Dodaj do ulubionych

"uniezależniłam się na drugim roku studiów"

14.03.11, 23:32
Takie i podobne stwierdzenia padły w jednym z wątków. Załóżmy że mamy warunki warszawskie, w których pokój kosztuje jakieś 600-800 zł. Jedzenie - zakładam że pewnie z drugie 600. Do tego karta miejska - 100, książki, ubrania, kosmetyki, ksero na uczelni, lekarz, wyjścia... 600?

Możecie mi powiedzieć gdzie się dzieją takie cuda że studiujący (= mający mniej czasu) człowiek zaraz po liceum zarabia 2000 zł?
Obserwuj wątek
    • jan_hus_na_stosie Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 14.03.11, 23:42
      skąd ty bierzesz te sumy?



      1) akademik -> 280 zł
      2) karta miejska studencka 39 zł
      3) książki z biblioteki gratis
      4) kosmetyki, mężczyźnie wystarczy dezodorant, mydło, szampon i pasta do zębów (wydatek 25 zł na miesiąc)
      5) ubrania niemarkowe, made in chine są tanie jak barszcz, ubrania markowe z lumpexów też są tanie jak barszcz
      6) ksero -> jak się robi samemu regularnie notatki to nie trzeba później kserować tony materiałów, poza tym ksero jest tanie (patrz warszawski Skarabeusz - 0,10 zł za stronę A4)
      7) lekarz -> nie wydałem podczas studiów ani złotówki na lekarza
      8) czasem się wychodziło na kebaba lub piwo za 5 zł, bilet na imprezę nie kosztuje więcej niż 10 zł, czasem dostawaliśmy darmowe wejściówki :)
              • michalina_kowalczyk2 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 17:36
                hermina5 napisała:

                > Zatem rozwijaj sie intelektualnie za 700 zł miesięcznie, powodzenia!
                >
                > Idz do kina , teatru, zapisz się na kurs językowy, wybierz sie na koncert czy
                > kup ksiazkę w ksiegarni, bo w nowosciach w bibliotece będziesz ja miał za pół r
                > oku.

                Ja nie rozumiem jednej rzeczy. Czasami czytam podobne wątki i zastanawiam się dlaczego (czasami nie wprost) deprecjonowane są osoby, które mają zamożnych rodziców i pracują na kino i bluzki (a nie chleb podczas studiów).

                Moja starsza siostra była mocno wspierana materialnie przez rodziców. Nie pracowała, ale kończyła dwa kierunki i rozwijała się (uwielbia uczyć się języków, więc chodziła na 3 dodatkowe), włóczyła się po galeriach, malowała obrazy, w wakacje podróżowała za pieniądze rodziców. Po studiach znalazła od razu pracę, jest wartościowym człowiekiem (a nie leniem, który przywykł do kasy rodziców).

                Podziwiam ludzi, którzy spinają się w sobie i kończą 2 kierunki, uczą innych, pracują na pół etatu i wychowują w pojedynkę dziecko. Ale to nie wstyd się przyznać: a ja dostawałam/dostaję kieszonkowe od rodziców.
                • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 17:40
                  Bo w tym watku panuje cudowne przekonanie, ze student powinien jednoczenie uczyć się, pracowac i sam sie utrzymywać. Zwlaszcza przyjezdy 19 latek z PGR-u, któremu udało sie doatać np. na medycynę.

                  Nie czytałaś, ze jak nie staćcię na prezerwatywy to nie uprawiasz seksu ? Jest tu taki jeden pan , co to polecał, wiec wnioskuję, ze przez 5 lat studiów nie dosc, ze nie uprawaial seksu, to ejszcze z zadną dziewczynąsię nie umówił , bo wyjscie na pizzę i piwo dla dwóch osób to około 50 zł, a on miał 700 na ubranie, mieszkanie i wyzywienie na meisiąec.
                  • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 17:49
                    Nikt nie powiedział, że student cokolwiek powinien. Ten wątek jest odpowiedzią na sugestię, że nie da się tego zrobić i nikt tego nie robi. A da się i ludzie to robią. I w niczym nie jest to lepsze ani gorsze od bycia na utrzymaniu bogatych rodziców. Niestety, nie każdy może/chce i już.

                    A jak kogoś nie stać na prezerwatywy to nie uprawia seksu - to się właśnie nazywa dorosłość i odpowiedzialność.A z dziewczyną można się umówić na piwo i pizzę dzieląc koszty.
                • hermina5 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 13:41
                  >rozwoj intelektualny nie ma nic wspolnego z kasa wydana na ksiazki czy teatr

                  Rozumiem, ze bilety do teatru są darmowe? Tak samo do kina, opery, filharmonii itp?

                  >przeczytalas wszytskie "stare" ksiazki, ze juz tylko nowosci Ci pozostaly?

                  Nic nie starzeje się tak szybko jak wiedza tematyczna, więc książka sprzed 10 lat jest w wielu dziedzinach całkowitym starociem - vide: historia, socjologia, wiedza popularnonaukowa itp.

                  > Czy
                  > moze to snobizm coby w towarzystwie błysnąć?

                  Chciałabym, aby każdy miał "snobizm", polegający na rozmowie o książkach.
                  Jak widać w Twoim przypadku rozwój intelektualny, zatrzymał się dawno. Nie opanowałeś nawet polskiej składni i semantyki - coby, paradne :)))))))))))))
          • rannie.kirsted Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 13:17
            mialam podobnie. to jakis paradoks bo niby ceny nie zmienily sie AZ TAK od czasu gdy studiowalam (studiowalam w latach 2000-05) a naprawde na calkiem fajne, studenckie zycie starczalo mi mniej niz 1000zl miesiecznie. stypendium, kasa od rodziny (bylam leniwiec i nie pracowalam) w sumie bylo tego z 800-900zl maksymalnie). akademik 250zl, tanie zarcie na stolowce, znizki do wszystkich klubow, tanie bilety, przychodnia studencka. masa roznych znizek studenckich. naprawde nie nazwalabym tego wegetacja - nie ubieralam sie w lumpach tylko w sieciowkach, chodzilam do kina, czasem do teatru.
            • maugorzata2008 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 19.03.11, 01:32
              No ja pamiętam, że rodzice płacili mi za mieszkanie i jeszcze dawali 500 mies. Do tego 200 zł miałam sypendium naukowego i do dzisiaj zachodzę w głowę jakim cudem mi wtedy na to wszystko wystarczyło? Na życie w Krakowie (czasami nawet "sponsorowałam" drugą osobę), kino, kawiarnie, benzynę do cinquecento 700, wakacje (zupki chińskie w bieszczadach, albo na Słowacji i noclegi we dwie osoby w cinquecento - niezapomniane wspomnienia!). No jak??? I to jeszcze rodzice deklarowali, że jak będzie potrzeba, to mi więcej dadzą, ale ja twardo "nie, nie, wystarcza...". Chętnie poczytam ten wątek, to może sobie przypomnę i zastosuję w dzisiejszym budżecie.
      • berta-live Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:04
        Jak mieszkasz za blisko uczelni to ci akademik nie przysługuje. Zostaje tylko pokój studencki. Poza tym z tymi podręcznikami też nie jest prosto, bo biblioteki często dysponują 2-3 egzemplarzami na setkę studentów z danego kierunku. Nie zawsze da się obejść bez wizyty w księgarni albo antykwariacie, czy chociażby skserowania całej książki.

        No i jeszcze żarcie zostaje, jak rodzice dają wałówkę i jeszcze fundują pranie brudnej odzieży i możliwość porządnego wyszorowania się w wannie, to raczej nie jest to samodzielność.
      • akle2 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:10
        Ad 1) o akademik trudno bardzo
        Ad 3) książek zwykle mniej niż chętnych, a są takie pozycje które trzeba mieć.
        Ad 4) dezodorant, mydło, szampon, jakby nie liczyć mnie wychodzi ze 40,-.
        A kobiety jeszcze podpaski, tampony i panty kupują.
        Ad 6) jak wykładowca rzuca jedną kserówkę materiałów na salę, to każdy musi odbić za swoje. Chyba, że będziesz 30 nocy przepisywał od kolegi
        Ad 7) przez 5 lat nie byłeś u dentysty? Nawet jeśli na tym łożu madejowym z NFZ, to oni tylko przednie refundują.
        Ad 8) ten kebab za 5 zł to chyba z mięsa z podziemi Centralnego. Ale jak zapijesz piwem, to przeżyjesz

        Poza tym: trzeba jeść, trzeba sobie uprać, trzeba kupić buty (też chińskie??), trzeba zapłacić za komórkę i za neta (nie wmówisz mi, że w szkole masz taki super działający sprzęt 24h/dobę). I prezerwatyw darmo też nie dają.
        • jan_hus_na_stosie Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:23
          akle2 napisała:

          > Ad 1) o akademik trudno bardzo

          w ciągu 5 lat tylko raz nie dostałem, ale z odwołania miejsce się znalazło

          > Ad 3) książek zwykle mniej niż chętnych, a są takie pozycje które trzeba mieć.

          nieprawda, bo książki to się wypożycza pierwszego dnia wykładów gdy wykładowca daje ich listę a nie na 2-3 tygodnie przed egzaminem gdy wszystko już jest wypożyczone

          > Ad 6) jak wykładowca rzuca jedną kserówkę materiałów na salę, to każdy musi odb
          > ić za swoje.

          już mówiłem, ksero jest tanie, 0,10 zł za A4 co przy 300 stronicowej książce daje koszt 15 zł (na jedną stronę A4 po pomniejszeniu tekstu wchodzą zwykle 2 strony książki)

          > Ad 7) przez 5 lat nie byłeś u dentysty?

          nie przez 5, przez 15, od ukończenia podstawówki nie psuja mi się zęby :)

          > Ad 8) ten kebab za 5 zł to chyba z mięsa z podziemi Centralnego. Ale jak zapije
          > sz piwem, to przeżyjesz

          kebab kosztował 7 zł, piwo było po 5 :)

          > trzeba zapłacić za komórkę i za neta

          się mało dzwoni, się mało płaci, poza tym internet w akademiku to koszt zaledwie 10 zł na miesiąc

          > I prezerwatyw darmo też nie dają.

          nie stać cię, nie bzykasz się, proste
          • akle2 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:30
            jan_hus_na_stosie napisał:


            > nieprawda, bo książki to się wypożycza pierwszego dnia wykładów gdy wykładowca
            > daje ich listę a nie na 2-3 tygodnie przed egzaminem gdy wszystko już jest wypo
            > życzone
            >

            Książki można trzymać miesiąc a potem trzeba zwrócić, za każdy dzień opóźnienia złotówka kary (u mnie tak jest). Jaki pożytek będziesz miał z książek na początku semestru, gdy jeszcze nie czujesz tej tematyki bo wykład dopiero się rozkręca?
        • sanofia Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 27.03.11, 13:24
          > Ad 7) przez 5 lat nie byłeś u dentysty? Nawet jeśli na tym łożu madejowym z NFZ
          > , to oni tylko przednie refundują.

          Zęby co prawda nie wszystkim się psują na tyle, żeby ich leczenie kosztowało na NFZ. Natomiast zgadzam się, że fakt korzystania z przychodni uniwersyteckiej nie stanowi o bezpłatności.
          Bo przychodnia nie pokrywa kosztów leków. Poza tym nie zawsze specjaliści na NFZ są chętni pomóc pacjentowi, więc ja np. często po wizycie u specjalisty i tak muszę pójść do lekarza prywatnie, żeby uzyskać jakąkolwiek pomoc.
    • tabeletka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:02
      mniej wiecej co miesiac, jakis rozciapany trzydziestolatek pisze, ze to przeciez niemozliwe i blablabla.
      juz w liceum dawalam korki, zeby miec na ciuchy i imprezy, teraz studiuje dziennie za granica i od poczatku studiow pracuje na pol etatu. jak ktos mowi, ze sie nie da, to mowie, ze sie da.
        • scibor3 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 10:47
          > ale ja nie jestem z Warszawy ,a moje pokolenie tez nie mialo tak latwo jak rocz
          > niki okresu transformacji.;)

          No ty chyba się dawno nie myłaś. Studiowało wtedy 15% roczników, z czego takie rynkowe może ze 2-3%. Ci faktycznie wygrali los na loterii. Cały Wydział Zarządzania na UW mieścił się w jednym małym biurowcu typu Lipsk i co roku przyjmował może 50 osób. A co z resztą? Kończyli szkoły i uczelnie na kierunkach i w zawodach określonych dla gospodarki PRL. Tyle że jak już otrzymali ten dyplom, to się okazywało, ze zakład pracy na którego potrzeby ich kształcono już nie istnieje. Niektórzy brali łóżko polowe i handlowali gaciami czy kaszą. Ty też tak możesz. Nawet lepiej, bo handlować możesz w CH i ci woda i śnieg nie będą lecieć za kołnierz.
              • lulu_oi Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 18.03.11, 13:46
                Kuźwa, jak napisałaś o tych nerkach i oskrzelach przypomniała mi sie moja ciotka - miała jakś ważny egzamin i poszła na uczelnię mimo choroby. Niedoleczona grypa zaowocowała zapaleniem osierdzia, w sumie wyszła z tego i była zdrowa, i jak piszesz - "wszystko cacy".
                Serce przypomniało o sobie później - i biedaczka zeszła z tego świata w wieku lat 36, osierociwszy dwoje małych dzieci.
                Nota bene była lekarzem i zalatwiła sie tak w trakcie studiów na akademii medycznej.
                Nie chciałabym cię straszyć, po prostu przypomniałaś mi o cioci Zosi. Sama na studiach też byłam głupia, a dzisiaj, zamiast paciorka, odmawiam wieczorem "Szlachetne zdrowie"...
        • cafem Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 18:37
          > I z tej pracy na pół etatu utrzymujesz się sama całkowicie i jeszcze studia opł
          > acasz?
          >
          > Jeśli odpowiedź brzmi nie, a domyślam się, że tak właśnie jest to znaczy, żenie
          > przeczytałaś ze zrozumieniem startera chwalipięto:P


          Kolejna, ciągnąca kase od rodziców niezdara, która uważa, że jeśli ona nie umie, to nikt inny też rady nie da?
          Też studiowałam dziennie za granicą. I pracowałam. Wakacje we Włoszech i odwiedziny u rodziny w Polsce też ze swoich opłacałam.
          Bez stypendium i innych zapomóg. Ktoś chce, to i potrafi.
          • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 19:03
            Ale dyskusja jest o Polskich realiach. Nie rozmawiamy jak to jest za granicą. Też nie mieszkam w Polsce i wiem jak wyglądają studia w innych krajach. Bo mam znajomych, którzy studiują lub studiowali. Nie mają tylu zająć na uczelni. Nie ma problemu znaleźć pracę, Kelnerowanie, praca za barem to podstawa studenckiego budżetu. Na ciuchy, kosmetyki czy imprezki. Studiują i pracują. Nic nowego w Europie, US, Australii czy Kanadzie. W PL nie jest tak słodko.
          • organza26 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 09:27
            No sorry, ale wakacje we Włoszech czy odwiedziny u rodziny W POLSCE (LOL) to żaden wyczyn kiedy się pracuje za granicą. Poza tym mogłabyś łaskawie wytłumaczyć co znaczy słowo niezdara wg ciebie? Każdy student utrzymywany choćby częściowo przez rodziców jest niezdarą??? Tylko oczywiście ty taka świetna jesteś:)))
            No i oczywiście ludzie dzielą się na super osobniczki, które utrzymywały się same od początku studiów i niezdary:)))
            Żywię głęboką nadzieję, że rozróżniasz jeszcze dorabianie sobie i prawdziwe kompletne utrzymanie się od A do Z.

            Poza tym studia za granicą są płatne i jeszcze w dodatku dużo kosztują, często ludzie za granicą nie studiują bo ich nie stać. Może jeszcze uwierzyłabym w to, że ktoś się sam utrzymał za granicą studiując dziennie, ale nie w to że również sam opłacił studia.
            • cafem Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 16:13
              > Każdy student utrzymywany choćby częściowo
              > przez rodziców jest niezdarą???

              Wcale tego nie powiedziałam, bo zdaję sobie sprawę jak trudno jest na studiach w Polsce. Właśnie dlatego, że w PL nie radziłam sobie na studiach finansowo i rodzice nie mogli mi pomóc, wyjechałam za granicę.
              Wychodzę natomiast z założenia, że skoro poddajesz w wątpliwość, że inni (nie Ty) mogą sobie dobrze radzić, to jesteś kompletną życiową ofermą.

              > Żywię głęboką nadzieję, że rozróżniasz jeszcze dorabianie sobie i prawdziwe kom
              > pletne utrzymanie się od A do Z.

              Ty najwidoczniej nie rozróżniasz, bo tłumaczę Ci jak krowie na rowie, a Ty nadal nie pojmujesz.
              Utrzymuję się zupełnie sama, od kupowania podpasek po pościel, naczynia, opłacanie ciuchów, kursów, studiów, wyjazdów aż do robienia prezentów swojej rodzinie. Dotarło, czy jeszcze masz problem?

              > Poza tym studia za granicą są płatne i jeszcze w dodatku dużo kosztują, często
              > ludzie za granicą nie studiują bo ich nie stać. Może jeszcze uwierzyłabym w to,
              > że ktoś się sam utrzymał za granicą studiując dziennie, ale nie w to że równie
              > ż sam opłacił studia.

              To, kotku, uwierz, bo w tym momencie ja nadal studiuję i pracuję i nikt mnie nie utrzymuje. Studia opłaciłam gotówką. Szkoda, że do Twojego tępego móżdżka nie dociera, że jednak można.
              • organza26 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 08:48
                > Wychodzę natomiast z założenia, że skoro poddajesz w wątpliwość, że inni (nie T
                > y) mogą sobie dobrze radzić, to jesteś kompletną życiową ofermą.

                A gdzie ja poddaję w wątpliwość, że ludzie mogą sobie dobrze radzić? Po prostu wyraziłam wątpliwość w to, że ktoś może sam utrzymać się na studach za granicą. Dzięki takiej wspaniałej osobie jak ty, wiem, że podobno jest to mozliwe Zauważ tępy móżdżku (używając twojego słownictwa, że ja studiowałam w PL, co jak sama zauważyłaś jest ciężkie.
                Wielka szkoda, że na tych studiach nie nauczono ci kultury.
                • cafem Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 16:12
                  Pozwól, że Cię zacytuję w stosunku do Tabeletki:
                  "I z tej pracy na pół etatu utrzymujesz się sama całkowicie i jeszcze studia opłacasz?

                  Jeśli odpowiedź brzmi nie, a domyślam się, że tak właśnie jest to znaczy, żenie przeczytałaś ze zrozumieniem startera chwalipięto:P"

                  I w podobnym tonie wypowiadałaś się w stosunku do mnie.
                  Jeśli każesz ludziom udowadniać, że nie są wielbłądami, to spodziewaj się agresywnych reakcji.
                    • organza26 Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.03.11, 22:07
                      No widzisz jakimś dziwnym trafem nie znam NIKOGO, ani nawet nie słyszałam o kimś, kto by się utrzymywał CAŁKOWICIE sam na studiach w Pl, co dopiero za granicą. Jak zwykle tylko na forum takie cuda się zdarzają. Poza tym coś kojarzę, że za tą granicą to ty dziennie nie studiowałaś, a dyskusja jest o studiach dziennych.

                      Twoje posty nawet nie są już agresywne tylko zwyczajnie chamskie. Ja swoje wątpliwości kierowałam do Tabeletki, która potrafiła wypowiedzieć się bez obraźliwych epitetów. Ty nie.

                      • cafem Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 18.03.11, 16:36
                        > Poza tym coś kojarzę, że z
                        > a tą granicą to ty dziennie nie studiowałaś, a dyskusja jest o studiach dziennych.

                        Bardzo źle kojarzysz.
                        Przez dwa lata studiowałam w UK na studiach dziennych, pracując w weekendy, wakacje i święta.
                        A obecnie kończę studia zaocznie w tempie studiów dziennych, pracując na pełen etat.
                        Oczekujesz ode mnie uśmiechu i bycia przemiłą, skoro notorycznie zarzucasz mi kłamstwo, nie mając na swoje zarzuty żadnego podparcia?

                        > No widzisz jakimś dziwnym trafem nie znam NIKOGO, ani nawet nie słyszałam o kim
                        > ś, kto by się utrzymywał CAŁKOWICIE sam na studiach w Pl, co dopiero za granicą

                        Współczuję znajomych. Mieszkam za granicą i wbrew pozorom wielu jest Polaków, którzy radzą sobie na studiach samodzielnie i pracują na własne utrzymanie.
                      • kapciowa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 17.04.11, 01:36
                        Jakims dziwnym trafem znasz malo ludzi... Ja rowniez mieszkam za granica, studiuje dziennie (nie ma wieczorowych) i pracuje. Wynajmuje z kolezanka 2pokojowe mieszkanie, koszta dzielimy na pol, wczesniej mieszkalam sama w kawalerce. Od rodziców przestalam brac kase odkad sie wyprowadzilam, czyli pol roku po maturze.
                        Sorry, ale osmieszasz sie bo tak jak ja zyje tu co 3 - 4 student. W Polsce byloby o wiele trudniej zarobic na czynsz i zycie i chodzic na zajecia, u mnie mowa o Niemczech.
            • mumia_ramzesa Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 19.03.11, 12:42
              organza26 napisała:

              > Poza tym studia za granicą są płatne i jeszcze w dodatku dużo kosztują, często
              > ludzie za granicą nie studiują bo ich nie stać. Może jeszcze uwierzyłabym w to,
              > że ktoś się sam utrzymał za granicą studiując dziennie, ale nie w to że równie
              > ż sam opłacił studia.

              Dla osob z krajow UE oplaty wynosza 1,2 do 3 tys. funtow rocznie w zaleznosci od tego czy to poziom first degree czy postgraduate, wiec w stosunku do kosztow utrzymania nie sa takie wysokie.
              • cafem Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 19.03.11, 13:10
                > Dla osob z krajow UE oplaty wynosza 1,2 do 3 tys. funtow rocznie w zaleznosci o
                > d tego czy to poziom first degree czy postgraduate, wiec w stosunku do kosztow
                > utrzymania nie sa takie wysokie.

                Niestety na Wyspach ostatnio znacznie wzrosły:/

                Ale jak studiowałam dziennie, opłata wynosiła 3 tys funtów na rok. Dałam radę na to odłożyć pracując jako niania w USA lub Szwajcarii przez letnie wakacje.

                Oczywiście, że te opłaty nie są aż tak wysokie i studiując dziennie można sobie poradzić. Prawda, że kosztem życia towarzyskiego i kosztem straconych dni wolnych i świąt na pracę, ale da się. I jeszcze na ciuchy i wakacje wystarczy.
            • ma_dre Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 19.03.11, 22:22
              "poza tym studia za granicą są płatne i jeszcze w dodatku dużo kosztują," no to rzeczywiscie duzo wiesz i sporo widzialas, mozna wiedziec za ktora granica? Takie ogolniki mozesz sobie w dupke wsadzic. Jest mnostwo krajow a w nich mnostwo kierunkow studiow, darmowych, czy platnych od tanich po baaaardzo drogie. Jest mnostwo krajow zezwalajacych studentom na prace w niepelnym wymiarze godzin, sa stypendia, akademiki... Strasznie idiotycznie uogolniasz i bardzo, bardzo malo wiesz, a to co wiesz to z tego co ci ktos kiedys powiedzial... przestan powtarzac bzdury.
    • alex_koz Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:30
      no wiesz, wszyscy tacy niezalezni i sami na siebie zarabiaja, jakos dziwnym trafem (studia skonczylam kilka lat temu) nikogo takie w mimo wszystko szerokim gronie znajomych nie mam i nigdy nie mialam, wiec pytam sie gdzie sa i byli Ci niezalezni finansowo?
      bo dorobiac to prawie kazdy dorabial, ale to raczej na piwo i waciki:)
    • inzynier.kowalska Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 00:44
      > Możecie mi powiedzieć gdzie się dzieją takie cuda że studiujący (= mający mniej
      > czasu) człowiek zaraz po liceum zarabia 2000 zł?

      To żadne cuda, wystarczy ruszyć tyłek. Weekendy, wieczory, czasami nocka nad zleceniem i dwa tysie można było z palcem w nosie zarobić. A czasu wystarczyło i na to, żeby sobie wypracować średnią wystarczającą na stypę.
    • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 07:43
      Nie wszyscy żyją w Warszawie, ale niech będzie, bo tu i zarobki wyższe...
      Pokój w akademiku, pokój współdzielony - 300 - 350 zł
      Jedzenie - 100 na tydzień wystarcza jak ma się trochę chęci, nie wydaje na słodycze, chipsy, restauracje
      Sprawy higieniczne - 50 zł miesięcznie (w końcu proszek do prania nie kończy się co miesiąc jak się kupi duże opakowanie)
      Lekarz - za darmo, przychodnie studenckie działają lepiej niż tradycyjne
      Karta miejsca zniżkowa - przy zakupie kwartalnej wychodzi ok 33 zł miesięcznie
      Internet: 35 zł (w mieszkaniu studenckim) 45 mobilny
      Tel: 25 zł
      Ubrania - nie musisz mieć rewii mody, a i usamodzielnienie nie oznacza, że dla idei wyrzucamy na starcie wszystko co mamy z wcześniejszych lat. Są przeceny, można się tanio ubrać. Chyba, że chcesz być szafiarką:)
      Książki - są biblioteki, są antykwariaty, jest tania książka, jest sieć wymiany ze znajomymi. Ale niech będzie, kupujemy jedną miesięcznie za 35 zł.
      Ksero: jest teraz tanie, a większość można wydrukować w domu

      Jak podliczysz to zobaczysz, że te podstawowe sprawy to ok 1000 zł.

      A zarabianie? Dziś można znaleźć mnóstwo roboty przez internet - pisanie tekstów, robienie stron, grafiki, tłumaczenia, korekty. Na początek mała kasa, później tylko lepiej. Zresztą nawet z tej najmarniejszej kasy sobie wylicz: za tzw. precla (1000 znaków ze spacjami bzdur) ludzie dostają 1 zł. Piszesz takich codziennie 45 (3 godziny pracy lub mniej, zależy do tempa, ale liczmy 4). Już mamy 1350, a przecież to najmniej ambitna robota, na poziomie gimnazjalisty.
      Poza tym żyła złota to korepetycje. Na koniec sierpnia inwestujesz czas we wrzucenie ogłoszeń, w październiku możesz mieć nawet 10 uczniów. Ceny w wawie to spokojnie nawet 45 zł za godzinę (mam na myśli humanistyczne, np. polski czy języki obce dla dzieciaków). Większość uczniów chce 1,5 godziny, więc mamy ok 15 godzin pracy tygodniowo (z tego część w weekendy, dzieciaki są zapracowane). Wychodzi 675 tygodniowo, wiadomo, że ktoś może odwołać, liczmy nawet 500 - już masz dwa tysiące. Naprawdę można, tylko zamiast uprawiać wieczny "niedasizm" trzeba pomyśleć jak. Aha, a od drugiego roku można mieć jeszcze stype. Np. socjalne + naukowe to nawet 800 zł może być, samo naukowe do 400 dochodzi.
        • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 08:59
          > I miałaś na studiach dochód 1350+675+800pln czy teoretyzujesz?

          Ja miewałam nawet wyższy. W okolicach 2. roku zdarzało mi dawać jakieś 30 godzin korepetycji tygodniowo. Plus tłumaczenia. A w połowie 3. roku miałam już stałą pracę. Tak czy inaczej, kończąc studia miałam odłożony spory kawałek forsy na własne mieszkanie.
        • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 13:52
          Ja nie miałam nigdy socjalnego, ale nie teoretyzuję tylko piszę ile mieli znajomi, ci co dostawali naukowe i socjalne mieli ok 800 zł miesięcznie.

          Tak, miewałam 10 uczniów, co dawało ok 500 zł tygodniowo (praktycznie, bo zawsze ktoś odwołał, nie mógł) - teoretycznie wychodziłoby własnie 675 zł mniej więcej. I nie pisałam o 1350 + 675, mieszasz dwie opisane przeze mnie formy zarobku, w dodatku 675 to tygodniowo nie miesięcznie.

          I tak, miewałam stypendium naukowe wysokości 400 zł. Wiele innych form zarobku przetestowałam na własnej skórze, wiem jak zarabiali znajomi. Ale wiem też, że byli tacy, co twierdzili z uporem, że się nie da. I oczywiście u nich się nigdy nie dawało. I nie porównuję tu studentów medycyny z historykami np, ale osoby z tego samego kierunku.
          • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:38
            pytanie jest: czy w czasie studiów prowadziłaś samodzielne gospodarstwo domowe za tę kasę. a nie czy i ile zarabiałaś?

            bo da to się wszystko, łącznie z nieuczęszczaniem na zajęcia prawie w ogóle, pytanie tylko, po co te studia, skoro można iść do pracy. imo, jak ktoś się decyduje na studia dzienne, to powinien na pierwszym miejscu stawiać jednak naukę, a nie pracę. dla pracujących są np. studia zaoczne.

            robienie z pełnoetatowej pracy normy w czasie studiów dziennych jest nieporozumieniem. raz, że taki student zawala zajęcia, dwa że psuje rynek pracy przyjmując wyzyskowe zlecenia za 2zł/1000 znaków, jak gdzieś tam wyżej było.
      • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 09:14
        >za tzw. precla (1000 znaków ze spacjami bzdur) ludzie dostają 1 zł. Piszesz takich codziennie 45 (3 godziny pracy lub mniej, zależy do tempa, ale liczmy 4)

        hehehe, chcesz powiedzieć, że w 3 godziny jesteś w stanie napisać 25 stron oryginalnego tekstu (45000 znaków/1800)?
        ściema niestety, chyba że przez kopiuj wklej.
        • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 13:56
          18 stron dla ścisłości, bo liczę 2,5 znaków na stronę mniej więcej. Zwykle strona to 2 i kawałek precla. W godzinę jestem w stanie napisać ok 7,5 strony tekstu unikalnego, niepowtarzalnego i pozbawionego sensu, ale sensu nikt nie wymaga:) Sprawdzone, zmierzone - sama byłam ciekawa jak szybko piszę. Oczywiście, po godzinie szybkiego klepania w klawiaturę trzeba zrobić przerwę, np. poczytać coś i potem znowu można pisać.
          • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:46
            dlaczego akurat 2,5? dżizas, nie dość że to jest gó...ano płatne, to jeszcze wam wmawiają, że strona to 2,5?

            to jest po prostu straszne. ja się nie dziwię, że korektor czy redaktor czy dziennikarz nie są w stanie pracy znaleźć, jeśli pisanie tekstów jest produkcją taśmową bez ładu i składu.


            Oczywiście, po g
            > odzinie szybkiego klepania w klawiaturę trzeba zrobić przerwę, np. poczytać coś
            poczytać coś? wątpię byś po gapieniu się w monitor miała siłę na druk. o bolących rękach nie wspominając.
            • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:52
              Rany, naprawdę nie ma znaczenia ile wliczam na stronę jak biorę kasę za 1000 znaków, prawda? Po prostu uściśliłam jaką jednostką się posługuję.

              Naprawdę uważasz, że gimnazjalista klepiący precle jest powodem bezrobocia dziennikarza? Heh:) Przecież to dwie różne prace, wymagające zupełnie innych (wręcz skrajnie!) predyspozycji i umiejętności. To nie jest konkurencja.

              Tak po godzinie klepania nie mam problemu, żeby wziąć notatki i się np. słówek pouczyć czy przeczytać jakiś artykuł. Zresztą powinnam to pisać w czasie przeszłym, bo teraz mam już lepsze zlecenia.
              • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 14:57
                >Naprawdę uważasz, że gimnazjalista klepiący precle jest powodem bezrobocia dziennikarza? Heh:)

                tak, tak właśnie uważam. gimnazjalistów nie można zatrudniać z tego co się orientuję. taka praca jest oparta na wyzysku i zaniżaniu płac do minimum, a często jest to po prostu praca na czarno. zastanów się, czy praca na czarno psuje rynek czy nie psuje. i czy zaniża płace legalnie pracującym czy nie zaniża.
                • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 15:01
                  To jest taka sama konkurencja jak obecność internetowych "modelek" z fotka.pl dla Anji Rubik:)

                  Dwa światy, dwie branże. Dziennikarz w Polityce nie dostanie mniej za tekst dlatego, że ktoś tam klepie precle za złotówkę, bo to nie ma żadnego związku. Jeśli już mowa o dziennikarstwie to zaniżanie stawek związane jest z pojawienie się tzw. dziennikarstwa obywatelskiego.
                  • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:09
                    nie chodzi o to kto konkuruje, tylko kto dostanie zlecenie. zlecenie dostanie ten, kto nie szanuje swojej pracy i czasu i z ch... wie jakiej przyczyny przyjmie stawkę minimalną. gdy stanie po drugiej stronie frontu i będzie musiał z pisania i z różnych, nawet najdurniejszych zleceń się utrzymać, zanim trafi na coś stałego, to mina mu zrzednie.

                    po to są kredyty studenckie, żeby z nich korzystać i czas na naukę wykorzystywać do nauki. albo trzeba mieć zamożnych rodziców. a jak ani jednego, ani drugiego niet, to są studia dla pracujących.
                    • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:14
                      Ale co ci przeszkadza, że ja np. pogodziłam studia dzienne z pracą? Tak cię boli, że niektórym ludziom to się udaje? Co więcej, udaje mi się teraz zdobywać zlecenia, które wcale nie są po minimalnych stawkach i nie narzekam na zarobki.
                      Aha, kredyt studencki... ostre warunki żeby dostać i 650 zł miesięcznie. No za to to dopiero można się utrzymać i zaszaleć. Na szczęście nie ty decydujesz komu wolno iść na studia dzienne
                      • six_a Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 16:22
                        ale w którym miejscu mi to przeszkadza albo mnie boli? przecież nic do ciebie nie mam czy mam?

                        normalne nielajtowe są z zasady nie do pogodzenia z pracą, gdyby tak nie było, nie istniałyby wieczorowe ani zaoczne.
                        co innego praca wakacyjna, ale też nie każdy kierunek ma całe wakacje wolne, żeby w tym czasie uzbierać kasę na cały przyszły rok. i co innego dorabianie. a co innego utrzymywanie się. naprawdę mało osób utrzymuje się z własnoręcznie:) i nie korzystając ze stypendiów/zapomóg i portfela rodziców.

                        a po studiach cała masa wraca do rodziców, co chyba najlepiej świadczy o tej "samodzielności".
                    • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:25
                      Rozumiem, że jako człowiek, który czasem dla rozrywki opchnie jakiegoś "michałka" prasie papierowej, mam się strasznie przejmować, jaki wpływ moje ćwierć kolumny ma na życie gospodyni domowej z Mycisk Niżnych? Może jestem amoralna, ale niewiele jest rzeczy, które mnie mniej obchodzą.
                    • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 20:55
                      Jak się nie ma pojęcia, o czym się pisze, warto doczytać. Mniemam, że nie zetknęłaś się nigdy z pozycjonowaniem stron i nie wiesz czym są precle? Otóż to teksty, których nie czyta NIKT, poza robotami wyszukiwarek. Kosztuje toto 1 zł za 1000 znaków, klepanina bez sensu, ale zarobić można. Natomiast prawdy objawione na portalu kosztują znacznie więcej. I wybacz, ale jak ktoś nowinki na Interii traktuje jak prawdę objawioną to już nie moja wina. A kto się tu dowartościowuje kosztem innych?hmm...
                      • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:12
                        Tylko pogratulować poziomu intelektu. Baw się dalej.
                        Kiedyś słowo pisane miało swoją wartość, teraz niema. Czyjaś zasługa? Cieszysz się, że propagujesz ignorancję! Mój ulubiony pisarz Philip K. Dick. Jak nie sprawdził w trzech różnych źródłach, nie pisał o CZYMŚ. Bo twierdził, że nie będzie z siebie robił idioty. Nie było istotne dla niego, że pisał o barbituranach czy o anihilacji.
                        • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:19
                          > Kiedyś słowo pisane miało swoją wartość, teraz niema.

                          Kiedyś to ludzie potrafili prawidłowo pisać "nie " z czasownikami...

                          >Mój ulubiony pisarz Philip K. Dick. Jak nie sprawdził w trzech różnych źródłach, nie pisał o
                          >CZYMŚ. Bo twierdził, że nie będzie z siebie robił idioty.

                          No, Dick literacko wielkim pisarzem był, ale poza tym zrobił z siebie idiotę na tyle sposobów, że w sumie więcej już nie musiał.
                              • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:51
                                Schizofrenia. Na własne życzenie PKD, LSD. Przyznał się do tego w książce "Przez ciemne zwierciadło". Lema też uwielbiam i Dick'a, a "domniemany spisek KGB". FBI, to mogło im obu naskoczyć. Nie rusza mnie to. I tak Dick napisał więcej powieści, niż Lem.
                                Nie rozumiem co ma do tego opowiadanie "Przedludzie".

                                > i nasyceni antyaborcyjną emo-histerią "Przedludzie" przy kompletnym wdupiemani
                                > u własnych, nie tylko poczętych, ale i urodzonych dzieci.
                                A czytałaś tą nowelę? Mam namyśli czytanie ze zrozumieniem. To takie proste wydawało by się.
                                • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 22:18
                                  best.yjka napisała:

                                  > Schizofrenia. Na własne życzenie PKD, LSD.

                                  Bycie chorym oraz spędzenie znacznej części życia przyćpanym jak koala nie zmienia faktu, że zrobił z siebie idiotę. O różowym promieniu litosiernie zmilczę, bo wtedy to już całkiem puścił się poręczy.

                                  > Przyznał się do tego w książce "Przez ciemne zwierciadło".

                                  Do ćpania i do bycia chorym? No, faktycznie, bardzo odważne, przyznać się do tego, o czym wiedziało pół Kalifornii.

                                  BTW, właśnie, jak to niby się Dick w "Przez ciemne zwierciadło" do czegoś przyznaje? Bo jeśli masz na myśli to, że bohaterowie mają problem o ocenianiem realności tego, co ich otacza, to sorry, nie dostaniesz banana - w większości jego książek tak jest. Cytat poproszę.

                                  > Lema też uwielbiam i Dick'a, a "domniemany spisek KGB".
                                  > FBI, to mogło im obu naskoczyć.

                                  A możesz powyższe jeszcze raz tylko po polsku? Tak swoją drogą, "Dicka", nie "Dick'a". Wujek Miodek nadal nie odbiera telefonu?

                                  >Nie rusza mnie to. I tak Dick napisał więcej powieści, niż Lem.

                                  Z których, niestety, sporo już nie przechodzi próby czasu - cóż, tak to jest z rzeczami klepanymi po kilkadziesiąt stron dziennie na amfie, parę wyjdzie genialnych, reszta... taka sobie.

                                  > Nie rozumiem co ma do tego opowiadanie "Przedludzie".

                                  Do wątku FBI/KBG? Pewnie nic, on miał tyle odpałów, że trudno, żeby wszystkie się jakoś łączyły.

                                  > A czytałaś tą nowelę? Mam namyśli czytanie ze zrozumieniem. To takie proste wyd
                                  > awało by się.

                                  A ze 3 razy. Ale może przeczytaj coś mądrzejszych od siebie, skoro z tekstem źródłowym nie dajesz rady, co?

                                  mrw.blox.pl/2008/06/Dick-przeprosil-za-Przedludzi.html
                                  wo.blox.pl/2010/03/Przedludzie-Dicka.html

                                  Albo zacznij od biografii Sutina, bo na razie to rozmowa ze ślepym o kolorach, bez urazy.
                                  • best.yjka Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 16.03.11, 17:19

                                    > BTW, właśnie, jak to niby się Dick w "Przez ciemne zwierciadło" do czegoś przyz
                                    > naje? Bo jeśli masz na myśli to, że bohaterowie mają problem o ocenianiem realn
                                    > ości tego, co ich otacza, to sorry, nie dostaniesz banana - w większości jego k
                                    > siążek tak jest. Cytat poproszę.
                                    Proszę bardzo :) Cytat z od autora.
                                    To powieść o ludziach, którzy zostali ukarani o wiele za surowo. Chcieli tylko mile spędzać czas, byli jak dzieci bawiące się na ulicy, które patrzą, jak po kolei zabiera je śmierć, jak giną jedno po drugim, masakrowane przez przejeżdżające samochody, a mimo to nie przerywają zabawy. Przez pewien czas byliśmy naprawdę szczęśliwi. Siedzieliśmy sobie razem, nie pracowaliśmy ciężko, tylko opowiadaliśmy bzdury i dobrze się bawiliśmy, ale to trwało tak strasznie krótko, a kara, która potem na nas spadła, przeszła wszelkie wyobrażenie. Widzieliśmy, co się dzieje, ale nie potrafiliśmy w to uwierzyć. Na przykład w czasie pisania tej książki dowiedziałem się, że człowiek, który był pierwowzorem postaci Jerry'ego Fabina, popełnił samobójstwo. Mój przyjaciel, który w tej powieści występuje jako Ernie Luckman, zmarł, zanim zabrałem się do jej pisania. Przez chwilę sam byłem takim bawiącym się na ulicy dzieckiem, byłem jak inni: próbowałem się bawić, zamiast zachowywać się jak dorosły człowiek, i zostałem ukarany. Jestem na zamieszczonej poniżej liście ludzi, którym dedykuję tę powieść. Ta lista mówi też, co stało się z każdą z tych osób.

                                    > Z których, niestety, sporo już nie przechodzi próby czasu - cóż, tak to jest z
                                    > rzeczami klepanymi po kilkadziesiąt stron dziennie na amfie, parę wyjdzie genia
                                    > lnych, reszta... taka sobie.
                                    Twoja subiektywna opinia. Masz do niej prawo. Nie wszyscy ją podzielają. Kolejna ekranizacja powieści Dicka w przyszłym roku na dużym ekranie.
                                    Blade Runner to klasyka SF. Ridley Scott zrobił naprawdę dobry film.

                                    > Do wątku FBI/KBG? Pewnie nic, on miał tyle odpałów, że trudno, żeby wszystkie s
                                    > ię jakoś łączyły.
                                    Ale w książkach pisał z sensem.
                                    > > A czytałaś tą nowelę? Mam namyśli czytanie ze zrozumieniem. To takie pros
                                    > te wyd
                                    > > awało by się.
                                    Odpały miał. Ale na jakość książek które pisał, nigdy to nie wpływało. Wyjątkiem była fobia o zimnej wojnie pomiędzy ZSSR i US. Polecam Deus Irae, napisaną z Rogerem Zelaznym.

                                    > A ze 3 razy. Ale może przeczytaj coś mądrzejszych od siebie, skoro z tekstem ź
                                    > ródłowym nie dajesz rady, co?
                                    Abstrakcyjne myślenie nie jest dla wszystkich jest zrozumiałe. Nie zapomnij dowalić mi za składnie zdania :D


                                    > Albo zacznij od biografii Sutina, bo na razie to rozmowa ze ślepym o kolorach,
                                    > bez urazy.

                                    Za byle co, się nie obrażam. PKD przeczytałam całego. Opowiadania i powieści.
                                    Miłego dnia.
                                    • jop Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 20.03.11, 14:39
                                      best.yjka napisała:

                                      > Proszę bardzo :) Cytat z od autora.

                                      O, dziękuję.

                                      > Twoja subiektywna opinia. Masz do niej prawo.

                                      A są w ogóle obiektywne oceny dzieł sztuki?

                                      > Blade Runner to klasyka SF. Ridley Scott zrobił naprawdę dobry film.

                                      Film genialny (ale to nie zasługa Dicka), książka średnia. W najlepszym razie - niezła.

                                      > Ale w książkach pisał z sensem.

                                      Sprawdzić, czy nie "Przedludzie".

                                      > Odpały miał. Ale na jakość książek które pisał, nigdy to nie wpływało. Wyjątkie
                                      > m była fobia o zimnej wojnie pomiędzy ZSSR i US. Polecam Deus Irae, napisaną z
                                      > Rogerem Zelaznym.

                                      Deus Irae jest niezłe, ale to nie zmieni mojego wewnętrznego przekonania, że Dick to kilka genialnych książek ("Człowiek z Wysokiego Zamku", "Trzy stygmaty Palmera Eldritcha", "Ubik", "Płyńcie łzy moje, rzekł policjant"), trochę ciekawych materiałów na studium przypadku psychiatrycznego i sporo pulpy typu jacyś galaktyczni druciarze.

                                      > Abstrakcyjne myślenie nie jest dla wszystkich jest zrozumiałe. Nie zapomnij do
                                      > walić mi za składnie zdania :D

                                      Wiesz, niemożność interpretacji zdania jednak jakby utrudnia dyskusję.

                                      > Za byle co, się nie obrażam. PKD przeczytałam całego. Opowiadania i powieści.
                                      > Miłego dnia.

                                      Sutina naprawdę polecam, sporo ciekawych informacji jest też w biografii Alice B. Sheldon ("James Tiptree, Jr. The Double Life of Alice B. Sheldon", Julie Philips), która intensywnie z Dickiem korespondowała.
                        • lady.baba Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 21:28
                          Sobie pogratuluj, bo masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Precle nie służą do czytania, nikt tego nie czyta, żaden człowiek. Jaka ignorancja? Do ich pisania po prostu nie jest żadna wiedza potrzebna. Czyja zasługa, że słowo pisane nie ma wartości? Ma taką samą jak mówione. A zasługa tych, co to czytają. Redaktorzy Pudelka nie pracują dla własnej przyjemności.
      • berta-live Re: "uniezależniłam się na drugim roku studiów" 15.03.11, 10:29
        Skąd ty te ceny bierzesz? Gumtree mówi, że cena miejsca w pokoju mieszkania studenckiego to 500-600PLN. Plus media ok 100PLN. Być może gdzieś pod warszawą można wynająć taniej, ale wtedy tracisz co najmniej 2h rano i popołudniu na stanie w korkach. Z Białołęki na plac Politechniki w okolicach 7-8 rano jedzie się ok 2h.

        100PLN/tyg na żarcie, czyli jakieś 14PLN/dziennie. Może i by się udało, pod warunkiem, że żywisz się wyłącznie tym co kupisz na placu i samodzielnie przerobisz na żarcie. Czyli tracisz dodatkowe godziny na gotowanie, sprzątanie i szorowanie garów. I jeszcze podnosisz ceny mediów, bo zużywasz automatycznie więcej wody, gazu i prądu. Głupia buła z szynką kupiona w studenckim bufecie, albo zwykłym spożywczaku kosztuje 5PLN. Do tego jakaś woda mineralna by się przydała a być może nawet kawa z automatu dla obudzenia się. A to nawet porządne śniadanie nie jest.

        A z tą pracą to też nie jest tak prosto. Korepetycje możesz dawać pod warunkiem, że sama coś umiesz. Bardzo wątpię czy statystyczny student poradzi sobie z matematyką na poziomie chociażby gimnazjalnym, a największy popyt jest na lekcje dla maturzystów. Podobnie jest z polskim. Inne chodliwe przedmioty to fizyka, chemia i biologia. Czasem ktoś zechce żeby go z historii przepytać. A to wszystko jest poza wiedzą studenta niebranżowego kierunku, chociaż z tymi branżowymi to też różnie bywa. I jeszcze języki obce, ale to mają pierwszeństwo studenci filologii. Poza tym sądząc po ilości ogłoszeń to podaż jest nieco większa niż popyt, więc nie bardzo da się z tego wyżyć.
        Praca w firmach na etacie np wklepywacza danych też nie jest szczególnie dobrze płatna, bo inaczej nie opłacałoby się zatrudniać studentów. Nie mówiąc o tym, ze te prace są etatowe a nie dorywcze, więc nie ma mowy o tym, że pracujesz kiedy masz czas i ochotę.

        I do tego dochodzi czas. Pracować możesz jak studiujesz jakiś lajtowy kierunek w stylu marketing i zarządzanie, politologia itp. Zwłaszcza jak studiujesz zaocznie, wieczorowo lub prywatnie, chociaż dziennie państwowo też studenci się nie przemęczają. Natomiast jak studiujesz cokolwiek ambitniejszego, to zajęcia masz od 8rano do 8 wieczór, albo i dłużej. I to głównie ćwiczenia i laboratoria, więc nie ma mowy o zerwaniu się. Oczywiście z okienkami w ciągu całego dnia, ale takimi, że tylko siąść na 2h w knajpce i czekać na kolejny wykład. Do tego jeszcze trzeba się czasem coś pouczyć, jakieś projekty zrobić itp. Nie zostaje wiele czasu na pracę. A i odpocząć też trzeba, bo człowiek to nie maszyna.