fieldsofgold
09.06.11, 09:00
Witajcie. Jestem ciekawa czy ktos ma podobne doswiadczenia do moich i moze poradzic cos madrego. Od pol roku spotykam sie z facetem, ktory jest bardzo interesujacy, wartosciowy i zabojczo przystojny. Na poczatku byla to znajomosc bez zobowiazan i chodzilo tylko o seks, jednak bardzo szybko okazalo sie, ze z obu stron pojawilo sie cos wiecej. Zyc nie umierac, jednak tu pojawia sie problem :-) Mezczyzna ten jest wolnym ptakiem w kazdym tego slowa znaczeniu. Jest wiecznym singlem, osoba bardzo niezalezna samodzielna i ze swoimi starokawalerskimi przyzwyczajeniami. Przyklady. Na imprezy chodzi sam, bardzo czseto wyjezdza gdzies z kolegami, swoimi znajomymi lub po prostu sam ze soba bo prowadzi aktywny i bardzo sportowy tryb zycia. Spotykamy sie mniej wiecej raz w tygodniu, czasem na weekend, ale nie na dluzej niz dwa dni. Dla mnie to bardzo rzadko, dla niego bardzo intensywnie i czesto. Co wiecej twierdzi, ze z zadna kobieta tak intensywnie sie jeszcze nie spotykal. NIe proponuje mi zadnych wspolnych wyjazdow - twierdzi, ze jest przyzwyczajony do wyjezdzania w pojedynke bo moze byc sobie sam sterem itd. Kiedy wyjezdza, kontaktu z nim brak, nie ma co liczyc na smsa czy telefon. Zreszta tu pojawia sie kolejny problem - on nie umie okazywac uczuc. Po pol roku znajomosci nie ma zadnych wyznan w stylu: tesknie, brakuje mi Ciebie, o kochaniu to juz w ogole nie ma mowy. Wymiana smsowa miedzy nami polega na dostarczaniu suchych, bezuczuciowych informacji. On po prostu tego nie potrzebuje, jak i najwyrazniej nie potrzebuje spedzac zbyt wiele czasu ze mna. Nie jestem juz mlodka, ktora by sie oszukiwala wiec doszlam do wniosku, ze taki uklad nie za bardzo mi odpowiada i kilka razy probowalam go zakonczyc. Wowczas on prosi abym tego nie robila. ZE nie chce mnie stracic i ze mu zalezy na mnie (to sa najpowazniejsze wyznania jakie od niego slyszalam). Jednak potem znow wszystko wraca do starego porzadku: uczuciowa posucha i jego samotne wyjazdy. Daleko mi do zaborczosci i checi zmieniania kogos na sile, jednak zastanawiam sie ile wytrzymam i czy mozna sie do tego przyzwyczaic. Z jednej strony wierze mu, ze on po prostu taki jest i nie ma to nic wspolnego z olewaniem mnie. Z drugiej jednak, kiedy dlugo jest cisza, wariuje i faktycznie czuje sie olewana. Kazda rozmowa konczy sie tym, ze wg niego ja przesadzam, ze on taki jest i nie umie inaczej. Czy mozna pozbyc sie jakos frustracji w tym ukladzie?