Nie-Żony - czy czujecie się gorsze?

    • gurf Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 17:47
      jak nie chcesz ślubu i to wasz wybór to po ch. pytasz? dobrze Ci? To nie przejmuj się ludźmi wokół. Jak Cię ktoś nie zaakceptuje, to chyba się nie popłaczesz?
    • rzeka.chaosu Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 02.05.11, 18:38
      Po pierwsze to nie powinnaś brać do siebie takich uwag, bo tak naprawdę nie sam brak ślubu komplikuje życie, ale osoby takie jak twoja znajoma. Jeśli żyjesz inaczej musisz się liczyć z tym, że będą na ciebie jad wylewać. Zamiast przejmować się cudzym jadem po prostu dbaj o rodzinę, faceta, o siebie i bądź szczęśliwa.

      Po drugie: dałaś sobie trochę luzu, jakiś wentyl bezpieczeństwa, dzięki temu po prostu czujesz się pewniej, czujesz, że masz kontrolę. W twojej sytuacji (nieciekawy pierwszy facet) to chyba naturalne. Przynajmniej zachowasz zdrowie psychiczne i nie będziesz się martwic na zapas zdradą, ewentualnym rozwodem, itp.

      Moim zdaniem ślub nie jest dla każdego i dlatego inni powinni uszanować twoja decyzję. ;)

      Następnym razem gdy znajoma będzie chciała o takich pierdołach rozmawiać powiedz, że bardziej interesują cię jakieś konkretne tematy a nie przypuszczenia i ploty. ;) A twoje życie to twoje życie i nic jej do tego.
    • hotally czuję się lepsza :) 02.05.11, 19:29

      Poważnie... kiedy widzę te wszystkie kobiety uwięzione na smyczy, z codziennymi obowiązkami, dzieciakami, spędzające czas w piaskownicy z innymi sobie podobnymi czuję... współczucie i radość, że Ja tak nie mam. Może to straszne, ale poważnie, za ŻADNE SKARBY nie zamieniłabym się z Nimi...
      • rzeka.chaosu Re: czuję się lepsza :) 02.05.11, 19:33
        Co do piaskownic, itp. Mnie ciarki przechodzą kiedy widzę matkę obładowana dzieciakami, wymęczoną przez nie, takimi wrzeszczącymi, niegrzecznymi, zapłakanymi. ;/

        Marzę o tym, żeby moje dziecko takie nie było, bo oddam teściowej jeśli będzie wrzeszczące. ;P
        • lonely.stoner Re: czuję się lepsza :) 02.05.11, 22:38
          no ale to wlasnie nie o to chodzi, nie mozna stwierdzic ze ktos jest lepszy lub gorszy ze wzgledu na stan cywilny. Niektore te kobiety z wrzeszczacymi dzieciakami, garami i pieluchami co o nich tak piszecie, sa o wiele szczesliwsze niz te co maja kupe kasy na koncie, zabiegi w spa co tydzien i nic nie musza robic. Kazdy z nas sobie powinien wybierac takie zycie ktore da mu szczescie i satysfakcje. I nie ma tego co oceniac w kategori lepsze/gorsze, po prostu - moje i jedyne :) a poza tym trawa jest zawsze bardziej zielona z drugiej strony plotu :)
          • hotally Re: czuję się lepsza :) 03.05.11, 11:21
            Prawie sięzgodzę. Zmieniłabym tylko: "Niektore te kobiety z wrzeszczacymi dziecia
            > kami, garami i pieluchami co o nich tak piszecie, sa o wiele szczesliwsze niz t
            > e co maja kupe kasy na koncie, zabiegi w spa co tydzien i nic nie musza robic. "
            na "Niektore te kobiety z wrzeszczacymi dziecia
            > kami, garami i pieluchami co o nich tak piszecie, sa o wiele szczesliwsze niz w okresie, kiedy miały czas dla siebie, łaziły po kosmetyczkach i spa i nic nie musiały robić".
    • dorotajank Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 12:49
      „Żaden papier nie daje gwarancji” - absolutna prawda, jednak brak papieru też jej nie daje, a co więcej raczej sprzyja rozpadowi związku. Dużo trudniej zrezygnować z małżeństwa (choć rozwód bardzo łatwo dostać to jednak jest to pewna biurokratyczna i uciążliwa droga). Z konkubinatu można wyjść trzaskając w gniewie drzwiami, a po ochłonięciu nie chcieć doprowadzić do konfrontacji. Faceci bardziej boja sie roznych konfrontacji niz kobiety dlatego wiec to oni najczesciej boja sie slubu. A konietom jak ktos wczesniej powiedzial poprostu wstyd chodzic i prosic dlatego robia dobra mine do zlej gry.


      „Konkubinat daje wolność” - kolejna prawdziwa teza. Jednak warto dodać „i brak odpowiedzialności”. Tak naprawdę to nie ślub zabiera nam wolność ale odpowiedzialność za drugą osobę, dzieci. Jeśli ludzie się kochają to nie są wolni bez względu na stan cywilny i podpisane papierki. Jednak „wolność” konkubinatu sprowadza się najczęściej do tego, że jak komuś się znudzi to bez konsekwencji może odejść, nie bacząc na to co stanie się z drugą osobą, ani dziećmi. W małżeństwie powiecie tez tak jest – owszem odejść można, ale nie bezkarnie.Przy takim podejściu wolność rozumiana jako możliwość natychmiastowego rozstania bez konsekwencji przeczy podstawowemu powodowi że ludzie są razem, przeczy miłości i chęci tworzenia wspólnej przyszłości (z papierkiem czy bez niego). Moim zdaniem to nie wolność, a furtka przed wzięciem na siebie odpowiedzialności za drugą osobę. Choć niektórych to oburzy to nie można kochać bez brania odpowiedzialności – bo dojrzała miłość troszczyć się o partnera, a nie tylko o siebie.






      • silic Trochę się zagalopowałaś. 03.05.11, 15:50
        > nie bacząc na to co stanie się z drugą osobą, ani dziećmi.

        Zobowiązania wobec dzieci nie są regulowane za pomocą małżeństwa. Zobowiązania mają rodzice, bez względu na rodzaj łączącej ich umowy.
        Gdyby dojrzała miłość była powiązana ze ślubem to nie mielibyśmy rozwodów.
    • dorotajank Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 12:56
      „Małżeństwo to niepotrzebna biurokracja i papierkologia” - Najzabawniejsze jest to większość uwag „technicznych” dotyczy wszelkiego typu dokumentów. Po pierwsze „sporządźcie notarialnie pełnomocnictwa wzajemne dotyczące np. nabywania nieruchomości, odbioru korespondencji”, „pilnujcie, byście mieli jednakowy udział w pomnażaniu waszego majątku i codziennych, wydatkach na dom i jedzenie”, „gromadźcie rachunki za rzeczy zakupione”, „jeśli zawarcie małżeństwa nigdy nie wchodzi w grę, a myślicie o sobie jako o rodzinie, niech każde z was sporządzi testament, najlepiej u notariusza”, „gdy urodzi się dziecko, mężczyzna powinien potwierdzić ojcostwo. Jeśli tego nie zrobi, kobieta musi ustalać je sądownie”. Mniej biurokracji – w małżeństwie jest wspólne konto, rachunki gromadzimy tylko jak są potrzebne do gwarancji, jak czasem posiedzę dłużej i więcej zarobię to maz automatycznie przejmuje część moich obowiązków domowych i nie musimy tego potem rozliczać, a pozostałe sprawy „dzieją” się automatycznie.
      • silic Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 15:56
        >„gdy urodzi się dziecko, mężczyzna powinien potwierdzić ojcostwo. Jeśli tego nie zrobi, kobieta >musi ustalać je sądownie"

        Gdy się urodzi dziecko w małżeństwie każdy mąż z automatu traktowany jest jako ojciec, nawet jeśli dziecko nie jest jego. Jeśli nie zdąży zaprzeczyć ojcostwu w określonym czasie to już nic z tym nie może zrobić. Prawo zaś skutecznie utrudnia dochodzenie do prawdy.

        >Mniej biurokracji – w małżeństwie jest wspólne konto, rachunki groma
        > dzimy tylko jak są potrzebne do gwarancji, jak czasem posiedzę dłużej i więcej
        > zarobię to maz automatycznie przejmuje część moich obowiązków domowych i nie mu
        > simy tego potem rozliczać,

        Naprawdę myślisz, że to jest rezultat posiadania papierka ? Mogę podać przykłady małżeństw gdzie rozliczają się ze wszystkiego, gdzie małżonek nie przejmuje obowiązków itd.
    • dorotajank Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 13:07
      „Potrzeba legalizacji w prawie konkubinatów” - to z kolei zawsze bawi mnie do łez. Jest taka droga – nazywa się małżeństwo. Jak inaczej zalegalizować konkubinat – stworzyć automatyczne dziedziczenie, wspólne rozliczanie podatków, wzajemna informacja o stanie zdrowia, możliwość odbierania pism, w razie rozpadu konkubinatu podział majątku? To jest właśnie małżeństwo w świetle prawa. Co więcej rozwód można uzyskać „bez orzekania o winie” - jeśli obydwie strony się na to zgadzają, zupełnie jak przemyślane rozstanie konkubinatu.

      „Potrzeba ochrony prawnej rodziny” - tutaj jestem także w pełni za, tyle że konkubinat nie jest Rodziną. O Rodzinie możemy mówić gdy pomiędzy ludźmi są nie tylko relacje osobiste, ale też i prawne. W konkubinacie relacje prawne są znikome, bo panuje „wolność”, a to oznacza że konkubinaty łatwiej się rozpadają. Chociażby pojawia się dziecko i nagle „wolny strzelec” uznaje ze nie chce ponosić za nie odpowiedzialności, bo ono go ogranicza. Pakuje walizkę, odmawia pójścia do USC i uznania dziecka i odchodzi. Teoretycznie małżonek też może tak zrobić, tyle że dziecko jest uznawane za jego, a Żona może od razu wnieść o alimenty. Sytuacja prawna się zmienia, lecz wydaje mi się że sąd zasądza je od daty opuszczenia Rodziny, a zanim sprawa się skończy, lub jak są problemy to pieniądze wypłacane są z jakiegoś funduszu (mogę się mylić). Opuszczenie konkubinatu oznacza, ze kobieta musi założyć sprawę o uznanie ojcostwa (jak gość nie nawiał to jeszcze pół biedy, gorzej jak gdzieś pojechał), a jak już się uda „udowodnić ojcostwo” to alimenty są zasądzane od dnia ustalenia ojcostwa (u małżonka to dzień narodzin dziecka). W międzyczasie kobiecie nic się nie należy.
      Państwo chroni i wspomaga Rodziny z racji dobrze pojętego interesu własnego. Dlatego ono decyduje kogo wspierać i wspiera małżeństwa jako solidniejszą opokę dla wychowywania potomstwa. Z tym powodów jestem też przeciwko „małżeństwom” homoseksualnym, bo małżeństwo to dla mnie zalążek Rodziny i nie ma co w prawie mieszać pojęć. Jestem za wolnością obywatelską i takimi zmianami w prawie aby dwie lub więcej dorosłych osób mogło ze sobą żyć jak im się podoba, ale małżeństwa powinny pozostać historyczne – dwupłciowe. Bo małżeństwo zawierane jest (czy to religijnie czy państwowo) m.in. w celu spłodzenia i wychowania potomstwa. Dlatego też pary małżeńskie są wspierane, po to by Państwo zyskiwało obywateli.
      • silic Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 15:58
        Opuszczenie konkubinatu oznacza, ze kobieta musi założyć sprawę o uznanie
        > ojcostwa (jak gość nie nawiał to jeszcze pół biedy, gorzej jak gdzieś pojechał
        > ), a jak już się uda „udowodnić ojcostwo” to alimenty są zasądzane
        > od dnia ustalenia ojcostwa (u małżonka to dzień narodzin dziecka). W międzyczas
        > ie kobiecie nic się nie należy.

        Bo kobiecie się nic nie należy. Opisywane alimenty są zasądzane na DZIECKO.
        • rzeka.chaosu Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 16:12
          Moim zdaniem alimenty powinni płacić tylko ojcowie dzieci, których matek na życie bez tych alimentów nie stać. Trudno mi sobie wyobrazić, żebym ciągnęła kasę od kogoś kto ma mnie i dziecko w głębinach, mając własną kasę.
          Takie łażenie za facetem i zmuszanie do płacenia jest żałosne, poniżające. Lepiej ten czas przeznaczyć na samodzielne zarabianie. To, że facet raz się poseksił z konsekwencjami nie oznacza, że jest ojcem i będzie utrzymywał to co spłodził. ;/
          • raohszana Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 16:27
            rzeka.chaosu napisała:

            > Moim zdaniem alimenty powinni płacić tylko ojcowie dzieci, których matek na życ
            > ie bez tych alimentów nie stać. Trudno mi sobie wyobrazić, żebym ciągnęła kasę
            > od kogoś kto ma mnie i dziecko w głębinach, mając własną kasę.
            *
            Dlaczego? Skoro zrobił i to jego dziecko - to niech buli. Dlaczego tylko matka ma utrzymywać dziecko, które, jakby nie patrzył, ma dwoje rodziców?

            > Takie łażenie za facetem i zmuszanie do płacenia jest żałosne, poniżające. Lepi
            > ej ten czas przeznaczyć na samodzielne zarabianie. To, że facet raz się poseksi
            > ł z konsekwencjami nie oznacza, że jest ojcem i będzie utrzymywał to co spłodzi
            > ł. ;/
            *
            WTF?
            Dlaczego? Są inne przypadki niż kobiety łapiące na ciążę.
            • rzeka.chaosu Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 16:43
              Nie sprecyzowałam, bo wydało mi się to jasne. Chodzi mi o sytuacje, w których facet po prostu płacić nie chce. Niech nie płaci. Dziecko i tak nie jest jego, bo które dziecko chce mieć ojca, który nie chce go znać? Gdybym znalazła się w takiej sytuacji i miała kasę na utrzymanie dziecka to oszczędziłabym dziecku takich szopek i kłótni o marne 300 czy 500 zł. Zapładniacz nie staje się ojcem z automatu. A dla dziecka jest lepiej żeby takiego zapładniacza nie znało.

              Nie widzę problemu, gdy facet chce być ojcem i chce dziecko wychowywać. Wtedy niech się po prostu dokłada do normalnych wydatków na dziecko.

              Moja znajoma z podstawówki co jakiś czas przychodziła do szkoły z jakimiś super zabawkami od taty, który mieszkał za granicą. Ani zabawki ją nie cieszyły (potrafiła oddać albo wyrzucić, mam od niej książkę Pocahontas ;P) ani drogie prezenty. Ojca nienawidziła! I co ciekawe to jej cecha, którą najbardziej pamiętam. Po co jej taki pan od zabawek, który doprowadza matkę do płaczu każdą wizytą?

              Wśród moich znajomych sporo jest dzieci rozwiedzionych rodziców i zawsze ci tatusiowie marnie wypadają. A jeśli ktoś mówi, że wolałby ojca nie znać to chyba o czymś świadczy. Co z tego, że papcio jest prezesem, ma mnóstwo kasy, daje prezenty, skoro wzbudza tylko płacz i obrzydzenie? Akurat dwie moje najlepsze kumpele miały takich ojców. A jak się miłość miesza z ohydą i wstrętem to nie jest ok.
              • six_a Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 17:54
                Chodzi mi o sytuacje, w których f
                > acet po prostu płacić nie chce. Niech nie płaci.

                aha, ale matka ma w takiej sytuacji obowiązek, a ojciec biologiczny wolny wybór, cudnie.

                mylisz dwie rzeczy: bycie ojcem w sensie wychowywania i obowiązek utrzymywania własnego dziecka. niezależnie od nastawienia ojca, ma on obowiązek utrzymywać dziecko. nie wiąże się to nijak ze zmuszaniem jego albo dziecka do jakichś wizyt i innych akcji.

                Ojca nienawidziła! I co ciekawe to jej cecha, którą najbardziej pa
                > miętam. Po co jej taki pan od zabawek, który doprowadza matkę do płaczu każdą w
                > izytą?
                tak to rozwiązali, że przysyłał zabawki, a matka je dawała. gdybym widziała, jaki wpływ mają takie akcje na dziecko, odsyłałabym zabawki w dupu z powrotem, a alimenty i tak by musiał płacić;) i żadnych spotkań by nie było.
                pamiętaj jednak, że nie wiesz tak naprawdę, jaka była sytuacja w domu, równie dobrze wina matki w tym, że nienawidziła ojca mogła być całkiem spora, a nie tylko tych zabawek.
                • rzeka.chaosu Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 18:07
                  Matka też nie ma obowiązku wychowywania. Może oddać. ;]
                  • six_a Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 20:18
                    jaaaasne, niech podatnicy utrzymują, co tam jakieś kurde więzi czy obowiązki względem dzieciaka;)
              • raohszana Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 20:34
                rzeka.chaosu napisała:

                > Nie widzę problemu, gdy facet chce być ojcem i chce dziecko wychowywać. Wtedy n
                > iech się po prostu dokłada do normalnych wydatków na dziecko.
                *
                Ahm, a jak nie chce być ojcem, ale dziecko zmachał - to zabierzmy mu wszelkie obciążenia z barków, tak?
                A jak mu się odwidzi po jakimś czasie dopiero? To co? Takoż samo?
                • rzeka.chaosu Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 20:54
                  Wtedy jest dla dziecka obcym mężczyzną, jakimś tam dawnym znajomym mamy. Jeśli matkę dziecka stać, to dokładnie - obcy facet wtrącać się nie powinien, obowiązków mieć też nie musi. Ale wybór zawsze należy do matki: czy będzie się starać o alimenty czy nie.

                  Ale to tylko moje skromne zdanie. ;P Tzn. Ja bym tak zrobiła. Bo mi nie chodzi o prawne rozwiązania, ale decyzję kobiety. Tak dla jasności.
                  • raohszana Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 20:58
                    rzeka.chaosu napisała:

                    > Wtedy jest dla dziecka obcym mężczyzną, jakimś tam dawnym znajomym mamy. Jeśli
                    > matkę dziecka stać, to dokładnie - obcy facet wtrącać się nie powinien, obowiąz
                    > ków mieć też nie musi. Ale wybór zawsze należy do matki: czy będzie się starać
                    > o alimenty czy nie.
                    *
                    Czemu obcym? A jeśli dziecko zostaje z ojcem - to matka, która też nie wychowuje to przestaje być matką i ścigać ją o kasę nie powinno się?
                    • rzeka.chaosu Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 21:06
                      Czemu obcym? A jeśli dziecko zostaje z ojcem - to matka, która też nie wychowuje to przestaje być matką i ścigać ją o kasę nie powinno się?

                      Kogo, kto nie interesuje się zrobionym przez siebie dzieckiem, nie widuje się z nim, nie wychowuje go trudno nazwać rodzicem. Dla dziecka jest to obca osoba. Nic go z nią nie łączy. Plemnik czy komórka jajowa to za mało do wytworzenia jakiejkolwiek więzi.

                      A co do twojego pytania: decyzja powinna należeć do ojca, ale ja na jego miejscu… ;P
          • lacido Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 16:35
            rzeka.chaosu napisała:

            > Moim zdaniem alimenty powinni płacić tylko ojcowie dzieci, których matek na życ
            > ie bez tych alimentów nie stać. Trudno mi sobie wyobrazić, żebym ciągnęła kasę
            > od kogoś kto ma mnie i dziecko w głębinach, mając własną kasę.


            > Takie łażenie za facetem i zmuszanie do płacenia jest żałosne, poniżające. Lepi
            > ej ten czas przeznaczyć na samodzielne zarabianie. To, że facet raz się poseksi
            > ł z konsekwencjami nie oznacza, że jest ojcem i będzie utrzymywał to co spłodzi

            a jak jest?
            • rzeka.chaosu Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 16:44
              Nie wiem czego twoje pytanie dotyczy. Co jak jest?
              • lacido Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 16:54
                To, że facet raz się poseksił z konsekwencjami nie oznacza, że jest ojcem i będzie utrzymywał to co spłodził. ;/

                że też trzeba jak krowie na miedzy ;/

                jak spłodził konsekwencją powinno być utrzymywanie i kropka :)
                • rzeka.chaosu Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 16:59
                  Niekoniecznie. Kropka. ;]
      • lacido Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 16:32
        , lecz wydaje mi
        > się że sąd zasądza je od daty opuszczenia Rodziny

        źle ci się wydaje

        a jak już się uda „udowodnić ojcostwo” to alimenty są zasądzane
        > od dnia ustalenia ojcostwa (u małżonka to dzień narodzin dziecka). W międzyczas
        > ie kobiecie nic się nie należy.

        znowu źle ci się wydaje

        ehhhhhhhhhhh
    • dorotajank Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 13:12
      Podsumowując to argumenty ideowe za konkubinatem są śmieszne bo miłość to uczucie i papierek lub jego brak niczego nie zmieniają. Zarówno małżeństwa jak i konkubinaty mogą trwać w miłości latami jak i rozpaść się po kilku miesiącach. Statystycznie jednak małżeństwa trwają dłużej, bo decyzje o ich podjęciu są bardziej przemyślane, a i trudniej z nich zrezygnować.
      Z argumentów „technicznych” większość jest chybiona, bo jeśli konkubinat ma trwać dłużej niż kilka miesięcy to staje się dużo bardziej kłopotliwy „w obsłudze” niż małżeństwo. Nie sadzę też aby istniała konieczność wprowadzania dodatkowego stopnia formalizacji związków na zasadzie „na kocią łapę”, konkubinat (nie to samo bo konkubinat byłby „rejestrowany”) i małżeństwo. Jest to tym bardziej bezsensowne, ze rejestrowany konkubinat miałby mieć prawa małżeństwa bez obowiązków, czyli łatwość rozstania, wraz z wszelkimi ulgami i ułatwieniami małżonków wobec prawa. Jak ktoś chce pomieszkać „na próbę” to nie potrzebna mu legalizacja, a jak na dłużej to niech się zdecyduje, jak chce formalizacji to można wziąć ślub państwowy – 15 min w USC i po wszystkim.
      • baba67 Re: Nie-Żony - czy czujecie się gorsze? 03.05.11, 14:58
        Gdybym nie byla werzaca i w ogole rozpatrywala opcje konkubinatu (ktorego nie oceniam) to wlasnie tez wszystkie zabezpieczenia, zbieranie rachunkow, pelnomocnictwa sklonilyby mnie do poswiecenia tych w sumie kilku godzin (z zalatwianiem) w USC.Bo jestem zapobiegliwa i wyobraznie pt co okropnego moze mnie spotkac mam bujna, czyli boje sie zycia krotko mowiac. Opcje konkubinattu IMO wybieraja ludzie badz bezmyslni badz po prostu odwazni.
Pełna wersja