narozstajach
30.03.11, 09:18
na wstepie prosze was nie krytykujcie zachowan, podsuwajcie kreatywne rozwiazania. sytuacja jest nastepujaca:
gdy moje malzenstwo chylilo sie ku upadkowi (bylem tuz przed rozwodem) poznalem kobiete, bylo milo - "pocieszycielka" swietnie sprawdzala sie w tej funkcji. po pewnym czasie poczulem ze to nie to i postanowielem zakonczyc "zwiazek", jednak okazalo sie, ze jest w ciazy (wiedziala od 2 tygodnia i od razu mi o tym powiedziala).
wiec coz, postanowilem ze musze podjac role przyszlego ojca i zprobowac sie bardziej zaangazowac, z uplywem czasu jednak coraz bardziej docieralo do mnie, ze bycie z kims dla dziecka (znalismy sie 4 miesiace) nie jest fundamentem do budowy rodziny.
postawilem sprawe jasno, ze bede ponosil koszty utrzymania (place 600pln), i chcialbym miec kontak z dzieckiem - uczestniczyc w wychowaniu, ale nic wiecej.
dziecko sie urodzilo, jeszcze raz sprobowalem, ale nic z tego - zupelnie inne charaktery i pomysly na zycie.
obecnie (maly ma 11miesiecy) staram sie przynajmniej raz w tyg go odwiedzac, dziecko jest w innym miescie niz moje mieszkanie, do tego dochodzi codzienna proza zycia zwiazana z obowiazkami, dodatkowymi zajeciami, ktore pomagaja mi normalnie egzystowac.
matka dziecka pozwala na widywanie sie z dziadkami, ale.....
oczekuje wiecej .... wspolnych weekendow?? spacerow??..... wiekszej pomocy z mojej strony. ja niestety nie moge jej tego dac. nie wiem jak wyjsc z tej sytuacji. chcialbym zachowac zdrowe relacje, ale nie mam na to sposobu. ona ciagle wypisuje swoje zale do moich rodzicow!! a oni sa tylko dziadkami i nie maja zadnego wplywu na mnie.. gdy mowie ze chcialbymmalego zabrac do siebie- gdy bedzie juz troche starszy, to ona "nie wyobraza sobie tego"
co wy jako kobiety, matki moglybyscie mi poradzic