krwawa_orlica
16.06.11, 14:28
Tak wynika z moich obserwacji na polu zawodowym głównie, ale nie tylko. Ilekroć miałam kierowników, którzy zanadto wykorzystywali swoją władzę, od razu było widoczne, że ich problemy z otoczeniem wynikały z ich osobistych porażek i kompleksów.
Na pierwszy rzut przypomina mi się dawny kierownik (pracowałam kiedyś w call center w banku), facet samotny po 30tce, z wielkimi wymaganiami co do kobiet (często o tym mówił), wulgarny, arogancki, zwłaszcza do kobiet, ale nie tylko, jeśli tylko zauważył, że może sobie wobec danej osoby pozwolić na tzw kolokwializmy, osoba taka momentalnie miała dzień w dzień docinki, krzyk i ośmieszanie przed innymi pracownikami, zmieniłam pracę, jak tylko zauważyłam, że z jakiś powodów próbuje swoich gierek na mnie.
Jakie wnioski wyciągnęłam? Samotny, nieszczęśliwy, niespełniony, pałający jawną nienawiścią do kobiet, zapewne z faktu złamanego serca.
Pewnie dość stereotypowe wnioski wyciągnęłam, ale nie lubiłam faceta, a jego zachowanie było dość sugestywne i sympatii w żaden sposób nie wzbudzało.
Potem pracowałam ponownie w oddziale jednego z dużych banków i tu trafił mi się gorszy przypadek, pani kierowniczka, wbrew pozorom, młoda matka i mężatka na stanowisku, wydawałoby się, że spełniona w jakiś tam sposób, a tu nic. Osobiście nigdy krzywdy mi nie zrobiła, ani nie powiedziała nic złego, ale widziałam jak traktuje pracowników. Babka niezrównoważona, ciągle latała, krzyczała, płakała i obrażała pracowników, co najlepsze z jednej firmy wyleciała za mobbing i nic to jej nie nauczyło.
Tu nigdy nie wpadłam na pomysł co mogło być przyczyną jej kompleksów i złośliwości? Niedane małżeństwo, zdradzający mąż, inne problemy?
Ponownie zmieniła pracę, bo dostałam lepszą propozycję, jakiś czas potem dowiedziałam, że panią kierownik ponownie wyrzucono z pracy za mobbing z jakimś wpisem do akt.
Kolejna praca w firmie finansowej, i młoda dziewczyna zarządzająca ludźmi, ponownie to samo, złośliwa, płaczliwa, krzykliwa, nieopanowana, w dodatku wścibska, o sobie nie mówiła prawie nic, za to wszystkich o wszystko wypytywała i krytykowała bezczelnie, jeśli nie było to zgodne z jej osobistymi poglądami, laska była na tyle bezczelna, że ludziom, którzy byli wobec niej ulegli i przytakiwali jej na każdym kroku, "załatwiała" tzw łatwiejszą i bardziej opłacalną pracę. Zwolniłam się stamtąd nie mając nic innego w zanadrzu, niekoniecznie z jej względu, ale nie podobał mi się obozowy system pracy w tamtym miejscu za marne pieniądze.
Obecnie trafiłam bardzo dobrze i złego słowa nie powiem, ale zastanawia mnie to, że dopiero za trzecim razem trafiłam jak trzeba.
Czy to może specyfika pracy w finansach, czy do tej pory miałam jakiegoś wyjątkowego pecha? Szczerze straciłam już nadzieję, że w pracy mogą być normalne i zdrowe relacje z kadrą zarządzającą, dopóki nie znalazłam obecnej.
I tak mi się nasuwa pytanie, czemu ludzie z problemami mają możliwość pracy na kierowniczym stanowisku? Przecież widoczne jest, że na każdym kroku odreagowują własne niepowodzenia na pracownikach, a swoich obowiązków wcale nie wykonują jak powinni, zauważyłam do tej pory, że ich głównym celem było zrównanie pracownika do parteru i ciągłe egzekwowanie zakazów i nakazów, zero ludzkiego podejścia.
Uważam, że tacy ludzie powinni serię testów przechodzić psychologicznych czy aby na pewno nadają się zarządzanie zespołem, bo studia jak widać wiele ich nie uczą.