niebieski_kwiatek
06.04.11, 00:03
Chcialabym opowiedziec o tym co mi sie przydarzylo.
mam prawie 27 lat i nie mam sie komu zwierzyc zeby opowiedziec WSZYSTKIE detale.
JEsli chcecie przeczytajce, mozecie nawet krytykowac.
Musze napisac, bo straszie mi to lezy na sercu.
Bylam w zwiazku, ale po ok. 2 latach zaczelo sie psuc. Jednak staralismy sie jakos temu zaradzic i naprawiac. Tak wiec dobre dni przeplataly sie z "cichymi dniami".
Pierwsze dwa lata to byl zwiazek naprawde pelen harmonii, w koncu przeprowadzilam sie do jego miasta i zamieszkalismy razem.
Po pewnym czasie, kiedy nasz zwiazek mial juz dwa lata, mialam powazne problemy z utrzymaniem zatrudnienia, i pozostawalam w jakis sposob zalezna od faceta.
To stawialo mnie na przegranej pozycji. Okropnie mna pomiatal i manipulowal, po czym gryzlo go sumienie i znow wracaly lepsze chwile.
Ja coraz bardziej sie w sobie zamykalam, tak wiec i nasze zycie seksualne coraz gorzej sie ukladalo. Po prostu nie moglam.
Podczas ktorejs klotni mnie wyzwal, podczas innej nawet raz uderzyl, podczas innej wykrzyczal mi w twarz ze zdradzal i to wielokrotnie.
Bylam zdruzgotana, ale na szczescie zaczelo mi sie lepiej ukladac finansowo, bo znalazlam - szczescie w nieszczesciu - w miare dobra pracę. Chociaz prywatnie mialam rozerwane serce. To wcale nie bylo latwe - idziesz do pracy, jestes nowa, wiec bardzo sie starasz, a w srodku rozpacz i bol. Widzialam kolezanki majace kochajacych je partnerow i jeszcze bardziej lzy mi sie ciskaly do oczu. To bylo okropne. Ten moment kiedy uswiadamiasz sobie ze partner przestal cie kochac.
Zastanawialam sie czy z tego zwiazku cos jeszcze bedzie. On przez pewien czas byl bardzo troskliwy, znow sie staral, nawet kupowal mi kwiaty, ale ja wciaz mialam wspomnienia kiedy to podniosl na mnie reke.
W miedzyczasie zupelnie przypadkowo spotykalam pewnego chlopaka mieszajacego w poblizu. Pare razy nawet pogadalismy, dziwnym trafem, mielismy sporo wspolnych tematow. Koles calkiem spoko, zadnego szpanerstwa, zadnych panienek dla sportu, ale tez bez przesadnego nudziarstwa. Nawet w myslach zartowalam sobie, ze gdybym byla wolna, pewnie szybkobym sie w takim kims mogla zakochac.
Ale oficjalnie nie bylam wolna, bo sprawy miedzy mna i moim "potworem" wciaz nie byly doprecyzowane. Przestal mna pomiatac, ale klotni nie udawalo sie uniknac. No i zycie lóżkowe nie istnialo.
Az ktoregos ranka zdalam sobie sprawe, ze chyba podkochuje sie w tamtym nowo poznanym chlopaku. Staralam sie w sobie to zabic, przeciez latwo zauroczyc sie nowo poznana osoba, o wiele trudniej zas, pielegnowac zwiazek juz istniejacy. Nowa osoba zawsze wydaje sie bardziej fascynujaca.
Ale uczucie przybieralo na sile. Poza tym moj obiekt westchnien tez coraz dziwniej na mnie patrzyl. Wiedzial, ze bylam zajeta, choc nie znal mojego chlopaka. Nigdy, przenigdy nie odwazylabym sie mu wyznac tego co poczulam. W koncu go nie znalam, wiedzialam tylko, ze jakis czas wczesniej zakonczyl 3 letni zwiazek.
i tak zylam w zawieszeniu. tesknilam do kogos, kogo ledwie znalam, a zylam z kims kogo zaczynalam juz nienawidzic za to jak mnie traktowal.
Ktorejs nocy doszlo do klotni miedzy mna a moim "potworem",ja opanowana chcialam zalagodzic konflikt, ale on kontynuowal agresje. uslyszalam sporo obelg pod moim adresem, poszlo o to ze on okropnie chrapal, a ja nie moglam spac. on nie chcial sie przeniesc do drugiego pokoju i wyganial mnie!
koniec koncow zalamana i zaryczana przespalam sie na kanapie pod kocem, bo koldry tez nie chcial mi dac. jeszcze do tego mi grozil.
ledwie zywa przepracowalam caly nastepny dzien. mysl o tym nowopoznanym, tajemniczym chlopaku o oblednych oczach jakos trzymala mnie przy zyciu.
bedac w pracy otrzymalam smsa od mojego potwora, ze mam sie wynosic, ze niechce mnie wiecej znac, ze jestem do niczego, ze jestem beznadziejna w lozku, ze nikt mnie nie zechce, ze juz sobie znalazl laske na moje miejsce, a nawet dwie, itp.
Wtedy dostalam jakiegos pałera. Pobieglam po ogloszenia, przez 3 kolejne dni tylko dzwonilam i filtrowalam oferty o roznych formach wynajecia jakiegokolwiek taniego kąta.
Az w koncu... znalazlam! Tanio i zyczliwie i do tego blisko do pracy.
Zaczelam w tajemnicy pakowac najmniej potrzebne rzeczy i przenosic je do nowego domu. Moj "potwor" niczego sie domyslil, znowu zaczal mnie traktowac zyczliwiej, pewnie myslal ze mu wybaczylam, ze godzę się na takie traktowanie od czasu do czasu Rolling Eyes
Kiedy juz prawie wszystkie rzeczy zostaly przeniesione, byl taki wieczor, kiedy sie poklocilismy. On mi wtedy "to jak w koncu z toba bedzie? wynosisz sie stad czy nie?" Odpowiedzialam ze sie wynosze i podalam konretna date. Ten wpadl w szal, zaczal mnie wyzywac, zapytalam "co sie szczypiesz? kazales mi sie wynosic to sie wynosze!"
potwor krzyczal ze cieszy sie z tego faktu ale tak mi ublizal ze wolalam sie zamknac w pokoju i zalozylam sluchawki.
W koncu nadszedl ten piekny dzien, wzielam do pracy ostatnia walizke i po pracy zamiast do potwora poszlam do mojego nowego domu.
jaki kontrast! szacunek, komplementy, pytania jak bylo w pracy, bo mieszkalam z dwiema dziewczynami, ktore tez byly daleko od domu.
zaczelam tez coraz optymistyczniej myslec o nowo poznanym chlopaku.
az w koncu ktoregos razu organizowano pewna impreze w jednym pubie i tam mial on byc i jego znajomi a takze moi nowi znajomi. wiec pomyslalam ze fajnie bedzie wpasc. spodobala mi sie tez ta forma propozycji - takie traktowanie po kolezensku. zadnego "umow sie ze mna" itp.
a potwor? potwor przypomnial sobie o mnie i strasznie plakał. codziennie dzwonil po 60 razy!!!! i pisal conajmniej 2 smsy na godzine "wroc, przepraszam"
Nawet szukal mnie w pracy, poprosil zebysmy porozmawiali. zgodzilam sie ale pod warunkiem ze nie pojdziemy do zadnego miejsca gdzie bedziemy sami, bo ja sie go boje.
plakal, przepraszal, kwiaty kupil, mowil ze sie zmieni. Ja mu wypomnialam jego grzechy, on prosil zebym wrocila do domu.
odprowadzilam go do samochodu, bo nie chcial rozmawiac miedzy ludzmi.
kiedy wsiadl do auta, ja udawalam ze wsiadam, a trzymajac otwarte drzwi wykrzyczalam w jego zaryczana twarz
"TERAZ CIE ZOSTAWIAM! I CIERP SOBIE ILE CHCESZ I TAK NIE WYCIERPISZ TYLE ILE JA W PRZEZ OSTATNIE 8 MIESIECY"
trzasnelam drzwiami jego auta i ucieklam. on wysiadl i i szedl za mna, wtedy ja zaczelam biec z calych sil. bardzo ale to bardzo nie chcialam zeby sie dowiedzial gdzie mieszkam. nachodzil by mnie i robil obciachu przy nowych sasiadach.
ale jak go zgubic kiedy on za mna lezie? bedzie mnie sledzic autem i odkryje gdzie mieszkam.
a wiec bieglam przez miasto i skrecilam w jedna uliczke. staly taksowki, zapytalam taksiarza ile bedzie kosztowalo, cena byla przystepna, wiec dalam nura do taryfy i odjechalam. schylona w taksowce widzialam potwora szukajacego mnie wzrokiem wsrod pieszych.
udalo sie bylam w domu i bylam bezpieczna, daleko od potwora.
szykowalam sie na sobote, mieli tam byc moi znajomi i jego znajomi.
choc jeszcze w glowie mialam metlik z powodu placzacego za mna potwora, staralam sie odwazyc na jakas probe z tym nowo poznanym.
w koncu przez caly ten czas, ten nowo poznany o oblednych oczach urosl w moich marzeniach do rangi wielkiej milosci. moze to glupie, ale coz taka chemia.
ide na impreze, gadamy w grupce jest i on. jest i jakas dziewczyna czesto gadaja, wiec nie bede sie wcinac. potem wychodza zapalic tylko oni dwoje, potem wracaja. dziewczyna mowi do niego "rozumiem, nie jest mi przykro, w koncu jest bardzo ladna", potem znowu wychodza, ale tylko rozmawiaja.
do mnie docieraja tylko strzepki ich rozmow. naprawde nic osobistego, ot rozmawiaja i tyle.
impreza sie skonczyla wracamy do domu. dzielimy sie na grupki, ona wraca z tymi ktorzy ida w strone mojego domu, on idzie w druga strone. zegnaja sie jak koledzy, zadnych buziakow, zadnych "zadzwon"
.... cdn