rzeka.chaosu
05.06.11, 14:07
Chyba pierwszy raz w życiu dane mi było (tfu tfu, ale patos) zrozumieć, co mogą mieć na myśli kobiety mówiące, że wolą samotność niż związek z nieodpowiednim facetem, tzw. "byle kim". Zawsze wydawało mi się, że może i lepiej samej, ale na krótko, bo na dłuższą metę tylko z kimś.
Tymczasem poobserwowałam sobie parę, u której mieszkaliśmy podczas wypadu i pomyślałam, że dla tej kobiety ulga byłoby pozbycie się męża. Głupio pisać o szczegółach na forum, bo znowu będzie, że się gapię na to, na co nie powinnam.
Wystarczy, że napiszę, że tylu bezpodstawnych pretensji i tyle pustej agresji psychicznej wobec kobiety nigdy nie widziałam. Pan i władca i służka, która ma zgadywać o co panu chodzi. Poniżanie służki przy gościach, za każdy szczegół, który wydaje się władcy jej błędem i "wstydem dla domu". W salonie fotografie jeszcze z PRL, na których służka wygląda olśniewająco. A dziś: szara, skrzywiona kobieta z podkrążonymi oczami i smutna miną, która robi się jeszcze smutniejsza, gdy władca wraca i zaczyna rządzić.
Dzieci tych ludzi wyraźnie wstydziły się ojca (jak zaczął ględzić to wyszły). Nie zdziwiłabym się, gdyby został im uraz do końca życia i strach przed związkami.
Dla nas władca był przemiły - idealny gospodarz i pan domu.
Utopiłabym dziada w studni (akurat mieli). Pozbycie się kogoś takiego ze swojego życia musi być wielką ulgą. Może to zabrzmi strasznie, ale nie zdziwiłabym się, gdyby ta kobieta czekała a jego śmierć. ;(