Mój partner żyje z zakładów sportowych.

    • adellante12 Sponsorem watku jest..... 30.05.11, 14:10
      Tylko takiego podpisu brakuje. Co za zenujacy idiotyzm zaczyna działać w branży marketingowej... Rzesze bezrobotnych nieudaczników z kierunków "przyrzadzanie i markieting" niedługo zaczna sie zajmować wypisywaniem haseł reklamowych na scianach szaletów publicznych....
    • maklert Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 30.05.11, 15:33
      Ten wpis na forum to fake, beletrystyka, rozpoznaję to po kilku zdaniach... ale to nie ważne.
      Chciałbym tylko zabrać głos w dyskusji, czy na tym można zarabiać.

      Otóż przede wszystkim zakłady sportowe oparte są o rachunek prawdopodobieństwa i znajomość sportu na dłuższą metę niewiele tu daje, bo nawet taka Barcelona, nad którą 2 dni temu po finale Ligi Mistrzów rozpływał się w zachwytach cały świat, potrafiła w tym roku przegrać u siebie z Herculesem Alicante (19. miejsce w lidze i spadek z hukiem do 2 ligi). A więc tak naprawdę w sporcie może wydarzyć się coś, co wydaje Ci się nieprawdopodobne. Oczywiście możesz być na plusie po jednym, kilku, kilkunastu a nawet kilkuset zakładach, jednak ostatecznie matematyka (rachunek prawdopodobieństwa) jest niepokonana przy liczbie np. 1000-cu zakładów. Będziesz na minusie, gwarantuję, nawet jak genialnie znasz się na sporcie, chyba że... bukmacher źle będzie szacował prawdopodobieństwo wystąpienia danego zdarzenia. Ale tutaj nie ma co szukać błędów. Bukmacherzy znają statystyki, historię, formę zespołów itd. więc jeżeli wychodzi im kurs 1,50 to i tak zaoferują Ci 1,40 albo 1,35, jeżeli u konkurencji zobaczą 1,30. Nawet jak w jakiejś mniejszej lidze, mniej popularnym sporcie, źle oszacują prawdopodobieństwo jakiegoś zdarzenia - potraktuj to jako incydent z którego nie ma się co cieszyć i uwierz mi, przy interwale 1000 zakładów ZAWSZE w efekcie będziesz na minusie. Matematyki nie pokonasz. Zwłaszcza bukmacherskiej matematyki, bo bukmacher na 2+2=4 odpowie Ci, że 2+2=3,5 ...a ty potrzebujesz 4 żeby wyjść na zero :) Banalne, proste... gdy nie ma emocji.

      Aby uciąć ostatecznie dyskusję p.t. "czy się da" powiem, że znajomy mieszkający w UK ma program partnerski zakładów sportowych, gdzie przez bannery ludzie zapisują się u bukmachera a on ma % od ich przegranych. W panelu poleconych ma podgląd pod każdego gracza i każdy, kto dużo gra jest na minusie. Paradoksalnie nawet Ci, którzy grają do rozrywki raz na pół roku mają lepszy bilans, niż "zawodowcy" z systemami. Problem w tym, że właśnie tak się w to wpada. Raz, drugi dobrze wytypujesz i wydaje Ci się to takie łatwe. To dlatego branża ma miliardy obrotów...

      Jest jeszcze tylko jedno ale. Istnieje coś takiego, jak giełda zakładów sportowych np. Betfair, albo Betdaq gdzie nie ma bukmachera a obstawia się wzajemnie. Np. jedni są po stronie oferujących kurs a inni pełnia rolę obstawiających. Tam można zarobić np. wykorzystując naiwnych i oferując zaniżone kursy (ale to działa skutecznie tylko przy małych obrotach) - jednak tutaj de facto sami występujemy po stronie bukmachera :) a więc prawda, że bukmacher zawsze zarabia jest nadal aktualna :)

      PS. Prosze nie pisac do mnie na priva - nie korzystam z poczty gazeta.pl
      PS2. Trzymajcie swoich facetów od tego z daleka... albo trzymajcie się z daleka od takich facetów. Nie mówię o sporadycznym postawieniu dla zabawy stawki równej 2 browarkom :)
    • aneta-skarpeta Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 30.05.11, 15:46
      no, ale jakby grał na giełdzie zawodowo to by było ok?

      jesli wychodzi na tym tak łądnie to tylko sie cieszyc
    • atak_kobry Re: ale bzdury 30.05.11, 21:51
      dziekuje
    • profesore7 Re: Mój partner żyje z zakładów sportowych. 31.05.11, 13:13
      Oj, wiele kobiet chciałoby mieć takie problemy, uwierz mi :) Z Twojego opisu wynika, że jest to hazard "kontrolowany", czyli nie pochłania męża do reszty skoro nie tylko nie zaniedbuje swoich domowych obowiązków, ale jeszcze wywiązuje się z nich z nawiązką? Co więcej, jeśli jeszcze jest z Tobą szczery, nie ukrywa niczego i w dodatku osiąga takie zyski (6 tys./mies to średnia pensja na dobrym kierowniczym stanowisku) to w czym problem? :) Oczywiście zawsze istnieje ryzyko, że hazard może się odbić na Waszym związku, ale skoro mąż sam twierdzi, że chce to zakończyć w niedługim czasie, to chyba warto poczekać...

      twoja_ulubiona_hiena napisała:

      > Z ciekawości pytam: potrafiłybyście to zaakceptować?

      > Pogodziłybyście się z dzieleniem życia z hazardzistą, takim "grzecznym" hazardz
      > istą, a nie kolesiem, który przy każdej nadarzającej się okazji idzie na całość
      > ? Czy uznałybyście, ze to zbyt niebezpieczne i nietrwałe i że żyłka hazardzisty
      > i tak może kiedyś zniszczyć związek? Mam swoje zdanie, ale na razie zachowam j
      > e dla siebie.
Pełna wersja