dorotajank
19.03.11, 23:05
Jesteśmy razem 1.5 roku, od ponad roku mieszkamy razem. Bardzo się kochamy i jest nam ze sobą cudownie. Za 2 miesiące ślub i nagle zaczynają wychodzic dziwne rzeczy. Przede wszystkim to ze jestesmy z dwoch roznych swiatow (chodzi o to ze ja jestem z dosc majetnej rodziny , miszkalam w duzym domu niczego nie musialam sobie odmawiac, on natomiast z biednej , niczego nie mial) Oboje mamy wyksztalcenie wyzsze i dobrze zarabiamy jednak jemu zostalo cos z dziecinstwa. Wszystko co chce miec ( np rowerek do cwiczen bo mam siedzacy tryb pracy i zaczelam tyc) czy tez nowa kiecke , buty ,na ktore mnie stac, on uwaza za zbedne albo za moje kaprysy, tzn wczesniej mi tego nie mowil tylko teraz wlasnei przed slubem. O rowerek klocilismy sie 3 dni , bo wedlug niego nie ma miejsca w mieszkaniu, bo inni nie maja, i jest to moj kaprys ktory mi sie znudzi. Ja strasznie chcialam schudnac zwlaszcza do slubu i pragnelam tego rowerka w koncu dopielam swego . Okazalo sie ze rowerek sie zmiescil jest jeszce sporo miejsca a i on na nim zaczal jezdzic. Wszystko fajnie tylko ze ja zaczelam zadawac sobie pytanie : a co jezeli tak bedzie sie ze mna wyklocal o glupoty. Miesiac spokoju i kolejna klotnia, bardzo ostra o to ze przeze mnei spoznimy sie pol godziny na obiad do jego rodzicw. Dodam ze musialam wysprzatac mieszkanie poniewaz mieli nas odwiedzic moi rodzice wieczorem. On uznal ze nie szanuje jego matki ktora bedzie musiala odgrzac obiad. Ja znow mysle ze nie umowilam sie z prezydentem i ze majac mikrofalowke mozna to szybko odgrzac a 30 min to niewiele spoznienia. Czy mam racje czy faktycznie wyszlo tak ze ich nie szanuje? Ja pochodze ze stron gdzie nikt az tak bardzo nie pilnuje godziny przyjscia gosci. Do mnei na urodziny przychodzili od 15. do 18 i nie czulam sie urazona ze nie wszyscy przyszli o 15.00.