Nie-Żony - czy czujecie się gorsze?

02.05.11, 11:24
Temat wałkowany wielokrotnie i wydaje się, że nic sie juz nie da w tym temacie powiedziec. Ale wczoraj bylismy u znajomych, była tez wspolna znajoma, która w sierpniu wychodzi za mąż. Hm, chce, to wychodzi, ma do tego prawo i szanuje to, ale jak w pewnym momencie mi wyjechała, ze ona to mi sie dziwi, ze ja slubu nie biore ( zdziwienie jeszcze rozumiem). Ale potem mi pojechała, ze ona, gdyby miała dwoej nieslubnych dzieci ( jak pewnie w domysle ja), to np. podczas zebran w szkole czyłaby sie gorsza od innych matek ( mężatek, w domysle).
Pierwszy zwiazek to u mnie totalna klapa i nieporozumienie ( az dziw beirze, ze dziecko takie udane;), drugi zwiazek naprawde super, takiego człowieka ot mozna ze swiecą szukac. I jakos nigdy nie zastanawiałam sie, czy nie "powinnam" czuc sie gorsza, bo zwiazek nieformalny?
Dodam tylko, ze to głównie ja nie chce slubu ( mój M tez sie nie pali, ale i jakos nie wzbrania).
    • jan_hus_na_stosie Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 11:28
      a żyj sobie jak chcesz, jedynie szkoda dzieci
      • triismegistos Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 11:52
        A dlaczego szkoda?
      • bun01 Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 14:41
        A dlaczego dzieci szkoda? Katolickie myślenie?
      • wacikowa Janek chono tutaj! 02.05.11, 17:19
        jan_hus_na_stosie napisał:

        > a żyj sobie jak chcesz, jedynie szkoda dzieci

        Tłumacz bo Cię trzasnę normalnie:)
        Mam nadzieję,że to skrót myślowy jakiś.
        No bo chyba nie sądzisz,że szczęśliwość,bezpieczeństwo itp. dzieci zależne jest od papierka rodziców????????????????????????????
    • agata_abbott Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 11:35
      lutyk napisała:

      > Ale potem mi pojechała, ze ona, gdyby m
      > iała dwoej nieslubnych dzieci ( jak pewnie w domysle ja), to np. podczas zebran
      > w szkole czyłaby sie gorsza od innych matek ( mężatek, w domysle).

      Pytanie tak trochę nie do mnie (nie jestem żoną, ale mam zamiar być), ale sprowokował mnie ten przykład z zebraniami w szkole. Rozumiem, że można poczuć się lub zostać potraktowaną inaczej niż żona w sytuacjach związanych z nie-mężem (na przykład u lekarza czy w banku podczas starań o kredyt w programie Rodzina na Swoim:)), ale z dziećmi? Co za różnica, czy zostały poczęte w zalegalizowanym związku czy nie? Myślałam, że matką jest się bez względu na to, kto i w jakich okolicznosciach został ojcem:)
      Analogicznie nie rozumiem argumentów wytaczanych podczas dyskusji o różnych nazwiskach matki i dzieci - typu: "będziesz się inaczej nazywała to twoje dzieci nie będą czuły z tobą więzi rodzinnej". Bez sensu argument:)
      • tygrysio_misio Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 11:45
        spadek po dawnych czasach

        puszczac się mozna bylo ukratkiem, i nawet bywalo to pozadne... jednak miec nieslubne dziecko to najgorsze kurestwo...

        to nastawienie do nieslubnych dzieci i ich matek wycisza sie, ale jednak potrzeba na to czasu... i plynie tak sobie w spoleczenstwie przez kolejne pokolenia niezrozumiale przeswiadczenie, ze nieslubne to gorsze, a matka to szmata
      • dorotek83 Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 11:53
        Nie czuję się gorsza, tylko inaczej postrzegana, ale tylko przez rodzinę, bliskim znajomym to nie przeszkadza.
        Rodzina mojego faceta, zwłaszcza jego matka cały czas się o nasz ślub upominała, czepiała się a czego nie, podobnie jego rodzina.
        Argument najczęściej spotykany, a co Wam szkodzi.
        Moi rodzice nie drążyli tematu, głównie dlatego, że przewidywany ślub będzie cywilny, a oni mają z tym problem.
        Pod koniec tygodnia bierzemy ślub, ale głównie po to aby uregulować prawnie naszą sytuację.
        I tu ciekawostka, mi najmniej zależy na ślubie, gdyż tak naprawdę nie ma dla mnie różnicy czy będą żoną czy też nie.
        I to moje podejście wzbudza dziwne reakcje, gdyż wg kobiet z mojego otoczenia to mi powinno najbardziej zależeć na ślubie. Ponieważ jestem kobietą, nie robię się młodsza i (ulubiony argument) co ludzie powiedzą.
        Doszłam już chwilę temu, że akurat w tej kwestii mam to daleko gdzieś, ale takie mówienie denerwuje mnie.
    • happy_time Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 11:43
      > e biore ( zdziwienie jeszcze rozumiem). Ale potem mi pojechała, ze ona, gdyby m
      > iała dwoej nieslubnych dzieci ( jak pewnie w domysle ja), to np. podczas zebran
      > w szkole czyłaby sie gorsza od innych matek ( mężatek, w domysle).

      W jakim celu miałaby innym matkom na zebraniu w szkole mówić o swoim stanie cywilnym? Śmieszną masz znajomą.
    • gladys_g Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 11:43
      Nie, się gorsza nie czuję.
      Jakbym się czuła, to bym wyszła za mąż albo poszła leczyć kompleksy do psychologa.
      Dziwny problem :)
    • triismegistos Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 11:51
      Nie, nie czuję się. Sugestie twojej kolezanki wydają mi się kapkę kuriozalne.
    • jan_hus_na_stosie Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 11:57
      lutyk napisała:

      > Dodam tylko, ze to głównie ja nie chce slubu ( mój M tez sie nie pali, ale i ja
      > kos nie wzbrania).

      to jedno zdanie wszystko o tobie mówi, chcesz mieć poczucie świadomości, że to ty rozdajesz karty w związku i panujesz nad sytuacją, gdybyś była w 100% pewna miłości swojego mężczyzny i tego, że chcesz z nim spędzić resztę życia to nawet chwili byś się nad ślubem nie zastanawiała

      poza tym gdybyś wzięła ślub i nie daj boże by się ten związek rozwalił poniosłabyś kolejna życiową porażkę a tak jeśli nawet twój związek się rozwali zawsze możesz się pocieszać, że to nie było nic poważnego, że przecież nie mieliście ślubu etc.


      twoja decyzja o braku ślubu jest motywowana zwykłym strachem
      • baba67 Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 12:07
        A ja uwazam, ze kobiety ktore boja sie nalegaja na slub mimo niecheci partnera zamiast kopnac go koncertowo i poszukac sobie faceta o podobnym do malzenstwa stosunku. Jesli facetowi naprawde zalezy na kobiecie nie bedzie mial nic przeciwko slubowi jesli ona tego chce.
        Komunikat jaki przekazuje facet nie chcacy sie zenic mimo nalegan jest nastepujacy
        Mam z toba milo i wygodnie ale TO NIE TY.Ta jedyna jeszcze sie nie pojawila.
        Podobny komunikat jest zreszta w druga strone.Niekiedy nikomu nie zalezy i zyja sobie szczesliwie bez slubu a guzik innym do tego.
        • jan_hus_na_stosie Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 12:14
          baba67 napisała:

          > Jesli facetowi naprawde zalezy na kobiecie nie bedzie mial nic przeciw
          > ko slubowi jesli ona tego chce.

          ale autorka sama twierdzi, że jej mężczyźnie jakoś specjalnie na ślubie nie zależy, jest mu dobrze tak jak teraz, po co mu jakieś oficjalne zobowiązania?

          może jestem człowiekiem starej daty (przynajmniej mentalnie), ale gdy mężczyzna naprawdę kocha swoją kobietę to chce ją poślubić a nie żyć latami w konkubinacie
          • bun01 Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 14:47
            > może jestem człowiekiem starej daty (przynajmniej mentalnie), ale gdy mężczyzna
            > naprawdę kocha swoją kobietę to chce ją poślubić a nie żyć latami w konkubinacie

            Dobre :-)))
            Ślub nie jest do niczego potrzebny, chyba, że chodzi o show dla rodziny i znajomych :-)
            Albo jeżeli ktoś nie czuje się pewnym partnera, to ślub może mu dać złudne poczucie stabilizacji.
      • tygrysio_misio Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 12:10
        a ja Ci powiem z mojego zenujacego punktu widzenia

        nie uklada sie mi z facetem i mam watpliwosci co do jego zamiarow.... gdyby zaczelo nam sie ukladac nagle i mialbym zalozyc rodzine, chcialabym poniesc ryzyko (bo nie wiem czy da sie odzyskac raz stracone zaufanie).. to wlasnie z tego braku zaufania/obawy przed nietrwaloscia "dobrych czasow" nalegalabym na slub.. tylko po to, aby po ewentualnej porazce miec narzedzia do odzyskania tego co w zwiazek wkladam

        przy calkowitym 100% zaufaniu nie ma zadnych przeslanek ku slubowi cywilnemu (badz koscielnemu nawet, ale u ludzi nie traktujacych maleznstwa z ta religijna pompa, bo sa tacy)
        • gr.eenka Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 12:40
          zatem ślub jest jakimś zabezpieczeniem
          dzielimy wszystko na pół
      • gr.eenka Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 12:16
        twoja decyzja o braku ślubu jest motywowana zwykłym strachem
        >
        hm, gdyby tak było to nie decydowałaby się na dzieci.
        Konkubinat stał się modny. Kiedyś przywilej środowisk patologicznych, dziś raczej moda.
        Takie udawanie przed innymi, że ślub nie jest potrzebny.
        Nie rozumiem zatem czemu, skoro to takie fajne , to sporo konkubentów tłumaczy wszem i wobec jacy to są szczęśliwi i zadowoleni i po co i dlaczego.
        • tygrysio_misio Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 12:21
          z tego samego powodu, dla ktorego mezatki mowia o swoim szczesciu...
        • silic Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 11:47
          Równie dobrze można napisać , że biorący ślub udają przed innymi, że jest to do czegoś potrzebne.
      • rubarom Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 12:23

        > to jedno zdanie wszystko o tobie mówi, chcesz mieć poczucie świadomości, że to
        > ty rozdajesz karty w związku i panujesz nad sytuacją, gdybyś była w 100% pewna
        > miłości swojego mężczyzny i tego, że chcesz z nim spędzić resztę życia to nawet
        > chwili byś się nad ślubem nie zastanawiała
        >
        > poza tym gdybyś wzięła ślub i nie daj boże by się ten związek rozwalił poniosła
        > byś kolejna życiową porażkę a tak jeśli nawet twój związek się rozwali zawsze m
        > ożesz się pocieszać, że to nie było nic poważnego, że przecież nie mieliście śl
        > ubu etc.
        >
        >
        > twoja decyzja o braku ślubu jest motywowana zwykłym strachem
        >
        Hus, uważam, że to rewelacyjny komentarz! ( trafiony przy tym aż do bólu!!!)
      • lutyk Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 12:43
        Bądz uprzejmy/a zaprzestac bawienia sie w domorosłego psychologa, bo - jak widac - idzie Ci srednio. Jak kula w płot.

        Co to w ogole jest za stwierdzenie, ze gdybym była pewna, to bym sie nad slubem nie wahała? A może gdybym nie była pewna, to nie miałabym z z moim M dziecka? To chyba powazniejsza decyzja niz podpisanie aktu slubu?

        Naprawde nie rozumiem, skąd to powszechne przekonanie, ze kobieta musi chcec slubu...

        • rubarom Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 13:24
          lutyk napisała:

          > Naprawde nie rozumiem, skąd to powszechne przekonanie, ze kobieta musi chcec sl
          > ubu...
          >
          Mój komentarz dotyczył trafnego stwierdzenia Husa, że musiałaś "zaszpanować" zdaniem, iż to głównie ty nie chcesz ślubu. Więc w ogóle zero konsekwencjji z twojej strony.
          A skoro nie chcesz, to na cholerę ten wątek? Może kompleksy jednak?
          I gdzie wyczytałaś - u Husa czy u mnie - że uważamy, iż kobieta musi chcieć ślubu?!
          Czytając, staraj się trochę oddzielać emocje od faktów.


    • lusseiana Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 12:15
      Też zaczynam właśnie odczuwać naciski na ślub ze strony zwłaszcza dalszej rodziny - o dziwo ciotectwo i wujostwo w 7 pokoleniu jest bardziej zatroskane moim szczęściem, niż moi rodzice ;) Też drażni mnie to niemożebnie, ale już coraz częściej udaje mi się takie zagrywki mniej lub bardziej inteligentnie wykpić, dlatego też jest ich coraz mniej.

      Mój związek, to moja sprawa i nikt mi nie będzie mówił co mam, a czego nie mam chcieć. Gorsza nijak się nie czuję, a co tam się komu wydaje to już nie mój problem.

      Pozdrawiam.
    • chersona Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 12:30
      ani ja: nie żona, ani mój facet: nie mąż, nie czujemy się gorsi.
      Jan rozwalił mnie gadką o tym, że kto jest pewny uczuć, nie waha się ze ślubem. powiedziałabym, że jest odwrotnie.
      nie mam nic, do tych, którzy chcą stanąć na ślubnym kobiercu, ale przypisywanie wyjątkowego znaczenia temu wydarzeniu, uważanie, że ma ono wpływ na jakość związku wydaje mi się śmieszne. nie twierdzę też, że brak ślubu ma wpływ na jakość związku.
      do ślubu skłoniłyby mnie jedynie względy pragmatyczne. musiałabym mieć wypunktowane czarno na białym, co prawnie i finansowo zyskuję, co tracę, a ponieważ póki co nie ma takiej potrzeby, to o ślubie nie myślimy. także jeśli za dekadę, dwie zdecydujemy się pobrać, to nie będzie to przypieczętowanie naszej miłości, lecz czysta kalkulacja. a kto wie, czy do tego czasu kwestia konkubinatu, nie będzie w prawie traktowana na równi z małżeństwem.


      • wolny.kan.gur Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 17:42
        Za 20 lat możesz mieć już tylko wspomnienia.
        Optymistka z Ciebie, popatrz na starsze kobiety na ulicy - będziesz wyglądała tak samo a facet będzie bez zobowiązań i pewno przy kasie.
        • drinkit Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 17:40
          popatrz na starsze kobiety na ulicy - będziesz wyglądała t
          > ak samo a facet będzie bez zobowiązań i pewno przy kasie

          No jasne, już widzę te tabuny bogatych Efebów po pięćdziesiątce na ulicach. Gdzie? Palcem proszę pokazać.
    • mahadeva Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 12:35
      nie wiem, czy 'czucie sie gorszym' to jest w ogole jakis problem, mozna czuc, ze marnuje sie zycie z niewlasciwym czlowiekiem, ale slub lub jego brak ma marginalne znaczenie
      ja bym wolala wziac slub, ale skoro sie nie da to trudno, choc bede to chlopu przypominac regularnie - 1000 razy wazniejsze jest, z kim sie jest jednak, niz czy ma sie slub
    • remo29 Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 12:45
      Poczekaj aż twoją psiapsiółę szanowny małżonek przeciągnie parę razy po podłodze. Jak się zacznie na imprezach uśmiechać przez zaciśnięte zęby, to będziesz wiedzieć, że już nie czuje się od ciebie lepsza ;)
      • lutyk Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 12:47
        he, he, szczerze mówiąc, to mysle, ze raczej ona jego przeciagnie, niz on ją ;)
        O dziwo, wbrew powszechnemu pogladaowi, to coraz częsciej kobiety bywają tą "trudniejszą" połówka w zwiazku...
    • nocozaludzie Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 12:46
      A od kiedy na zebraniu w szkole porusza się temat stanu cywilnego rodziców?
      • lutyk Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 12:53
        Mysle, że nie chodziło o sam fakt otwartej dyskusji na zebraniu ( co byłoby naprawde dziwne, gdyby do takowej doszło), ale swiadomosc, ze te "wszystkie" kobiety naokoło są w legalnych zwiazkach, a ona nie...
        W całej sytuacji najbardziej dziwi mnie fakt, ze ja z moim partnerem przez prawie 3 lata ( ponad 2 wspolnego mieszkania) nie zaliczyłam jeszcze ani jednej kłótni, nigdy na niego nie narzekałam ( bo naprawde nie mam powodów:), podczas gdy owa znajoma juz raz zrywała zareczyny, ze o wielokrotnych utyskiwaniach, jaki to jej K. jest beznadziejny, nie wpsomnę...
        NO ale to ja wg niej powinnam czus sie gorsza.
        • nocozaludzie Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 12:55
          Ale skąd ta świadomość ma się wziąć? Ja sama jestem po ślubie, ale nie badam stanu cywilnego otaczających mnie ludzi i zwykle nie wiem, kto ma partnera, a kto męża. Przecież chyba nikt się na zebraniu nie przedstawia: dzień dobry, jestem mamą Jasia i jestem mężatką:)
        • tygrysio_misio Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 13:06
          akurat znam przyklad 2 braci.. jeden z zona ciagle sie klocil... i juz im tak mija 28 lat.. drugi byl niby taki szczesliwy i nieklocacy sie i dziwiajacy sie temu pierwszemu.. i juz jest dawno po rozwodzie ;]
        • dorotek83 Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 13:46
          Wydaje mi się, że nie ma się o co przyczepić do Ciebie i chyba Ci zazdrości Twojego związku.
          I dlatego wyskoczyła z tym ślubem.
          Zwróć uwagę, że ona utyskuje na swojego faceta, ale nic z tym nie zrobi.
        • pavlasky Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 14:20
          "te "wszystkie" kobiety naokoło są w legalnych zwiazkach, a ona nie..."

          A co to jest legalny związek? Małżeństwo? To znaczy, że jak mam dziewczynę to nasz związek jest nielegalny, niezgodny z prawem? Wsadzą nas oboje? Jak za narkotyki albo przemyt broni? :D

          "Legalny związek" - co za debilne określenie :)
      • lacido Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 18:36
        od zawsze, tylko nie robi się to na zebraniu tylko po lub przed :)
    • six_a Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 13:23
      >to np. podczas zebran w szkole czyłaby sie gorsza od innych matek ( mężatek, w domysle).

      a skąd ona wie, czy inne to mężatki, a ich dzieci ślubne? ja tam nie jestem na tyle zaprzyjaźniona ani z rodzicami, ani z dziećmi, żeby takie rzeczy wiedzieć. w ogóle byłam w szoku, jak się dowiedziałam, że tylko dwójka z całej klasy ma rodziców nie po rozwodzie. hehehe, bo myślałam, że tylko moje;)
      • lacido Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 18:37
        > a skąd ona wie, czy inne to mężatki, a ich dzieci ślubne? ja tam nie jestem na
        > tyle zaprzyjaźniona ani z rodzicami, ani z dziećmi, żeby takie rzeczy wiedzieć.
        > w ogóle byłam w szoku, jak się dowiedziałam, że tylko dwójka z całej klasy ma
        > rodziców nie po rozwodzie. hehehe, bo myślałam, że tylko moje;)

        a Ty skąd wiesz że tylko dwoje?
        • six_a Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 18:41
          dowiedziałam się od najlepiej poinformowanej mamy w całej klasie. ale ta mama jest nietypowa z racji zawodu, więc wie więcej;)
          • lacido Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 18:43
            w każdej klasie jest co najmniej jedna mama, która wie więcej :D
            • six_a Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 18:53
              no, ale tylko ona wie więcej:) chyba że jest plotkarą maksymalną, wtedy mogę się założyć, że w pięć minut zostanie mamą wiedzącą najmniej.

              poza tym u mnie jest w ogóle nietypowo, bo jest bardzo mało dzieci w klasie, więc jeśli przy takiej liczbie nie wiem nic, mimo w miarę regularnych choć niezbyt zażyłych kontaktów z rodzicami. to przy standardowych dwudziestu paru wiedziałabym o rodzicach mniej niż to nic.
              • lacido Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 18:58
                powtarzam, w każdej klasie jest co najmniej jedna taka mam która dużo wie, bądź ma koleżankę, szwagierkę, która pracuje w... i widziała jak X itd itp :)
                • six_a Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 19:11
                  a co chcesz osiągnąć tym powtarzaniem, bo nie rozumiem? jedna mama, która wszystko wie, ok. i co z tego? a może ta mama sama jest w konkubinacie jakimś. więc co niby z tego wynika, że ona coś wie? ona wie, a reszta może mieć w dupie i pewnie ma.
                  • lacido Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 19:16
                    "a skąd ona wie(,...) jak się dowiedziałam, że tylko dwójka z całej klasy ma rodziców nie po rozwodzie."

                    nie widzisz sprzeczności w swoim toku rozumowania?

                    w sytuacji autorki wątku może być analogicznie skro Ty się dowiedziałaś to inni też mogą mieć informacje - proste :)
                    myślałam że wcześniej ztarybisz :D
                    • six_a Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 19:23
                      zrooooozum, że gdyby nie ta jedna, zupełnie przypadkowa rozmowa po x latach mojej kompletnej niewiedzy w tym, nadal bym nie wiedziała. nie dowiedziałam się o tym w sposób naturalny, czyli np. od własnych dzieci, nie nabrałam podejrzeń w związku z tym, że np. ojciec przestał pojawiać się w szkole, nie wydedukowałam z tego, że dziecko ma organizowane urodziny w różnych domach. nie dowiedziałam się także od samych tych rodziców, bo normalne jest, że nie mówi się o takich sprawach obcym osobom.
                      zupełnie przypadkiem i na marginesie zdobyłam tę wiedzę, nawet nie dlatego, że sama zapytałam. czyli gdyby temat nie wypłynął, nadal bym nie wiedziała, bo mnie to po prostu nie interesuje. i nie ma żadnego błędu logicznego, chociaż wiem, jaką radochę byś z tego miała, ajm sorry.
    • ofiara_przemian Chyba jednak wylewasz żal o ten brak obrączki 02.05.11, 13:40
      Gdyby ci to zwisało kalafiorem, nawet byś nie założyła rzeczonego wątku. I na 100 % ciąży ci fakt, że według prawa jesteś konkubiną z nieślubnymi dzieciakami na karku. Facetom faktycznie zwisa, czy brać ślub, czy może odpuścić, ale każdej babie, choć stara się to wyprzeć, zależy na sformalizowaniu związku szczególnie zaś w sytuacji, kiedy pojawiło się lub ma pojawić potomstwo. Głupio tak jednak łazić za facetem i prosić, nie każda babka tak potrafi, część zasłania się honorem i tak modną ostatnio "niezależnością", która kończy się wraz z ciążą i wydatkami na progeniturę. Ty po prostu bardzo chcesz wyjść za mąż, jesteś próżna, jak każda kobieta i takie gadżety, jak biały welon, kościół albo urząd stanu cywilnego pełne gości, suknia ślubna, prezenty, a może nawet podróż poślubna bardzo cię kręcą, choć tu, na forum, udajesz, że masz to gdzieś. Udajesz taką nowoczesną, a jednak uwaga znajomej cię dotknęła. A znajoma ma rację. Gdyby, nie daj Boże, twój aktualny nieformalny wybranek kopnął w kalendarz, jesteś w przysłowiowej czarnej dupie. No, chyba, że kręcą cię takie klimaty, jak samotna matka i wsparcie finansowe z MOPS-u, czy też użeranie się z rodziną ojca dziecka (wzgl. dzieci) celem uzyskania jakiegoś spadku dla nich. Przykre, ale żyjąc "na kartę rowerową" będziesz mieć utrudnione postępowane spadkowe, rentowe, nie ma czego zazdrościć. A los bywa okrutny, raz ma się pieniądze i alimenty na dzieci w dupie, a innym razem szuka się pieniędzy we wszystkich dostępnych źródłach. Teraz jesteś konkubiną, a twoje dzieci to bękarty, takie są fakty. I nie jest to nic obraźliwego. Ciekawe, co one myślą na temat sytuacji, jaką im urządziłaś. Dzieci, wbrew pozorom, bardzo przeżywają każde odstępstwo od reguł, a ich rówieśnicy, nie wiadomo skąd, zawsze wyciągną jakieś pieprzne szczegóły i zrobią kozła ofiarnego albo ośmieszą za byle duperel. Polska to kraj katolicki i ciągle mocno zdewociały, nie miej zatem pretensji o to, że ludzie wytykają tobie, a może i twoim dzieciom, że żyjesz jak w epoce kamienia łupanego. Jeszcze parę lat i taki dzieciak jeden z drugim będzie się cieszył, jeśli w ogóle pozna imię ojca bez konieczności sięgania do plotek i badań DNA. Prawda jest taka, że w społeczeństwie istnieją określone normy i to nie wymysł babć kościółkowych, które badają pannie młodej przed nocą poślubną cnotę. Chodzi o wygodę w sensie prawno-formalnym i zdroworozsądkowym, jeśli już pomijamy cały romantyzm zawarcia związku małżeńskiego. Dla mnie związki "bez papierka" to takie trochę sportowe sprawdzanie się, a jak coś nie pójdzie po myśli jednej ze stron, to rozstanie bez korowodu sądowego, ale głupotą jest zapominanie o dzieciach, które się na ten świat nie prosiły. Albo się jest ze sobą ze wszystkimi tego konsekwencjami, albo trzeba odpuścić i poszukać takiego partnera, z którym pełnoprawny związek nie jest obciachem. Gdyby facet zrobił mi dziecko i nie poczuwał się do obowiązku uregulowania formalnego tej sytuacji, co dla mnie oznacza ślub, uznałabym ten związek za spory błąd i natychmiat zakończyła. Z drugiej strony, nie zachodziłabym w ciążę z facetem, którego nie byłabym pewna przynajmniej w tym względzie, że okaże się dżentelmenem, po prostu facetem odpowiedzialnym. Ty masz już dwoje dzieci "bez ślubu", generalnie chaos, zacznij się szanować, kobieto.
      • baba67 Re: Chyba jednak wylewasz żal o ten brak obrączki 02.05.11, 16:28
        Aja mysle ze ona nie chce slubu, dziecko ma nazwisko ojca, sprawy wspolwlasnosci i ew alimentow bylyby w razie rozstania uregulowane. W przypadku smierci (phu, na psa urok) partnera sytuacja bylaby taka sama jak po smierci meza (o ile oczywicie jest upowaznienie na konto i inne takie pozalatwiane). No i oboje zarabiaja mniej wiecej tyle samo.
        Kobiete upierajaca sie przy konkubinacie nazwalabym idiotka tylko w takim wypadku gdyby facet kosil duza kase a ona taka sobie. Zawsze jest mozliwosc ze trawa u sasiadki okaze sie zielensza(a sasiadka mlodsza) i zadne starania z wizytami w spa nie dadza rady. Kobicie dostana sie tylko alimenty a kasa faceta ktoremu stworzyla dobre warunki do trzepania tejze dostanie sie nowej pani serca. Kobieta nie pwinna zapominac o swoich interesach i za bardzo ufac facetowi ktory potrafi pomyslec glowka i pierniczcie mi tylko ze jak facet szczesliwy to nie zdradzi.
        • mumia_ramzesa Re: Chyba jednak wylewasz żal o ten brak obrączki 02.05.11, 17:03
          > Aja mysle ze ona nie chce slubu, dziecko ma nazwisko ojca, sprawy wspolwlasnosci
          > i ew alimentow bylyby w razie rozstania uregulowane.

          On moze nie uznac dziecka, a wowczas jest sprawa o ustalenie ojcostwa, co trwa i wiaze sie z kosztami.

          > W przypadku smierci (phu, na psa urok) partnera sytuacja bylaby taka sama jak po smierci
          > meza (o ile oczywicie jest upowaznienie na konto i inne takie pozalatwiane).

          Co to jest upowaznienie do konta? Pelnomocnictwo? To wygasa z chwila smierci wlasciciela konta.
          Nie wiem jak by wygladala sprawa renty dla dziecka po ojcu, ale jesli kobieta nie pracowala to renty dla siebie nie dostanie ( w odroznieniu od zony).
          • baba67 Re: Chyba jednak wylewasz żal o ten brak obrączki 03.05.11, 14:40
            Pelnomocnictwo wygasa kiedy sie zgon oficjalnie zglosi. Po drodze mozna wstapic do banku.
            Kobieta musialaby byc idiotka zeby zyc z facetem ktorry nie chce uznac swojego dziecka. To sa raczej sytuacje innej bajki pt Nie bardzo wiem komu daje.
            Co do renty to masz racje. No i oczywiscie madra konkubina i konkubent beda mieli mnostwo zbierania papierkow-rachunkow za remonty, meble, itp.
            • mumia_ramzesa Re: Chyba jednak wylewasz żal o ten brak obrączki 03.05.11, 18:27
              > Pelnomocnictwo wygasa kiedy sie zgon oficjalnie zglosi. Po drodze mozna wstapic
              > do banku.

              Nie, pelnomocnictwa wygasaja z chwila smierci, a te ustala lekarz. Mozna wstapic do banku i podjac 100 zl, ale myslisz, ze jak ktos wycofa duze pieniadze to nikt sie tym nie zainteresuje? Automatycznie bedzie podejrzenie o kradziez.
              Poza tym naprawde duze pieniadze trudno jest wycofac szybko - bo sa ograniczenia wyplat, a w przypadku np. obligacji czy jednostek funduszy inwestycyjnych wykupienie trwa do 8 dni.

              > Kobieta musialaby byc idiotka zeby zyc z facetem ktorry nie chce uznac swojego
              > dziecka.

              Dziecko nie musi byc uznane i nie musi miec nazwiska ojca (Autorka nie napisala czy ma).
              Myslisz, ze ludzie tak nie kombinuja, zeby uchodzic za samotnych rodzicow?
      • nocozaludzie Re: Chyba jednak wylewasz żal o ten brak obrączki 02.05.11, 18:31
        Naprawdę są kobiety, którym zwisa kalafiorem czy będą po ślubie czy nie. I są faceci, którym na ślubie bardzo zależy. Weź sobie rozszerz horyzonty trochę.
      • rzeka.chaosu Re: Chyba jednak wylewasz żal o ten brak obrączki 02.05.11, 19:10
        Ty po prostu bardzo chcesz wyjść za mąż, jesteś próżna, jak każda kobieta i takie gadżety, jak biały welon, kościół albo urząd stanu cywilnego pełne gości, suknia ślubna, prezenty, a może nawet podróż poślubna bardzo cię kręcą, choć tu, na forum, udajesz, że masz to gdzieś.


        Piszesz za siebie, a nie za nią.

        Bo jednak to co piszesz nijak ma się do realiów (no chyba, ze 30 lat temu!!!). Teraz śluby bierze się po ciuchu i w gronie najbliższych. Niektórzy nawet wyjeżdżają w tym celu. Są tacy co biorą tylko cywilny, coraz więcej takich. Wesela to często imprezy w klubie.

        Jakoś wątpię, żeby ślubna szopka mogła kręcić. ;/ Najwyżej, jeśli spędza się ja ze znajomymi, których się lubi, jest to po prostu dobra zabawa.
    • zosia_sa_mosia Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 13:46
      Żyję już dobre kilka lat bez ślubu z moim konkubentem. Teraz spodziewamy się dziecka. Moja rodzina o ślubie nic nie mówi. Mój brat, kiedy jego dziewczyna zaszła w ciążę, został namówiony przez mamę do ślubu. Teraz jej to wypomina, jeśli z żoną ma gorsze dni.
      Matka mojej połowy raz co raz przebąkuje o ślubie ("co ludzie powiedzą" + praktykowana wiara) i widać, że jej zależy, abyśmy byli małżeństwem zanim dziecko zostanie ochrzczone.
      A ja ślubu nie chcę, moja połowa również, a przynajmniej nie datego, że będziemy mieć dziecko. Może kiedyś zechcemy, kto wie? Najchętniej dziecka bym nie ochrzciła, przynajmniej do momentu jak nie będziemy małżeństwem, bo dlaczego miałabym to zrobić, skoro teraz wg KK żyję w grzechu i dalej będę w nim żyć - byłaby to totalna dulszczyzna. Obawiam się jednak, że to nie przejdzie - jeśli dziadkowie będą chcieli wychowywać wnuki w wierze katolickiej, niech na siebie wezmą ten obowiązek.
      Kiedyś moja połowa powiedziała mi, że w wolnym związku ludzie starają się bardziej. Nie mam doświadczenia bycia w związku małżeńskim, ale na razie zgadzam się z tym stwierdzeniem.
      A odpowiadając na pytanie z tematu: nie, w żadnym wypadku nie czuję się gorsza. To, jak, gdzie i z kim żyje, nie obchodzi mnie.
      • wolny.kan.gur Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 17:38
        Widocznie "połowa" ma doświadczenie w takim życiu w wolnych związkach skoro wygłasza mądrości na ten temat ;)
      • dorotajank Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 12:31
        > Żyję już dobre kilka lat bez ślubu z moim konkubentem. Teraz spodziewamy się dz
        > iecka. Moja rodzina o ślubie nic nie mówi. Mój brat, kiedy jego dziewczyna zasz
        > ła w ciążę, został namówiony przez mamę do ślubu. Teraz jej to wypomina, jeśli
        > z żoną ma gorsze dni.

        To jest wina slubu? To jest "wina" tego ze ma zly zwiazek i raczej wogole powinno go nie byc.
        Ale jak niektorzy faceci zakladaja zwiazki tylko po to by sobie pouzywac to sie potem nie ma co dziwic.
        • dorotajank Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 12:34
          Dla mnie jezeli ktos nie chce slubu to tak jakby chcial sobie zostawic furtke na wypadek co by bylo gdyby. Wniosek jest prosty nie jest pewny czy kocha partnera na tyle by zniesc z nim wszystkie pzreciwnosci losu. To tak jakbym wyporzyczyla cos na sprobowanie i nei byla pewna czy to kupic . Jest to niesmaczne. I plodzenie dzieci w takim czym wychowywanie ich w duchu tatus i mamusia jako "wolni i nie zobowiazani" budzi obrzydzenie.
          • drinkit Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 17:45
            dorotajank napisała:

            > Dla mnie jezeli ktos nie chce slubu to tak jakby chcial sobie zostawic furtke n
            > a wypadek co by bylo gdyby.

            No ale co w tym złego? Przezorny zawsze ubezpieczony, romantyka romantyką a życie życiem.
    • jack79 Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 13:56
      to nie o to chodzi że Ty masz sie poczuć gorsza
      tylko że ona chciała się poczuć lepsza
      kobiety to uwielbiają - poczuć sie lepsza od innych kobiet
      no mężczyźni też, ale kobiety to bardziej cieszy i bywają nawet okrutne...
    • varia1 Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 14:09
      nie, nie czuję się gorsza
      na początku mój partner chciał ślubu, ale jakoś doszliśmy do kompromisu;)
      znaczy... powiedziałam mu że jak za 10 lat jeszcze będziemy razem i nadal będzie chciał ślubu to się nad tym poważnie zastanowię
    • beata-12345 Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 14:39
      Nie, nie czujemy się gorsze, jednak ze względu na sprawy majątkowe wolimy uregulować sytuację. :-) W pierwszym związku byłam ni-żoną, w drugim - kiedy mam faceta z odzysku, a on dorosłą córkę - wolę sformalizować związek. Planujemy inwestycje i chcę być zabezpieczona na wszelkie ewentualności
    • gocha221 Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 15:02
      To może ja jeszcze 2 słowa.
      11 lat konkubinatu, potem ślub.
      Bez nacisków i pytań ze strony otoczenia, bo jeśli się pojawiały, to były ostro ucinane i oduczyłam życia czyimś życiem.
      Ślub bez wesela, czy nawet przyjęcia, cywilny, głównie z powodów cywilno-prawnych.
      Nie czuję różnicy, czy zmiany, nie czuję sie ani lepsza ani grosza, nie ufam mężowi mniej lub więcej niż rok temu.

      Ktoś zaczął też temat, dlaczego konkubinaty ciągle wspominają o swoim szczęściu i próbują je wszystkim uświadamiać.
      Może dlatego, ze większość "żonatego" świata im próbuje wmówić, że konkubinat jest czymś gorszym, że sie kochają, że nie traktują poważnie, ze jak tylko coś zagrzyta to sie spakują i sobie pójdą.
      Po 11 latach życia razem, ale bez ślubu mogę coś na ten temat powiedzieć :)))
      pozdrawiam.
      • lonely.stoner Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 15:20
        tez za bardzo nie rozumiem, slub nic nie zmienia, rozwody to dosc powszechna rzecz, jedynie pod wzgledem prawnym moga byc jakie udogodnienia- w sadzie czy w szpitalu gdyby cos sie stalo.
        Ludzie kotrzy tak sie tym slubem podniecaja i nie rozumieja ze ktos nie ma parcia na slub (a zwlaszcza jesli tym kims jest kobieta i ma dziecko z partnerem z ktorym zyje w ziwazku niezalegalizowanym) to jeszcze chyba takie pokolenie moje babci- ktora, odkad to skonczylam 18 lat, ciagle mi pierdzielila za uszami ze musze wyjsc za maz, kazdy facet z ktorym poszlam na randke to byl kandydat na meza, a im bylam starsza tym gorzej. Po prostu- za czasow mojej babci kobieta ktora zyje sama, albo z kims w zwiazku nie zalegalizowanym slubem to kobieta ktora sie nie szanuje. Kobieta to bylo cos gorszego, tylko mezczyzna a juz maz w ogole nadawal jej jakis prestiz i wtedy ludzie we wsi ja szanowali. Jesli meza nie miala to nikt jej serio nie traktowal. Takie katolicko-talibowskie myslenie. Duzo ludzi nadal tak mysli i w glowach im sie nie miesci ze wspolczesnie wiekszosc jednak kobiet ma szacunek do samych siebie z tego tytyulu ze jest rowna mezczyznie i jest po prostu czlowiekiem, wiec tak naprawde moga jej naskoczyc lub dokuczyc ewentualnie takimi roznymi dogadywaniami. W tamtych realiach to jedyny prestiz i najwyzsza rola jaka kobieta mogla osignac to rola matki i zony, ewentualnie zakonnicy hehe.
        • jan_hus_na_stosie Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 15:35
          lonely.stoner napisała:

          > wspolczesnie wieksz
          > osc jednak kobiet ma szacunek do samych siebie z tego tytyulu ze jest rowna mez
          > czyznie i jest po prostu czlowiekiem


          ale i tak głową rodziny jest mężczyzna, amen :]
      • wolny.kan.gur Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 17:45
        11 lat to niemało ale też bez przesady - nie tak znowu wiele.
    • evita_duarte Re: Żony - czy czujecie się lepsze? 02.05.11, 15:15
      Taki chyba powinien byc tytul tego watku :) Ta dziewczyna najwyrazniej czula sie lepsza od Ciebie, bo juz niedlugo bedzie mezatka. Nie ma sie bardzo nad czym zastanawiac- glupiutkie dziewcze i tyle. Bardziej interesuje mnie co Ty jej odpowiedzialas. Mam nadzieje, ze nie zaczelas sie tlumaczyc, ze Ty to nie chcesz, ze jakbys chciala to moglabys wyjsc za maz.
      • lutyk Re: Żony - czy czujecie się lepsze? 02.05.11, 16:06
        Moze masz rację, ze to bardziej o to chodzi ;)
        W sumie to powoiedziałam jej, ze mam tylko nadzieje, ze jej K., mimo tego, co czesto o nim mówi ( ze leniwy, ze mruk, ze nic mu sie nie chce) juz po slubie i narodzinach dziecka ( planuja zaraz po slubie) bedzie takim samym fajnym partnerem, jak mój M. I tak samo bedzie ją wspierał, bo zycie z dzieckiem to nie to samo, co przed, nie da sie juz wyjsc z domu jak i kiedy sie chce, a małe dziecko to nie tylko to, co widac w gazecie. ( zachwyt owej znajomej na widok mojego 3 tyg synka - ojej! ja tez bym chciała juz takiego dzidziusia i tez bym mu kupowała takie ładne ubranka!)

    • jan_hus_na_stosie Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 15:22
      z tego co widzę to większość zwolenniczek konkubinatu to kobiety, które przeżyły rozwód lub rozpad dobrze zapowiadającego się związku
    • abush zapytaj tej koleżanki 02.05.11, 15:35
      czy nie czuje się gorsza, że nie zrobiła żadnej kariery (ani naukowej ani zawodowej), bo przypuszczam, że z takim poziomem inteligencji nie zrobiła. I jeszcze ją zapytaj dlaczego w XXI wieku współczesna kobieta na własne życzenia degraduje się do roli żony i matki. I co ona zamierza z tym zrobić ? zapewne nic, bo jej poziom umysłowy, nie pozwala na nic wiecej ponad wyżej wspomnaine zajęcia (gospodyni domowa, niańka, kucharka, sprzątaczka)
      • jan_hus_na_stosie Re: zapytaj tej koleżanki 02.05.11, 15:38
        abush napisała:

        > czy nie czuje się gorsza, że nie zrobiła żadnej kariery (ani naukowej ani zawod
        > owej)

        lol, nie wiedziałem, że:

        ślub = zostanie przez kobietę gospodyną domowa, niańka, kucharka, sprzątaczka

        a

        konkubinat = robieniem przez kobietę kariery zawodowej/naukowej
        • abush Re: zapytaj tej koleżanki 02.05.11, 15:54

          nie manipuluj chłopcze moją wypowiedzią dla wysnuwania pokrętnych wniosków. Skup się lepiej na poziomie umysłowym tej dziumdziuni, której coś się wydaje i myśli, że może pouczać kobiety, które nie chcą ślubu. Czy ci żyjący w wolnych związkach równie często agitują żonkisiów do porzucenia owego stanu?
          • lonely.stoner Re: zapytaj tej koleżanki 02.05.11, 16:02
            nie kloc sie z janem, on uwaza ze kobieta = krowa, albo jakis tam inny gatunek domowego bydla.
            Sek w tym ze dzis kobieta ma mozliwosc wyboru, moze ale nie musi byc zona, moze ale nie musi byc matka. Dawniej byl to jedyny wybor jaki mogla miec poza oczywiscie wyborem zycia klasztornego, a i to nie zawsze, bo mogla nie uzyskac zgody rodziny. To sa zwyczaje ktore wywodza sie z czasow kiedy wlasnie wielu ludzi powszechnie uwazalo ze kobieta samodzielnie zyc nie moze, bo jest ulomna, gorsza od mezczyzny. Dlatego najpierw opieke nad ta ulomna kobieta sprawowal ojciec, a potem maz- czyli zawsze jakis mezczyzna. Poza tym oczywiscie tez ma zwiazek to z kultura katolicka, ktora od wiekow starala sie kontorolowac ludzka seksulanosc, a zwlaszcza kobieca. Kobieta seksualana to zlo. Kobieta ktora miala kochanka, lub kochankow, przezywala uniesienie seksualne- to ladacznica, dziwka ktora opetal diabel (vide- takie same poglady ma dzis nasz gazertowy jan hus na stosie hehe). Zeby te kobieca seksualnosc ukrocic wpojono wszystkim ze seks to grzech, kobieta ktora ma orgazm to dziwka, i jedyna satysfakcje z zycia moze jej dac macierzynstwo i ciezka praca domowa. Najlepiej jakby powila dziecko jak swieta Maryja Dziewica- wtedy to juz w ogole bylaby po prostu idealana.
            • lonely.stoner Re: zapytaj tej koleżanki 02.05.11, 16:07
              i kontynuuajac moja mysl (bo moze nie dla kazdego jest jasne) z takich wlasnie pogladow wywodzi sie mit ze kobieta ktora nie ma meza to kobieta gorsza, gorsza niz najgorsza lachudra bo nie byla godna uwagi zadnego mezczyzny ktory by ja wybral na zone. Bo to przeciez mezczyzna wybieral, podejmowal decyzje, kobieta co najwyzej czekala az ja laskawie wybierze i zaszczyci propzycja malzenska. Kobieta byla strona bierna, zawsze. Jesli pochodzila z bogatszej rodziny to pol biedy miala za soba- bo wiadomo ze jakis kandydat sie zawsze znajdzie, bo sie polakomi na duzy posag. Biedne mialy gorzej i nie moznabylo za bardzo wybierac i przebierac, bralo sie tego ktory sie pierwszy oswiadczyl. Mogl byc stary, brzydki, kulawy, kaprawy- ale wazne ze bedzie mezem i nadal kobiecie wreszcie status czlowieka.
              • abush Re: zapytaj tej koleżanki 02.05.11, 16:18

                dosyć, dosyć - bo zostaniesz spalona na stosie :DD

                jak to niektóre zakompleksione młotki nie potrafią się pogodzić, że mamy XXI wiek :D
                chłopcu się marzą przywileje - z powodu tego, że mu coś dynda między kończynami dolnymi :D
      • wolny.kan.gur Re: zapytaj tej koleżanki 02.05.11, 17:37
        A zrobienie kariery to znaczy że czuć się lepszym?
        Bo jeżeli wzorcem człowieczeństwa ma być taka Doda (karierę zrobiła a jakże) to czas ludzi się kończy.
    • fomica Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 16:33
      Moim zdaniem zupełnie niewlaściwie sformułowałaś pytanie. Jak sie czujecie - gorsze, lepsze... Jestem żoną. Nie wiem czy to ma coś wspólnego z poczuciem wyższości czy lepszości, ale uważam że moja droga życiowa jest dobra. Przemyślałam, podjęłam decyzję i wyszłam za mąż. Gdybym uważała odwrotnie - że lepsza opcją jest konkubinat czy poligaia czy jeszcze cos innego to pewnie tak bym żyła . Wzięlismy slub po decyzji że jest dla nas lepsza opcją niz ta druga. Każdy kto cos wybiera - jednocześnie rezygnując z innych opcji - będzie swojego wyboru bronił. Skoro tak zdecydowałam, podjęłam pewne kroki to chyba logiczne że chwalę a nie deprecjonuję swój wybór.
      Wydaje mi się że wbrew temu co piszesz jakos tam cie dotknęło gadanie znajomej, jednak jest to dla ciebie problem. Gdyby spłynęlo jak po kaczce nie byłoby tego wątku.
    • dziumdziarumdzia_atakuje Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 16:50
      Dziwny wątek i dziwni znajomi. Typowe z nich "mundrołki". Nie dzierżę sformułowań typu "ja na twoim miejscu...", "a ja to bym..", "ja nie wiem jak ty ale ja...".
      Zdenerwowałam się, niepotrzebnie tu weszłam.


    • wolny.kan.gur Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 16:56
      Teraz jesteś pewno w miarę młoda i czujesz się pewnie, ale za 10-15 lat nie będziesz już tak atrakcyjna a wtedy może być róznie. Zwykle rewolucyjne idee społeczne nie wytrzymują brutalnej próby czasu - młode laski będa dla faceta bez zobowiązań dużym wyzwaniem w późniejszym wieku.
      • abush ej, kangur 02.05.11, 17:53
        a ty myślisz, że chłopy to się nie starzeją ? :D a w dodatku polskie chłopy fatalnie się starzeją, taka zadbana 40 -45 to wciaż łakomy kąsek, a 45 latek zapuszczony tatuś z brzuszyskiem.
        Aleś ty naiwny/naiwna, myślisz, że żonkisia coś powstrzyma, jak mu sie jakaś spodoba z wzajemnością? :D zapewniam cię, że to właśnie żonkisie się najbardziej puszczają, ciekawe z czego to wynika?
Pełna wersja