Gość: Szowinista?
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
09.05.04, 21:55
Witam.
Naszkicuje wam sytuacje, a Wy, jesli mozecie powiedzcie co o tym myslicie.
Mieszkamy razem, ja i Ona. Ona studiowala, ale zmienia studia i obecnie jest
w czasie okresu przejsciowego ( rzucila studia i nie podjela jeszcze nowych)-
"siedzi w domu". Codziennie chodze do pracy - od rana do wieczora, czasami
pracuje jeszce po powrocie do domu. Sprawa jest taka: czesto zachowuje sie
tak jak typowy zmeczony facet, liczac na to ze ona posprzata w domu podczas
gdy ja jestem w pracy. Ona ma do mnie pretensje ze po powrocie z pracy nie
wypelniam 50% obowiazkow domowych. Powiedzialem jej ze pracuje i ze moze ten
podzial nie powinien byc po polowie lecz moglaby robic wiecej. (Dodam, ze
czesc pieniedzy na jej utzrymanie pochodzi od jej rodzicow, a czesc ode
mnie.) Odpowiedziala mi ze jestem cholernym szowinista, Panem i Wladca, ktory
uwaza, ze po powrocie do domu powinien dostac kapcie i piwo. Ja chce zeby ona
tylko zrobila cos wiecej... w koncu mimo wszystko ja pracuje a ona w tym
czasie bawi sie przy komputerze. Czy jestem cholernym szowinista? Czy czasami
brudne skarpety na podlodze pozostawione przeze mnie lub robienie przez nia
mojego prania usprawiedliwiaja jej ocene?
M.