kochanic.a.francuza
07.07.11, 15:03
Jeden facet duzo gada, czesto krytykuje innych. Oczywiscie nie otwarcie, tyko za plecami. Siedzi obok mnie, wiec sila rzeczy jestem adresatem. Nic nie odpowiadam. Obok mnie siedzi jeszcze jedna pani, ktorej sie to nie podoba i przestala gadac z panem krytykantem. I oczywiscie nakreca mnie przeciwko niemu, obgadala go przede mna. Chyba chce ze mna jakis front przeciw niemu stworzyc. Np, jak on czestuje mnie cukierkiem, a ja biore to sie krzywi i wychodzi umyc rece, ktore umyla przed chwila. Najwyrazniej sugeruje mi zdrade. Normalnie trzecia klasa podstawowki. Tworzenie grup i podgrupek, kolek adoracyjnych. Nigdy w czyms takim nie uczestniczylam. Nie mam zamiaru sie tam z nikim gryzc, niech sie sami pozeraja. Mam zamiar stosowac strategie: "ja gadam ze wszystkimi" . Na studiach tez mnie "przeciagano" na swoja strone. Moja strategia skonczyla sie tym, ze obie zwasnione strony mnie "olaly", jako "nieprzydatna" we wlasnych wojnach.
Przyjdzie mi z tymi udzmi jeszcze pare lat sie kolegowac. Znowu zostane wyizolowana? Musze sie zaangazowac po ktorejs stronie, w tak blahej kwestii? Jakie beda konsekwencje mojej postawy? Ktos ma podobne doswiadczenie?