19dawid80 Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 23.06.11, 20:58 powiem krótko współczuję!!! Według mnie lepiej nie będzie Odpowiedz Link Zgłoś
quasi.modo Jeśli twój post jest prawdziwy, 23.06.11, 20:59 w co jakoś wątpię, to radzę Ci przede wszystkim zapomnieć o rodzicielstwie w najbliższym czasie. Z mężem pogadaj i wyłuszcz mu, że nie masz zamiaru być mu mamusią i jeśli zależy mu na małżeństwie, musi zacisnąć zęby i nauczyć się odpowiedzialności. Co oznacza ni mniej ni więcej, tylko wrócić do roboty i ewentualnie równolegle rozglądać się za lepszą opcją. Byle taką, która nie wiąże się z następną inwestycją. Jeśli jednak facet uzna, że gierki są ważniejsze i jakoś to będzie, to nie łudź się, że zajmie się dziećmi, gdy się pojawią. A Ty zamiast cieszyć się bobasem, będziesz musiała zasuwać na całą rodzinę i opiekunkę. Odpowiedz Link Zgłoś
kha-lan Re: Jeśli twój post jest prawdziwy, 23.06.11, 22:00 Widzę, że niektórym przedstawicielom płci męskiej ciężko uwierzyć , że mój post jest prawdziwy! Jest jak najbardziej prawdziwy- nie tylko kobiety potrafią być " trutniami"! Od dnia założenia tematu na forum mój mąż nie posunął się o krok od znalezienia wymarzonego zajęcia. Gierki zajmują mu sporo czasu. Ogólnie jakby temat nie istnieje. Przeczytałam dzisiaj Wasze posty i nadszedł czas na zmianę. Dzisiaj już z nim nie pogadam bo właśnie pije whisky przy grillu:) Co do innych wypowiedzi, że jak mogłam tego wcześniej nie widzieć, to dajcie sobie spokój- gdyby wszyscy byli tacy mądrzy przed ślubem to by tylu rozwodów nie było! Widzę jak mężowie koleżanek ciężko pracują na utrzymanie rodzin ( oczywiście żony również), czasami od rana do wieczora ale jak z nimi rozmawiam to są oni szczęśliwi, ze mogą zapewnić byt rodzinie. Niestety mój mąż dalej tego nie rozumie , nie widzi potrzeby i tu nie chodzi o to, że ja jestem perfekcjonistką i muszę wszystko robić sama. Ja również jestem młodą osobą - mam 26 lat i to nie jest tak, że zostałam oszukana lub miałam zaćmienie umysłu. Chłopak a mąż to dwie inne sprawy. Tym bardziej, ze on bardzo nalegał na ślub więc uznałam , ze dojrzał do tej roli. I tu się pomyliłam. Lepiej jakbym wzięła ślub sama z sobą.... Odpowiedz Link Zgłoś
senseiek Jak mozna byc szczesliwym,nie majac wlasnego zycia 23.06.11, 22:12 > Widzę jak mężowie koleżanek ciężko pracują na utrzymanie rodzin ( oczywiście żo > ny również), czasami od rana do wieczora ale jak z nimi rozmawiam to są oni szc > zęśliwi, ze mogą zapewnić byt rodzinie. Klamia. Jak mozna byc szczesliwym, nie majac wlasnego zycia, i tylko zapie...c dla marnych pieniedzy? A rodzine widziec w weekendy, albo rzadziej? Oni zyja zeby pracowac, a nie pracuja zeby zyc. Praca jest wtedy narkotykiem, zastepujaca inne uzywki. Takim ludziom gdyby kazac pracowac 6h/dzien to byliby nieszczesliwi, i nie wiedzieli by co ze soba zrobic, miotali by sie po domu bez celu, czujac sie zagubieni, bo nie sa w robocie. Zupelnie jak narkoman na glodzie. Odpowiedz Link Zgłoś
kha-lan Re: Jak mozna byc szczesliwym,nie majac wlasnego 23.06.11, 22:22 Bez przesady. Lepiej gdyby cały tydzień siedzieli w domu z rodzinką i martwili się co do garnka włożyć??? Większość moich znajomych dużo pracuje i docenia to, ze dwa dni w tygodniu poświęca całkowicie rodzinie. Niektórzy nawet tego nie mają! Np. kierowcy tirów. coś za coś takie życie. Oczywiście- są zmęczeni i zestresowani tak jak ja ale z Twojego rozumowania wynika, że lepiej nie robić nic! Nie każdy ma pracę w urzędzie od 8 do 15 i święty spokój w domu. Przy własnej firmie pracę przynosi się do domu i nie ma ustalonych sztywno godzin pracy. Pójdźmy wszyscy na bezrobocie i poświęćmy się życiu rodzinnemu- tylko ciekawe czy to bardziej pomoże czy zaszkodzi... Odpowiedz Link Zgłoś
logihnka Re: Jak mozna byc szczesliwym,nie majac wlasnego 23.06.11, 23:40 Masz nietrafione podejscie od zycie. Byc mzoe dlatego, ze nie masz jeszcze dzieci. Zrezygnowalam z wielu ofert, bo nie odpwiadalo mi takei siedzenie po 8 h w oebocie, a mam 8 letnią corkę, z która przezp ierwsze 8 lat siedziala w domu. I tak mi teraz dobrze, że raczej do pracy-pierwszy raZ isc nie msuze. I kykrecam sie od tego, bo nie qwyborazam sobie, nie ugotowac oboadu, nie posprzatac, albo nie wyjsc z psem na dluuugia psacer po poludniu. Lubie sowje zycie. I oby mniej takich ludzi jak ty! Odpowiedz Link Zgłoś
eista Re: Jak mozna byc szczesliwym,nie majac wlasnego 23.06.11, 22:33 Ciężka bzdura. Jest różnica między pracoholizmem, a pracowaniem żeby zapewnić sobie byt. Oczywiście można siedzieć na czterech literach na czyimś garnuszku i napawać się tym, że inni marnują życie w pracy. Czyimś kosztem.Tylko, że o ile nie jesteś dzieckiem kogoś z pierwszej setki najbogatszych Polaków (chociaż ich dzieci też pracują) to sorry, ale trzeba się brać do roboty, a nie opowiadać głodne kawałki. Odpowiedz Link Zgłoś
senseiek Re: Jak mozna byc szczesliwym,nie majac wlasnego 23.06.11, 22:48 > Ciężka bzdura. Jest różnica między pracoholizmem, a pracowaniem żeby zapewnić s > obie byt. Jesli ktos pracuje "od switu do nocy" o czym mowila przedmowczyni, to jak mozna to nazywac "zapewnieniem bytu"? Ktos wykonuje az tak beznadziejnie nikomu niepotrzebna prace, ze az musi pracowac na 2 etaty, 16 godzin dziennie, zeby PRZEZYC? Taka osoba jest masakrycznie nieprzystosowana do dzisiejszego swiata nowych technologi i wysokiej wydajnosci. > Oczywiście można siedzieć na czterech literach na czyimś garnuszku i > napawać się tym, że inni marnują życie w pracy. Czyimś kosztem.Tylko, że o ile > nie jesteś dzieckiem kogoś z pierwszej setki najbogatszych Polaków (chociaż ich > dzieci też pracują) to sorry, ale trzeba się brać do roboty, a nie opowiadać g > łodne kawałki. Naprawde niewiele potrzeba do zycia bez zadnej pracy. W moich warunkach (wlasne mieszkanie, brak zadnych kredytow, wydatki miesieczne ok 1200 zl) wystarczyloby jakies 100 tys. ktore bylyby zainwestowane w gielde. Od kiedy jest kryzys od 2007 gielda to glowne zrodlo mojego utrzymania, bo klienci oszczedzaja kase ile sie da (procz paru dobrych miesiacy jak np. grudnien 2010) na glupim KGHM mozna bylo zarobic 1000%.. Odpowiedz Link Zgłoś
eista Re: Jak mozna byc szczesliwym,nie majac wlasnego 24.06.11, 00:45 No, tylko trzeba mieć pieniądze, żeby inwestować na giełdzie, czy gdziekolwiek. Prawda? To nie jest perpetuum mobile. Ja akurat to robię, a kasa na inwestowanie wzięła się ze sprzedaży firmy. Ale firma sama z siebie "się nie zrobiła" i sama się dobrze nie sprzedała. Trzeba włożyć, żeby wyjąć :-) I to zawsze jakiejś pracy wymaga. Nie każdy może i potrafi zarobić na "głupim KGHM" Więc nie kupuję, tego że leżysz i pachniesz a kasa sama wpada. Na pewnym etapie tak, ale żeby dojść do tego etapu (zakładam że nie mówimy o potomkach Rockerfellera) to musisz siąść na 4 literach i pokombinować (czytaj popracować). Niby to nie jest praca, ze analizujesz w jaką spółkę inwestować? Bo zakładam, ze nie są Ci obce analizy techniczne i inne i nie wkładasz kasy w firmy bo fajne nazwy mają? Odpowiedz Link Zgłoś
senseiek Zazwyczaj inwestuje w bankrutow ;) 24.06.11, 02:47 Zazwyczaj inwestuje w bankrutow, przy pierwszych objawach, ze pojda do gory np. cofniete zostanie z sadu wniosek o upadlosc (IGROUP 140% zysku w 2 dni), albo uklad z wierzycielami (KOLASTYNA 200% zysku w 2 dni), DUDA, IDMSA, itp. Ale po wielu latach "normalnego inwestowania" wyrabia czlowiek w sobie pewien rodzaj "intuicji" w tych sprawach. I np. odroznia sie prawdziwy spadek ceny, od fikcyjnego (czyli specjalne granie grubych graczy w celu obnizenia kursu- kiedys musza przestac mielic w dol, aby odkupic akcje po preferencyjnych cenach, i je pozniej podniesc, inaczej caly ten skomplikowany proces nie mialby najmniejszego sensu). Mam real-time'owe notowania otwarte non-stop od 9:00 do 17:30 i moge reagowac na sytuacje rynkowa momentalnie.. choc nie zawsze.. pewnego pazdziernikowego dnia 2008 roku stracilem 80 tys w pare minut jak poszedlem robic obiad, a po powrocie okazalo sie ze jest pańka na wszystkich rynkach ;) > Trzeba włożyć, żeby wyjąć :-) A kobiety tylko o jednym.. :D Odpowiedz Link Zgłoś
eista Re: Jeśli twój post jest prawdziwy, 23.06.11, 22:28 To pogadaj. Na spokojnie i ze zdecydowaniem. Ja coś takiego przerabiałam. Mój szanowny małżonek z pełnego zapału do pracy faceta (pracował już na studiach i po nich był jak burza) stał się gościem siedzącym tylko przed kompem i czekającym, aż klienci sami do niego grzecznie przyjdą (prowadzi swoją firmę). Po pewnych sukcesach zleserował się tak, że nie chciało mu się ani w firmie działać i przestał kiwać palcem w domu. Do tego stopnia, że nawet mu się brudnych garów nie chciało włożyć do zmywarki. I oczywiście był "very busy and important". A ja zasuwałam w swojej firmie i a drugi etat w domu (a ze mamy dzieci to jest co robić). I zaczęło narastać wkur...nie. No, żesz ile można?! To zresztą wykańcza nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Najpierw próbowałam rozmawiać, i awantury też były. W końcu poczułam, że ja mam dość i chcę rozwodu. A uwierz mi po latach wspólnego życia, mając dzieci to naprawdę nie jest decyzja, która przychodzi ot tak. Ale pomyślałam, że skoro i tak mam mieć wszystko na swoich barkach, to bez lenia przyspawanego do monitora kompa. I to podziałało jak kubeł zimnej wody, bo on widział, ze nie prowadzę gierek ani nie żartuję. Przykre, że aż do tego stopnia to zaszło,a le czasem nie ma innego wyjścia. Wy jeszcze jesteście bardzo młodzi, nie macie dzieci (a wiec i ogromnej odpowiedzialności za nie) i może macie szansę się porozumieć. Co do tych licznych postów typu "widziały gały co brały" to śmiech na sali-zapomnij o tym. Z wyjątkiem od razu widocznych patologii nigdy do końca nie wiesz, jak ta druga strona zachowa się w obliczu różnych sytuacji, które niesie życie. Ba, sama nie wiesz jak ty się zachowasz i jak się zmienisz. Odpowiedz Link Zgłoś
encanto1960 Re: Jeśli twój post jest prawdziwy, 24.06.11, 14:36 Znaczy ze znów bedziesz niedługo wolna. Poinformuj kiedy.;-) Istnieje duze zapotrzebowanie na kobiety pracujace;-) Odpowiedz Link Zgłoś
wkkr Rozwiedż się 23.06.11, 22:13 dzieci nie macie na szczęście! Wiej gdzie pieprz rośnie! Nie zmienisz go! Odpowiedz Link Zgłoś
pamparampa Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 23.06.11, 22:17 Wybrałaś nieodpowiedzialnego partnera, który został przez swoich rodziców przyzwyczajony do wygody i braku odpowiedzialności. Okazał się bezradnym typem o bardzo niskim progu wytrwałości. Poddać się po kilku dniach pracy?! Podejrzewam, że wybrałaś sobie takiego właśnie partnera, bo kierowałaś się jego statusem społecznym, ale w porę nie zorientowałaś się, że status ten został mu zagwarantowany przez jego rodziców. Wybrałaś sobie mało odpornego psychicznie wygodnisia, który raczej nie ma ochoty na poważną przebudowę swojego charakteru. Zatem przyzwyczaj się do roli twardej "mamuśki", lidera i szefa w związku, albo się ze swoim facetem zwyczajnie rozstań. Następnym razem nie kieruj się jednak statusem rodzinki jako priorytetem w swoim wyborze. Odpowiedz Link Zgłoś
kha-lan Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 23.06.11, 22:26 Ciekawe skąd takie wnioski skoro nie znasz mojego " statusu rodzinnego" bo widzisz tak się składa, ze mi też w życiu raczej nie brakowało i jeszcze do tego w domu nauczono mnie że ten kto pracuje to ma! Więc nie oceniaj, że zrobiłam to dla kasy. Tak się akurat składa że już wtedy byłam CAŁKOWICIE niezależna finansowo i nie był mi potrzebny mąż dla pieniędzy. Odpowiedz Link Zgłoś
pamparampa Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 23.06.11, 23:04 Biedaka byś jednak nie wybrała, prawda? Nawet gdyby był on "kowalem własnego losu"? Widocznie utrzymanie statusu społecznego i perspektywa wsparcie ze strony Twojej i jego rodziny była tutaj kluczowa. No i w sumie nic w tym złego. Przecież to jedna z podstaw ewolucyjnie ukształtowanego sposobu doboru partnera;) Finansowe bezpieczeństwo... Najgorsze, że nie możesz liczyć na jego samodzielność i psychiczną odporność swojego wybranka. PS Mam prawo do snucia wielu teorii, bo to Ty postanowiłaś się uzewnętrznić ze swoim problemem. Nie powinno Ciebie zatem drażnić, że ktoś może uprawiać różne narracje. Odpowiedz Link Zgłoś
molto_bene Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 24.06.11, 11:40 Tak, finansowe bezpieczeństwo jest ważne. Gdy mój były był przez kilka miesięcy chory i dostawał tylko część normalnej pensji, to z miejsca wpadliśmy w spiralę długów - dlaczego? Bo właśnie wcześniej nie mieliśmy zapewnionego bezpieczeństwa finansowego, zero oszczędności i zero dodatkowych ubezpieczeń, bo ex uważał że ubezpieczenia to fanaberie a oszczędzanie nie ma sensu (nie mieliśmy po prostu z czego oszczędzać). Nie mówiąc już, że jeśli ktoś się żeni, to powinien mieć na uwadze potomstwo i do tego też jest potrzebne dorosłe, odpowiedzialne myślenie o pieniądzach. Ktoś kto tego nie rozumie i nie docenia jest po prostu dziecinny i tyle. Można wyjść za mąż za kogoś totalnie biednego - pod warunkiem, że widzimy że jest pracowity i że pomoże nam przejść przez życie i wychować dzieci. Taka nauczka - przynajmniej dla mnie. Jeśli Ty wolisz pracować na swojego leniwego i biednego pana i go obsługiwać - to Twoja wola :). Odpowiedz Link Zgłoś
pamparampa Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 24.06.11, 19:10 Jeśli ostatnie zdanie było skierowane do mnie, to na biednego pana nie mam zamiaru pracować, ponieważ po pierwsze jestem facetem, a po drugie pozostaję w krytycznym nurcie oceny sytuacji szanownej pani, która ukrywa się pod nickiem kha-lan. Większość osób, sugerujących rozstanie albo poważną przebudowę w związku, ma stuprocentową rację. Odpowiedz Link Zgłoś
molto_bene Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 24.06.11, 11:31 Dziewczyno, nie przejmuj się głupimi komentarzami i wiej z tego związku jak najprędzej. Taki człowiek się nie zmieni, wiem niestety coś o tym, bo 3 lata zmarnowałam w podobnym układzie. Mój były pracę miał i do niej chodził, owszem, ale była to praca słabo płatna, która starczała nam na minimum życiowe (przy mojej pracy oczywiście również). Oczywiście też na tę pracę ciągle narzekał, że już po dziurki w nosie miałam słuchania tego. Na dzieci i na to żebym ja przez jakiś czas je w domu wychowywała nie było nawet szans, bo oznaczało by to po prostu biedę. Jednak o ile ja już nie miałam możliwości dorobienia, to on owszem, ale po prostu mu się nie chciało, chociaż jego praca była lekka i polegała głównie na czekaniu na wezwania na interwencje, które zdarzały się może raz na miesiąc. W domu też nic nie robił. Raz na jakiś czas ugotował obiad i czuł się bohaterem z tego powodu i wymagał, żeby go wielbić za to. Lenistwo to cecha nieuleczalna i jedna z najgorszych u ewentualnych kandydatów na partnerów życiowych. Pozdrawiam, zadbaj o siebie, rozstanie boli ale bywa konieczne. Ja teraz jestem sama, finansowo jest ciut gorzej, ale tylko ciut, jestem za to szczęśliwa, że mi nikt nie jęczy jak to źle jest w życiu, bo pracować trzeba. I jestem totalnie zrażona do facetów. Na długo. Odpowiedz Link Zgłoś
baba67 Re: Pierwsza mozepraca męża - katastrofa! 24.06.11, 17:16 Jesli poprzedni facet nie byl beznadziejny(bo moze byl) to nie pojmuje jak inteligentna pracowita i niezalezna finansowo dziewczyna mogla rzucic wszystko dla rozlazlego marzyciela (no bo slowo truten jeszcze wtedy nie pasowalo).Moze mialas jakies problemy z psychika,moze to byla gigantyczna chemia moze pierwszy raz zakochalas sie naprawde i rozum Ci sie wylaczyl? Najwazniejsze,ze przejrzalas na oczy i nie macie dzieci.Bo tu zadne rozmowy nie pomoga-moze sie poprawic niewiele i na krotko. Rozstancie sie jak najszybciej-prawdziwa kobieta warta jest prawdziwego mezczyzny-z innym nie bedzie szczesliwa. Jesli czujesz ze go kochasz, to sie wkrotce skonczy.SZkoda zycia, wracaj skad przyjechalas i zacznij zycie od nowa. Odpowiedz Link Zgłoś
rozbojnick Miał być facet na pokaz, by koleżanki zazdrościły 24.06.11, 00:00 ...więc masz czego chciałaś, czyli eksponat w ludzkiej skórze. Patrz i podziwiaj. Odpowiedz Link Zgłoś
obywatelkax Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 24.06.11, 07:00 Znam czy tez raczej znalam taka pare. Ona do pracy a on w necie pracy niby szukal. Zaliczyli wpadke - czy tez ona moze zaliczyla, no bo panu bylo to chyba na reke. Niby sie dogadali, ze to ona zarabia a on dzieciakiem sie bedzie zajmowal, bo przeciez i tak nic znalezc nie moze. Pamietam te jego wywody jakim to dobrym tatusiem bedzie, jakie wazne jest wychowanie dzieci i jak on sie temu odda i tym podobne brednie:) W kazdym razie dziecko sie pojawilo, panna do pracy a pan z dzieckiem w domu. Tyle tylko, ze pan to wychowanie do podstawienia dzieciakowi butelki i obtarcia tylka zredukowal, bo juz nic poza tym mu sie nie chcialo - obiady zredukowal do gotowych dan, ktore i tak czesto gesto panna kupowala i przygotowywala, bo pan sie nie wyrobil z zakupami czy wlaczeniem kuchenki wczesniej. A jak juz mama byla w domu to oczywiscie teraz ona powinna sie dzieciem zajac, bo on sie tak strasznie ta opieka zmeczyl. Zaczely sie wiec klotnie o to kto dziecku tylek wytrze. Poza tym tatus potrafil jeszcze dziecku tv wlaczyc, na zabawy czy wyjscie do parku biedny nie mial nigdy czasu. Nawet jak para popadla w klopoty finansowe (dziecie moglo isc juz do zlobka a pan do pracy) to pan stwierdzil, ze on za grosze o 8??!!! nie bedzie do pracy wstawal, bo nie jest frajerem. Tym tekstem to mnie juz rozwalil .... Nie wiem jak wyglada ich zycie teraz, bo zerwalam kontakt. Slyszalam tylko ze kolejne dziecko do wychowania pan zmajstrowal. Pamietam za to jedno z ostatnich naszych spotkan - pan na kanapie tv oglada, dzieckie siedzi kolo niego , panna sie po kuchni krzata i cos do jedzenia dla rodzinki i gosci szykuje. No a pan i dziecie (juz wierna kopia tatusia z wygladu i zachowania) z tej kanapy pokrzykuja na przemian do panny, zeby jeszcze to czy tamto im do salonu przyniosla... Panny mi nie szkoda nawet - wyksztalcona , zdawalo sie ze inteligentna laska. Nie moge tylko zrozumiec jak taka osoba mogla pozwolic tak skrzywdzic wlasne dziecko. Odpowiedz Link Zgłoś
qw994 Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 24.06.11, 08:17 Co teraz? Rozważ rozstanie, poważnie. Dopóki jeszcze jesteś młoda i nie masz dzieci. Chociaż nie - jedno dziecko już masz. I to takie, z którym masz duże szanse użerać się do końca życia, o ile czegoś z tym nie zrobisz. Odpowiedz Link Zgłoś
frissreunion23 Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 24.06.11, 09:34 Mówiąc brzydko. Twój mąż to niezła ciota. Mam 23 lata, pracuje (nawet niezła fuszka. Kreatywna i nieźle płatna) mieszkam z dziewczyną i synkiem (planujemy się pobrać). Dodatkowo studiuję. A twój chłopczyna nie jest w stanie przepracować? Fok! Odpowiedz Link Zgłoś
sister.winter Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 25.06.11, 11:34 wszyscy tu piszą, żeś głupia i masz co szybciej rzucić męża. nie wiem. ja wyszłam za mąż za człowieka, który był bardzo zdolny, ale również leser z zadatkami na nieudacznika. przez pierwsze pięć lat małżeństwa człowiek ten nie był w stanie skończyć studiów, a pracował jedynie dorywczo, może ze stówę miesięcznie zarabiał. zajmował się czytaniem książek i słuchaniem muzyki. myślałam, że tak będzie już zawsze. koleżanki radziły mi jedno - spier-dalaj, ale ja ich nie słuchałam. a potem coś się zmieniło - minął jakiś kryzys widocznie, pan dyplom obronił, poszedł do pracy, gdzie go doceniono, uwierzył w siebie, rozwinął skrzydła. gdybym go skreśliła, kiedy "nie rokował", straciłabym cudownego męża i szczęśliwe lata, które teraz przeżywamy. piszesz, że wyszłaś za niego, bo go zwyczajnie kochasz. że jest dobrym człowiekiem. może masz rację? mądry człowiek wie, że osoby są ważniejsze od chwilowych okoliczności. no, może taka jedna rada - jeśli gościu nie pracuje, uciąć mu ten dobrobyt... ja zarabiałam niewiele, i mój mąż, kiedy nie pracował, nie miał ani grosza. jeśli nie kupiłam jedzenia, żywił się makaronem z koncentratem, a wszędzie, gdzie chciał pójść, chodził piechotą. taka asceza pomaga chyba w pracy nad sobą... Odpowiedz Link Zgłoś
coppermind [...] 25.06.11, 15:32 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
ka-mi-la789 Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 25.06.11, 19:01 Jesteś aż tak bezczelny czy aż tak durny? Odpowiedz Link Zgłoś
akei5 Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 25.06.11, 19:27 A ja myślę, że ciebie już niejedna zmienila na lepszy model ;) Odpowiedz Link Zgłoś
akei5 Nic nie jest czarno-białe 25.06.11, 19:33 Rozumiem, że sytuacja może być frustrująca, jednak myślę, że nie wszystko stracone. Nie zwracałabym uwagi na posty typu " Rozwiedź się z nim" itd., gdyż wiadomo, że nie jest to takie proste i nic nie jest czarno-białe. Najpierw upewniłabym się czy brak chęci do pracy faktycznie wynika z lenistwa, czy może ze słabej odporności psychicznej, jakiś lęków, że sobie np. nie poradzi? Ludziom trudno jest zrozumieć, że jakis problem może mieć podłoże psychologiczne i oceniają często krytycznie, schematowo. Ta słaba odporność może wynikać z tego, że zawsze miał wszystko zapewnione. Jednak nie oznacza to, że chce na Tobie żerować i jest tak 'sprytny'. Być może szuka swojej drogi jeszcze; jedni są gotowi na obowiązki w wieku 20 lat, inni w wieku 30. Ja spokojnie bym porozmawiała, bez oceny, pretensji (wiem, że to trudne!) jak widzi dalsze życie. Podkreśl, że Tobie jest ciężko i się martwisz sytuacją. Uważam, że można to naprawić i wcale nie musi już tak być zawsze. Odpowiedz Link Zgłoś
baba67 Re: Nic nie jest czarno-białe 26.06.11, 21:32 Trzeba rozmawiac,ale z pozycji kobiety zdecydowanej radyklanie zmienic swoje zycie o ile po drugiej stronie nie bedzie ussilnych staran zmiany sytuacji.Uzalanie sie zapewnianie o wparciu na faceta przywyklego do wygodnego zycia nie podziala. Jesli zrozumie ze jesli nic sie nie zmieni na pewno j a straci moze dojdzie do jakichs konstruktywnych przemyslen. Dlatego lepiej jesli dziewczyna bedzie sie liczyla z opcja rozwodu.Po wtore w zadnym wypadku sie nie rozmazac dopoki bedzie sie absolutnie pewnym, ze facetowi jaja urosly czyli kilka lat niestety.Udupanie za pomoca dziecka jest rozkoszniaczkowi na reke. Tak naprawde wspominajac o rozwodzie malo kto ma na mysli postaranie sie jutro o formularz-bardziej chodzi o stanowczosc w stawianiu warunkow za ktora stoi gotowosc do zmiany swojego zycia. Odpowiedz Link Zgłoś
ka-mi-la789 Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 26.06.11, 01:51 > prawda jest nie do zniesienia dla zakłamanych jajników ? > może już czas zacząć myśleć mózgiem, bo jajniki jak widać > zupełnie sobie nie dają rady - stać je wyłącznie na pozamerytoryczną > agresję, Niech zgadnę: mamusia cię nie kochała tudzież często i mocno bijała? Najmocniej chyba w główeńkę. > która chciałaby być postrzegana jako inteligentna Z całą pewnością na niczym jej tak nie zależy jak na twoim postrzeganiu. > - a jest jako agresywna i prymitywna ! I jak ona teraz będzie żyć? Odpowiedz Link Zgłoś
coppermind Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 26.06.11, 22:43 argumenty ad-personam to prymitywny sposób ośmieszania się. postaraj się bardziej! Odpowiedz Link Zgłoś
ka-mi-la789 Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 26.06.11, 23:36 > argumenty ad-personam to prymitywny sposób ośmieszania się. Ach, jaka oryginalna riposta. Masz takich więcej? > postaraj się bardziej! Polecenia możesz wydawać tirówom, które ci lachę ciągną. Ode mnie wara, psycholu. Odpowiedz Link Zgłoś
coppermind Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 27.06.11, 09:33 o i mamy przykład agresywnej (i wulgarnej samicy) spróbuj kiedyś przez chwilę użć do myślenia mózgu, bo myślenie jajnikami Cię ośmiesza. Reagujesz instynktownie i agresywnie na prawdę, która godzi w interesy jajników, co powoduje, że odsłaniasz swoje zwierzęce oblicze. Bycie zwierzęciem jest passe! Odpowiedz Link Zgłoś
ka-mi-la789 Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 27.06.11, 11:15 Napisz coś jeszcze, pajacyku. Poprawiasz mi humor. Odpowiedz Link Zgłoś
coppermind Re: Pierwsza praca męża - katastrofa! 27.06.11, 17:00 jak w ramach nieświadomości swojej zwierzęcości zagryziesz własne dzieci to dopiero będziesz miała dobry humor, przecież z racji posiadania jajników mas rację z definicji. zadowolona ? Odpowiedz Link Zgłoś