Mam w pracy taka sytuacje:

07.07.11, 15:03
Jeden facet duzo gada, czesto krytykuje innych. Oczywiscie nie otwarcie, tyko za plecami. Siedzi obok mnie, wiec sila rzeczy jestem adresatem. Nic nie odpowiadam. Obok mnie siedzi jeszcze jedna pani, ktorej sie to nie podoba i przestala gadac z panem krytykantem. I oczywiscie nakreca mnie przeciwko niemu, obgadala go przede mna. Chyba chce ze mna jakis front przeciw niemu stworzyc. Np, jak on czestuje mnie cukierkiem, a ja biore to sie krzywi i wychodzi umyc rece, ktore umyla przed chwila. Najwyrazniej sugeruje mi zdrade. Normalnie trzecia klasa podstawowki. Tworzenie grup i podgrupek, kolek adoracyjnych. Nigdy w czyms takim nie uczestniczylam. Nie mam zamiaru sie tam z nikim gryzc, niech sie sami pozeraja. Mam zamiar stosowac strategie: "ja gadam ze wszystkimi" . Na studiach tez mnie "przeciagano" na swoja strone. Moja strategia skonczyla sie tym, ze obie zwasnione strony mnie "olaly", jako "nieprzydatna" we wlasnych wojnach.
Przyjdzie mi z tymi udzmi jeszcze pare lat sie kolegowac. Znowu zostane wyizolowana? Musze sie zaangazowac po ktorejs stronie, w tak blahej kwestii? Jakie beda konsekwencje mojej postawy? Ktos ma podobne doswiadczenie?
    • makwalz Re: Mam w pracy taka sytuacje: 07.07.11, 15:12
      Staram się nie angazować w spory firmowe, czasem zostaję wciągnięta, ale szybko uciekam.
    • funny_game Re: Mam w pracy taka sytuacje: 07.07.11, 15:20
      W pracy nigdy się z czymś takim nie spotkałam.
      W szkole średniej byłam jakiś czas "poza klasą" dzięki uprzejmości koleżanki, której dozgonną przyjaźń odrzuciłam, a nawet nie tyle: odrzuciłam, co odpowiedziałam na pisemną propozycję przyjaźnienia się (och, ach, c'nie? :D), że takie rzeczy nie rodzą się na papierze, bo ktoś zaproponował. Bardzo elegancko mi wtedy chudą dópę obrobiła. Klasa, poza moim ówczesnym klasowym bojfriendem, uwierzyła. A ja miałam to gdzieś, bo miałam mnóstwo znajomych poza klasą.
      I po jakimś czasie to olewanie całej sytuacji, nie dementowanie niczego, zaczęło kilka osób zastanawiać i nagle ruszyła jakaś lawina miłych gestów w moją stronę. To było naprawdę fajne :)
      Może po prostu lepiej trochę pobyć z boku, móc sobie patrzeć w oczy, niż się wciągać w czyjeś gry?
      :)

      Jak nie pomogłam, to se chociaż popisałam, a co.
      • martishia7 Re: Mam w pracy taka sytuacje: 07.07.11, 15:34
        W średniej takie akcje? Serio? Bardzo duży lol.

        Ad rem - doradzam tzw. rżnięcie głupa. Nic nie wiesz o żadnych konfliktach, nie opowiadasz się po żadnej ze stron.
        • funny_game Re: Mam w pracy taka sytuacje: 07.07.11, 15:40
          martishia7 napisała:

          > W średniej takie akcje? Serio? Bardzo duży lol.

          Tak, szoczek :)
          W podstawówce było bardziej "po męsku" i problemy się rozwiązywało raz-dwa, sytuacja była dynamiczna. A tu jedna z drugą już sobie trony mościły i organizowały dwór wraz z jego intrygami, koteriami, bla bla bla, tak jak u Kochanicy w pracy :D

          >
          > Ad rem - doradzam tzw. rżnięcie głupa. Nic nie wiesz o żadnych konfliktach, nie
          > opowiadasz się po żadnej ze stron.
          • martishia7 Re: Mam w pracy taka sytuacje: 07.07.11, 17:26
            Znaczy się do frałcymeru chciały Cię zaprosić. Niezłe. U mnie w klasie było 2/3 dziewczyn, ale szczęśliwie żadna nie miała ambicji bycia królową balu...
      • kochanic.a.francuza Re: Mam w pracy taka sytuacje: 07.07.11, 16:05
        Pomoglas dzieki.
        Przez jakis czas, pewnie wszyscy beda mnie nilubic, ae potem, mam nadzieje, wroca.
        Stosunki sie ksztatuja latami.
    • tygrysio_misio Re: Mam w pracy taka sytuacje: 07.07.11, 16:11
      jasne, ze zoatsnie odizolowana jako nietowarzyska ;]

      na studiach czulam sie odizolowana, bo sama chodzilam do kibla ;]
      • kochanic.a.francuza Re: Mam w pracy taka sytuacje: 07.07.11, 16:15
        na studiach czulam sie odizolowana, bo sama chodzilam do kibla ;]


        No tez tak miaam, ae mi to powiewalo, bi studia to taki praystanek tylko. Bylam tego swiadoma. Tu nie wiem jak dlugo mi przyjdzie pracowac. Aby nie za dlugo:)
        • tygrysio_misio Re: Mam w pracy taka sytuacje: 07.07.11, 16:21
          studiowac tez mozna dlugo..najtrdniejsze jest ponoc pierwsze 5 lat ;]

          to chyba nie jest kwestia "przedszkola".. tylko niektore kobiety po prostu nie potrafia same pojsc do kibla, same poszukac se promotora (tylko pasipsiolki zawsze musza pisac u tego samego), jak wszytskie w knajpie pija drinki to zeby smiertenie odczuwaly pragnienie na piwo to nie zamowia go ;]

          trzeba sie przyzwyczaic i trzymac sie facetow ;]
          • kochanic.a.francuza Re: Mam w pracy taka sytuacje: 07.07.11, 16:36
            trzeba sie przyzwyczaic i trzymac sie facetow ;]


            Ale z facetami nie mozna pogadac o tym ze masz bolesne miesiaczki, czy ze ci biust ostatnio "schudl";) No i mozna sie bolesnie zakochac w tych fajniejszych.
            Nieee..;).
    • zamysleniee Re: Mam w pracy taka sytuacje: 07.07.11, 16:52
      generalnie, mam zasadę, że jak ktoś sam mojej osobie nie podpadnie, to nie nastawiam się na "nie".
      Nie wchodzę w uklady "grupy". Po prostu najlepiej olewać, robić swoje i nie zauważać gimnastyki koleżanki. Z czasem mogą dojść do porozumienia, a wtedy Ty możesz zostać najgorszą, jeżeli staniesz po jej stronie ;)

      Ps. jednak ostatnio zauważyłam u siebie dziwną rzecz (internet/forum), zaczęłam się zastanawiać po której stronie stanąć. Są osoby które raczej nie darzą się sympatią, ja natomiast je tak (bardzo). I to trochę między młotem a kowadłem... z pewnością czas pokaże (jak z wieloma rzeczami :) )
      • kochanic.a.francuza Re: Mam w pracy taka sytuacje: 07.07.11, 17:18
        "Są osoby które raczej nie darzą się sympatią,"

        Chyba chcialas napisac "nie sa darzone sympatia"?
        No i mam jakies takie wrazenie, ze wiem o kim piszesz:)
        • zamysleniee Re: Mam w pracy taka sytuacje: 07.07.11, 17:47
          "Są osoby które raczej nie darzą się sympatią," dokładnie to chciałam napisać :)
          O tych co nie są darzone to szkoda się rozpisywać :D

          > No i mam jakies takie wrazenie, ze wiem o kim piszesz:)
          :)
    • ingeborg Re: Mam w pracy taka sytuacje: 07.07.11, 19:38
      No nie wiem. Pan przejawia postawę wysoce aspołeczną i generalnie kwasogenną i szkodliwą dla grupy, więc ja bym przyłożyła rączkę do bojkotowania go, uprzednio wyjaśniwszy czemu go bojkotuję. Koleżanka natomiast zachowuje się dziecinnie. Ergo = bojkotowałabym go na własną rękę = Kiedy tylko otworzy japę żeby komuś dupę obrobić powiedziałabym "Ej wiesz co Jarek, serio, nie mogę już tego słuchać".

      Bo to tak wygląda trochę konformistycznie, jakbyś mu się bała podpaść.
      • kochanic.a.francuza Re: Mam w pracy taka sytuacje: 08.07.11, 07:24
        "Ej wiesz co Jarek, serio, nie mogę już tego słuchać".

        Ja go ze dwa razy zbojkotowalam na wlasna reke, zanim ta dziecinna kolezanka pojawila sie unas. Faktycznie mowi czasem "kwasogennie", wiec mu powiedzialam, ale zartobliwie i bez robienia kwasu, ae chyba zbyt zartobliwie bo nie skumal. Nie zamierzam wiecznie nie reagowac, ale zeby moc zwracac uwage, trzeba najpierw z ta osoba miec w miare dobre relacje: "gdzie sie pan tak opail?" "Ccesz Kochanico troche szcypiorku bo mi za duzo w ogrodku uroslo". I dopiero jak sie do psiebie przyzwyczaimy, mozna swoj punkt widzenie przedstawiac.
        • ingeborg Re: Mam w pracy taka sytuacje: 08.07.11, 16:31
          Ojtam ojtam. A jak zacznie robić coś innego co ci przeszkadza, typu zacznie bekać o też będziesz się certoliła i też będziesz potrzebowała się z nim zaprzyjaźnić żeby mu zwrócić uwagę? Bez przesady, pracujecie w końcu razem.
          • kochanic.a.francuza Re: Mam w pracy taka sytuacje: 08.07.11, 16:58
            Kiedys sie przyjaznilam z bekajacym grubasem-idzie zdzierzyc. W koncu nie beka sie non-stop;)

            A na powaznie: nie wymyslilam sobie tego styu rozwiazywania probemow, tylko tak sie samo naturalnie wypracowao: unikam konfrontacji. tak ugniatam ciasto, ze delikwent sam przychodzi po rozum do glowy. Ludzie juz tak maja, ze jak im powiesz bez ogrodek, nawet zyczliwie i kulturalnie, to juz masz wroga. Wiekszosc nie znosi krytyki (mialas okazje doswiadczyc niedawno). Wole "prace u podstaw".
            {jejciu jak swietnie sia gada po polsku, normalnie pojelam co to jest kod kulturowy:)))}
    • chai22 Re: Mam w pracy taka sytuacje: 08.07.11, 13:30
      nie musisz sie angazowac i to najlepsze wyjscie. ja tez sie nie angazuje i wychodze na tym najlepiej. jak nikt mi nic nie zrobil, to czemu mam go zwalczac?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja