w_zyciu_piekne_sa_tylko_chwile
20.04.11, 17:17
Witam!
Pisząc na tym forum, z pewnością zostanę wystawiona na publiczny lincz.
Pewnie na to zasłużyłam, bo sięgnęłam po cudze.
Od 2 lat spotykałam się z żonatym mężczyzną, starszym ode mnie o 15 lat.
Jestem i byłam wolną osobą.
Był moim lekarzem.
Zaimponował mi swoją dojrzałością i powagą (wydawało mi się wtedy, że taki jest), dlatego odważyłam się i zaproponowałam jemu spotkanie. Nie byłam pewna czy jest sam, choć jak na ten wiek małżeństwo było bardzo prawdopodobne.
Powiedział mi o żonie i o dwójce dzieci w wieku zbliżonym do mojego.
Mimo wszystko chciał się ze mną spotykać.
Z każdym kolejnym spotkaniem robił się coraz odważniejszy i zachęcał mnie do zbliżeń.
Byłam w nim zakochana - co nie jest żadnym wytłumaczeniem - i po wielu namowach, skusiłam się.
Bałam się tego, że popełniam ogromny grzech, bo ciągle w myślach miałam jego rodzinę, że w pewien sposób, może nie namacalny, krzywdzę jego rodzinę.
Utwierdzał mnie w przekonaniu, że póki jego rodzina nie wie o naszym grzechu nie ma się czym przejmować.
Spotykaliśmy się w ukryciu, 2-3 razy w tygodniu.
Kombinował jak się dało, aby nikt nie dowiedział się o nas. Publicznie, jako lekarz, traktował mnie jak zwyczajną pacjentkę.
Z jednej strony mówił, że między nim a żoną coś się popsuło, ale mimo wszystko był z nią, kochał się z nią i także kochał ją - tak twierdził.
Mijały miesiące, święta, a ja byłam sama.
Męczyłam się z myślą, że jest nas dwie, że może bez skrupułów prowadzić podwójne życie.
Nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha, ale nigdy także nie uwolnił mnie od nadziei, że to się zmieni.
Wiedział doskonale, że go kocham, że wiąże z nim palny.
Buntowałam się, że wiąż trzyma mnie "za ogon", a jest nadal z żoną.
Postanowiłam związać się z chłopakiem o 3 lata starszym ode mnie. W zasadzie nie potrzebowałam nowego związku, ale weszłam w niego tylko po to, aby się uwolnić.
Niestety po połowie roku związek się rozpadł.
Ciągle szukałam w moim chłopaku cech, które miał ON, dojrzałości, opiekuńczości, bezpieczeństwa. W duchu tęskniłam za NIM.
Po pewnym czasie spotkaliśmy się na ulicy, podwiózł mnie do domu. Wiedział, że rozstałam się z chłopakiem... i znów byłam jego.
Był pewny tego, że jestem nim zaślepiona. To on ustalał warunki spotkań, ja się dostosowywałam.
Cieszyłam się na każde spotkanie, z każdego przytulenia mnie, ucałowania w czoło.
Męczyłam się jednak tym, że wciąż jest z żoną.
Mówił mi, że jeśli chcę odejść, nie będzie mnie zatrzymywał, ale doskonale wiedział, że nie będę potrafiła odejść, choćbym ogromne męki przechodziła.
Pewnego dnia powiedziałam jemu, że mam dosyć takiego traktowania, że męczą mnie wyrzuty sumienia, choć nie znam jego rodziny, że nie mogę już dłużej w tym brnąć.
Postanowiłam powiedzieć jego żonie o nas.
Nie zrobiłam tego z zemsty, byłam jej to winna, bo obie byłyśmy krzywdzone.
Gdy usłyszała o zdradzie męża, powiedziała, że nie pierwszy raz ją zdradził, że taki już jest. Powaliła mnie obojętnością na jego wybryki.
Oczywiście usłyszałam ostre słowa pod moim adresem, choć po chwili podziękowała mi za uświadomienie jej.
Następnego dnia kiedy "pochwaliła się" jemu o uzyskanej informacji, jej pogląd na zaistniałą sytuację diametralnie się zmienił.
Zaczęła mnie obwiniać, że to ja się jego uczepiłam, że próbował się przede mną bronić, że wiedząc o jego rodzinie dałam się ponieść emocjom.
Przyznała, że wina leży po obu stronach, ale i tak starała się go oczyścić z zarzutów, twierdząc, że gdyby nie ja, tego by nie było, bo przecież się budują i uprawiają ostry sex.
Nazwała mnie także kur.ą.
Stwierdziła również, że ON uważa, że zrobiłam to celowo, aby ich skłócić, a w następstwie zabrać jej JEGO.
Zabronił mi pokazywać się w ośrodku zdrowia, wystawiając mnie za drzwi gabinetu na oczach innych pacjentów.
Nie chce mnie znać za to, co zrobiłam, uważając, że skrzywdziłam jego żonę i rodzinę.
Mogłam po prostu zerwać z nim kontakt i tak by jego zdaniem było najlepiej.
Nie powiedziałam jej o romansie w zemście, chciałam ją uświadomić, że ma pod swoim dachem drania, który będzie teraz udawał, że jest niewinny. Gdybym jej tego nie powiedziała i skończyłabym z nim znajomość, pewnie czułby się nadal bezkarny i gotowy na nowe przygody.
Od tego czasu załamałam się psychicznie. Wpadłam w bulimię i poroniłam dziecko, o którym nie wie.
Czuję się jak wykorzystana lalka, która była na zawołanie.
Jego żona wszystko jemu wybaczyła, a cała rodzina żyje w przekonaniu, że ja zawiniłam.