zolla78
25.03.11, 17:51
Nie bardzo mam kogo zapytać o zdanie, gdyż przy okazji musiałabym powiedzieć o dziwnym zachowaniu przyszłej teściowej, zatem pytam tutaj.
Mój przyszły M (lat 33) często kłóci się matką (lat 60 coś) - jego własną. Ona jest dość drażliwa i potrafi się na niego o bzdury obrazić. Np. o to, że jak odbiera od niej telefon to mówi "halo", że poprosi ją o przełączenie kanału w TV, że coś pozytywnego wspomni o jego babci, a jej teściowej albo, że nie wystarczająco szybko i pełnie odpowie na jakieś pytanie, zwróci uwagę młodszemu bratu. Bzdury.
Już nie raz zdarzało się, że z powodu jakiegoś według niej złego zachowania M wobec niej, jak byliśmy u niej na obiedzie, to atmosfera była strasznie napięta. Ale do wytrzymania.
Ostatnim razem jak do niej poszliśmy, to się spóźniliśmy. Niedużo. Wiedziała, że idziemy prosto z pracy i czasem jesteśmy tam zatrzymywani. Niemniej jednak było to z naszej strony nieładne. Jak weszliśmy, to naskoczyła na nas, że dlaczego się spóźniliśmy, ale jeszcze bez obrazy. Zanim zdążyłam coś odpowiedzieć, M coś rzucił niemiło, że tak wyszło i wyszedł na pocztę - spieszył się, żeby zdążyć przed zamknięciem. Kobieta na niego, że jest gnój, cham i jak on się zachowuje. Co do do zasady rację miała - spóźnienie wymagało i wytłumaczenia i przeprosin. Próbowałam potem tłumaczyć, przepraszać. Ale nic to nie dało. Jak M wrócił, to najechała znowu na niego, że jest gnój i cham itp., obiad nam dała niemal rzucając talerze na stół, a sama siedziała w kuchni. Powiedziałam mu, że się nieładnie zachował. Poszedł przeprosić. Kobieta się już jednak nakręciła na maksa. Wyzywała go dalej od chamów itd, że jej nie szanuje, że życzy mu żeby przez własne dzieci był tak traktowany itp. Siedziała w tej kuchni i sama do siebie mówiła, waląc ręką w stół.
Powiedziałam M, żeby zdecydował czy idziemy czy zostajemy. Nie wiedział co robić. Próbował jeszcze raz z nią pogadać. Nic, nadal na niego najeżdżała. Przyszła wprawdzie do pokoju do nas, mówiąc, że mamy jeść skoro ona się tyle napracowała, ale dalej z pretensjami do M. Jadłam słuchając ich kłótni. W pewnym momencie odwołali się do mojego zdania, to poprosiłam by mnie w to nie mieszać. I pretensje były z obu stron do mnie. Potem na szczęście wrócili do kłótni między sobą, wypominając sobie jakieś zdarzenia sprzed lat.
Coś mi mówi, że będę świadkiem takiej sytuacji jeszcze nie raz. I nie wiem jak się zachować następnym razem. Powiedzieć, że idę sobie na spacer a oni niech sobie wyjaśniają? Wtrącać się? Czy siedzieć tak jak ostatnio cicho i liczyć, że nie będą się do mnie po żadne zdanie odwoływać?
Jakaś rada?