kiedyś będę szczęśliwa...

28.05.11, 16:52
Spotykam sie z gosciem od 2 lat, aktualnie ja - 28, on - 33
Mówi mi jasno i dosadnie - nawet na jeden dzień sie w Tobie nie zakocham, spotyka sie z jakimiś koleżankami, esemesuje bez przerwy - wczoraj jak przyszłam to odłożył tel w trakcie pisania smsa... odłożył na stół, jak na stole obok telefonu postawiłam wino, przeczytałam oczywiscie to co było napisane na ekranie - generalnie, ze sie nie wycofuje i chce sie spotkac w nast tyg
wiem wszystko, co powinnam wiedzieć, i co inną normalną dziewczynę juz dawno od kolesia oderwało i poszłaby sobie gdzieś, gdzie byłaby szczęśliwa
a ja? A ja spotykam sie tak pd 2 lat, jeżdzę z nim na wakacje, na rower, do kina, na obiad, widzimy sie codziennie, a mimo to nie jesteśmy "razem" - w sensie jakichkolwiek planów, deklaracji,
z mojej strony jest ogromne uczucie, którego nawet takie akcje jak wczoraj nie sa w stanie zmniejszyć
chyba mam za dużo kompleksów, od dzieciństwa, ostatnio trche lepiej, ale jaieś podłoże psychiczne mojego zachowania na pewno musi być, bo normalne to to nie jest
myślicie, że pójście na terapię mogłoby troche pomóc? Znaleźć powód tego, ze nie szanuję się, chociaż patrząc na mnie z boku powinnam być szczęśliwa... czy takie zachowanie jak moje moze być objawem DDA? czy powinnam udać sie do specjalisty? Niestety nie bawrdzo wierzę w pomyslność takich terapii i kompetencje psychologa...
gdy sama siebie nie szanuję i nie akceptuję - trudno zeby zrobił to ktoś obcy w sumie
    • wicehrabia.julian Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 16:57
      pomerencza napisała:

      > myślicie, że pójście na terapię mogłoby troche pomóc?

      od razu na terapię? lepiej idź, ale po rozum do głowy
    • six_a Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 17:00
      >A ja spotykam sie tak pd 2 lat, jeżdzę z nim na wakacje, na rower, do kina, na obiad, widzimy sie codziennie, a mimo to nie jesteśmy "razem"

      to jeździj sobie z nim dalej, jak ci to sprawia przyjemność, i znajdź innego.
      • pomerencza Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 17:13
        fajnie, fajnie sie jeździ razem z nim na wakacje
        tylko obawiam sie, ze jak jeszcze przedłużę ta bezsensowną znajomość, to nie ułożę sobie życia, a moim marzeniem jest mieć rodzinę i dzieci
        • mijo81 Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 20:40
          Poczekaj jeszcze z 10 lat i wtedy zobaczysz
    • tora83 Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 17:02
      pomerencza napisała:

      Znaleźć powód tego, ze ni
      > e szanuję się, chociaż patrząc na mnie z boku powinnam być szczęśliwa... czy ta
      > kie zachowanie jak moje moze być objawem DDA? czy powinnam udać sie do specjali
      > sty? Niestety nie bawrdzo wierzę w pomyslność takich terapii i kompetencje psyc
      > hologa...

      Może być i pewnie nawet jest. Sugeruję znaleźć dobrego psychologa i skorzystac z terapii. Jesli uznasz, zgodnie z tym co mowisz, ze terapia nie daje korzysci, zawsze mozesz z niej zrezygnowac.
    • kapselodtymbarka Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 18:32
      Nie rozumiem, co ma tutaj szacunek do rzeczy. Czy on jakoś się nad tobą znęca, poniża cię? Nie, z tego co piszesz jest do bólu uczciwy, nie ukrywa zamiarów. Jasny układ. Tyle, że ty coś czujesz, a on nie - bywa, niczyja wina, nic złego. Najlepiej zainteresuj się kimś innym. Wiem, łatwo powiedzieć, ale to jedyne wyjście z niszczącej sytuacji.
      • ritsuko Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 19:50
        Autorka czuje, że nie szanuje sama siebie, a nie, że on jej nie szanuje. Więc szacunek ma do tego raczej dużo. I obawiam się, że autorka na chwilę obecną ze związkiem na innych warunkach, z gościem któremu zależy, który podchodzi odpowiedzialnie, dba itp. mogłaby mieć problem.
        • pomerencza Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 20:07
          czuję, że sama siebie nie szanuję
          mam tylko takie przebłyski jak dziś, kiedy to zauważam i chcę coś z tym robić
          nie wiem na ile to jest możliwe, ale czuję się jak uzależniona, i obawiam sie, że gdy go "odstawię" to zawsze bedę za nim tesknić, jak niepijący od lat alkoholik tęskni za wódką
          wiem, ze gdy go "odstawię" to nie będzie już powrotu, i wystarczają mi te ochłapy,
          kurde co ze mną jest?
          Jestem młoda, wykształcona, mam pracę, mieszkanie, do wszystkiego doszłam sama, bo w domu tylko na fajki, totolotka i alkohol była kasa, kredyt studencki spłacam do dziś, mimo wszystko wyrwałam się z tego swiata, a nie potrafię normalnej relacji z facetem nawiazać, bo mam pewność siebie bliska zeru, i samoocenę również...
          • ritsuko Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 20:14
            Myślę, że terapia to dobry pomysł, nie tyle ze względu na ten związek, co na Ciebie i Twoje doświadczenia. Zasługujesz na szczęście, na to, żebyś Ty była szczęśliwa, ale żeby to osiągnąć niestety czeka Cię przepracowanie pewnych rzeczy, które jak Ci się może wydawać zostawiłaś z tyłu. I nie możesz zakładać, że nie umiesz stworzyć normalnej relacji, po prostu teraz czego innego oczekujesz i szukasz w związku, nawet jeśli z pozoru to bez sensu.
            Powodzenia :)
    • rach.ell Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 18:44
      Jesli chcesz to leczyc to lepiej idz do psychiatry, psychologa sobie odpusc bo bedziesz potrzebowala lekarstw a te moze Ci jedynie lekarz zapisac...jesli sprobowac jakiegos 'domowego' sposobu to moze postaraj sie nie zrywajac dotychczasowej relacji poumawiac sie z innymi facetami...mozliwe ze to twoje duze uczucie bedziesz w stanie na innego osobnika przeniesc, takiego bardziej zainteresowanego twooja osoba.
      • anais_66 Re: kiedyś będę szczęśliwa... 29.05.11, 02:25
        rach.ell napisała:

        > Jesli chcesz to leczyc to lepiej idz do psychiatry, psychologa sobie odpusc bo bedziesz potrzebowala lekarstw a te moze Ci jedynie lekarz zapisac

        ??? Dlaczego lekarstw? Autorka nie wspomina o żadnych fizycznych objawach. Raczej potrzebne jest jej zrozumienie swojego postępowania: dlaczego tkwi przy takim mężczyźnie. A tu tylko psychoterapia może pomóc.
        • rach.ell Re: kiedyś będę szczęśliwa... 29.05.11, 19:24
          anais_66 napisała:

          > rach.ell napisała:
          >
          > > Jesli chcesz to leczyc to lepiej idz do psychiatry, psychologa sobie odpu
          > sc bo bedziesz potrzebowala lekarstw a te moze Ci jedynie lekarz zapisac
          >
          > ??? Dlaczego lekarstw? Autorka nie wspomina o żadnych fizycznych objawach. Racz
          > ej potrzebne jest jej zrozumienie swojego postępowania: dlaczego tkwi przy taki
          > m mężczyźnie. A tu tylko psychoterapia może pomóc.

          Wydaje mi sie ze po jakims czasie trwania w tak toksycznym zwiazku ona bedzie potrzebowala nie tylko zrozumienia, ona wie przeciez ale silly psychicznej, inaczej sobie nie poradzi, po takim codziennym ponizaniu czlowiek jest juz nie tylo emocjonalnie pokaleczony, tu potrzeba juz srodkow farmakologicznych zeby cos na tym pogorzelisku wyroslo.
          • triismegistos Re: kiedyś będę szczęśliwa... 29.05.11, 21:50
            Z całym szacunkim, pier.dolisz głupoty.
            • rach.ell Re: kiedyś będę szczęśliwa... 30.05.11, 19:40
              triismegistos napisała:

              > Z całym szacunkim, pier.dolisz głupoty.

              No i czego sie dziwisz? jaki watek taki post..
    • krwawa_orlica Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 19:24
      Mam podobnie jak Ty, w sensie braku planów i deklaracji, ale jednak zupełnie inaczej, po pierwsze mój spotyka się tylko ze mną, po drugie ja nie jestem zaangażowana tak ja Ty...Traktuje go tak jak on mnie i dzięki temu jest nam dobrze i najlepiej na świecie.
      • pomerencza Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 20:43
        ja tez myslalam ze spotyka sie tylko ze mna
        mi też brak deklaracji nie przeszkadzał, ale lata lecą, jeszcze troche i moje marzenie o rodzinie i dzieciach będzie coraz trudniejsze do zrealizowania
    • princessjobaggy Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 19:41
      Jesli nie potrafisz wycofac sie z tej relacji o wlasnych silach, moze rzeczywiscie sprobuj terapii.
      • pomerencza Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 20:12
        nie potrafię chyba
        w dodatku jestem dobrą dziewczyną, nie zołzą, jakich pragną faceci... chcę za bardzo
        pamietam jedną scenę z tej ksiażki, kiedy pod drzwi mysliwego ktoś podrzuca zabitego łosia i dziwi się, że nie jest on zadowolony... przecież nie musi sie wysilać, łoś leży przed domem
        mysliwy jednak był innego zdania, wiadomo, bardziej szczęśliwy byłby gdyby przyniósł do domu własnoręcznie zastrzelonego zajaca niż dostają gotowego zabitego łosia
    • krwawa_orlica Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 19:53
      W ogóle przypominasz mi pewną laskę z forum po tym co piszesz.
      • pomerencza Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 20:08
        być moze nią jestem, ale ktoś znajomy mnie pod dawnym nickiem odnalazł, więc mam nowy :)
        pozdrawiam
        • krwawa_orlica Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 20:20
          Jeśli Ty to Ty, to bardzo ceniłam Cię za bezpośredniość. :D

          Tyle, że tamta osoba zgrywała pozornie twardzielkę.

    • gr.eenka Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 20:09
      ja też

      chyba
      • mariela1987 Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 20:32
        znajomość jest bez sensu. Niestety żyłam z takim gościem jakiś czas i uwierz mi.... będziesz cierpieć pręzej czy póxniej
        • pomerencza Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 20:36
          chyba prędzej
          już zaczęłam :)
        • gr.eenka Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 20:38
          a w życiu :)
    • palya Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 20:48
      podziwiam i współczuję.. ale bardziej współczuję, bo podziwiać można tylko desperację.
      Mam tylko głęboką nadzieję, że TY sobie tak z gościem jeździsz i wino pijesz, ale nie łączy was seks, bo jeśli (jak niestety najprawdopodobniej jest), łączy was łóżko - to pewnie Pan traktuje Cię jak darmowy materac, który co rano odkłada na bok.
      Przykro mi to mówić, ale sytaucja napewno się nie poprawi, Pan napewno...NAPEWNO..
      N A P E W N O!!!!! się w tobie NIE zakocha....olej dziada, zerwij kontakt.
      Tak wiem, nie wyobrażasz sobie tego, ale możesz: jeśli masz u niego swoje rzeczy, spakuj tak aby nie widział (bo nikt nie chce, aby darmowy materac sp...olił) i zerwij całkowicie kontakt z Panem.
      Zapewniam, takich fantastycznych mężczyzn jest w koło Ciebie wielu, ale jeszcze tego nie widzisz.
      Powodzenia i trzymam kciuki :)
      Palijka
    • moonogamistka Re: kiedyś będę szczęśliwa... 28.05.11, 21:31
      jestes durna:)
    • jeza_bell Re: kiedyś będę szczęśliwa... 29.05.11, 09:53
      Jak nie szkoda Ci upływającego czasu i życia to tkwij w tym dalej ze świadomością, że już tak pozostanie na zawsze.
      Tego naprawdę chcesz..?
      • gr.eenka Re: kiedyś będę szczęśliwa... 29.05.11, 10:21
        nie zawsze , facet jest w trakcie wymiany materaca
        • jael53 Re: kiedyś będę szczęśliwa... 29.05.11, 10:47
          Pomysł z psychoterapią (własną) jest do rozwinięcia. Niewyłącznie ze względu na nieładną relację, w której Autorka zgadza się być wykorzystywaną. Ważniejsze są Jej przeszłość oraz plany życiowe. Jej historia rodzinna, zostawiona tak sobie (w nadziei, że skoro wyrwała się ze środowiska rodzinnego, to wszystko się samo ułoży) może być cieniem, który będzie się wlókł za Nią i "zagarnie" Jej dzieci.
          • magda.mart Re: kiedyś będę szczęśliwa... 29.05.11, 13:28
            Na początek polecam lekturę poradnika "Toksyczne namiętności", mogę Ci podesłać na maila.
            • pomerencza Re: kiedyś będę szczęśliwa... 29.05.11, 18:37
              bardzo prosze, jeśli mozna :)
    • kochanic.a.francuza Re: kiedyś będę szczęśliwa... 29.05.11, 14:04
      No dno juz wiesz^ nie szanujesz siebie, drugie tez wiesz, ze to objaw DDA. My Ci tu mowimy trzecie-Twoj facet nadaje sie na przemial. Zaloz szpilki, krotka kiecje, umaluj sie ladnie, rozposc wlosy i polaz po deptaku, usiadz sama na kwake. Rozejrzyj sie ile lazi po swiecie fajnych gosci, ilu szuka Ciebie, zaradnej, wyksztalconej, silnej. Tak, jestes silna, zapamietalam Cie z Twoich postow, Pomerancza.
      A teraz posluchaj o mojej kumpeli ze studiow. Byla DDA, chodzila na ichnie spotkania i na terapie. Wyszla za najprzystojniejszego donzuana na roku, seksoholika. Podobny do Twojego faceta, chodzi z nia i na jej oczach flirtuje z innymi, oglada sie, podrywa. Kiedy im sie urodzilo dziecko, on zwial w poszukiwaniu "milosci i wolnosci".
      Jesli chcesz miec rodzine to mysl logicznie-czy on Ci ja pomoze stworzyc? Czy chcesz, zeby Twoje dzieci wychowywal sku..wiel, nie szanujacy ich matki? Czy warto poszukac kogos, kto szanuje Cie z marszu, jako cos oczywistego? Czy warto dac dzieciom ojca, ktory kocha zone i matke swoich dzieci?
      Jesli chcesz takiego meza, ktory Cie szanuje, to juz marsz! Szukac! A dupka kopnac w doope. Guzy sie wycina, goowna wyrzuca, dupkow wykopuje. Proste jak slonce.
      jestes mloda i niezalezna, czyli masz sytuacje komfortowa, wrecz luksusowa. Pomysl o kobietach, ktore juz odejsc od durnia nie moga, bo dzieci, bo kredyty itd. Jedyna niedogodnosc to Twoja dusza, ktora spragniona czystego uczucia zadawala sie blotem. Jak raz posmakujesz smaku czystej wody, bedziesz sie z siebie smiala, ze kiedys blotko pilas.
      • pomerencza Re: kiedyś będę szczęśliwa... 29.05.11, 18:38
        dzięki ! :*
    • awokado_j Re: kiedyś będę szczęśliwa... 29.05.11, 14:17
      pamietaj, ze kiedys zaczyna sie dzis. Na pewne rzeczy nie ma co czekac niepotrzebnie, jesli sie nie zmieniaja juz teraz i tak naprawde nie widzisz szansy na zmiane. Skoro napisalas tego posta to chyba tez zaczynasz to rozumiec, prawda? Poszukaj artykulow na bhclub pl, bo mozna znalezc sporo inspiracji i odniesien do wlasnych sytuacji tam napisanych. Moze uda Ci sie znalezc odopwiednie wyjscie
    • brown_aurelia Re: kiedyś będę szczęśliwa... 29.05.11, 16:11
      moja znajoma chodziła tak z facetem ponad 4 lata - w tym sensie, że nie byli razem jako para, ale się spotykali. kolejne 4 byli parą.
      dziś po 8 latach są małżeństwem :)
      • pomerencza Re: kiedyś będę szczęśliwa... 29.05.11, 18:40
        to chyba jakiś wyjatek
        potwierdzajacy regułę
        i pewnie w ich relacji nie było mówienia "nawet na jeden dzień sie w Tobie nie zakocha" i bujania się z innymi pannam ? :)
        • triismegistos Re: kiedyś będę szczęśliwa... 29.05.11, 21:54
          Wyjątek nie potwierdza reguły... To nielogiczne. Jak poznałam mojego eks umawialiśmy się na seks bez zobowiązań. W sumie byliśmy razem 6 lat, mimo roztsania blisko się przyjaźnimy.
    • nangaparbat3 Re: kiedyś będę szczęśliwa... 29.05.11, 16:18
      Jak byłam w Twoim wieku, tkwiłam w związku z facetem, który mnie niszczyl. Nie tylko nie umiałam zerwać, ale nawet miałam upatrzone miejsce na utopienie się, gdyby mnie rzucil dla innej. Kiedy wreszcie mnie rzucil, nie tylko się nie utopiłam, ale wreszcie zaczęlam zyć i być szczęśliwą. Kobietę, która mnie od niego uwolniła, jestem gotowa nawet dzisiaj po nogach całować.

      Idź na terapię, koniecznie, jak najprędzej. Powodzenia :)
    • buuenos Re: kiedyś będę szczęśliwa... 29.05.11, 23:27
      Nie czytalam porzedzajacych komentarzy, nie wiem w jakim kierunku poprzednicy zmierzali..moje zdanie:moge conajmniej 1500 razy powtarzac zmien to!, ale wiem z doswiadczenia,ze musi przyjsc czas, kiedy to sama zrozumiesz i zaczniesz dzialac. Tkwisz w zwiazku?, ktory jest dla ciebie ciezki.Lekkoduch wie, ze ma cie,,na stale" ,co nie ogranicza go po rozgladaniu sie za innym ,,ogrodkiem".Terapia to dobry pomysl.
    • akle2 Re: kiedyś będę szczęśliwa... 30.05.11, 19:51
      Też byłam w paru takich sytuacjach, owe osoby po prostu wypełniały mi czas, a brak deklaracji był im oczywiście na rękę.
      Na razie możesz zostawić tak, jak jest. Jak się kiedyś naprawdę zakochasz, to znajdziesz sposób, żeby się określić i swoją rolę z tego typu "układzie" :)
    • elizabeth7 Re: kiedyś będę szczęśliwa... 30.05.11, 20:54
      Moja siostra po prawie 30 latach rozwodzi się z takim. Widzielismy,ze on jej nie szanuje, ze to ona kocha. 30 lat temu zalatwialismy jej wyjazd do Kanady do rodziny z mysla,że tam zostanie ale ... wpadli, mimo tego ze ona miala zalozona spirale. Z paszportem i wiza /wtedy cud/ ona zostala i wyszla za niego za maz. On niby jej nie kochal ale czasem pokazywal ze jemu zalezy a czasem pokazywal jej jak ja lekcewazy. To nie jest proste przelozenie, facet gra tak by glupia miec na wyciagniecie reki. Ona gra twardzielke bo on tego wymaga, ona haruje jak wol i mowi ze lubi, a on jej mowi ze nie jest delikatna. Jak jest delikatna to ja gnoji.
      Dwa miesiace temu przy wizycie naszej mamy w ich nowym domu naublizal jej. Mama wyjechala na nastepny dzien. Ona powiedziala mu z pretensjami ze jego zachowanie bylo chamskie a on jej powiedzial ze ozenil sie z nia bo byla w ciazy i wlasciwie ich malzenstwo nie bylo wazne.
      Ona - inzynier na kierowniczym stanowisku, ladna 52-latka, wysportowana, oczytana, ineteligentna, zarabia sporo. Faceci sie za nia ogladaja jak idzie ulica.
      Ona zdecydowala ze sie rozstana, on chyba nadal w to nie wierzy. Gdzie on znajdzie druga taka frajerke???
      Ona mowi mi, ze rzucala palenie, picie i wie co sie czuje jak sie rzuca i chce rzucic na zimno i bez strat. I jak zaczela mowic to nie mogla przestac. O samotnosci i niepewnosci i tym,ze sama nie wie czego chce ona a czego oczekiwal on. I ze juz nie chce oczekiwan innych.

      Przeczytalam duzo o pitrusiach-panach, egoistach i toksycznych zwiazkach. Wspieram siostre.
      Odradzam taki zwiazek. Nie do wiary ale u mojej siostry trwal prawie 30 lat.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja