doniaania
13.06.11, 10:53
ściema by wykorzystać kobiete czy coś w tym jest na serio?
Na forum na mężczyznie przeczytałam post kobiety, ktora pyta o mężczyznę zranionego ( patrzac na necie bardzo to popularne u mężczyzn tlumaczenie by sie nie angazowac) i sama zaczelam się zastanawiać, bo mam podobnie. odpisałam:
"a ja sie wlasnie wpakowalam w cos takiego. i niestety trudno mi sie wyplatac. zakochalam sie jak jakas siksa. a mam 30lat. jestem po przejsciach. do tej pory pewna siebie, ambitna i przebojowa. a teraz.. masakra. az mi glupio bo zdaje sobie sprawe ze stac mnie na cos wiecej niz czekanie na faceta, ktory nie jest zdecydowany, ktory, jakt to sie wyraza, boi sie zaangazowania, zranienia. sama nie potrafie się uwolnic. moge nie odzywac sie dzien, tylko na tyle mnie stac. proszę go, zeby sie mna nie bawil, ze skoro boi sie zaangazowania niech mi da swiety spokoj. troche poboli ale mi w koncu mi przejdzie. ale on nie daje mi tego spokoju. pisze ze mysli o mnie.zaczepia smsami. i tym ciągle rozbudza we mnie nadzieje. a z drugiej strony twierdzi, ze ledwo przezył tamten zwiazek i jak tylko moze będzie unikal zaangazowania. czuje sie jak jakas pacynka. robi ze mna co chce. mowi ze nie jestem odskocznia, ze nie jestem alternatywa, zabawką, ze "niestety" jestem kims waznym , kochaną fantastyczną dziewczyną...ale ze paralizuje go strach, jak zdaje sobie z tego sprawe co zaczyna czuć i robi odwrót.
moim zdaniem jak na kims nam zalezy to sie nie boimy. wiec czuje sia fatalnie z tym wszystkim. i pozostaje mi czekać aż mi w koncu przejdzie albo on zmieni swoją postawę.
ja poprostu nie rozumię mężczyzn. "
przeglądając internet widze, ze jestem poprostu frajerką, która dała się złapać jak jakaś naiwniaczka. I co ja mam teraz zrobić? czy mialyscie tak samo? jak dałyście sobie rade?