia miałam odłożony spory kawałek forsy na własne mieszkanie.
          • sundry Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 09:17
            Rozumiem, że na na naukę czasu nie potrzebowałaś?
            • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 09:36
              nie tam, po co się uczyć. 30 godzin korepetycji dziennie to jest 4 godziny dziennie przez okrąglutki tydzień + czas na tłumaczenia, to pewnie kosztem snu, ale to pewnie kosztem snu i życia towarzyskiego/rodzinnego, którego student jak wiadomo z zasady nie ma.

              eeetam. bajki ludzie opowiadają. albo pracowali, albo studiowali. dwie rzeczy na raz oznacza, że co najmniej jedna z nich była olewana.
              • sundry Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 12:42
                Zgadzam się. Są lajtowe kierunki studiów, ale zawsze wymagają jakiegoś czasu poświęconego, choćby na udział w zajęciach. Historie o tym, jak to ktoś 4 godziny miał korki, do tego pół etatu, stypendium naukowe może jeszcze to imho zwykłe przechwałki:) Co innego powiedzmy na 4-5 roku, kiedy było już mniej zajęć, wtedy jakieś dodatkowe zajęcia można było opykać, ale nie każdy kierunek studiów daje taką możliwość ( zarówno pod względem obciążenia czasowego, jak i zwyczajnie umiejętności, które się posiada).
              • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 15:45
                Bez przesady. W weekendy można tego było odwalić sporo - aż dziwne, ale chętnych na lekcje w weekendy było niemało (głównie pracujących).

                Standard w tygodniu wyglądał tak, że rano przed zajęciami uczyło się jakichś pracowników w korporacjach, którym firma fundowała lekcje - przed pracą. Potem zajęcia na uczelni. Wieczorem 2 h korków. Albo i nie.

                Kosztem życia towarzyskiego w jakimś stopniu na pewno, ale niezbyt wielkim, jeśli wziąć pod uwagę, że wszyscy tak zapieprzali - korki, tłumaczenia, praca w korporacjach i innych bankach (to były takie czasy, że studentem będąc można było załapać się na całkiem niezłe fuchy, żadne tam staże za friko), często drugi fakultet, więc jakoś mało było ogólnie tych imprez, które mogły człowieka ominąć (ale odbijaliśmy to sobie na wyjazdach Koła Naukowego). Kilka osób z mojego roku kupiło sobie mieszkania jeszcze na studiach - fakt, to jakieś minikawalerki były albo 2 pokoje w wielkiej płycie, ale zawsze. Dwie budowały domy (i nawet wybudowały).
                • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:28
                  przed zajęciami praca, weekend praca, po zajęciach praca
                  a kiedy się uczyłaś? przygotowanie się do kolejnych zajęć, kolokwia, egzaminy, nasiadówy w czytelniach, no wiesz, to co zwykle się robi na studiach poza pracą:)
                  • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:19
                    Normalnie, w ciągu pozostałych godzin. Doba ich jeszcze trochę ma. A moje studia nie były szkółką, gdzie trzeba codziennie odrobić zadanie domowe - pewnie, na niektórych zajęcia trzeba było systematycznie coś robić z ćwiczeń na ćwiczenia, ale na innych wystarczyło przejrzeć notatki z wykładów przed egzaminem i tyle.
                    • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:26
                      Nie wszyscy mają/mieli takie lajtowe studia. Gratuluję.
                      Są uczelnie w Polsce, o tak wyśrubowanym poziomie, że przez pierwsze 2 lata nie ma się czasu iść do kibla.
                      • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:28
                        To nie były lajtowe studia - po pierwszym roku z 120 przyjętych wyleciała połowa.
                        • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:55
                          Zwykły przesiew. Normalne na kierunkach, gdzie nie ma egzaminów wstępnych. Jak się zdaje egzaminy, tak jak u mnie było. Odsiew 20 osób z 150 i na wylot trzeba było sobie zasłużyć.
                          • animusfelina Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:55
                            Na moim były egzaminy wstępne (takich bez egzaminów jeszcze wtedy nie było), były też zdolne osoby, które nie musiały przed każdym egzaminem ślęczeć tygodniami w czytelni. Wystarczało uczyć się na bieżąco, a przed sesją mieć tydzień wolnego, na ostre powtórzenie wiedzy.
                  • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:24
                    Kseruje się gotowe ściągi od innych :) Ci inni, to te łosie co nie maja czasu na zarabianie pieniędzy. Tylko się uczą. Chodzą na wykłady, ćwiczenia/laboratoria. Potem robią streszczenia, piszą ściągi.
                    Polska jest jednym z niewielu krajów, gdzie ściąganie nie karane. W wielu krajach za złapanie ze ściągą na kolokwium czy egzaminie jest wylot z wpisem w papiery.
                    • animusfelina Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 22:24
                      Bzdury piszesz. Są kierunki, gdzie nawet jakbyś się na śmierć zakserowała, to i tak wykładowca wypunktuje Ci wszystkie słabości. Czasami trzeba swoje przeczytać i przemyśleć. A akurat znałam i takich co na zajęcia chodzili i niewiele im to dawało.
            • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 15:33
              > Rozumiem, że na na naukę czasu nie potrzebowałaś?

              Och, inteligentny i uzdolniony człowiek naprawdę nie potrzebuje zakuwać noc w noc.
              • sundry Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 15:44
                Jak w takim razie przyswaja powiedzmy tysiąc stron w ciągu semestru? Inteligencja nie ma tu nic do rzeczy imho.
                • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:17
                  A co to znaczy przyswaja? Wykuwa tom encyklopedii PWN na pamięć czy musi się nauczyć materiału, zrozumieć, przeczytać i powtórzyć? Nie każde studia to medycyna czy prawo gdzie jest dużo pamięciówki.
                  • sundry Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:29
                    lady.baba napisała:

                    > A co to znaczy przyswaja? Wykuwa tom encyklopedii PWN na pamięć czy musi się na
                    > uczyć materiału, zrozumieć, przeczytać i powtórzyć?

                    Jedno i drugie wymaga czasu, więc co uznamy za przyswajanie, to kwestia umowna:)
                • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:15
                  A co rozumiesz przez "przyswaja"? Bo ja teraz czytam codziennie jakieś 50-100 stron tekstu w języku obcym, niezbyt beletrystycznego (biografia), momentami lekko specjalistycznego (bohaterka miała w życiu epizod naukowy i jest dość dokładnie opisane, co badała), rozumiem co czytam i w dodatku zapamiętuję (przy porannym robieniu kawy w kuchni katuję współpracowników opowieściami, co właśnie przeczytałam, bo bardzo mnie ta postać jara). I robię to nie jako swobodny student, który tu zaliczy 2 h jako lektor, a potem posiedzi 6 h na zajęciach, tylko po szychcie w korpo, plus jakieś pichcenie w domu etc.
                  • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 19:35
                    No brawa za to ci się należą.
                  • sundry Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:43
                    Oj, to zupełnie co innego:) coś, co czytasz dla przyjemności ( mniemam, że tak jest) jakoś lepiej wchodzi, ja czytając książki nienaukowe pochłaniam kilkaset stron dziennie, jak się uczę, to znaacznie wolniej mi idzie.
                    • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:05
                      Hm, ja studiowałam jednak coś, co mnie z grubsza interesowało. Pewnie, były przedmioty mniej ciekawe, ale te akurat nie wymagały setek stron lektury.
                      • sundry Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:09
                        Mnie też z grubsza interesowało, z połowa przedmiotów była mniej ciekawa, ale praktycznie wszystkie wymagały setek stron lektury.
        • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 13:52
          Ja nie miałam nigdy socjalnego, ale nie teoretyzuję tylko piszę ile mieli znajomi, ci co dostawali naukowe i socjalne mieli ok 800 zł miesięcznie.

          Tak, miewałam 10 uczniów, co dawało ok 500 zł tygodniowo (praktycznie, bo zawsze ktoś odwołał, nie mógł) - teoretycznie wychodziłoby własnie 675 zł mniej więcej. I nie pisałam o 1350 + 675, mieszasz dwie opisane przeze mnie formy zarobku, w dodatku 675 to tygodniowo nie miesięcznie.

          I tak, miewałam stypendium naukowe wysokości 400 zł. Wiele innych form zarobku przetestowałam na własnej skórze, wiem jak zarabiali znajomi. Ale wiem też, że byli tacy, co twierdzili z uporem, że się nie da. I oczywiście u nich się nigdy nie dawało. I nie porównuję tu studentów medycyny z historykami np, ale osoby z tego samego kierunku.
          • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:38
            pytanie jest: czy w czasie studiów prowadziłaś samodzielne gospodarstwo domowe za tę kasę. a nie czy i ile zarabiałaś?

            bo da to się wszystko, łącznie z nieuczęszczaniem na zajęcia prawie w ogóle, pytanie tylko, po co te studia, skoro można iść do pracy. imo, jak ktoś się decyduje na studia dzienne, to powinien na pierwszym miejscu stawiać jednak naukę, a nie pracę. dla pracujących są np. studia zaoczne.

            robienie z pełnoetatowej pracy normy w czasie studiów dziennych jest nieporozumieniem. raz, że taki student zawala zajęcia, dwa że psuje rynek pracy przyjmując wyzyskowe zlecenia za 2zł/1000 znaków, jak gdzieś tam wyżej było.
            • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:40
              Odpowiadając na twoje pytanie: tak. Obecnie też studiuję dziennie i prowadzę gospodarstwo domowe.
              • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 15:08
                więc jesteś wyjątkowa, masz lajtowy kierunek studiów - rada bym poznać jaki, bo jakoś żadne ze znanych nie podpadają mi pod hasełko "lajtowe"
                anyway, jako wyjątkowa i wybitna nie podpadasz, oczywiście, pod hasło "statystyczny student".
                • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 15:13
                  Mój kierunek jest mało popularny, wiec nie chcę się narażać na identyfikację:) Humanistyczny, rzeczywiście lajtowy. Poprzedni był mniej lajtowy, też humanistyczny. Na obu spotkałam ludzi utrzymujących się samodzielnie, nie wiem czy są statystyczni, ale są. Jak już wspomniałam, nie porównuję tego do sytuacji studentów medycyny np.
      • happy_time Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 08:54
        A w akademiku można mieszkać przez cały rok, w wakacje też?
        Stypendium socjalne nie świadczy o niezależności.
        • 1.41421356i Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 11:08
          mozna w wakacje mieszkać, ja mieszkałam, ok 300zł płaciłam, jakieś 6 lat temu we wro
      • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 09:14
        >za tzw. precla (1000 znaków ze spacjami bzdur) ludzie dostają 1 zł. Piszesz takich codziennie 45 (3 godziny pracy lub mniej, zależy do tempa, ale liczmy 4)

        hehehe, chcesz powiedzieć, że w 3 godziny jesteś w stanie napisać 25 stron oryginalnego tekstu (45000 znaków/1800)?
        ściema niestety, chyba że przez kopiuj wklej.
        • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 13:56
          18 stron dla ścisłości, bo liczę 2,5 znaków na stronę mniej więcej. Zwykle strona to 2 i kawałek precla. W godzinę jestem w stanie napisać ok 7,5 strony tekstu unikalnego, niepowtarzalnego i pozbawionego sensu, ale sensu nikt nie wymaga:) Sprawdzone, zmierzone - sama byłam ciekawa jak szybko piszę. Oczywiście, po godzinie szybkiego klepania w klawiaturę trzeba zrobić przerwę, np. poczytać coś i potem znowu można pisać.
          • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:46
            dlaczego akurat 2,5? dżizas, nie dość że to jest gó...ano płatne, to jeszcze wam wmawiają, że strona to 2,5?

            to jest po prostu straszne. ja się nie dziwię, że korektor czy redaktor czy dziennikarz nie są w stanie pracy znaleźć, jeśli pisanie tekstów jest produkcją taśmową bez ładu i składu.


            Oczywiście, po g
            > odzinie szybkiego klepania w klawiaturę trzeba zrobić przerwę, np. poczytać coś
            poczytać coś? wątpię byś po gapieniu się w monitor miała siłę na druk. o bolących rękach nie wspominając.
            • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:52
              Rany, naprawdę nie ma znaczenia ile wliczam na stronę jak biorę kasę za 1000 znaków, prawda? Po prostu uściśliłam jaką jednostką się posługuję.

              Naprawdę uważasz, że gimnazjalista klepiący precle jest powodem bezrobocia dziennikarza? Heh:) Przecież to dwie różne prace, wymagające zupełnie innych (wręcz skrajnie!) predyspozycji i umiejętności. To nie jest konkurencja.

              Tak po godzinie klepania nie mam problemu, żeby wziąć notatki i się np. słówek pouczyć czy przeczytać jakiś artykuł. Zresztą powinnam to pisać w czasie przeszłym, bo teraz mam już lepsze zlecenia.
              • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:57
                >Naprawdę uważasz, że gimnazjalista klepiący precle jest powodem bezrobocia dziennikarza? Heh:)

                tak, tak właśnie uważam. gimnazjalistów nie można zatrudniać z tego co się orientuję. taka praca jest oparta na wyzysku i zaniżaniu płac do minimum, a często jest to po prostu praca na czarno. zastanów się, czy praca na czarno psuje rynek czy nie psuje. i czy zaniża płace legalnie pracującym czy nie zaniża.
                • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 15:01
                  To jest taka sama konkurencja jak obecność internetowych "modelek" z fotka.pl dla Anji Rubik:)

                  Dwa światy, dwie branże. Dziennikarz w Polityce nie dostanie mniej za tekst dlatego, że ktoś tam klepie precle za złotówkę, bo to nie ma żadnego związku. Jeśli już mowa o dziennikarstwie to zaniżanie stawek związane jest z pojawienie się tzw. dziennikarstwa obywatelskiego.
                  • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:09
                    nie chodzi o to kto konkuruje, tylko kto dostanie zlecenie. zlecenie dostanie ten, kto nie szanuje swojej pracy i czasu i z ch... wie jakiej przyczyny przyjmie stawkę minimalną. gdy stanie po drugiej stronie frontu i będzie musiał z pisania i z różnych, nawet najdurniejszych zleceń się utrzymać, zanim trafi na coś stałego, to mina mu zrzednie.

                    po to są kredyty studenckie, żeby z nich korzystać i czas na naukę wykorzystywać do nauki. albo trzeba mieć zamożnych rodziców. a jak ani jednego, ani drugiego niet, to są studia dla pracujących.
                    • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:14
                      Ale co ci przeszkadza, że ja np. pogodziłam studia dzienne z pracą? Tak cię boli, że niektórym ludziom to się udaje? Co więcej, udaje mi się teraz zdobywać zlecenia, które wcale nie są po minimalnych stawkach i nie narzekam na zarobki.
                      Aha, kredyt studencki... ostre warunki żeby dostać i 650 zł miesięcznie. No za to to dopiero można się utrzymać i zaszaleć. Na szczęście nie ty decydujesz komu wolno iść na studia dzienne
                      • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:22
                        ale w którym miejscu mi to przeszkadza albo mnie boli? przecież nic do ciebie nie mam czy mam?

                        normalne nielajtowe są z zasady nie do pogodzenia z pracą, gdyby tak nie było, nie istniałyby wieczorowe ani zaoczne.
                        co innego praca wakacyjna, ale też nie każdy kierunek ma całe wakacje wolne, żeby w tym czasie uzbierać kasę na cały przyszły rok. i co innego dorabianie. a co innego utrzymywanie się. naprawdę mało osób utrzymuje się z własnoręcznie:) i nie korzystając ze stypendiów/zapomóg i portfela rodziców.

                        a po studiach cała masa wraca do rodziców, co chyba najlepiej świadczy o tej "samodzielności".
                        • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:28
                          Jeśli mówimy o usamodzielnieniu się od rodziców to pobieranie stypendium nie oznacza żadnej zależności.
                          • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:41
                            tak, przepraszam, bardziej chodziło mi o to, że nie zdobywa tych pieniędzy własną pracą. to tak jakby otrzymany spadek policzyć za zasługę własną. poza naukowym ofkors: zdobyć naukowe oznacza ciężką pracę lub umiejętne wykorzystywanie zdolności:)
                            • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:44
                              Dla mnie to dwie różne rzeczy. Ktoś kto wygra na loterii też będzie samodzielny finansowo.
                              • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:51
                                wygranie na loterii oznacza, że kupiłaś los i wygrałaś koniec i kropka, pieniądze są w twojej kieszeni niezależnie od innych rzeczy. posiadanie stypendium oznacza zależność od czynników, na które nie masz zwykle wpływu: przepisy, wymagana wysokość dochodu, wymagana średnia, humor egzaminatora, przez którego wymaganej średniej nie będziesz miała;)

                                dobra, tam, za dużo szczegółów. i naprawdę nie mam nic przeciwko temu, że udało Ci się pogodzić. ale "udało się" ma w tym przypadku podstawowe znaczenie i trudno je uznać za jakąś normę.
                  • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 19:56
                    Racja. Robisz to dla kasy. Co wy pierdzisz, to na tym zarobisz.
                    Ale masy czytują to COŚ, co ktoś TO wklepuje bez pojęcia. Ukaże się to tylko na jakimś portalu internetowym i biorą to jako prawdę objawioną.
                    Nie ma to jak dowartościować się kosztem innych.
                    • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:25
                      Rozumiem, że jako człowiek, który czasem dla rozrywki opchnie jakiegoś "michałka" prasie papierowej, mam się strasznie przejmować, jaki wpływ moje ćwierć kolumny ma na życie gospodyni domowej z Mycisk Niżnych? Może jestem amoralna, ale niewiele jest rzeczy, które mnie mniej obchodzą.
                      • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:01
                        Jasne, bo jako przedstawiciel inteligencji powinieneś oswiecać masy pracujące i nie pisząc w prasie lokalnej eseje na temat kontekstów współczesnej sytuacji politycznej w Ameryce Południowej:)
                        • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:14
                          Żywię niejasną obawę, że masy pracujące miast i wsi kupują prasę codzienną, której coś tam udało mi się opylić, wyłącznie dla programu telewizyjnego oraz kolumny sportowej, z której czerpią wiedzę na temat tego, że klub Izolator Boguchwała wtłukł Transportowcowi Kłopotów 2:0.

                          Nie oświecę, choćbym codziennie generowała analizy porównawcze ambitnego kina syryjskiego o pasaniu wielbłądów z meksykańską nową falą zajmującą się romantyką uprawy kaktusów.
                          • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:32
                            Kochana, ale jak ta siłaczka powinnaś klepać w klawiaturę mądre elaboraty, a nie za durnotą komercyjną się jeno oglądać:)
                    • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:55
                      Jak się nie ma pojęcia, o czym się pisze, warto doczytać. Mniemam, że nie zetknęłaś się nigdy z pozycjonowaniem stron i nie wiesz czym są precle? Otóż to teksty, których nie czyta NIKT, poza robotami wyszukiwarek. Kosztuje toto 1 zł za 1000 znaków, klepanina bez sensu, ale zarobić można. Natomiast prawdy objawione na portalu kosztują znacznie więcej. I wybacz, ale jak ktoś nowinki na Interii traktuje jak prawdę objawioną to już nie moja wina. A kto się tu dowartościowuje kosztem innych?hmm...
                      • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:12
                        Tylko pogratulować poziomu intelektu. Baw się dalej.
                        Kiedyś słowo pisane miało swoją wartość, teraz niema. Czyjaś zasługa? Cieszysz się, że propagujesz ignorancję! Mój ulubiony pisarz Philip K. Dick. Jak nie sprawdził w trzech różnych źródłach, nie pisał o CZYMŚ. Bo twierdził, że nie będzie z siebie robił idioty. Nie było istotne dla niego, że pisał o barbituranach czy o anihilacji.
                        • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:19
                          > Kiedyś słowo pisane miało swoją wartość, teraz niema.

                          Kiedyś to ludzie potrafili prawidłowo pisać "nie " z czasownikami...

                          >Mój ulubiony pisarz Philip K. Dick. Jak nie sprawdził w trzech różnych źródłach, nie pisał o
                          >CZYMŚ. Bo twierdził, że nie będzie z siebie robił idioty.

                          No, Dick literacko wielkim pisarzem był, ale poza tym zrobił z siebie idiotę na tyle sposobów, że w sumie więcej już nie musiał.
                          • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:20
                            Poproszę o jeden przykład.
                            • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:27
                              Robienia z siebie idioty? Ależ proszę, mogą być nawet dwa. Donos do FBI na Lema i nasyceni antyaborcyjną emo-histerią "Przedludzie" przy kompletnym wdupiemaniu własnych, nie tylko poczętych, ale i urodzonych dzieci.
                              • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:51
                                Schizofrenia. Na własne życzenie PKD, LSD. Przyznał się do tego w książce "Przez ciemne zwierciadło". Lema też uwielbiam i Dick'a, a "domniemany spisek KGB". FBI, to mogło im obu naskoczyć. Nie rusza mnie to. I tak Dick napisał więcej powieści, niż Lem.
                                Nie rozumiem co ma do tego opowiadanie "Przedludzie".

                                > i nasyceni antyaborcyjną emo-histerią "Przedludzie" przy kompletnym wdupiemani
                                > u własnych, nie tylko poczętych, ale i urodzonych dzieci.
                                A czytałaś tą nowelę? Mam namyśli czytanie ze zrozumieniem. To takie proste wydawało by się.
                                • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 22:18
                                  best.yjka napisała:

                                  > Schizofrenia. Na własne życzenie PKD, LSD.

                                  Bycie chorym oraz spędzenie znacznej części życia przyćpanym jak koala nie zmienia faktu, że zrobił z siebie idiotę. O różowym promieniu litosiernie zmilczę, bo wtedy to już całkiem puścił się poręczy.

                                  > Przyznał się do tego w książce "Przez ciemne zwierciadło".

                                  Do ćpania i do bycia chorym? No, faktycznie, bardzo odważne, przyznać się do tego, o czym wiedziało pół Kalifornii.

                                  BTW, właśnie, jak to niby się Dick w "Przez ciemne zwierciadło" do czegoś przyznaje? Bo jeśli masz na myśli to, że bohaterowie mają problem o ocenianiem realności tego, co ich otacza, to sorry, nie dostaniesz banana - w większości jego książek tak jest. Cytat poproszę.

                                  > Lema też uwielbiam i Dick'a, a "domniemany spisek KGB".
                                  > FBI, to mogło im obu naskoczyć.

                                  A możesz powyższe jeszcze raz tylko po polsku? Tak swoją drogą, "Dicka", nie "Dick'a". Wujek Miodek nadal nie odbiera telefonu?

                                  >Nie rusza mnie to. I tak Dick napisał więcej powieści, niż Lem.

                                  Z których, niestety, sporo już nie przechodzi próby czasu - cóż, tak to jest z rzeczami klepanymi po kilkadziesiąt stron dziennie na amfie, parę wyjdzie genialnych, reszta... taka sobie.

                                  > Nie rozumiem co ma do tego opowiadanie "Przedludzie".

                                  Do wątku FBI/KBG? Pewnie nic, on miał tyle odpałów, że trudno, żeby wszystkie się jakoś łączyły.

                                  > A czytałaś tą nowelę? Mam namyśli czytanie ze zrozumieniem. To takie proste wyd
                                  > awało by się.

                                  A ze 3 razy. Ale może przeczytaj coś mądrzejszych od siebie, skoro z tekstem źródłowym nie dajesz rady, co?

                                  mrw.blox.pl/2008/06/Dick-przeprosil-za-Przedludzi.html
                                  wo.blox.pl/2010/03/Przedludzie-Dicka.html

                                  Albo zacznij od biografii Sutina, bo na razie to rozmowa ze ślepym o kolorach, bez urazy.
                                  • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 17:19

                                    > BTW, właśnie, jak to niby się Dick w "Przez ciemne zwierciadło" do czegoś przyz
                                    > naje? Bo jeśli masz na myśli to, że bohaterowie mają problem o ocenianiem realn
                                    > ości tego, co ich otacza, to sorry, nie dostaniesz banana - w większości jego k
                                    > siążek tak jest. Cytat poproszę.
                                    Proszę bardzo :) Cytat z od autora.
                                    To powieść o ludziach, którzy zostali ukarani o wiele za surowo. Chcieli tylko mile spędzać czas, byli jak dzieci bawiące się na ulicy, które patrzą, jak po kolei zabiera je śmierć, jak giną jedno po drugim, masakrowane przez przejeżdżające samochody, a mimo to nie przerywają zabawy. Przez pewien czas byliśmy naprawdę szczęśliwi. Siedzieliśmy sobie razem, nie pracowaliśmy ciężko, tylko opowiadaliśmy bzdury i dobrze się bawiliśmy, ale to trwało tak strasznie krótko, a kara, która potem na nas spadła, przeszła wszelkie wyobrażenie. Widzieliśmy, co się dzieje, ale nie potrafiliśmy w to uwierzyć. Na przykład w czasie pisania tej książki dowiedziałem się, że człowiek, który był pierwowzorem postaci Jerry'ego Fabina, popełnił samobójstwo. Mój przyjaciel, który w tej powieści występuje jako Ernie Luckman, zmarł, zanim zabrałem się do jej pisania. Przez chwilę sam byłem takim bawiącym się na ulicy dzieckiem, byłem jak inni: próbowałem się bawić, zamiast zachowywać się jak dorosły człowiek, i zostałem ukarany. Jestem na zamieszczonej poniżej liście ludzi, którym dedykuję tę powieść. Ta lista mówi też, co stało się z każdą z tych osób.

                                    > Z których, niestety, sporo już nie przechodzi próby czasu - cóż, tak to jest z
                                    > rzeczami klepanymi po kilkadziesiąt stron dziennie na amfie, parę wyjdzie genia
                                    > lnych, reszta... taka sobie.
                                    Twoja subiektywna opinia. Masz do niej prawo. Nie wszyscy ją podzielają. Kolejna ekranizacja powieści Dicka w przyszłym roku na dużym ekranie.
                                    Blade Runner to klasyka SF. Ridley Scott zrobił naprawdę dobry film.

                                    > Do wątku FBI/KBG? Pewnie nic, on miał tyle odpałów, że trudno, żeby wszystkie s
                                    > ię jakoś łączyły.
                                    Ale w książkach pisał z sensem.
                                    > > A czytałaś tą nowelę? Mam namyśli czytanie ze zrozumieniem. To takie pros
                                    > te wyd
                                    > > awało by się.
                                    Odpały miał. Ale na jakość książek które pisał, nigdy to nie wpływało. Wyjątkiem była fobia o zimnej wojnie pomiędzy ZSSR i US. Polecam Deus Irae, napisaną z Rogerem Zelaznym.

                                    > A ze 3 razy. Ale może przeczytaj coś mądrzejszych od siebie, skoro z tekstem ź
                                    > ródłowym nie dajesz rady, co?
                                    Abstrakcyjne myślenie nie jest dla wszystkich jest zrozumiałe. Nie zapomnij dowalić mi za składnie zdania :D


                                    > Albo zacznij od biografii Sutina, bo na razie to rozmowa ze ślepym o kolorach,
                                    > bez urazy.

                                    Za byle co, się nie obrażam. PKD przeczytałam całego. Opowiadania i powieści.
                                    Miłego dnia.
                                    • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 20.03.11, 14:39
                                      best.yjka napisała:

                                      > Proszę bardzo :) Cytat z od autora.

                                      O, dziękuję.

                                      > Twoja subiektywna opinia. Masz do niej prawo.

                                      A są w ogóle obiektywne oceny dzieł sztuki?

                                      > Blade Runner to klasyka SF. Ridley Scott zrobił naprawdę dobry film.

                                      Film genialny (ale to nie zasługa Dicka), książka średnia. W najlepszym razie - niezła.

                                      > Ale w książkach pisał z sensem.

                                      Sprawdzić, czy nie "Przedludzie".

                                      > Odpały miał. Ale na jakość książek które pisał, nigdy to nie wpływało. Wyjątkie
                                      > m była fobia o zimnej wojnie pomiędzy ZSSR i US. Polecam Deus Irae, napisaną z
                                      > Rogerem Zelaznym.

                                      Deus Irae jest niezłe, ale to nie zmieni mojego wewnętrznego przekonania, że Dick to kilka genialnych książek ("Człowiek z Wysokiego Zamku", "Trzy stygmaty Palmera Eldritcha", "Ubik", "Płyńcie łzy moje, rzekł policjant"), trochę ciekawych materiałów na studium przypadku psychiatrycznego i sporo pulpy typu jacyś galaktyczni druciarze.

                                      > Abstrakcyjne myślenie nie jest dla wszystkich jest zrozumiałe. Nie zapomnij do
                                      > walić mi za składnie zdania :D

                                      Wiesz, niemożność interpretacji zdania jednak jakby utrudnia dyskusję.

                                      > Za byle co, się nie obrażam. PKD przeczytałam całego. Opowiadania i powieści.
                                      > Miłego dnia.

                                      Sutina naprawdę polecam, sporo ciekawych informacji jest też w biografii Alice B. Sheldon ("James Tiptree, Jr. The Double Life of Alice B. Sheldon", Julie Philips), która intensywnie z Dickiem korespondowała.
                        • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:28
                          Sobie pogratuluj, bo masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Precle nie służą do czytania, nikt tego nie czyta, żaden człowiek. Jaka ignorancja? Do ich pisania po prostu nie jest żadna wiedza potrzebna. Czyja zasługa, że słowo pisane nie ma wartości? Ma taką samą jak mówione. A zasługa tych, co to czytają. Redaktorzy Pudelka nie pracują dla własnej przyjemności.
                          • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:37
                            Pudelka nie czytam. Kto z kim i gdzie. I co ubrał. Jak lubisz się ośmieszać. Powodzenia :)
                            • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:39
                              A co można ubrać? Choinkę? Czy ty może jesteś z tej frakcji co ubiera spódniczkę w kolanko i bluzkę na naramkach? Tak, ciekawe dzięki komu tak nam upada kultura słowa...
                            • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:42
                              Słuchaj, spytaj wreszcie wujka Google o precle, a.k.a. presell pages. Nie wiedzieć o czymś to żaden wstyd, ale tkwić w niewiedzy i uporczywie się kompromitować to jednak jakby obciach.
                              • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:43
                                Proponuję też konsultacje z wujkiem Miodkiem:)
                              • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 22:10
                                Pseudo dziennikarstwo, to nie jet powód do dumy. Jak musisz. Każdy musi się dowartościować.
                                • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 22:24
                                  Naprawdę Google Ci wyłączyli? Oho, wojna będzie.

                                  Jeszcze raz, wolno i wyraźnie: to nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem i nikt nie ma pretensji, żeby miało. To nie są teksty do czytania. To jest taka metoda pozycjonowania stron w wyszukiwarce. Robota jak każda inna. Studenci, który sprawdzają poprawność zaimportowania tysięcy arkuszy Excela do bazy danych też nie roszczą sobie pretensji do miana informatyków.
                • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 19:48
                  Racja.
      • berta-live Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 10:29
        Skąd ty te ceny bierzesz? Gumtree mówi, że cena miejsca w pokoju mieszkania studenckiego to 500-600PLN. Plus media ok 100PLN. Być może gdzieś pod warszawą można wynająć taniej, ale wtedy tracisz co najmniej 2h rano i popołudniu na stanie w korkach. Z Białołęki na plac Politechniki w okolicach 7-8 rano jedzie się ok 2h.

        100PLN/tyg na żarcie, czyli jakieś 14PLN/dziennie. Może i by się udało, pod warunkiem, że żywisz się wyłącznie tym co kupisz na placu i samodzielnie przerobisz na żarcie. Czyli tracisz dodatkowe godziny na gotowanie, sprzątanie i szorowanie garów. I jeszcze podnosisz ceny mediów, bo zużywasz automatycznie więcej wody, gazu i prądu. Głupia buła z szynką kupiona w studenckim bufecie, albo zwykłym spożywczaku kosztuje 5PLN. Do tego jakaś woda mineralna by się przydała a być może nawet kawa z automatu dla obudzenia się. A to nawet porządne śniadanie nie jest.

        A z tą pracą to też nie jest tak prosto. Korepetycje możesz dawać pod warunkiem, że sama coś umiesz. Bardzo wątpię czy statystyczny student poradzi sobie z matematyką na poziomie chociażby gimnazjalnym, a największy popyt jest na lekcje dla maturzystów. Podobnie jest z polskim. Inne chodliwe przedmioty to fizyka, chemia i biologia. Czasem ktoś zechce żeby go z historii przepytać. A to wszystko jest poza wiedzą studenta niebranżowego kierunku, chociaż z tymi branżowymi to też różnie bywa. I jeszcze języki obce, ale to mają pierwszeństwo studenci filologii. Poza tym sądząc po ilości ogłoszeń to podaż jest nieco większa niż popyt, więc nie bardzo da się z tego wyżyć.
        Praca w firmach na etacie np wklepywacza danych też nie jest szczególnie dobrze płatna, bo inaczej nie opłacałoby się zatrudniać studentów. Nie mówiąc o tym, ze te prace są etatowe a nie dorywcze, więc nie ma mowy o tym, że pracujesz kiedy masz czas i ochotę.

        I do tego dochodzi czas. Pracować możesz jak studiujesz jakiś lajtowy kierunek w stylu marketing i zarządzanie, politologia itp. Zwłaszcza jak studiujesz zaocznie, wieczorowo lub prywatnie, chociaż dziennie państwowo też studenci się nie przemęczają. Natomiast jak studiujesz cokolwiek ambitniejszego, to zajęcia masz od 8rano do 8 wieczór, albo i dłużej. I to głównie ćwiczenia i laboratoria, więc nie ma mowy o zerwaniu się. Oczywiście z okienkami w ciągu całego dnia, ale takimi, że tylko siąść na 2h w knajpce i czekać na kolejny wykład. Do tego jeszcze trzeba się czasem coś pouczyć, jakieś projekty zrobić itp. Nie zostaje wiele czasu na pracę. A i odpocząć też trzeba, bo człowiek to nie maszyna.
        • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:07
          Gumtree mówi... jasne, każdy na początek zawyża cenę, potem można negocjować. 650 płaciłam za samodzielny pokój. Oczywiście są i pokoje za 1200 dwuosobowe, ale wtedy full wypas już jest. Poza tym nie trzeba szukać od razu na Białołęce. Wystarczy wynająć coś np. w okolicach Dworca Wileńskiego, tramwajem w 5 minut jesteś przy Placu Zamkowym i masz kawałek na kampus główny. Tak samo jak okolice Waszyngtona, też są tramwaje i szybkie połączenie z Centrum. Naprawdę sporo osób płaciło za miejsce w pokoju znacznie mniej, a i opłaty za media nie wynosiły 100 miesięcznie.

          Za 14 dziennie spokojnie można się wyżywić. Gotowanie nie zajmuje tyle czasu, wystarczy ugotować więcej, podzielić na porcje i zamrozić. Ale jak księżniczka musi się w bufecie bułami stołować to nie wyrobi. Ja sobie kanapki robiłam sama, kawę też - do termosu.

          Wiesz, jak ktoś nie ma wiedzy na poziomie gimnazjum to niech sobie da spokój ze studiami. Ja uczyłam od podstawówki, po liceum, w tym dorosli robiący maturę po latach. Do uczenia języka nie trzeba być studentem filologii, zresztą i tak nikt tego nie sprawdza. Mnie w życiu nikt na korkach nie zapytał o kwalifikacje, a mogłam przecież nie być studentką tylko absolwentką zawodówki krawieckiej na przykład:)

          Pisanie tekstów typu precle, artykuły na blogi itp to nie jest praca etatowa (bardzo rzadko), ale na zlecenie, są portale ogłoszeniowe, gdzie można szukać zleceń.

          Poza tym nie rozumiem co chcesz udowodnić. Ja nie twierdzę, że każdy student każdego kierunku może się usamodzielnić, ale że są takie kierunki, na których jest to jak najbardziej wykonalne. Tylko tyle. Nie na każdych studiach masz laboratoria i dużo okienek, czesto można samodzielnie układać plan.
      • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 17:30
        >Sprawy higieniczne - 50 zł miesięcznie

        Tyle to kosztuje porzadny krem.

        > Jedzenie - 100 na tydzień wystarcza

        Jesteś tym, co jesz- 100 zł na tydzień moze wystarcza dla anorektyczki, albo czlowieka jedzacego chińskie zupy.

        >Lekarz - za darmo, przychodnie studenckie działają lepiej niż tradycyjne

        A leki też są darmo?
        I zechciej doliczyć antykoncepcję u kobiet.

        >Ubrania - nie musisz mieć rewii mody,

        Ale np. buty na zimę czy kurtke juz tak, a obecne buty to sezonówki.


        >Tel: 25 zł

        Jakim cudem? To abonament jest wyzszy!


        > Ksero: jest teraz tanie, a większość można wydrukować w domu

        Ksero potrafi kosztowąc i po 60 zł miesiecznie - vide filologie. A przepraszam - wałek do drukarki kiedyś się kończy i kosztuje 200 zł .

        Zapomniałaś tu chyba dodać opłat za mieskzanie, prad, wodę itp...









        • michalina_kowalczyk2 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 17:38
          > > Ksero: jest teraz tanie, a większość można wydrukować w domu

          No tak, ale drukarka sama się nie kupiła. Papier też. I cartridge. A prąd do drukarki? Chyba, że mówimy o domu koleżanki...
          • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 17:46
            Ja kupiłam używaną drukarkę za 150 zł, służy mi drugi rok - policz sobie koszt miesięczny. Papier kupiłam w hurtowni, prąd zużywa się w normie, staram się oszczędzać, gaszę światło jak niepotrzebne, mam żarówkę energooszczędną - nie kosztuje to majątku.
            • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:03
              Ja kupiłam używaną drukarkę za 150 zł, służy mi drugi rok - policz sobie koszt
              > miesięczny

              Laserowa? To właśnie zaraz skończy swoja działalność. Nie mówiac juz o tym, ze chyba coś tu sie komuś pomyliło - my mówilismy O KSERO.



              • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:05
                Ja od trzech lat niemal nie miewam materiałów na ksero, mam za to pliki do wydruku. Zawsze jakaś dobra dusza zeskanuje i wrzuci na maila co trzeba.
                Zakończy żywot? Możliwe, kupię następną najwyżej.
                • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:24
                  Czyli czyjąś prace intelektualną masz w doopie. Udostępni frajer/frajerka, ty w tym czasie zarabiasz pieniądze. Korzystasz z cudzego dorobku intelektualnego. To jest wartość, której nie rozumiesz. Bo za to nie płacisz. Kilka asertywnych ludzi na roku i budzisz się z palcem w dupie. Bo ci nikt nie da odpisać pracy, czy skserować ściąg na egzamin.
                  • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:03
                    O, jak sympatycznie się zrobiło, też cię lubię:) Wyobraź sobie, że na moim roku po prostu panuje współpraca. Jak wykładowca daje materiały na ksero to ci, którzy mają skanery skanują je i wrzucają na maila. No frajerzy po prostu, trzeba im to z głowy wybić. Ja natomiast na koniec semestru przepisuję sporo notatek na kompie i też rozpowszechniam. Co gorsza, frajerstwo nad frajerstwami, dzielimy się zagadnieniami na zaliczenie i każdy coś opracowuje. A korzystam, jesli już to nie z czyjegoś dorobku intelektualnego tylko z pracy fizycznej, do obsługi skanera nie trzeba zaangażowania intelektualnego:)
                    • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:19
                      A gdzie się tak studiuje, że dostaje się gotowe materiały? Wyższa Szkoła Gospodyń Domowych w Pcimu Dolnym?
                      Studia, z definicji. Polegają na samodzielnej nauce i szukaniu materiałów do nauki.
                      • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:30
                        Uniwersytet Warszawski. Tak to pani kochana się porobiło, że teraz te studenciaki to gotowe artykuły z zagranicznej prasy dostają zamiast sobie po zagranicznych bibliotekach jeździć. Poza tym mądry wykładowca wie, że jak jest jeden egzemplarz książki w czytelni to lepiej jest skserować potrzebny na zajęcia fragment i dać studentom - wygoda i oszczędność czasu. Oczywiście, nie wszystkie materiały są gotowe, ale na zajęcia językowe sporo.
              • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:26
                Że co? Mam w domu HP LaserJet 6L, która u mnie jest od ponad 10 lat, a przedtem drukowała faktury w hurtowni. I nadal działa. Mówisz, że teraz robi się aż taki chłam?!
                • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:33
                  moje maleństwo też ma za sobą lata harówki w firmie:)
            • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:18
              Ile kosztuje tusz do twojej drukarki. Laserówkę sobie kupiłaś?
              • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:07
                Tusz kosztuje na allegro 8zł (napełniany oczywiście, nie nowy). Wysyłka 6-7zł.
                Wiem, bo kupiłam przedwczoraj.
        • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 17:44
          Porządny krem na pewno nie kosztuje 50 zł, tyle dużo więcej, ale nie jest produktem pierwszej potrzeby. Jak trzeba było smarowałam twarz zwykłym kremem dla dzieci, jak miałam nadwyżkę fundowałam sobie coś luksusowego. Żyję.

          100 zł na tydzień wystarcza, jak nie jesz takich syfów jak chińskie zupki, nie wsuwasz hamburgerów, chipsów, słodyczy i nie pijesz napojów gazowanych. alkohol sporadycznie:) Takie potrawy jak zupa warzywna ( i inne zupy), ryż z warzywami i mięsem, naleśniki, makaron z dodatkami, zupa mleczna itp nie kosztują majątku. Pisałam już wcześniej, że wiele gotowałam na zapas i zamrażałam. Od czasu do czasu na pewno jadłam coś mniej zdrowego, ale pysznego, np. placki ziemniaczane, które uwielbiam. Na śniadanie jadłam często owsiankę, jakieś kanapki, czasem naleśniki, na zajęcia brałam kanapki i gorące picie w termosie. Fakt, że jestem bardzo szczupła, ale raczej nie jest to efekt głodowania.

          Kurtkę można obecnie kupić na przecenie za 70 zł, a nie robi się tego zakupu co miesiąc. Podobnie z butami - nie jest też prawdą, że zawsze starczają na sezon. Ale nawet jeśli to pewnie kosztują ok 120 zł - 10 zł miesięcznie licząc w skali roku.

          Co do leków to może jestem okazem zdrowia, ale nie dostawałam jakiś super drogich leków. Przypadki osób przewlekle chorych, kurujących się w szpitalach itp w gronie moich znajomych ze studiów naprawdę należały do rzadkości. Studia to nie wiek emerycki:) Co do antykoncepcji to właśnie uświadomiłam sobie, że nie byłam samodzielna, bo prezerwatywy częściej kupował mój facet niż ja:)

          Wyobraź sobie, że nie trzeba mieć tel na abonament - 25 zł doładowanie i musi starczać na miesiąc.

          Ksero to pewnie indywidualna sprawa, a drukarki nie psują się co dzień.

          Opłaty za mieszkanie opisywałam - spokojnie można znaleźć miejsce w pokoju za 400 zł na przykład, a samodzielny pokój za 600-650 zł. Rachunki nie wynosiły mnie więcej niż 50 zł miesięcznie.,
          • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:17
            ak trzeba było smarowałam twarz zwykłym kremem dla dz
            > ieci,

            Ty nie napisałaś o kremie , ty napisałaś , ze CALA HIGIENA to 50 zł miesiecznie .



            > 100 zł na tydzień wystarcza, jak nie jesz takich syfów jak chińskie zupki, nie
            > wsuwasz hamburgerów, chipsów, słodyczy i nie pijesz napojów gazowan

            Tak sie składa, ze ja ich nie jem i wiem, ze nie wystarcza - raczej jak jesz chińskie zupki to by ci wystarczało. Wypijalna herbata kosztuje 5 zł, masło -4, ryzu z warzywami i miesem nie wezmę na 10 godzin na uczelnie , zupy mlecznej równeiz tam nie zaniosę itp

            >Pisałam już wcześniej, że wiele gotowałam na zapas i zamrażałam

            Zamrazarke oczywiscie kupiłaś sobie sama i zatargałaś do akademika na plecach?


            Kurtkę można obecnie kupić na przecenie za 70 zł, a nie robi się tego zakupu co
            > miesiąc.

            Ale nie kupisz sobie zimowej kurtki na wiosnę , jesli potrzebujesz jej zimą.


            >Ale nawet jeśli to pewnie kosztują ok 120 zł -

            No własnie nie - ostatnie z CCC dzieki którym udało mi się przechodzić zimę kosztowały 225. Za 120 były z plastiku i rozkleiły się po miesiacu, tak, z emiałam sandalki. Reklamację stwierdziąła, ze zle w nich chodziłam

            Co do leków to może jestem okazem zdrowia, ale nie dostawałam jakiś super drogi
            > ch leków.

            Durny antybiotyk, syrop i aspiryna przy zapaleniu oskrzeli to 50 zł.

            Co do antykoncepcji to właśnie uświadomiłam sobie, że nie była
            > m samodzielna, bo prezerwatywy częściej kupował mój facet niż ja:)

            Ja mówiłąm o tabletkach, po prezerwatywie mozna mieć nagła kobiecznosc zakupu tabletki po , a to w warunkach polskich około 100 zł , wraz z wizytą u lekarza.

            - 25 zł doładowanie i musi s
            > tarczać na miesiąc.

            Niestety moaj droga, ale to tak nie działa. Nie ma doladowania za 25 zł, jest za 10 zł na tydzień , po tygodniu wyłaczają , wiec albo 40 zł na 4 tygodnie, albo 50 zl na chyba 2,5 m-ca miesiaca.


            >a drukarki nie psują się co dzień.

            Ale to juz drugi raz - co ma drukarka do ksero?

            achunki nie wynosiły mni
            > e więcej niż 50 zł miesięcznie.,

            Za prad, gaz i wodę dla jednej osoby? Kobieto, ja płacę za prąd 45 zł miesiecznie.










            • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:31
              Tak, cała higiena średnio. Krem mogę kupić, mogę nie kupić - dla mnie to luksus nie higiena.

              Ja na uczelni nie spędzam 10 godzin, jak spędzałam to poza standardową kanapka miałam zupę w barze mlecznym - 1,55 za talerz, szaleństwo:)

              Ojejku jejku, jaka ja byłam niesamodzielna, że nie kupiłam zamrażarki za własne pieniądze tylko wynajęłam mieszkanie w którym już była. Dodam od razu, że były tam też meble i inne sprzęty, więc wychodzi na to, że byłam uzależniona od właściciela mieszkania i powinnam jakoś wyliczyć miesięczny koszt użytkowania wyrka:)

              No widzisz, kwestia myślenia. Ja kupuję zimową kurtkę na wiosnę, bo wiem, że w kolejnym roku będzie mi potrzebna. Tak samo robię z butami i innymi ubraniami. Na kolejny sezon zimowy jestem już zaopatrzona.

              Leki? antybiotyk zdarza mi się średnio raz w roku. Nie wiem, teraz bez ironii, może naprawdę jestem tu wyjątkiem, ale po prostu rzadko choruję.

              Chyba logiczne, że skoro nie używam i nie używałam pigułek to nie wliczam ich do mojego budżetu? Z tego co mi wiadomo, antykoncepcja hormonalna nie jest jeszcze obowiązkowa. Pigułek po też nie stosowałam nigdy i nie stosowałabym, po prostu nie uprawiam seksu z kimś, z kim nie mogłabym mieć dziecka - mniej stresu:)

              Mamy inną sieć, w orange jest za 25, dzwonienie na miesiąc, odbieranie na 3 miesiące

              Pisałam już co ma drukarka do ksero - u nas praktycznie nikt nie kseruje, bo wszystko jest w plikach, potrzebna jest drukarka. Można drukować w punkcie ksero za 6 groszy/strona, albo w domu.

              Wodę zwykle miewałam w czynszu, prąd i gaz nie wychodziły więcej. Zresztą to nie jest tak, że przy 3 osobach masz po prostu 3 razy większe rachunki, to się korzystniej rozkłada. Np zdarza się, że kilka osób razem jest w kuchni, a żarówka świeci jak dla jednej:) Ewentualnie istnieje ryzyko, że współlokatorki coś przede mną ukrywały i w tajemnicy płaciły część rachunków:) Ale teraz sama mam kontakt z właścicielem w tej kwestii i wiem ile to mniej więcej wychodzi.
            • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:32
              Hermina, przesadzasz.
              Średniomiesięcznie 50zł na kosmetyki to bardzo rozsądna kwota.Nie trzeba od razu kupować Vichy lub LRP, kremy zużywają się w ciągu 2-3 m-cy, a te do makijażu nawet dłużej..Żel pod prysznic, balsam, krem do rąk, podpaski, wkładki - to przecież może być z niższej półki. Jest dużo przyzwoitych produktów marek własnych, trzeba tylko znaleźć swój.

              Żywiąc się bułkami za 5zł i kawą w bufecie faktycznie nie da się zamknąć w 100zł m-c. Ale już gotując i mrożąc na zapas (sorry, ale tekst o zamrażarce..ehhh:))) - żadna rocket sciene - i biorąc np. na uczelnię sałatkę w pojemniku i kanapki - tak. Nie przesadzajmy, jak się chce oszczędzić to troszkę tzreba od siebie wymagać..

              Co do ubrań - mnie dopiero po studiach, jak zaczęłam pracować - zaczęło być stać na sieciówki..Ubierałam się w halach pod Pałacem, w sh..I do dziś utrzymuję, że modny wygląd to kwestia gustu, "oka" i umiejętności wyłapywania okazji - a nie pieniędzy włożonych w strój.

              po prezerwatywie mozna mieć nagła kobiecznosc zakupu
              > tabletki po , a to w warunkach polskich około 100 zł , wraz z wizytą u lekarza

              No tak - koronny argument jaki to prezerwatywy mają wysoki wskaźnik pęknięć..Zawsze jak mowa o antykoncepcji. Dziwne, że ja z mężem (wcześniej narzeczonym, wcześniej chłopakiem) przez 5 lat "jechałam" na prezerwatywach i nigdy nic nie pękło, a w ciążę zaszłam jak już chcieliśmy i wtedy po prostu przestaliśmy stosować gumki..Często łatwiej jest zaciążyć stosując tabletki - zwłaszcza jak się choruje lub ma wymioty/biegunki..
              A wizyta u lekarza - na studiach chodzisz do przychodni studenckiej. Ja nigdy nie zapłaciłam ani 1zł, a miałam kilka wizyt "na już"..

              Nie ma co udowadniać, że się nie da. Bo się da. Trzeba tylko pogodzić się z jakimiś tam wyrzeczeniami.
              Ja nie byłam w 100% wystarczalna do 4 roku studiów - dostawałam pieniądze od rodziców na czynsz oraz jedzenie, a na resztę dorabiałam korepetycjami z angielskiego i francuskiego (naprawdę niezłe pieniądze). Ale miałam na roku koleżankę, która utrzymywała się sama w 100% - dzięki stypendium naukowemu (dlatego tak bardzo zależało jej na ocenach, inaczej wróciłaby do domu i musiała skończyć studia..) oraz korkom. Do tego oszczędzanie ekstremalne - zakupy z kartką, gotowanie i zamrażanie obiadów w akademiku na cały tydzień, zakupy w Lidlu/Biedronce, lekarz w przychodni studenckiej..I dała radę i nawet nieźle wyglądała, serio:)
              • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:50
                >Hermina, przesadzasz.
                Średniomiesięcznie 50zł na kosmetyki to bardzo rozsądna kwota.

                a co liczymy jako kosmetyki czy higienę, bo durny papier 8 rolek kosztuje kole 10 zeta, a ostatnio to chyba nawet więcej po tych podwyżkach. proszek, jak chcesz kupić większe opakowanie, to i 4 dychy potrafi kosztować. co w zasadzie załatwia jeden budżet miesięczny na kosmetyki i higienę.
                • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 23:38
                  Moja droga, nie trzeba kupować w Almie i nie trzeba kupować Velvet. Jak sie zaciska pasa to się kupuje papier w Biedronie za 4zł i też daje radę..
                  • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 23:53
                    to nie jest cena z almy, tylko z mojego małego i pono taniego sklepiku osiedlowego, a konkretnie to 4 rolki szarego papieru mola eko kosztowały 4,60. czyli rolka złotówkę z kawałkiem i jest to cena porównywalna akurat z almą, co można sobie sprawdzić tutaj:
                    alma24.pl/produkt/526546/papier-toaletowy-mola-zolty

                    i na przyszłość daruj sobie ten protekcjonalny tonik.
                    • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 10:39
                      przecież napisałam Ci, że papier w Biedronce kosztuje 4zł za 8 rolek - cena sprzed tygodnia, kupowałam.
                      • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 11:21
                        ale mnie nie interesuje, co i gdzie kupowałaś, mnie interesuje, dlaczego zakładasz, że ja kupuję w almie, chociaż powinnam w biedronce i dlaczego zakładasz, że wszyscy mają biedronkę pod nosem z tym twoim papierem za cztery złote.

                        następnym razem, jak sobie swoje założenia przyjmiesz do mojej osoby, to się z tym do mnie nie dopisuj, dzięks.
                        • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:35
                          O kuźwa, Ty masz jakieś problemy ze sobą. Co to za wycieczki personalne? Co to za agresja?
                          Rozmawiamy o tym, ze się da. Ja Ci piszę, że ISTNIEJĄ tańsze produkty niż te, które Ty podałaś jako przykład - i ja podałam przykład Biedronkowego papieru, bo akurat go przytoczyłaś..
                          Ja pierdziu..idź na basen czy coś
                          • zloty.strzal Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 15:02
                            > Ja pierdziu..idź na basen czy coś

                            Obok jest wątek o myciu przed basenem, nie wprowadzaj równie nerwowej atmosfery:]
                            • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 16:19
                              Nie moze isc na basen, bo basen jest płatny,wiec to dodatkowy wydatek nieprzewidziany ani w wydatkach: jedzenie, ani mieszkanie, ani rozwój kulturalny, ani higiena, a obowiazuje przecież scicsłe zaszeregowanie wydatków. Basen mozna wiec zastapić bieganiem dookoła bloku :)))))))))))))))))))))))) I taki jest cały ten watek!
                              • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 18:56
                                a Tobie osoba się nie pomyliła? ja mogę iść wszędzie, no na basen niekoniecznie, bo się brzydzę. książki też czytam, a nawet kupuję. i jeszcze w operze przesiaduję.
                                i zara paniusia wyskoczy, że książki najtańsze są w biedronce, bo kupiła 8 za 4 zeta w zeszłym tygodniu.
                                • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 19:02
                                  To była ironia w stosunku do poprzedniego postu.

                                  Bo cały ten watek traktuje mneij wiecej o tym, jak mydlo mozna zastapic szarym mydłem, basen bieganeim dookoła bloku, herbatę - wywarem z kory , a zycie - formą zyciopodobna.
                          • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 18:36
                            i to ja mam problemy z agresją? omatko, kobiego, ogarnij się i wróć tam, gdzie mnie zaczepiłaś tym protekcjonalnym tonem i jakimiś kompleksikami wobec kupujących velvet w almie.
                            • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 19:39
                              Udowadniasz, że każdy student musi mieć tysiak od rodziców bo papier toaletowy kosztuje co najmniej 10zł i nie dopuszczasz tego, że niektórzy radzą sobie inaczej - dorabiają, szukają zamienników,kombinują z kupowaniem używanych książek etc., bo tego tysiaka nie dostają.. Ja tam nie mam problemu z tym, że robię zakupy w Biedronie (choć jak widać to obciach według Ciebie), bo dzięki temu w tamtym roku mogłam rozbijać się w Ameryce Środkowej na wakacjach. więc nie uważam swojego życia za jakieś mega beznadziejne. Ale trzeba mieć łeb na karku, a nie być dupowatym i kupować tylko to co REKLAMOWANE, bo reszta jest feeeee..
                              Dobra, peace.
                              • zloty.strzal Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 19:49
                                > Ja tam nie mam problemu z tym, że robię zaku
                                > py w Biedronie (choć jak widać to obciach według Ciebie), bo dzięki temu w tamt
                                > ym roku mogłam rozbijać się w Ameryce Środkowej na wakacjach. więc nie

                                To mówisz, że różnice w cenie między Kerfurami, Almami itp. a Biedronką są takie, że można odłożyć na wakacje w Ameryce? Cool:]
                                • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 18.03.11, 22:45
                                  Na pewno wpływ na to, że więcej mi zostaje w portfelu i mogę więcej wydać na wakacje ma to, że rozsądnie gospodaruję pieniędzmi. Nie widzę w tym nic zabawnego. POmaga spisanie sobie wydatków z kilku m-cy, żeby zobaczyć skalę oszczędności - będziesz w szoku.
                              • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 19:52
                                > Udowadniasz, że każdy student musi mieć tysiak
                                w którym miejscu?

                                >(choć jak widać to obciach według Ciebie)
                                w którym miejscu?

                                > bo dzięki temu w tamt
                                > ym roku mogłam rozbijać się w Ameryce Środkowej na wakacjach
                                byłam pewna, że nie obejdzie się bez "zrehabilitujmy się za tę biedronkę jakimś żałosnym chwalipięctwem"

                                > więc nie uważam swojego życia za jakieś mega beznadziejne
                                nocóż, ja tego nie mówiłam, więc jeśli czujesz się w obowiązku wyjaśniać, to widocznie masz wątpliwości.

                                > Ale trzeba mieć łeb na karku, a nie być dupowatym
                                no są ludzie, którzy nie mogą wytrzymać bez porównywania się z innymi i udowadniania, jak to dali radę, a reszta to same dupy wołowe, bo śmieli zajmować się studiowaniem, a nie kopaniem rowów dajmy na to. ale co to ma wspólnego z wątkiem?
                  • michalina_kowalczyk2 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 24.03.11, 16:14
                    Nie na temat, ale muszę: w Almie wiele rzeczy jest tańszych niż w WSS Społem :) Wiele ludzi podaje Almę jako synonim hiper drogich delikatesów, tymczasem w Mokpolu, Społem itp. jest o wiele drożej :)
        • silic Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:18
          Porządny krem nie jest sprawą higieny. Równie dobrze można w wydatkach jedzeniowych zawrzeć butelkę koniaku XO co miesiąc.

          Jak człowiek dużo robi samemu to 100zł na tydzień spokojnie wystarczy - zimą więcej , latem mniej.

          > A leki też są darmo?

          Jak się raz na 5 lat choruje to śmieszne 200zł to żaden wydatek. Ja przez ponad 15 lat nie wydałem złotówki na antybiotyki.

          > Jakim cudem? To abonament jest wyzszy!

          To się nazywa "prepaid" .

          > Ale np. buty na zimę czy kurtke juz tak, a obecne buty to sezonówki.

          To zależy co się kupuje - butów , które nie posłużą min. 2 lata nie kupuję (chyba że tenisówki za 30zł ). Jak się kupuje ubrania do noszenia a nie do pokazywania na jedno wyjście to spokojnie starcza. Kurtka zimowa nie przestaje być dobra po jednej zimie.

          Niepotrzebne starasz się wykazać, że takie zwierzę jak wielbłąd nie może istnieć. Ono istnieje i ma się bardzo dobrze. Pewnie sułtan Brunei nie wyobraża sobie przeżycia dnia za mniej niż 50000$ ale to nie znaczy , że inni nie potrafią.
          • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 10:14
            >Porządny krem nie jest sprawą higieny.


            Owszem, porzadny krem jest jak nabardziej sprawą higieny, a często i zdrowia. Wystarczy mieć suchą skórę z tendencją do atopii i po tygodniu bez kremu nie mozesz pokazać się ludziom na oczy - wszystko cie swędzi i łuszczysz sie czerwonymi plackami. Z tego samego powodu nie kazdy moze myć się mydłem za 1,49, oraz jesc Lidlową koszmarnąc hemie ( nie ma gorszego sklepu niż Lidl, Biedronka to przy nim delikatesy), ale nie ma sensu tego wszystkiego pisac, bo i tak znajdzie sie zaraz ktos kto będzie uwazał, ze skoro on przez 5 lat studiów jadł chleb z keczupem i z zapelaneim nerek chodził do pracy, to kazdy tak powienien, bo to normalne. Amen.
            • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 10:16
              Oczywiscie, miało być chemię.
              • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 10:24
                A co do higieny, dodam jeszcze jedno, rzeczywiscie kiedyś spotykalam co pewien czas studentów, głownei męzczyzn, choć i ze cztery takie panie sie znalazły, którzy uważali, z e nie tylko porządny krem nie jest sprawa higieny, ale nie jest nia również używanie szamponu do włosów raz na miesiąc, uzywanie antyperspirantu w ogóle, wizyta u dentysty raz na 5 lat i wypranie sobie ciuchów raz na pól roku.

                I była swiadkiem , kiedy po badaniach okresowych zakładalismy się , ze po takim delikwencie kolejka zastopuje na pół godziny. I stopowała, bo z dziwnych przyczyn lekarz wietrzył gabinet.

                Tak wiec rzeczywiscie, kwestia higieny w całokształcie to dla wielu w Polsce coś jak luksusowy koniak co miesiac. Luksus, a nie nawyk.
                • silic Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 10:37
                  Dalej nie wiem co to ma do rzeczy. To , że ty (czy ktoś inny ) ma zapalenie skóry czy wymagające dializy nerki to wcale nie znaczy, że wszyscy tak mają. Dla wielu osób poziom wydatków w wielu sferach życia może być spokojnie niższy od tego co podajesz i to bez wyrzeczeń. Można więc spokojnie wydawać na telefon 25 zł na miesiąc, nie trzeba kupować kremu za 50zł i wcale nie oznacza to przeistoczenia się w śmierdzącego borostwora.
                  • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 16:21
                    Ty juz tutaj popisałeś sie deklarujac oszczędne uzywanie dezodorantu za 4 zł... Pomijajc fakt, ze nie ma polskiego dezodorantu za 4 zł, to oszczednie - wiele mówi.
                    • silic Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 02:31
                      Ty już się popisałaś wystarczająco bo nigdzie nie napisałem o używaniu polskiego dezodorantu za 4 zł. Nie potrafisz czytać ze zrozumieniem, nie potrafisz dyskutować na dany temat, nie potrafisz rozmawiać o temacie a nie o rozmówcy.
                      Śmiało, zacytuj ten fragment , w którym piszę o polskim dezodorancie za 4 zł.
                      • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 09:25
                        Mówisz i masz, a zeby było zabawniej to w tym samym wątku chwalisz się, z e na higiene wydajesz góra 10 zł miesiecznie , a 40 to chyba na rok...Zatkało?

                        silic 15.03.11, 21:09 Odpowiedz
                        To nawet nie wiedziałem, że takie dezodoranty istnieją. Szampony, mydła, żele polskich producentów kosztują po kilka (4-7) zł za sztukę a są dużo lepsze niż większość wyrobów wielkich koncernów. Dezodorant używany z umiarem też spokojnie wystarczy na ponad miesiąc
                        • silic Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 10:02
                          Możesz podkreślić ten fragment ( bo ja go nie widzę ), gdzie jest napisane o tym nieszczęsnym polskim dezodorancie za 4 zł ? Jest o żelach, mydłach i szamponach polskich producentów , w cenach 4-7zł, jest o umiarkowanym ( nie "oszczędnym" - to kolejna rzecz , którą wymyśliłaś ) używaniu dezodorantu, który kosztuje kilka złotych. Nigdzie nie ma o tym, że dezodorant jest polski ani też nie ma podanej jego dokładnej ceny bo "kilka" może oznaczać np. 9zł.
                          Ponownie pokazujesz, że nie rozumiesz tego co czytasz. Co najlepsze - masz wrażenie sukcesu a w rzeczywistości się kompromitujesz.

                          ps. Przepraszam pozostałe osoby to czytające, pewnie nie powinienem się tak rozwodzić nad banalnymi sprawami, to jest poziom 2+2, ale może uda się kogoś czegoś nauczyć.
                          • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 11:29
                            ale może uda się kogoś czego
                            > ś nauczyć.

                            Owszem - np. ciebie - higieny.

                            > o umiarkowanym ( nie "oszczędny
                            > m" - to kolejna rzecz , którą wymyśliłaś )

                            umiarkowane czyli oszczedne - to raczej logiczne.


                            > Możesz podkreślić ten fragment ( bo ja go nie widzę ), gdzie jest napisane o ty
                            > m nieszczęsnym polskim dezodorancie za 4 zł ?



                            • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 18.03.11, 22:43
                              bo hermina chce udowodnić, że SIĘ NIE DA i że kupowanie czegoś co nie było reklamowane w tv i nie kosztuje mniej niż ileś tam PLN jest obciachem. Zero własnego myślenia, podążanie za jakimś durnym stereotypem, że coś co tanie musi byc złe (bez odpowiedniego researchu). I ten argument z AZS. Tak jakbym podawała argument, że mam zwyrodnienie stawów i co m-c płacę 300zł na rehabilitacje i pewnie też są tacy studenci..
                              Btw - jak będziesz kiedyś w Niemczech zobacz jakie fury pod Lidla podjeżdżają..
                              • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 19.03.11, 00:15
                                Hermina niczego nie chce udowodnić, bo Herminie to zwisa. Dla mnie mozecie nawet udowadniac, ze da się przezyc i uniezaleznić sie za 500 zł miesiecznie.

                                >e kupowanie czegoś co nie było rekl
                                > amowane w tv i nie kosztuje mniej niż ileś tam PLN jest obciachem

                                A teraz prosze mi zacytować, gdzie to napisałam. Bo jeśli wkłada się komuś w usta takie słowa, to chyba potrafi sie zacytować , gdzie je napisał.


                                >podążanie za jakimś durnym stereotypem, że coś co tanie musi byc zł
                                > e

                                Gdzie to napisałam?



                                >jak będziesz kiedyś w Niemczech zobacz jakie fury pod Lidla podjeżdżają..

                                A ty, keidy będziesz kiedyś w Stanach zobacz jakie fury podjeżdzają pod McDonald'sa. Tylko co to ma do ZDROWEGO ODZYWIANIA?

            • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 10:45
              Nikt nie twierdzi, że każdy powinien i każdy może. Po prostu część osób uważa, że samodzielne utrzymywanie się w czasie studiów jest absolutnie niemożliwe. a niektórzy są odmiennego zdania, bo przetestowali na sobie.
              • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 11:29
                nie o tym w ogóle była dyskusja, tylko o tym, czy to można nazwać samodzielnością, jeśli po tych studiach, okresie stypendiów, socjałów, darmowych biletów dla studentów i innych takich, wracasz do rodziców, bo a) koleżanki już nie chcą mieszkać na kupie w mieszkaniu, bo b) nie stać cię na pełnopłatne życie bez zniżek c) bo na razie nie masz pracy, ergo na wynajem osobnego mieszkania/kredyt czy cokolwiek ułatwiającego start nie masz pieniędzy, a bogatych starych, którzy zafundują start też nie masz.

                a osoby, którym się coś takiego udało można policzyć na palcach dwóch rąk. w tym wątku też przeważają opinie, że na ogół studenci mają wspomaganie finansowe. więc generalnie plotą androny o swojej "samodzielności", która opiera się na dotacjach i zniżkach.

                dziękuję za uwagę.
                • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 12:17
                  No to przypomnę początek:
                  Możecie mi powiedzieć gdzie się dzieją takie cuda że studiujący (= mający mniej czasu) człowiek zaraz po liceum zarabia 2000 zł?

                  Czyli - w skrócie, jak to jest możliwe, że ktoś utrzymuje się sam studiując.
                  Nikt nie twierdzi, że każdy może to zrobić, albo że wszyscy powinni. Ja po prostu twierdzę, że jest to całkowicie możliwe i wykonalne - wiem to z doświadczenia. I to o tym jest ta dyskusja.

                  Ciekawe podejście - jeśli masz z jakiegoś tytułu zniżkę czy ulgę to nie jesteś samodzielna. Czyli: kolejarza nie jest samodzielny, bo ma zniżkę na pociąg, moja koleżanka nie jest samodzielna, bo ma ulgę na dziecko, ktoś inny jakąś inną zniżkę. Nie zmienia to jednak faktu, że człowiek, który utrzymuje się bez pomocy rodziców, partnerów, cioć, babć i kuzynów jest samodzielny finansowo. W danym momencie życia. I nie ma znaczenia, że za 5 lat wydarzy się coś takiego, że przestanie być samodzielny. To dwie osobne sprawy.

                  Poza tym różnica w życiu ze zniżkami studenckimi i bez zniżek jest mała. Jedyne co to komunikacja miejska by mnie kosztowała dwa razy więcej. Naprawdę nie zrunjnowałoby to mojego budżetu.
                  • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 13:55
                    początek zaczyna się od tytułu wątku, który chyba pomijasz: chodzi właśnie o stosunek stwierdzenia "uniezależniłam się" do tego, jak to uniezależnienie wygląda.

                    jeśli masz z jakiegoś tytułu zniżkę czy ulgę to nie jesteś
                    > samodzielna. Czyli:
                    nie, to znaczy, że korzystasz z benefitów i o ile jesteś na własnym utrzymaniu, utrata benefitu nie spowoduje zawału, natomiast przejście ze studentury na bezrobocie lub utrzymywanie się jak do tej pory z dorywczych, powoduje bolesnego siniaka, bo odpadają naraz i stypendia, które jakąś tam część budżetu tworzyły, i dodatki/zniżki.
                    • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 13:59
                      Dla mnie stypendium jest częścią budżetu, jakby odpadło, musiałabym zarobić trochę więcej, albo wydać trochę mniej. Nic przerażającego.
                      • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:02
                        zamierzasz studiować wiecznie?:)
                        • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:03
                          Nie, ale jeszcze trochę na pewno, to dopiero drugi kierunek:) a przecież są jeszcze studia trzeciego stopnia...
                • tabeletka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 16:11
                  wtrace sie jeszcze raz, ale to juz naprawde ostatni. co to znaczy: przwazaja opinie, że na ogół studenci mają wspomaganie finansowe? jak to sie ma do mojej sytuacji np? nie mam wspomagania, ale przwazaja opinie, ze mam, wiec mam? co za bezsens.
                  znizki i socjale, jaaaasne. jedyne ulatwienie to bilet semestralny na autobus i pociag, ktory jest zdecydowanie tanszy od normalnego, ale za te "znizke" zaplacilam tez z wlasnej kieszeni, a dokladniej z oplat za studiow (uniwersytet ma umowe z miastem)
                  aa, jest jeszcze cos, we wtorki place ciut mniej za kino. no tak, jak to mi zabiora, to juz mogila.
                  i tak, studiuje dziennie, powazany uniwersytet, ciezki kierunek, i tak pracuje na pol etatu (4-5 razy w tygodniu po 17). i pacz pani, nawet ten krem za 5 dych moge sobie fundnac. ale jesli jestes tak dobra, powiedz prosze, gdzie moge sie po te dotacje i znizki zglosic? bo to widze, zyc nie umierac
                  • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 18:52
                    przepraszam, ale Ty jesteś w ogóle w innej sytuacji niż większość studentów w polsce, bo studiujesz za granicą, tak?
                    to czemu się oburzasz w ogóle?
                    gałąź Ci się chyba pomyliła co nieco, bo ja nic o kremach nie pisałam, ale cieszę się, że masz na ten krem, serio.

                    >jak to sie ma do mojej sytuacji np? nie mam wspomagania, ale przwazaja opinie, ze mam, wiec mam?
                    nie rozumiesz, co znaczy przeważają? hmm, no wyciągania wniosków nie mogę, niestety, pogratulować.
                    te opinie nie biorą się znikąd, tylko stąd, że każdy, kto był na studiach, mniej więcej się orientował, czy ktoś mieszka w akademiku, czy pracuje i jak sobie daje radę, to jest normalny element życia w grupie i rozmów. z czym masz problem?
                    na moim roku nikt nie pracował regularnie do 3. roku, bo plan był tak wypchany zajęciami, że nie dałoby się w to wcisnąć nawet pół etatu. wyłącznie korki ew. kursy językowe i ludzie się z tego nie utrzymywali, tylko dorabiali, żeby w całości nie wisieć na rodzicach.

                    to, że ktoś pracował i utrzymywał się wyłącznie z pracy nie jest normą dla polskiego studenta studiów dziennych.
    • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 09:24
      ta:), to uniezależnienie pewnie oznacza, że starzy płacą za akademik/mieszkanie, a ze stypendium starcza na fajki, kino i obiad w stołówce studenckiej - tak wyglądała u mnie na roku większość przyjezdnych i "usamodzielnionych", nikt nie pracował w sensie regularnego etatu czy nawet pół etatu, bo nie było na to czasu - każdego dnia zajęcia od rana do co najmniej 15, a czasami i do wieczora, z jakąś tam przerwą w środku. dopiero 4 i 5. rok było więcej luzu i można sobie było znaleźć coś co nie kolidowało z zajęciami.
      właściwie znałam tylko jedną dziewczynę, która mieszkała jak dorośli ludzie, czyli z facetem w mieszkaniu należącym do mamy, a mama mieszkała w zupełnie innym mieście, ale też nie do końca wiem, jak finanse wyglądały, bo oprócz tradycyjnych korków, to raczej nie pracowała.
      miejscowi też nie byli usamodzielnieni, bo mieszkali przeważnie z rodzicami. dużo ludzi dorabiało, ale to nie jest żadna praca i żadna samodzielność.
      • joanekjoanek Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 09:46
        nosz kurde, a cóż to za argumentacja, że korki czy inne źródła bez umowy o pracę to "żadna praca i żadne uniezależnienie"?

        ja kasowałam za korki 20-50 PLN za godzinę lekcyjną, miałam ich - w zależności od okresu - od 10 do ponad 20 godzin tygodniowo. To się mieści w studenckim grafiku, a nawet w najbiedniejszej wersji dawało ponad 1000. I to nie jest przecież jednorazowe zajęcie, tylko się umawiasz z uczniami przynajmniej na pół roku. Do tego parałam się przepisywaniem po 1-2 PLN za stronę (różnych rzeczy), pisałam prace za forsę (no dobra, wiem, że nieładnie, ale każdy orze, jak może), do tego wszystkiego było stypendium za wyniki i dopłata do akademika, i niech mi kto powie, że to "żadne uniezależnienie" :-)

        generalnie to ludzie się dzielą na takich, co im się da, i na takich, co im się nie da

        ludzie, nie okoliczności.
        • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 09:51
          tak, ale to jest nadal dorabianie i za tysiąc złotych nie prowadziłaś samodzielnego życia. a samodzielne życie oznacza mieszkanie, rachunki, jedzenie, ubieranie się i cała reszta. każdego miesiąca, a nie tylko tego, kiedy z korkami lepiej stoisz.

          przecież ja nie twierdzę, że się nie da dorabiać, dorabiać się da i sama też dorabiałam. ale to była forsa pomocnicza, a nie pozwalająca samodzielnie żyć.
          • joanekjoanek Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 10:07
            six_a napisała:

            > nie prowadziłaś samodzielnego życia.

            Nie rozumiem. To jakie prowadziłam?
            Zsumowawszy wszystkie źródła przychodu, wychodził mi nie tysiąc, tylko dwa (lub więcej).
            Zawsze, nie wtedy, kiedy "lepiej stałam". I za to pokrywałam wszystkie koszty życia, na jakie mnie było stać (chodząc w dziurawych butach, jedząc tylko czasem, jak było trzeba) - bo niby jakie miałam wyjście?
            Bywa tak, że korzystanie z rodziców nie wchodzi w grę, z różnych powodów. Braku rodziców, biedy, a czasem też człowiek ma tak w biosie, że nie i już. I wtedy się da, bo się przecież musi, więc jak się ma nie dać?
            Dlaczego niektórzy usiłują to deprecjonować - trochę rozumiem. Ale to nieładne motywacje są.
            • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 11:09
              nie chcę za bardzo wnikać w szczegóły, bo pewnie, że są osoby, które straciły rodziców itd. ale rozmawiamy o średnich na jeża studentach uczących się w trybie dziennym.

              nie chcę też wnikać, w jaki sposób z jednego tysiąca zrobiłaś dwa, pewnie cudowne rozmnożenie. jeżeli korzystałaś z pieniędzy rodziców, stypendiów socjalnych i innych tego typu źródeł, to są to źródła skończone, które ciężko traktować jako dochód stały. anyway, gdyby jednak to wszystko, co mówisz, było prawdą i w czasie studiów dziennych udawałoby Ci się zarabiać 2000 miesięcznie, to z pewnością zaliczasz się do wyjątków.

              >wszystkie koszty życia, na jakie mnie było stać
              utrzymywałaś się sama w końcu czy nie, bo nie wiem, jak mam to rozumieć. znaczy płaciłaś tylko to, na co starczało, a reszty nie? czy za resztę kto inny płacił.
              • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 11:29
                ale wiesz, w którym miejscu przegięłaś? w tym, że zarabiając powyżej dwóch nie jadłaś i chodziłaś w dziurawych butach.
                to teraz powiedz, na którym froncie naciągałaś dane;)
                • joanekjoanek Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 21.03.11, 14:18
                  Zapomniałam o tym wątku, a on tu żyje cały czas.

                  Odpowiadam na podszczypywanki, bo to są podszczypywanki, nie pytania :-)
                  Bardzo dużo alkoholu piłam. Stąd niedobory na jedzenie. Kwestia wyboru, doprawdyż.
                  Co do tego, kto płacił, jak nie wystarczało - nikt nie płacił. Telefon odłączali, buty były dziurawe, z droższego mieszkania trzeba było czasem zrezygnować na rzecz tańszego, no zwyczajnie, jak w życiu. Z biegiem czasu się człowiek przystosował i nauczył. Nawet mieszkanie kupił se własne na kredyt w wieku lat 23. Do BIKu wprawdzie wpisali, bo to wtedy kosztowało jak za zboże, a dziewczątko się trochę przeliczyło z możliwościami, no ale nie pierwszy raz w życiu, nie ostatni.

                  Doszukiwanie się w tym wszystkim ściemniania śmieszy mnie mocno (bo, jak wspomniałam wcześniej, domyślam się przyczyn). Chociaż trochę też oburza, bo dla mnie to, co jest w tytule wątku, to jest powód do dumy, ja na tym zbudowałam spory kawałek poczucia własnej wartości, to dla mnie ważne i fajne. Można się z tego śmiać, nie ma obowiązku nabożnego podziwu. Ale dlaczego temu zaprzeczać? Twierdzić uporczywie, że to niemożliwe, że musiałam brać forsę od rodziców, że... ech tam, zresztą.
    • sumire Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 10:44
      ale to jest możliwe. może niekoniecznie w skali 'na 2. roku studiów wynajmuję sobie kawalerkę i co drugi dzień bywam w teatrze', niemniej utrzymywać się samodzielnie jakoś tam już można. mam znajomych, którzy od 1. roku studiów pracowali, bo rodziców nie było stać na ich utrzymanie w innym mieście. da się. może bez luksusów, ale się da. kwestia samozaparcia.
    • otterly Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 11:53
      Owszem, to jest możliwe, tylko pytanie jakie to życie? I co ze studiami? Tzn. jeśli studiuje się po to, żeby mieć papierek, zaliczyć i z bańki, ok. Można siedzieć po nocach i nie chodzić na zajęcia.

      Akademika nie dostanie ktoś, kto mieszka za blisko, albo ma za bogatych rodziców (nawet jeśli oni w żaden sposób nie pomagają).

      Przez całe studia mieszkałam w domu ojca (tzn. w swoim rodzinnym). Z jednej strony wszelkie opłaty miałam z głowy, ale musiałam dojeżdżać z Piaseczna (karta miejska prawie 80 zł. + 1,5 godz. w każdą stronę), co automatycznie ograniczało moje możliwości pracy. Od matury dorabiałam, ale nie było opcji, żebym przy dziennych studiach, które uwielbiałam i chciałam nie tylko je skończyć, ale też się czegoś nauczyć, pracowała na samodzielne mieszkanie i utrzymanie się.

      Z drugiej strony mam zaprogramowane niebranie pieniędzy od rodziców, więc kieszonkowe skończyło się wraz ze zdaną maturą. Sama musiałam sobie opłacić wszystko (kartę miejską, jedzenie, kosmetyki, ubrania, buty, książki etc.). Jedzenie w domu było i nie miałam zakazu sięgania do lodówki, ale ojciec nie gotował, a ja jem po swojemu, więc CHCIAŁAM sobie kupować swoje. Podobnie jak CHCIAŁAM kupować książki (nie tylko podręczniki) i CHCIAŁAM brać udział w różnych wydarzenia kulturalnych. Bo jak nie podczas studiów, to kiedy?

      W trakcie roku zarabiałam na korkach (nadal zresztą zarabiam), ale to kasa baaaardzo niepewna. Uczniowie ciągle coś odwołują, przekładają, rezygnują, albo zapominają wziąć pieniądze od mamy. Zdarzało się, że z zaplanowałam sobie, że w danym tygodniu zarobię 500 zł, a zarabiałam 100. To dorabianie, nie zarabianie. Gdybym musiała zapłacić rachunki, byłoby krucho. Na korepetycjach można świetnie zarobić, ale to nie jest stała pensja. Poza tym to praca "sezonowa". W wakacje, właściwie od maja do października, czyli jakby nie liczyć przez 5 miesięcy musiałam sobie radzić inaczej, szukać nowej pracy (a moich studiów, które wymagały siedzenia godzinami w bibliotece, nie dało się pogodzić ze stała pracą na etacie). Gdyby nie uprzejmość ojca, nie mogłabym sobie pozwolić na studiowanie tego, co kocham.

      A teraz druga perspektywa: mój ojciec wykłada na wyższej uczelni i ma do czynienia z takimi właśnie zapracowanymi studentami, którzy ciągle tylko zarabiają i nie mają czasu na zrobienie projektu czy nauczenie się czegokolwiek. Poziom jest żenująco niski (a to Politechnika Warszawska). I może ci "zapracowani" nauczą się do sesji, zaliczą egzamin, ale w ich głowach pozostaje pustka. No i obserwacja z kilku ostatnich la: przyjezdni, którzy MUSZĄ się sami utrzymać, są znaczni gorszymi studentami, niż miejscowi.
      • mocno.zdziwiona Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 12:47
        Ja z kolei pracowałam za granicą w czasie wakacji. 3 miesiące legalnej pracy w szklarni w Szwecji dawało na czysto 12.000 zł. Ponad 10 lat temu, w mieście dużo mniejszym niż Warszawa, utrzymanie kosztowało około 800 zł. Więc z takiej zarobionej w wakacje kasy jeszcze trochę zostawało. Fakt, że nie wchodziło w grę codzienne stołowanie się w lepszych knajpach (bary mleczne były tanie), ale od czasu do czasu tak. Na wyjścia do kina też starczało, internetu nie miałam, komórki też (takie czasy :) ).
        • ritsuko Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:14
          W Norwegii nawet większe kwoty- praktyki z uczelni, nie ja, ale osoby z bliskiego otoczenia
      • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:43
        otterly,

        po pierwsze miałaś pokryte wszystkie NAJWAŻNIEJSZE wydatki - dach nad głową i jedzenie. Poza tym z Twojej wypowiedzi wynika, że gdybyś nagle nie mogła sobie opłacić sama dojazdów/potrzeb ubraniowych etc. - to Twój tata by Ci pomógł. Więc nigdy nie byłaś przyparta do muru, zawsze miałaś luz, a Twoja potrzeba niebrania od taty na kosmetyki - to był Twój wybór i tyle. Dobrze, że zarabiałaś korkami, ale to nie było dla Ciebie krytyczne źródło dochodów, tylko sposób na kupienie sobie pudru, sukienki etc.

        "przyjezdni, którzy MUSZĄ się sami utrzymać, są znacz
        > ni gorszymi studentami, niż miejscowi. "

        Nie rozumiem co to ma udowodnić? Że miałaś szczęście rodząc się w Piasecznie i dzięki temu mogłaś studiować w Warszawie mieszkając z tatą? Niektórzy niestety rodzą się 300km dalej, a nie każdy z małego miasteczka/wioski chce tam dokonać żywota i ma ambicje i jedzie do tej Warszawy czy innego miasta, gdzie może studiować to o czym marzy..I wtedy to, że "lata" między pracą a studiami to nie jest jego widzimisię, tylko konieczność - bo inaczej musiałby wrócić do swojej wioski na przykład i zadowolić się pracą fryzjerki zamiast studiować np. wymarzoną filologię..(nie mam nic do fryzjerek)
        • otterly Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 11:30
          ofelia1982 napisała:

          > otterly,
          >
          > po pierwsze miałaś pokryte wszystkie NAJWAŻNIEJSZE wydatki - dach nad głową i j
          > edzenie.
          Nie, na jedzenie sama sobie zarabiałam. Miałam dach nad głową.

          Poza tym z Twojej wypowiedzi wynika, że gdybyś nagle nie mogła sobie o
          > płacić sama dojazdów/potrzeb ubraniowych etc. - to Twój tata by Ci pomógł.

          Nie, nie pomógłby mi. Tzn. nie pozwoliłby mi umrzeć z głodu, oczywiście, ale na ubranie czy dojazdy bym nie dostała. Tak jak nie dostawałam "na loda" w Podstawówce, jeśli wydalam swoje kieszonkowe.

          Więc
          > nigdy nie byłaś przyparta do muru, zawsze miałaś luz, a Twoja potrzeba niebran
          > ia od taty na kosmetyki - to był Twój wybór i tyle. Dobrze, że zarabiałaś korka
          > mi, ale to nie było dla Ciebie krytyczne źródło dochodów, tylko sposób na kupie
          > nie sobie pudru, sukienki etc.

          Tak, to był mój wybór, ale nie sposób na kupienie sobie pudru czy sukienki, tylko na kupienie sobie jedzenia, które mi odpowiada, na umycie włosów szamponem, a nie szarym mydłem etc. Chodziło mi o to, że można się uniezależnić mieszkając w domu rodziców. Dążyłam do podniesienia komfortu swojego życia, ale nie na poziomie "imprezy, puder i sukienki", tylko na poziomie samodzielnego gotowania dla siebie, prania swoich ubrań w swoim proszku i sprzątania całego domu, a nie tylko swojego pokoju.

          >
          > "przyjezdni, którzy MUSZĄ się sami utrzymać, są znacz
          > > ni gorszymi studentami, niż miejscowi. "
          >
          > Nie rozumiem co to ma udowodnić? Że miałaś szczęście rodząc się w Piasecznie i
          > dzięki temu mogłaś studiować w Warszawie mieszkając z tatą? Niektórzy niestety
          > rodzą się 300km dalej, a nie każdy z małego miasteczka/wioski chce tam dokonać
          > żywota i ma ambicje i jedzie do tej Warszawy czy innego miasta, gdzie może stud
          > iować to o czym marzy..I wtedy to, że "lata" między pracą a studiami to nie jes
          > t jego widzimisię, tylko konieczność - bo inaczej musiałby wrócić do swo
          > jej wioski na przykład i zadowolić się pracą fryzjerki zamiast studiować np. wy
          > marzoną filologię..(nie mam nic do fryzjerek)

          Nie, podałam tylko fakt, który zaobserwował mój ojciec. Mnie to zdziwiło, bo żyłam w przekonaniu, że to przyjezdni są lepszymi studentami, właśnie dlatego, że mają gorszą sytuację wyjściową. Coraz więcej jest osób, które nie myślą o "wymarzonej filologii", tylko o "wymarzonych pieniądzach". Myślałam dokładnie tak jak Ty :) Swoją drogą, uważam, że urodzeni w większych miastach mają dużo szczęścia.
          • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:42
            OK:) Fajnie, że miałaś ambicje, bo jest sporo ludzi, którzy mieszkają np. w W-wie na koszt rodziców i nie mają problemu z tym, że od rodziców biorą na wszystko (dach nad głową, jedzenie, dojazdy etc,), a jako samodzielność rozumieją to, że dorobią sobie sami na spodnie z Zary:)
            Ja na szczęście też nie byłam pozostawiona sama sobie i choć studiowałam w Wawie jako przyjezdna - to rodzice mi pomagali do 4 roku studiów. WIęc ja też nie zaznałam takiej konkretnej biedy, bo wiedziałam, że zawsze te kilkaset zł miesięcznie będę miała. Ale znałam ludzi, mieszkałam z nimi w akademiku - którzy naprawdę całkowicie sami się utrzymywali. Było ciężko, wszystko na styk, stypendium naukowe to dla nich być albo nie być, zakupy z listą, dorabianie wieczorami, w weekendy..Nie rozumiem co sixa chce udowodnić - że się nie da, jak się da (jak trzeba)?
            Pozdro!
            • otterly Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 14:55
              Jasne, że się da! :) Tylko zastanawiam się jakim kosztem i ile faktycznie z takiego studiowania zostaje? Jeśli spojrzę na to ile poświęcałam czasu nauce (a nie uczyłam się tylko do sesji), ile godzin przesiedziałam w bibliotece podczas studiów (co prawda moje studia nie były miarodajne, bo polegały głównie na czytaniu - filologia;)), trudno mi sobie wyobrazić, że mogłabym jeszcze pracować na pełnym etacie. Zastanawiam się ile ludzie, którzy bardzo dużo pracują są w stanie wynieść ze studiów? Z drugiej strony wiem, że nie mają wyboru, bo mogą albo tak studiować, albo wcale.

              Wiesz, ja widziałam sporo osób, które mieszkały w akademikach, przywoziły co tydzień wałówkę z domu, a to co dorobiły, wydawały na spodnie z Zary i piwo w Harendzie. Ale uważały się za taaaaaakie samodzielne ;)

              Swoją drogą, mimo że studia skończyłam, w miarę jestem samodzielna, nie udaje mi się wyjechać od mamy bez wałówki. I nie jest to z jej strony poświęcenie, tylko wielka radość. Obraża się jak mówię, że naprawdę nie potrzebuję tego jedzenia.
    • zosia_1 Wytłumaczcie mi proszę.. 15.03.11, 12:39
      Proszę, zeby osoby, które uważają że nie da się "wyżyć' za 1 tys + obiadki od rodziców i stypendium np. socjalne, wytłumaczyły , ile w taki razie rodzice dzieci studiujących zarabiają, ze musi im starczać utrzymanie mieszkania/domu (czynsz, media, mały remoncik co jakiś czas) + utrzymanie siebie i dziecka studiującego a często jeszcze innych dzieci, bywa też ze i utrzymanie samochodu (paliwo, narawy, ubezpieczenie, sam zakup samochodu)??

      czy studenci, którzy są za opcją 'nie da się" mogą też wytłumaczyć jak to jest możliwe, ze rodzice są w stanie wstawać rano do pracy i np dojeżdżać do niej (czyli tracąc czas na dojazd), spędzić w pracy 8 godzin a może więcej, zrobić zakupy, zrobić obiad,pozmywać te gary po obiedzie, zająć się innymi dziećmi ,które jeszcze w tym domu mieszkają, pójść np. na naukę jezyka lub też na jakiś kurs i później przygotować się na przyszłe zajęcia, a w weekend przygotować wałówkę dla dziecka- studenta, a student uważa, ze jak studiuje dziennie, to musi mieszkać w akademiku za 500/600 zł obok uczeni, bo nie będzie marnował 2 godz na dojazdy w jedna stronę, student nie będzie tracił czasu na gotowanie i zmywanie garów i w ogóle nie m ana nic czasu, bo się uczy i należy mu się kasa od rodziców??
      • tygrysio_misio Re: Wytłumaczcie mi proszę.. 15.03.11, 12:59
        podpinam sie ;]
      • six_a Re: Wytłumaczcie mi proszę.. 15.03.11, 13:04
        >Proszę, zeby osoby, które uważają że nie da się "wyżyć' za 1 tys + obiadki od rodziców i stypendium np.
        dyskusja nie jest o tym, czy się da czy się nie da, tylko czy można to nazywać "uniezależnieniem się", jeśli de facto mieszka się i jada w domu rodzinnym albo ciągnie się kasę od rodziców na studenckie życie.
        • rannie.kirsted Re: Wytłumaczcie mi proszę.. 15.03.11, 13:19
          ano wlasnie.
      • berta-live Re: Wytłumaczcie mi proszę.. 15.03.11, 18:17
        Bardzo prosto. Zycie singla jest dużo droższe niż życie w rodzinie. Nie masz szans korzystać z efektu skali ani z tego, że pewne rzeczy kupione hurtowo są tańsze. Generalnie koszt życia jednej osoby, która pozostaje w 4-5 osobowym gospodarstwie domowym jest niższy niż koszt życia tej samej osoby, która mieszka sama.

        Do pracy najczęściej chodzi się od do, czyli wychodzisz z domu ok 7 wracasz ok 17 i do tej 22-23 masz czas wolny, który rozplanowujesz jak chcesz. Nie musisz się uczyć, nie masz na głowie egzaminów, sprawdzianów ani kartkówek. Dodatkowo praca jest mniej stresująca i mniej wypompowująca z energii niż nauka. Robisz rutynowe rzeczy, które już umiesz, z 8h pracujesz średnio 5, cały czas w tym samym miejscu, żadnego biegania po salach i budynkach. Do tego cisza i spokój. Na uczelni cały czas szum, zarówno informacyjny jak i dźwiękowy.
        No jeszcze wolne weekendy, w które też robisz co chcesz. I najczęściej jedno z małżonków dorabia na boku po godzinach, więc jego w ogóle dom nie interesuje.
        • sumire Re: Wytłumaczcie mi proszę.. 15.03.11, 18:57
          praca jest mniej stresująca i wypompowująca niż nauka? nigdy w życiu się z tym nie zgodzę.
          • sundry Re: Wytłumaczcie mi proszę.. 15.03.11, 20:49
            Zależy jaka praca i jaka nauka. Ja odetchnęłam z ulgą, jak po studiach poszłam do pracy.
            • sumire Re: Wytłumaczcie mi proszę.. 16.03.11, 06:00
              oczywiście, niemniej zakładanie, że w porównaniu ze studiami praca to zwykle pikuś, to niebywały optymizm :) większość znanych mi ludzi tęskni do czasów studenckich, bo to, co wówczas wydawało im się taaakie trudne i taaakie stresujące, w porównaniu z obowiązkami zawodowymi jest śmiszne.
              • sundry Re: Wytłumaczcie mi proszę.. 16.03.11, 14:28
                Dla mnie praca ma tą przewagę nad studiami, że dostaję za nią kasę. Na studiach była harówa bez korzyści materialnych;) No, ale ja miałam trudne studia, a mam fajną i stosunkowo mało stresującą pracę, zajęcia miałam czasem od 10 do 19-20, z pracy wychodzę zawsze po 8 godz., więc oczywiście wolę pracę. Studia mają jednak tą przewagę, że czasem można było powiedzieć rano: Olewam, nie wstaję na zajęcia. W pracy już nie jest tak różowo, więc czasem można zatęsknić;)
      • rzeka.chaosu Re: Wytłumaczcie mi proszę.. 15.03.11, 20:02
        Fieszzzz, niektórzy rodzice robiąc sobie dziecko pomyśleli też o tym żeby nawet te 50-100 zł miesięcznie przelewać na konto na jego przyszłość.

        Ja mam założone takie konto, ale co ciekawe nie korzystałam z niego, bo nie musiałam. Ale i tak mam kasę na wszelki wypadek, bo nie wiadomo, co mnie jeszcze może spotkać.

        Poza tym sorri, niektórzy zarabiają już od liceum/gimnazjum, roznoszą ulotki, plakaty, marzą o jakiś studiach i dążą do spełnienia tych marzeń, starają się o stypendia, kombinują jak mogą, żeby tylko się zrealizować.

        Innym wystarczy byle co, byle jakie studia, bleeeeee.

        Rodzice często nawet nie muszą pomagać.
        • gr.een Re: Wytłumaczcie mi proszę.. 15.03.11, 20:08
          w życiu różnie bywa. Raz rodzice wpłacają na konto dzieci, innym razem dzieci wpłacają na konto rodziców. Bez względu jak kombinujesz to i tak starasz się przeżyć jeszcze jeden dzień.
          Nic nie jest tylko białe i czarne.
          a realizacja marzeń - to koszmarnie ciężka robota
    • brms Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 12:55
      Mogą codziennie udzielać dwóch lekcji prywatnych, tylko w dni powszednie, trzy godziny pracy, 100 pln czyli razem 2000 miesięcznie. Których nota bene aż tak dużo nie potrzeba na przeżycie w Warszawie. Czarny rynek, ale uniezależnienie. Znam studentkę, która pracuje także w weekendy i bardzo dobrze jej się wiedzie, z tym, że jest dobrą "nauczycielką" i ma wielu chętnych na zajęcia.
      • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 13:09
        ceny korepetycji, sprzed dwóch lat co prawda, ale rozmawiamy też trochę o czasach dawniejszych:
        studentki II roku Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych - 20 zł
        studenta matematyki - 15-35 zł

        www.emetro.pl/emetro/1,85648,5731458.html
        • brms Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 13:52
          Ale w takim przypadku trzeba by było zejść z kosztów (jeśli rozmawiamy o czasach dawniejszych). Ceny za lekcje, które podałam są autentyczne i warszawskie: studentka 4 roku filologii, 90 minut zajęć za 50 pln.
          • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:31
            OK, 90 minut za 50 = ok. 33,5 za godzinę.

            czyli mamy 2 x 33,50 x 5 = 335 tygodniowo, 1340 miesięcznie
            ale jak rozumiem, jest to plan zakładający, że zawsze zajęcia się odbędą. ale w rzeczywistości to albo ktoś nie przyjdzie, albo Ty odwołasz z jakichś tam przyczyn i już spokojnie 30% z tego zakładanego zarobku ląduje w niebycie.
            • brms Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 12:00
              Sprostuję, nie 2 x 33,5 tylko 2 x 50, bo lekcje są 90 minutowe (przy warszawskich korkach czasami nie warto jechać gdziekolwiek tylko na godzinkę...) czyli dokładnie 2000 jeśli pracujesz tylko w dni powszednie. Nie wiem jak inni uczniowie, ale z moich niegdysiejszych doświadczeń wynika, że kto odwoływał zajęcia w jednym tygodniu, miał dodatkowe w następnym, więc bilans miesięczny był taki sam, wszak chodzi o to by się nauczyć czegoś, a nie zaliczyć tydzień.
              • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 13:49
                no, jeżeli jeździsz, to w ogóle wątpię, żeby 2 x 90 wchodziło w grę jednego dnia i codziennie od pon. do piątku, a jeśli tak jest, to jasne, że nie przygotowujesz się do zajęć na następny dzień w ogóle ani nie uczysz, ew. przygotowanie polega na przeleceniu notatek pięć minut przed zajęciami. więc pracujesz kosztem studiów.

                posłuchaj, teoretycznie możemy sobie liczyć, co chcemy, praktycznie tyle nie wychodzi. korki to nie kursy, więc jak ci dzieciak zachoruje, to zwykle nie odrabia, bo musiałby mieć tych zajęć nie wiadomo ile, a korki i tak są wciśnięte w zapchany plan zajęć pozalekcyjnych. więc nie ma co śrubować tych dochodów z korków i twierdzić, że każdy student może spokojnie mieć 2000 z samych korków. no naprawdę, minimum realizmu jakiegoś zachowajmy.
                • brms Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 09:16
                  Podpierałam się przykładem studentki z rodziny, aczkolwiek ja też z tych co od 19 roku życia "na swoim" (inne czasy, inne realia, wiele lat temu, ale można było)
                  Ona nie jeździ do uczniów, chodziło mi o to, że uczniom przyjeżdżającym szkoda czasu na dojazd i krótką lekcję. I naprawdę się w te lekcje angażuje, przygotowuje i sporo czasu generalnie poświęca na pracę i naukę. Pamiętam, że ja też na studiach harowałam (absolutny realizm, nawet nie minimalny, studia do 15 i praca do 21), za to teraz pracuję 3-4 godzinki dziennie i "odcinam kupony", jak to się kiedyś mówiło, robiąc to co lubię i zarabiając lepiej niż przyzwoicie.
        • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:13
          Moja cena sprzed dwóch lat: język polski 45 zł/60 minut, 70 zł za 90 minut, a zdarzało się i więcej jak rodzicowi zależało. Polski dla obcokrajowców: 75 zł/60 minut.
          • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:47
            Ja za angielski i francuski brałam 35zł/60 min
            • otterly Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 11:44
              Ja dzisiaj za 60min. języka polskiego biorę 40 zł i uważam, że to za mało, ale moja pozycja na lokalnym rynku pozwala mi na stawianie warunków i wybieranie sobie uczniów.

              Jako studentka brałam 30 zł/godz, dojeżdżałam do uczniów (czasem nawet godz. w jedną stronę) i użerałam się z tłumokami.
              • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:06
                W mniejszych miastach na pewno stawki są inne.
                • otterly Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 14:57
                  Oj są. Znajoma w Rzeszowie płaciła profesorowi matematyki za korepetycje dla syna 12 zł. za 60 min.
      • otterly Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 11:53
        Nie wiem jak z innymi korepetycjami, uczę języka polskiego i jedna godz. korepetycji to zdecydowanie nie jest jedna godzina mojej pracy. Do każdej lekcji muszę się przygotować: przejrzeć swoje notatki, często przeczytać książkę, którą mam z uczniem omawiać, albo którą on sobie wybrał do prezentacji, obejrzeć film, dla młodszych - wybrać odpowiednie ćwiczenia lub je ułożyć, wydrukować materiały, sprawdzić wypracowanie, napisać komentarz (nie sprawdzam "po nauczycielsku"). Zazwyczaj wychodzi mi średnio godzina przygotowań do każdej lekcji (czasem dużo mniej, czasem dużo więcej).

        Niektórzy korepetytorzy dojeżdżają do uczniów. To też jest czas pracy. Nie wychodzi tak różowo za godzinę.
        • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:02
          Pierwszy rok, potem masz już obcykany cały program i możesz lecieć z głowy:) Szczególnie, jak robisz specjalizację pedagogiczną i masz wiele z tych rzeczy na bieżąco, znasz programy itp.
          • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 16:25
            I stad się biorą nieludzko odtwórczy nauczyciele ;/
            • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 16:28
              Korepetytorzy, nie nauczyciele:0
              • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 16:29
                Taki korepetytor po specjalizacji pedagogicznej zapewne kiedyś zostanie nauczycielem.
                • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 16:33
                  Niekoniecznie, przypominam, że czas nakazów pracy mamy już za sobą.
                  • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 19:07
                    Mówimy tutaj o tym, co daje sztampa i rutyna . A sztampa i rutyna to wlasnie nieprzygotowywanie się na zajęć, bo jestes na "bieząco". Otóz nigdy nie jest się ze wszystkim na bieżaco i tylko kiepscy nauczyciele tak uwazają.
                    • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 20:15
                      Racja. I od takich nauczycieli, Boże chroń dzieci!
                    • otterly Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 15:19
                      Otóż to. Poza tym programy się zmieniają, podręczniki też. Ba! Uczniowie są różni i mają różne problemy. Dobry nauczyciel, taki, który czuje się odpowiedzialny za swoją pracę, a nie tylko dorabia (lub zarabia) nigdy nie powie, że już wszystko wie i nie musi się przygotowywać.
          • otterly Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 15:14
            lady.baba napisała:

            > Pierwszy rok, potem masz już obcykany cały program i możesz lecieć z głowy:) Sz
            > czególnie, jak robisz specjalizację pedagogiczną i masz wiele z tych rzeczy na
            > bieżąco, znasz programy itp.

            Bzdura. Oczywiście, jeśli mam omawiać np. główne problemy pozytywizmu, to lecę z głowy nawet w pierwszym roku, ale miałam wielu uczniów, którzy omawiali w szkole lektury, których ja akurat dotąd nie czytałam ( szczególnie w podstawówce i w gimnazjum), bo mieli autorskie programy. Staram się też dostosowywać lekcje do indywidualnych problemów każdego ucznia (i biorę przy tym pod uwagę jego zainteresowania). Podobnie jak nie piszę za nikogo żadnych prac (i nigdy nie pisałam). No ale ja jestem korepetytorem-idealistą ;) Chciałam być nauczycielem-idealistą, ale mam odrobinę zdrowego rozsądku i uciekłam ze szkoły.
    • a1ma Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 13:06
      Ja zarabiałam w wakacje, za granicą. W 3 miesiące spokojnie można było zarobić 20 tys. zł (już po odjęciu kosztów na miejscu), co spokojnie wystarczało na utrzymanie się przez pozostałe 9 miesięcy, dorabiałam korepetycjami. Cuda, panie ;)
      • trypel Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:25
        dokładnie tak
        przez 3 msc wakacji (a jak sesje wczesniej skończyłem albo po liceum po maturze to i 3,5) w Niemczech można było odłożyć koło 5-6 tys marek (wieki temu) to dawało po 600marek na miesiac czyli było i na paliwo, i na chałupę i na piwo :)

        (uniezależniłem sie po maturze :D )
      • katka-the-hermit Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 18:46
        też tak zarabiałam: 2-3 miesiące, co najmniej 10 tys. przywiezione (to 10 lat temu, więc naprawdę sporo to było i na dłuugo starczało), a do tego od 3-go roku 10 godzin w tygodniu jako lektor na kursie językowym. Korki sporadycznie, jak już ktoś się strasznie uparł, bo studia do lajtowych nie należały (studia typu szkółka: kartkówki, kolokwia, wszystkie zajęcia obowiązkowe, na 4.roku 30 godzin tygodniowo..), więc czasu zbyt wiele na tego typu działalność nie zostawało.

        dziwi mnie bardzo, że post o tego rodzaju, wg mnie najlepszym, sposobie na utrzymanie dopiero w trzeciej setce się przewinął, zwłaszcza, że teraz o wiele łatwiej jest wyjechać.
        za moich czasów trzeba było się starać o pozwolenia, z półrocznym wyprzedzeniem, w ambasadzie, więc i pracę trzeba było duuużo wcześniej znaleźć..a teraz co? po prostu jedziesz, szukasz, znajdujesz..no, chyba, że ktoś, jak większość panienek z mojego kierunku, uważa, że jakieś wzniosłe wyczyny intelektualne (tłumaczenie ksiązek co najmniej), to i owszem, ale zmywanie garów, czy sprzątanie to nie, nie (one nawet nauczanie za zbyt plebejskie uważały).
        tak czy inaczej, da się. i nie jest to kwestia możliwości, tylko chęci
        • lulu_oi Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 18.03.11, 16:55
          No ale 10 lat temu moc nabywcza przywożoych z Zachodu wakacyjnych pieniędzy była dużo wyższa, ponad 20 lat temu mój ojciec, pracując w Niemczech (fakt - w zawodzie, po studiach) odlożyl na dwupokjowe mieszkanie (a dostawał połowę przyznawanej mu minmalnej pensji - drugą zabierał "pośrednik", komunistyczny zakład pracy).
          Ja nie wyobrażam sobie, żebym dziś, pracując w Niemczech i odkładając (nawet przy skromnym zyciu) mogła w trzy lata uzbierać na mieszkanie 50m2.
          • katka-the-hermit Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 24.03.11, 17:35
            Pewnie słusznie sobie nie wyobrażasz:), tyle, że w wątku nie chodziło o kupowanie mieszkania, a samodzielne się utrzymywanie podczas studiów. Zakładając, że w wakacje pracujesz za granicą, przywozisz ok. 10 tys. albo więcej, to ostatnie jest w zupełności możliwe. Masz wtedy 1000pln (albo więcej) na miesiąc, więc wystarczy jakaś niewiele czasu pochłaniająca dorywcza praca i spokojnie możesz się utrzymać, mając jednocześnie czas na naukę.
    • flood101 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 13:19
      To bardzo fajnie, ale naprawdę nie warto wpadać z tego powodu w kompleksy.
    • tygrysio_misio Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:41
      nie mieszkam w warszawie, ale miesiecznie wydaje okolo 1000zl na zycie z czego polowa to koszt wynajmowania mieszkania

      na jedzenie spokojnie mozna wydawac 300-400zl
      kosmetykow nie kupuje sie co miesiac.. na ile starczy taki krem do twarzy albo tusz do rzes?
      ksizek tez sie nie kupuje raczej w obecnych czasach

      nawet jesli zakladac,ze ktos nie ma szan na akademk i rzeczywiscie placi 300stowy wiecej niz ja... to zkladajac stypendium wystarczy,ze zarobi 1000zl... to chyba nie jest trudne?
      • a1ma Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:46
        > ksizek tez sie nie kupuje raczej w obecnych czasach

        Szok.
        To że Ty nie kupujesz, to nie oznacza, że "sie nie kupuje raczej w obecnych czasach".
        • tygrysio_misio Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:53
          pisalam o ksiazkach do nauki...
          to, ze Ty oczywiscie kupowalas wszystkie to nie oznacza, ze kazdy musi wydawac 600stow miesiecznie= 7200zl rocznie na ksiazki
          • tygrysio_misio Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:54
            a co do innych ksiazek

            jest sporo snobow, dla ktorych kupienie ksiazki jest wazniejsze niz przeczytanie jej

            jednak jest masa ludzi, ktorzy po prostu wypozyczaja z czytelni miejskich
            • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:49
              Można wypożyczyć, biblioteki są naprawdę coraz lepiej zaopatrzone. Można kupić używane na allegro. Można upolować na podaj.net. Można kupić w antykwariacie.
              Ja też nie pamiętam kiedy kupiłam NOWĄ książkę (zwłaszcza po podwyżce VATu na książki), a jednak skądś je biorę:)
              • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:18
                Można kupić
                > używane na allegro. Można upolować na podaj.net. Można kupić w antykwariacie.

                Na to wszystko jednak potrzebne sa PIENIADZE, bo czarodziejsko powtarza się tu słowo KUPIĆ, a koleżanka powyzej przekonuje, ze rozwój intelektualny i pieniądze nie maja ze sobą PODOBNO NIC WSPOLNEGO.

                Tylko w przedziwny sposób 3 miesieczny kurs jezykowy to 550 zł.
                • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:31
                  Jasne, że wszystko trzeba kupić, ale jest duża różnica między 40 złotymi wydanymi w empiku, a 5 w antykwariacie. Inna sprawa, że i o tzw. wejściówki do teatru coraz trudniej:( Ja uważam, że 100 zł przeznaczone na kulturę miesięcznie pozwala nie popaść w jakieś drastyczne zaległości i nie uwsteczniać się. Kursy zaliczam raczej do rozwoju zawodowego. A kultura? Teatr kilka razy do roku, raz w miesiącu do kina, jakaś książka i już. Oczywiście, marzeniem byłby fundusz nieograniczony:)
                  • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:41
                    Antykwariaty też na czymś zarabiają na lokal i prad, wiec za 5 zł to ostatnio widziałam tam chyba Kraszewskiego, a nie sadzę, aby taka literaturą chciał się kiedyś ktoś zaczytaywać.

                    Przeciętnie książka antykwaryczna to 15-25 zł czyli równiez niezbyt tanio, a nowosci trafiajace do antykwariatów róznią się przecietnie o 10-15 zł od ceny ksiegarnianej czyli ciągle bardzo wysoko

                    >uważam, że 100 zł przeznaczone na kulturę miesięcznie pozw
                    > ala nie popaść w jakieś drastyczne zaległości i nie uwsteczniać się

                    Popatrz na ceny tych biletów:
                    www.powszechny.pl/festiwal.php?page=repertuar&id=12



                    • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:44
                      znam ceny biletów, bo kupuję - obecnie stać mnie na to bez problemu. A co do antykwariatów - naprawdę kupiłam tam mnóstwo książek, Kraszewskiego też, na studia potrzebowała. Zgromadziłam z antykwariatów całą klasykę (nowości nowościami, ale pewną bazę kulturalny człowiek powinien mieć). Korzystałam z imprez typu: wchodzisz za 20 zł, wynosisz ile dasz radę - jakie tam fajne książki znalazłam! Oczywiście, tam się nie kupi nowych książek z fachową wiedzą, ale już beletrystykę jak najbardziej.
                      • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:48
                        rzystałam z imprez typu: w
                        > chodzisz za 20 zł, wynosisz ile dasz radę -

                        W moim miescie takie imprezy nie istnieją i antykwariaty w ogóle cienko przędą , wiec zawyzają ceny.
                    • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:54
                      Oj Hermina, co się tak zapierasz?
                      Jasne, że COŚ to kosztuje, ale ja kupuję książki, które sobie wybieram na allegro często za małe pieniądze - licytuję używane. Ja nie muszę mieć nówek nieśmiganych. Ostatnio upolowałam książkę za 4,8zł i odebrałam sama w W-wie. A podaj.net? Jak Ci się uda to masz tylko za koszt przesyłki wiele książek (nawet niszowych). No i biblioteki - to jest już zupełnie darmowe i tego nie zakwestionujesz..
                      Dla mnie ceny nowych książek sa nieakceptowalne, ale nawet jakbyś się uparła, to możesz kupować nowe i przeczytane odsprzedawać na allegro - i tym sposobem masz też książki za małą kasę..
                      Nie rozumiem czemu zaradność jest tu tak piętnowana. Zarabiamy za mało żeby kupować w miesiącu kilka książek po 40-50zł, więc ludzie sobie radzą inaczej. A w dzisiejszych czasach jest tyle opcji (internet chociażby), że to nie jest jakiś rocket science..I uporczywe udowadnianie, że SIĘ NIE DA jest już lekko nużące..
                      • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 15:12
                        A kto tu coś udowadnia?
                        Upolowanie JEDNEJ ksiazki za 4,80 to jeszcze nie cała biblioteka, prawda?
                        • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 16:20
                          To był przykłąd. Czasami udaje mi się upolować za 5zł, czasami za 15zł, czasami tylko za koszt wysyłki..
            • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:09
              > jest sporo snobow, dla ktorych kupienie ksiazki jest wazniejsze niz przeczytani
              > e jej

              Tak sie składa, ze obecnie w Polsce książka kosztuje przeciętnie 36-42 zł. I ja nie znam takich snobów, którzy kupują ksiazki, a nie czytaja ich , bo ludzie, którzy maja taką kasę wolą ją wydawać na DVD , telewizory plazmowe, ipody, najnowsze gry i inne bzdety, ale juz na pewno nie na książki, których potem nie czytają. Po prostu ksiązka w ogole nie istnieje w ich swiecie.
          • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:15
            >to, ze Ty oczywiscie kupowalas wszystkie to nie oznacza, ze kazdy musi wydawac
            > 600stow miesieczni

            Nie piszemy tu o 600 zł na książki, ale o 35-40 zł na miesiąc , kiedy na utrzymanie ma się 700 zł - tak zaczynała sie rozmowa wyjściowa. A ty następnie zaczełaś udowadniać, ze rozwój intelektualny i kultura nie ma nic wspólnego z pieniędzmi.

            Cudownie wyparowały z tej rozmowy kursy językowe, bilet do kina, teatru, na koncert, wystawę , zostały TYLKO książki (nic dziwnego - tylko te mozna w okrojonej ilosci wypozyczać) - a ksiązki radzisz czytać stare, bo inaczej jest się snobem , rozmawiajacym o nowosciach, a kiedy kupi się ksiazke, to na pewno sie jej nie przeczyta, tylko postawi na półce...

            Wybacz, ale ty chyba nie rozumiesz pojęcia rozwój intelektualny i kultura ...
            • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 18:32
              > Cudownie wyparowały z tej rozmowy kursy językowe, bilet do kina, teatru, na koncert,
              > wystawę , zostały TYLKO książki (nic dziwnego - tylko te mozna w okrojonej ilosci
              > wypozyczać) - a ksiązki radzisz czytać stare, bo inaczej jest się snobem rozmawiajacym
              > o nowosciach, a kiedy kupi się ksiazke, to na pewno sie jej nie przeczyta, tylko postawi na półce...

              Pokaz mi tych studentow chodzacych na wystawy i do teatru. W muzeach sa dni zwiedzania bezplatnego, zreszta studenci maja na ogol znizki.
              Nie wszyscy chodza na kursy jezykowe, jesli na uczelni lektorat jest na odpowiednim poziomie to nie ma takiej potrzeby. Mozna tez chodzic na dodatkowy lektorat jako wolny sluchacz i w ten sposob uczyc sie dodatkowego jezyka, wystarczy dogadac sie z prowadzacym zajecia.
              Ksiazki, filmy, muzyka - jest cos takiego jak wymiana barterowa, w koncu nie zyjemy na pustyni.
              • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 19:18

                > Pokaz mi tych studentow chodzacych na wystawy i do teatru.

                Fakt, ze takich nie znasz, pokazuje tylko w jakim srodowisku się obracasz . Ja wsród dzisiejszych studentów znam takich calkiem sporo...

                W muzeach sa dni zwi
                > edzania bezplatnego,

                Wybacz, ale galeria i muzeum to coś zupełnie innego.

                > e wszyscy chodza na kursy jezykowe, jesli na uczelni lektorat jest na odpowie
                > dnim poziomie to nie ma takiej potrzeby

                Lektorat zazwyczaj potwornie zaniza poziom ponieważ zbiera średnią - tych biegle mówiacych i tych, którzy ledwie potrafią 5 zdań sklecić, a wszyscy uczą sie tego samego programu, co jest stratą czasu dla ludzi którzy NAPRAWDE chcących sie uczyć jezyka i chc w tym zakresie robić postepy . Dla mnie lektorat był strata czasu, zatem szybko zdałam egzamin z niego zwalniajacy po czym zaczełam się uczyc jezyka naprawdę - a nie, na uniwersyteckie zarty. I znam bardzo wielu takich ludzi, zwłaszcza, ze angielski to za malo i ludzie uczą sie francuskiego, włoskiego, hiszpańskiego i potrzebują efektow oraz nauki wymowy, a nie czekania jak na lektoracie wszystkie tępe, nieuczące sie jezyka elementy przerobią jedno cwiczenia gramatyczne przez 30 minut...itp. Oczywiscie, istnieja ludzie, którzy nie maja takich potrzeb, ale oni nawet nie wiedzą co tracą i raczej sie tego nie dowiedzą - wtedy rzeczywiscie, lektorat uniwersytecki na stopniu srednio zaawansowanym czyli beznadziejnym jest ok/

                >Ksiazki, filmy, muzyka - jest cos takiego jak wymiana barterowa,

                A mówi ci coś takiego taka rzecz jak KINO? Koncert na zywo?


                • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 19:57
                  > Fakt, ze takich nie znasz, pokazuje tylko w jakim srodowisku się obracasz . Ja
                  > wsród dzisiejszych studentów znam takich calkiem sporo...

                  Jakos nie przypominam sobie rozmow z ludzmi z mojego roku na temat kultury wysokiej (moze poza literatura piekna). Dzisiejszych studentow tez nie znam, bo jestem "nieco" starsza.

                  > Wybacz, ale galeria i muzeum to coś zupełnie innego.

                  Byla mowa o wystawach, a te sa tez w muzeach. Wystawy w galeriach nie zmieniaja sie co tydzien, wiec bez przesady z tymi kosztami.

                  > Lektorat zazwyczaj potwornie zaniza poziom ponieważ zbiera średnią - tych biegle
                  > mówiacych i tych, którzy ledwie potrafią 5 zdań sklecić

                  Na kursach jest dokladnie tak samo.

                  > A mówi ci coś takiego taka rzecz jak KINO? Koncert na zywo?

                  Kino ma dni tanich biletow, mozna tez kupic karte stalego klienta (roznie sie to moze nazywac). Mozna tez pozyczyc film na DVD. Na koncerty nie chodzilam, bo nie znosze spedow.
                  • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 20:09
                    Jakos nie przypominam sobie rozmow z ludzmi z mojego roku na temat kultury wyso
                    > kiej (moze poza literatura piekna)

                    A ja całkiem sporo.

                    >Na kursach jest dokladnie tak samo.

                    Na kursach jest absolutnie inaczej, ale żeby sie o tym przekonać, trzeba na taki kurs pójsc i go skończyć. Rozwiazujesz test gramatyczny, który przyporzadkowuje cię do grupy, potem jeszcze masz krótka rozmowę, aby lektor poznał twoje umiejętnosci jezykowe i na tej podstawie trafiasz do grupy o twoim poziomie zaawansowania, do której ludzie przychodzą uczyć się jezyka i za co płacą. Ty wybierasz typ intensywności kursu, bo w zalznosci od tego wymagania modelowany jest program i mozliwe egzaminy, które zdajesz jako certyfikaty oceniane przez zewnętrzne komisje. Tak to działa w British Council i tak to działa w Alliance Francaise. Lektorat nie ma z tym wspolnych nawet 20%.
                    • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 18.03.11, 17:11
                      Pisalam o nauce od podstaw, a tego mozna sie nauczyc na lektoracie.
                      Poza tym poziom zajec zalezy od prowadzacego i uczelni. Powinnam chyba przepraszac, ze mialam tak dobrych lektorow (zwlaszcza rosyjskiego).
                      Co do kursow, to mozna nawet samodzielnie nauczyc sie jezyka, wszystko jest sprawa zdolnosci i motywacji.
                • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 20:05
                  Wszyscy sie tak ucza jezykow, tylko jak na przystanku na peryferiach miasta
                  ktos zapyta po ang. jak dojechac do centrum to nikt nie odpowie. Wygladaja wszyscy jakby nawet nie rozumieli pytania.
                  Ciekawe tez po co komu te francuskie i hiszpanskie. Ja jezdzilam do wielu krajow i sobie radzilam znajac tylko ang. Ale oczywiscie nie moglam wymieniac pogladow filozoficznych, wiec duzo stracilam.
                  • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 20:11

                    > Wszyscy sie tak ucza jezykow, tylko jak na przystanku na peryferiach miasta
                    > ktos zapyta po ang. jak dojechac do centrum to nikt nie odpowie.

                    Bo zapewne stoją tam ci, którzy jeżyka uczyli się na lektoracie i uważali, ze znaja go doskonale, więc nie ma sie co dziwić.


                    Ja jezdzilam do wielu krajo
                    > w i sobie radzilam znajac tylko ang.

                    Są też tacy co sobie radzili znając tylko polski i pewnie tez niewiele stracili.


                    • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 13:03
                      Stalo duzo ludzi, a odpowiedziala ta, ktora nie chodzila na zadne kursy angielskiego (i nie uwaza, ze zna go doskonale).
                      Juz napisalam, ze ciesze sie, iz jestes tak doskonale wyksztalcona i gratuluje rodzicow, ktorzy zapewnili srodki na tyle kursow jezykowych i inne przyjemnosci studenckiego zycia.
                      • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 13:17
                        >ktorzy zapewnili srodki na tyle kursow jezykowych i inne przyjemnosci
                        > studenckiego zycia.

                        Zapewniali do 4 roku. Potem sama juz uczyłam jezyka na kursie. Na etacie.
                        • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 15:21
                          No widzisz, a ja nie lubilam prosic i wolalam sobie sama zapracowac albo sie wyrzec. Ostatecznie film mozna zobaczyc pozniej, niekoniecznie tuz po wejsciu na ekrany, a rozmawiac po wlosku tez nie musze.
                          • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 15:54
                            >No widzisz, a ja nie lubilam prosic

                            A ja prosić nie musiałam, co jest duzą róznicą. Mimo, ze wszyscy nie spalismy na pieniadzach inwestycja w edukacje była oczywista - byc moze dlatego, ze wiedze się ceniło dla samej wiedzy.

                            >rozmawiac po wlosku tez nie musze.

                            Człowiek nie musi zasadzie niczego. Tylko nigdy nie wied o czego dana umiejetnosc moze mu się przydać, o ile jej nie ma.
                            • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 18.03.11, 17:06
                              > A ja prosić nie musiałam, co jest duzą róznicą.

                              Rodzice telepatycznie dowiadywali sie, ze chcesz chodzic na kurs jezykowy?

                              > Człowiek nie musi zasadzie niczego. Tylko nigdy nie wied o czego dana umiejetn
                              > osc moze mu się przydać, o ile jej nie ma.

                              Oczywiscie, ale lepiej zdobywac umiejetnosci, o ktorych sie wie, ze sie przydadza i to juz w najblizszym czasie, chocby do tego, zeby zarobic na swoje potrzeby, przyjemnosci i zdobywanie nowych umiejetnosci. Przypuszczam, ze mam wiele takich umiejetnosci, ktorych Ty nie posiadasz.
                              Jezyki sa takimi umiejetnosciami, o ktore trzeba dbac i wciaz wkladac prace. Co z tego, ze kilka lat uczylam sie niemieckiego, jak go nie uzywam i praktycznie niewiele pamietam?
                              • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 18.03.11, 22:36
                                >
                                > Rodzice telepatycznie dowiadywali sie, ze chcesz chodzic na kurs jezykowy?

                                Na kursy jezykowe chodziłam w liceum, wiec co logiczne - jesli chciałam je kontynuowac na wyzszym poziomie, to nie musiałam o tym mówić 15 razy.

                                >Jezyki sa takimi umiejetnosciami, o ktore trzeba dbac i wciaz wkladac prace.

                                Owszem i dlatego nie rozumiem, dlaczego tak deprecjonujesz tę moja prace. Traktujesz to jak fanaberię, choc wyrażnie ci napisałam, ze ta fanaberia dała mi zatrudnienie na etacie jeszcze w ramach studiów, kiedy inni głodowali bohatersko lub pracowali jako sprzątaczki.
                                • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 19.03.11, 12:22
                                  Nie traktuje tego jako fanaberie, chyba jestes przewrazliwiona.
                                  Byc moze z jezykami wiazalas swoja przyszlosc, ja nie. Stad dla mnie sama znajomosc francuskiego czy wloskiego jest malo uzyteczna, dopiero w polaczeniu np.z kursem pilota wycieczek zagranicznych daje mozliwosci zarobkowe.
                                • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 20.03.11, 18:24
                                  > Na kursy jezykowe chodziłam w liceum, wiec co logiczne - jesli chciałam je kon
                                  > tynuowac na wyzszym poziomie, to nie musiałam o tym mówić 15 razy.

                                  To ile lat chodzilas na kursy zanim zaczelas zarabiac dzieki znajomosci jezyka? Policz ile kasy poszlo na kursy i po jakim czasie sie one zwrocily (tak, wiem ze $ dali rodzice).

                                  > Owszem i dlatego nie rozumiem, dlaczego tak deprecjonujesz tę moja prace. Trak
                                  > tujesz to jak fanaberię, choc wyrażnie ci napisałam, ze ta fanaberia dała mi za
                                  > trudnienie na etacie jeszcze w ramach studiów, kiedy inni głodowali bohatersko
                                  > lub pracowali jako sprzątaczki.

                                  A dlaczego Ty deprecjonujesz prace fizyczna? Kazdy powinien popracowac fiz. dla pieniedzy (szczegolnie facet; taki, ktory sie nie splamil praca fizyczna dla mnie traci duzo na meskosci), moze wtedy by docenil prace innych.
                                  • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 27.03.11, 13:35
                                    >o ile lat chodzilas na kursy zanim zaczelas zarabiac dzieki znajomosci jezyka?

                                    4 lata. A zwróciły się niemal natychmiast, bo dzieki nim miałam pracę, której inaczej bym nie miała.


                                    >Kazdy powinien popracowac fiz. dla
                                    > pieniedzy

                                    A moze tak bez nakazów, co? Moze jeszcze kazda powinna urodzic dziecko do 25 r. ż i kazdy powinien chodzic do kosciola.

                                    • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 28.03.11, 11:07
                                      > A moze tak bez nakazów, co?

                                      To jest moje zdanie a nie nakaz. Kazdy moze sobie robic co chce, ale jak facet "raczki ma biale" to jest nie bardzo.
            • tygrysio_misio Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 21.03.11, 15:22
              1. nie pisalysmy o kulturze, ale rozwoju intelektualnym, a to jednak co innego

              2. jesli dla Ciebie chodzenia na kursy jest wyznacznikiem czegoolwiek.. a w szczegolnosci na kursy jezykowe...

              3. znajomosc jezykow obcych jest tylko narzedziem... nie ma nic wspolnego z intelektem.. mozna byc glupim jak but, n niczym sie nie znac, a znac 5 jezykow... tu wyjatkowo trafnym przykladem jest to, ze w szkole jezyki obce sa ulubionymi przedmiotami tych raczej nieuintelektualnionych dzieci... dzieci intelektualne lubuja sie w historii czy biologii czy czym innym.. jezykow tez mozna uczyc sie za darmo: im wiekszy intelekt tym mniej kasy trzeba wydac na nauczenie sie ich

              4. aby byc obeznanym np w dziedzinie muzyki wcale nie trzeba chodzic co tydzien do filharmonii.. ba! znajomosc Mozarta z nagran w 20 wersjach w kazdym utworze jest o niebo bardziej uintelektualniajaca niz pojscie raz na jakis czas do lokalnej filharmonii bez prestizu

              5. chodzenie na koncerty popowe, rockowe, młoto-pneumatyczne.. nie ma nic wspolnego z posiadaniem intelektu... muzyka ponoc ma duzo wspolnego z matematyka, a raczej zdolnosci do pojmowania matematyki to te same co do sluchania muzyki... ale to nie jest muzyka pop, rock, łubudubu.. lecz ta maksymalnie zroznicowana dzwiekowo

              6. ogladanie filmow nie ma nic wspolnego z posiadaniem intelektu, a wrecz jest odwrotnoscia jesli rozpatruje sie to w kryteriach obejrzenie filmu-przeczytanie ksiazki na podstawie ktorej jest film

              7. chodzenie do kina nie ma nic wspolnego z kultura, a co dopiero z intelektem... w kinach rzadko pojawiaja sie filmy ambitne mogace pobudzac intelekt

              8. o ksiazkach: nowe nie oznacza lepsze w wielu dziedzinach, w niektorych dziedzinach prawdziwie wartosciowe ksiazki sa niemal niedostepne i i tak korzysta sie z nich za darmo w bibliotekach uniwersyteckich... w kwestii literatury: jest tyle pozycji, ze na prawde mozna poczekac chiwile.. chyba,ze ktos jest snobem i musi pokazac sie w towarzystwie "a czytaliscie najnowsza ksiazke XXXX?"

              9. Filmy, ksiazki, muzyke, audiobooki, obrazy... to wszytsko znajdziesz w necie... prasy tez nie musisz kupowac.. w internecie jest o wiele wiecej niz na kilku kartkach tygodnikow...

              10. czlowiek inteligentny, madry, intelektualny poradzi sobie bez kasy z rozwijaniem sie...

              11. Marudzenie, ze jest sie glupim trepem, gdy nie zarabia sie 10tys zl raczej nie swiadczy o intelekcie
              • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 27.03.11, 13:36
                Jak przeczytasz swój post, to zrozumiesz, ze dyskutujesz ze swoimi kompleksami. Gigantycznymi. Pozdówka z forum feminizm, gdzie dopiero wyłazą gigantycznie.
          • otterly Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 15:26
            To naprawdę zależy od kierunku studiów i podejściu do nich. Ja kupiłam wiele podręczników akademickich po przeczytaniu ich w bibliotece, bo po prostu chciałam je mieć. Przydają mi się do dzisiaj. Nie ma takiej opcji, żeby przez całe życie pamiętać wszystko, czego uczyło się na studiach. A wiedza ze studiów często jest później potrzebna. Pomijam fakt, że ja jestem nienormalna i potrafię przez tydzień żyć na kaszy gryczanej, żeby kupić książkę.
        • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:54
          Kupuje się, kupuje, ale nie trzeba na to wydawać kilku stów miesięcznie. Jest wiele miejsc, gdzie można kupić tanio. ale fakt, z 50 zł warto liczyć na książki i prasę miesięcznie.
      • michalina_kowalczyk2 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:31
        > kosmetykow nie kupuje sie co miesiac.. na ile starczy taki krem do twarzy albo
        > tusz do rzes?

        Ja rozumiem, że nie trzeba kupować Chanela i Diora i nie trzeba mieć całego zastępu kosmetyków (mleczek, toników, płynów dwufazowych, błyszczyków), ale oprócz tuszu i kremu do twarzy jest jeszcze mydło, pasta do zębów, szampon, podpaski, szczoteczka do zębów, papier toaletowy, proszek do prania, płyn do naczyń, płynu do WC, czasem jakieś lekarstwo. I tak dalej i tak dalej. Jasne, że niektórych rzeczy nie kupuje się co miesiąc, ale pominięcie jakiejkolwiek kwoty, bo "kosmetykow nie kupuje sie co miesiac.. na ile starczy taki krem do twarzy (...)" to już jest manipulacja szacowaniem kosztów.

        Sama wiele książek wypożyczam, ale niektóre pozycje chce się mieć dla siebie. Ja rozumiem, że można bluzkę pożyczyć od koleżanki, kotlety dostać od cioci, książki wypożyczać, naczynia myć samą wodą, WC mieć z kamieniem. Tylko czy to jest prawdziwa samodzielność czy dopiero droga do samodzielności?
        • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:38
          Można być bogatym i niesamodzielnym, albo biednym i samodzielnym, To, że ktoś nawet nie ma tuszu do rzes, bo go akurat nie stać to nie jest niesamodzielność.
          • michalina_kowalczyk2 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 17:25
            Oczywiście, że jak ktoś ma mało pieniędzy, ale zagryza zęby i daje radę to jest godny podziwu.
            Ja tylko nie rozumiem dlaczego niektórzy zaniżają koszty utrzymania i okrajają liczbę atrakcji niezbędnych do godnego życia aby pokazać innym forumowiczom, że się da.
            • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 17:30
              Mylisz kolejność. Po prostu część tu musiała ciąć koszty i zmniejszać liczbę atrakcji, żeby sobie dać radę. I teraz o tym piszą - uczciwie przyznają, że da się być samodzielnym i studiować, ale wiąże się to z wyrzeczeniami. Na pewno nikt sobie nie odmawiał przyjemności tylko po to, żeby na forum coś udowodnić:)
            • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:54
              Michalina. Ale tusz masz już za 4zł (np. Lovely), puder tak samo. Chemia może być marek własnych (mimo, iż już skończyłam studia i stać mnie na wiele od kilku lat - to cenię sobie produkty z Biedronki na przykład), podpaski i wkładki tak samo. Krem, nawet jak kupisz jakiś średniopółkowy to zużywasz 2-3 m-ce. Pasta do zębów to chyba 4-5zł (często sa przecież jakieś promocje etc.). Zel pod prysznic musisz mieć za 12zł czy może być za 3-4zł Rossmanowy?
              Wiesz, pewnie życie biednego studenta nie obfituje w luksusy, ale udowadnianie, że się nie da jest już lekko irytujące..
              • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:36
                >Ale tusz masz już za 4zł (np. Lovely), puder tak samo.


                Wiesz, mozna też od Rosjan z rynku, za 2 zł - skawalony po dwóch tygodniach. Chyba wiem wreszcie skąd te pomarańczowe twarze...
                Jesli ktoś chce koniecznie uzywać rzeczy, które są tak beznadziejne , ze lepiej ich nie uzywac w ogóle to wolna wola, tylko po co się swiadomie oszpecac?

                Wibo nigdy nei wyprodukowało i nie wyprodukuje pudru w moim kolorze skóry, bo jestem przezroczysta - taki puder mogę kupic wyłacznie u Isadory (drogo, ale na rok wystarczy) lub Manhattanu (taniej, ale to i tak około 25 zł) A tusz Wibo - no cóz, jesli ktoś chce płakać cały dzień, niech używa.

                Mozna kupić 500 ml zelu pod prysznic Ziaja za 5 -6 zł, ale juz jakikolweik problem skórny wyklucza absolutnei szampony marketowe i tutaj wydajemy 20 zł na szampon. Oszczedzisz na jednym wydasz więcej na drugie .





                • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:40
                  Makijaż to jest rzecz niekonieczna, czyli można z niej bez problemu zrezygnować. A problemy skórne i inne... Nie każdy to ma. Ja nie domagam się, żeby każdy uwzględnił w swoim budżecie koszt soczewek i płynu do nich, bo ja mam wadę wzroku. Ja na to wydaję, ktoś inny nie musi.
                  • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:46
                    Ja akurat muszę. I idąc twoim tropem mogłabym teraz powiedzieć - akurat soczewki i płyn do nich to rzecz niekonieczna i mozna z nich bez problemu zrezygnowac, bo przecież mozna kupić raz a dobre okulary i to jeszcze w połowie refundowane przez NFZ, w typie bryli : P
                    • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:48
                      Można, dlatego nie powiem, że soczewki to rzecz niezbędna. To jest luksus, który może być zastąpiony tańszym odpowiednikiem.
                      • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:53
                        No wiec właśnie.

                        Caly ten watek jest jednym wielkim udowadnianiem, z e zycie moze być tanszym odpowiednikiem.

                        Mozna sie nie malować, mozna nosić koszmarne okulary z refundacji, zamiast soczewek, mozna niE chodzić do dentysty, mozna nei uprawiać seksu, mozna chodzić zimą w trampkach, mozna pracowąć z zapaleniem nerek, mozna jesc ryz z białym serem, bo żołte sery, masło i mięso są niezdrowe i za drogie - wszystko mozna...Mozna też zywić sie w jadłodaniach brata Alberta, tylko CO TO WSZYSTKO MA WSPÓLNEGO Z NIEZALEZNOSCIĄ FINANSOWą?
                        • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 15:04
                          O kurde. Ze skrajności w skrajność. Mnie stać już teraz na 100 Isador w miesiącu, a jednak swego czasu znalazłam rewelacyjne kosmetyki z niższych półek i się ich trzymam, bo dlaczego nie? I nie mają nic wspólnego z pomarańczowymi twarzami i jakimiś problemami skórnymi. Jak chcesz to mogę Ci powiedzieć co jest godne uwagi a co nie IMHO. Tajemnicą wielką nie jest też, że górna półka nie równa się automatycznie lepsza jakość, bo dla mnie Lancome Extreme przegrał z Maybelline Volume Extreme (w promocji mniej niż 20zł), a żel do twarzy LRP Toilette Physiologique z żelem Ziaja Calma HC..
                          Aha, i nie znam nikogo kogo żele Ziai Blubel by uczuliły powodując jakieś niebotyczne problemy skórne, o których mówisz. Miliony ludzi je kupują bo są dobre i tanie i mają taki sam skład jak żele 2 razy droższe..No chyba, że mówisz o kimś z jakąś mega alergią lub chorobą skórną - ale to nie jest statystyczny student i chyba o takich ludziach nie rozmawiamy, bo wiadomo, że oni muszą używać drogich kosmetyków leczniczych..
                          Nie rozumiem takiego zapierania się, że SIĘ NIE DA. Da się, tylko trzeba być zaradnym i mieć głowę na karku. I szukać okazji, zamienników, liczyć. Jak ktoś prezentuje postawę, że "się nie da", to IMHO jest mało zaradny i jakiś dupowaty (sorki, nie piję bezpośrednio do Ciebie:)
                          • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 15:21
                            >Mnie stać już teraz na 100 Isador w miesiąc
                            > u,

                            Dziękuję za te wiele wnoszaca informację. Mnie wystarcza jedna na rok.

                            >Aha, i nie znam nikogo kogo żele Ziai Blubel by uczuliły powodując jakieś niebo
                            > tyczne problemy skórne, o których mówisz.

                            A moze byłabyś tak łaskawa przeczytać post na który odpowiadasz, to wtedy nie odpowiadałabyś na rzeczy nienapisane, hę? Chyba czlowiek inteligentny powinien potrafić przeczytać krótki tekst ze zrozumieniem - a tam wyraznie stoi napisane coś innego.

                            żel do twarzy LRP Toilette Phy
                            > siologique z żelem Ziaja Calma HC..

                            No widzisz, a mnie nic tak potwornie nie uczuliło jak Zel Calma Zai, no moze jeszcze Flos Lek . Bo ja mam skóre ATOPOWĄ. LRP też nie moge używac. Uzywam Pharmaceris , bo metodą prób i błedów okazało sie, ze to jest wlasnie to.


                            Jak ktoś pr
                            > ezentuje postawę, że "się nie da", to IMHO jest mało zaradny i jakiś dupowaty (
                            > sorki, nie piję bezpośrednio do Ciebie:)

                            Mnie to kompletnie nie interesuje - dla mnie może dać się nawet i za 200 zł jesc przez miesiąc. Wszystko się da. Pokazuję tylko konsekwencje tych działań. A studia skonczyłam dawno temu.
                            • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 16:22
                              No skoro masz AZS to trudno - musisz uderzać w inną półkę. Ale to nie jest średnia i nie rozmawiamy tu o studentach z AZS.

                              > Mnie to kompletnie nie interesuje - dla mnie może dać się nawet i za 200 zł jes
                              > c przez miesiąc. Wszystko się da. Pokazuję tylko konsekwencje tych działań.

                              No ale nic nie pokazujesz. Na razie pokazujesz, że bez 1000zł od rodziców nie da się w ogóle studiować. A na świecie jest masa zaradnych studentom, którym się to jednak udaje i tyle. i tak samo - możesz wierzyć lub nie.
                              • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 16:29
                                To nie moja wina , ze tego nie widzisz.
                              • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 19:13
                                jakkolwiek by nie chwalić tej zaradności, studia dzienne nie są po to, żeby pracować. jest to całkiem proste. są przecież studia dla pracujących, tak. więc jeśli ktoś uważa, że na studiach powinien zajmować się głównie zarabianiem, to niech idzie na takie studia, które z pracą (poza dorabianiem) nie kolidują w żaden sposób.

                                bo niestety, ale jeśli, ktoś twierdzi, że pracuje przed zajęciami, po zajęciach oraz w soboty i niedziele, a czasami jeszcze zarywa nocki, to z całą pewnością są to studia zmarnowane. no ale dyplom czy tam licencjat będzie. reszta jest widocznie małoważna.
                                • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 18.03.11, 22:49
                                  Obie jak widać nie musiałyście wybierać, bo rodzice zapewnili Wam odpowiednie warunki byście studiowały dziennie. Studia zaoczne KOSZTUJĄ - dlatego część studentów próbuje jednak godzić studia dzienne z pracą. I zapewniam Was - nie dla fun'u, tylko z konieczności. I tym bardziej nie rozumiem wyśmiewania tego, że tacy ludzie próbują i kombinują i kupują tanie rzeczy..
          • hermina5 O czym ten watek w ogóle jest? 16.03.11, 14:25
            Im dłuzej czytam ten watek, tym bardziej odnosze wrażenie, ze to jest watek, "jak przezyć , głodując i nie mając zadnych potrzeb a uczac się i dorywczo pracując" , a nie " jak uniezaleznić się finansowo na drugim roku studiów" . W tym kontekscie to najbardziej niezalezny jest bezdomny....

            To jakaś paranoja - kiedyś był tu taki watek jak przeżyć miesiac z rodziną za 400zl zł i ten watek coraz bardziej mi go przypomina - tam radzono, by chodzic do sklepu i prosic o kości z okrawkami miesa, a potem gotowac na tym zupę z ryzem, bo ryz syci i jest tani oraz wałesać sie po targach w godzinach ich końca czyli okolo 15.00 i prosić o lekko nadgniłe,niesprzedane warzywa. Sugerowano też pójsc do jadlodajni dla bezdomnych. Coraz bardziej widzę, ze te rady mozna spokojnie wykorzystać w ramach zdobywania neizaleznosci finansowej...
            • lady.baba Re: O czym ten watek w ogóle jest? 16.03.11, 14:39
              Jeden w ramach niezależności finansowej będzie miał apartament, osobistego kucharza i kilka jachtów, inny normalne mieszkanie, samochód i sporo pieniędzy na przyjemności, a jeszcze ktoś inny współdzielony pokój w mieszkaniu i konieczność rezygnacji z wielu rzeczy. I gwarantuję ci, że ten ostatni gdyby mógł na pewno byłby w którejś z pozostałych grup. Tylko nie każdy w danej chwili ma taką możliwość. a piszemy po prostu o tym, jak realnie wygląda samodzielność finansowa studenta. A wygląda ona tak, że często wymaga wyrzeczeń i to sporych. Czego tu nie rozumiesz?
              • hermina5 Re: O czym ten watek w ogóle jest? 16.03.11, 15:10
                Głownie tego, ze ciągle udowadniasz innym, jak to wspaniale się ograniczać i jaką to daje niezaleznosc. A ja uwazam, z e nic tak nie ogranicza jak niezaleznosc polegajaca na samych ograniczeniach. W tym wypadku lepiej po prostu isc do pracy od razu i odpuscić sobie studia .

                Studia to czas na rozwijanie się , rozwijanie swoich pasji, zainteresowań , uczenie jezyków, które dla mnie są wlasnei rozwojem KULTURALNYM, a nie podnoszeniem kwalifikacji , czytanie, czesto studiowanie jednoczesne dwóch kierunków, działania społecznikowskie - fundacje, stowarzyszenia itp . Tak pamietam swoje studia. I kiedy czytam o mlecznej zupie i 100 grqamach pstraga to myslę sobie wprost - wole JEDNEGO pasjonata na danym kierunku niz 10 studentów, którzy pracują, usiłują sie utrzymać, a w meidzyczasie - soć studiuja. Studia nie sa kobieczne dla wszystkich i lepeij by nie wszyscy je kończyli. Zwłaszcza w trybie, w któym nie bardzo mają czas, aby sie czegokolwiek nauczyć.
                • lady.baba Re: O czym ten watek w ogóle jest? 16.03.11, 15:56
                  Żeby nie było, że się chwalę to napiszę po prostu o osobach z mojego otoczenia studenckiego. Sporo z osób, które musiały być w pełni, albo w dużym stopniu samodzielne (bo nie powiesz mi, że 300 zł od rodziców, przy braku możliwości dostania stypendium socjalnego to jest kolosalna kasa, za którą da się przeżyć) uczyło się świetnie. Między innymi dlatego, że umieli dobrze organizować swój czas. Wiele razy podkreślałam, że mówię o kierunkach humanistycznych. Ci ludzie w wakacje jechali pracować za granicą, czyli potem z tego co odłożone i korepetycji. Owszem, nie mieli czasu na przykład na działalność w fundacjach - na to mogą sobie zwykle pozwolić bogate dzieciaki i super, że im się chce. I nie musieli studiować na dwóch kierunkach - wystarczyło na jednym.

                  I nie wiem po co ci były te wszystkie działania społecznikowskie, chyba tylko jako wpis do CV. Najwyraźniej nie wyrobiły w Tobie na tyle wrażliwości społecznej i empatii, być czuła szacunek dla ludzi, którzy mimo konieczności wyrzeczeń są na to gotowi, by skończyć studia na dobrej uczelni.
                  • hermina5 Re: O czym ten watek w ogóle jest? 16.03.11, 16:35
                    Najwyraźniej nie wyrobiły w Tobie na tyle wrażliwości społeczne
                    > j i empatii, być czuła szacunek dla ludzi, którzy mimo konieczności wyrzeczeń s
                    > ą na to gotowi, by skończyć studia na dobrej uczelni.

                    Wyrobiły i to ogromna, co zauwazyłabyś w tym watku, gdybyś przeczytała cokolwiek dotyczacego czegoś innego niż czubek twojego nosa. Problem polega na tym, ze ty uwazasz, ze konieczność wyrzeczeń ponad miarę jest normalna - nie przyjdzie ci nawet do głowy, ze ktoś moze po prostu nie być w stanie podołać takimu trybowi studiowania, bo najzwyczajniej musi sie uczyć dłuzej niz inni, a opuszczanie pracy w sesji kończy sie wylaniem. W twojej doskonalej organizacji takie przypadki w ogóle się nie zdarzająi nei maja miejsca.
                    .
                    >Owszem, nie mieli czasu na przykład na działalność w fundacjach - na to mogą
                    > sobie zwykle pozwolić bogate dzieciaki i

                    Bzdura. W tych fundacjach najwiecej jest ludzi, którzy myslą, ze warto coś zrobić dla innych, mimo, ze samemu często gęsto nie ma sie duzo.
                    • lady.baba Re: O czym ten watek w ogóle jest? 16.03.11, 16:42
                      Ja w Twoim wątku wyczytałam, że jak ktoś ma studiować kosztem wyrzeczeń to najlepiej nich pójdzie na zaoczne. A to uważam za bardzo niesprawiedliwe wobec tych, którzy mimo braku zamożnych rodziców chcą mieć dobrą edukację (zaoczne są często gorzej traktowane nawet przez samych wykładowców). Wygląda na to, że przeszkadzają ci studenci godzący naukę i pracę, bo nie dorastają do twojego wzorca idealnego studenta, który studiuje na dwóch kierunkach, jest wolontariuszem, uczy się 3 języków i co drugi wieczór jest w teatrze.

                      Ja nigdzie nie napisałam, że konieczność ogromnych wyrzeczeń jest obowiązująca dla wszystkich. Piszę tylko, że znam ludzi, którzy to robią i wiem, że jest to MOŻLIWE. Tylko tyle.
                      • hermina5 Re: O czym ten watek w ogóle jest? 16.03.11, 16:47
                        Wygląda na to, że przesz
                        > kadzają ci studenci godzący naukę i pracę,

                        Przede wszystkim przeszkadzają mi studenci jeczacy o zaliczenia, nie przychodzący na połowę zajęć, dopraszający sie notatek i kserówek z wykładów, na których nie byli nigdy ,bo PRACUJĄ i nie maja czasu, a kiedyś musza spac. Efekt jest taki, ze kiedyś studiowało 100 osób, teraz na tym samym roku jest 250, z czego 150 NIGDY nie powinno się tam znależć w takim trybie studiowania, w jakim studiują, a poziom leci na łeb na szyję.


                        • lady.baba Re: O czym ten watek w ogóle jest? 16.03.11, 16:53
                          Pretensje po pierwsze do władz uczelni, bo nikt nie kazał im zwiększać limitu przyjęć. Po drugie do wykładowców, którzy zaliczają, mimo że egzaminowany nie ma pojęcia o przedmiocie. Poza tym, nie masz obowiązku dawania nikomu notatek. A co do wykładów to przypominam, że są one nieobowiązkowe. Ja wiem, że sporo osób, które na studiach nie pracowały miało spore problemy z przychodzeniem na zajęcia, bo kac męczył.
                          • hermina5 Re: O czym ten watek w ogóle jest? 16.03.11, 17:38
                            Alez ten limit przyjęć jest napędzany gospodarczo i najmniejsza w tym wina studentów!

                            Te dzieciaki po prostu uwierzyły naiwnie, ze wyzsze wykształcenie = dobra praca, a obecnie już masowo produkujemy tzw. prekariat kognitywny czyli ludzi biegajacych z wywieszonym jezykiem od zlecenia do zlecenia, bez zadnych socjalnych zabezpieczeń, lub pracujących na taśmach produkcyjnych. To ejst o wiele za powazny problem , zeby mozna było od tak o nim mowić uzalezniajac to od wądz uczelni - oni są jednym z trybów bardzo nieciekawej maszyny...
                • mumia_ramzesa Re: O czym ten watek w ogóle jest? 16.03.11, 18:46
                  hermina5 napisała:
                  > Studia to czas na rozwijanie się , rozwijanie swoich pasji, zainteresowań , uczenie
                  > jezyków, które dla mnie są wlasnei rozwojem KULTURALNYM, a nie podnoszeniem
                  > kwalifikacji , czytanie, czesto studiowanie jednoczesne dwóch kierunków, działania
                  > społecznikowskie - fundacje, stowarzyszenia itp . Tak pamietam swoje studia.

                  Ach, cieszymy sie ze jestes taka rozwinieta! I taka spolecznica!
                  A ja z tym swoim pstragiem w ilosci 100 g i to jeszce niecodziennie! Wstyd mi, powinnam isc do roboty a nie na studia!
                  • six_a Re: O czym ten watek w ogóle jest? 16.03.11, 19:23
                    a propos pstrąg, to jak już chcemy być hiperoszczędni, to tacka jest wyjściem najgorszym. wszystko porcjowane, krojone i pakowane indywidualnie jest najdroższe. więc jak najbardziej trzeba kupić pstrąga kilogram i zamrozić, a potem można sobie po jednej sztuce rozmrażać i jeszcze efekt wzrostu ceny być może ominie, zanim się do końca zapasu dojedzie.
                    • hermina5 Re: O czym ten watek w ogóle jest? 16.03.11, 19:26
                      Równiez tak uwazam, dlatego jesli widze ładne, swieze, to ponizej 4 nie schodzę . Nikt nie zmusiłby mnie do kupienia porcjowanej ryby!

                    • mumia_ramzesa Re: O czym ten watek w ogóle jest? 16.03.11, 19:44
                      To prawda, dlatego w kilkuosobowej rodzinie wychodzi mniej na osobe. Jednak ryba mrozona nie jest tak smaczna i nie jest to jakas straszna roznica w cenie. Jak nie trzeba liczyc kazdej zlotowki to nie ma znaczenia. Wole kupic np. filet z kurczaka niz calego ptaka i sie z nim bawic.
                      • hermina5 Re: O czym ten watek w ogóle jest? 16.03.11, 20:14
                        A jaka to ty kupujesz w sklepierybę jak nie mrozoną i to jeszcze mechanicznie patroszoną ? Przecież nie swieżą!
                        • mumia_ramzesa Re: O czym ten watek w ogóle jest? 17.03.11, 13:05
                          Czasem kupuje niemrozona, jakos jestes malo kumata, mimo doskonalego wyksztacenia.
                          • hermina5 Re: O czym ten watek w ogóle jest? 17.03.11, 13:16
                            >jakos jestes malo kumata,

                            Widać nie nauczyli mnie "kumania"
                            • mumia_ramzesa Re: O czym ten watek w ogóle jest? 18.03.11, 16:57
                              Szkoda, kumanie przydaje sie bardziej niz 5 jezykow obcych.
        • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:38
          Można być bogatym i niesamodzielnym, albo biednym i samodzielnym, To, że ktoś nawet nie ma tuszu do rzes, bo go akurat nie stać to nie jest niesamodzielność.
          • anais_66 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 01:27
            lady.baba napisała:

            >To, że ktoś nawet nie ma tuszu do rzes, bo go akurat nie stać to nie jest niesamodzielność.

            Dziś nie masz tuszu, jutro nie będzie Cię stać na chleb. Co to za życie?.. :(
            • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 08:12
              A umiesz odróżnić rzeczy niezbędne do życia od zbytków? Chyba nie. Ja sobie zdaję sprawę, że nawet moje minimum, którym dysponowałam dla wielu ludzi jest nieosiągalne. Czyli: możliwość zjedzenia codziennie ciepłego posiłku i ogólnie najedzenia się wartościowymi produktami, a nie zapchania żołądka kaszą z tłuszczem, możliwość zaspokojenia potrzeb kulturalnych - mnie było stać na bilet promocyjny do kina czy wejściówkę na DKF, mogłam sobie kupić książkę czy prasę, jaka mnie interesuje, co nie oznacza, że stać mnie było na wejście do empiku i wyjście z pełną torbą. Chyba wyrosłaś pod kloszem i kompletnie nie masz pojęcia o rzeczywistości, albo nie umiesz docenić tego, co masz.

              Zresztą i w znacznie lepszych czasach zdarzało się, że nie miałam żadnych kosmetyków do malowania się, bo wolałam odłożyć pieniądze i zainwestować w coś. Zresztą teraz zarabiam duużo lepiej i też nie mam tuszu.
      • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:43
        >ksizek tez sie nie kupuje raczej w obecnych czasach

        Wspołczuję towarzystwa, w którym się obracasz... W moim się kupuje, pożycza sobie i rozmawia o nich. No ale ja wg ciebie jestem snobką :)
        • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 15:08
          Hermina, może miałaś szczęście, że pochodzisz z rodziny, którą stać na utrzymanie Ciebie i zapewnienie Ci tylu rzeczy? Tym bardziej powinnaś to doceniać z pokorą, a nie rzucać się na tych, którzy takiego szczęścia nie mieli i musieli kombinować chodząc w ciuchach z sh. To nie zawsze jest wybór, czasami to konieczność.
          • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 15:27
            Hermina, może miałaś szczęście, że pochodzisz z rodziny, którą stać na utrzyman
            > ie Ciebie i zapewnienie Ci tylu rzeczy?

            Ilu rzeczy? Piszemy o książkach, a nie o " tylu rzeczach". Wyżej piszesz , ze kupujesz ksiązki na allegro, wiec też je kupujesz, zatem nie wyjezdzaj mi z ciuchami z SH. Znam mnóstwo rodzin majacych samochody, którego ni emam , domy, którego nie mam, wycieczki zagraniczne , DVD i inne duperele, którym NIGDY nie przyjdzie do głowy, aby kupić KSIAZKE, choc mają na to gigantyczne, w porównaniu z moimi, srodki, wiec nie pakuj mi tu demagogii o SH.
            • ofelia1982 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 16:25
              Zastanawiam się co takiego w normalnych wypowiedziach budzi taką agresję..pozdrówki wiosenne
              • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 16:37
                Przypisywanie innych cech i zachowań, których nie reprezentują.
    • tiuia Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 15:11
      Ja studiowałam na dziennych dość dawno temu. Ale bardzo szybko zaczęłam się sama utrzymywać (drugi - trzeci rok). Dostawałam 200 - 300pln stypendium socjalnego, zarabiałam też na bardzo różne sposoby:
      - przepisywanie prac na komputerze,
      - tłumaczenia z angielskiego i na angielski,
      - robienie rysunków i animacji na zamówienie (akurat uczyłam się odpowiedniego programu, więc łączyłam naukę z zarobkiem).
      A na ostatnim roku dostałam pracę w jednej z firm: przenoszono akurat archiwum do komputera i trzeba było przenieść do autocada setki rysunków technicznych. Robiło to oprócz mnie jeszcze paru studentów z mojego roku.

      Ps: Jak ktoś nie na zbyt wielkich zarobków, to nie wynajmuje dla siebie pokoju za 800pln (zresztą to chyba cena za jakiś wypas w centrum Wa-wy), tylko do spółki z drugą osobą, i wtedy koszt jest o wiele niższy. A na jedzenie w życiu nie wyszłoby mi aż 600pln miesięcznie.

      A co do wegetacji: pomimo małych zarobków nie wegetowałam. Chodziłam do teatrów, kin, na wystawy (darmowe bilety dla studentów rozdawane przez niektóre gazety), na imprezy ze znajomymi (bo na piwo zawsze jakiś grosz się znalazł;D), a nawet czasami wyjeżdżałam na wycieczki weekendowe - np. w góry;P
      • agata1991x Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 15:34
        tiuia napisała:

        > Ja studiowałam na dziennych dość dawno temu. Ale bardzo szybko zaczęłam się sam
        > a utrzymywać (drugi - trzeci rok). Dostawałam 200 - 300pln stypendium socjalneg
        > o, zarabiałam też na bardzo różne sposoby:
        > - przepisywanie prac na komputerze,
        > - tłumaczenia z angielskiego i na angielski,
        > - robienie rysunków i animacji na zamówienie (akurat uczyłam się odpowiedniego
        > programu, więc łączyłam naukę z zarobkiem).
        > A na ostatnim roku dostałam pracę w jednej z firm: przenoszono akurat archiwum
        > do komputera i trzeba było przenieść do autocada setki rysunków technicznych. R
        > obiło to oprócz mnie jeszcze paru studentów z mojego roku.
        >
        > Ps: Jak ktoś nie na zbyt wielkich zarobków, to nie wynajmuje dla siebie pokoju
        > za 800pln (zresztą to chyba cena za jakiś wypas w centrum Wa-wy), tylko do spół
        > ki z drugą osobą, i wtedy koszt jest o wiele niższy. A na jedzenie w życiu nie
        > wyszłoby mi aż 600pln miesięcznie.
        >
        > A co do wegetacji: pomimo małych zarobków nie wegetowałam. Chodziłam do teatrów
        > , kin, na wystawy (darmowe bilety dla studentów rozdawane przez niektóre gazety
        > ), na imprezy ze znajomymi (bo na piwo zawsze jakiś grosz się znalazł;D), a naw
        > et czasami wyjeżdżałam na wycieczki weekendowe - np. w góry;P


        gadanie, gadanie, gadanie
        naciągane bzdury
        wydumane frazesy
        nic tylko puscuc płazem i nie wracać do sloganów..
        • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:18
          A co to, wiersz nowoczesny?:)
        • tiuia Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:49
          > naciągane bzdury
          > wydumane frazesy

          Że niby ściemniam coś tutaj?
          Nie piszę tu o historii z dupy wziętej, tylko o moim życiu. Nie chcesz wierzyć, że nie trzeba być 'milionerem' żeby studiować, to nie wierz. Mam to gdzieś.
    • ritsuko Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:12
      Ja tyle na 3-4 roku zarabiałam. Nie zaraz po liceum, ale w końcu człowiek nabywa doświadczenie, dostaje podwyżki, może negocjować. Co w tym dziwnego? Do tego pamiętaj, że studia bywają zaoczne, a w pracy nie siedzisz 24h na dobę, kwestia organizacji czasu :)
    • chersona Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:08
      Mnie interesuje, co takiego się jada, żeby wyszło 300 złotych miesięcznie. Dzienna stawka dla przedszkolaka w przedszkolu państwowym na Żoliborzu to 8 złotych. Wchodzi w to śniadanie, obiad i podwieczorek. Posiłki są dotowane. Dni przedszkolnych jest w miesiącu 20-22, czyli około 160-170 złotych. a przecież nie jest to wyżywienie kompletne i w grę wchodzą dzieci, które jedzą dużo mnie.
      Szkolne obiady - dotowane przez państwo (gminę), to koszt 80 złotych miesięcznie (22 obiady).
      Co trzeba jeść, żeby zmieścić się w 300 złotych?
      Co do korków i dorabiania - studenci pracują, a poziom studiów spada na łeb na szyję. zastanawiam się, kto te korki daje? nie powierzyłabym swego dziecka osobie, która odbębnia studia na pół gwizdka, bo chce się utrzymać z korków. Praca, to praca, a studia to studia. nie można się przykładać do obydwu.
      • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:21
        Rozumiem, że jak ci kiedyś pracodawca powie: droga pani, dziecko to dziecko, praca to praca, nie można się przykładać do obydwu to mu przytakniesz?

        Ja pisałam o ok 400 miesięcznie, pisałam co się jada wtedy. Tak naprawdę ludziom się wydaje, że jedzenie kosztuje majątek bo wydają masę pieniędzy na zbędne smakołyki, takie jak słodycze, przegryzki, gotowe potrawy do odgrzania, alkohol, niby dietetyczne jogurciki, płatki i inne bzdety. Ani to tanie, ani zdrowe. aha, wsuwanie kilograma mięsa dziennie też człowiekowi nie służy. Poza tym wiele osób wyrzuca sporo jedzenia, to też strata kasy.

        Co jeść?
        Np. na śniadanie bułka z pasta jajeczną, na zajęcia kanapki z twarożkiem + jabłko, obiad: ryba smażona (kawałek, nie cała), ryz, surówka z marchewki, , na kolację kanapki. nic wyrafinowanego, nic drogiego. Aha, wiadomo, że są dni tańsze i droższe, chodzi o średnie wydatki na jedzenie miesięcznie.

        Może i poziom studiów spada, ale jak wykładowcy dają zaliczenie za zero wiedzy, bo góra ciśnie? Ty nie powierzysz dziecka studentowi, inni rodzice to zrobią. Ja miałam sporo uczniów z polecenia, czyli poprzedni klienci byli zadowoleni.
        • chersona Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 19:25
          może korepetycje dla dziecka nie będą potrzebne. ani ja, ani mąż w okresie edukacji z korków nie korzystaliśmy, a były to czasy, kiedy - jak mawiają wykładowcy - praca magisterska wyglądała tak, jak teraz wyglądają doktoraty.
          powiem szczerze, że nawet 400 złotych na łebka za jedzenie mnie przerasta - w sensie, że my się w tym nie mieścimy. myślę, że lekko licząc na naszą trójkę na jedzenie idą 2 tysiące miesięcznie. powiem więcej, kot to jest koszt 100-120 złotych. słodyczy nie kupujemy, mięso jadamy sporadycznie. ale jak kupujemy chleb, masło, ser, to z górnej półki. nie polemizuję z nikim w kwestii jedzenia, po prostu stwierdzam, że dla mnie zamknięcie się w takich kwotach jest nieosiągalne. kurka, myślę sobie, ile kasy moglibyśmy zaoszczędzić! w dodatku powiem, że i ja i dziecko jemy naprawdę niewiele.
          • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 19:34
            Pewnie w tej górnej półce tkwi sekret. Rzecz jasna nie twierdzę, że za 400 złotych można odżywiać się luksusowo, żywnością ekologiczną i jajami kur zielononóżek z wolnego chowu:) Natomiast przy odrobinie starań i dobrym planowaniu można jeść smacznie i całkiem zdrowo. Zamiast chleba jadałam zwykle ciemne bułki po 40 groszy, masło - roślinne, ser - zwyczajny. Ale sporo sezonowych warzyw i owoców, nie tak źle.
            • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:33
              Całe życie będziesz oszczędzać na jedzeniu?
              Tobie gratuluję. Dzieci mieć nie powinnaś. A jeśli masz powinni ci odebrać.
              • sundry Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:54
                Ale ona wcale nie pisze, że je tylko najtańszą mielonkę i zupki chińskie. Chyba nie sądzisz, że tylko jedzenie z Almy jest zdrowe? Można jeść zdrowo i tanio.
                • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:33
                  Żeby dostać od jaśnie oświeconej pozwolenie na dziecko trzeba udokumentować wydatki żywnościowe rzędu 3 tysiące miesięcznie. Co najmniej przez trzy lata.
                • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 22:03
                  Oczywiscie ze tak. Powiem wiecej: to drogie produkty (sery zolte, maslo, wedliny) sa najbardziej niezdrowe. Mozna sie zywic warzywami, owocami, serem bialym chudym, ryzem, ziemniakami, rybami i miesem w malych ilosciach i wydawac 300 - 350 PLN/ mies. na osobe.
                  • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 10:39
                    >rybami

                    Ty chyba nie wiesz ile ryba kosztuje - ryby są obecnie droższe od mięsa! Mówię o rybie, a nei o zamrozonym filecie z pangi czyli zamrozonym syfie.

                    > maslo,

                    Wg ciebie masło jest niezdrowe? A margarynke nie daj Boze uzywasz? To sprawdz co jesz.
                    • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 10:49
                      Ja używam masła roślinnego. Ostatnio robiłam badania okresowe, mam świetne wyniki, więc chyba nie tak źle z moim zdrowiem. Nie mam żadnych niedoborów, czyli mój sposób odżywiania jest niezły.
                      • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 10:51
                        Ale jesz utwardzoną chemie czyli sam syf - jesz mneij wiecej to, co jadłabyś ciodzinnie smaząc frytki na uzywanych już 5 krotnie oleju. To nei chodzi o niedobory, ale o zatruwanie siebie. Juz lepeij nie smarować niczym niz masłem roslinnym - sztandarowym produktem póznego PRL.
                    • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 11:27
                      hermina5 napisała:

                      > Ty chyba nie wiesz ile ryba kosztuje - ryby są obecnie droższe od mięsa! Mówię
                      > o rybie, a nei o zamrozonym filecie z pangi czyli zamrozonym syfie.

                      Nie trzeba jesc pangi, mozna kupic dorsza, morszczuka, mintaja i wiele in. ryb. Pstrag kosztuje 5-6 zl/szt. Nie trzeba jesc ryb (ani in. miesa) codziennie i wystarczy 100 g/dzien.

                      > Wg ciebie masło jest niezdrowe? A margarynke nie daj Boze uzywasz? To sprawdz co jesz.

                      Tak, wszelkie tluszcze zwierzece (poza tymi w rybach morskich) sa niezdrowe i to nie wg mnie. Plaga chorob ukladu krazenia skads sie przeciez wziela. Polecam zainteresowanie sie tym tematem.
                      Nie uzywam ani masla ani margaryny, tylko niekt. oleje w malych ilosciach.
                      • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 13:52
                        Moja droga, pstrąg nie kosztuje 5-6 zł. Pisząc takie rzeczy pokazujesz tylko, z e nie masz pojecia o robieniu zakupów. Kilogram pstraga kosztuje w hipermarkecie 22- 18 zł, w przecenach 13-14 (one zdarzaja sie raz na miesiac lub raz na dwa miesiece) Widac ci o tym nie wiaodmo, ale nie kupisz 100 gram ryby - jak sugerujesz ponizej.

                        >ie trzeba jesc ryb (ani in. miesa) codziennie i w
                        > ystarczy 100 g/dzien.

                        Tak sie składa, z e miesa nie jem od 12 lat w ogóle. I wiem JAK drogi jest wegetarianizm, co go odróżnia od zapychania się białym ryżem z białym serem. 100 gram pstraga , wybacz, ale mnie rozbawiasz...Kiedy oprawiałas ostatnio taką rybe jak pstrąg ? Bo coś mi się wydaje, ze nigdy.

                        > Tak, wszelkie tluszcze zwierzece (poza tymi w rybach morskich) są niezdrowe

                        Zatem ich nie jedz. Tylko twój problem polega na tym, ze twierdzisz, ze sery zólte ( zabawne okreslenie) sa niezdrowe, masło również, miesa i ryb nie trzeb jesc codziennie, za to postulujesz jedzenie rafinowanego, biaego ryzu i chudego białego sera czyli klasycznę dietę niedoborów - ani nie ma w niej zrównowazonych węglowodanów, ani zrównowazonych bialek - za to jest TANIA.


                        • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 16:17
                          Gdzie ja napisalam, ze kupuje 100 g ryby? Czytaj ze zrozumieniem!
                          Dziwne, bo ja widze pstragi po 5-6 PLN/szt. Pstraga nie oprawiam, kupuje zawsze tylko bez wnetrznosci. Powiem wiecej: w UK tez zywilam sie pstragami, bo byly wzglednie tanie.
                          Robie zakupy prawie codziennie, alemoze mam zaklocone postrzeganie rzeczywistosci. To, ze wydaje tylko tyle na zywnosc to tez pewnie zwidy!
                          Co to jest ryz rafinowany i gdzie polecam jedzenie bialego ryzu? Mozesz jesc nawet ryz dziki, co tomnie obchodzi? Miliony osob zywia sie bialym ryzem, a ryz ten jest niezdrowy tylko dla tych, dla ktorych jest jedyna zywnoscia. przy zrozncowanej diecie nie ma znaczenia, czy zjesz kilka lyzek ryzu bialego czy innego. Poza ryzem sa tez inne "zapychacze" (ktorych zreszta jem malo) kasze, ziemniaki.
                          Dla mnie bezmiesna dieta jest tania, ale ja sie nie snobuje na wegetarianke i pie.prze liczenie kalorii, "zrownowazone bialka" i "zrownowazone weglowodany". A teraz wyraz zdziwienie, ze ja jeszcze zyje! :-D
                          • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 16:43
                            >Dziwne, bo ja widze pstragi po 5-6 PLN/szt.

                            Gdzie, bo ja wszedzie w Polsce widuję tylko rybę na kilogramy, a nie na sztuki? Sztukę mozesz kupić, ale one będzie przeliczona na gramy!

                            >straga nie oprawiam, kupuje zawsze
                            > tylko bez wnetrznosci.

                            Nie polecam, to niemal zawsze są ryby stare.

                            >Co to jest ryz rafinowany i gdzie polecam jedzenie bialego ryzu?

                            Ryz rafinowany to ryz oczyszczony, bez łusek .

                            >Miliony osob zywia sie bialym ryzem,

                            Wcale nie miliony, ryz chiński i ryz w paczkach to zupełnie inny ryz
                            .
                            . przy zrozn
                            > cowanej diecie nie ma znaczenia, czy zjesz kilka lyzek ryzu bialego czy innego.

                            Juz ustalilismy, ze dieta, która polecasz nie ejst zróznicowana , ale najtańsza.

                            >Dla mnie bezmiesna dieta jest tania, ale ja sie nie snobuje na wegetarianke

                            Za to nie mas zpojecia o odzywianiu, wiec dla ciebie wegetarianizm to snobizm, a nie sposób zbilansowanego odzywiania.



                            • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 17:16
                              > Gdzie, bo ja wszedzie w Polsce widuję tylko rybę na kilogramy, a nie na sztuki?
                              > Sztukę mozesz kupić, ale one będzie przeliczona na gramy!

                              Tak, jest zwazona i sprzedawana na sztuki na tackach. Tobie to przeszkadza?

                              > Nie polecam, to niemal zawsze są ryby stare.

                              Umiem rozpoznac stara yrbe i nie interesuje mnie co Ty polecasz.

                              > Ryz rafinowany to ryz oczyszczony, bez łusek .

                              Pierwsze slysze okreslenie "ryz rafinowany". Poza tym nie mam ochoty prowadzic dyskusji o ryzu, bo jadam go sporadycznie. Nie wiem skad wywnioskowalas, ze zywie sie wylacznie bialym ryzem z bialym serem. Moze czytaj uwazniej!

                              > Juz ustalilismy, ze dieta, która polecasz nie ejst zróznicowana , ale najtańsza.

                              Gdzie tak ustalilismy? Nie zywie sie tak z biedy tylko z przyczyn zdrowotnych, myslalam ze jasno to napisalam na poczatku. Owszem mam diete zroznicowana, chyba ja to wiem lepiej niz Ty?

                              > Za to nie mas zpojecia o odzywianiu

                              Owszem, mam pojecie, chociazby z powodu mojego wyksztalcenia.
                              Moze nam jeszcze wyjasnisz co to sa "zrownowazone weglowodany" i "zrownowazone bialka". Skorzystajmy wszyscy z Twojej niewatpliwej wiedzy na temat zdrowego zywienia.
                              • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 17:35
                                >Tak, jest zwazona i sprzedawana na sztuki na tackach. Tobie to przeszkadza?

                                Tak mnie to strasznie przeszkadza i jeszcze po nicach sie sni:D Jedyną rybą, którą widzialm tak sprzedawaną w Polsce była wędzona makrela. Zadnej innej nigdy.

                                >Umiem rozpoznac stara yrbe i

                                Gratuluję,zwłaszcza taką zwazoną, bez łba i na tacce, zapakowaną w folii.


                                Nie wiem skad wywnioskowalas, ze zyw
                                > ie sie wylacznie bialym ryzem z bialym serem.

                                Bo kilka postów temu potępiałeś jedzenie zóltych serów, masla, wedlin, miesa i innych jako niezdrowe, a polecałeś jesc ryż i chudy biały ser, oraz mieso lub rybę w ilosci 100 gram, niecodzinnnie. Ja bym tego zblilansowąną dieta nie nazwała.

                                "zrownowazone weglowodany" i "zrownowazone
                                > bialka".

                                Proste. Jesli jesz oczyszczony ryz, to dostarczasz organizmowi węglowodanów pozbawionych całkowicie blonnika i witamin,węglowodanów prostych, jesz więc dokładnie to samo, czym jest np. makaron lub biała buła - wysoki indeks glikemiczny, wyrzut insuliny i szybki jej spadek, co powoduje dośc szybko spadek energii i kolejną falę głodu. Nie dosatrczsz organizmowi niczego oprócz chwilowego paliwa do wyrzutu energetycznego Wystarczyłoby ten biały ryż zastapić kaszą gryczaną i już efekt sie zmienia - trawienie trwa dłuzej, energia uwalniana jest stopniow i długo czujesz się syty , a co najwazniejsze, twoja trzustka nie wariuje.



                                • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 18:16
                                  > Gratuluję,zwłaszcza taką zwazoną, bez łba i na tacce, zapakowaną w folii.

                                  Nie dospiewuj sobie tego, czego nie napisalam. Ryba jest z lbem. Jak Ci nie odpowiada to sobie kupuj na wage. Chyba nie zjesz calego kilograma na 1 obiad na osobe?

                                  > Bo kilka postów temu potępiałeś jedzenie zóltych serów, masla, wedlin, miesa i
                                  > innych jako niezdrowe, a polecałeś jesc ryż i chudy biały ser, oraz mieso lub
                                  > rybę w ilosci 100 gram, niecodzinnnie.

                                  Wroc do tego postu i przeczytaj go ponownie, tym razem ze zrozumieniem.
                                  Niczego nie potepialam, pisalam ze tluszcz zwierzecy jest niezdrowy i jest to fakt.
                                  Dopiero twierdzilas, ze nie ma zoltych serow, a teraz sama uzywasz tego terminu?
                                  Fakt, ze latem jem mieso (w tym ryby, bo to tez mieso) rzadko, czasami raz na kilka tyg. albo mies., zima czesciej. zreszta zywienie sie miesem nie jest drogie. Drogie jest jedzenie serow zoltych, plesniowych, roznych wynalazkow twarozkowych, wedlin, masla i slodyczy.
                                  Nie robie zadnych bilansow, diet i in. pie... wierze ze jak mam jakies braki to organizm daje mi o tym znac i wtedy mam ochote np. na mieso. Zwierzeta tylko tak sie zywia i zyja. To sie nazywa instynkt.
                                  Co do miesa to wystarczy 100 g/dobe.

                                  > Proste. Jesli jesz oczyszczony ryz, to dostarczasz organizmowi węglowodanów po
                                  > zbawionych całkowicie blonnika i witamin,węglowodanów prostych...

                                  Juz napisalam, ze zywie sie nie tylko ryzem. Blonnik i witaminy mam z owocow i warzyw, nie zalapalas?

                                  Z tego co piszesz wynika, ze powinnam zejsc na pierwszym swoim wyjezdzie, wiec nie bede Cie szokowac szczegolami swojej diety. Mimo to przezylam (i towarzysze tej zywieniowej niedoli rowniez) i mialam sile przez 3-4 tyg. zapierniczac po gorach.
              • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:05
                Słuchaj, koniecznie prześlij moją wypowiedź na policję. Oto kobieta która zamierza mieć dzieci a je masło roślinne - WYSTERYLIZOWAĆ! :) Wyobraź sobie, że sporo ludzi żyje jedząc normalne jedzenie, a nie ekologiczną żywność z super hiper modnej farmy. Wszystkim dzieci odebrać?
                • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 10:43
                  Po co jesz utwardzony olej , zdajesz sobie sprawę jaki syf w siebie wrzucasz? Lpeiej w ogóle nie uzywac zadnego smarowidła. Nie ma czegos takiego jak masło roslinne - jest albo masło, albo olej, utwardzony płynny olej to jedna z najgorszych chemicznych substancji dla organizmu ludzkiego. Ostatnio dołaczyly do tego jeszcze produkty seropodobne z olejami mineralnymi (!) .

                  Efekt jest taki, jakbnyś jadła przesmazony, zjełczaly olej....
                  • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 10:56
                    Bo mi smakuje. Zresztą nie zawsze smaruję chleb i nie jem go w jakiś niesamowitych ilościach. Rozumiem, że ty jesz wyłącznie zdrowe produkty, nigdy nie pijesz piwa, nie zdarza ci się zjeść zapiekanki, chipsów, w życiu nie sięgnęłaś po batonika?
                    • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:03
                      nie zdarza ci się zjeść zapiekanki, chipsów, w życiu nie sięgnęłaś po ba
                      > tonika?

                      ale nie robię tego codziennie!
              • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:22
                To gdzieś 1/4 polskiego społeczeństwa też.
            • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 10:33
              >masło - roślinne

              nie ma czego takiego jak masło roslinne, to po prostu utwardzony olej, wiec lepeij już niczym nie smarować niz smarować czymś takim - po co sie truć?
              • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 11:02
                Nigdy nie jesz niczego niezdrowego?
                • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:01
                  Owszem , jem, np. zdarza mi sie chipsy.

                  Tylko, ze chipsy jem raz na miesiac, a masła uzywa sie w zasadzie codziennie, wiec nie warto się truć.
                  • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 14:05
                    Jem go mało, a poza tym: alkohol - sporadycznie, w życiu nie paliłam, napojów gazowanych i sztucznie słodzonych nie pijam, energetyków też nie. Czymś sobie trzeba szkodzić;)
      • zeberdee24 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:10
        Poziom studiów w Polsce hehe:) Dobry żart, jakby tu był jakiś poziom studiów kiedykolwiek to może kiedyś któryś Polak by coś wymyślił, jakoś komunistyczni doktorzy mimo swoich genialnych prac doktorskich nie mieli znacząco większych osiągnięć niż współcześni. Wtedy było zero i teraz też jest zero. A sorry - dawniej studenci mieli wkute więcej mądrych ksiąg.
        • rzeka.chaosu Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:18
          Hmm ciekawe, bo profesorowie z mojego wydziału zapraszani są na seminaria do USA, UK itp. wręcz się o nich zabiega. ;P Wydział jak najbardziej trzyma poziom i odnosi sukcesy. Studenci też sobie radzą i są to przeważnie bardzo wartościowi ludzie.

          Moim zdaniem częściej z bylejakością ma się do czynienia na wyższych szkołach wyższych i wszystkochłonnych uczelniach technicznych (z takimi wynikami matur z jakimi ludzie dostawali się na PW na Uniwerku nie miałabym szans).
          • zeberdee24 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:29
            Tylko pytanie brzmi co wynika z tych seminariów ? Są te osiągnięcia czy nie ma ? Bycie Uniwersytetem w piątej setce na świecie, kiedy jest się z kraju będącego 20 gospodarką świata to raczej marne osiągnięcie. Widać nie robią tam furory nasi profesorowie.
            • rzeka.chaosu Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:40
              Wynika to, że na tzw. Zachodzie ludzie tacy ja ci profesorowie są doradcami i ekspertami w wielu sprawach, często związanych z polityka państwa. Uczelnia na poziomie, czytając publikację danego autora i znając jego dorobek naukowy, a przede wszystkim możliwości jego zastosowania zaprasza takiego naukowca do siebie by przedstawiał swoje pomysły tamtejszym studentom. A jego osiągnięcia nie są mierzone byciem X uniwersytetem na świecie, ale rozwojem danej dzieciny i zastosowaniem wynikających z niej wnioskow w praktyce. Jeśli jest zapotrzebowanie na taką wiedzę to jeżdżą i tam ją przekazują. Nawet na małym uniwersytecie jedna dziedzina może rozwijać się wyjątkowe silnie i mieć dosłownie KLUCZOWY wpływ na losy świta, myśli ludzkiej, na innowacyjność.
              • zeberdee24 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:03
                A ja myślę że oni tam jeżdżą głównie ze względów politycznych. Wszystkie istniejące analizy stawiają polski R&D(no bo powiedzmy że to jest prawdziwa nauka, historia sztuki europejskiej jest dziedziną wiedzy, zapewne istotną, ale to nie jest nauka) na szarym końcu Europy i Świata, jesteśmy na poziomie rolniczej Rumunii. Może ktoś sobie tam jeździ po konferencjach jako fachowiec od tego co gdzieś wymyślono - ale nie mamy osiągnięć w dziedzinie innowacji żadnych.
                • rzeka.chaosu Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 22:46
                  Widać na niewielu dziedzinach i ich osiągnięciach się znasz.
                  Poza tym dlaczego podajesz jako przykład historię sztuki? Ona i lokalnie nie jest zbyt ważna, to raczej "wiedza" uzupełniająca dla pasjonatów. Są natomiast dziedziny, w których Polacy nie są gorsi od naukowców z zagranicy, a ich praca jest istotna w skali międzynarodowej.
            • chersona Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:52
              ale wiesz, jakie kryteria brane są pod uwagę? choćby udział w międzynarodowych konferencjach i związane z tym koszty. i dla nas już to jest często barierą nie do przekroczenia. co z tego, że masz zaproszenie na konferencję do Kanady. a kto Ci opłaci przelot i pobyt? uniwerek tego nie zrobi. z tego powodu naukowcy odpuszczają sobie konferencje.
              kolejnym kryterium jest liczba Nobli. a ile Nobli ma uniwersytet? noble są głownie z fizyki.
              poza tym - publikacje w międzynarodowych czasopismach. ktoś zajmuje się np. historią Polski. i teraz powiedz mi, kto Ci opublikuje artykuł o historii Polski we wziętym amerykańskim czasopiśmie naukowym? przecież tam nikogo nasza historia nie obchodzi. także takie miejsce w rankingu, jakie kryteria.
              • simply_z Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 01:44
                ale my w ogole jako panstwo malo mamy jakis osiagniec ,przemysl kuleje strasznie.
                ostatnio UJ chwalil sie 375 miejscem w rankingu ,i ktos fajnie napisal: ale przed czy za Bangladeszem>?
                i nie opowiadajmy ,ze nie mozemy bo jestesmy z czesci Europy izolowanej przez lata ,Uniwerek Karola w Pradze jakos moze byc wyzej w rankingach ... a, że profesorofie jada na konferencje ,co z tego wynika dla uczelni czy kraju?
                • simply_z Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 01:49
                  a tu link na poparcie moich slow:
                  www.forumakademickie.pl/fa/2010/02/jak-swiat-widzi-polskie-uczelnie/
                  i cytat
                  "Słabe wyniki polskich uczelni w większości globalnych rankingów nie wynikają przede wszystkim, jak próbuje się to często przedstawiać, z niepoprawnej i faworyzującej niektóre kraje metodologii, lecz ze strukturalnych problemów naszego szkolnictwa wyższego. Polskie uczelnie reprezentują na ogół wąskie spektrum dyscyplin, są kadłubowe w porównaniu z uczelniami amerykańskimi, a także wieloma europejskimi. Takie dziedziny jak medycyna, nauki rolnicze, a nawet techniczne, wchodzą na świecie w skład wielkich uniwersytetów i wnoszą wkład do ich notowań, podczas gdy u nas często są wydzielone w odrębne szkoły. W przypadku UJ w rankingu szanghajskim widoczny jest pozytywny efekt uwzględniania dorobku Collegium Medicum. Kuleje też produkcja naukowa: nauczyciele akademiccy, szczególnie w dziedzinach, w których rozwinęły się odpłatne studia, nie mają ani czasu, ani bodźców do rozwijania działalności badawczej. Chałtury dydaktyczne przynoszą o wiele łatwiejsze korzyści niż praca naukowa. Ta atmosfera przenosi się na całe uczelnie – łatwe zarobki w dydaktyce powodują frustrację nisko wynagradzanych badaczy. Do wyników zewnętrznych ocen nie przywiązuje się wagi, nie podejmuje starań, żeby podnieść pozycję polskich uczelni.
                  Inaczej jest w innych krajach. Rola zewnętrznej ewaluacji uczelni, w tym rankingów, wzrasta. Z inicjatywy UNESCO i Instytutu Polityki Szkolnictwa Wyższego w Waszyngtonie powstała Międzynarodowa Grupa Ekspercka ds. Rankingów, która zajmuje się zasadami zapewniającymi wysoką jakość i stosowanie modelowych rozwiązań w rankingach wyższych uczelni (tzw. berlińskie zasady dotyczące rankingów szkół wyższych). IREG traktuje rankingi jako narzędzie promowania jakości, stanowiące uzupełnienie akredytacji publicznych i niezależnych. W zarządzie są dwaj Polacy: przewodniczący dr Jan Sadlak i wiceprzewodniczący Waldemar Siwiński, prezes Fundacji Edukacyjnej „Perspektywy”. Kolejna konferencja poświęcona rankingom uczelni odbędzie się w 2010 r. w Berlinie.
                  Można oczywiście twierdzić, że rankingi nie mają praktycznego znaczenia i że nie musimy się nimi specjalnie przejmować. To jednak nieprawda, gdyż słabe szkolnictwo wyższe oznacza niską ocenę kraju także w oczach potencjalnych inwestorów, a na ignorowanie ich opinii nas nie stać. Jak ważna jest jakość szkolnictwa wyższego dla oceny potencjału kraju wskazuje przykład przytoczonego wcześniej Global Competitiveness Report: połowa końcowej oceny danej gospodarki zależy od miar dotyczących innowacyjności, w tym jakości instytucji naukowych, współpracy uczelni z sektorem przedsiębiorstw itp., zaś blisko jedna piąta od jakości dydaktyki na poziomie wyższym. Poprawę notowań naszych uczelni w globalnych rankingach powinniśmy więc zacząć traktować jako cel ważny nie tylko dla szkolnictwa wyższego, ale dla całej gospodarki."
                  Prof. dr hab. Stefan Jackowski, matematyk, pracuje w Instytucie Matematyki na Wydziale Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego. Pełni funkcje prezesa Polskiego Towarzystwa Matematycznego.
                  Mgr Magdalena Krawczyk, socjolog, doktorantka w Instytucie Studiów Społecznych UW.
                  Mgr Paweł Opala, konsultant w Ernst&Young w Zespole Strategii Ekonomicznej.
                  Autorzy są członkami Zespołu E&Y i IBnGR opracowującego Strategię szkolnictwa wyższego w Polsce do 2020 roku.
                  • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 11:40
                    Czy o to chodzi, ze by miec jak najwyzsza pozycje w rankingu? Zawsze mozna podjac
                    takie dzialania, ktore dadza skok na wyzsza pozycje (polski pomysl to zatrudnianie na
                    naszych uczelniach noblistow - oczywiscie fikcyjne, beda tylko figurowac w spisie pracownikow i naliscie plac), ale czy to poprawi wyniki naukowe i dydaktyczne?
                    Ranking jest tylko rankingiem i nie nalezy sie nim onanizowac!
    • wloczykijcom Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:58
      Warunki innego wielkiego miasta- sprzed kilku lat- i ja- osoba, która również uniezależniła się na drugim roku studiów.
      Pokój 4- os. w akademiku- 140 zł/mc
      Jedzenie- ok. 120- 140 zł/mc
      bilet sieciowy, inne dojazdy, ksera ( starałam się maksymalnie korzystać z czytelni, a nie ksera )- ok. 60 zł
      tzw. przyjemności i rozrywki- zredukowane do zera

      Źródło dochodów- stypendium socjalne- 120 zł, dopłata do zakwaterowania- 90 zł, stypendium naukowe- 130 zł. Na 2 roku nie pracowałam ( zajęcia na 2 kierunkach mi to uniemożliwiały ). Od 3 roku dochodziły prace dorywcze, na 4- ym pól etatu w drogerii. W tym czasie dochód rodziny wynosił ok 740 zł ( zasiłek przedemerytalny taty ). Innymi słowy, choćby stanęli na rzęsach, nie mogli mi pomóc ani, tym bardziej, utrzymywać. Na kredyt studencki się nie kwalifikowałam- zbyt niski dochód, brak żyrantów.
      • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:11
        >Jedzenie- ok. 120- 140 zł/mc
        noprosz, rekord galaktyki, i to bez małysza.
        • wloczykijcom Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:28
          Na biedę nawet ironia nie pomoże. Ale spoko, było i minęło.
          • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:45
            ale to nawet nie o ironię chodzi, tylko o prawdopodobieństwo, bez jedzenia nie ma energii, ani do studiowania, ani tym bardziej zarabiania dodatkowo, energia za cztery zeta dziennie? no chyba że czysty cukier wpieprzać.
            więc pozwolę sobie nie uwierzyć w tę kwotę.
            • wloczykijcom Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:56
              Czysty cukier nie byłby bynajmniej dobrym wyjściem. Przeczytaj moją odpowiedź nieco niżej. Nie chcesz, nie wierz. To są jednak fakty, i nie byłam bynajmniej najbiedniejszą studentką na roku.
              • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 22:20
                przeczytałam

                >To nie chodzi o gospodarność. Nie masz kasy, jesz byle co.

                przy budżecie 4 złote dziennie, nie jesz byle czego, tylko nie jesz praktycznie nic. głupie zsiadłe mleko kosztuje 1,70. serek topiony i może bułki się jeszcze zmieszczą w tym budżecie i koniec.
                albo ryż na wodzie przez okrągły miesiąc.
                gdybym miała taką sytuację, w ogóle nie poszłabym na studia, tylko do pracy. szkoda zdrowia i życia moim zdaniem.
                • wloczykijcom Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 22:35
                  Nie kupowałam bułek itp., tylko podstawowe rzeczy. I nie mów, że za 4 zł nie da się zjeść nic. Zupa w barze mlecznym kosztowała ok. 1,50. Do kanapek wystarczał chleb, bułki to, w tej sytuacji, luksus. A ryż, kasze- jest wiele gatunków, makaron można przyrządzić na wiele sposobów. Koszt torebki znikomy, dodatek bez szaleństw i był obiad. Na szczęście taka bieda była stanem przejściowym. Dawno minęła.
                  Piszesz, że poszłabyś raczej do pracy. Ok, ale w mojej okolicy, jak pracowała jedna osoba w rodzinie, nawet za najniższą krajową, już było dobrze. Bezrobocie w promieniu dziesiątek kilometrów sięgało, w tamtych czasach, 50 %. Za pracą i tak musiałabym wyjechać. Za cel postawiłam sobie studia i walkę o zmianę losu. Gdybym została, utknęłabym w tej bylejakości i wegetacji jak wiele osób z tych okolic.
                  Na zakończenie- wspomniałam, że moi rodzice mieli dochód ok. 740 zł. Po uiszczeniu opłat- ok. 400 zł, też zostawały im grosze. A najśmieszniejsze jest to, że, w skali dochodu, byli gdzieś w połowie- w tamtym czasie. Ot zagłębie biedy. Jak upadły PGR- y, koło 20 w okolicy, to był główny pracodawca, zaczął się niezły koszmar.
                  • michalina_kowalczyk2 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 22:46
                    Ja rozumiem, że się DA. Podziwiam ludzi, którzy podejmują taką walkę o lepszy los. Szczerze Cię podziwiam.

                    Ale proszę nie piszcie, że "nie kupowałam bułek" (bo były za drogie) to jest przykład na "usamodzielniłam się na drugim roku studiów". Idąc dalej na tej zasadzie (bez urazy, idę jeszcze dalej po prostu) za osobę samodzielną można uznać bezdomnego, który wyjada ze śmietników, śpi w noclegowni. Jasne, daje radę, żyje, ale czy o takim rodzaj samodzielności mówimy?
                    • wloczykijcom Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 18:17
                      Za pierwszy akapit dziękuję. Odnośnie drugiego, nie myl samodzielności ze stanem posiadania, bo wnioski wyjdą absurdalne. Jest w tym kraju ogromna rzesza ludzi, którzy funkcjonują za podobną, jak ja niegdyś, kwotę. I nie mam na myśli ludzi świeżo po szkole, tylko całe populacje, pełen przekrój wiekowy. Wywodzę się z takiej. Niektórzy nazywają ją Polską B.
                      Nie było w mojej rodzinie- jak byłam dzieckiem i nastolatką- środków na rozrywki, nie było możliwości zakupienia tzw. towarów luksusowych, nie było kursów językowych, nie widziało się na oczy gór, czy morza, a zagranicy nie wspominam. Piszę o czasach, gdy w tej społeczności żyłam. Teraz bywam tam rzadko, więc nie sądzę, bym miała odpowiadające rzeczywistości pojęcie o stanie obecnym. Pracę zarobkową, na własne potrzeby oczywiście, wykonywałam od ok. 8 roku życia.
                      Syty głodnego nie rozumie. Wiem i rozumiem. Nawet mnie zaszokowało, gdy koleżanka z klasy, pracująca wówczas w tamtejszej podstawówce, opowiadała o 10- letnich dziewczynkach, które uczyła i które, jak się okazało zarabiały na swoje potrzeby robieniem loda. W sumie nie powinnam być aż tak zdziwiona, skoro z mojej klasy 2 dziewczyny pracowały w burdelu, a 4 chłopaków siedziało w więzieniu za kradzieże.
                      Głód i bieda rodzi patologię. Krewny pracuje w markecie jako ochroniarz. Od niego wiem o skali kradzieży, o tym, jak na gorącym uczynku wpadają znajomi z dzieciństwa, a nawet były nauczyciel. Tak wygląda rzeczywistość.
                      A obok tych nieszczęśliwych ludzi, których bieda doprowadziła do ostateczności, żyje cała rzesza uczciwych i pracujących... za 1100- 1200 miesięcznie. Czemu nie wyjeżdżają? Bo tam są ich rodziny, domy, bo się boją, bo mają deficyty wykształcenia, bo innej rzeczywistości nie znają. Jeśli wprowadzić kryterium dochodu, jako wyznacznika samodzielności, wielu z nich nie jest i nigdy nie było samodzielnych. A zauważ, że dotyczy to wielu pokoleń. Dlatego to kryterium jest absurdalne.
                  • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 23:28
                    > Nie kupowałam bułek itp., tylko podstawowe rzeczy. I nie mów, że za 4 zł nie da
                    > się zjeść nic. Zupa w barze mlecznym kosztowała ok. 1,50.

                    to był tylko przykład, co ile kosztuje. nie zakładałam, że akurat to kupowałaś. nie znam się może, ale przy takim jedzeniu, to się głównie można pochorować, a wtedy cały budżet i tak szlag trafia, bo lekarstwa kosztują. chyba że się nie leczyć. to znowu siły nie ma do nauki i stypendium pagib.

                    w każdym razie mam nadzieję, że cel osiągnęłaś. ja bym nie miała siły tak się męczyć, tylko poszłabym po liceum do policealnej czy tam pomaturalnej i fru do roboty.
                    • wloczykijcom Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 19:00
                      W ramach ciekawostki ci powiem, że poważnie rozchorowałam się 2 razy, ale w wakacje ( chyba w ciągu roku akademickiego byłam zdrowa z powodu uporu, by wytrzymać :-). I nie była to choroba typu- przeziębienie, czy grypa. Lekarstwa nie były potrzebne. Tylko odpoczynek i porządne jedzenie. Ale chude lata gdzieś koło 4 roku się skończyły i było dużo lepiej. Tak, osiągnęłam cele i osiągam kolejne.
                  • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 10:50
                    >Zupa w barze mlecznym kosztowała ok. 1,50.

                    U mnie w meiscie został JEDEN bar mleczny. A zupa kosztuje tam 3 zł. Czyli zostawało ci jeszcze na dwie bułki na dzień.
                    • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 10:55
                      Swojadrogą - studiowałaś pewnie w latach 90-tych? Potwornie smutne czasy . Ale tak poza tym, to ty jesteś najlepszym przykładem tego, jak wygląda własnie los studentów z takich miejsc - ostatnio pokłóciłam sie nieludzko z cżłowiekiem, który mówił o koniecznosci wprowadzenia płatnych studiów - w tym momencie tacy ludzie jak ty, nie maja już zadnych szans .
                      • wloczykijcom Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 18:28
                        Zgadza się- końcówka lat 90- ych. Mam mieszane myśli na temat płatnych studiów. Z jednej strony większość uczelni jest mocno niedofinansowana, z drugiej, tak jak mówisz, to stwarza barierę. Jeśli znajdzie się kiedyś ktoś mądry, kto wymyśli system, który połączyłby odpłatność za studia, ze stypendiami dla najlepszych, jakąś opcją zniżek dla najbiedniejszych, tak, by to miało ręce i nogi- to konia z rzędem takiemu.
                        Tutaj nadal są bary mleczne. Sporo, jak sądzę, bo na myśl przychodzi mi z 10. I zupy nadal widziałam poniżej 2 zł, i inne pyszne rzeczy- tak, nadal się czasem w nich stołuję.
                      • riki_i Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 12:42
                        hermina5 napisała:

                        > Swojadrogą - studiowałaś pewnie w latach 90-tych? Potwornie smutne czasy .

                        Zależy dla kogo. Były to mimo wszystko czasy wielkich możliwości, otwartych dróg kariery i łatwego pieniądza (w pewnych branżach). Ja wspominam z dużym sentymentem.
        • michalina_kowalczyk2 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:36
          six_a napisała:

          > >Jedzenie- ok. 120- 140 zł/mc
          > noprosz, rekord galaktyki, i to bez małysza.
          >

          120zł to 4zł/dzień. Jestem ciekawa jak wygląda takie menu. Naprawdę, chciałabym się nauczyć większej gospodarności przy pomocy tego wątku, ale w wiele rzeczy nie jestem w stanie uwierzyć.
          • wloczykijcom Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:54
            To nie chodzi o gospodarność. Nie masz kasy, jesz byle co. I płacisz za to zdrowiem. I to w bolesny sposób. Ale nie było opcji- kasze, makarony, ryż na 500 sposobów, chleb z margaryną + dodatki ( tanie ). Efekty- głód, anemia, choroba.
            Na marginesie- ogromna rzesza Polaków żyje w ten sposób, lub żyła. Ja przynajmniej miałam dach nad głową. Znajoma mieszkała w skłocie- rudera bez wody i prądu z dzikimi lokatorami- kąpała się przy okazji WF-u. Też miała grosze- stypendium socjalne.
            Czy nie spotkałaś się nigdy ze skrają biedą? Fakt, ludzie z rodzin, jak moja, rzadko trafiają na studia. Ale czasem się zdarza. Kosztem, mówiąc wprost, wegetacji, w nadziei na lepszą przyszłość.
            • wloczykijcom Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 22:23
              Przepraszam, zjadło mi słowo- powinno być- nie było lepszej opcji.
              • anais_66 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 01:41
                A co z tą lepszą przyszłością? Nadeszła chociaż?..
                • wloczykijcom Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 18:39
                  O tak, nie ma porównania. Tata ma już emeryturę, sporo wyższą niż zasiłek- właściwie wielokrotność. Oboje z mamą dorabiają na część etatu.
                  Ja skończyłam studia. Kilka razy zmieniałam pracę, zawsze na ciekawszą i lepiej płatną. Dziś stać mnie na normalne życie, choć dawna bieda pozostawiła swój ślad- jestem "chora" jak nie odłożę co miesiąc sumki na " czarną godzinę". Moi rodzice też tak mają, choć naprawdę- moim zdaniem- mogliby już dać spokój i korzystać z tego, co mają. Ale- niech każdy ma szansę przeżyć życie po swojemu.
                  Ale to nie koniec mojego planu. Dalej go realizuję. Zdobyłam kolejny zawód. Wprowadzam w życie kolejne marzenia. Wybacz prywatę, ale dużo satysfakcji daje mi to, że doszłam do tego sama. Od razu uśmiech pojawia się na twarzy.
                  • anais_66 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 05:11
                    Gratuluję i trzymam kciuki za realizację kolejnych marzeń :)
                  • organza26 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 09:03
                    Gratuluję Ci, jesteś wspaniałą, dzielną osobą!:)
        • mandolinka.bramborova Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 18.03.11, 11:20
          six_a napisała:

          > >Jedzenie- ok. 120- 140 zł/mc
          > noprosz, rekord galaktyki, i to bez małysza.

          Spójrz na to z perspektywy lat 90, w których to się odbywało. ja studia zaczęłam w 2003, a po roku, jak wypracowałam sobie stypendium, wyprowadziłam się z domu, bo dojazdy mi zbrzydły. I tak - stypendium 360, a mieszkanie - pokój 2-osobowy w mieszkaniu 2-pokojowym, ładny, wyremontowanym, kosztował mnie 300 zł. Te 60 odkładałam na rachunki, bo pod koniec zimy przyszło rozliczenie za ogrzewanie gazowe :)
          Samodzielna wtedy nie byłam, ale jak rodzice dawali 100 zł. na tydzień, to byłam w stanie kupić sobie jedzenie, kserówki, bilet do domu (20 zł.), prasę, czasem podręcznik, raz w miesiącu doładowanie telefonu i jeszcze zostawało i mogłam odłożyć na buty czy spodnie.
          Kupowanie jedzenia wyglądało tak, że za ser, wędlinę, masło, chleb lub bułki, makaron lub ryż, warzywa na cały tydzień płaciło się jakieś 20-30 zł. (co oczywiście nie stanowiło całych moich wydatków na jedzenie, żeby mnie ktoś nie okrzyczał, że się żywiłam za 80-120 zł miesięcznie :))) Dzisiaj jakie są ceny, każdy wie. W każdym razie, jestem w stanie uwierzyć, że w latach 90-tych wydatki na jedzenie mogły być jeszcze mniejsze.
    • rzeka.chaosu Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 19:54
      Na trzecim roku zarabiałam 1500 + stypendium + obiady u mamy/mama pod nosem i było mi mało. Teraz studia (dzienne) kończę i zarabiam duuużo lepiej. Mam warunki warszawskie.

      Żadna sensacja, powiedziałabym, że tysiak z kawałkiem to norma. Nawet dwa ludzie wyciągają na drugim czy trzecim roku. Kwestia postarania się. ;P
      • zloty.strzal Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:44
        rzeka.chaosu napisała:

        > Na trzecim roku zarabiałam 1500 + stypendium + obiady u mamy/mama pod nosem i b
        > yło mi mało. Teraz studia (dzienne) kończę i zarabiam duuużo lepiej.

        Weź ogarnij czy by mnie u ciebie w firmie nie zatrudnili, bo ja kurczę za miskę ryżu pracuję.
        • rzeka.chaosu Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 22:48
          A co potrafisz, bo u mnie jest permanentna rekrutacja na kilka stanowisk? :D:D:D
          • zloty.strzal Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 22:56
            Robić dobre wrażenie i wyglądać jakbym ciężko pracowała:]

            Co to za branża jest w ogóle?
            • rzeka.chaosu Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 23:17
              Multimedia, IT, Kreacja.

              Potrzebne som konkretne umiejętności. :) I serio długo szukamy fachowców. :)
              • zloty.strzal Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 23:39
                > Multimedia, IT, Kreacja.
                >
                > Potrzebne som konkretne umiejętności. :)

                Nie, to aż tak to ściemniać nie potrafię:D
    • zeberdee24 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:20
      Prawdę mówiąc ch... mnie to obchodzi za ile kto żyje, kiedy się usamodzielnił i co wpie... na kolację. A ostatnio mnożą się jak grzyby po deszczu wątki pracowo-żywieniowo-mieszkaniowe, normalnie 'żywot starego pierdziela' się tu zrobił a nie forum rozrywkowo-rekreacyjne.
      • chersona Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:56
        no to rozerwij nas, Zebku. a przy okazji, Twoje posty akurat do zabawowo-rekreacyjnych nigdy nie należały.
        • zeberdee24 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:06
          A niby dlaczego miałbym Ci zapewniać rozrywkę ? Ty zapewniasz rozrywkę mnie i to jest właściwy układ;)
          • chersona Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:10
            a to bardzo się cieszę. nie ma nic milszego, niż szczery uśmiech na buzi bliźniego.
            • zeberdee24 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:14
              Wypraszam sobie - ja posiadam jedynie gębę:)
              • chersona Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:44
                OK. Gębą zabierasz mi rym, ale niech będzie.
    • kobieta_z_polnocy Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:26
      Wszystko rozbija się o to jak rozumiemy uniezależnienie.

      To że ludzie pracowali w trakcie studiów nie było niczym wyjątkowym. Głównie chodziło o lekcje językowe (bo filologia), więc względnie łatwo było dopasować godziny i wycisnąć ile się dało z doby. Jednak ludzi, którzy naprawdę z tego się całkowicie utrzymywali było niewielu i odbywało się to kosztem studiów, dużymi wyrzeczeniami i sępieniem notatek od kolegów.

      Większość, zarówno miejscowa jak i przyjezdna, pracą głównie dorabiali, bo ich rodzice w większym bądź mniejszym stopniu wspomagali ich finansowo. Czy to jest już uniezależnienie?
    • aga90210 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:27
      W wakacje można było odlozyć te 5-6 tys na czysto wyjezdzając za granicę, co pozwalało na późniejsze wydawanie 500-600 zl miesięcznie. Do tego dorywcza praca (korepetycje, ulotki, stanie jako hostessa, cokolwiek) i spokojnie te 700-800 zl miesięcznie bylo, co wystarczało na akademik i skromne zycie.
      Owszem, nie wszyscy mogą mieć akademik, ale łatwiej go dostac niz stypendium socjalne, a jak ktos miał wyzszy dochód to zazwyczaj rodzice mu pomagali- choćby wałówką z domu.
      Pokój zaś mozna wynająć współdzielony, nie samodzielny, od razu taniej!

      Na 4 roku to juz mozna normalnie pracowac, na drugim raczej słabo, choc znam takich którzy pracowali od pierwszego- kosztem zmęczenia, czesto też gorszych ocen.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja