rzeka.chaosu
15.05.11, 14:34
Czyli: "Zasłyszane w komunikacji (pod)miejskiej"
- Dzień dobry pani Krysiu!
- Dawno pani nie widziałam.
- Ach, w szpitalu byłam…
[...]
- A jak tam pani syn? Studiuje jeszcze?
- Oooo studia już dawno skończył, doktorat, wie pani. Teraz pracuje, poza Warszawą jest, na uczelni. Dziewczynę ma.
- To pewnie ślub się szykuje niedługo? Ile on tam ma lat?
- 34 skończy niedługo. Ale tej dziewczyny to on nie jest pewien. Wie pani, rok młodsza od niego. [ciszej] Wiadomo czy to nie za późno na pierwsze dziecko? On jeszcze może, ale ona, wie pani…
- Nie, nie za późno, oczywiście, że nie.
- [ciszej] I wie pani... d-y-s-k-o-p-a-t-i-ę ma! I on się boi, że będą problemy. Wie pani... z dzieckiem.
- Nie, teraz lekarze dbają.
- I mówił, że taka tajemnicza jest. Nawet mu rodziców nie przedstawiła. Może jacyś, wie pani, nieciekawi. Kto wie. Potem dziecko będzie takich oglądać. I on tak właśnie wątpliwości ma… Ale wie pani, spotyka się z nią jeszcze. Zobaczymy, może młodszą pozna. Tak... ma nadzieję inną poznać. Ale tamta taka miła i elegancka jest… Miła dziewczyna, mówię pani…
Tak mniej więcej brzmiała rozmowa dwóch pań.
I co dla mnie w niej jest istotne:
Facetowi, który patrzy na mnie jak na potencjalny inkubator powiedziałabym od razu: spierniczaj dziadu! Bo taka osoba mogłaby zostawić mnie w potrzebie (choroba, problemy). Zero uczuć, zero przywiązania. Gdyby syn tej pani kochał tamtą kobietę to nie przywiązywałby takiej uwagi to jej chorób, które nijak się mają do płodności (tzn. nie wykluczają posiadania dzieci).
Stałam daleko, ale miałam ochotę powiedzieć tej kobiecie, że wychowała syna na buraka i pewnie się to na nim zemści. Znajoma, która była ze mną skomentowała to krótko "normalnych dzieci to ten pan nie wychowa".
Kolejny błazen, który sprowadza kobietę do roli inkubatora (czyli rzeczy). Pewnie nawet z nią nie pogadał, żeby rozwiać obawy. ;/ Smutne. Śmiech by był, gdyby sam nie mógł. Kij mu w oko.
Co o tym sądzicie?