nowa miłość czy chwilowe zauroczenie...?

30.04.11, 13:34
Mam 26 lat, jestem mężatką od ponad 3 lat. W naszym małżeństwie zaczęło się psuć już dawno. Męża ciągle nie ma w domu, bo ma pracę, która wymaga od niego częstych wyjazdów. Ja też pracuję i nadal się uczę. Widujemy się rano i wieczorem. A wtedy jesteśmy już tak zmęczeni, że nie mamy nawet ochoty na seks. Jesteśmy zupełnie inni - mąż jest mało otwarty na ludzi, ja natomiast uwielbiam towarzystwo. To jeden przykład, a jest ich znacznie więcej. Mamy zupełnie inne zainteresowania, inne cele w życiu, od dawna żyjemy jak para dobrych przyjaciół, to bardziej przyzwyczajenie niż prawdziwe, głębokie uczucie. Niedawno poznałam w nowej szkole faceta. Wystarczyło jedno spojrzenie i totalnie odjechałam... Na imprezie integracyjnej rozmawialiśmy tylko ze sobą, świetnie się bawiliśmy. Jesteśmy tacy sami - mamy podobne zainteresowania, podobne poglądy na różne sprawy, podobne charaktery, rozumiemy się bez słów. Gdy spędzam z nim czas ciągle się śmieję i czuję, że jestem na prawdę szczęśliwa. Daje mi to czego od dawna w życiu pragnęłam. Gdy jestem z mężem i tak myślę ciągle o nim, marzę, by to on mnie przytulał i całował. Kocham jego głos, zapach, wzrok... Mój mąż o tym wie, przeprowadziliśmy poważną rozmowę. Powiedział, że nigdy nie pozwoli mi odejść, że nie wyobraża sobie życia beze mnie, że będzie o mnie walczył. A ja tak na prawdę nie wiem czego chcę... Czuję się strasznie, nie chcę go oszukiwać i spotykać się potajemnie z tym drugim. Zresztą on powiedział, że nie chce rozwalać mojego związku, że wszystko zależy ode mnie, ale on niczego nie zacznie dopóki nie będę wolna i bez żadnych zobowiązań. Czasami żałuję, że wzięłam ślub tak wcześnie. Przecież byliśmy jeszcze bardzo młodzi, niedoświadczeni. Mamy wspólnie mieszkanie, łączą nas zobowiązania finansowe... To straszne, bo myślę, że gdybym nie była mężatką już dawno spakowałabym swoje rzeczy i odeszła. Nie wiem co robić, ciągle o tym myślę, nie chcę krzywdzić męża... Mam wrażenie, że to sytuacja bez wyjścia. Próbowałam zakończyć tamtą znajomość, ale nie potrafię. Nie potrafię też podjąć tej ostatecznej decyzji i odejść od męża... Nie wiem już co robić...
    • timetotime Re: nowa miłość czy chwilowe zauroczenie...? 30.04.11, 13:38
      Ani jedno, ani drugie.
      To głupota.
    • vandikia Re: nowa miłość czy chwilowe zauroczenie...? 30.04.11, 13:40
      "już dawno się zaczęło psuć" z "jestem mężatką od ponad 3 lat" jakoś nie bardzo mi gra
      nie martw się, z nowym facetem na pewno nie będziesz zmęczona i będziesz przez milion lat miała motyle w brzuchu i 5 razy dziennie ochotę na seks :)
    • jeriomina Re: nowa miłość czy chwilowe zauroczenie...? 30.04.11, 13:55
      Zaraza jakaś, do cholery! Dnia nie ma żeby taki wątek nie powstawał. Ludzie, nie żeńcie się, nie wychodźcie za mąż jak macie pstro w głowie i nie wiecie, co jest dla was ważne, jeśli czujecie, że chcecie jeszcze się pobawić. I jeśli w życiu dla was najważniejsi jesteście tylko WY i WASZA przyjemność a nie szczęście drugiej osoby, której coś jednak przyrzekacie i poświadczacie to własnoręcznym podpisem w urzędzie czy w kościele jako dorosły człowiek a nie fikcyjna postać z bajki.
      A do autorki wątku: zrób sobie tabelkę i wypisz zalety i wady dwóch rozwiązań - zostanie z mężem i odejście od męża. Wybierz to rozwiązanie, gdzie będzie więcej plusów.
      Ja swego czasu tak zrobiłam...i zostałam. A człowiek , w którym byłam zauroczona okazał się z czasem nic nie wartym świrem, chorym psychicznie narcyzem, uzależnionym od zawracania głowę wszystkiemu, co nie ma f...a między nogami.
    • marzeka1 Re: nowa miłość czy chwilowe zauroczenie...? 30.04.11, 14:01
      ". Mamy zupełnie inne zainteresowania, inne cele w życiu, "- i oczywiście PRZED ślubem tego nie widziałaś ani nie wiedziałaś????

      Jak wyżej: ani jedno, ani drugie- głupota na pewno, szczególnie w kontekście słów: jestem 3 lata mężatką (czyli krótko!) i "od dawna jest źle". To po cholerę za mąż wyłaziłaś?
      • tusia224 Re: nowa miłość czy chwilowe zauroczenie...? 30.04.11, 14:31
        To nie jest tak, że myślę tylko o swoim szczęściu. Przez całe życie kierowałam się szczęściem innych nigdy nie patrząc na siebie. Przez to i wiele innych rzeczy, o których nie chcę się rozpisywać, od kilku lat leczę się na depresję i chodzę na terapię. Dlaczego wyszłam za mąż? Bo chciałam mieć prawdziwą rodzinę, czyli to, czego nigdy tak na prawdę nie miałam. A kiedy skończyłam studia, byliśmy niezależni finansowo i był odpowiedni moment na dziecko mój mąż stwierdził, że nie po to pracuje żeby teraz utrzymywać jakiegoś pasożyta. Nie chciał dziecka, bo nie czuł się gotowy. Nie wspomnę o przemocy, którą na mnie stosował - fizycznej i psychicznej. Kiedy w końcu nie wytrzymałam i wylądowałam w szpitalu na następny dzień stwierdził, że zrobi dla mnie wszystko i możemy zacząć się starać o dziecko, bo już czuje się gotowy. Dzieckiem chce ratować związek. Łatwo się wypowiadać i kogoś osądzać, kiedy nie zna się całej prawdy i całego mojego życia, które od samego początku usłane jest kolcami. Ja cały czas patrzyłam tylko na jego potrzeby. W domu zawsze jest czyściutko, mąż ma wyprasowane i poskładane w kosteczkę ubrania, obiadek na stole, pomimo tego, że tak jak on wychodzę z domu o 7 i wracam po 20. Nie wspomnę już o relacjach, które łączą go z teściową. Mieszkamy osobno, ale czuję się tak, jakby ona mieszkała z nami. Czuję się w tym związku nieszczęśliwa, samotna i niepotrzebna. zawsze robiłam to co on chciał i na co miał w danym momencie ochotę. Moje potrzeby i pragnienia zawsze są na drugim miejscu. I nie chodzi mi tutaj o to, że nowa znajomość jest super, że nowy facet jest ideałem, bo tego jeszcze nie wiem, znamy się zbyt krótko. I nie zdradziłam z nim męża - wyprzedzając wasze stwierdzenia. Chodzi mi o to, że w jego towarzystwie czuje się szczęśliwa, nie muszę udawać kogoś, kim nie jestem. Przyznaję, że ślub nie był dobrym pomysłem i żałuję, że wtedy podjęłam taką a nie inną decyzję. Życie jest nieprzewidywalne, nie jestem jedyna osoba z takim problemem. chciałabym być szczęśliwa, ale w dalszym ciągu nie potrafię, bo nie chcę skrzywdzić męża. Ciągle myślę o tym jak on by się czuł gdybym odeszła, czy by sobie poradził... Jestem egoistką? Nie sądzę...
        • marzeka1 Re: nowa miłość czy chwilowe zauroczenie...? 30.04.11, 14:42
          " Przez całe życie kierowałam się szczęściem innych nigdy nie patrząc na siebie."

          - to głupie podejście, bo JAK ma ci udać się małżeństwo, kiedy kierujesz się tak głupią zasadą, jak ma ci wyjść nowy związek, do którego tak ochoczo już przebierasz nogami?
          Poza tym, skoro związałaś się z przemocowcem, który wpakował cię d szpitala, to od takiego ODCHODZI się, bo to zły człowiek, a nie myśli o dziecku- to najgorsza rzecz, jaką mogłabyś sobie zrobić i dziecku także.
          Aha, ty nie chcesz skrzywdzić męża, ale on ciebie może, tak?
          Umówmy się, że po opisanej sytuacji, widać, ze masz ograniczoną możliwość wyboru pana, bo i nowy może okazać się niefajny. Dlatego od męża warto odejść DLA SIEBIE, a nie dla nowego pana i z zaangażowaniem w nowy związek- poczekać.
        • vandikia Re: nowa miłość czy chwilowe zauroczenie...? 30.04.11, 15:01
          > Łatwo się
          > wypowiadać i kogoś osądzać, kiedy nie zna się całej prawdy i całego mojego życ
          > ia,
        • mumia_ramzesa Re: nowa miłość czy chwilowe zauroczenie...? 30.04.11, 16:32
          > nie chcę skrzywdzić męża. Ciągle myślę o tym jak on by się czuł gdybym odeszła, czy
          > by sobie poradził

          Dlaczego ma sobie nie poradzic? Jest juz chyba duzy? Najwyzej mamusia mu pomoze.
          Co to znaczy, ze on Ci nie da odejsc?
          Zobacz co sie stalo : najpierw ucieklas w malzenstwo, a teraz z tego zwiazku chcesz uciec
          do nowego faceta. On nie jest kolem ratunkowym! Pojdz do psychologa, bo mozesz wciaz ladowac sie w takie sytuacje.
    • lolcia-olcia Re: nowa miłość czy chwilowe zauroczenie...? 30.04.11, 14:52
      paranoja, może zacznij się leczyć
Pełna wersja