m_ryjek
10.06.11, 22:32
to właściwie jak słoń-baletnica. To moja pierwsza poważna praca. Myślałam, że mi sie uda...
Przez rok żyłam złudzeniami, że w pracy znalazłam przyjaciółkę. Miałam wrażenie, że jesteśmy sobie odgórnie przeznaczone i skazane na siebie. Rozumiałyśmy się bez słów. Aż do pojawienia się sprzeczki. Najpierw ja wyciągnęłam rękę ale nie udało się nam dogadać. Powiedziałam trudno. Coś się kończy, coś zaczyna. po 1,5 m-ca odezwałą się ona. Tylko, że mi już przeszło. Myślałam, że każda z nas pójdzie własną ścieżką, a praca pozostanie pracą.
Aż do dzisiaj. Dowiedziałam się, że kopie pode mną dołki. Opowiada, że (delikatnie mówiąc) zawiodłam ją. Ale już nie dokończyła za co (a sytuacja miała związek z pracą, miałam ją kryć). I wiem, że ludzie w firmie już gadają. Bo zawsze o kimś trzeba mówić. Teraz na świeczniku jestem ja.
Zignorować sprawę, udawać, że nic nie widzę czy narobić afery???
Bo uciekać nie będę...